Jak dobrze trafić z prezentem? Nasze hity prezentowe roku 2016

Z prezentami jest jak z obiadem. Dobrze jest dobrze zjeść, gdy nie trzeba gotować. I wymyślać, bo to dla mnie zawsze największy problem. Gdy z ust męża pada pytanie „co na obiad?” odechciewa mi się wszystkiego. I z prezentami jest podobnie. Gdy wiem, że ktoś o czymś marzy to ograniczać mnie może jedynie budżet. Gorzej gdy trafiamy na kogoś, kto już wszystko ma, nic mu nie jest potrzebne, niczym specjalnym się nie interesuje. Można oczywiście obdarować taką osobę mniej wymyślnym (czyt. oklepanym) prezentem, ale ja zawsze staram się, aby mój dar sprawił drugiej stronie przyjemność. Tylko, że zazwyczaj dylemat co dać sprawia, że długi czas zastanawiam się, jeszcze dłuższy szukam i zdecydowanie nie jest to co misie lubią najbardziej.

Z dzieciakami w sumie nie ma większego problemu. One zawsze czymś się fascynują, coś jest na topie. I marzą. O nowych klockach, nowym wozie strażackim, parowozie czy domku dla lalek. Rodzice doskonale widzą czym zauroczona aktualnie jest ich pociecha. Tylko co zrobić gdy maluch ma już pokaźną kolekcję figurek z ulubionej bajki, a nic poza tym go szczególnie nie interesuje? Gdy pół domu zawalone jest zabawkami, a dziecko chce kolejną? No cóż,  w naszym przypadku doskonale sprawdza się… perswazja 😉 Już Wam tłumaczę o co chodzi. Mati jest ogromnym fanem pociągów. Od dwóch lat. Właściwie na każdą okazję mógłby dostawać ciuchcię. Znacie to? No, ale ile można? Gdzie to wszystko trzymać? Ciuchcie z duplo, drewniane kolejki, zestaw z Tomka, Stacyjkowa,pojedyncze egzemplarze wynalezione na sklepowych półkach, straganach. I do tego elektryczna, profesjonalna kolejka dla hobbystów. Przygody Tomka, Ekspres polarny obejrzane milion razy. Do tego wycieczki do muzeum parowozów, na przegląd makiet. O ile mamy taką możliwość i jest okazja. Fajnie, że dziecko ma hobby, swoje zainteresowanie…ale może już czas żeby zafascynować go czymś jeszcze? 😉 Nie chodzi o to, by porzucał dotychczasowe hobby, ale by otworzył się także na nowe. By w sytuacji, w której babcia, dziadek, ciocia czy ktoś inny pyta co kupić dziecku Ty będziesz mieć problem z odpowiedzią. A nie machinalnie odpowiesz „ciuchcię!”.

Dzieci są wzrokowcami, w mig łapią czym interesują się ich rówieśnicy. I my to trochę wykorzystaliśmy. Gdy mieszkaliśmy w Krakowie Mati niespecjalnie interesował się jazdą na rowerze. Pomimo rowerostrady tuż pod blokiem nie załapał, że jazda może być frajdą. Do czasu, aż przeprowadziliśmy się na wieś i zakumplował się z Mikołajem. Rówieśnikiem, który pewnego dnia dostał rowerek z pedałami. O rowerze zamarzył i Mati. Baliśmy się jednak, że może to być chwilowa fascynacja i zupełnie przypadkiem zastosowaliśmy mechanizm perswazji. Zaczęliśmy go nakręcać na ten rowerek, mówiąc, że dostanie go na urodziny. Termin dość odległy, bo Mati jest z listopada, a rzecz się działa pod koniec lipca. Gdy widzieliśmy, że co raz chętniej sięga po swoją biegówkę, że wspomina o rowerze z pedałami kupiliśmy… skarbonkę. I uzgodniliśmy, że będziemy wrzucać tam wszystkie pieniążki, które uda nam się zaoszczędzić nie kupując tanich, przypadkowo napotkanych podczas spożywczych zakupów zabawek (do tej pory to była plaga – w koszu wylądowała cała sterta zepsutych po 1 dniu zabawek).  Im cięższa robiła się skarbonka tym większe było wyczekiwanie prezentu, a tym samym i zainteresowanie rowerem . Aż któregoś dnia doszliśmy do wniosku, że to już czas i rowerek kupimy. Dużo przed urodzinami, bo byliśmy pewni, że prezent go naprawdę ucieszy, a chcieliśmy by z niego skorzystał przed zimą.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że to jest dobry sposób by zainteresować malucha czymś jeszcze i wykorzystać to przy okazji innych zbliżających się okazji. By prezenty, które wybierze nie wylądowały w kącie po kilku minutach zabawy. Gdy zbliżały się Mikołajki poprosiłam Matiego, abyśmy usiedli i napisali list do Świętego. Nie byłam zdziwiona, gdy parowóz pojawił się jako jedna pozycja z wielu. Wiedziałam, że się pojawi, bo w dalszym ciągu jest to zainteresowanie nr 1. Ale pojawiły się też pozycje, które podłapał z zabaw w przedszkolu czy z naszych sugestii. Słuchamy gdy o czymś mówi i staramy się to wyłapywać. Mój mąż pod tym względem jest mistrzem. Gdy jest to coś czego jeszcze nie ma, coś co fajnie wpłynie na jego rozwój, staramy się podsycać zainteresowanie. Jeśli mu szybko nie minie istnieje szansa, że prezent zajmie go na dłużej. Oczywiście nie zawsze sprawdza się to w 100%, ale zazwyczaj odnosimy sukces.

Poniżej prezenty, które były hitem w roku 2016. Może zainspirują Was – do małej perswazji jeśli macie dość strażaków/ciuchć/czegokolwiek.

dziecko-prezenty

 

  1. Wspomniany rowerek. Ale równie dobrze może to być cokolwiek innego wymagającego ruchu na świeżym powietrzu. Hulajnoga, trampolina, piłka do skakania. Nasz rowerek to KidsBike. Dostępny w sklepach BMW.
  2. Płyta z nową bajką. Wiem, wiem trochę mało pedagogiczne. Ale są takie dni, kiedy pogoda za oknem nie sprzyja, dziecko nie w przedszkolu, a Ty musisz posprzątać/ ugotować obiad/ popracować. Ps. nie ograniczaj się do klasycznych wyborów. I nie sugeruj aktualnymi zainteresowaniami. U nas hitem okazała się Kraina Lodu, choć w życiu nie podejrzewałabym Matiego o zainteresowanie tą bajką.
  3. Ale czasem nawiąż do zainteresowań. My połączyliśmy przyjemne z pożytecznym. Nigdy nie mieliśmy problemów z higieną jamy ustnej, ale odkąd Tomek dba o odpowiedni czas mycia ząbków Mati mógłby je myć non stop. Tomek to zestaw dr Fresh. Znajdziecie w wielu sklepach internetowych.
  4. Czasem coś co nam się podoba, nie koniecznie będzie podobało się dziecku. I na odwrót. Lampka Miffy znalazła się u nas jako rekwizyt do zdjęć. Przysłużyła się jednak odganiając nocne lęki i to Mati zadecydował, że z nami zostanie.
  5. Klocki. U nas akurat duplo. To jedyna zabawka przed której kupnem nie oponuję. Wiem, że będzie się bawił dziś, jutro, za miesiąc i rok. Mamy naprawdę ogromną kolekcję poupychaną w pudełkach i nie ma dnia, by to wszystko nie było w użyciu. Nie ma znaczenia jaki zestaw kupię/ kupi ktoś bliski. Zawsze jest trafiony i sprawi radość.
  6. Domek garaż także był pomysłem Mateuszka. Potrzebowaliśmy czegoś do przechowywania pokaźnej kolekcji autek. W pierwszej kolejności powstała ciuchcia. To był jednak mój błąd, bo pokoik zrobił się monotematyczny (wszędzie te ciuchcie!). A chodziło mi przecież o małe odwrócenie zainteresowań. Dlatego gdy padło hasło garażu powstał domek. Dziś na ścianie wisi ich kilka i codzienne parkowanie całego dobytku pochłania sporo czasu, a przy tym sprawia sporo frajdy.
  7. i 8. Puzzle i gry. U nas królują od dłuższego czasu, zmienia się tylko ich ilość i poziom trudności w układaniu. To całkiem prosty i przyjemny sposób na zainteresowanie malucha danym tematem. Wystarczy wybrać te z motywem, który nas interesuje. Jeśli chodzi o jakość to my najchętniej sięgamy po te z Czuczu i Trefl.

 

Z młodszym dzieckiem powyższe dylematy jeszcze nie są aktualne. Ale gdybyście nie wiedzieli co podarować okruszkowi to pokazuję co sprawdziło się u nas odkąd w domu pojawił się Antoś 🙂 Możecie też podesłać babciom, ciociom, wujkom, znajomym, którzy chcą wpaść z prezentem.

 

niemowle-prezenty

 

  1. Mata wielofunkcyjna do zabawy. Miałam przy Matim, kupiłam też dla Antosia. Postawiłam na markę Ebulobo, bo zdecydowanie przemawia do mnie ich wzornictwo. Bardzo dobre wykonanie, żywe, intensywne kolory (dzieci to lubią), super jakość. Warte każdej wydanej złotówki.
  2. Słyszałam, że nie na wszystkie dzieci działa szum Misia (doprawdy nie wiem jak to możliwe? 😉 ). Ale nawet jeśli nie to miś na bank będzie super pamiątką, gdy na jednej z nóżek można poprosić o wyhaftowanie dowolnego napisu 🙂
  3. Każdy dzidziuś pewnego dnia przestaje być małym dzidziusiem i poza mlekiem zaczyna interesować się innymi pokarmami. Talerzyk, miseczka, a nawet cały zestaw na bank będzie super przydatnym prezentem. Na zdjęciu nasz wybór od Jour de Paris- z serii Farma.
  4. Suchy basen jest u nas hiciorem. Nie ma dnia bez wygłupów w piłkach. Bawią się oboje. Mati ogląda w nim bajki, czyta książeczki. Nie wyobrażam sobie, żeby go już w domu miało nie być. Doskonale wpływa na rozwój dziecka (ruch, stymulacja). Zakopujemy w piłkach różne rzeczy i bawimy się w ich wyszukiwanie. Rozkładamy na podłodze pudełka i z basenu rzucamy piłkami starając się trafić do pudełek.  Nawet sprzątanie porozrzucanych piłeczek nie jest takie straszne gdy robimy to wspólnie.
  5. Attipasy to świetny pomysł na pierwsze buciki dla malucha. Pisałam o nich już przy okazji pierwszych kroków Matiego. Nie zmieniłam zdania przez 3 lata. Dalej je uwielbiam i dalej polecam. Te w świątecznym wzorze są cudne i na prezent idealne.
  6. Który maluch nie lubi się bujać? Znacie takiego? Jeśli nie mamy miejsca na domową huśtawkę (ubolewam, my teraz nie mamy gdzie jej zawiesić) to możemy w pokoju zameldować np Wilka 🙂 Mati miał konika, ale zasada bujania ta sama. Marka ta sama co maty, więc nie muszę dodatkowo zachwalać 🙂
  7. Każdy maluch pewnego dnia dostaje gryzaczek. Ja wiem, że nieprzerwalnie króluje żyrafa Sophie, ale gryzaczki z literkami są dla niej mega konkurencją. Są równie fajną pamiątką, bo spersonalizowaną. Do tego mają tasiemki, które przyciągają malucha jak magnes. Gryzak towarzyszył nam od samego początku. Najpierw wisiał i przyciągał Antosia wzrok, potem zaczął łapać za tasiemki, by w końcu ulżyć dziąsełkom. Teraz spoczął w moim pudełku z pamiątkami. Kiedyś pokażę wnukom 🙂
  8. Pod pierwszym zdjęciem wspomniałam o prezentach, które wydają nam się zupełnie abstrakcyjne jeśli chodzi o dane dziecko. A jednak się sprawdzają. Drewniany tort wbrew moim przewidywaniom okazał się super dla rocznego Antosia. Frajda ze składania elementów bardzo duża. Bawi się z bratem, ale najczęściej sam. Chociaż zdecydowanie małe elementy dekoracyjne musiałam pochować. Torcik trafił do nas podczas spotkania w Warszawie, tam też poznałam sklep PATATOY. Istne pogotowie prezentowe. Znajdziecie w sklepie ABSOLUTNIE wszystko, ABSOLUTNIE dla każdego.To jedno z takich miejsc, w którym kupicie prezent dla niemowlaka, przedszkolaka i starszaka. Na blogu sklepowym dodatkowo znajdziecie więcej ciekawych pomysłów 🙂 A jeśli sami nie dacie rady wybrać, wyślijcie alert, podając budżet, wiek dziecka i płeć. Dziewczyny, tfu! Elfy Świętego Mikołaja szybciutko pomogą Wam się na coś zdecydować 🙂

 

Mam też małą ściągę dla Panów – tzn dla kobietek i ich Mikołajów 😉

 

kobieta-prezenty

 

  1. Taki gadżet, ale dość uroczy. Lusterko w sam raz do torebki. Ale gdy je wyciągam to zawsze wzbudza uśmiech, nie tylko mój 🙂
  2. Na ten obiektyw chorowałam dłuższy czas. No dobra, nie na ten konkretny, bo miałam ogromny dylemat wybierają szeroki kąt. Dlatego gdyby ktoś poszukiwał to szczerze polecam -Sigma 10-20mm od pół roku ze mną. Zaprzyjaźniliśmy się całkiem dobrze i co raz bardziej jestem zadowolona ze swoich zdjęć 🙂
  3. Nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie w tym roku. Ubolewam bardzo, jednak kilka pozycji udało mi się przeczytać, a Sekretne życie drzew zostało głęboko w moim serduchu. To książka zdecydowanie dla takich sentymentalnych babek jak ja 😉
  4. Lubicie świąteczny czas? Tę piękną, kolorową otoczkę? Bo ja bardzo. Dla gadżeciarzy mojego pokroju powstała drewniana choinka półka.
  5. Odkąd mieszkamy na wsi zmieniłam sporo swoich starych przyzwyczajeń. Życie tu samo narzuca by było zdrowiej, lepiej, naturalniej. A odkąd poznałam kosmetyki Phenome praktycznie nie sięgam po inne. A już na pewno nie kupuję nic ogólnie dostępnego w pobliskiej drogerii. O moich naturalnych wyborach bez chemii (nie tylko kosmetycznej) opowiem Wam następnym razem.
  6. Nowy telefon to była mała (!) fanaberia z mojej strony. Przyznaję. Mój stary iphone cieszył się dobrym zdrowiem, mimo że był ze mną od 3 lat. Wiedziałam, że jeśli kiedyś będę wymieniać na inny to tylko na tę samą markę. Nowy telefon to zawsze dobry prezent. Ale pisząc list do Mikołaja nie spodziewałam się, że byłam aż taką grzeczną dziewczynkom. Chociaż podobno trochę zołzowatą.
  7. O biżuterii z mleka pisałam Wam już w jednym z postów. Powtarzam się, wiem. Ale serio to bardzo fajny pomysł na prezent. Będziecie zadowolone! 🙂

 

A dla Pana mężczyzny? No cóż, mój mąż jest typem z początkowego opisu. Listów do Mikołaja nie pisze,  nic mu nie jest potrzebne, wszystko ma. A jedyna rzecz o jakiej aktualnie marzy to powrót do pewnego, dawnego hobby, które aktualnie jest poza moim zasięgiem finansowym (pkt 1). Ale jak każdy coś chciałby dostać.

mezczyzna-prezent

Dlatego chyba będzie musiał się zadowolić bardziej oklepanym (choć moim zdaniem wciąż wyjątkowym!) prezentem w postaci np  skarpetek od Jemsushi (2) 😉 Albo klasycznym porfelem spod lady (3). A jako, że ulubione określenie mojego męża na wszystko co mu podstawiam pod oczy podczas zakupów ciuchowym to „DZIADOSTWO”  jest więc spora szansa, że i taka koszulka trafi pod choinkę (5) 😛 Ewentualnie powrócę do pomysłu sprzed lat i otrzyma kolekcję płyt ze swoim ulubionym serialem (4) 🙂

 

 

Nasze chwile razem

Uwielbiam zatrzymywać życie w kadrze. Na pamiątkę. Chwile, wyjątkowe momenty, wzruszające sceny, mijanych ludzi i przedmioty, które chwytają za serce. Wiem, że co było już nie wróci. Zdarza się raz, nie ma nic powtarzalnego.

Przyszło nam żyć w wyjątkowych czasach. Oczywiście na swój sposób. Mamy dostęp do narzędzi, które umożliwiają nam podróże w czasie. Każdy z nas ma. I choć fotografia pojawiła się wiele dziesiątek lat temu, nigdy wcześniej nie była tak blisko, na wyciągnięcie ręki jak teraz.

Robimy zdjęcia telefonami, tabletami, cyfrówkami i lustrzankami. Zlecamy ich wykonanie profesjonalistom. I choć te ostatnie zwykle są doskonałe jakościowo, nie przekazują do końca tego co najważniejsze- emocji. Nigdy wystylizowane zdjęcie, pozowane, nie odda tego co przypadkowo złapany kadr. Te kocham najmocniej całym sercem. Nie zawsze mi się uda oddać ten moment, nie zawsze wyjdzie doskonałe jakościowo, ale jest. I gdy po miesiącach, które upłynęły od jego wykonania patrzę na zdjęcie pierwszego ściętego loczka mojego synka lub aktu notarialnego, który dzierżę w dłoni szczęśliwa, bo oto staliśmy się posiadaczami naszego miejsca na ziemi – żadna, nawet najcudowniejsza sesja foto nie przebije uczuć jakie mną targają.

Zawsze obiecuję sobie, że wywołam zdjęcia. Ze ślubu, z wakacji (jednych, drugich, piątych i dziesiątych), chrztu Mateuszka, jego miesięcznic. Na obiecankach zwykle się kończy. Ostatni album ze zdjęciami z wakacji mam sprzed kilku lat. A co z resztą? Tej resztki są tysiące zdjęć, ulotnych, wspaniałych chwil.

Dlatego cieszy mnie mnogość narzędzi jakie daje nam instagram. Co tu dużo ukrywać, tam zdjęć wrzucam najwięcej. Lecz co najważniejsze mogę je szybko, bez ślęczenia i przeglądania mieć w formie innej niż elektroniczna. Opcji do wyboru jest ogrom. Mam w domu ogromny plakat, pojedyncze fiszki, mema, magnesy na lodówkę, a także fotoksiążkę z ulubionymi kwadratami.

Ta ostatnia trafiła do nas dzięki niezastąpionemu Printu. To dzięki nim mam w domu swoją osobistą, papierową wersję bloga z najważniejszymi momentami (mimo, że blog w tej formie nie istnieje już od dłuższego czasu). Mam teraz papierową wersję instagrama.

Zrobiłam ją dla siebie. Tak egoistycznie. Z okazji Dnia Mamy. Niebawem jednak zbliża się Dzień Taty. To cudowny pomysł, by podarować wspomnienia w książce zamknięte swojemu tacie lub mężowi.Teraz na Printu znajdziecie wyjątkowy rabat w wysokości 39%. Możecie z niego skorzystać zamawiając swoją książkę do dnia 14 czerwca.

DSC_0184DSC_0193DSC_0202DSC_0204DSC_0201DSC_0211 DSC_0178DSC_0209

Fotoksiążka – PRINTU

Kwadraty/magnesy na lodówkę – Instafoto

Plakat – Instadruk

Pomysł na prezent Walentynkowy dla niej

Uwielbiam Walentynki.
Uśmiecham się tylko pod nosem, gdy niektórzy zrzędzą, że to święto pełne komercji, że uczucia okazujemy cały rok, że bla bla.
Dla mnie, a właściwie dla nas jest to dzień szczególny, bo to właśnie Walentynki równe 12 lat temu sprawiły, że jesteśmy razem.
Każdego dnia okazujemy sobie uczucia, ale w ten szczególny dzień chcemy świętować. Mimo, że czas leci i to co mamy teraz, nie zamieniłabym na nic innego, to fajnie sobie powspominać stare dobre czasy.
Każdego roku dajemy sobie z mężem jakieś małe upominki z tej okazji. Coś drobnego, co wywoła uśmiech na buzi.
Mój B każdego roku kręci nosem, twierdząc, że nie wie co takiego mi podarować, a mimo wszystko zawsze trafia z czymś miłym.
Chyba po tylu latach zna już mój gust na tyle dobrze, że bez większych podpowiedzi wie o czym mogłabym marzyć.
Cóż  takiego mogłoby to być w tym roku?
Jako, że Walentynki nierozerwalnie kojarzą mi się z dobrym jedzeniem, ładnym zapachem i nastrojowym otoczeniem przygotowałam taką ściągawkę. I wcale nie będzie to kolacja przy świecach, a w prezencie ulubione perfumy.
1,2,3 – książki pełne smaku, zapachu, wspomnień. Tych nigdy za wiele.
4- coś słodkiego zawsze miłe
5- coś na pokuszenie
6,7– ulubione mydełko
8- porywający zmysły żel pod prysznic
9– ulubiony kremCoś byście przytuliły z chęcią? A może dorzucicie coś swojego? 🙂

Wersja papierowa bloga

Zdążyłam na czas. Papierowa wersja bloga, w formie książki już w moich rękach. To jeden z prezentów, o których pisałam jakiś czas temu. Książkę podaruję Mateuszkowi. Mam nadzieję, że za kilkanaście lat będzie mieć dla niego wartość sentymentalną. Że spojrzy na zdjęcia, przeczyta moje słowa. Być może pokaże swoim dzieciom.
Często zastanawiam się czy za kilka, kilkanaście lat blog będzie wciąż istniał. Nawet jeśli nie wyprze go nowa technologia i wciąż będę pisać, to przecież nie o nim, prawda? Nie będę robić rocznego zestawienia z postępów w rozwoju mojego syna, wtedy już powiedzmy 30-latka.
O czym będą znaczki i czy będą, tego nie wiem. Dlatego zależało mi, by zatrzymać chociaż te najbardziej szczególne dla mnie wpisy.
I mam, cały rok. Zebrany w jednej książce. Wraz ze zdjęciami mojego syna.

Tworząc książkę przejrzałam każdy wpis sprzed roku. Na jednych zatrzymywałam się na dłużej, inne tylko musnęłam wzrokiem. Uśmiałam się, ale i niejednokrotnie popłakałam. Czas tak szybko upływa, najpiękniejsze chwile mijają bezpowrotnie.

Patrzę na Mateusza, teraz już dużego chłopczyka, w porównaniu z zawiniątkiem przywiezionym ze szpitala. Zdjęcia przypominają mi różne szczegóły, takie jak na przykład szum nawilżacza powietrza, który słychać było w sypialni, gdy mąż przywiózł nas do domu.
Smak bułeczek maślanych, które B kupował  dla mnie w pierwszych tygodniach po porodzie. Czułość jaka mnie ogarnęła gdy Mati zasnął na klatce piersiowej taty po raz pierwszy. Chwile, momenty, tak ulotne.
Warto je pielęgnować, warto zatrzymać. Kiedyś wrócimy do nich z pewnością.

Zdjęcia są wspaniałym sposobem na zatrzymanie wspomnień. Nie trzeba być specjalistą, by uchwycić w kadrze coś co nas wzrusza. Uczucia jakie wywołuje w nas obraz nie muszą stawać w konkury z profesjonalnymi zdjęciami. Nie liczy się w takim przypadku dobry kadr, światło, wartość przesłony, iso itp. Te chwile dla nas są tylko nasze.

Jeżeli macie możliwość uwieczniajcie każdy moment, ten ważny i ten mniej ważny również. Czasem nawet ten, który w danej chwili wydaje Wam się mało istotny. Być może kiedyś, w przyszłości chwyci Was bardzo za serce.

Twórzcie pamiątki, zbierajcie je i kolekcjonujcie. Niech będą Waszymi skarbami. Wartością największą tylko dla Was. Tego nikt Wam nie odbierze. Gwarantuję, że za kilkanaście lat ze łzami wzruszenia sięgnięcie po album z fotografiami czy pudełko wypełnione pamiątkami takimi jak odcisk stópki Waszego dziecka, pierwszy obcięty kosmyk włosów czy pierwsza samodzielnie wykonana laurka z okazji Dnia Mamy.

Żeby Was bardziej zachęcić do działania, bo na kolekcjonowanie pamiątek nigdy nie jest za późno, wraz z Printu.pl zapraszamy Was do udziału w świątecznym konkursie.

Święta to wymarzony czas na prezenty. Dlatego mamy dla Was aż 6 nagród w postaci bonów do wykonania fotoksiążki. Pierwsza nagroda, główna w wysokości 150 PLN pozwoli na stworzenie dużej książki, pełnej pamiątek na Printu.pl. Mamy też nagrody- bony, po 50zł każdy, które z pewnością pomniejszą koszt wykonania pamiątki.

Konkurs rozpoczyna się dziś na moim fanpage na Facebooku, gdzie znajdziecie wszystkie szczegóły.
Gorąco zachęcam do udziału. Nie tylko blogowe mamy, również mamy czytające nas, a nie posiadające bloga. Przyszłe mamy i obecne. Tatusiowie również mogą wziąć udział.