Karmienie piersią w ciąży

Wiele osób uważa, że karmienie piersią podczas ciąży nie powinno mieć miejsca. Że zagraża nienarodzonemu dziecku. Że pobudzanie brodawek wzmaga czynność skurczową macicy i może prowadzić do poronienia. Że starsze dziecko wraz z mlekiem wysysa wszystko co najcenniejsze dla płodu.

Jestem obecnie w 8 miesiącu ciąży. Od samego początku karmię Mateusza, który ma obecnie 2 lata i 9 miesięcy. Nie przyznaję się do tego głośno, bo rady które zwykle po takim wyznaniu słyszę, mogłabym spisywać w „dzienniczku mądrości życiowych przekazywanych przez ludzi reprezentujących postawę – nie znam się, ale się wypowiem-„. Nie chcę podnosić ciśnienia sobie i innym, więc zwykle temat przemilczam.

W tej kwestii słucham głosu swojego rozsądku oraz opinii lekarki prowadzącej moją ciążę. A nawet dwóch lekarek, bo tak się składa, że dwóch specjalistów czuwa nad przebiegiem ciąży. Obie jednogłośnie stwierdziły, żeby karmić, bo nie ma kompletnie żadnych przeciwwskazań medycznych (plamienia, ciąża zagrożona, odklejające się łożysko itp).

Zanim przejdę do konkretów małe wyjaśnienie dla tych, którym zdążył się już otworzyć nóż w kieszeni na hasło „karmienie starszaka”. Idę o zakład, że osoby te nie mają zielonego pojęcia jak wygląda karmienie piersią w tym przypadku. Karmienie dziecka, które ma 2-3 lata wygląda zupełnie inaczej niż karmienie noworodka czy niemowlaka. Mati dostaje obecnie pierś 2 razy. Przed zaśnięciem i rano po przebudzeniu. Każde karmienie, a właściwie przytulenie trwa nie więcej niż 3 minuty. Często wystarczy, że po prostu pocałuje pierś. W naszym przypadku karmienie piersią tak naprawdę oznacza już zaspokojenie potrzeby bliskości, a nie żywieniowej. Trzyletnie dziecko to wciąż dziecko, które w jakiś sposób musi odreagować to co się dzieje w ciągu dnia. Musi też zaspokoić chęć przytulenia się skoro większość czasu spędza na zabawach i harcach. Są dzieci, które w tym wieku w dalszym ciągu będą potrzebowały mleka mamy jako jednego z posiłków i też nic w tym dziwnego.

Skoro mamy to już wyjaśnione, przejdźmy do konkretów i zacznijmy od samego początku. Czyli od zajścia w ciążę. Często czytam, że wysoka prolaktyna, która utrzymuje się w czasie karmienia piersią wpływa na niemożność zajścia w ciążę. Z drugiej strony wielu specjalistów podkreśla, że karmienie piersią nie zabezpiecza przed zajściem w ciążę. W obu teoriach jest sporo racji, ale i też nieprawdy. Opowiem Wam o tym następnym razem. Dziś skupię się na błędnym przekonaniu o tym, że chcąc zajść w ciążę trzeba odstawić karmienie piersią.

Czy planując ciążę trzeba odstawić karmienie piersią?

Przede wszystkim nic nie trzeba. Karmimy jak dotychczas i przestajemy się zabezpieczać jeśli do tej pory to robiliśmy. Wiele osób podaje tu argument, że kobiecy organizm musi się zregenerować po karmieniu. Nie musi. Ważne, żeby pamiętać o zbilansowanej diecie i zdrowym stylu życia podczas karmienia. Ruch, wypoczynek, zdrowa żywność. Suplementy nie są potrzebne. Prawidłowo funkcjonujący organizm, nawet pomimo różnych wahań  hormonalnych mających miejsce podczas karmienia będzie w stanie dopuścić do zapłodnienia i utrzymania ciąży. Cykle miesiączkowe (o ile miesiączka powróciła) mogą być rozregulowane, więc warto się obserwować, by móc określić kiedy występuje owulacja. Ja obserwowałam swój organizm stosując techniki NPR (pisałam o tym już wcześniej, stosowałam jeszcze zanim zaszłam w ciążę z Matim), a wspomagałam się testami owulacyjnymi. Tym samym w obecną ciążę zaszłam w drugim cyklu starań. Jeśli obserwujecie cykle, owulacja występuje (zakładamy wstępnie, że ma to miejsce używając np testów), a do poczęcia nie dochodzi przez dłuższy czas, wtedy warto wybrać się do lekarza i wykonać badania, w tym również to oznaczające poziom prolaktyny.

Objawy towarzyszące ciąży podczas karmienia piersią.

Starając się o drugie dziecko zastanawiałam się jakie objawy będą towarzyszyć pojawieniu się dwóch kresek. W głównej mierze zastanawiało mnie czy piersi będą tym wyznacznikiem zanim jeszcze przyjdzie dzień testowania. W pierwszej ciąży zrobiły się większe i bolesne tuż po owulacji. Sutki były wrażliwe na dotyk, a chwilę później pojawiły się widoczne żyłki na dekolcie. Zastanawiałam się czy karmiąc Matiego będę czuła w piersiach jakąś zmianę. Czy zaczną specyficznie boleć podczas próby przystawiania czy będą napęczniałe jak podczas nawału. Nic z tego. Aż do samego testu i nawet przez kilka dni potem piersi nie zdradziły się nawet przez chwilę, że pod sercem powstało nowe życie. Ból pojawił się dopiero koło 6 tygodnia, kiedy widziałam już serduszko pulsujące na ekranie monitora od usg. Dodam też, że ból ten był nieco innego charakteru niż ten w pierwszej ciąży, bo przypominał raczej ten z pierwszego okresu karmienia po porodzie. Piersi przy dotyku nie bolały, zaczynały natomiast boleć przez pierwsze sekundy ssania. Trwało to chwilę, przez dosłownie kilka sekund i mijało. Głównie przy wieczornym karmieniu (wtedy jeszcze podawałam pierś przed drzemką w ciągu dnia). Ból ten przeszedł w okolicy 9 tygodnia na jakiś czas, powrócił koło 12 tc i trwa z mniejszym lub większym natężeniem (w sensie raz jest, a raz go nie ma) do tej pory.

Pozostałe objawy towarzyszące ciąży były dokładnie takie same jak w przypadku ciąży z Matim.

Czy karmiąc starszaka wystarczy niezbędnych składników dla płodu?

Tak, tak, po stokroć tak. Organizm kobiety jest tak skonstruowany, by w pierwszej kolejności zaspokoić potrzeby dziecka znajdującego się w macicy. Jeżeli kobieta karmi starsze dziecko (starsze wcale nie oznacza dwu latka, chodzi o sam fakt karmienia dziecka już narodzonego- równie dobrze może to być 3-4 miesięczne niemowlę, które mleka matki potrzebuje w dużych ilościach i dla którego jest one wyłącznym pożywieniem przy założeniu, że matka nie dokarmia mieszanką i nie rozszerza diety)to w drugiej kolejności organizm zaspokaja potrzeby dziecka żywionego piersią. Na samym końcu zaspokaja potrzeby organizmu kobiety. Dlatego tak ważna jest dobrze zbilansowana dieta i prawidłowy styl życia.

Czy starsze dziecko nie zrobi krzywdy temu w brzuchu gdy uderzy mnie podczas karmienia?

Nigdy nie przytrafiła mi się taka sytuacja podczas karmienia, natomiast podczas różnych zabaw i wygłupów w ciągu dnia owszem. Czasem przez nieuwagę podczas harców zarobię kuksańca w brzuch. W czasie karmienia natomiast Mati zawsze jest spokojny i wie, że nie wolno po mamie skakać. Od początku zwracałam uwagę by był ostrożny, tłumaczyłam że w brzuszku zamieszkał dzidziuś.

Czy karmienie piersią nie powoduje skurczy macicy zagrażających poronieniem?

W moim przypadku nie powodowało. Karmiąc nigdy nie odczuwałam skurczy przypominających te miesiączkowe. W początkowych tygodniach ciąży bóle te występowały, ale nie były one związane z karmieniem, a z rozrastaniem się macicy. Nie szły w parze z karmieniem. Skurcze macicy podczas karmienia są mniej intensywne niż podczas orgazmu. Jeśli, więc lekarz nie zabronił Wam współżycia, karmienia również nie powinien.

Jeśli mocne skurcze występują podczas karmienia, dochodzi do plamień należy niezwłocznie skontaktować się z lekarze. To on po badaniu zdecyduje co dalej.

Kiedy skończyć karmić piersią? Czy należy to zrobić przed porodem?

Wszystko pozostaje decyzją kobiety. I dziecka rzecz jasna. Nigdy nie przypuszczałam, że będę karmić tak długo. Nie zakładałam nawet, że karmiąc – zajdę w ciążę. Myślałam, że pół roku, potem rok, a potem to się zobaczy.. A jak już pojawiło się nowe życie liczyłam na to, że Mati odstawi się sam. W tym temacie jestem zwolenniczką naturalnego samoodstawienia dlatego nie mając wskazań medycznych nie robię nic na siłę. Chcę, żeby ten proces zakończył się sam za obopólną zgodą. Ja już jestem na to gotowa, Mati jeszcze nie do końca. Wciąż potrzebuje tej chwili bliskości i regeneracji przy piersi. Czy do porodu coś się zmieni, ciężko mi powiedzieć. Jedna z moim lekarek, a prywatnie moja koleżanka sugeruje odstawienie przed porodem ze względu na moje zmęczenie po porodzie. Boi się, że mogę nie podołać karmieniu młodszego dziecka i starszego. Ja obawiam się zazdrości, że odstawiając teraz na siłę, Mateusz za 2 miesiące zobaczy, że pierś dałam drugiemu. Chce by cały czas miał świadomość, że mimo pojawienia się brata, wciąż kocham go równie mocno. Dla niego moja miłość w pewnym sensie równa się bliskość z piersią.Wierzę, że łatwiej będzie nam przejść proces akceptacji rodzeństwa jeśli będzie miał tę świadomość. Mam też gdzieś cichą nadzieję, że skoro potrzebuje piersi co raz rzadziej to przyjdzie dzień, w którym zdecyduje, że wystarczy mu samo przytulenie się do mamy. Jeśli przyjdzie mi karmić tandem (dwoje dzieci) to tak zrobię.

Jak karmić tandem?

Nie wiem. Mogę gdybać. Trochę czytałam tu i ówdzie, zasięgnęłam rad doświadczonych koleżanek. W pierwszej kolejności karmić dziecko młodsze. Potem starsze. Można karmić jedno z jednej piersi, drugie z drugiej. W naszym przypadku nie będzie takiej potrzeby. Mati jest na tyle duży, że spokojnie poczeka na swoją kolej. Wiem jednak, że jeśli zachodzi potrzeba karmienia dziecka, które faktycznie mleka potrzebuje jako posiłku to kobiece piersi doskonale potrafią się do tego przystosować. Pod wpływem śliny dziecka zaczynają produkować mleko mu potrzebne. Nie musicie martwić się też o siarę produkowaną już w okresie ciąży. Starszak na pewno nie wyssie tego co natura stworzyła dla nowego życia.

Z mojej strony to by było na tyle. Jeśli macie jakieś pytania możecie je zadać w komentarzach. Na pewno na nie odpowiem.

Wpis powstał na bazie mojego własnego doświadczenia. Trochę też czytałam u mądrzejszych od siebie, zasięgnęłam opinii u lekarza.


 

Jeżeli chcecie poczytać coś mądrego w temacie karmienia piersią, nie tylko w okresie ciąży lub zarekomendować lekturę np koleżance, która spodziewa się dziecka z czystym sumieniem mogę Wam polecić jedną z nowszych książek wyd. Mamania „Po prostu piersią”. Jest to książka autorek metody BLW (w większości doskonale znanej rodzicom posiadającym już starsze potomstwo). Bogate kompendium wiedzy, poruszające temat karmienia piersią z różnych perspektyw, również tych gdzie pojawiają się problemy (pamiętajmy, że nie u każdej kobiety proces karmienia jest bezproblemowy i często potrzebują one wyjątkowego wsparcia). Książka podpowie jak dobrze rozpocząć, ominąć trudności i karmić naturalnie. Jak wykarmić wcześniaka, uniknąć problemów z zapaleniem piersi, co zrobić gdy karmienie boli,a także jak rozszerzać dietę niemowląt karmionych wyłącznie piersią. Niezbędnik każdej mamy, która myśli o karmieniu piersią.

DSC_0087

W związku z tym, że aktualnie trwa światowy tydzień karmienia piersią to jeszcze do jutra książkę możecie nabyć w promocyjnej cenie 19,90zł zamiast 34,90zł. Do nabycia tu.

 

 

 

Grosik na szczęście

Każdego dnia spotykam na swojej drodze potrzebujących. Tu mignie mi informacja o maluchu chorym na mukowiscydozę, tam dostanę wiadomość z prośbą o wsparcie dla dzieciątka potrzebującego operacji serduszka. W TV, w prasie, na blogach, prywatnych profilach pełno jest nieszczęścia ludzkiego. Małych i dużych. Ludzi i zwierząt. W rogu, tuż pod ścianą na kolanach siedzi kobieta, zbierając na jedzenie. Jest Pan, który robi popisy z piłką, licząc na to, że ktoś wrzuci do puszki kilka groszy. Obok leży psina i wielka kartka, na której drukowanymi wypisano „ZBIERAM NA KARMĘ”. Jedna z fundacji przysyła mi kilka razy do roku kartki- pocztówki z wizerunkiem swoich podopiecznych. Tu Lolek, łaciaty kucyk, który cudem uniknął końca żywota w jednej z rzeźni na północy kraju. Dzwonek do drzwi. Jednym razem Pan, który mówi wprost, że głodny bardzo i  z radością przyjmuje ofiarowane mu przeze mnie 2 pomarańcze i kilka Marsów. Innym razem ojciec zbierający na swoją chorą na białaczkę córkę. Mimowolnie mój wzrok kieruje się na eleganckie, skórzane buty.

Serce się kraja. Chciałoby się pomóc każdemu. Nie zawsze mając do końca pewność, że ta pomoc rzeczywiście trafia do potrzebujących. Dlatego lubię zbiorowe akcje. Akcje, które jednoczą ludzi, napędzają do działania. W pracy rok po roku w okresie przedświątecznym braliśmy udział w organizacji paczki dla potrzebującej rodziny. Ileż było radości, gdy otrzymywaliśmy list zwrotny pełen szczerych słów.

Kiedy zostałam zaproszona do akcji Zwierzaków Pocieszaków zawahałam się tylko przez moment, wiedząc że moim zadaniem będzie napisanie wierszyka – bajki. Poeta ze mnie marny, ale choć efekt się liczy, bo w końcu bajka trafia do najmłodszego odbiorcy, to przecież cel jest najistotniejszy. I to przeważyło, że odpowiedziałam „tak, chętnie wezmę udział”.

zwierzaki pocieszaki na insata

Bajka powstała w dni kilka. Trochę też trwała korekta, bo pozmieniać to i owo trzeba było. Następnie wybrano cel. Pieniążki ze sprzedaży zostaną przeznaczone w całości na podopiecznych Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Z.Religi. Dla mnie ta akcja ma trochę symboliczny wymiar. Wraz z bajką pod moim sercem pojawiło się nowe życie. Gdzieś w środku wierzę, że czas, który poświęciłam na napisanie bajki przyczyni się do ofiarowania komuś nowego serduszka. Nowego życia. Moja opowieść różni się troszkę na tle innych, mam jednak nadzieję, że niesie ze sobą przesłanie, by zawsze szanować prawo do życia drugiej istoty. Mam też nadzieję, że wybaczycie mi pewne błędy i niedociągnięcia literackie, a bajka przypadnie Wam do gustu.

DSC_0040

 

Choć książka w całości jest piękna i każdy z autorów włożył w nią trochę pracy, muszę przyznać szczerze, że moje pokłony idą w kierunku Sylwii Rut, autorki ilustracji. W każdym pociągnięciu pędzla czuć oddanie i pasję. Obrazki są niesamowite i to one tworzą spójną całość.

Każdy kto przyłożył rękę do powstania tej książki zasługuje na słowo, ale wspomnę o jeszcze jednej osobie, bez której Pocieszaki nie istniałyby na papierze. To Karol Wagner, który gościł nas w październiku w Pensjonacie Reymontówka. Przedsiębiorczy człowiek, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. To właśnie on był perpetum mobile całej akcji.

DSC_0051 11156140_951562831570133_5841782354575141817_n


 

Kochani, nie będę przynudzać ani owijać w bawełnę. Książka jest warta zakupu i właśnie o to Was proszę. O dołożenie swojej cegiełki dla Fundacji. Wszystkie pieniądze zebrane ze sprzedaży trafią właśnie tam. Nie do nas autorów, nie do wydawcy czy sponsorów. Trafią do tych, którzy ich najbardziej potrzebują.

Kosztuje 29,99zł i możecie ją kupić na stronie www.zwierzakipocieszaki.pl

11825724_10200877200488321_3335725722447204871_n

Gorąco Was zachęcam!

Bardzo głodna gąsienica. Gra ucząca kolorów i liczenia – DIY

Jesteśmy fanami sympatycznej i żarłocznej gąsienicy, bohaterki książeczki Erica Carla. Był czas, że Mateuszek wertował ją każdego dnia po kilka razy dziennie, co sprawiło, że nasz egzemplarz jest już w dość opłakanym stanie.

Z tej miłości do książeczki nie wahałam się przed kupnem gier, na które trafiłam podczas ubiegłorocznych wakacji. Oczywiście gier z motywem gąsienicy. Upolowałam je w niemieckim Netto i służyły nam przez cały rok. Ostatnio wrzucając zdjęcie na instagram wpadłam na pomysł, że taką grę można bez problemu, praktycznie żadnym kosztem zrobić samemu.

Gra jest super, bo dzięki niej można nauczyć malucha rozróżniania kolorów czy liczenia. Można przekonać niejadka do zjedzenia produktów, które do tej pory nie chciał nawet tknąć. Wykonać można ją wraz z dzieckiem, więc będzie również świetną zabawą dla małego artysty. Jest zastosowanie może być wszelakie, ogranicza nas właściwie tylko wyobraźnia.

Co potrzebujemy do wykonania gry?


 

  • Szablon gąsienicy i owoców. Możecie go pobrać z oficjalnej strony autora książeczki http://www.eric-carle.com/ColoringSheet.jpgColoringSheet
  • Drukarkę (jeśli ktoś ma uzdolnienia plastyczne może gąsienicę narysować sam)
  • Kredki, pisaki lub farbki (w zależności od upodobań malucha lub mamy) ewentualnie program graficzny jeśli chcemy wydrukować już pomalowany egzemplarz ColoringSheet kolor
  • Wydrukowany rysunek kolorujemy (jeśli wybraliśmy opcję pierwszą). No cóż, nie dokładnie o to mi chodziło, ale maluch będzie szczęśliwy z samodzielnego wykonania 🙂DSC_0821 DSC_0834
  • Ewentualnie drukujemy gotowca i wycinamy za pomocą nożyczek lub specjalnego, okrągłego dziurkacza (zwłaszcza owoce)DSC_0840DSC_0843
  • Przygotowujemy pudełeczko, na którym nakleimy naszą gąsienicę. Robimy w nim również okrągły otwór, przez który dziecko będzie wrzucać karteczki z owocami. W oryginale wygląda to tak, ale spokojnie możecie stworzyć coś innego 🙂DSC_0846DSC_0787
  • Wycięte elementy możemy za-laminować. Na pewno posłużą nam dłużej 🙂

 

Jak się bawić?


Najlepiej gdy posiadamy w domu książeczkę. Wtedy zaczynamy czytać i gdy dochodzimy do strony, na której gąsienica zjada jabłuszko poprośmy dziecko o poszukanie tego konkretnego wśród powycinanych owoców. Możemy nazywać samemu kolor owocu (lub poprosić o nazwanie dziecko), poprosić o policzenie ile owoców zjadła gąsienica. Możemy też stworzyć dodatkowe karteczki z produktami, które dziecko je niechętnie (np brokuł, mięso czy jajka) i zabawić się, że danego dnia tygodnia gąsienica zjadła akurat ten produkt. Możemy pokusić się o stworzenie całego menu obiadowego, jeśli mamy w domu niejadka z prawdziwego zdarzenia. Następnie przy posiłku przypomnieć mu o zabawie. Oczywiście wszystkie odnalezione produkty maluch wrzuca do brzuszka gąsienicy czyli przez otwór do pudełka.

DSC_0780 DSC_0775DSC_0737DSC_0740DSC_0744

Udanej zabawy Wam życzymy. Dajcie znać jak Wam się podoba 🙂

I jeszcze mała niespodzianka dla Was!


Dla wszystkich, którzy nie mają jeszcze książeczki Erica Carl mam małą niespodziankę. Do każdej zakupionej półeczki na książki Bambooko dodaję „Bardzo głodną gąsienicę” gratis *

DSC_0858

Półeczkę możecie kupić tutaj: http://znaczkijakrobaczki.pl/produkt/polka-na-ksiazki-biblioteczka

* Książka dodawana do półeczki o głębokości 20cm. W polu komentarza po zakupie po prostu wpiszcie , że chcecie książeczkę 🙂

bardzo-glodna-gasienica

 

Księga ciąży, czyli pozycja must have dla przyszłej mamy

Pierwsza ciąża, stan nieustającej euforii. Ciągłe przeglądanie słodkich śpioszków i kaftaników na sklepowych półkach, urządzania w myślach pokoiku dziecka, nieprzemyślanych zakupów i decyzji.

Moje dwie pierwsze kreski na teście ciążowym sprawiły, że już następnego dnia stałam na dziale dziecięcym w H&M przebierając wśród ubranek dla maluszków. Potem swe kroki skierowałam do pobliskiej księgarni, bo przecież rządna byłam wiedzy w temacie tego co mnie czeka w ciągu najbliższych 8 miesięcy pozostałych do rozwiązania. Kupiłam dwie wielkie książki, które ledwo dotaszczyłam do domu. Przewertowałam je dość szczegółowo w ciągu dwóch dni, a następnie odłożyłam na półkę regału, by sięgnąć po nie ponownie wraz z kolejnym tygodniem/ miesiącem ciąży. Wraz z postępującym zaawansowaniem ciąży i rosnącym brzuchem sięgałam co raz rzadziej, bo odkryłam, że i tak większość wiadomości znajdę w internecie. Wystarczy, że zapukałam do wujka Google.

DSC_0819

Książki Mamania uwielbiam, ze względu na fakt, że wszystkie są wydane w duchu rodzicielstwa bliskości. Moja intuicja zgadza się z tym, co czytałam w kilku pozycjach. To jak rozmowa z koleżanką, z którą nadajesz na tych samych falach. Przyznaję jednak, że gdy w moje ręce trafiła Księga Ciąży byłam sceptycznie nastawiona. Pięknie wydana, a i owszem. Ale co do zawartości nie byłam przekonana. Kolejny poradnik, w którym szczegółowo opisano etapy rozwoju ciąży, kilka złotych rad. Nic ponadto,co mogłabym znaleźć w internecie.

Serio, dziękuję temu tam w obłokach za miłe rozczarowanie jakie przeżyłam. I to podwójnie. W pierwszym momencie zaskoczyła mnie trochę tematyka diety. Nie spodziewałam się aż tak szczegółowego podejścia. Tabele, porady, zestawienia. Rzeczy, których rzeczywiście szukałam, nie tylko będąc w ciąży. Działy z poszczególnymi etapami ciąży- ich wnikliwe czytanie odpuściłam. Nie byłam w ciąży, więc temat interesował mnie w nijakim stopniu. Coś na zasadzie, już to przerabiałam.

Teraz, kiedy ponownie oczekuję maleństwa, sięgnęłam po książkę z trochę innym nastawieniem. Raczej z nudów i ciekawości otworzyłam księgę na opisie etapów ciąży. Długi czas wertowałam, dużo razy do niej wracałam i wciąż wracam. Właściwie towarzyszy mi dość często. Pewnie dlatego, że podobnie jak w przypadku pozostałych pozycji Wydawnictwa Mamania, ufam temu co czytam. Państwo Sears, którzy są autorami książki, jak zawsze poruszają tematy, które dziwnym trafem omijają inni autorzy (polecam także przeczytanie Księgi Rodzicielstwa Bliskości). I żeby była jasność, wewnątrz nie przeczytasz historii wziętych z kosmosu, ale rzeczy bardzo istotne, o których np zapomni poinformować Cię Twój ginekolog.

DSC_0810

Tak dla przykładu, pierwszego z brzegu. Czy któryś z Waszych lekarzy zlecił Wam badanie poziomu witaminy D w czasie ciąży? Założę się, że 80% z Was powie, że nie.Może nawet i więcej, choć gorąco wierzę, że jeszcze się tacy znajdą.

Moja lekarka przez całą ciążę się nawet nie zająknęła. To w książce przeczytałam jak istotne na rozwój mózgu malucha, jak istotne dla zdrowia mojego jest utrzymywanie właściwego poziomu tej witaminy w organizmie. Nie tylko kwas foliowy. Wyczytałam, wyłożyłam kasę (sorry, niestety nie małą, bo badanie w zależności od laboratorium kosztuje od 45-115 zł – szukajcie wit D3 [25 oh-d]).

DSC_0818

Wynik jaki zobaczyłam na kartce z laboratorium. Skrajny niedobór. Przy normie na poziomie 30-50, miałam 4,2. Moja ginekolog (jedna z dwóch, które mnie prowadzą) stwierdziła, że to taka nowa moda na badanie. Poleciła brać preparat multiwitaminowy i ewentualnie (!) zbadać poziom za 3 tygodnie. Fanaberia czy moda, ale jeśli wynik wyszedł mi tak niski to znaczy, że trzeba coś z tym zrobić. O tym, że to ważny temat w ciąży chciałabym być jednak informowana. Podobnie jak o kwestiach mojej przyszłych i ewentualnych problemów ze zdrowiem po porodzie. I sposobach jak zapobiegać im w czasie ciąży.

To są te kwestie, których nie znajduję w większości poradników dla ciężarnych. Szczegółowo omawia się rozwój dziecka, milimetr po milimetrze, tydzień po tygodniu, a „dobro” matki, które przecież ma bezpośredni wpływ na dziecko jest typowo- przemilczane.

Za ten głos rozsądku cenię właśnie Księgę Ciąży Państwa Searsów. I to właśnie tej książce daję mój osobisty tytuł pozycji must have w biblioteczce każdej ciężarnej. Jest towarzyszem każdej przyszłej mamy, przyjaciółką, która doradzi w każdej kwestii. I możesz być pewna- nie pominie żadnego ważnego szczegółu. To mądra książka, dla mądrych rodziców. Poszukujących wiedzy. Nie zadowalających się ogólnikami, oczywistościami. To książka dla mnie.

Ja swoją przyjaciółkę już mam. A Ty? 🙂

DSC_0822

 

 

Z biblioteczki Matiego: Na wsi 1001 drobiazgów

Chodziłam koło tej książki od ubiegłego roku. Doskonale jednak zdawałam sobie sprawę, że dziecko kilkumiesięczne raczej większego zainteresowania tematem nie wykaże.
Za każdym razem będąc w księgarni, sięgałam po tę pozycję, przeglądałam i odkładałam. Tym samym znałam ją już praktycznie na pamięć, zanim jeszcze dokonałam zakupu.
Gdy tylko zauważyłam, że Mateuszek wykazał duże zainteresowanie otaczającymi go zwierzętami, myśl o zakupie książki powróciła. Zwłaszcza, że przyjechaliśmy na wieś, gdzie każdego dnia spotyka krówki, kurki, pieski, kotki. A także wujka na traktorze, kombajn w polu. Widząc jego szczere zainteresowanie tematem, książkę zamówiłam. I to był traf w dziesiątkę.
O czym mowa?
Nie wiem jak wcześniej, czy przyjęłaby się z równie dużym zainteresowaniem, śmiało jednak mogę Wam potwierdzić, że mój 20-miesięczniak książkę polubił. Na pewno spora w tym zasługa otoczenia, w którym przebywamy. Aktualnie trwa „faza” na wszystko co związane z wsią, więc nie mogło być inaczej. Dziecko, które zna coś z życia codziennego cieszy się, gdy to samo potrafi odnaleźć w książeczce na obrazku. I tak na przykład nasz czarny kotek został z okrzykiem radości wskazany na dachu.
Moje domysły tym bardziej potwierdza fakt, że książką z serii „Na ulicy Czereśniowej” nie jest tak bardzo zainteresowany.

Dziecko w tym wieku bez problemu radzi sobie już z dużo ilością rysunków. Nie chodzi tu oczywiście o mnóstwo drobnych szczegółów, ale nie muszę już wybierać tylko książeczek, gdzie na stronę przypada obrazek jednego zwierzątka. W naszym przypadku taką granicą wiekową było 18 miesięcy. To właśnie mniej więcej wtedy Mateuszek zaczął skupiać wzrok na obrazkach na dłużej, a kartki nie były już przewracane z prędkością światła. Książki zaczął sam trzymać w rękach i co najważniejsze nie lądowały na ziemi po 2 sekundach. Paluszkiem zaczął pokazywać to, co go wyraźnie zainteresowało oraz to, o co go zapytaliśmy. Podobnie zresztą jak na plakacie z wydrukami instagramowych fotek – bezbłędnie za każdym razem wskazuje mamę i tatę. Zabawa ta pochłania go na długi czas.
Wróćmy jednak do książki, bo o niej miała być mowa. Choć z pewnością dobrze znana nie jednej mamie, pozwolę sobie ukazać ją z bliska tym, którzy być może nie mieli przyjemności poznać tego tytułu.
Książka jest cała kartonowa. Dla malucha w wieku Matiego w sam raz, bo nie zniszczy od razu. A nie ma co oczekiwać, że z książką będzie obchodził się z należytym szacunkiem co dorośli (nie mniej jednak osobiście nie pozwalam synkowi niszczyć książeczek).
Na czternastu stronach wewnątrz znajdziemy wyjątkowe ilustracje obrazujące życie na wsi. Pełno w niej zwierząt, codziennej ludzkiej pracy, a także wszelkiego rodzaju maszyny rolnicze, które szczególnie cieszą Mateuszka. Traktory i kombajny rządzą.
To ten typ ilustracji, który ja szczególnie lubię. Przede wszystkim za to, że nie są infantylne, oddają natomiast rzeczywistość. W dodatku wciągają, nawet i dużego. Sama siadam z książką i potrafię ją przeglądać bez końca, przypominając sobie różne chwile z mojego dzieciństwa spędzone tu na wsi.
Oprócz typowo wiejskiego życia, na kartach książki znajdziemy obrazy przedstawiające pracę w tartaku czy też przy budowie drogi. Ilustracje są tak umieszczone, że za każdym razem można opowiadać niekończące się historie. Nawet osoby bez większej wyobraźni poradzą sobie z takim zadaniem.
Na pierwszej i ostatniej stronie możemy podpatrzeć życie mieszkańców wioski i wytłumaczyć dziecku co robi się podczas letnich żniw, a jakie prace czekają na ludzi zimą.
W tej serii znajdują się jeszcze książki przedstawiające życie W mieście, Nad wodą i Piraci. Na pewno po nie sięgniemy w niedalekiej przyszłości.
Mam nadzieję, że ten wpis rozpocznie cykl innych, ukazujących książeczki, które szczególnie przypadły do gustu Mateuszkowi i mi. Bo wiedzieć musicie, że książki w naszym domu zajmują miejsce szczególne i miłość do nich chciałabym zaszczepić w synku od małego. Zwłaszcza teraz, kiedy wykazał nimi odrobinę większe zainteresowanie niż dotychczas.
Ps. Książkę kupiłam w okazyjnej cenie na stronie księgarni Aros. Polecam też Bonito. Większość książek (nie tylko dla dzieci) tańszych średnio o kilka do kilkunastu złotych niż w pozostałych księgarniach.