Mleczna droga

Cztery lata. Blisko 1500 dni. Tysiące godzin, miliony sekund. Tyle trwa moja mleczna droga. Droga, którą gdybym chciała narysować przypominałaby drzewo. Z lekko skręconym pniem, który symbolizowałby jej początek. Drzewo, z dwoma grubymi konarami. Jeden z nich, ten większy to starszy syn- Mateusz. Drugi to Antoś. Drobne gałązki byłyby wspomnieniem naszych historii. Naszej mlecznej przygody. Drogi. Czasem krętej, doprowadzającej nas na rozstaje, drogi która w końcu kiedyś będzie mieć swój kres. Do jednego końca już dotarliśmy.

Początkowo zakładałam. Rok, półtora. Dwa.Może trochę więcej. Granica przesuwała się wraz z wiekiem Mateuszka. Myśl o odstawieniu pojawiała się równie często jak myśl o tym, że nie jest jeszcze gotowy. Nie martwiłam się, że to nigdy nie nastąpi. Wiedziałam, że przyjdzie taki dzień. I przyszedł oczywiście, a ja nawet nie wiem kiedy to dokładnie się stało. Dojrzał do tej decyzji. Nie musiałam uciekać się do żadnych sposobów. Tłumaczyć, wyjeżdżać, smarować piersi specyfikami. Po prostu, któregoś dnia nie poprosił o pierś. Nie zrobił tego kolejnego dnia, i następnego. Przez tydzień, dwa, miesiąc. Ja skupiona na Antosiu nawet nie wiem kiedy dokładnie był ten ostatni dzień. Wiem, że był czerwiec i mieszkaliśmy jeszcze w Krakowie. Choć zdecydowanie bliżej lipca.

Wtedy też napisała do mnie Sofi. To chyba było takie trochę przeznaczenie. Ukartowane przez los. Jestem ogromnie sentymentalną osobą, a Sofi sprawia, że cudowne wspomnienia nabierają kształtu. Sprawia, że możemy je przywołać w każdej chwili. Możemy dotknąć, poczuć. I choć na co dzień nie noszę biżuterii, wręcz jej nie lubię, poprosiłam ją o wykonanie dla nas pamiątki. W pierwszej kolejności pomyślałam o obrączce, żeby mieć ją zawsze przy sobie. Otrzymaliśmy jednak dwie kule. W obu znajduje się moje mleko. Jeszcze z czasów, kiedy karmiłam obu synów, więc mają dla mnie również symboliczną wartość.  Kule zawierają też ich włoski oraz pierwsze litery ich imion. Któregoś dnia je dostaną. Może będą dla nich wyjątkową pamiątką. A może i czymś więcej, o ile odziedziczą sentymentalny charakter po mamie 🙂

Milky way. Tak nazywa się firma Sofe, która zajmuje się tworzeniem biżuterii z mleka kobiecego. Choć oczywiście biżuterię można sobie zamówić z dodatkiem włosków, pępowiny, tkanin czy płatków kwiatów. Do wyboru są zawieszki, przepiękne obrączki, bransoletki, kolczyki. Sofi znajdziecie TU. Nie powiem Wam w jaki sposób przygotowywana jest biżuteria, bo jest to patent firmy opracowany przez grono chemików. Dzięki niemu istnieje możliwość zabezpieczenia mleka, które nie zmienia koloru po jakimś czasie, ale także i kształtu. Pamiątka będzie cieszyć przez długie lata. Milky way jest też pierwszym polskim producentem tego typu pamiątek.

Cały proces zamówienia biżuterii nie jest wcale taki skomplikowany na jaki wygląda (mnie na początku wydawał się nie do ogranięcia 😉 ). Wystarczy tylko zastosować się do instrukcji przesłanych przez Sofi, by jakiś czas później cieszyć się już swoją pamiątką. Serdecznie polecam wszystkim sentymentalnym mamom. Zajrzyjcie koniecznie do galerii prac, na pewno każdy znajdzie coś dla siebie : GALERIA

Ode mnie też kilka zdjęć. Niestety nie oddają piękna kul, ale chciałam Wam je pokazać już teraz, bo przed nami dobry czas na sprawienie sobie podobnej pamiątki 🙂

dsc_0145dsc_0174 dsc_0150dsc_0153dsc_0194dsc_0166

Pierwsza wyprawka – karmienie noworodka

Spoglądam na archiwalną listę z rzeczami dla Matiego, które nabyłam jeszcze przed porodem. Ówczesny „projekt wyprawka” zapisany w excellu zawiera kilka arkuszy zapełnionych tabelami. Łapię się za głowę! Kiedy ja miałam na to czas? Że nie wspomnę ile kasy wyrzuciłam w błoto.

Chciałoby się rzec, że tym razem mądrzej i bardziej minimalistycznie podejdę do tematu. Widzę różnicę, nie muszę mieć wszystkiego. Wiem co jest niezbędne i jeśli coś okazuje się moją fanaberią to nabywam tylko dlatego, że mam słabość. A nie z musu i tłumaczenia sobie, że na pewno się przyda.

Nie wiem jak większość mam, ale niech ryzykuję stwierdzeniem – spore grono kobietek w ciąży zakłada, że swojego malucha krócej bądź dłużej będzie karmić piersią. A karmić to już na pewno.

I ja w ciąży z Matim tak sobie założyłam. Oczywiście zrobiłam osobną tabelkę, w której uwzględniłam wszystko co będzie mi do tego karmienia potrzebne. Począwszy od laktatora (najlepiej dwóch- elektronicznego i ręcznego w razie „w”), wkładek laktacyjnych, kremów i maści na sutki, po butelki, na sterylizatorze kończąc.

Tym razem zestawienie wyglądałoby tak.

Bez nazwy-1

Oczywiście to zestawienie tylko i wyłącznie bazujące na moim doświadczeniu. Z tych wszystkich pozycji użyłam tylko laktatora 1 czy 2 razy i maści na brodawki (która nota bene służyła też jako maść na pupkę Matiego). Cała reszta, włącznie z wkładkami laktacyjnymi (bo nic mi nigdy nie ciekło) się u nas okazała zbyteczna.

Wiem jednak, że różnie być może. Tak jak ciąża ciąży nie równa, tak i po porodzie może być różnie. Choć zakładam, że problemów z karmieniem nie będzie (lata praktyki robią swoje) to dla spokoju sumienia nie pozbyłam się w/w laktatorów. Ba, dzięki Chicco wzbogaciłam się nawet o laktator ręczny 😉 Swoją drogą całkiem fajny. Poza tym laktatorem z Chicco, mam u rodziców Medelę Mini Electric (to ten użyty raz czy dwa razy) oraz elektryczną nówkę z Lovi (wygrana w konkursie).  Do laktatorów w zapasie spore pudełko wkładek laktacyjnych. Yupii. I nawet jakaś butelka się zabłąkała 😉

DSC_0208

Mając powyższe na uwadze przyszłym mamom, myślącym o karmieniu piersią sugerowałabym, aby lista wyprawkowa w tym temacie wyglądała tak.

1

Jeśli coś okaże się niezbędne zawsze możecie zakupić po porodzie. W dobie internetu można wszystko zamówić bez wychodzenia z domu, a i świeżo upieczony tatuś na pewno będzie skory do pomocy 😉

Na koniec mam malutką niespodziankę od Chicco. Dwie pierwsze osoby, które zgłoszą w komentarzu chęć otrzymania mini wyprawki (takiej jak trzymam na zdjęciu w dłoni) nie będą musiały martwić się o zakup paru rzeczy. Paczuszka mała, choć zawiera większość tego co mogłoby okazać się potrzebne, ale wcale nie musimy kupować przed porodem. Miałam tych paczuszek sztuk kilka, ale wyjątkowo obrodziło w tym roku w brzuszki wśród koleżanek. Łapać, więc kto może! 😉DSC_0210

Ps. Wyprawkowych postów spodziewajcie się jeszcze kilka. Kupiłam nową komodę. Pojemną. Jest co zapełniać i pokazywać! 😉

 

 

Karmienie piersią w ciąży

Wiele osób uważa, że karmienie piersią podczas ciąży nie powinno mieć miejsca. Że zagraża nienarodzonemu dziecku. Że pobudzanie brodawek wzmaga czynność skurczową macicy i może prowadzić do poronienia. Że starsze dziecko wraz z mlekiem wysysa wszystko co najcenniejsze dla płodu.

Jestem obecnie w 8 miesiącu ciąży. Od samego początku karmię Mateusza, który ma obecnie 2 lata i 9 miesięcy. Nie przyznaję się do tego głośno, bo rady które zwykle po takim wyznaniu słyszę, mogłabym spisywać w „dzienniczku mądrości życiowych przekazywanych przez ludzi reprezentujących postawę – nie znam się, ale się wypowiem-„. Nie chcę podnosić ciśnienia sobie i innym, więc zwykle temat przemilczam.

W tej kwestii słucham głosu swojego rozsądku oraz opinii lekarki prowadzącej moją ciążę. A nawet dwóch lekarek, bo tak się składa, że dwóch specjalistów czuwa nad przebiegiem ciąży. Obie jednogłośnie stwierdziły, żeby karmić, bo nie ma kompletnie żadnych przeciwwskazań medycznych (plamienia, ciąża zagrożona, odklejające się łożysko itp).

Zanim przejdę do konkretów małe wyjaśnienie dla tych, którym zdążył się już otworzyć nóż w kieszeni na hasło „karmienie starszaka”. Idę o zakład, że osoby te nie mają zielonego pojęcia jak wygląda karmienie piersią w tym przypadku. Karmienie dziecka, które ma 2-3 lata wygląda zupełnie inaczej niż karmienie noworodka czy niemowlaka. Mati dostaje obecnie pierś 2 razy. Przed zaśnięciem i rano po przebudzeniu. Każde karmienie, a właściwie przytulenie trwa nie więcej niż 3 minuty. Często wystarczy, że po prostu pocałuje pierś. W naszym przypadku karmienie piersią tak naprawdę oznacza już zaspokojenie potrzeby bliskości, a nie żywieniowej. Trzyletnie dziecko to wciąż dziecko, które w jakiś sposób musi odreagować to co się dzieje w ciągu dnia. Musi też zaspokoić chęć przytulenia się skoro większość czasu spędza na zabawach i harcach. Są dzieci, które w tym wieku w dalszym ciągu będą potrzebowały mleka mamy jako jednego z posiłków i też nic w tym dziwnego.

Skoro mamy to już wyjaśnione, przejdźmy do konkretów i zacznijmy od samego początku. Czyli od zajścia w ciążę. Często czytam, że wysoka prolaktyna, która utrzymuje się w czasie karmienia piersią wpływa na niemożność zajścia w ciążę. Z drugiej strony wielu specjalistów podkreśla, że karmienie piersią nie zabezpiecza przed zajściem w ciążę. W obu teoriach jest sporo racji, ale i też nieprawdy. Opowiem Wam o tym następnym razem. Dziś skupię się na błędnym przekonaniu o tym, że chcąc zajść w ciążę trzeba odstawić karmienie piersią.

Czy planując ciążę trzeba odstawić karmienie piersią?

Przede wszystkim nic nie trzeba. Karmimy jak dotychczas i przestajemy się zabezpieczać jeśli do tej pory to robiliśmy. Wiele osób podaje tu argument, że kobiecy organizm musi się zregenerować po karmieniu. Nie musi. Ważne, żeby pamiętać o zbilansowanej diecie i zdrowym stylu życia podczas karmienia. Ruch, wypoczynek, zdrowa żywność. Suplementy nie są potrzebne. Prawidłowo funkcjonujący organizm, nawet pomimo różnych wahań  hormonalnych mających miejsce podczas karmienia będzie w stanie dopuścić do zapłodnienia i utrzymania ciąży. Cykle miesiączkowe (o ile miesiączka powróciła) mogą być rozregulowane, więc warto się obserwować, by móc określić kiedy występuje owulacja. Ja obserwowałam swój organizm stosując techniki NPR (pisałam o tym już wcześniej, stosowałam jeszcze zanim zaszłam w ciążę z Matim), a wspomagałam się testami owulacyjnymi. Tym samym w obecną ciążę zaszłam w drugim cyklu starań. Jeśli obserwujecie cykle, owulacja występuje (zakładamy wstępnie, że ma to miejsce używając np testów), a do poczęcia nie dochodzi przez dłuższy czas, wtedy warto wybrać się do lekarza i wykonać badania, w tym również to oznaczające poziom prolaktyny.

Objawy towarzyszące ciąży podczas karmienia piersią.

Starając się o drugie dziecko zastanawiałam się jakie objawy będą towarzyszyć pojawieniu się dwóch kresek. W głównej mierze zastanawiało mnie czy piersi będą tym wyznacznikiem zanim jeszcze przyjdzie dzień testowania. W pierwszej ciąży zrobiły się większe i bolesne tuż po owulacji. Sutki były wrażliwe na dotyk, a chwilę później pojawiły się widoczne żyłki na dekolcie. Zastanawiałam się czy karmiąc Matiego będę czuła w piersiach jakąś zmianę. Czy zaczną specyficznie boleć podczas próby przystawiania czy będą napęczniałe jak podczas nawału. Nic z tego. Aż do samego testu i nawet przez kilka dni potem piersi nie zdradziły się nawet przez chwilę, że pod sercem powstało nowe życie. Ból pojawił się dopiero koło 6 tygodnia, kiedy widziałam już serduszko pulsujące na ekranie monitora od usg. Dodam też, że ból ten był nieco innego charakteru niż ten w pierwszej ciąży, bo przypominał raczej ten z pierwszego okresu karmienia po porodzie. Piersi przy dotyku nie bolały, zaczynały natomiast boleć przez pierwsze sekundy ssania. Trwało to chwilę, przez dosłownie kilka sekund i mijało. Głównie przy wieczornym karmieniu (wtedy jeszcze podawałam pierś przed drzemką w ciągu dnia). Ból ten przeszedł w okolicy 9 tygodnia na jakiś czas, powrócił koło 12 tc i trwa z mniejszym lub większym natężeniem (w sensie raz jest, a raz go nie ma) do tej pory.

Pozostałe objawy towarzyszące ciąży były dokładnie takie same jak w przypadku ciąży z Matim.

Czy karmiąc starszaka wystarczy niezbędnych składników dla płodu?

Tak, tak, po stokroć tak. Organizm kobiety jest tak skonstruowany, by w pierwszej kolejności zaspokoić potrzeby dziecka znajdującego się w macicy. Jeżeli kobieta karmi starsze dziecko (starsze wcale nie oznacza dwu latka, chodzi o sam fakt karmienia dziecka już narodzonego- równie dobrze może to być 3-4 miesięczne niemowlę, które mleka matki potrzebuje w dużych ilościach i dla którego jest one wyłącznym pożywieniem przy założeniu, że matka nie dokarmia mieszanką i nie rozszerza diety)to w drugiej kolejności organizm zaspokaja potrzeby dziecka żywionego piersią. Na samym końcu zaspokaja potrzeby organizmu kobiety. Dlatego tak ważna jest dobrze zbilansowana dieta i prawidłowy styl życia.

Czy starsze dziecko nie zrobi krzywdy temu w brzuchu gdy uderzy mnie podczas karmienia?

Nigdy nie przytrafiła mi się taka sytuacja podczas karmienia, natomiast podczas różnych zabaw i wygłupów w ciągu dnia owszem. Czasem przez nieuwagę podczas harców zarobię kuksańca w brzuch. W czasie karmienia natomiast Mati zawsze jest spokojny i wie, że nie wolno po mamie skakać. Od początku zwracałam uwagę by był ostrożny, tłumaczyłam że w brzuszku zamieszkał dzidziuś.

Czy karmienie piersią nie powoduje skurczy macicy zagrażających poronieniem?

W moim przypadku nie powodowało. Karmiąc nigdy nie odczuwałam skurczy przypominających te miesiączkowe. W początkowych tygodniach ciąży bóle te występowały, ale nie były one związane z karmieniem, a z rozrastaniem się macicy. Nie szły w parze z karmieniem. Skurcze macicy podczas karmienia są mniej intensywne niż podczas orgazmu. Jeśli, więc lekarz nie zabronił Wam współżycia, karmienia również nie powinien.

Jeśli mocne skurcze występują podczas karmienia, dochodzi do plamień należy niezwłocznie skontaktować się z lekarze. To on po badaniu zdecyduje co dalej.

Kiedy skończyć karmić piersią? Czy należy to zrobić przed porodem?

Wszystko pozostaje decyzją kobiety. I dziecka rzecz jasna. Nigdy nie przypuszczałam, że będę karmić tak długo. Nie zakładałam nawet, że karmiąc – zajdę w ciążę. Myślałam, że pół roku, potem rok, a potem to się zobaczy.. A jak już pojawiło się nowe życie liczyłam na to, że Mati odstawi się sam. W tym temacie jestem zwolenniczką naturalnego samoodstawienia dlatego nie mając wskazań medycznych nie robię nic na siłę. Chcę, żeby ten proces zakończył się sam za obopólną zgodą. Ja już jestem na to gotowa, Mati jeszcze nie do końca. Wciąż potrzebuje tej chwili bliskości i regeneracji przy piersi. Czy do porodu coś się zmieni, ciężko mi powiedzieć. Jedna z moim lekarek, a prywatnie moja koleżanka sugeruje odstawienie przed porodem ze względu na moje zmęczenie po porodzie. Boi się, że mogę nie podołać karmieniu młodszego dziecka i starszego. Ja obawiam się zazdrości, że odstawiając teraz na siłę, Mateusz za 2 miesiące zobaczy, że pierś dałam drugiemu. Chce by cały czas miał świadomość, że mimo pojawienia się brata, wciąż kocham go równie mocno. Dla niego moja miłość w pewnym sensie równa się bliskość z piersią.Wierzę, że łatwiej będzie nam przejść proces akceptacji rodzeństwa jeśli będzie miał tę świadomość. Mam też gdzieś cichą nadzieję, że skoro potrzebuje piersi co raz rzadziej to przyjdzie dzień, w którym zdecyduje, że wystarczy mu samo przytulenie się do mamy. Jeśli przyjdzie mi karmić tandem (dwoje dzieci) to tak zrobię.

Jak karmić tandem?

Nie wiem. Mogę gdybać. Trochę czytałam tu i ówdzie, zasięgnęłam rad doświadczonych koleżanek. W pierwszej kolejności karmić dziecko młodsze. Potem starsze. Można karmić jedno z jednej piersi, drugie z drugiej. W naszym przypadku nie będzie takiej potrzeby. Mati jest na tyle duży, że spokojnie poczeka na swoją kolej. Wiem jednak, że jeśli zachodzi potrzeba karmienia dziecka, które faktycznie mleka potrzebuje jako posiłku to kobiece piersi doskonale potrafią się do tego przystosować. Pod wpływem śliny dziecka zaczynają produkować mleko mu potrzebne. Nie musicie martwić się też o siarę produkowaną już w okresie ciąży. Starszak na pewno nie wyssie tego co natura stworzyła dla nowego życia.

Z mojej strony to by było na tyle. Jeśli macie jakieś pytania możecie je zadać w komentarzach. Na pewno na nie odpowiem.

Wpis powstał na bazie mojego własnego doświadczenia. Trochę też czytałam u mądrzejszych od siebie, zasięgnęłam opinii u lekarza.


 

Jeżeli chcecie poczytać coś mądrego w temacie karmienia piersią, nie tylko w okresie ciąży lub zarekomendować lekturę np koleżance, która spodziewa się dziecka z czystym sumieniem mogę Wam polecić jedną z nowszych książek wyd. Mamania „Po prostu piersią”. Jest to książka autorek metody BLW (w większości doskonale znanej rodzicom posiadającym już starsze potomstwo). Bogate kompendium wiedzy, poruszające temat karmienia piersią z różnych perspektyw, również tych gdzie pojawiają się problemy (pamiętajmy, że nie u każdej kobiety proces karmienia jest bezproblemowy i często potrzebują one wyjątkowego wsparcia). Książka podpowie jak dobrze rozpocząć, ominąć trudności i karmić naturalnie. Jak wykarmić wcześniaka, uniknąć problemów z zapaleniem piersi, co zrobić gdy karmienie boli,a także jak rozszerzać dietę niemowląt karmionych wyłącznie piersią. Niezbędnik każdej mamy, która myśli o karmieniu piersią.

DSC_0087

W związku z tym, że aktualnie trwa światowy tydzień karmienia piersią to jeszcze do jutra książkę możecie nabyć w promocyjnej cenie 19,90zł zamiast 34,90zł. Do nabycia tu.

 

 

 

Granice cielesności

Złamałam już dawno dane sobie słowo i wdałam się w pewną dyskusję. Forum pełne babeczek po porodzie, gdzie od nadmiaru buzujących hormonów aż wrzało. Wszystko za sprawą zdjęcia, które wrzuciła jedna z uczestniczek. Zdjęcia, które mi osobiście się nie podobało, choć przedstawiało piękną kobietę podczas karmienia piersią.
Kto czyta bloga wie, że murem stoję za karmieniem naturalnym i jest to dla mnie równie piękny co naturalny akt. I choć karmię ponad dwa lata, ta naturalność wtapia się w pewnym momencie z intymnością. Być może jestem na tyle nieśmiała, że otwarte karmienie przy innych mnie krępuje lub po prostu nie uważam, że muszę to robić na forum publicznym. Nie oznacza to, że chcąc nakarmić Młodego chowałam się po ubikacjach, jednak zwykle staram się podać pierś tak by nie nie czuć się skrępowaną. Choć tak naprawdę Gucio powinno mnie obchodzić zdanie w temacie obcych osób, będących przypadkowymi świadkami karmienia, to też nie chce by to skrępowanie widokiem nagiej piersi nagle się pojawiło.
Nie chce być źle zrozumiana, nie ma tu żadnego podtekstu erotycznego, ale mam swoje granice cielesności, których nie lubię przekraczać. Ze względu na mnie samą, bo po prostu źle się z tym czuję. To pewnie kwestia mojego charakteru, bo nigdy specjalnie nie eksponowałam swojego ciała bluzkami z dużymi dekoltami czy przykrótkimi mini.
Jako, że forum to z samej definicji miejsce, gdzie można wyłożyć swoją opinię i zdanie w temacie, widząc odważne zdjęcie, w odważnej pozie, co prawda przedstawiające karmiącą kobietę postanowiłam z tego prawa skorzystać. Oczywiście nie po to, by napisać coś niemiłego. Chciałabym być szczera i napisać, że mi osobiście się to zdjęcie nie podoba. Nie dlatego, że jest brzydkie. ale dlatego, że patrząc czułam, że coś jest nie tak. Nie widziałam tej czułości, której doświadczam karmiąc za każdym razem od dwóch lat. Było za to coś w minie tej mamy, w jej pozie co sprawiało, że patrzenie na zdjęcie budziło skojarzenie zupełnie inne niż to związane z laktacją. Zanim dodałam swoją opinię, zastanowiłam się dłuższą chwilę. Popatrzyłam na fotkę raz jeszcze zakrywając dziecko,  tak że widziałam tylko kobietę. Ten widok upewnił mnie w moich odczuciach.
 Matka protestująca przeciwko dyskryminacji karmiących – źródło: demotix.com

Nie twierdzę, że karmiąca kobieta ma być aseksualna. Dla mnie piękno jednak tkwi w naturze i dlatego ośmieliłam się wypowiedzieć swoje zdanie. Niestety szczerość spowodowała falę sprzeciwu, skierowaną w moją stronę. Z jednej strony uznano mnie za zboczoną, skrzywioną emocjonalnie, a z drugiej za zakompleksioną i zazdrosną dziewuchę. Bo poza dziewczyny leżącej na łóżku i jej mina, jej naga pierś i druga wylewająca się z czarnego biustonosza wydały mi się jakieś takie- erotyczne. Zakompleksiona i zazdrosna, bo pewnie sama jestem tłustym pasztetem, z cyckami zwijanymi w rulon i włosami nie czesanymi od porodu. Kobiety..
Ucięłam dyskusję ze swojej strony, bo kopać się z koniem zamiaru nie miałam. Zwłaszcza, że moje komentarze, podobnie jak i innych dziewczyn podzielających moje zdanie były sukcesywnie usuwane. Jednak jakiś czas potem nasunęły mi się pewne wnioski. Specjalnie czekałam jakiś czas od tej nieszczęsnej dyskusji na forum, by móc poważnie zastanowić się czy myśl, która mi zakiełkowała wtedy w głowie powinna ujrzeć światło dzienne.
Dziś już wiem- powinna.
Wiecie, często słyszy się głosy oburzenia. Że kobiety karmiące afiszują się z cyckami na wierzchu, że widok ten wzbudza niesmak itp. Z drugiej strony mamy karmiące są dyskryminowane, że muszą chować się po kątach. Niekończąca się walka. Temat znany każdemu. Seksowna modelka na bilboardzie prezentująca bieliznę z najnowszej kolekcji pewnej znanej marki kontra kobieta po porodzie, z bujnym biustem, karmiąca w ubikacji.
I choć dzięki Bogu w świadomości już coś się zmienia, bo nawet papa Franciszek zaapelował do matek, by karmiły swoje dzieci gdy są głodne, nawet podczas nabożeństwa to jednak… Jednak prawda leży po środku, a to co naturalne jest najpiękniejsze i nie powinniśmy o tym zapominać. Karmimy swoje dzieci i to jest piękne, bo naturalne. Karmimy w miejscach do tego stworzonych, a nawet na widoku publicznym. Jednak naturalnym odruchem jest zakrycie piersi. Przynajmniej naturalnym u mnie. Nawet jeśli nie mam przy sobie kawałka materiału, którym mogłabym się zakryć, to osłaniam pierś ręką, głaszcząc synka po policzku. To naturalny odruch. To moja intymność. Dziecko ssąc konsumuje, ktoś spyta „czy jedząc też zasłaniasz się lub chowasz po kątach?”. Oczywiście, że nie. Jednak w tym duecie chodzi też o moją cielesność i jej granice. Nie tylko o akt spożywania posiłku.
Dlatego dziś już wiem, jestem pewna co tak naprawdę „uderzyło” mnie w tym zdjęciu. Nie chodziło o erotykę, ale o granice intymności. Każdy z nas ma je ustawione gdzieś indziej. Moja przebiega daleko przed tą, którą zobaczyłam na zdjęciu. Nie poczułam się zgorszona patrząc na zdjęcie. Czułam się jednak nienaturalnie, nieswojo.
Teraz rozumiem, dlaczego któregoś dnia siostra mojego męża widząc zdjęcie mojego nagiego 9-miesięcznego brzucha powiedziała mi, że nie do końca jej „pasuje”. Dla mnie wielki brzuch, a dokładniej jego zawartość była wtedy ogromnym powodem do dumy. Nic więc dziwnego, że pstryknęłam fotkę i wrzuciłam na pamiątkę na bloga. Ona mogła czuć się nieswojo patrząc na to zdjęcie. Na co dzień przecież nie widuje mnie paradującej z brzuchem na wierzchu.
Podobnie sprawa ma się z dziewczyną ze zdjęcia. Piękna mama, z dumą karmiąca swoje dziecko. Nic poza tym. To granice mojej cielesności postawiły to zdjęcie w świetle w jakim je odebrałam.
Na kimś innym nie zrobiło ono żadnego wrażenia.
Granice cielesności. To od nich biorą się problemy w zrozumieniu drugiego człowieka. Batalie kierowane przeciwko matkom karmiącym publicznie. Brak zrozumienia dla będących świadkami karmienia.
Ta sytuacja pokazała mi dokładnie gdzie przebiegają moje. A Ty wiesz gdzie są Twoje?
Ps. Wyjaśniając- zdjęcie w poście nie było przedmiotem dyskusji, a oryginału z uwagi na prywatność przytoczyć nie mogę.

Jak odstawić nocne karmienie piersią

Ponad dwa lata trwa nasza przygoda z karmieniem piersią. Nie przypuszczałam, że ta droga mleczna będzie tak długa. Zawsze zakładałam, że rok, a potem się zobaczy. Rok minął niepostrzeżenie, a potem kolejny.
Zawsze mi się wydawało, że im dziecko starsze tym łatwiej mu wytłumaczyć pewne kwestie, w tym również tą związaną z karmieniem. Gdzieś po cichu liczyłam i wciąż liczę, że przyjdzie taki dzień, w którym mój syn odstawi się całkowicie sam. Byłam tez pewna, że dwulatek bliskości oraz maminego mleka potrzebuje dużo mniej niż roczniak. Okazało się jednak, że byłam w wielkim błędzie.
Być może nawet nie o samą potrzebę zaspokojenia głodu chodzi co o potrzebę bliskości. A przychodzi ona falami wraz z różnymi etapami w życiu synka. Przerabialiśmy zwiększoną potrzebę ssania w wieku ok. 16-18 miesięcy. Budzenie się w nocy, częste przychodzenie w ciągu dnia. Pierś była lekiem na całe zło. Gdy ten etap minął, zaczęły wychodzić piątki i ponownie okazało się, że jedynie mamy pierś może przynieść ukojenie.
Wciąż jeszcze w buzi synka brakuje jednej piątki. Dodatkowo od dłuższego czasu już mamy etapy, w których Mati daje nam ostro popalić (jestem pewna, że moje dziecko książkowo przechodzi wszystkie skoki rozwojowe, bunty itp). Nie chcę mu wywracać świata do góry nogami fundując rewelację w postaci odstawienia od piersi, ale najzwyczajniej w świecie jestem już zmęczona.

Nie samym karmieniem, ale faktem, że pierś i mama muszą być do usypiania. Że przebudzony w nocy szuka od razu piersi, tylko po to by pociumkać przez chwilę.

Przyszedł moment, w którym podjęłam decyzję, że kończymy nocne karmienia. I choć sprawa wydawała mi się trudna, a wręcz mało możliwa z uwagi na współspanie, udało się. Od około 2-3 tygodni Mati zasypia bez piersi, a obudzony w nocy odpływa w krainę Morfeusza po przytuleniu.
Przeczytałam mnóstwo rad w temacie, sięgnęłam po poradę do Księgi Rodzicielstwa Bliskości Searsów, a okazało się, że wystarczyło wieczorem Matiemu wytłumaczyć, że sysy (określenie Matiego) poszły spać, ale mama jest obok i zawsze może się do mnie przytulić. Stanowczo powtarzane przez kilka dni, nawet podczas nocnych pobudek. Koniec kropka. Nic ponadto. Aż zdziwiona jestem, że tak łatwo poszło. Trafiają się noce, że Mateuszek budzi się raz czy dwa. Nawet takie pobudki z płaczem. Ale trwają one około 30s, góra minutę, po których synek przytula się i zasypia ponownie. Wieczorem zasypia przy mnie. Ale już bez piersi. Czas na tę bliskość mamy zarezerwowany po kąpieli. Potem jest bajeczka albo książeczka, liczenie gwiazdek na suficie rzucanych przez projektor, a następnie Mati odwraca się pleckami i zasypia sam.
Odżyłam trochę, bo doszliśmy do momentu, w którym Mati przebudzony o 5 potrafił nie wypuszczać piersi z buzi do 7. Teraz dosypia rano do 9. Bez piersi. W ciągu dnia co prawda nadrabia tą bliskość, ale świetnie daje sobie radę gdy mnie cały dzień nie ma w domu.
Myślę o tej mojej drodze mlecznej. I ciężko mi uwierzyć, że już jakiś etap mamy za sobą. Krok bliżej do końca, który przecież kiedyś, prędzej czy później nastąpi. I choć to oczywiste, choć czasem w przypływie większego zmęczenia, myślę, że mogłoby to być już, to żal mi wtedy. A czas tak szybko ucieka. Nie ma już noworodka, niemowlaka. Jest mały chłopczyk, który nim się obejrzę będzie już dużym. I jak to mówią… co odeszło, już nie wróci. Pozostanie jedynie piękne wspomnienie tego co było…