Bracia

Jestem jedynaczką. Choć zdążyłam się już do faktu, że nie mam i nie będę mieć rodzeństwa przyzwyczaić, nie ukrywam, że chciałabym mieć kogoś bliskiego jak brat czy siostra. Gdy się jest dzieckiem nie przykłada się do tego chyba większej wagi. Choć były momenty, że chciałam mieć np młodszą siostrę, to nie przypominam sobie, żeby ta chęć była szczególnie mocna.

Dziś patrzę na sytuację z zupełnie innej perspektywy. Dziś, gdy pielęgnowane w latach szkolnych przyjaźnie gdzieś rozjechały się po świecie zwyczajnie brakuje bliskiej osoby, której powiesz co w duszy gra. Jako jedynaczka mam pewnie wyidealizowany obraz relacji pomiędzy rodzeństwem, jednak znam kilka przykładów gdzie siostry miedzy sobą czy nawet brat z siostrą nie żyją jak przysłowiowy pies z kotem. Znam takich, którzy są ze sobą na prawdę blisko i wiem, że jedno dla drugiego zrobiłoby wszystko. Znam też niestety takich, których los jest sobie obojętny. Nie chciałabym, aby moi synowie w przyszłości podchodzi do siebie w ten sposób.

Nie wiem czy jest skuteczny patent jak wychować dzieci, by nauczone były do siebie szacunku, by dawały sobie wzajemne wsparcie. Zewsząd tylko słyszę o etapie, że będą się bić, kłócić, a potem przyjdzie chwila, w której albo podadzą sobie ręce albo powiedzą cześć.

Póki co cieszę się ich braterską miłością. Sprawia nam, rodzicom, dużo radości. Czułość Mateuszka w stosunku do Antosia nie jeden raz wycisnęła ze mnie łzy wzruszenia. Był chwilowy moment zazdrości, który na szczęście minął niepostrzeżenie. Na chwilę obecną Mati sam, przez nikogo nieproszony dzieli się z Antosiem. Zabawkami, które są przecież teraz najcenniejsze. Mamą, którą miał do tej pory na każde zawołanie. Wie, że młodszy brat wymaga więcej uwagi i zaangażowania. Czasem ma chwilę słabości lub gorszy dzień, ale jestem z niego bardzo dumna. Że tak ładnie wziął na klatę bycie starszym bratem. Rekompensuje sobie ten stracony czas będąc u dziadków. Wtedy potrafi zagarnąć babcię tylko dla siebie. Ale wcale mu się nie dziwię. Któż z nas nie lubi, gdy dla drugiej osoby jesteśmy całym światem? 🙂

Bałam się o tę zazdrość okropnie. Że skrzywdzę go zabierając mu tę cząstkę mnie, która siłą rzeczy musiała być oddana młodszemu. Że czas, do tej pory należący w 100% do niego, będę musiała podzielić na obu. Że poczuje się niechciany, odtrącony. On natomiast poradził sobie doskonale. Nie napiszę, że przeszedł nad pojawieniem się Antka do porządku dziennego. Wcale tak nie było. Wiem, że mocno to przeżył. Był moment, że był smutny, wyciszony. W przedszkolu nie chciał bawić się z dziećmi, nie chciał malować. Te wszystkie rady o angażowaniu dziecka do pomocy przy młodszym są cudowne, ale nie sprawią, że rozwiążą problem jeśli się pojawi. U nas sprawa była prosta. Pierś. Mateuszek, który porzucał karmienie piersią, po narodzinach poczuł się o nią zazdrosny. Bał się, że młodszy brat wraz z piersią zabierze mu mamę. Tak sobie to utożsamiał. Pierś = mama. Zupełnie naturalne. Trwało to około 3-4 tygodni. Poszliśmy na pewien kompromis i się udało. Chciałam, żeby wiedział że jest równie ważny co wcześniej. Że kocham go równie mocno jak przed pojawieniem się brata, który w żaden sposób nie może mu zabrać mamy. Dziś jestem ja, a piersi może nie być.

Na nowo jest radosnym chłopcem. Trochę głośnym, zbyt szybkim, pełnym energii. Moim Mateuszkiem.

Jest też cudownym, opiekuńczym bratem. Pomaga ile może. Mamy nasze własne „pogotowie pieluszkowe” które na sygnale dowozi mamie wszystko niezbędne do przewinięcia brata. Często prosi, by sam mógł przebrać Antka. Rano zawsze przytula go, całując i mówiąc dzień dobry. Gdy przychodzimy po niego do przedszkola wita się słowami „przyszedł mój kochany braciszek”.

Wiem, że teraz jest cudownie. Kolekcjonuję te momenty w głowie. I na zdjęciach. Bo przecież kiedyś przyjdzie ten bunt, o którym wszyscy mówią. A może nie będzie tak źle? 🙂

DSC_0534DSC_0519DSC_0527DSC_0520DSC_0547DSC_0544DSC_0555

Dzięki Instabook mogłam zebrać te cudowne momenty w całość. Do moich rąk trafiła książka pełna fotek chłopców. Zwykle ciężko mi się zebrać, by wywołać nasze zdjęcia. Tu kliknięciem myszki przerzucam fotki do aplikacji i w zaledwie kilka minut mam gotową książkę. Książkę, która jest naprawdę fajna gatunkowo. Gruba, ze sztywnymi stronami. Pamiątka na lata. Nie tylko dla siebie, bo warto podarować komuś bliskiemu 🙂

Jeśli chcielibyście zrobić sobie taką książkę, to pod tym linkiem https://printu.pl/lp/instabook-znaczkijakrobaczki znajdziecie specjalną zniżkę prezencie od Instabook 🙂

 

3 urodziny w klimacie Lego Duplo

Staram się. Jak większość mam. Staram się, by każde urodziny były dla niego wyjątkowe. Wybieram to co lubi, mając nadzieję, że w pamięci mimo młodego wieku zostaną choć drobinki wspomnień. Przebłyski.

A jeśli nawet i nie, to wystarczy mi jego uśmiech na buzi. I fotografia na pamiątkę.

W tym roku królowało lego duplo i pociągi. Mati wyrósł z kopar i wszelkiego rodzaju pojazdów budowlanych. Miłością obdarzył maszyny torowe. Ciągle tylko tuty i tuty. Ma ich niezliczoną ilość. Małe, duże. Lego, Tomek, Stacyjkowo. Drewniane. Chińskie, tanie plastikowe, bo i koło takich ciężko przejść mu obojętnie. Zajmują kilka koszy z zabawkami.

Planując urodziny wiedziałam, że mają nawiązywać do jego zauroczenia pociągami. Przyznaję jednak szczerze, że nie chciałam kupować kolejnej kolejki. Dlatego akcent w postaci Tomka pojawił się na torcie. Cudownym torcie upieczonym specjalnie dla nas przez Asię z Fabryki Łakoci. Serdecznie Wam polecam. Był pyszny! Prezentował się cudownie, był dokładnie taki jak chciałam.  Przy tym kontakt z Asią rewelacyjny. Na pewno będę tam zamawiać jeszcze nie jeden smakołyk 🙂

logo2

Tort w klimacie lego duplo. Bo tak się składa, że to jedna z zabawek, które zajmują go na dłuższą chwilę i nie ma dnia, żeby nie wyciągnął klocków. Prezenty również klockowe.Ale o pomysłach na obdarowanie trzylatka napiszę Wam następnym razem.

Dziś ku pamięci trzecich urodzin. Fotograficznie. Żałuję tylko, że listopadowa aura nie dopisała i mała ilość światła sprawiła, że niewielka ilość zdjęć nadaje się do pokazania 🙁

DSC_0036DSC_00316lego urodziny2collage13unnamed

3 latka

3 miesiące

Mateusz skończył 3 miesiące.
Z ręką na sercu mogę orzec, że to nie ten sam dzieciak, który był 2 miesiące czy nawet miesiąc temu.
Mam wrażenie, że każdego dnia się zmienia, pokazuje coś nowego.
Przede wszystkim dużo się śmieje. Na mój widok, widok taty,dziadków czy karuzeli.
Jak się do niego mówi oprócz uśmiechu obdarza też nas odpowiedzią- po swojemu, ale jest to niesamowite.
Lokalizuje źródła dźwięku, odwraca wtedy główkę z zainteresowaniem.
A ostatnia nowa umiejętność to chwytanie pieluszki i wkładanie jej sobie do buzi.
Pojawiło się też ślinienie i jakby puszczanie baniek na ustach.
W pozycji na brzuszku unosi główkę wysoko. Potrafi przerzucić się z brzuszka na plecki i z pleców na boczek. Trenujemy jeszcze opcję z pleców na brzuszek.

Namiętnie ssie rączkę, bez względu na to czy jest głodny czy nie.
Jak jest głodny wiedzą o tym wszyscy sąsiedzi- nawet Ci na 10 piętrze, mimo, że mieszkamy na 1.
3-miesi-C4-85ceDSC_0048
A ja?
Wróciłam do formy, całe nadprogramowe kilogramy poszły w niepamięć.
Aktualnie ważę 54kg- zachodząc w ciążę waga wskazywała 55kg.
Powoli wyrabiają mi się muskuły, co mnie nawet cieszy choć nie chcę mieć rąk jak Pudzian.
Jestem na półmetku urlopu macierzyńskiego- nie ma opcji, abym za 12 tygodni wróciła do pracy i posłała Mateuszka do żłobka.
Gdzie mu będzie lepiej niż przy mamie?
Dziękuję, że mam taką możliwość.
 Jestem ciekawa co nam przyniesie „4”? 🙂
DSC_0076