Zwiedzamy Fabrykę Bombek w Miechowie

fabryka bombek

Święta to taki magiczny czas, na który wyczekuję jak tylko aura za oknem zmusza do pozostania w domu. Już sama myśl o zbliżającym się Bożym Narodzeniu, pachnącej choince, dźwięku ulubionych kolęd nuconych pod nosem sprawia, że jest mi cieplej na sercu. Uwielbiam ten okres wyczekiwania. Na ubranie choinki, na pierwszą gwiazdkę na niebie, na Pasterkę. Święta przeżywam i chłonę. Pod względem religijnym, ale także pod względem komercyjnym. Ani trochę nie przeszkadzają mi ozdoby choinkowe w listopadzie czy rozmyślania co włożyć do kalendarza adwentowego już w październiku. Jeżeli komuś to sprawia radość, to dlaczego  mnie miałoby to denerwować? Święta to przecież czas radości, uśmiechu i wzajemnej życzliwości.

 

W tym roku trafiło się, że przedszkole Mateuszka zorganizowało wyjazd do Fabryki Bombek w Miechowie. Temat został poruszony już na pierwszym spotkaniu, jeszcze we wrześniu. Nie wiem kto był bardziej podekscytowany perspektywą wyjazdu, ja czy Mateusz. A gdy okazało się, że i ja mogę się zabrać z dzieciakami nie zastanawiałam się ani chwili.

Do Miechowa wyruszyliśmy na początku listopada, bo już wtedy przyjmują grupy zorganizowane. Wiadomo, że zwiedzanie w grupie zawsze ma swoje plusy. Do dyspozycji mamy przewodnika, który opowiada sporo o całym procesie tworzenia bombek. A jest to proces długotrwały i pracochłonny. Przestają dziwić ceny niektórych egzemplarzy gdy człowiek zda sobie sprawy ile pracy zostało włożone w wyprodukowanie i pomalowanie takiej bombki.

Na początek zwiedzania dowiadujemy się z czego robione są bombki i w jaki sposób są projektowane. Do tych o bardziej wymyślnych kształtach stosuje się specjalne żeliwne odlewy, do których następnie wkłada się podgrzaną do wysokiej temperatury szklaną rurkę. I dmucha aż do osiągnięcia oczekiwanej wielkości. Kolejna osoba srebrzy bombki, które potem trafiają do dekoratorni, gdzie Panie wprawnymi rękami nadają im wyjątkowej szaty. Jedna bombka to efekt pracy około 5 osób.

 

Zwiedzanie Fabryki przez dzieciaków to oprócz możliwości podejrzenia każdego etapu produkcji bombek to także możliwość własnoręcznego pomalowania bombek. Dzieci mają do dyspozycji farbki oraz kolorowe brokaty, którymi dekorują swoje dzieła. Chyba najbardziej stroniące od prac plastycznych dziecko ucieszy taka możliwość. Bo efekt końcowy oczywiście zabieramy do domu i zawieszamy na choince. Będzie z pewnością pamiątką zarówno dla malucha jak i rodziców.

Na koniec można odwiedzić sklepik i obkupić się w choinkowe różności. Zwłaszcza, że ceny na miejscu są mocno konkurencyjne w stosunku do tych w sklepach. My wróciliśmy z pełnymi rękoma. Mati postawił oczywiście na auta i tradycyjne Mikołaje, ja wyszukałam niesamowitą figurkę Matki Boskiej.

Czy nam się podobało? Niesamowicie! Czy polecamy? Oczywiście!

Strona miechowskiej Fabryki Bombek: http://ozdobydecora.pl/

 

Podróże z dzieckiem – Chabówka – Skansen

Stoi na stacji lokomotywa…

Czy jest ktoś kto nie zna wiersza Tuwima, a przynajmniej pierwszej jego zwrotki? Czy jest ktoś, kto jako dziecko nie jeździł wcale pociągiem? Wreszcie, czy jest mama chłopca, który przejdzie obojętnie koło ciuchci?

Mój nie przejdzie. Miłość do tych dużych maszyn trwa już dłuższy czas. Ewoluowała bardzo i obecnie mam wrażenie przechodzi apogeum. Mati uwielbia bajki : Tomka, Stacyjkowo. Ogląda też filmiki z Pendolino w akcji, ze starymi parowozami. W domu mamy kilka kolejek, począwszy od lego drewniane. Tych ostatnich mamy najwięcej. Są też u babć. Oczywiście mamy także bajeczki, książeczki z wyklejankami.

Jako dziecko uwielbiałam jazdę pociągiem. Tak się złożyło, że mieszkaliśmy daleko od domu dziadków. Podróżowanie koleją w latach 80′ było normą. Do tej pory mam sentyment. Zamykam oczy i słyszę monotonny stukot kół (swoją drogą teraz już tak nie stuka w pociągach, co odkryłam jadąc kilka miesięcy temu do Warszawy). Pamiętam też, że większość podróży (tych podczas ciepłych miesięcy letnich) spędzałam z głową wychyloną za oknem (pamiętacie napis – nie wychylać się?). Fanie było czuć pęd powietrza, aż dech zapierało w piersi i nie można było przełknąć śliny.

Mati mimo swojej miłości do „tutów” (potocznie nazywanych w domu pociągami) nie miał okazji jechać koleją. Tysiące razy jeździł z tatą lub z dziadkiem na stacje obserwować pociągi, jednak nigdy się nie złożyło, żeby jechał. Dlatego, gdy mąż rzucił hasło wycieczki do skansenu parowozów w Chabówce, gdzie po raz ostatni tego lata mieliśmy możliwość przejechania się retro pociągiem nie wahałam się ani moment. Mimo upalnego dnia, mojego zaawansowanego stanu, wiedziałam, że to będzie udany dzień. Na pewno dla naszego dziecka.

Nie pomyliłam się. Było cudownie. Wróciliśmy padnięci, za to Mati z głową pełną wrażeń. Ciuchcia śni mu się po nocach. Nie bawi się w domu niczym innym. A my dorośli… trochę powspominaliśmy. Chociaż większość maszyn, która stała pamięta raczej czasy naszych dziadków i rodziców 🙂

Zapraszam Was do obejrzenia kilku kadrów. I oczywiście gorąco zachęcam do odwiedzin Chabówki. A także do podróży koleją na trasie Chabówka- Kasina Wielka. Na miejscu można także skorzystać z wyciągu na Śnieżnicę. W tym roku już się nie załapiecie, ale na przyszły sezon wpiszcie sobie w swoje kalendarzyki 🙂

zdjęcie 4 zdjęcie 3zdjęcie 3zdjęcie 41 2 3zdjęcie 1 4 5 6 7 8 9