Pierwsza wyprawka – karmienie noworodka

Spoglądam na archiwalną listę z rzeczami dla Matiego, które nabyłam jeszcze przed porodem. Ówczesny „projekt wyprawka” zapisany w excellu zawiera kilka arkuszy zapełnionych tabelami. Łapię się za głowę! Kiedy ja miałam na to czas? Że nie wspomnę ile kasy wyrzuciłam w błoto.

Chciałoby się rzec, że tym razem mądrzej i bardziej minimalistycznie podejdę do tematu. Widzę różnicę, nie muszę mieć wszystkiego. Wiem co jest niezbędne i jeśli coś okazuje się moją fanaberią to nabywam tylko dlatego, że mam słabość. A nie z musu i tłumaczenia sobie, że na pewno się przyda.

Nie wiem jak większość mam, ale niech ryzykuję stwierdzeniem – spore grono kobietek w ciąży zakłada, że swojego malucha krócej bądź dłużej będzie karmić piersią. A karmić to już na pewno.

I ja w ciąży z Matim tak sobie założyłam. Oczywiście zrobiłam osobną tabelkę, w której uwzględniłam wszystko co będzie mi do tego karmienia potrzebne. Począwszy od laktatora (najlepiej dwóch- elektronicznego i ręcznego w razie „w”), wkładek laktacyjnych, kremów i maści na sutki, po butelki, na sterylizatorze kończąc.

Tym razem zestawienie wyglądałoby tak.

Bez nazwy-1

Oczywiście to zestawienie tylko i wyłącznie bazujące na moim doświadczeniu. Z tych wszystkich pozycji użyłam tylko laktatora 1 czy 2 razy i maści na brodawki (która nota bene służyła też jako maść na pupkę Matiego). Cała reszta, włącznie z wkładkami laktacyjnymi (bo nic mi nigdy nie ciekło) się u nas okazała zbyteczna.

Wiem jednak, że różnie być może. Tak jak ciąża ciąży nie równa, tak i po porodzie może być różnie. Choć zakładam, że problemów z karmieniem nie będzie (lata praktyki robią swoje) to dla spokoju sumienia nie pozbyłam się w/w laktatorów. Ba, dzięki Chicco wzbogaciłam się nawet o laktator ręczny 😉 Swoją drogą całkiem fajny. Poza tym laktatorem z Chicco, mam u rodziców Medelę Mini Electric (to ten użyty raz czy dwa razy) oraz elektryczną nówkę z Lovi (wygrana w konkursie).  Do laktatorów w zapasie spore pudełko wkładek laktacyjnych. Yupii. I nawet jakaś butelka się zabłąkała 😉

DSC_0208

Mając powyższe na uwadze przyszłym mamom, myślącym o karmieniu piersią sugerowałabym, aby lista wyprawkowa w tym temacie wyglądała tak.

1

Jeśli coś okaże się niezbędne zawsze możecie zakupić po porodzie. W dobie internetu można wszystko zamówić bez wychodzenia z domu, a i świeżo upieczony tatuś na pewno będzie skory do pomocy 😉

Na koniec mam malutką niespodziankę od Chicco. Dwie pierwsze osoby, które zgłoszą w komentarzu chęć otrzymania mini wyprawki (takiej jak trzymam na zdjęciu w dłoni) nie będą musiały martwić się o zakup paru rzeczy. Paczuszka mała, choć zawiera większość tego co mogłoby okazać się potrzebne, ale wcale nie musimy kupować przed porodem. Miałam tych paczuszek sztuk kilka, ale wyjątkowo obrodziło w tym roku w brzuszki wśród koleżanek. Łapać, więc kto może! 😉DSC_0210

Ps. Wyprawkowych postów spodziewajcie się jeszcze kilka. Kupiłam nową komodę. Pojemną. Jest co zapełniać i pokazywać! 😉

 

 

Karmienie piersią w ciąży

Wiele osób uważa, że karmienie piersią podczas ciąży nie powinno mieć miejsca. Że zagraża nienarodzonemu dziecku. Że pobudzanie brodawek wzmaga czynność skurczową macicy i może prowadzić do poronienia. Że starsze dziecko wraz z mlekiem wysysa wszystko co najcenniejsze dla płodu.

Jestem obecnie w 8 miesiącu ciąży. Od samego początku karmię Mateusza, który ma obecnie 2 lata i 9 miesięcy. Nie przyznaję się do tego głośno, bo rady które zwykle po takim wyznaniu słyszę, mogłabym spisywać w „dzienniczku mądrości życiowych przekazywanych przez ludzi reprezentujących postawę – nie znam się, ale się wypowiem-„. Nie chcę podnosić ciśnienia sobie i innym, więc zwykle temat przemilczam.

W tej kwestii słucham głosu swojego rozsądku oraz opinii lekarki prowadzącej moją ciążę. A nawet dwóch lekarek, bo tak się składa, że dwóch specjalistów czuwa nad przebiegiem ciąży. Obie jednogłośnie stwierdziły, żeby karmić, bo nie ma kompletnie żadnych przeciwwskazań medycznych (plamienia, ciąża zagrożona, odklejające się łożysko itp).

Zanim przejdę do konkretów małe wyjaśnienie dla tych, którym zdążył się już otworzyć nóż w kieszeni na hasło „karmienie starszaka”. Idę o zakład, że osoby te nie mają zielonego pojęcia jak wygląda karmienie piersią w tym przypadku. Karmienie dziecka, które ma 2-3 lata wygląda zupełnie inaczej niż karmienie noworodka czy niemowlaka. Mati dostaje obecnie pierś 2 razy. Przed zaśnięciem i rano po przebudzeniu. Każde karmienie, a właściwie przytulenie trwa nie więcej niż 3 minuty. Często wystarczy, że po prostu pocałuje pierś. W naszym przypadku karmienie piersią tak naprawdę oznacza już zaspokojenie potrzeby bliskości, a nie żywieniowej. Trzyletnie dziecko to wciąż dziecko, które w jakiś sposób musi odreagować to co się dzieje w ciągu dnia. Musi też zaspokoić chęć przytulenia się skoro większość czasu spędza na zabawach i harcach. Są dzieci, które w tym wieku w dalszym ciągu będą potrzebowały mleka mamy jako jednego z posiłków i też nic w tym dziwnego.

Skoro mamy to już wyjaśnione, przejdźmy do konkretów i zacznijmy od samego początku. Czyli od zajścia w ciążę. Często czytam, że wysoka prolaktyna, która utrzymuje się w czasie karmienia piersią wpływa na niemożność zajścia w ciążę. Z drugiej strony wielu specjalistów podkreśla, że karmienie piersią nie zabezpiecza przed zajściem w ciążę. W obu teoriach jest sporo racji, ale i też nieprawdy. Opowiem Wam o tym następnym razem. Dziś skupię się na błędnym przekonaniu o tym, że chcąc zajść w ciążę trzeba odstawić karmienie piersią.

Czy planując ciążę trzeba odstawić karmienie piersią?

Przede wszystkim nic nie trzeba. Karmimy jak dotychczas i przestajemy się zabezpieczać jeśli do tej pory to robiliśmy. Wiele osób podaje tu argument, że kobiecy organizm musi się zregenerować po karmieniu. Nie musi. Ważne, żeby pamiętać o zbilansowanej diecie i zdrowym stylu życia podczas karmienia. Ruch, wypoczynek, zdrowa żywność. Suplementy nie są potrzebne. Prawidłowo funkcjonujący organizm, nawet pomimo różnych wahań  hormonalnych mających miejsce podczas karmienia będzie w stanie dopuścić do zapłodnienia i utrzymania ciąży. Cykle miesiączkowe (o ile miesiączka powróciła) mogą być rozregulowane, więc warto się obserwować, by móc określić kiedy występuje owulacja. Ja obserwowałam swój organizm stosując techniki NPR (pisałam o tym już wcześniej, stosowałam jeszcze zanim zaszłam w ciążę z Matim), a wspomagałam się testami owulacyjnymi. Tym samym w obecną ciążę zaszłam w drugim cyklu starań. Jeśli obserwujecie cykle, owulacja występuje (zakładamy wstępnie, że ma to miejsce używając np testów), a do poczęcia nie dochodzi przez dłuższy czas, wtedy warto wybrać się do lekarza i wykonać badania, w tym również to oznaczające poziom prolaktyny.

Objawy towarzyszące ciąży podczas karmienia piersią.

Starając się o drugie dziecko zastanawiałam się jakie objawy będą towarzyszyć pojawieniu się dwóch kresek. W głównej mierze zastanawiało mnie czy piersi będą tym wyznacznikiem zanim jeszcze przyjdzie dzień testowania. W pierwszej ciąży zrobiły się większe i bolesne tuż po owulacji. Sutki były wrażliwe na dotyk, a chwilę później pojawiły się widoczne żyłki na dekolcie. Zastanawiałam się czy karmiąc Matiego będę czuła w piersiach jakąś zmianę. Czy zaczną specyficznie boleć podczas próby przystawiania czy będą napęczniałe jak podczas nawału. Nic z tego. Aż do samego testu i nawet przez kilka dni potem piersi nie zdradziły się nawet przez chwilę, że pod sercem powstało nowe życie. Ból pojawił się dopiero koło 6 tygodnia, kiedy widziałam już serduszko pulsujące na ekranie monitora od usg. Dodam też, że ból ten był nieco innego charakteru niż ten w pierwszej ciąży, bo przypominał raczej ten z pierwszego okresu karmienia po porodzie. Piersi przy dotyku nie bolały, zaczynały natomiast boleć przez pierwsze sekundy ssania. Trwało to chwilę, przez dosłownie kilka sekund i mijało. Głównie przy wieczornym karmieniu (wtedy jeszcze podawałam pierś przed drzemką w ciągu dnia). Ból ten przeszedł w okolicy 9 tygodnia na jakiś czas, powrócił koło 12 tc i trwa z mniejszym lub większym natężeniem (w sensie raz jest, a raz go nie ma) do tej pory.

Pozostałe objawy towarzyszące ciąży były dokładnie takie same jak w przypadku ciąży z Matim.

Czy karmiąc starszaka wystarczy niezbędnych składników dla płodu?

Tak, tak, po stokroć tak. Organizm kobiety jest tak skonstruowany, by w pierwszej kolejności zaspokoić potrzeby dziecka znajdującego się w macicy. Jeżeli kobieta karmi starsze dziecko (starsze wcale nie oznacza dwu latka, chodzi o sam fakt karmienia dziecka już narodzonego- równie dobrze może to być 3-4 miesięczne niemowlę, które mleka matki potrzebuje w dużych ilościach i dla którego jest one wyłącznym pożywieniem przy założeniu, że matka nie dokarmia mieszanką i nie rozszerza diety)to w drugiej kolejności organizm zaspokaja potrzeby dziecka żywionego piersią. Na samym końcu zaspokaja potrzeby organizmu kobiety. Dlatego tak ważna jest dobrze zbilansowana dieta i prawidłowy styl życia.

Czy starsze dziecko nie zrobi krzywdy temu w brzuchu gdy uderzy mnie podczas karmienia?

Nigdy nie przytrafiła mi się taka sytuacja podczas karmienia, natomiast podczas różnych zabaw i wygłupów w ciągu dnia owszem. Czasem przez nieuwagę podczas harców zarobię kuksańca w brzuch. W czasie karmienia natomiast Mati zawsze jest spokojny i wie, że nie wolno po mamie skakać. Od początku zwracałam uwagę by był ostrożny, tłumaczyłam że w brzuszku zamieszkał dzidziuś.

Czy karmienie piersią nie powoduje skurczy macicy zagrażających poronieniem?

W moim przypadku nie powodowało. Karmiąc nigdy nie odczuwałam skurczy przypominających te miesiączkowe. W początkowych tygodniach ciąży bóle te występowały, ale nie były one związane z karmieniem, a z rozrastaniem się macicy. Nie szły w parze z karmieniem. Skurcze macicy podczas karmienia są mniej intensywne niż podczas orgazmu. Jeśli, więc lekarz nie zabronił Wam współżycia, karmienia również nie powinien.

Jeśli mocne skurcze występują podczas karmienia, dochodzi do plamień należy niezwłocznie skontaktować się z lekarze. To on po badaniu zdecyduje co dalej.

Kiedy skończyć karmić piersią? Czy należy to zrobić przed porodem?

Wszystko pozostaje decyzją kobiety. I dziecka rzecz jasna. Nigdy nie przypuszczałam, że będę karmić tak długo. Nie zakładałam nawet, że karmiąc – zajdę w ciążę. Myślałam, że pół roku, potem rok, a potem to się zobaczy.. A jak już pojawiło się nowe życie liczyłam na to, że Mati odstawi się sam. W tym temacie jestem zwolenniczką naturalnego samoodstawienia dlatego nie mając wskazań medycznych nie robię nic na siłę. Chcę, żeby ten proces zakończył się sam za obopólną zgodą. Ja już jestem na to gotowa, Mati jeszcze nie do końca. Wciąż potrzebuje tej chwili bliskości i regeneracji przy piersi. Czy do porodu coś się zmieni, ciężko mi powiedzieć. Jedna z moim lekarek, a prywatnie moja koleżanka sugeruje odstawienie przed porodem ze względu na moje zmęczenie po porodzie. Boi się, że mogę nie podołać karmieniu młodszego dziecka i starszego. Ja obawiam się zazdrości, że odstawiając teraz na siłę, Mateusz za 2 miesiące zobaczy, że pierś dałam drugiemu. Chce by cały czas miał świadomość, że mimo pojawienia się brata, wciąż kocham go równie mocno. Dla niego moja miłość w pewnym sensie równa się bliskość z piersią.Wierzę, że łatwiej będzie nam przejść proces akceptacji rodzeństwa jeśli będzie miał tę świadomość. Mam też gdzieś cichą nadzieję, że skoro potrzebuje piersi co raz rzadziej to przyjdzie dzień, w którym zdecyduje, że wystarczy mu samo przytulenie się do mamy. Jeśli przyjdzie mi karmić tandem (dwoje dzieci) to tak zrobię.

Jak karmić tandem?

Nie wiem. Mogę gdybać. Trochę czytałam tu i ówdzie, zasięgnęłam rad doświadczonych koleżanek. W pierwszej kolejności karmić dziecko młodsze. Potem starsze. Można karmić jedno z jednej piersi, drugie z drugiej. W naszym przypadku nie będzie takiej potrzeby. Mati jest na tyle duży, że spokojnie poczeka na swoją kolej. Wiem jednak, że jeśli zachodzi potrzeba karmienia dziecka, które faktycznie mleka potrzebuje jako posiłku to kobiece piersi doskonale potrafią się do tego przystosować. Pod wpływem śliny dziecka zaczynają produkować mleko mu potrzebne. Nie musicie martwić się też o siarę produkowaną już w okresie ciąży. Starszak na pewno nie wyssie tego co natura stworzyła dla nowego życia.

Z mojej strony to by było na tyle. Jeśli macie jakieś pytania możecie je zadać w komentarzach. Na pewno na nie odpowiem.

Wpis powstał na bazie mojego własnego doświadczenia. Trochę też czytałam u mądrzejszych od siebie, zasięgnęłam opinii u lekarza.


 

Jeżeli chcecie poczytać coś mądrego w temacie karmienia piersią, nie tylko w okresie ciąży lub zarekomendować lekturę np koleżance, która spodziewa się dziecka z czystym sumieniem mogę Wam polecić jedną z nowszych książek wyd. Mamania „Po prostu piersią”. Jest to książka autorek metody BLW (w większości doskonale znanej rodzicom posiadającym już starsze potomstwo). Bogate kompendium wiedzy, poruszające temat karmienia piersią z różnych perspektyw, również tych gdzie pojawiają się problemy (pamiętajmy, że nie u każdej kobiety proces karmienia jest bezproblemowy i często potrzebują one wyjątkowego wsparcia). Książka podpowie jak dobrze rozpocząć, ominąć trudności i karmić naturalnie. Jak wykarmić wcześniaka, uniknąć problemów z zapaleniem piersi, co zrobić gdy karmienie boli,a także jak rozszerzać dietę niemowląt karmionych wyłącznie piersią. Niezbędnik każdej mamy, która myśli o karmieniu piersią.

DSC_0087

W związku z tym, że aktualnie trwa światowy tydzień karmienia piersią to jeszcze do jutra książkę możecie nabyć w promocyjnej cenie 19,90zł zamiast 34,90zł. Do nabycia tu.

 

 

 

Ała! Czyli skurcze przepowiadające w natarciu

Ten typ tak ma. Zarówno w pierwszej ciąży jak i teraz dość intensywnie czuję skurcze przepowiadające, czyli skurcze Braxtona Hicksa. U mnie pojawiają się dość wcześnie, bo już w okolicy 16tc. Różnica polega na tym, że w w ciąży z Matim nie miałam pojęcia, że to właśnie TO. Co gorsza dziwnych odczuć zaczynających się w okolicy przepony doszukiwałam się w problemach z płucami. Bo jak skurcz ścisnął to tak, że często tchu brakowało. Były też podejrzenia tarczycy. Oczywiście zarówno płuca jak i tarczyca konsultowana u specjalistów. Żaden nie znalazł przyczyny. Teraz z perspektywy czasu i wynalezionej przyczyny wydaje mi się to śmieszne, że lekarze,w dodatku kobiety (które już rodziły) nie zorientowały się, że powodem były skurcze. Na usprawiedliwienie dodać jednak muszę, że przecież same mogły nie doświadczać podobnych odczuć będąc w ciąży…

Bo przecież nie każda kobieta jak i ciąża taka sama.

Gdyby jednak trafiła tu jakaś dusza, zatroskana o stan swojego zdrowia jak ja w pierwszej ciąży, spieszę z pomocą. I wyjaśnieniami. Bo o skurczach w sieci można poczytać wiele, ale nie zawsze to co piszą pokrywa się z rzeczywistością.

Wyczytałam np, że pierwsze skurcze mogą pojawić się dopiero po 20tc, a te odczuwalne dopiero w okolicy 30tc. Jest to wierutna bzdura, której zaprzeczeniem jestem ja sama. Jak wspomniałam pierwsze skurcze pojawiły się w okolicy 16 tc.Skurcz ten nie jest odczuwalny jak skurcze podczas miesiączki. Przede wszystkim nie boli, ale uczucie nie jest przyjemne. U mnie na początku to wyglądało tak, że w pozycji siedzącej brakowało mi tchu. Nie byłam w stanie wysiedzieć na krześle w pracy, w aucie podczas dłuższej podróży. Miałam wrażenie, że nie mogę wziąć głębszego wdechu. Uczucie to pojawiało się w ciągu dnia, a nie tylko wieczorem jak piszą w większości artykułów. Choć jeśli przeforsowałam się danego dnia to i wieczorem potrafiły dokuczać. Te, które złapały mnie w pozycji siedzącej łatwo „przeganiałam” zmieniając pozycję na leżącą, zwłaszcza na lewym boku.

Wraz z upływającymi tygodniami ciąży zmieniło się ich odczuwanie. W pierwszej ciąży myślałam, że problem z oddechem po prostu minął gdzieś w okolicy 28-30tc. Tym razem widzę różnicę. Skurcze pojawiają się także w pozycji leżącej. Czuję jak brzuch napina się w okolicy przepony, tuż pod piersiami. A następnie coś jak fala schodzi w dół. Często jest to związane z ruchami synka. Uczucie jakby bardzo wypinał się w środku. Jednak nie jest to typowe wypinanie się, które znam z ciąży z Matim. Można odróżnić kiedy dziecko wypchnie pupkę w jednym kierunku, a kiedy skurcz schodzi w dół.

Od swojej ginekolog wiem, że skurcze przepowiadające są bardziej intensywne w drugiej ciąży, gdyż mięśnie brzucha nie są już tak mocne jak wcześniej. Mało pocieszająca wiadomość.

Dobra natomiast jest taka, że często trenująca macica to lepsze przygotowanie do porodu. I to rzeczywiście mogę potwierdzić wcześniejszym doświadczeniem. Do porodu pojechałam równo w terminie, ze zgładzoną i pięknie rozwartą szyjką na 4cm. Rozwartą bezboleśnie dodać muszę. To co sporo kobiet osiąga w bólach przez kilka, czasem kilkanaście godzin mój organizm wytrenował i wypracował przez kilka tygodni. Po prostu obudziłam się rano, żeby skorzystać z toalety. W nocy nie czułam żadnych skurczy, które oznaczałyby zbliżający się poród. Po powrocie do łóżka poczułam delikatne „pyk” w środku. Odeszły mi wtedy wody. Lekko bolesne skurcze w odstępie co 5 minut pojawiły się chwilę później. Spokojnie zebraliśmy się do szpitala, gdzie lekarz mnie badający stwierdził, że w nocy musiało mnie nieźle „smyrać” skoro takie piękne rozwarcie. Nie „smyrało” nic. Szyjka przygotowywała się po prostu  do porodu przez kilka tygodni. Już w 32tc usłyszałam, że mam się oszczędzać, bo się skraca. Jakiś czas później była zgładzona całkowicie. Urodziłam 6h po odejściu wód.

Bardzo bym chciała, by życie napisało dla mnie ten sam scenariusz porodowy. Bym chwilę narodzin mojego drugiego syna mogła wspominać równie magicznie. Bez obrazu wyczerpującego bólu i dłużącej się każdej minuty na porodówce.

Wczoraj skończyłam 30tc, wkroczyłam w 31. Szyjka milimetr po milimetrze skraca się od 24tc.Nie alarmująco, ale z przykazem zwrócenia większej uwagi na siebie i wyciszaniem zbyt dokuczających skurczy odpowiednią dawką magnezu. Była chwila strachu pt. „co by było gdyby maluch chciał wyjść zdecydowanie za wcześnie”. Jednak obserwuje siebie i widzę powtarzający się schemat. Jak w przypadku ciąży z Matim. Ten typ tak ma. Moje ciało ćwiczy, przygotowuje się. Podobnie jak za pierwszym razem. Mam nadzieję, że finisz będzie ten sam. Czego życzę sobie i innym przyszłym mamom 🙂

zdjęcie

Żegnamy drugi trymestr

Złoty, czyli drugi trymestr minął niepostrzeżenie. Z każdym mijającym tygodniem przynosił nowe centymetry w obwodzie brzuszka, kilogramy na wadze (no niestety) oraz atrakcje w postaci skurczy BH. Ogólnie rzecz biorąc, tak jak być powinno, czułam się w drugim trymestrze dobrze (choć mój mąż stwierdzi pewnie, że ciągle narzekałam, co po części jest prawdą, bo dopadła mnie alergia). Licznik porodowy przeskoczył z liczby trzycyfrowej na dwu. Dzięki wpisom sprzed trzech lat mam pewne porównanie. Tym samym wiem,że na „studniówkę” w tej ciąży wybrałam się w kiecce o większym rozmiarze. Obwód brzucha aż o 8cm większy. Na plusie też 2 kg więcej niż z Matim. Przytyłam 10kg, choć słowo daje nie objadam się. Poza małymi grzeszkami powiedziałabym nawet, że jem całkiem zdrowo o czym mogą świadczyć wyniki testu obciążenia glukozą. W tej ciąży problem cukrzycy ciążowej zażegnany. Nie muszę się kłuć kilka razy dziennie, jeździć do poradni diabetologicznej (nie wyobrażam sobie tych kilku h tam spędzonych z Matim) i z rygorem przyglądać się posiłkom. Jest, więc różnica.

Pojawiły się skurcze. Pierwsze poczułam już w 21-22tc. Identyczne uczucie napinania się całego brzucha jakie miałam w ciąży z Matim. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to skurcze Braxtona przygotowujące macicę do porodu. Pamiętam jak jadąc nad polskie morze na wakacje nie byłam w stanie wysiedzieć na przednim fotelu. Nie mogłam złapać oddechu. Nie mogłam też siedzieć w pracy przed komputerem, musiałam co chwilę wstawać i chodzić. Wtedy wydawało mi się, że jest to związane z alergią. Dopiero teraz dowiedziałam się, że skurcz który ściskał mnie od góry brzucha, aż od przepony i stopniowo schodził w dół, był czymś zupełnie normalnym. Tym razem czuje je znacznie mocniej, co ponoć w przypadku kolejnej ciąży jest rzeczą naturalną. Osłabione mięśnie brzucha dużo intensywniej reagują na ćwiczenia macicy.

Niestety wraz ze skurczami pojawiło się niepożądane skrócenie szyjki i małe rozwarcie zewnętrzne. Obecnie szyjka ma 25mm, więc jest na granicy. Przed wyjazdem na wakacje miała 30mm. Ujście wewnętrzne szyjki zamknięte, więc nie niepokoimy się zbytnio. Ale oszczędzać się muszę, co lekkie przy ruchliwym i wymagającym 2,5 latku nie jest. Tak sobie liczę, że skoro w 3 tygodnie poleciało te 5mm, to akurat do 40tc ciąży utrzymując to samo tempo zgładzi się całkowicie. Tak jak w przypadku Matiego. Scenariusz idealny i modlę się, aby tak było w rzeczywistości.

Gdyby nie blog i moje zapiski pewnie zwariowałabym od informacji znalezionych w sieci. Tymczasem cofnęłam się do początków sierpnia 2012 roku i wyczytałam, że prawie na zawał zeszłam po 30 minutach bóli miesiączkowych. Byłam dokładnie w tym samym terminie co obecnie. Wtedy też mi się szyjka skróciła o czym dowiedziałam się 3 tygodnie później na wizycie. Nie panikuję (choć jak mnie mocniej złapie skurcz to różne myśli do głowy przychodzą), biorę magnez i luteinę, poleguję w miarę możliwości, a jak przekroczę 30tc to już będzie z górki. Jest, więc podobieństwo.

Z dolegliwości niepożądanych, które pojawiły się wraz z zakończeniem 2 trymestru muszę niestety wpisać tę związaną z bólem kręgosłupa i miednicy. Wystarczy, że poleżę chwilę płasko na plecach to wstając czuję się jak niedołężna staruszka. Jak już uda mi się stanąć na nogach i wyprostować, pierwsze parę kroków potrafi wycisnął w najlepszym przypadku grymas bólu na twarzy. Skoro teraz tak to czuję to ciekawe jak będzie wyglądać na końcówce. Pamiętam, że ostatnie dwa tygodnie z Matim były ciężkie jeśli chodzi o wstawanie, przekręcanie się w nocy na łóżku.

Mam zalecenie jedno- ćwiczyć. Może powinnam zapisać się na jogę dla ciężarnych?

I to byłoby na tyle marudzenia. Na pocieszenie dodam, że w dalszym ciągu stan błogosławiony uważam za cudowny. Pewnie będę do niego tęsknić mniej niż po Matim, jednak na wszelki wypadek traktuje wpis jako zapiski dla potomności. Gdyby się tak trafiło trzecie dziecko 😉

Młodsze dziecię jest mniej żywiołowe niż Mati. Kopie rzadziej, albo to ja mam mniej czasu na wsłuchiwanie się w jego dobowy rytm. Pewnie wszystko jeszcze przed nami. Nie mam natomiast nic przeciwko, gdyby dla odmiany w naszym domu pojawił się ktoś spokojniejszy 😉

Jestem w lesie z wyprawką. Kupiłam jedną rzecz, Młody dostał od dziadków parę spodenek i skarpetki. Gdyby nie rzeczy po Matim nie byłoby tego za wiele. W dalszym ciągu też nie zabrałam się za przeglądniecie tego co zaleguje u dziadków. Kompletnie nie czuję potrzeby kupna tych wszystkich słodkich, malutkich ubranek, podczas gdy z Matim całość skompletowałabym najchętniej w 1 trymestrze. Mam nadzieję, że wicie gniazda włączy mi się niebawem, bo przecież było to szalenie miłe i ekscytujące uczucie. A takie robienie na siłę uroku mieć nie będzie.

Pogodziłam się z myślą, że Mati będzie miał braciszka. Choć w dalszym ciągu podczas usg pytam czy aby przypadkiem nic się nie zmieniło. Rozczula mnie delikatny róż na półkach sklepowych, przepiękne spineczki od Kolale, które wpinacie we włoski swoich córeczek, tiulowe tutu. I już tylko trochę mi się serce ściska na myśl, że nie dane mi będzie doświadczyć macierzyństwa w tym wydaniu. Póki co o trzecim dziecku nie myślimy, więc i nie nastawiam się, że może jeszcze kiedyś, w przyszłości.

W dalszym ciągu nie mamy imienia dla synka. Takiego pewnego, co do którego oboje byśmy byli zgodni. Pojawiła się propozycja, na którą oboje przystaliśmy, ale nie jestem pewna czy to rzeczywiście to. Brzuszkowy pozostaje Misterem „O”, choć co raz częściej łapię się na tym, że może jednak przystać na pomysł męża w kwestii imienia. Bo niestety zgodności pełnej nie ma. To co podoba się mi, mężowi ani trochę. I vice versa.

Powoli przygotowujemy Mateuszka do nowej roli. Wie, że w brzuszku  u mamy jest brat. Z roli „dzidy” awansował nawet do roli „baciśka”. Brzuszek jest całowany i tulony kilka razy na dobę. Dostaje też niektóre zabawki, a miśki żelkowe układane są wszerz i zjadane „do spółki” z bratem (Mati w jakiś umowny sposób sprawia, że znikają w jego buzi te przeznaczone dla brata, co któraś łaskawie trafia się mi 😉 ). Mam nadzieję, że po narodzinach będzie równie dobrotliwy dla Młodego.

Z tym optymizmem i z dzieciątkiem o wadze 925g wkraczam w trzeci trymestr 🙂

24tc

 

Księga ciąży, czyli pozycja must have dla przyszłej mamy

Pierwsza ciąża, stan nieustającej euforii. Ciągłe przeglądanie słodkich śpioszków i kaftaników na sklepowych półkach, urządzania w myślach pokoiku dziecka, nieprzemyślanych zakupów i decyzji.

Moje dwie pierwsze kreski na teście ciążowym sprawiły, że już następnego dnia stałam na dziale dziecięcym w H&M przebierając wśród ubranek dla maluszków. Potem swe kroki skierowałam do pobliskiej księgarni, bo przecież rządna byłam wiedzy w temacie tego co mnie czeka w ciągu najbliższych 8 miesięcy pozostałych do rozwiązania. Kupiłam dwie wielkie książki, które ledwo dotaszczyłam do domu. Przewertowałam je dość szczegółowo w ciągu dwóch dni, a następnie odłożyłam na półkę regału, by sięgnąć po nie ponownie wraz z kolejnym tygodniem/ miesiącem ciąży. Wraz z postępującym zaawansowaniem ciąży i rosnącym brzuchem sięgałam co raz rzadziej, bo odkryłam, że i tak większość wiadomości znajdę w internecie. Wystarczy, że zapukałam do wujka Google.

DSC_0819

Książki Mamania uwielbiam, ze względu na fakt, że wszystkie są wydane w duchu rodzicielstwa bliskości. Moja intuicja zgadza się z tym, co czytałam w kilku pozycjach. To jak rozmowa z koleżanką, z którą nadajesz na tych samych falach. Przyznaję jednak, że gdy w moje ręce trafiła Księga Ciąży byłam sceptycznie nastawiona. Pięknie wydana, a i owszem. Ale co do zawartości nie byłam przekonana. Kolejny poradnik, w którym szczegółowo opisano etapy rozwoju ciąży, kilka złotych rad. Nic ponadto,co mogłabym znaleźć w internecie.

Serio, dziękuję temu tam w obłokach za miłe rozczarowanie jakie przeżyłam. I to podwójnie. W pierwszym momencie zaskoczyła mnie trochę tematyka diety. Nie spodziewałam się aż tak szczegółowego podejścia. Tabele, porady, zestawienia. Rzeczy, których rzeczywiście szukałam, nie tylko będąc w ciąży. Działy z poszczególnymi etapami ciąży- ich wnikliwe czytanie odpuściłam. Nie byłam w ciąży, więc temat interesował mnie w nijakim stopniu. Coś na zasadzie, już to przerabiałam.

Teraz, kiedy ponownie oczekuję maleństwa, sięgnęłam po książkę z trochę innym nastawieniem. Raczej z nudów i ciekawości otworzyłam księgę na opisie etapów ciąży. Długi czas wertowałam, dużo razy do niej wracałam i wciąż wracam. Właściwie towarzyszy mi dość często. Pewnie dlatego, że podobnie jak w przypadku pozostałych pozycji Wydawnictwa Mamania, ufam temu co czytam. Państwo Sears, którzy są autorami książki, jak zawsze poruszają tematy, które dziwnym trafem omijają inni autorzy (polecam także przeczytanie Księgi Rodzicielstwa Bliskości). I żeby była jasność, wewnątrz nie przeczytasz historii wziętych z kosmosu, ale rzeczy bardzo istotne, o których np zapomni poinformować Cię Twój ginekolog.

DSC_0810

Tak dla przykładu, pierwszego z brzegu. Czy któryś z Waszych lekarzy zlecił Wam badanie poziomu witaminy D w czasie ciąży? Założę się, że 80% z Was powie, że nie.Może nawet i więcej, choć gorąco wierzę, że jeszcze się tacy znajdą.

Moja lekarka przez całą ciążę się nawet nie zająknęła. To w książce przeczytałam jak istotne na rozwój mózgu malucha, jak istotne dla zdrowia mojego jest utrzymywanie właściwego poziomu tej witaminy w organizmie. Nie tylko kwas foliowy. Wyczytałam, wyłożyłam kasę (sorry, niestety nie małą, bo badanie w zależności od laboratorium kosztuje od 45-115 zł – szukajcie wit D3 [25 oh-d]).

DSC_0818

Wynik jaki zobaczyłam na kartce z laboratorium. Skrajny niedobór. Przy normie na poziomie 30-50, miałam 4,2. Moja ginekolog (jedna z dwóch, które mnie prowadzą) stwierdziła, że to taka nowa moda na badanie. Poleciła brać preparat multiwitaminowy i ewentualnie (!) zbadać poziom za 3 tygodnie. Fanaberia czy moda, ale jeśli wynik wyszedł mi tak niski to znaczy, że trzeba coś z tym zrobić. O tym, że to ważny temat w ciąży chciałabym być jednak informowana. Podobnie jak o kwestiach mojej przyszłych i ewentualnych problemów ze zdrowiem po porodzie. I sposobach jak zapobiegać im w czasie ciąży.

To są te kwestie, których nie znajduję w większości poradników dla ciężarnych. Szczegółowo omawia się rozwój dziecka, milimetr po milimetrze, tydzień po tygodniu, a „dobro” matki, które przecież ma bezpośredni wpływ na dziecko jest typowo- przemilczane.

Za ten głos rozsądku cenię właśnie Księgę Ciąży Państwa Searsów. I to właśnie tej książce daję mój osobisty tytuł pozycji must have w biblioteczce każdej ciężarnej. Jest towarzyszem każdej przyszłej mamy, przyjaciółką, która doradzi w każdej kwestii. I możesz być pewna- nie pominie żadnego ważnego szczegółu. To mądra książka, dla mądrych rodziców. Poszukujących wiedzy. Nie zadowalających się ogólnikami, oczywistościami. To książka dla mnie.

Ja swoją przyjaciółkę już mam. A Ty? 🙂

DSC_0822