Medycyna przyszłości – domowe KTG

Bicie serduszka dziecka. To najpiękniejsze ciążowe wspomnienie jakie pozostanie ze mną do końca życia. Nie kopniaczki, nie widok 2 kresek na teście ciążowym, a odgłos bicia serca mojego dziecka. Zarejestrowany na domowym KTG. Nagrany przeze mnie w domu. Filmik, do którego będę często wracać. Filmik, który teraz, gdy tulę Antka w ramionach wzrusza mnie niezmiernie. Filmik, którego by nie było, gdyby nie cudowne zrządzenie losu.

Mam w życiu szczęście. Los stawia na mojej drodze wspaniałych ludzi. Daje mi możliwości, o których nawet bym nie pomyślała. Otwiera drzwi, o których istnieniu nie miałam świadomości.

Końcówka ciąży, 37 tydzień. Mail, a potem telefon od Pana Jacka z firmy Medicanet.pl Z propozycją przetestowania ich najnowszej usługi. Jako jedna z pierwszych mam otrzymać urządzenie do domowego KTG. Zaintrygowana godzę się. Nie świadoma, że właśnie zaczynam przygodę, którą będę wspominać przez długi, długi czas.

Nie świadoma, bo KTG do tamtej chwili kojarzyło mi się tylko z porodem. Urządzeniem do monitorowania skurczy i akcji serca dziecka. Nie podchodziłam do tego uczuciowo. Nie chodziłam na badanie przed rozwiązaniem bo Mati urodził się w terminie i lekarka nie widziała potrzeby. Jedyne doświadczenie z urządzeniem miałam gdy zaczęła się akcja porodowa. Nie świadoma, bo do tej pory nie miało to dla mnie większego wymiaru. Ale o tym za chwileczkę.

Kilka dni później trafiam do Centrum Medycznego iMed24, gdzie Pani Justyna, bardzo sympatyczna położna przekazuje w moje ręce urządzenie. Tłumaczy wcześniej zasadę działania, pokazuje w jaki sposób podpiąć peloty (te dwa „grzybki” rejestrujące tętno i stopień napinania się mięśnia macicy). Słyszę szybkie bicie serca Antka. Tego dźwięku mam szukać w domu.

zdjęcie 4

Przyznaję, miałam obawy. Że nie będę w stanie „wyszukać dziecka”. Że pojawią się fałszywe alarmy. Podobne wątpliwości miała Ewa, koleżanka prowadząca moją ciążę.

„Podsłuchiwałam” mój skarb przez cały tydzień, bo tyle dokładnie upłynęło czasu, nim Anti postanowił pojawić się na świecie. Ani raz nie zdarzyło się, bym miała problem z wychwyceniem jego tętna. Wątpliwości prysły już po pierwszym użyciu w domu.

tele ktg

Wygodnie rozłożyłam się na łóżku. Do badania można leżeć na lewym boku lub na wznak. Ja wybierałam tę drugą pozycję, bo wtedy najlepiej słyszałam Małego.

Całe badanie trwa 30 minut, podczas którego kliknięciem przycisku rejestrujemy każdy ruch dziecka. Zbliżający się ruch maluszka łatwo wychwycić. Antkowi przyspieszało wtedy tętno.

Na wyświetlaczu mamy też informację o procentowym natężeniu czynności skurczowej macicy. Pani Justyna wytłumaczyła mi, że napięcie podstawowe macicy wynosi zwykle około 20%. Wzrost napięcia o kilka- kilkanaście procent to zwykle efekt występowania skurczy przepowiadających, czyli po prostu trenowania macicy do porodu. Wszystko się zgadzało. Wyraźnie czułam momenty, w których brzuch mi się napinał i twardniał, a urządzenie pokazywało wartość około 40%. Skurcze porodowe to te w okolicy 70%. Ważne aby były regularne. Wcale nie muszą boleć, o czym doskonale się przekonałam sama.

Q5

Po 30 minutach badania odpinamy peloty i podłączamy ładowarkę. Dzięki temu, nasze badanie jest automatycznie przesyłane falami radiowymi do Centrum Medycznego, gdzie specjaliści i położne czuwają nad wynikiem. Samo wysłanie badania trwa około 20-30 minut, a po kolejnych 10 minutach na telefon otrzymujemy wiadomość zwrotną z wynikiem.

Gdy wszystko jest dobrze, przychodzi sms o treści ” Wynik badania prawidłowy. Dziękujemy za przeprowadzenie badania”.

 

zdjęcie 5

Gdyby się okazało, że podczas badania coś poszło nie tak – np podłączyliśmy peloty nie w tych miejscach co trzeba, zostaniemy poinformowani o konieczności powtórzenia badania. Położna dzwoni wtedy do pacjentki z prośbą o powtórzenie badania. Zapis uznany za nietypowy jest wskazaniem do jego powtórzenia po 1h. Trzy w ciągu 24h zapisy KTG uznane za nietypowe są wskazaniem do kontroli lekarskiej (lekarz prowadzący, ambulatorium szpitalne). Mi się coś podobnego nie przytrafiło.

Jest też opcja, że wynik będzie zły, tzn z dzieckiem coś się będzie działo, wtedy również zostaniemy poinformowani. Położna kontaktuje się z pacjentką telefonicznie z prośbą o udanie się do ambulatorium szpitalnego. Cudownie mieć taką świadomość. Całość usługi jest objęta merytorycznym nadzorem przez profesora UJ dr hab. med. Huberta Hurasa  – Małopolskiego Konsultanta w Dziedzinie Położnictwa i Ginekologii.

Z domowego KTG nie mogą skorzystać kobiety spodziewające się więcej niż jednego dziecka. Dyktowane jest to problemem z wyłapaniem tętna (urządzenie posiada tylko 1 pelotę).

12046995_962745920463104_8266062429454497104_n

Badanie najlepiej wykonywać rano, chociaż ja testowałam je o różnych porach dnia. Warto przed przystąpieniem do badania zjeść coś dobrego, by pobudzić naszego maluszka, inaczej może spać i ruchów nie naliczymy zbyt wiele. Inny warunek to ten, że przed badaniem najlepiej nie wykonywać wymagających wysiłku czynności przez okres około 30 minut.

Urządzenie możemy oczywiście podpiąć kiedy tylko chcemy, a wyniku wcale nie musimy przesyłać. Ja podpinałam KTG za każdym razem gdy miałam po prostu ochotę posłuchać serduszka Antiego lub gdy zrobił się niepokojąco cichy (w dniu porodu). To zapewniało mi spokój i poczucie bezpieczeństwa.

Tak jak wspomniałam, testowałam KTG cały tydzień, podczas którego poza zdjęciami zrobionymi na potrzeby tego wpisu nagrałam film. Wtedy o tym nie myślałam, ale dziś ma dla mnie sentymentalną wartość i będzie cudowną pamiątką w przyszłości. Myślę, że warto coś takiego zarejestrować i jest to na pewno wartość dodana samego urządzenia. Dźwięk bicia serduszka mojego dziecka pozostanie we mnie na zawsze.

ktg2

Urządzenie jednak jest profesjonalnym sprzętem medycznym i jego głównym zadaniem jest pomiar. Sprawa wykonywania KTG wśród ciężarnych różnie wygląda w naszym kraju. Rozmawiałam na ten temat z moją ginekolog i zalecenia w każdej części Polski wyglądają inaczej. Są miasta, gdzie KTG jest obowiązkowe od 37tc aż do rozwiązania, przynajmniej co drugi dzień. W innych miastach lekarze podchodzą mniej restrykcyjnie. I tak np. w Krakowie w pierwszej ciąży nie chodziłam na KTG wcale. Zwykle też jeśli kobieta jest pod prywatną opieką ginekologiczną i na każdej z wizyt lekarz robi badanie przepływów, może nie być konieczności wykonywania KTG. Bardzo dużo jednak kobiet badanie to wykonuje w warunkach szpitalnych i to właśnie do nich kierowana jest oferta wypożyczenia tele-KTG.

To rozwiązanie zdecydowanie wygodne. Nie trzeba wychodzić z domu, by dokonać pomiaru. Nie musimy martwić się szpitalną kolejką do badania, warunkami atmosferycznymi na zewnątrz, okresem wzmożonych zachorowań, tym że nie mamy z kim zostawić drugiej pociechy czy naszym samopoczuciem. Przede wszystkim możemy też wykonać badanie, w każdym momencie, w którym coś na zaniepokoi ( np brak ruchów dziecka lub wręcz odwrotnie – wzmożone i niespokojne ruchy, różnego rodzaju dolegliwości bólowe). Jest to też na pewno polecane rozwiązanie dla wszystkich kobiet z zagrożoną ciążą.

Urządzenie wypożyczamy na okres tygodnia, dwóch, trzech- w zależności od potrzeby. Nie wcześniej niż przed 36tc i nie później niż do 42tc. Podpisujemy umowę, w której zawarte będą warunki wypożyczenia oraz zwrotu tele-KTG. Poza dowodem osobistym i kartą ciąży nic więcej nie będzie nam potrzebne.

Urządzenie można wypożyczyć poprzez stronę internetową MedicaNet.pl, która świadczy usługę na terenie całej Polski. Nie ma znaczenia gdzie mieszkasz, zawsze możesz skorzystać z domowego KTG. Wystarczy skontaktować się z Firmą. Osoby mieszkające w Krakowie mogą skorzystać również z oferty Centrum Medycznego iMed24 i wypożyczyć sprzęt na miejscu.

Na koniec jeszcze mała ciekawostka związana z urządzeniem. Spytałam Was na FB, jak myślicie czy urządzenie pokazało mi, że poród zbliża się wielkimi krokami. Oczywistym jest, że trudno przegapić „TEN” moment. Jednak często jest tak, że nic porodu nie wskazuje, bo nic się dzieje, a przynajmniej takie są nasze odczucia. Właśnie tak to wyglądało u mnie. O tym, że zaczął się poród nie wiedziałabym. Dopiero jak odeszły wody, co samo przez „się” jest oczywistością.

Jednak dzięki urządzeniu już w piątek widziałam, że coś zaczyna się dziać (urodziłam w niedzielę nad ranem). Przede wszystkim pojawiły się co 20 minut regularne skurcze na poziomie ok. 50%, których kompletnie nie czułam. W sobotę popołudniu te same skurcze pojawiały się na KTG już co 10 minut w natężeniu 50-60%. Również nie były bolesne. Odbierałam je jako stawianie się macicy, nic więcej.  Gdyby nie urządzenie nawet nie zwróciłabym na nie uwagi. Kiedy wieczorem położyłam się do łóżka, a ich częstotliwość wzrosła początkowo do 7 minut, a następnie do 5 – byłam pewna, że to lada moment. Pół h później skurcze (wciąż bezbolesne, odczuwane jako twardnienie macicy) pojawiały się co 3 minuty. Po kolejnych 10 minutach odeszły wody. Na KTG te bezbolesne skurcze miały natężenie maksymalnie 60%. Gdyby nie odejście wód i pomiar nie miałabym pojęcia, że rodzę przez najbliższe 3h. Dopiero po tym czasie pojawił się ból, od razu silny, a wraz z nim rozwarcie początkowo 8, potem 9-10 i skurcze parte, po których Antek był już na świecie. Ale o tym jak różnił się drugi poród opowiem Wam następnym razem.

Po doświadczeniach tej ciąży i porodu z czystym sumieniem polecam urządzenie. Wiem, że jeśli kiedykolwiek jeszcze dane mi będzie zostać ponownie mamą, na pewno sama skorzystam i wypożyczę tele- KTG. Nie tylko dla spokoju ducha, ale i dla tych chwil, dzięki którym mogłam być „jeszcze bliżej” z dzieckiem.

 

Ps. Wspomniany w poście film znajdziecie na naszym instagramie: https://instagram.com/p/8Lm7dYDKeU/?taken-by=takatycia

 

 

 

Baby blues czy depresja? Mnie to nie dotyczy. Czy aby na pewno?

Baby Blues, trochę o nim słyszałam. W pierwszej ciąży.

Teraz w ciąży z Antkiem głowy sobie nie zaprzątałam tematem. Bo i po co? Skoro za pierwszym razem było idealnie to i teraz nie mogło być inaczej.

Wszystko miałam zaplanowane, idealnie poukładane. Miało być naturalnie i po mojemu.

A potem odeszły mi wody… Zupełnie nie w porę, choć wiedziałam już wcześniej, że się zaczęło. Biegłam do salonu, a wody kapały na podłogę. Obudziłam mamę. Buziak w czółko Matiego, moja ręka na jego delikatnym ramionku i niema obietnica. Wrócę syneczku szybciutko. Przekraczam próg. Nie ma strachu. Jest tęsknota.

Środek nocy i taksówka, która nie chce przyjechać, mimo że miała być za 7 minut. Stoję przed blokiem, trzymając się pałąka bagażówki. Czuję parcie. Nie skurcze. I powiew zimnego powietrza na kostkach stóp, które doskonale studzi emocje. Mam na sobie szare legginsy do łydek i górę od pidżamy, w której położyłam się spać. Niebieskie chipie i parkę w kolorze khaki. To ważny szczegół, pewnie za 20 lat ze śmiechem będę wspominać fakt, że zapomniałam ciuchów, jadąc na porodówkę.

Jest położna. Bada mnie. Rozwarcie na 6 cm. Czuję lekkie skurcze. Piszą się na ktg. Może zaraz urodzę. Ekscytacja.  Trafiam na salę porodową, tę samą, w której na świat przyszedł Mateusz. Nie do domu narodzin, jak planowałam. Choć przecież wszystko jest prawidłowo. Przeszłam wstępną kwalifikację. Mówię o tym. Zwątpienie.

Przychodzi lekarka. Bada. Rozwarcie na 2 opuszki. Jak to? Godzinę temu było na 6 cm!

Okłamała mnie. Osoba, która miała przyjąć mój poród, powitać na świecie moje dziecko okłamała mnie…. Jak mam jej zaufać? Akcja porodowa hamuje. Siedzę na piłce, kołysząc biodrami, a łzy ciekną mi ciurkiem. Tęsknię za Mateuszkiem. Mam ochotę stąd uciec. Rezygnacja, dół.

Jesteś. Cudownie mięciutki z aksamitnymi w dotyku włoskami. Leżysz przy mnie, szukając mojej piersi. Euforia. Radość. Miłość. Niedowierzanie. Boże, synku jak ja Cię kocham.

Zabierają go, zawiniętego w rożek zrobiony z poszewki szpitalnej. Jest w niebieskim, wypłowiałym kolorze. Sięgam do torby po woreczek opisany „Witaj na świecie maluszku”, gdzie równo poukładałam ciuszki, które miał po raz pierwszy na siebie założyć. Woreczek opisany, by mąż nie miał problemu z odnalezieniem rzeczy w torbie. By nie zrobił wielkiego bałaganu. Trzymam w ręce woreczek, ale nie mam komu go dać. Położna wyszła, nie zwracając na mnie uwagi. Lęk.

Wraca po kilku minutach. Sadza mnie na wózku inwalidzkim, na nogach kładzie mi moją bagażówkę. Mija godzina. Cały czas czekam aż przyniosą mi dziecko, lecz zaczynam się już niepokoić. Czy aby na pewno wszystko jest dobrze? Strach.

Mija kolejne pół godziny. Nie wytrzymuję tej niepewności. Wstaję i trzymając się ściany, powoli idę na oddział noworodków. Czuję jak wnętrzności w moim brzuchu mi ciążą. Robi mi się słabo. Leży zawinięty w tę samą poszewkę co wcześniej. Dotykam jego główki, starając się jak najszybciej przełykać łzy.

Tulimy się. Mały ma żółtaczkę. Trafia do inkubatora. Proszę położne, by wołałaby mnie na karmienia. Słyszę, że nie ma takiej potrzeby. One nakarmią. Jak to? Ja chcę go karmić piersią. Nie ufam im. Dokarmiają jak leci, bez pytania. Proszę lekarkę, by przekazała, że mój syn ma nie być dokarmiany mieszanką. Nieliczna dobra dusza na całym oddziale, o czym przekonam się jeszcze później.

Wieczorny telefon z domu. W słuchawce Mateuszek. „Mama chodź do mnie”. Nie mogę się pozbierać. Dół.

Karmię co 2-3h, w międzyczasie odciągam. Jakieś 30-40ml. Kładę się i czuję jak pęka mi serce, słysząc kwilenie dziecka dziewczyny obok. Telefon wzywający na karmienie. Maksymalnie 20 minut bliskości. Odnoszę go i odciągam mleko. Nie chce lecieć. Idę pod gorący prysznic. Jest 4 w nocy. Odciągam jakieś 10ml. Więcej nie chce lecieć. Zanoszę to co mam. Po kilku minutach znów telefon. Dziecko jest głodne. Koło inkubatora stoi moja pusta butelka. Zabieram Antka. Kątem oka widzę inną butelkę. Z moją siarą!

Dół. Przepaść bez dna.

Południe. Są wyniki. Bilirubina nieznacznie spadła, ale wciąż jest podwyższona. Rozmawiam z lekarką. Szczerze. Wypisuję nas do domu. Na własne żądanie. Dom. Euforia. Starszy synek, jego ramionka wokół mojej szyi. Euforia. Wspomnienia. Dół.

Euforia. Dół. Euforia. Dół. Euforia. Dół. Euforia. Dół. Euforia. Dół. Euforia. Dół. Euforia. Dół. Euforia. Dół. Euforia. Dół.

Spotkał mnie tzw. baby blues. To łagodny rodzaj depresji poporodowej. Jak widać, to że po pierwszym porodzie mnie ominęło nie oznacza wcale, że przy kolejnym musiało być tak samo. Dotyczy około 50-80% kobiet po porodzie. Poradziłam sobie. Z pomocą i wsparciem bliskich udało mi się z tego wyjść, mimo że hormony wciąż jeszcze buzują. Typowy Baby Blues mija wraz z połogiem.

Przyczyn depresji poporodowej jest wiele. Zmiany hormonalne w czasie ciąży, porodu i połogu oraz stres związany z nową sytuacją i fizyczne wyczerpanie są głównymi jej przyczynami. Jeśli ciężarna lub ktoś z rodziny dojdzie do wniosku, że znajduje się ona w grupie ryzyka, powinni wcześniej zatroszczyć się o kobietę – może nawet nawiązać kontakt z lekarzem. Nie daje to wprawdzie gwarancji, że uchroni ja to przed depresją, ale jeśli nawet nie, to będąc już w trakcie terapii, na pewno szybciej powróci do zdrowia.

Jedną z terapii wspierających zdrowie psychiczne, szczególnie w przypadku depresji, jest wyrażanie emocji poprzez sztukę. W sieci możecie zobaczyć obrazy namalowane przez osoby z depresją, znajdziecie je na stronie „We are the people” Gallery www.wearethepeoplegallery.pl. Firma Glenmark zorganizowała warsztaty plastyczne na oddziałach szpitali psychiatrycznych, dzięki czemu pacjenci zmagający się z chorobą mogli wyrazić swoje uczucia poprzez malowanie. Już 1 grudnia ruszy ich sprzedaż, a cały dochód zostanie przekazany fundacjom dbającym o zdrowie psychiczne. Bardzo mi się podoba ta inicjatywa. Cel jest szczytny! Wykorzystanie choroby do walki z nią samą i fakt, że mówi się o tym głośno. Że człowiek chory jest po prostu osobą, która nie radzi sobie ze swoimi uczuciami i że warto podjąć różne kroki, by go zrozumieć.

Galerię akcji „We are the people” możecie znaleźć tutaj: www.wearethepeoplegallery.pl Zobaczcie, obrazy są naprawdę przejmujące. Może znajdziecie coś dla siebie?

 

 

 

 

Rozkładamy wózek na części pierwsze, czyli czym kierować się przy wyborze idealnego wózka

Rodzicom oczekującym na pierwsze maleństwo jest szczególnie trudno zdecydować jaki wózek będzie dla nich najlepszy. Ci, którzy wybierają już kolejny pojazd dla dziecka, znają swoje potrzeby i oczekiwania, ale w natłoku informacji mogą mieć problem z odnalezieniem takiego, który spełni wszystkie wymagania. Na co więc zwracać szczególną uwagę przy zakupie wózka? Jest kilka elementów, które mają kluczowe znaczenie, ponieważ przekładają się na funkcjonalność pojazdu oraz zadowolenie rodziców i radość maluszka.

Koła i amortyzacja

Szukając najlepszego wózka dla swojego dziecka należy wziąć pod uwagę powierzchnię, po której najczęściej będziecie jeździć. Jeśli mieszkasz poza miastem lub lubisz obcowanie z naturą, szczególną uwagę zwróć na rodzaj kół. Muszą być duże i posiadać dobry system amortyzacji. W przeciwnym razie spacery po nierównej powierzchni będą dla maleństwa nieustannym trzęsieniem, a Ty zmęczysz się próbując przejechać przez piasek czy śnieg. Rodzice mieszkający w miastach mają nieco łatwiej – ich wózki powinny przede wszystkim być zwrotne, co zapewniają przednie obrotowe kółka. Mimo gładkich nawierzchni w miastach, warto wybierać wózki, które wyposażone są w amortyzatory. Krawężniki, nierówne płytki chodnikowe, nieodśnieżone drogi czy przeszkody w parkach, to niestety codzienność spacerujących rodziców. Idealnie, jeśli pojazd posiada możliwość szybkiego blokowania obrotowych kółek, jak w przypadku wózka Chicco Urban. Kiedy planujesz wycieczkę do lasu – zablokuj je, a prowadzenie po korzeniach i szyszkach będzie o wiele łatwiejsze. Jeśli wybierasz się na zakupy do supermarketu, docenisz możliwości obrotowych kółek – między wąskimi alejkami sklepowymi, nawet prowadzenie jedną ręką nie będzie stanowić problemu. Wózek Chicco zapewnia także dobrą amortyzację, dzięki której nawet przy nierównej drodze, maluszek może spokojnie spać.

Stelaż

Stelaż wózka powinien być nie tylko trwały, ale również lekki – nawet jeśli w Twoim bloku jest winda lub wydaje Ci się, że właściwie nigdy nie będziesz go nosić. Większość rodziców przyznaje, że dopóki nie mieli dziecka, nie zauważali trudności w poruszaniu się wózkiem po swojej okolicy. Sklepy, urzędy, komunikacja miejska, przewożenie wózka autem – to potencjalne sytuacje, w których docenisz jego lekką wagę. Najlepiej wybrać wózek, którego stelaż składa się na płasko – wtedy zajmuje najmniej miejsca, np. w bagażniku auta. Wózek Chicco Urban poza powyższymi cechami, posiada dodatkową zaletę – uchwyt, który pozwala na wygodne trzymanie złożonej ramy. Doceni to każdy rodzic, który wie jak trudno jest przenieść złożony wózek i jednocześnie nie ubrudzić swoich jasnych spodni 😉 Jeśli jesteś osobą o niestandardowym wzroście, zwróć również uwagę na możliwość regulacji rączki. W wózku Chicco Urban można ustawić 4 poziomy wysokości, dzięki którym spacery będą przyjemne zarówno dla rodziców o wyższym, jak i niższym wzroście.

Budka

Zadowolony maluch, to udane spacery. Nawet najbardziej pogodnemu dziecku, może zepsuć humor słońce świecące w oczka. Dlatego zawsze sprawdzaj maksymalną długość budki wózka – im bardziej obszerna, tym lepiej. Dobrze jeśli ma dodatkowe przedłużenie daszka oraz siateczkową wstawkę do wentylacji. W upalne dni, zapewnimy maluszkowi odpowiednią cyrkulację powietrza otwierając okienko, bez konieczności składania budki, która chroni przed promieniami słonecznymi. Niektóre budki posiadają dodatkową ochronę przed słońcem, w postaci filtru UV, jak na przykład w wózku Chicco Urban (UV 50+).

Gondola / Siedzisko

Jeśli zdecydujesz się na zakup wózka wielofunkcyjnego musisz sprawdzić zarówno funkcjonalność gondoli, jak i spacerówki oraz sposób wymiany jednej opcji na drugą. Wybór gondoli, to prosta sprawa. Jeśli budka jest odpowiednia, pozostaje ocenienie okrycia na gondolę (czy jest łatwo odpinane) i wyściółki gondoli (czy łatwo zdjąć do prania, czy materiały będą przyjemne dla dziecka).

Kwestia siedziska w spacerówce jest bardziej skomplikowana. Dokładnie sprawdź jakie są poziomy regulowania oparcia, ponieważ na różnych etapach rozwoju zmieniają się preferencje dziecka. Maluszki, które nie potrafią siedzieć, powinny jeździć w pozycji półleżącej. Wózek spacerowy musi również rozkładać się do pozycji leżącej, gdy maluch zaśnie. Niektóre dzieci lubią siedzieć lekko oparte, inne zupełnie prosto. Wózek powinien zapewniać jak najwięcej opcji rozkładania, aby pasować do różnych upodobań dzieci. Regulowanie siedziska może odbywać się na przykład na zasadzie trójstopniowej regulacji (pozycja siedząca, półleżąca i leżąca) z możliwością dodatkowego dopasowania każdej z nich poprzez odpowiednie ułożenie materiału. Taki dwustopniowy system został wykorzystany w wózku Chicco Urban. Bardzo ważne jest, aby siedzisko spacerówki było odwracane, gdyż mniejsze dzieci wolą być zwrócone przodem do mamy. Czują się bezpiecznie, a jednocześnie mogą obserwować świat. Ciekawskie starszaki lubią patrzeć na wszystko, co je otacza – wtedy można obrócić siedzisko przodem do kierunku jazdy. Wózek Chicco Urban posiada także tę opcję.

W przypadku wózków wielofunkcyjnych koniecznie dowiedz się w jaki sposób przekształcić gondolę w spacerówkę. Zwykle należy zdemontować wózek głęboki i zamontować gondolę. Aby zaoszczędzić czas oraz miejsce (niepotrzebną już gondolę trzeba gdzieś przechowywać) warto zdecydować się na wózek głęboko-spacerowy, czyli łączący obie funkcję. Chicco Urban w zaledwie 3 prostych ruchach zmienia się gondoli w wózek spacerowy lub odwrotnie. Dno gondoli jest twarde, ale podzielone na 3 części – po spięciu dwóch klamr otrzymujemy wygodne siedzisko kubełkowe spacerówki. Czynność tą można wykonać nawet ze spokojnie leżącym maluchem w środku. Jeśli dziecko zaśnie, możemy również odpiąć klamry i zapewniamy mu sen w naturalnej pozycji, na płaskiej powierzchni.

Kosz

Kosz na zakupy to niezwykle ważne akcesorium każdego wózka. Dostęp do niego powinien być łatwy, a wielkość wystarczająca, by spakować zakupy lub najpotrzebniejsze rzeczy – kocyk, folię przeciwdeszczową, napój, przekąskę. A także inne niezmiernie ważne przedmioty, bez których spacer nie może się odbyć… maskotki, autka, lalki, klocki… Wyobraźnia maluchów nie ma granic!

Akcesoria

Zanim zdecydujesz się na wózek, sprawdź jakie akcesoria są oferowane w komplecie, a które należy dokupić osobno. Dopiero wtedy porównuj ceny poszczególnych modeli. Najbardziej przydatne dodatki do wózka, to: folia przeciwdeszczowa, okrycie na gondolę, okrycie na nóżki, cieplejsze okrycia zimowe, torba do wózka, adaptery – jeśli wybieramy opcję 3 w 1 (z fotelikiem samochodowym).

Kwestia akcesoriów została ciekawie rozwiązana w wózku Chicco Urban. Do każdego wózka dobiera się w cenie tzw. Color Pack, czyli zestaw kolorystyczny zawierający budkę, wkładkę do spacerówki, kolorowe osłonki na pasy, okrycie na gondolę i spacerówkę. Dzięki temu już na starcie można wybrać odpowiadający nam kolor zestawu lub wybrać jeszcze jeden, alternatywny. Zestawy kolorystyczne dla wózków Chicco są proponowane w wersji letniej i zimowej. Warto w cenie zakupu wybrać jeden z nich, a drugi dokupić osobno. Możemy wtedy cieszyć się oryginalnym wyglądem wózka i zmieniać kolory w zależności od nastroju czy… ubioru mamy! Color Packi to również idealne rozwiązanie dla rodziców dzieci o różnej płci.

Co daje podział na pory roku? Opcja zimowa zawiera materacyk, który z jednej strony wykonany jest z miękkiego, ciepłego futerka, a z drugiej ze standardowego materiału. W wersji zimowej Color Pack posiada także mufkę na ręce mamy lub dziecka – w zależności czy zamontujesz ja na pałąku malucha czy rączce wózka. Opcja letnia to delikatne kolory oraz bardzo praktyczne okrycie na gondolę i nóżki dziecka z siatkowymi wstawkami umożliwiającymi dobrą cyrkulację powietrza. Budka w wersji na lato również posiada odpinane okienko z siateczką.

 

* wpis powstał dzięki specjalistom od wózków Chicco 🙂

Torba do porodu – jak się spakować i co zabrać?

To mój drugi poród. Jakieś doświadczenie już mam. Sporo patentów się sprawdziło ostatnim razem, dużo też niestety okazało się rzeczy zbędnych. Mam swoje hity i dziś się nimi z Wami dzielę.

Torba dla mamy i torba dla maluszka. Czy potrzebne są dwie?

Pewnie nie, zwłaszcza jeśli ktoś ma jedną, a pojemną. Pakując się tym razem zrobiłam analogicznie jak przy pierwszym porodzie i podzieliłam nasze rzeczy. Część synka spakowałam do małej walizki podręcznej na kółkach (tzw bagażówki), a swoją część do małej, sportowej torby na ramię. Na salę porodową wezmę tylko moją torbę. Druga zostanie w aucie. Jak się Młody urodzi mąż przyniesie.

Torba dla mamy. Co w środku?

DSC_0585

Rzeczy niezbędne do samego porodu i ogarnięcia się tuż po. A także funkcjonowania w rzeczywistości szpitalnej przez określony czas. W mojej torbie znalazły się:

  • podkłady porodowe (wykorzystałam pozostałości jakie zostały mi z czasów niemowlęcych po Matim- mam kilka z Happy, kilka z Babydream. Przy pierwszym porodzie miałam Seni, bo takie akurat polecała położna. Rozmiar 40×60 lub 60×60). Do samego porodu mam spakowanych 3-4 sztuki. Myślę, że w zupełności wystarczy.
  • podkłady poporodowe Bella – robią wrażenie swoim gabarytem, ale sprawdziły się idealnie. Na początek 1 paczka, w razie konieczności mąż doniesie z domu lub dokupi w szpitalnej aptece.
  • majtki siateczkowe – u mnie najlepiej sprawdziły się z BabyOno. Dwie sztuki bez większych wpadek powinny wystarczyć (używałam ich tylko na przechadzki po korytarzu, by podtrzymać podkład). A tak to wietrzymy i jeszcze raz wietrzymy 😉
  • ręcznik duży i mały – najlepiej ciemne, różnie to przecież bywa z plamami 😉
  • koszule do karmienia/ nocne/do porodu – mam dwie. Jedną typową do karmienia, drugą zwykłą, w której śpię teraz. Nie spodziewam się rewelacji podczas karmienia pt. mega biust itp. Nie było tego za 1 razem, zwykła koszula wystarczyła. Mój biust nie należy do szczególnie obfitych, więc i biustonosz póki co zostaje ten sam. Do porodu wystarczy duży podkoszulek męża, który po kąpieli ląduje w koszu.
  • saszetki tantum rosa – nie wyobrażam sobie ich nie mieć. Cudnie łagodziły krocze w połogu. Wystarczy rozrobić w butelce wody z dziubkiem i polewać po każdej wizycie w toalecie.
  • papier toaletowy i przybory sanitarne- wiadoma sprawa. Żel do kąpieli zabieram w próbkach, pastę do zębów to samo. Zajmują o wiele mniej miejsca, a i tak całych opakowań nie zużyjemy.
  • dokumenty – grupa krwi (oznaczenie z początku ciąży, karta ciąży, wyniki HIV, VDRL, HCV, GBS, antygen HBs, ostatnia morfologia i mocz, wyniki badania czystości pochwy oraz usg (przynajmniej z 3 trymestru). Do tego plan porodu (przygotowany i wydrukowany np ze strony fundacji rodzić po ludzku). Koniecznie też dowód osobisty.

DSC_0598

  • szlafrok i klapki – wspominając pierwszy poród stawiam, że szlafrok będzie mi zbędny. Było bardzo ciepło, a piżamę mam na tyle wyjściową, że nie będę się krępować gdy będę musiała przejść np korytarzem. Klapki stawiam na crocsy, będą dobre pod prysznic jak i na oddział.

Torba dla maluszka. Co zabrać?

DSC_0605

Sporo szpitali zaopatruje mamę i nowo-narodzone dziecko w podstawowe artykuły. Czy to higieniczne, czy też ubranka. Szpital, w którym mam zamiar rodzić nie ma tego w zwyczaju. Dlatego, podobnie jak w przypadku Mateuszka zabieram ze sobą ubranka i pieluszki.

Rzeczy niezbędne w naszym przypadku to:

  • ubranka na 3 dni, włącznie z tymi na wyjście ze szpitala – stawiam na pajace i body kopertowe. Na oddziałach zwykle jest bardzo ciepło, więc nie ma co przesadzać z ilością warstw. Matiego położna ubrała mi w body z krótkim rękawem, pajaca, skarpetki i czapkę, a do tego zawinęła w rożek i włożyła pod moją kołdrę. Nie muszę mówić jakiego koloru dostał po chwili? Na drugi dzień na salach poporodowych panował taki zaduch, że dzieci ubrane były w same body z krótkim rękawem. To był listopad. Dlatego tym razem jedna warstwa wystarczy.
  • rożek- śmiałam się za pierwszym razem po co mi rożek. Sprawdził się tak, że nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez. Jedzie z nami do szpitala bez dwóch zdań.
  • pieluszki – kupiłam w rozmiarze 0 i 1. Malutkie paczuszki po 20szt. Przy Matim miałam tylko 1 i spadały mu z maleńkiej dupinki, mimo że nie był bardzo drobniutki (51cm i 3290g).
  • pieluszki tetrowe- 3 lub 4 sztuki. Do położenia na rożek np.
  • bepanthen- awaryjnie.

DSC_0618

Paczkowanie, czyli jak to wszystko ogarnąć?

Polecam wszystko podzielić i popakować w paczki. Głównie na potrzeby męża, tudzież położnej. Zwłaszcza rzeczy do samego porodu oraz tuż po. Miałam popaczkowane i opisane przy pierwszym porodzie, sprawdziło się idealnie. Mąż zestresowany wiedział, żeby z torby wyciągnąć np paczuszkę z rzeczami do ubrania dla Matiego. Nie grzebał w poszukiwaniu po torbie, bo to co najważniejsze miał na górze. Nie narobił bałaganu, a całość zajęła mu chwilkę. Podobnie z moimi rzeczami . Serio polecam ten system. Wystarczy zaopatrzyć się w torebki, np. z ikei, choć równie dobrze mogą to być zwykłe reklamówki 🙂

DSC_0613

Takich podstawowych paczuszek wystarczy dwie. Do porodu dla mamy i po porodzie dla dziecka. Do porodu zawiera podkłady porodowe, koszulę, wodę termalną i szminkę do nawilżania ust, jakieś cukierki i wodę. Obok dokumenty. Dla dziecka pieluszkę i ubranko, w które je będziemy chcieli ubrać. Warto dołożyć rożek.

Ja mam dodatkowo paczkę z rzeczami do 1 kąpieli (mojej) oraz paczkę opisaną z ciuszkami na wyjście ze szpitala, żebym nie musiała za wiele szukać. W domu zostawiam rzeczy przygotowane na moje wyjście, mąż przywiezie jak po nas przyjedzie wraz z fotelikiem. Osobno spakowałam też pieluszki i artykuły higieniczne dla dziecka, oraz ciuszki na pobyt w szpitalu.

DSC_0629

Całość zamknęłam w dwie torby, choć spokojnie weszłoby w jedną średnią.

Jak pewnie część z Was zauważyła, nie biorę ze sobą laktatora, wkładek, butelek, smoczków, nakładek itp.. Nie biorę, bo za pierwszym razem okazały się zbędne. Jeśli chcecie zawsze takie rzeczy w pogotowiu można mieć np w aucie. Szpital, w którym będę rodzić praktykuje pierwszą kąpiel dziecka dopiero w domu, więc odpada też cała wyprawka kąpielowa.

Ps. Poza tymi niezbędnymi rzeczami możecie wziąć ze sobą np płytę z ulubioną muzyką na czas porodu czy świece. Sprawdźcie tylko czy Wasz szpital pozwala na wniesienie tego typu rzeczy na salę porodową.

 

 

 

Sposoby na ciążowe dolegliwości 3 trymestru

Ciąża- stan błogosławiony, który czasem potrafi dokuczyć. Mniej lub bardziej. Jednym w pierwszym trymestrze, innym tuż przed rozwiązaniem. Dziś w nocy, przewracając się z boku na bok, zastanawiałam się jak bym przetrwała bez tych wszystkich „ciążoumilaczy”. Wyszło mi, że mam listę swoich hitów, które powtarzają się zarówno w pierwszej, jak i w drugiej ciąży.

Chcecie je zobaczyć? Porównać? A może dorzucie coś od siebie? 🙂

1. Zimne mleko


 

Mówi się, że gdy ciężarna ma zgagę, to dziecku rosną włoski. Obalam ten mit. W pierwszej ciąży zgaga dokuczała mi równie mocno jak teraz. Mati urodził się z niezbyt bujną czupryną. Były dni, że ledwie coś zjadłam od razu czułam znajome uczucie palenia w okolicy mostka. Zawsze ratowało mnie zimne mleko. Prosto z lodówki. Już kilka większych łyków wystarczyło, by zahamować problem. Mleko należy pić zanim uczucie palenia pojawi się w gardle. Wiele osób korzysta też z dobrodziejstwa migdałów. Zimne mleko ma dla mnie jednak szybsze działanie.

2. Poduszka- rogal do spania


Nie miałam będąc w ciąży z Matim. Radziłam sobie zwijając kołdrę pod nogi (mąż był trochę poszkodowany, zwłaszcza na przełomie października/ listopada gdy jeszcze nie zaczął się sezon grzewczy 😛 ). Tym razem mam i alleluja, korzystam z niej każdej nocy. Komfort spania nieporównywalny.

3. Spanie na lewym boku


To wpisuję trochę jako ciekawostkę.Każda z nas zapewne słyszała, że dla lepszego przepływu krwi wskazane jest spanie na lewym boku. Ale powiedzmy sobie szczerze – ileż można? W ciąży z Matim łóżko zapadło mi się w jednym miejscu od przyjmowania tej samej pozycji, a w ostatnich dniach przed porodem miałam wrażenie, że zaraz zrobią mi się odleżyny od ciągłego leżenia na lewej stronie. Inna sprawa, że moje dzieci (podejrzewam, że i u Was może być podobnie) upodobały sobie najlepsze kopania akurat w tej pozycji. Najlepiej śpi mi się na wznak, jednak wstając po takim odpoczynku czuję się jak 90-letnia staruszka. Nie mogę się wyprostować. Dlatego w takim przypadku sprawdza się wyżej wymieniona poduszka. Z tym, że rogala daję za sobą. Sama kładę się na lewym boku i plecami opieram o poduszkę. O jak mi się wtedy dobrze śpi.

4. Z brzegu..


Jeśli jesteśmy już przy spaniu to zdecydowanie polecam spanie z brzegu lub jak kto woli od kraju. Podniesienie się z łóżka np na nocną wyprawę do toalety jest znacznie łatwiejsze, gdy nie musimy obchodzić naszego partnera.

5. Zimna ściana, zimna woda…


Biegacie po nocy, podczas gdy reszta ciała odpoczywa? Jeśli znane jest Wam to okropne uczucie zwane „syndromem niespokojnych nóg” to znów z pomocą przyjdzie Wam coś zimnego. Wersja „na szybko” to zimna ściana. Kładziemy się tak, aby nogi unieść wyżej i całe stopy oprzeć o ścianę. Powinno przejść po kilku minutach. Tym, którzy łóżko mają z dala od ściany lub sposób ten nie pomaga polecam wersję „hardcore” czyli zwleczenie się z łóżka i włożenie stóp do miski z zimną wodą. Pomoże. Metoda ta ma jednak swój minus- doskonale rozbudza.

6. Zmiana pozycji


Całkiem poważny podpunkt dla tych, którym dokuczają skurcze przepowiadające. Te mniej dokuczliwe przegonimy jeśli zmienimy pozycję. Gdy trening macicy złapie nas podczas leżenia- wstańmy. Te bardziej dokuczliwe można hamować magnezem. Gdy przybierają na sile i regularności, wejdźmy pod prysznic. Jeśli nie pomaga, uwaga to może być oznaka porodu!

7. Pokrzywa, która nie parzy..


To taka ze sklepu zielarskiego. Najlepiej przerobiona na syrop, ewentualnie w postaci herbatki. Idealna dla kobiet, które zmagają się z niskim poziomem żelaza. Sposób mojej mamy na poprawę wyników krwi to domowej produkcji sok z aronii i czarnej porzeczki. Byłam sceptycznie nastawiona, ale na własnej skórze przekonałam się, że działa.

8. Dobra książka


Tę zdecydowanie polecam na nocne problemy z bezsennością. Niestety sposobu na szybkie zaśnięcie po pobudce o 4 nad ranem nie znalazłam. Dobra lektura przynajmniej dostarczy nam trochę przyjemności 😉