Atopowe zapalenie skóry u dziecka czy skaza białkowa

Wiedziałam, że istnieje. Wiecie, na zasadzie „dzwoni, ale nie wiadomo, w którym kościele”. Z Matim niemowlakiem życie pod tym względem było proste. Zero problemów skórnych, wzdętych brzuszków, kolek, nieprzespanych nocy. Trzymałam się diety matki karmiącej (nie będąc do końca przekonaną o micie tego zjawiska), dzięki czemu pierwsze miesiące upłynęły w błogim spokoju.

Z Antosiem sprawa się posypała. Od początku był wrażliwszy. Pewnie dlatego, że i ja od początku pozwalałam sobie na wszystko. Jadłam nabiał, cytrusy, czekoladę. Już dwa dni po wyjściu ze szpitala wysypało go na buzi i szyjce. Lekarka zdiagnozowała trądzik niemowlęcy. Intuicja podpowiadała mi, że winowajcą jest cytryna w herbacie. Nie pomyliłam się. Jak tylko odstawiłam wszystko zeszło i nie wróciło więcej.

Generalnie Antek od początku miał tzw sapkę niemowlęcą. Mi to brzmiało jak zatkany nosek. Ulewał do tego często. Dostał syropek na refluks i jakoś daliśmy radę przetrwać. A potem trafiłam na usg bioderek i lekarza, który przy okazji badania rzucił pytaniem czy karmiąc jem nabiał. Bo dziecko ma suchą skórę. I brzuszek zagazowany. Wiecie co ja wtedy pomyślałam? Co tam się FACET może znać na karmieniu piersią. Lekarz od usg.

Żyliśmy dalej. Jakoś na początku roku Mati przyniósł z przedszkola zapalenie krtani. Chwilę potem zaczął pokasływać Antoś. Nie minęło kilka dni jak trafiliśmy do szpitala. Lekarze nie do końca byli w stanie postawić diagnozę. Był katar, spory kaszel. Rtg nic nie wykazało. CRP bliskie zeru. Mimo to podano antybiotyk. Z jednej strony pluję sobie teraz w brodę, że go podano, z drugiej po 2 dniach dziecko zaczęło w końcu normalnie oddychać.

Dwa tygodnie po wyjściu ze szpitala zaczął kasłać ponownie. Co kilka dni jak pielgrzymi zmierzaliśmy do placówki medycznej na osłuchanie. Poznaliśmy wszystkich pediatrów Lux Med w Krakowie. Kaszel trwał z przerwami ponad 2 miesiące. Oprócz niego na zgięciach łokci pojawiły się suche, czerwone placki. Klasyczne AZS. Klasyczne AZS pojawiające się w okolicy 4-5 miesiąca życia dziecka.

Milion razy zadawałam sobie pytanie „SKĄD?”

Któregoś wieczoru Mati zażyczył sobie na kolację kakao. Patrząc jak pije pociekła mi ślinka. Wypiłam cały kubek. To była ciężka noc. Nieprzespana. Rano Antoś kilka razy chlusnął mlekiem. Byłam pewna, że przyplątała się jakaś jelitówka. W pieluszce znalazłam malutkie pasemko krwi, które lekarz skwitował jako efekt pękniętego naczynka podczas wysiłku przy wypróżnianiu. Suche placki zaczęły się powiększać. A ja zaczęłam się co raz bardziej upewniać w przekonaniu, że COŚ jest na rzeczy z nabiałem. Przypomniałam sobie rozmowę z lekarzem od usg. Rozmowę, którą sama zamiotłam w daleki kąt pytając jeszcze innych pediatrów czy kaszel może mieć związek z tym co sama jem.

Na bilans półroczniaka zaczęłam drążyć temat. Bo akurat trafiłam na dość wygadaną lekarkę (to niestety rzadkość). Obejrzała rączki, stwierdziła, że winne jest kakao. Że gdyby nabiał to dziecko miałoby krew w kale. Żarówka w głowie oświetliłaby całą ziemię. BINGO! I wtedy przypomniało mi się jeszcze jak zaraz po porodzie zjadłam drożdżówkę z serem. I płacz Antosia w nocy. I malutkie pasemko krwi w pieluszce rano, o które oskarżyłam witaminę K podaną mu wieczorem.

Rozmowa z lekarzem była długa. Początkowo diagnozowane AZS okazało się klasyczną skazą białkową. Całkowicie odstawiłam mleko krowie i jego pochodne. Całkowicie odstawiłam czekoladę. Przerzuciłam się na mleka roślinne. Kozie sery. Antoś kaszlał co raz mniej. Suche, czerwone placki zaczęły blednąć, aż zniknęły całkowicie po około 2-3 tygodniach. Skóra na rączkach i boczkach zrobiła się gładka i mięciutka. Kaszel ustał.

U tak małego dziecka poza dietą eliminacyjną matki (prowadzoną pod okiem lekarza – pamiętajcie!) warto również zrobić ogólne badanie kału. Zwłaszcza gdy zawartość pieluszki ma często charakter śluzowy. Wyniki pokażą czy obecne są ciała redukujące świadczące o nietolerancji laktozy. Ich brak jednak wcale nie oznacza, że skaza nie występuje. Mylnie określa się skazę jako białkową, może mieć ona jednak podłoże w innym rodzaju produktów. Np w kakao, orzechach, cytrusach itp.

W tym czasie przerobiłam sporo kosmetyków do pielęgnacji skóry maluszka. Choć moim faworytem pozostaje balsam z LRP, który pokochałam już przy Matim, to miałam okazję również przetestować kosmetyki marki DEMSA.

IMG_4020

 

Kosmetyki otrzymaliśmy do testów dużo wcześniej, więc mogliśmy wypróbować całą rodziną. Akurat trwała zima. Suche powietrze, mróz. Mąż ma w tym czasie spore problemy z przesuszoną skórą twarzy. Używał w tym czasie kremu, który ma lekką i dobrze wchłaniającą się konsystencję. Zapach ma neutralny, bardzo apteczny. Zima się skończyła, a wraz z nią opakowanie kremu.

Moją bolączką zimą są natomiast suche, swędzące dłonie. Istny koszmar. Choć staram się nie zapominać o rękawiczkach to dłonie i tak obrywają najbardziej. Ratowałam się w tym czasie balsamem na suchą i swędzącą skórę. Muszę przyznać, że działał rewelacyjnie. Dobrze nawilżał, co sprawiło, że skóra nie łuszczyła się i nie była czerwona. Zużyłam całe opakowanie i z czystym sumieniem mogę Wam ten balsam polecić.

Gdy zaczęły się problemy Antosia miał niewiele ponad 4 miesiące. Kosmetyki DEMSA mimo, że nie zawierają sterydów i parabenów, przeznaczone są dla dzieci od 6 miesiąca życia. Balsamu do pielęgnacji wypróbowaliśmy gdy Antoś miał już dość poważnie zaostrzone objawy- w okolicy 7 miesiąca. W tym czasie też wprowadziłam Antosiowi pierwszy warzywny posiłek. I niestety Antoś dostał wysypki po kilku dniach. Najpewniej miało to związek z nowym posiłkiem, problemami związanymi z nabiałem, jednak nie odważyłam się posmarować balsamem kolejny raz. Balsamem smaruje się Mati 🙂

DSC_0109

Wypróbowaliśmy natomiast płyn do mycia i kąpieli. Zarówno przy Antosiu jak i Matim. Płyn pieni się bardzo delikatnie, co jest bardzo dużym plusem przy niemowlaku. Bardzo dobrze nawilża, skóra jest miękka i gładka. Przy czym ma równie delikatny zapach. W tym przypadku u Antosia nie wystąpiła żadna reakcja alergiczna 🙂

DSC_0102

DSC_0117DSC_0144

Na koniec mam dla Was małą NIESPODZIANKĘ.

Do rozdania mam aż 3 zestawy emolientów DEMSA. Napiszcie w komentarzu dlaczego akurat do Was mają one trafić. W związku z tym, że producent chce aby kosmetyki wypróbowało jako najwięcej osób, prosimy aby osoby które wygrały zestaw na innym blogu dały szansę innym 🙂 Udział w konkursie oznacza akceptację regulaminu.

Na Wasze przekonujące komentarze czekam przez najbliższy tydzień, tj. do końca dnia 12 czerwca. Trzynasty przyniesie szczęście trzem osobom 🙂

DEMSA_grafika_blog_znaczkijakrobaczki

 

Jeśli nie wierzycie w swoje szczęście lub chcielibyście wypróbować kosmetyki już teraz, możecie je zakupić w nowo- otwartym sklepie DEMSA.

Demsa sklep 01WYNIKI KONKURSU:

Po nagrody zapraszamy Kamilę, Justynę Pindral oraz Magdalena Świtała 🙂

Podajcie namiary gdzie mamy wysłać zestawy kosmetyków (mail w zakładce kontakt).

 

Pyszne jak u mamy! Konkurs

Każdy z nas ma smaki, które definitywnie kojarzą mu się z dzieciństwem. Kruszonka z rabarbarem, kompot z jabłek i truskawek, pyszna pomidorowa z kluseczkami domowej roboty.

Na samo wspomnienie cieknie nam ślinka i na sercu od razu cieplej się robi. Bo często potrawa to jakaś anegdotka, sytuacja miła z życia, do której z chęcią byśmy wrócili. Uśmiech mamy, gdy prosiłeś o drugą porcję pierożków z jagodami, promyk słońca na policzku, który przedarł się przez gałęzie, gdy wspinałeś się by zerwać soczyste czereśnie.

Są potrawy, których smak przywołuje wspomnienia. Te miłe, te najmilsze. Mam takich kilka. Związanych nie tylko z dzieciństwem, ale i z późniejszym życiem.

Jako, że Dzień Mamy zbliża się wielkimi krokami, chciałabym poznać Wasze wspomnienia. Chciałabym, abyście napisali mi jaka potrawa kojarzy Wam się właśnie z mamą. A wśród osób, które w komentarzu podzielą się swoimi wspomnieniami wyłonię zwycięzców, którzy zgarną bony do Pyszne.pl w wysokości 50zł każdy.

150515_500x700_Mothers_Day

Na zgłoszenia czekam od dziś do niedzieli (do godz 23:59). Zwycięzców wybiorę i ogłoszę w poniedziałek pod tym wpisem. W konkursie może brać udział każdy jednak Bony, które są do wygrania w konkursie można zrealizować tylko zamawiając jedzenie online w serwisie Pyszne.pl, w restauracjach, które posiadają w ofercie płatność online oraz które dowożą jedzenie pod adres wpisany przez zwycięzcę. 


Los zadecydował, że w wyjątkowym Dniu Mamy obiadu nie będą musiały gotować:

– Kasia, której mama kojarzy się z porzeczkami

– Dagmara Nowak z pysznym, niedzielnym rosołkiem

– Kamila Kuciarska, u której w domu często pachnie pysznym ciastem

Gratulacje dziewczyny! Życzymy smacznego 🙂

Czekam na kontakt od Was pod adresem e-mail do końca tygodnia (adres znajdziecie w zakładce kontaktowej).

 

Pozostałym dziewczynom dziękuję za udział w zabawie 🙂

 

Sposoby na usypianie dziecka – KONKURS

Lato, ciepłe i długie wieczory. Fajnie jest mieć je dla siebie, by posiedzieć z drugą połową (lub samemu), zanurzyć się w wannie pełnej piany czy też oddać się lekturze książki, która czeka na półce od dłuższego czasu. Dziecko śpi w swoim pokoiku/ Waszej sypialni, a Ty oddajesz się przyjemnościom.

Wszystko super, gorzej gdy realizacji planu przeszkadza jeden mały punkt. Rozbrykane maleństwo, które za Chiny Ludowe spać iść nie chce. Rady i sposoby jak ululać takiego dzieciaka znajdziecie w książce „Najszczęśliwszy śpioch w okolicy” , którą recenzowałam dla Was ostatnio.

KONKURS
Dziś przychodzę do Was z dwoma egzemplarzami książki, które rozdam tym z Was, którzy udowodnią mi, że są w największej potrzebie.
Macie jakąś ciekawą historię związaną z usypianiem Waszego malucha? A może jakieś śmieszne foto Waszego autorstwa obrazujące wieczorne walki o szybki sen? Maluch uśpił tatę, a sam bryka po stole? Jeśli tak, koniecznie weźcie udział w konkursie.
Najbardziej kreatywne/śmieszne/łapiące za serce zgłoszenia wygrają.

Zasady konkursu:
1. W komentarzu wyrażacie chęć udziału i opisujecie historię. Jeśli do konkursu przesyłacie fotkę proszę o zaznaczenie tej informacji. Zostawiacie na siebie jakieś namiary identyfikujące
2. Lubicie na FB Znaczki jak Robaczki i Mamania
3. Udostępniacie na fb/blogu plakat konkursowy
Fotki ślijcie na mój adres e-mail: takatycia{at}gmail.com
Przesłane zdjęcia zostaną zamieszczone w galerii konkursowej na fanpage bloga. Wysyłając fotkę wyrażacie zgodę na jej publikację. Bardzo proszę, żeby zdjęcia nie urażały uczuć dzieci i osób na nich znajdujących się. Jednym słowem były smaczne 😉 W konkursie nie biorą udziału filmiki.
Bawimy się do końca tygodnia, tj. 13.07 do godz. 23:59.
Powodzenia! 
………………………………………………..

WYNIKI


Jak zapewne zauważyliście sporo czasu minęło, więc obiecane wyniki. Galerii konkursowej w związku z moją blokadą konta na fb niestety nie mamy, bo konkurs się skończył zanim konto mi odblokowano 🙁

Miałam nie lada problem, bo w takim temacie z chęcią każdemu przyznałabym nagrodę. Jednak, tak jak wspominałam wyżej we wpisie zależało mi, aby Wasze odpowiedzi przekonały mnie, że książka jest Wam jak najbardziej potrzebna. 

Swoją odpowiedzią przekonała mnie monia i to do niej wędruje pierwsza książka. Mam nadzieję, że lektura i rady dr Karpa pomogą Wam chociaż troszkę. 

Drugą nagrodę postanowiłam przyznać komuś, kto pokaże mi jak wyglądają Wasze rytuały związane ze snem. Autor książki zwraca szczególny nacisk na każdy drobiazg, który wzmaga w dziecku poczucie bezpieczeństwa i tym samym przynosi upragniony sen. 
Kilka ze zgłoszeń zmieściło się w tym temacie, ostatecznie jednak po burzliwych dyskusjach w domu, nagrodę przyznaliśmy Beacie Kawka. Gorąco wierzę, że skoro rady z poprzedniej książki okazały się pożyteczne, podobnie będzie i tym razem 🙂

Serdecznie gratuluję! 🙂

Bardzo Wam dziękuję za wszystkie zgłoszenia nadesłane w konkursie, a dziewczyny proszę o podesłanie adresów do wysyłki (czekam na info do 27 lipca). 

————————————————-
EDIT: W związku z brakiem odpowiedzi od Beaty, nowym wygranym jest Gosia Kusz. Na adres czekam do końca tygodnia tj. 3.08.

Jak dbać o siebie na wiosnę? Wyniki konkursu z Elancyl

Dopingowałam Was do udziału w konkursie nie bez powodu. Raz, że nagroda super, a dwa no cóż… miałam taką cichą nadzieję, że zdradzicie mi kilka swoich patentów na wiosenny powrót do formy.
I jak zwykle okazało się, że mogłam na Was liczyć.
Czytając komentarze buzia uśmiechała mi się na samą myśl. Zgadzałam się z każdym Waszym słowem, pomysły szczególnie przypadły mi do gustu, a niektóre wypowiedzi jakże bliskie memu sercu sprawiły, że z rozmarzeniem przypomniałam sobie różne fajne momenty.
Każda z Was, drogie kobietki pomysłów na siebie ma całe mnóstwo i każdy jeden jest extra. Fajnie, że będąc mamami (także przyszłymi) pamiętacie o sobie i swoich potrzebach. Z chęcią zestawy podarowałabym każdemu, kto zostawił komentarz pod postem. Ale mam zestawów tylko pięć.
I te pięć zestawów, składających się z kremu i olejku Elancyl powędruje do autorek poniższych wypowiedzi. Na pewno skorzystam z Waszych podpowiedzi! 🙂

                                                                 ——————————
Ściskanie pośladków w każdej wolnej chwili, czy to w kolejce do kasy, czy gotując rosół- najlepsze ćwiczenie na jędrne to i owo. Nauczyłam się oddychać przeponą, co ma fantastyczny wpływ na moją klatkę piersiową ;P Tak pokrótce wyglądają moje starania o sylwetkę wymarzoną, nie anorektyczną, ale zdrową. W dbaniu o siebie pomaga mi mój roczny synek, którego wrzucam do chusty i tak sobie tańcujemy od salonu do kuchni, wzdłuż i wszerz okolicznych parków, od świtu do nocy lub w chuście wożę Go mając rolki na nogach.
A od wewnątrz?zielona herbata, pokrzywa, skrzyp, wyciskane soki z warzyw i owoców z maminego ogródka, i miód- to moi eksperci w walce z różnymi dolegliwościami, nie tylko fizycznymi.
O sferę psychiczną dbam relaksując się w kąpieli z dodatkiem tataraku lub olejków eterycznych, słuchając muzyki relaksacyjnej, wykonując ujędrniający masaż całego ciała i pobudzający masaż skóry głowy. Akupresurę stóp wykonuje mi mąż- czuję się wtedy jak nowo narodzona 🙂 Na dobranoc lekka, aczkolwiek bardzo przyjemna lektura: „Balsam dla duszy” czy to matki, czy kobiety- bez znaczenia, każda część wyzwala we mnie same pozytywne emocje, daje ujście tym negatywnym.Dzięki tym książkom doświadczam prawdziwego katharsis. Od czasu do czasu kurację antystresową funduje mi mój futrzak Rudek.Uwierzcie- kototerapia na prawdę działa! 😉
Włosów już nie prostuję- dla ich lepszej kondycji.Artystyczny nieład podobno jest w modzie.Depilację laserową nóg zaczęłam, ale ze względów finansowych i z powodu dużego bólu kontynuować nie będę, choć nie powiem, działa cuda! Z innych magicznych sztuczek urodowych rozważam makijaż permanentny- dokładnie podkreślenie linii brwi.Życie jest za krótkie żeby zachcianki i przyjemności odkładać na później i całe życie męczyć się kredką do brwi! „
                                                                 ——————————
Jest takie powiedzenie, że „wygląd to tylko dodatek do barwnej osobowości” – lecz która z nas nie chciałaby zawsze pięknie wyglądać? Lubię o siebie dbać i mimo dwójki „potforróf” (w tym jeden jeszcze bezzębny, czteromiesięczny:) zawsze staram się znaleźć choć chwilkę dla siebie – czasem robiąc trzy rzeczy naraz (np. jedną ręką nakładam maseczkę, a drugą mieszam owsiankę, autentyk!) – ale i tak się liczy:)
Oto moje główne sposoby na dbanie o swoje ciało i umysł:
1. OCZYSZCZAM
W wyniku wielu eksperymentów doszłam do wniosku, iż podstawą mojej pielęgnacji skóry musi być jej dokładne oczyszczanie. W tym celu rano stosuję płyn micelarny, a wieczorem płyn do demakijażu oczu oraz łagodny żel do mycia twarzy. Ciało traktuję zaś domowym peelingiem kawowym lub cukrowym raz w tygodniu – czyni cuda!
2. NAWILŻAM
Nie trzeba być ekspertem, by wiedzieć, że nawilżanie to podstawa. Codziennie rano stosuję lekki, nawilżający krem, który współgra z moim podkładem (czytaj: podkład na nim nie roluje się), zaś na noc używam kremu o silnych właściwościach odżywczych. Po wieczornej kąpieli zaś wsmarowuję w ciało olej kokoSOWY, na widok którego mój trzyletni synek wydaje z siebie radosne „hu hu hu” – myśląc, że ma on coś wspólnego z sową, którą widział w zoo.
3. PIJĘ DUUUUŻO WODY
Wszyscy wokół mówią też o tym, iż skórę trzeba nawilżać również od środka. Wzięłam to więc sobie do serca i staram się pić dużo niegazowanej wody mineralnej – co najmniej 1,5 litra dziennie. Dzięki temu moja skóra (zwłaszcza ust) rzadko bywa już teraz „spieczona”. Jedynie częściej niż kiedyś muszę wymykać się do toalety;) Moim hiciorem jest też ostatnio domowa lemoniada z miętą (mniam!)
4. CHRONIĘ SIĘ PRZED SŁOŃCEM
Filtry to podstawa! By w wieku 35 lat nie wyglądać na dekadę więcej i nie narażać się na ryzyko raka skóry – rano stosuję na twarz krem z wysokim filtrem (SPF50). Gdy zaś planuję ekspozycję ciała na słońce – do torby pakuję filtr o SPF20. Zdaję sobie sprawę z tego, że w brązie każdemu lepiej do twarzy, lecz podobny efekt można uzyskać nie niszcząc skóry – poprzez zastosowanie samoopalacza. I tego się trzymam:)
5. PRZECIWDZIAŁAM STARZENIU
Rok temu wkroczyłam w trzecią dekadę życia, więc do mojej kosmetycznej artylerii dołączyłam serum przeciwzmarszczkowe aplikowane na cerę rano i wieczorem. Dopiero po jego wchłonięciu się stosuję odpowiednie kremy odżywcze.
6. URZĄDZAM DOMOWE SPA
Zaczyna się aromatyczną kąpielą w wannie (grejpfrutowe kule musujące obowiązkowo!), potem jest peeling cukrowy, depilacja i balsam do skóry. Gdy już tułów jest „zadbany” – czas na cerę i domowe SPA dla twarzy. Najpierw delikatnie myję ją rumiankowym żelem do twarzy, potem na 10 minut nakładam peeling enzymatyczny (jako naczynkowiec unikam peelingów mechanicznych) i na kolejny kwadrans nakładam moją ulubioną maseczkę maślankową. Robię papkę z maślanki, startego ogórka i mango, dodając kilka kropli olejku arganowego. Olejek ten ma cudowne działanie nie tylko nawilżające, ale również wygładzające. Uwielbiam tą swoją maseczkę – choć staram się by raczej nikt mnie w niej nie widział:)
7. RUSZAM SIĘ
Swoją potrzebę sportu realizuję poprzez bieganie i jogę. W tygodniu zabieram synka na basen („Mama, zjeżdżalnia!” – ekscytuje się mój Mały Ludzik), zaś w weekendy chodzimy tam całą rodziną.
8. COŚ DLA SIEBIE
Dużo o dbaniu o ciało było, a przecież dopiero z umysłem jesteśmy całością. Żeby nie zwariować od wiecznych pytań „A dlaczegooo mama jeż ma kolce?” i tym podobnych – gdy dzieci zalegną wreszcie w swoich łóżeczkach – do akcji wkracza ARTYSTYCZNA część mnie! Siadam do maszyny do szycia (zdziwieni?:), puszczam wodze wyobrażni i przy uspokajającym turkocie szyję, szyję, szyję…
Dołożę do tych kilku kroków jeszcze promienny uśmiech – i każda z nas może czuć się już piękna, kobieca i zadbana. A ja włączam muzykę w moim komputerze i nucę sobie do piosenki „Być kobietą, być kobietą…la la la la…
                                                                 ——————————
 
Nie cierpię zimy. Cały ten szary i bury czas spędzam z kubkiem gorącego kakao i ulubionym ciachem. Tu podjem, tam dojem. Potem przychodzi wiosna, człowiek zrzuca z siebie koce, tony szmatek, staje przed lustrem i jest jedno wielkie ałaaaaa. Niestety waga się nie zepsuła, a centymetr nie skurczył. Zwykle wtedy zaczyna się ciężka i mordercza praca pod tytułem zgubić do lata. Bo przecież o wakacjach marzy każda z nas. A poczucie pewności siebie w pięknym, turkusowym bikini?
Na szczęście wiosna jest sprzymierzeńcem wszystkich, którzy chcą o siebie zadbać. Na bok kakao, na bok czekoladki i przekąski. Lodówkę wypełnia zieleninka, a w domu rozbrzmiewa odgłos blendera i wyciskarki do soku. Na śniadanko szklanka pysznego, zdrowego soku. Po obiedzie w nagrodę truskawkowy koktajl. Spacerek do warzywniaka, na pobliski targ. Energia mnie unosi. Zabawy z dzieckiem, niech śmiech się niesie daleko, daleko. A popołudnie? Zamiast pod kocem, to na balkonie. Czas kwiatki przesadzić, przygotować na lato. Gimnastyka dla ciała i ducha. I tylko wieczorem, po całodziennej dawce ruchu odhaczam należny mi relaks w aromatycznej kąpieli, pełnej piany i suszonej lawendy. Nocą odpoczywam, niech balsam, który właśnie wtarłam w uda i pośladki bierze się do roboty 🙂
                                                                 ——————————
 „W słoneczną, kolorową wiosnę po prostu trzeba wejść z pięknym uśmiechem, dlatego już od kilku lat swoją „po-zimową” odnowę zaczynam od wybielania ząbków. Jeśli mam akurat więcej w portfelu, robię to u dentysty, jeśli nie (a tak jest zazwyczaj) kupuję sprawdzony, niedrogi zestaw w aptece i wybielam się sama. W tym czasie zapominam o kawie, herbacie i jagodach, ale gdy są już efekty, nie zapominam o uśmiechu :-).
Kolejną sprawą jest zadbanie o budzące się do życia owady, a konkretnie o „pajączki” :-). Bo chociaż los oszczędził mi rozszerzonych naczynek na twarzy, to nogi są już zupełnie inną historią. Wiosną robię sobie więc kurację preparatem z rutyną (np. rutinoscorbinem), która wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych. I naprawdę jest dużo lepiej :-).
Gdy robi się cieplej, mobilizuję się też w końcu do tego, by każde mycie włosów zakończyć zimną płukanką. Zimą jest to dla mnie wyczyn nie do zrealizowania :-). Zimna woda świetnie zamyka łuski włosów, a w efekcie fryzura lśni nam zdecydowanie ładniej, niż wtedy, gdy łuski zamknąć się do końca nie chcą. A błyszczące włosy, to obok białego uśmiechu, drugi najfajniejszy punkt kobiecości :-).
Wiosną wciąż też śpię w ciepłych skarpetkach, zupełnie jak zimą, ale teraz nakładam na stopy grubą warstwę kremu :-). No bo jednak sandałki trzeba będzie z najwyższej półki w końcu ściągnąć i stopy światu pokazać, a tu smocza skorupa… :-).
Aaaaa i cytrynę kupuję kilogramami! Do picia z wodą (super oczyszcza z toksyn, szczególnie pita na czczo) i do nacierania łokci i kolan (uwaga na zadrapania – szczypie okrutnie :-)). Bo chociaż próbowałam już dziesiątek mikstur w tubach i słoikach, nigdy nic mi tak nie pomogło na brzydkie łokcie, jak najzwyklejsza cytryna :-). Polecam każdemu!
A na koniec, w tajemnicy przed małżonkiem, kupuję sobie nową torebkę 🙂. Taki mój wiosenny rytuał, tylko że zamiast topić Marzannę, topię pieniądze w dużą, jasną i zupełnie mi niepotrzebną torebkę :-))))).
I to chyba wszystko. Przesyłam gorące pozdrowienia!!!! Asia
Ps. Komentarz zawierał lokowanie produktu :-). Przypadkowo oczywiście :-)”
                                                                 ——————————
„Ja tam nie jestem wielką fanką kosmetycznych rytuałów, ale i tak uważam, że o siebie dbam.Jeśli chodzi o kosmetykę pielęgnacyjną, (zostawiam na boku codzienne mycie całego ciała, bo to oczywista oczywistość) w zasadzie ograniczam się do dokładnego zmywania twarzy 2 razy dziennie i nawilżania jej – rano smaruję ją kremem na dzień, wieczorem wmasowuję boi-oil. Dwa razy dziennie masuję też brzuch przy użyciu kremu na rozstępy – mimo tego mam brzuszek w tygrysie paski. Lata pieszego pielgrzymowania nauczyły mnie za to dbać o stopy – co drugi dzień robię im peeling, a dwa razy dziennie nakładam krem zmiękczający. Ręce same o siebie dbają – nie używam żadnego kremu, bo i tak kilka razy dziennie smaruję mojego atopika natłuszczającymi kosmetykami – a resztę odruchowo rozsmarowuję na własnych dłoniach.Pilnuje też, by mieć zawsze czyste włosy i w miarę staranną fryzurę. Nie wychodzę z domu bez błyszczyka, co miesiąc robię hennę rzęs. Staram się też ładnie ubierać – szczególnie teraz, kiedy jestem w ciąży, nie lubię chodzić w szarych, workowatych ciuchach.

Choć poród na dniach, staram się ruszać – jak najmniej auta i komunikacji miejskiej, sporo spacerów, co wieczór wykonuję ćwiczenia ze szkoły rodzenia i – na ile jeszcze pozwala kondycja – tańczę. Sama, bo mąż nie lubi:/ Głównie czaczę i rumbę.

No i najważniejsze – pilnuję zdrowia. Raz w roku jestem u dermatologa i okulisty. Odkąd zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy, a potem chorobę Hashimoto, jestem też co 3 miesiące u endokrynologa. Gin – w ciąży tak często jak trzeba, poza ciążą dwa razy w roku. Po razie na rok cytologia i USG piersi. Również 2 razy w roku – przegląd u dentysty. Plus na bieżąco naprawa ewentualnych ubytków. Ściśle pilnuję brania leków.
Nie trzymam restrykcyjnej diety i nie zmuszam się do tego, czego nie lubię, ale zdecydowanie ograniczyłam cukier i raczej piekę niż smażę. Dużo piję, głównie wodę.

A, no i równie ważne – dużo rozmawiam z mężem, czytam i staram się być na bieżąco z Sakramentami:)”

 
                                                                 ——————————
Gratulacje dziewczyny! Skontaktujcie się ze mną na maila lub poprzez FB i podajcie na siebie namiary (z numerem telefonu włącznie).
Pozostałym uczestniczkom ogromnie dziękuję za udział w zabawie.
Nie ma się co smutkać, bo już niedługo kolejny konkurs. Z jedną nagrodą, ale pożądaną przez miliony 😉 I w dodatku wypaśną, bo wygrany będzie miał z głowy urządzanie pokoju maluszka 😉 Ok, więcej nie zdradzę, ale bądźcie czujni 🙂
 
 

Elancyl, czyli wiosenne nowości na półce i mega Konkurs!

Często żałuję, że nie mieszkam w Warszawie. Zwłaszcza kiedy dostaję zaproszenie na jakiś ciekawy event lub spotkanie blogujących kobietek. Tak się złożyło, że to akurat w stolicy i w rejonach tamtej strony Polski mieszka najwięcej dziewczyn, z którymi mam świetny kontakt.
Tak było i tym razem. W połowie lutego moja skrzynka zasygnalizowała mi, że mam nową wiadomość. Czekało na mnie zaproszenie na spotkanie dla blogujących kobiet i mam organizowane przez markę Elancyl oraz Fundację Rodzić po Ludzku. Pierwsza moja myśl była taka, że na bank jadę! Niestety potem zobaczyłam datę- spotkanie zostało wyznaczone na środek tygodnia- i moja radość prysła. Jak zwykle nie dam rady… Nici z fajnego spotkania z innymi dziewczynami. Nici z poznania kosmetycznej nowości.
Nie smuciłam się jednak długo, bo Pani Magda pisząca do mnie w sprawie spotkania, postanowiła osłodzić mój zawód. Tak oto w moje ręce trafiły kosmetyki francuskiej firmy Pierre Fabre Dermo- Cosmetique  ze swoją apteczną marką ELANCYL.
Mimo, że na codzień używam właśnie typowo aptecznych dermokosmetyków, tych z marki Elancyl nigdy nie stosowałam. Tym bardziej się cieszę z otrzymanego daru.
Mam nadzieję, że cieszyć będziecie się również i Wy, bowiem mam do rozdania aż 5 zestawów kosmetyków! Ale o tym za chwilkę. Najpierw zapoznajcie się z nowościami od ELANCYL.
Wśród nowości jest coś, co z pewnością przyda się każdej kobiecie. Nie tylko tej, która ciążę ma za sobą.
Jednym z kosmetyków, który otrzymałam jest Elancyl Cellu Slim Noc, czyli intensywna pielęgnacja wyszczuplająca na noc.
Krem jest w fajnym, poręcznym słoiczku o pojemności 250ml. Nie wiem na ile jest wydajny, bo dopiero zaczynam testowanie. Wchłania się jednak szybko, nie pozostawia tłustego filtru, wręcz wrażenie zmatowienia skóry. Pachnie fajnie, podoba mi się.
Producent zapewnia, że krem wygładza nierówności i wyszczupla już po 14 dniach. Przekonamy się, mam zamiar nakładać go na brzuch i uda.
Aby jednak odnieść sukces, podczas stosowania kremu wieczorem należy go nakładać metodą masażu opracowaną na potrzeby Elancyl. Jak to robić mamy w instrukcji zamieszczonej wewnątrz opakowania.
Właściwie to nie mam cellulitu, ale zawsze miałam kompleks masywnych ud. Żartuje nieraz, że natura obdarzyła mnie murzyńskimi udami i wiele bym dała, żeby były dużo smuklejsze. Nie oczekuje cudów po kremie, bo żaden kosmetyk genetyki nie zmieni, ale nie pogardzę napiętą skórą w tej okolicy oraz na brzuchu.

Kolejną nowością z serii jest Olejek przeciw rozstępom.

Pisałam Wam już kiedyś, że jestem ogromną szczęściarą jeśli chodzi o tę część genetyki. Mój sporych rozmiarów brzuch w ciąży nie nabawił się ani jednego rozstępu. I właściwie to niespecjalnie dbałam o to. Stosowałam co prawda jakiś krem zapobiegający się ich pojawianiu, ale nie mogę powiedzieć żebym była sumienna w tej czynności.

Mam jednak jeden mały rozstęp na lewej piersi, już praktycznie niewidoczny. I właśnie tym olejkiem mam zamiar go potraktować. Z uwagi, że sam olejek świetnie nadaje się do masażu, z pewnością dobroczynnie wpłynie na kondycję mojego biustu. Poza tym jest bezzapachowy i spokojnie mogę go stosować przy karmieniu Mateuszka.

Olejek łatwo się wchłania i przyznaję byłam w szoku. Zwykle nie przepadam za tłustą mazią na moim ciele, dlatego oliwki i inne olejki raczej nie dla mnie. Robię oczywiście wyjątki jak coś przypadnie mi do gustu, ale zazwyczaj podchodzę sceptycznie.

Jako, że olejek ma również zadanie wygładzające i ujędrniające głęboko wierzę, że sprawdzi się na mojej skórze. Co jak co, ale jędrność i elastyczność, a przy tym dostateczne nawilżenie skóry to problem, z którym nie borykam od narodzin synka.

Producent podaje, że olejek składa się w 99% z samych naturalnych składników.Olejek z wiesiołka, krokosza i lnicznika. Przyznaje, że znałam tylko ten pierwszy i z ciekawością zajrzałam do źródła czym są pozostałe składniki. Tym sposobem dowiedziałam się, że olej z krokosza używany był w Indiach do usuwania zbędnego owłosienia. Ooo, to może zacznę olejkiem smarować również nogi? 🙂
W każdym bądź razie olejek spokojnie można stosować zarówno w ciąży jak i podczas karmienia piersią. Nie tylko na nogi 😉
A teraz coś obiecanego dla Was!
Każdy kto w komentarzu poniżej opowie mi jak wiosną dba o stan swojego ciała i umysłu (no dobra, nie tylko wiosną, bo wierzę, że dbacie o siebie przez cały rok) będzie miał szansę zdobycia takiego zestawu dla siebie. A zestaw jak widzicie nie byle jaki, o wartości ok. 200zł.
Całkiem fajny prezent na wiosnę, prawda? 🙂
ZASADY:
  • Oczywiście zostawiamy komentarz z odpowiedzią na pytanie
  • Plakat udostępniamy u siebie na blogu lub na FB
  • Lubimy Znaczki jak Robaczki? (tylko wiecie tak szczerze, nie dla konkursu) KLIK KLIK
  • Lubicie Elancyl?:) KLIK KLIK
  • Zaciskacie kciuki i czekacie na wyniki konkursu 🙂

Aaa… bawimy się od dziś przez 2 tygodnie, czyli do 18 kwietnia.
Zajączek przyniesie Wam rozwiązanie konkursu.

Ps. Wysyłka nagród tylko na terenie PL.