Targi Kid’s Time 2017

Ponownie zawitaliśmy do Kielc na Targi Kid’s Time. Podobnie jak w roku ubiegłym zostałam zaproszona w ramach Klubu Mam Ekspertek. Wiedziałam, że spotkanie będzie okazją, by poznać nowinki w branży dziecięcej oraz by może nauczyć się czegoś nowego. Nie pomyliłam się.

 

Spotkanie rozpoczęło się wykładem Pawła Zawitkowskiego. Większości nie trzeba przedstawiać osoby Pawła. Jest znanym i cenionym fizjoterapeutą, a ja sama nie jeden raz powoływałam się na jego słowa na moim blogu. To dzięki instrukcjom Pawła mogłam przekazać Wam wiedzę podczas testowania pierwszego obuwia dla Mateuszka. Dla przypomnienia możecie poczytać o tym TU.

I tym razem z przyjemnością wysłuchałam tego co miał do powiedzenia, a temat dotyczył wpływu prawidłowej pozycji ciała dziecka na komfort oraz bezpieczeństwo (!) podróżowania. I nie tylko, bo Paweł dość ciekawie rozwinął temat choćby spowijania. Ale o tym opowiem Wam w następnym wpisie. Wybór tego konkretnego tematu był uzasadniony, gdyż przy współpracy z firmą Avionaut stworzono wkładkę do fotelika dziecięcego, która w znaczący sposób wpływa na bezpieczeństwo jazdy oraz wygodę maluszka. Firma zaprezentowała także swój nowy fotelik Ultralite dedykowany najmłodszym, a który zdobył nagrodę Kid’s Time Star 2017.

Bezpieczeństwo było głównym tematem tegorocznego spotkania. Po wystąpieniu Pawła, przy stanowisku Marko (znanego mi doskonale z naszego fotelika BeSafe) pałeczkę przejęła Magda Kordaszewska z Zabawkowicza, która opowiedziała nam o wynikach ankiety przeprowadzonej wśród rodziców. Ankieta oczywiście dotyczyła czego? Bezpieczeństwa dzieci w domu.

 

Pewnie część z Was widziała krążący po sieci film, w którym dwaj bracia wspinają się na komodę , by po chwila ta runęła na ziemię i przycisnęła jednego z chłopców. Niewyobrażalne, ale owszem takie rzeczy się dzieją. Przeglądając wyniki ankiety dotarło do mnie, że mimo różnych zabezpieczeń moje dzieci wcale nie są w domu bezpieczne. Bo niebezpieczeństw czeka na malucha sporo. Począwszy od gniazdek, nie zamocowanych do ścian szaf i regałów, po noże, szklanki z gorącymi napojami czy schody. Niektóre oczywiste, inne mniej.

Sporo się mówi o bezpieczeństwie jazdy w aucie, o odpowiednim foteliku, zbędnych przedmiotach, które podczas uderzenia z ogromną siłą mogą uderzyć w dziecko. Ale czy wiedzieliście, że nawet klakson może zabić jedzącego w trakcie jazdy malucha? Ja nie wiedziałam. A tak działają odruchy dziecka, że wystraszy się i zakrztusi.

Magda oczywiście pokazała nam też różne ciekawe wynalazki, dzięki którym dom może stać się bardziej przyjazny dziecku.Mnie zdecydowanie najbardziej wpadła w oko rozciągana bramka. Jak wiecie mieszkamy obecnie w domu moich rodziców. Na każdym poziomie znajdują się schody. Gdy MAti był mały i wpadaliśmy w odwiedziny korzystaliśmy ze zwykłej bramki, która odgradzała schody na dół.  Do góry zawsze ktoś miał oko, by nie wchodził. Teraz przecież musimy normalnie na co dzień funkcjonować, więc mamy barierki ustawione tak, by odgradzały jadalnię od kuchni, a przy tym i schody w górę i na dół.Ale Antoś to ciekawski mały człowiek, a przy tym całkiem dobry obserwator i w mig łapie to czego uczy go brat.. Co raz częściej udaje mu się otworzyć bramkę. A i przestrzeń samej jadalni zrobiła się nudna, skoro w kuchni tyle ciekawych rzeczy. Rozwijana bramka byłaby fajnym rozwiązaniem. Podobnie jak zabezpieczenie płyty grzewczej, tak aby dziecko nie sięgnęło rączką do gotującego się np rosołu. Innym wartym uwagi rozwiązaniem są pasy mocujące do wolnostojących szafek czy tv.

Dodatkowo również na temat bezpieczeństwa dzieci w czasie podróży wypowiadał się koordynator akcji Bezpieczny Maluch – Kamil Kasiak – ratownik medyczny.  Miałam okazję poznać go już wcześniej podczas jednych z warsztatów w Krakowie. I tym razem ciekawie opowiedziany temat, z kilkoma anegdotami z życia dającymi do myślenia każdemu rodzicowi. Nawet mojemu mężowi, który często miewa odmienne zdanie od mojego 😉

Ale Targi to nie tylko wykłady, ale przede wszystkim spotkania. Możliwość poznania produktów. I wspaniałych ludzi. Kilka dni przed Targami dostałyśmy listę Firm, które chciałyby się spotkać z blogerkami i zaprezentować im swoją ofertę. Ja zrobiłam sobie także swoją listę, na której znajdowały się Firmy, które bardzo chciałam w tym roku odwiedzić z racji poszerzenia oferty sklepu. Niestety czasu nie było aż tyle, by móc zajrzeć do każdego i dłużej porozmawiać. Nie założyłam jednego- że przy niektórych stoiskach rozmowa wciągnie mnie na całego 🙂

 

I tak na przykład z blogerskiej listy zawitaliśmy z mężem do Firmy Gonzo Toys, gdzie kompletnie zwariowaliśmy na punkcie żywych Smoków – Aqua Dragons. Niestety Smoki nie trafiły jeszcze na półki sklepowe, więc mogliśmy je sobie tylko pooglądać. Jesteśmy jednak pewni, że jak tylko się pojawią to Mati będzie miał się kim opiekować. Bo tymi stworzeniami trzeba opiekować się dokładnie tak samo jak rybkami. Trzeba je karmić, napowietrzać wodę. W zamian za opiekę Smoki rosną, składają jaja i rodzą się nowe. Opieka jednak wymaga troszkę cierpliwości od dziecka, bo Smoki wcale nie rosną w szybkim tempie. Te które widzieliśmy na Targach miały kilka mm długości, a liczyły sobie już kilka tygodni życia. Żeby jednak maluchowi uatrakcyjnić opiekę, w ofercie Firmy znajdują się fajne zestawy bazowe. Tzn akwaria. Np z ośmiornicą. Podświetlane, kolorowe. Smoki można także z latarką podglądać w nocy. Nie możemy doczekać się kiedy pojawią się w sklepach!

Na kolejne stoisko zaglądnęliśmy przyznam szczerze troszkę z ludzkiej ciekawości. To Firma Oloka Gruppe Działamy w jednej branży, więc fajnie było poznać kogoś z podobnymi doświadczeniami. W ofercie Oloka znajdują się drewniane zabawki w postaci wózków czy pchaczy, a także domki, które przykuły naszą uwagę. Ale spokojnie, nasz asortyment różni się diametralnie i właśnie dlatego pomyślałam, że fajnie byłoby móc zaoferować moim klientom coś zupełnie różnego. Wykonanego przy tym z należytą starannością, z naturalnych surówców. No i ten design. Przyznajcie sami, że produkty dodają charakteru wnętrzu 🙂 Mój mąż zadecydował, że wóz koniecznie znajdzie się w ofercie Bambooko. A Wy co byście chętnie widzieli w naszym sklepie? 🙂

Na Targach przywitaliśmy się także z naszymi znajomymi. Np z królikami Maileq. Siedziały w centralnym punkcie hali na drewnianej ławeczce i zachęcały do odwiedzin. Więc podeszliśmy przywitać się z Panem Jackiem, którego do tej pory znaliśmy tylko z wirtualnego świata. Wizyta zaowocowała, bo po powrocie do domu uzupełniłam braki i szybciutko złożyłam zamówienie na to co skradło moje serducho. Tym samym w sklepie znajdziecie troszkę nowych mebelków od Maileg, a które świetnie pasują do naszych domków 🙂

Miałam także okazję poznać w końcu na żywo Panią Kamilę z Firmy Mavero. Produkty marki Ebulobo dość często pojawiały się na blogu lub instagramie od czasu narodzin Antosia, gdyż mamy ich całkiem sporo i na prawdę bardzo lubimy zarówno wzornictwo jak i fakt, że łączą się one z ulubionymi bajkami z dzieciństwa. I tu wizyta poza miła rozmową zaowocowała poznaniem czegoś nowego. Już niebawem na polskim rynku znajdą się laleczki Levenye. Będziemy je mieć także w swoim sklepie 🙂

Dłuższą pogawędkę ucięłam sobie także z dziewczynami z Mouse in a House. I tu miałyśmy okazję w końcu poznać się w prawdziwym życiu, bo z sieci już się trochę znamy. Zdjęcia niestety nie zrobiłam, ale miałam za to okazję obejrzeć kolekcje na następną jesień/ zimę i muszę Wam powiedzieć, że będzie super. A materiały jak zawsze- najwyższa jakość!

Starałam się przy każdym stoisku przycupnąć choć na chwilkę. Niestety czasu było zbyt mało na dokładne obejrzenie oferty. Zrobiłam kilka zdjęć. I wróciliśmy z myślą, że za rok nadrobimy. Bo kto wie, może następnym razem sami się wystawimy przedstawiając ofertę Bambooko? 🙂

 

Jak dobrze trafić z prezentem? Nasze hity prezentowe roku 2016

Z prezentami jest jak z obiadem. Dobrze jest dobrze zjeść, gdy nie trzeba gotować. I wymyślać, bo to dla mnie zawsze największy problem. Gdy z ust męża pada pytanie „co na obiad?” odechciewa mi się wszystkiego. I z prezentami jest podobnie. Gdy wiem, że ktoś o czymś marzy to ograniczać mnie może jedynie budżet. Gorzej gdy trafiamy na kogoś, kto już wszystko ma, nic mu nie jest potrzebne, niczym specjalnym się nie interesuje. Można oczywiście obdarować taką osobę mniej wymyślnym (czyt. oklepanym) prezentem, ale ja zawsze staram się, aby mój dar sprawił drugiej stronie przyjemność. Tylko, że zazwyczaj dylemat co dać sprawia, że długi czas zastanawiam się, jeszcze dłuższy szukam i zdecydowanie nie jest to co misie lubią najbardziej.

Z dzieciakami w sumie nie ma większego problemu. One zawsze czymś się fascynują, coś jest na topie. I marzą. O nowych klockach, nowym wozie strażackim, parowozie czy domku dla lalek. Rodzice doskonale widzą czym zauroczona aktualnie jest ich pociecha. Tylko co zrobić gdy maluch ma już pokaźną kolekcję figurek z ulubionej bajki, a nic poza tym go szczególnie nie interesuje? Gdy pół domu zawalone jest zabawkami, a dziecko chce kolejną? No cóż,  w naszym przypadku doskonale sprawdza się… perswazja 😉 Już Wam tłumaczę o co chodzi. Mati jest ogromnym fanem pociągów. Od dwóch lat. Właściwie na każdą okazję mógłby dostawać ciuchcię. Znacie to? No, ale ile można? Gdzie to wszystko trzymać? Ciuchcie z duplo, drewniane kolejki, zestaw z Tomka, Stacyjkowa,pojedyncze egzemplarze wynalezione na sklepowych półkach, straganach. I do tego elektryczna, profesjonalna kolejka dla hobbystów. Przygody Tomka, Ekspres polarny obejrzane milion razy. Do tego wycieczki do muzeum parowozów, na przegląd makiet. O ile mamy taką możliwość i jest okazja. Fajnie, że dziecko ma hobby, swoje zainteresowanie…ale może już czas żeby zafascynować go czymś jeszcze? 😉 Nie chodzi o to, by porzucał dotychczasowe hobby, ale by otworzył się także na nowe. By w sytuacji, w której babcia, dziadek, ciocia czy ktoś inny pyta co kupić dziecku Ty będziesz mieć problem z odpowiedzią. A nie machinalnie odpowiesz „ciuchcię!”.

Dzieci są wzrokowcami, w mig łapią czym interesują się ich rówieśnicy. I my to trochę wykorzystaliśmy. Gdy mieszkaliśmy w Krakowie Mati niespecjalnie interesował się jazdą na rowerze. Pomimo rowerostrady tuż pod blokiem nie załapał, że jazda może być frajdą. Do czasu, aż przeprowadziliśmy się na wieś i zakumplował się z Mikołajem. Rówieśnikiem, który pewnego dnia dostał rowerek z pedałami. O rowerze zamarzył i Mati. Baliśmy się jednak, że może to być chwilowa fascynacja i zupełnie przypadkiem zastosowaliśmy mechanizm perswazji. Zaczęliśmy go nakręcać na ten rowerek, mówiąc, że dostanie go na urodziny. Termin dość odległy, bo Mati jest z listopada, a rzecz się działa pod koniec lipca. Gdy widzieliśmy, że co raz chętniej sięga po swoją biegówkę, że wspomina o rowerze z pedałami kupiliśmy… skarbonkę. I uzgodniliśmy, że będziemy wrzucać tam wszystkie pieniążki, które uda nam się zaoszczędzić nie kupując tanich, przypadkowo napotkanych podczas spożywczych zakupów zabawek (do tej pory to była plaga – w koszu wylądowała cała sterta zepsutych po 1 dniu zabawek).  Im cięższa robiła się skarbonka tym większe było wyczekiwanie prezentu, a tym samym i zainteresowanie rowerem . Aż któregoś dnia doszliśmy do wniosku, że to już czas i rowerek kupimy. Dużo przed urodzinami, bo byliśmy pewni, że prezent go naprawdę ucieszy, a chcieliśmy by z niego skorzystał przed zimą.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że to jest dobry sposób by zainteresować malucha czymś jeszcze i wykorzystać to przy okazji innych zbliżających się okazji. By prezenty, które wybierze nie wylądowały w kącie po kilku minutach zabawy. Gdy zbliżały się Mikołajki poprosiłam Matiego, abyśmy usiedli i napisali list do Świętego. Nie byłam zdziwiona, gdy parowóz pojawił się jako jedna pozycja z wielu. Wiedziałam, że się pojawi, bo w dalszym ciągu jest to zainteresowanie nr 1. Ale pojawiły się też pozycje, które podłapał z zabaw w przedszkolu czy z naszych sugestii. Słuchamy gdy o czymś mówi i staramy się to wyłapywać. Mój mąż pod tym względem jest mistrzem. Gdy jest to coś czego jeszcze nie ma, coś co fajnie wpłynie na jego rozwój, staramy się podsycać zainteresowanie. Jeśli mu szybko nie minie istnieje szansa, że prezent zajmie go na dłużej. Oczywiście nie zawsze sprawdza się to w 100%, ale zazwyczaj odnosimy sukces.

Poniżej prezenty, które były hitem w roku 2016. Może zainspirują Was – do małej perswazji jeśli macie dość strażaków/ciuchć/czegokolwiek.

dziecko-prezenty

 

  1. Wspomniany rowerek. Ale równie dobrze może to być cokolwiek innego wymagającego ruchu na świeżym powietrzu. Hulajnoga, trampolina, piłka do skakania. Nasz rowerek to KidsBike. Dostępny w sklepach BMW.
  2. Płyta z nową bajką. Wiem, wiem trochę mało pedagogiczne. Ale są takie dni, kiedy pogoda za oknem nie sprzyja, dziecko nie w przedszkolu, a Ty musisz posprzątać/ ugotować obiad/ popracować. Ps. nie ograniczaj się do klasycznych wyborów. I nie sugeruj aktualnymi zainteresowaniami. U nas hitem okazała się Kraina Lodu, choć w życiu nie podejrzewałabym Matiego o zainteresowanie tą bajką.
  3. Ale czasem nawiąż do zainteresowań. My połączyliśmy przyjemne z pożytecznym. Nigdy nie mieliśmy problemów z higieną jamy ustnej, ale odkąd Tomek dba o odpowiedni czas mycia ząbków Mati mógłby je myć non stop. Tomek to zestaw dr Fresh. Znajdziecie w wielu sklepach internetowych.
  4. Czasem coś co nam się podoba, nie koniecznie będzie podobało się dziecku. I na odwrót. Lampka Miffy znalazła się u nas jako rekwizyt do zdjęć. Przysłużyła się jednak odganiając nocne lęki i to Mati zadecydował, że z nami zostanie.
  5. Klocki. U nas akurat duplo. To jedyna zabawka przed której kupnem nie oponuję. Wiem, że będzie się bawił dziś, jutro, za miesiąc i rok. Mamy naprawdę ogromną kolekcję poupychaną w pudełkach i nie ma dnia, by to wszystko nie było w użyciu. Nie ma znaczenia jaki zestaw kupię/ kupi ktoś bliski. Zawsze jest trafiony i sprawi radość.
  6. Domek garaż także był pomysłem Mateuszka. Potrzebowaliśmy czegoś do przechowywania pokaźnej kolekcji autek. W pierwszej kolejności powstała ciuchcia. To był jednak mój błąd, bo pokoik zrobił się monotematyczny (wszędzie te ciuchcie!). A chodziło mi przecież o małe odwrócenie zainteresowań. Dlatego gdy padło hasło garażu powstał domek. Dziś na ścianie wisi ich kilka i codzienne parkowanie całego dobytku pochłania sporo czasu, a przy tym sprawia sporo frajdy.
  7. i 8. Puzzle i gry. U nas królują od dłuższego czasu, zmienia się tylko ich ilość i poziom trudności w układaniu. To całkiem prosty i przyjemny sposób na zainteresowanie malucha danym tematem. Wystarczy wybrać te z motywem, który nas interesuje. Jeśli chodzi o jakość to my najchętniej sięgamy po te z Czuczu i Trefl.

 

Z młodszym dzieckiem powyższe dylematy jeszcze nie są aktualne. Ale gdybyście nie wiedzieli co podarować okruszkowi to pokazuję co sprawdziło się u nas odkąd w domu pojawił się Antoś 🙂 Możecie też podesłać babciom, ciociom, wujkom, znajomym, którzy chcą wpaść z prezentem.

 

niemowle-prezenty

 

  1. Mata wielofunkcyjna do zabawy. Miałam przy Matim, kupiłam też dla Antosia. Postawiłam na markę Ebulobo, bo zdecydowanie przemawia do mnie ich wzornictwo. Bardzo dobre wykonanie, żywe, intensywne kolory (dzieci to lubią), super jakość. Warte każdej wydanej złotówki.
  2. Słyszałam, że nie na wszystkie dzieci działa szum Misia (doprawdy nie wiem jak to możliwe? 😉 ). Ale nawet jeśli nie to miś na bank będzie super pamiątką, gdy na jednej z nóżek można poprosić o wyhaftowanie dowolnego napisu 🙂
  3. Każdy dzidziuś pewnego dnia przestaje być małym dzidziusiem i poza mlekiem zaczyna interesować się innymi pokarmami. Talerzyk, miseczka, a nawet cały zestaw na bank będzie super przydatnym prezentem. Na zdjęciu nasz wybór od Jour de Paris- z serii Farma.
  4. Suchy basen jest u nas hiciorem. Nie ma dnia bez wygłupów w piłkach. Bawią się oboje. Mati ogląda w nim bajki, czyta książeczki. Nie wyobrażam sobie, żeby go już w domu miało nie być. Doskonale wpływa na rozwój dziecka (ruch, stymulacja). Zakopujemy w piłkach różne rzeczy i bawimy się w ich wyszukiwanie. Rozkładamy na podłodze pudełka i z basenu rzucamy piłkami starając się trafić do pudełek.  Nawet sprzątanie porozrzucanych piłeczek nie jest takie straszne gdy robimy to wspólnie.
  5. Attipasy to świetny pomysł na pierwsze buciki dla malucha. Pisałam o nich już przy okazji pierwszych kroków Matiego. Nie zmieniłam zdania przez 3 lata. Dalej je uwielbiam i dalej polecam. Te w świątecznym wzorze są cudne i na prezent idealne.
  6. Który maluch nie lubi się bujać? Znacie takiego? Jeśli nie mamy miejsca na domową huśtawkę (ubolewam, my teraz nie mamy gdzie jej zawiesić) to możemy w pokoju zameldować np Wilka 🙂 Mati miał konika, ale zasada bujania ta sama. Marka ta sama co maty, więc nie muszę dodatkowo zachwalać 🙂
  7. Każdy maluch pewnego dnia dostaje gryzaczek. Ja wiem, że nieprzerwalnie króluje żyrafa Sophie, ale gryzaczki z literkami są dla niej mega konkurencją. Są równie fajną pamiątką, bo spersonalizowaną. Do tego mają tasiemki, które przyciągają malucha jak magnes. Gryzak towarzyszył nam od samego początku. Najpierw wisiał i przyciągał Antosia wzrok, potem zaczął łapać za tasiemki, by w końcu ulżyć dziąsełkom. Teraz spoczął w moim pudełku z pamiątkami. Kiedyś pokażę wnukom 🙂
  8. Pod pierwszym zdjęciem wspomniałam o prezentach, które wydają nam się zupełnie abstrakcyjne jeśli chodzi o dane dziecko. A jednak się sprawdzają. Drewniany tort wbrew moim przewidywaniom okazał się super dla rocznego Antosia. Frajda ze składania elementów bardzo duża. Bawi się z bratem, ale najczęściej sam. Chociaż zdecydowanie małe elementy dekoracyjne musiałam pochować. Torcik trafił do nas podczas spotkania w Warszawie, tam też poznałam sklep PATATOY. Istne pogotowie prezentowe. Znajdziecie w sklepie ABSOLUTNIE wszystko, ABSOLUTNIE dla każdego.To jedno z takich miejsc, w którym kupicie prezent dla niemowlaka, przedszkolaka i starszaka. Na blogu sklepowym dodatkowo znajdziecie więcej ciekawych pomysłów 🙂 A jeśli sami nie dacie rady wybrać, wyślijcie alert, podając budżet, wiek dziecka i płeć. Dziewczyny, tfu! Elfy Świętego Mikołaja szybciutko pomogą Wam się na coś zdecydować 🙂

 

Mam też małą ściągę dla Panów – tzn dla kobietek i ich Mikołajów 😉

 

kobieta-prezenty

 

  1. Taki gadżet, ale dość uroczy. Lusterko w sam raz do torebki. Ale gdy je wyciągam to zawsze wzbudza uśmiech, nie tylko mój 🙂
  2. Na ten obiektyw chorowałam dłuższy czas. No dobra, nie na ten konkretny, bo miałam ogromny dylemat wybierają szeroki kąt. Dlatego gdyby ktoś poszukiwał to szczerze polecam -Sigma 10-20mm od pół roku ze mną. Zaprzyjaźniliśmy się całkiem dobrze i co raz bardziej jestem zadowolona ze swoich zdjęć 🙂
  3. Nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie w tym roku. Ubolewam bardzo, jednak kilka pozycji udało mi się przeczytać, a Sekretne życie drzew zostało głęboko w moim serduchu. To książka zdecydowanie dla takich sentymentalnych babek jak ja 😉
  4. Lubicie świąteczny czas? Tę piękną, kolorową otoczkę? Bo ja bardzo. Dla gadżeciarzy mojego pokroju powstała drewniana choinka półka.
  5. Odkąd mieszkamy na wsi zmieniłam sporo swoich starych przyzwyczajeń. Życie tu samo narzuca by było zdrowiej, lepiej, naturalniej. A odkąd poznałam kosmetyki Phenome praktycznie nie sięgam po inne. A już na pewno nie kupuję nic ogólnie dostępnego w pobliskiej drogerii. O moich naturalnych wyborach bez chemii (nie tylko kosmetycznej) opowiem Wam następnym razem.
  6. Nowy telefon to była mała (!) fanaberia z mojej strony. Przyznaję. Mój stary iphone cieszył się dobrym zdrowiem, mimo że był ze mną od 3 lat. Wiedziałam, że jeśli kiedyś będę wymieniać na inny to tylko na tę samą markę. Nowy telefon to zawsze dobry prezent. Ale pisząc list do Mikołaja nie spodziewałam się, że byłam aż taką grzeczną dziewczynkom. Chociaż podobno trochę zołzowatą.
  7. O biżuterii z mleka pisałam Wam już w jednym z postów. Powtarzam się, wiem. Ale serio to bardzo fajny pomysł na prezent. Będziecie zadowolone! 🙂

 

A dla Pana mężczyzny? No cóż, mój mąż jest typem z początkowego opisu. Listów do Mikołaja nie pisze,  nic mu nie jest potrzebne, wszystko ma. A jedyna rzecz o jakiej aktualnie marzy to powrót do pewnego, dawnego hobby, które aktualnie jest poza moim zasięgiem finansowym (pkt 1). Ale jak każdy coś chciałby dostać.

mezczyzna-prezent

Dlatego chyba będzie musiał się zadowolić bardziej oklepanym (choć moim zdaniem wciąż wyjątkowym!) prezentem w postaci np  skarpetek od Jemsushi (2) 😉 Albo klasycznym porfelem spod lady (3). A jako, że ulubione określenie mojego męża na wszystko co mu podstawiam pod oczy podczas zakupów ciuchowym to „DZIADOSTWO”  jest więc spora szansa, że i taka koszulka trafi pod choinkę (5) 😛 Ewentualnie powrócę do pomysłu sprzed lat i otrzyma kolekcję płyt ze swoim ulubionym serialem (4) 🙂

 

 

Rozkładamy wózek na części pierwsze, czyli czym kierować się przy wyborze idealnego wózka

Rodzicom oczekującym na pierwsze maleństwo jest szczególnie trudno zdecydować jaki wózek będzie dla nich najlepszy. Ci, którzy wybierają już kolejny pojazd dla dziecka, znają swoje potrzeby i oczekiwania, ale w natłoku informacji mogą mieć problem z odnalezieniem takiego, który spełni wszystkie wymagania. Na co więc zwracać szczególną uwagę przy zakupie wózka? Jest kilka elementów, które mają kluczowe znaczenie, ponieważ przekładają się na funkcjonalność pojazdu oraz zadowolenie rodziców i radość maluszka.

Koła i amortyzacja

Szukając najlepszego wózka dla swojego dziecka należy wziąć pod uwagę powierzchnię, po której najczęściej będziecie jeździć. Jeśli mieszkasz poza miastem lub lubisz obcowanie z naturą, szczególną uwagę zwróć na rodzaj kół. Muszą być duże i posiadać dobry system amortyzacji. W przeciwnym razie spacery po nierównej powierzchni będą dla maleństwa nieustannym trzęsieniem, a Ty zmęczysz się próbując przejechać przez piasek czy śnieg. Rodzice mieszkający w miastach mają nieco łatwiej – ich wózki powinny przede wszystkim być zwrotne, co zapewniają przednie obrotowe kółka. Mimo gładkich nawierzchni w miastach, warto wybierać wózki, które wyposażone są w amortyzatory. Krawężniki, nierówne płytki chodnikowe, nieodśnieżone drogi czy przeszkody w parkach, to niestety codzienność spacerujących rodziców. Idealnie, jeśli pojazd posiada możliwość szybkiego blokowania obrotowych kółek, jak w przypadku wózka Chicco Urban. Kiedy planujesz wycieczkę do lasu – zablokuj je, a prowadzenie po korzeniach i szyszkach będzie o wiele łatwiejsze. Jeśli wybierasz się na zakupy do supermarketu, docenisz możliwości obrotowych kółek – między wąskimi alejkami sklepowymi, nawet prowadzenie jedną ręką nie będzie stanowić problemu. Wózek Chicco zapewnia także dobrą amortyzację, dzięki której nawet przy nierównej drodze, maluszek może spokojnie spać.

Stelaż

Stelaż wózka powinien być nie tylko trwały, ale również lekki – nawet jeśli w Twoim bloku jest winda lub wydaje Ci się, że właściwie nigdy nie będziesz go nosić. Większość rodziców przyznaje, że dopóki nie mieli dziecka, nie zauważali trudności w poruszaniu się wózkiem po swojej okolicy. Sklepy, urzędy, komunikacja miejska, przewożenie wózka autem – to potencjalne sytuacje, w których docenisz jego lekką wagę. Najlepiej wybrać wózek, którego stelaż składa się na płasko – wtedy zajmuje najmniej miejsca, np. w bagażniku auta. Wózek Chicco Urban poza powyższymi cechami, posiada dodatkową zaletę – uchwyt, który pozwala na wygodne trzymanie złożonej ramy. Doceni to każdy rodzic, który wie jak trudno jest przenieść złożony wózek i jednocześnie nie ubrudzić swoich jasnych spodni 😉 Jeśli jesteś osobą o niestandardowym wzroście, zwróć również uwagę na możliwość regulacji rączki. W wózku Chicco Urban można ustawić 4 poziomy wysokości, dzięki którym spacery będą przyjemne zarówno dla rodziców o wyższym, jak i niższym wzroście.

Budka

Zadowolony maluch, to udane spacery. Nawet najbardziej pogodnemu dziecku, może zepsuć humor słońce świecące w oczka. Dlatego zawsze sprawdzaj maksymalną długość budki wózka – im bardziej obszerna, tym lepiej. Dobrze jeśli ma dodatkowe przedłużenie daszka oraz siateczkową wstawkę do wentylacji. W upalne dni, zapewnimy maluszkowi odpowiednią cyrkulację powietrza otwierając okienko, bez konieczności składania budki, która chroni przed promieniami słonecznymi. Niektóre budki posiadają dodatkową ochronę przed słońcem, w postaci filtru UV, jak na przykład w wózku Chicco Urban (UV 50+).

Gondola / Siedzisko

Jeśli zdecydujesz się na zakup wózka wielofunkcyjnego musisz sprawdzić zarówno funkcjonalność gondoli, jak i spacerówki oraz sposób wymiany jednej opcji na drugą. Wybór gondoli, to prosta sprawa. Jeśli budka jest odpowiednia, pozostaje ocenienie okrycia na gondolę (czy jest łatwo odpinane) i wyściółki gondoli (czy łatwo zdjąć do prania, czy materiały będą przyjemne dla dziecka).

Kwestia siedziska w spacerówce jest bardziej skomplikowana. Dokładnie sprawdź jakie są poziomy regulowania oparcia, ponieważ na różnych etapach rozwoju zmieniają się preferencje dziecka. Maluszki, które nie potrafią siedzieć, powinny jeździć w pozycji półleżącej. Wózek spacerowy musi również rozkładać się do pozycji leżącej, gdy maluch zaśnie. Niektóre dzieci lubią siedzieć lekko oparte, inne zupełnie prosto. Wózek powinien zapewniać jak najwięcej opcji rozkładania, aby pasować do różnych upodobań dzieci. Regulowanie siedziska może odbywać się na przykład na zasadzie trójstopniowej regulacji (pozycja siedząca, półleżąca i leżąca) z możliwością dodatkowego dopasowania każdej z nich poprzez odpowiednie ułożenie materiału. Taki dwustopniowy system został wykorzystany w wózku Chicco Urban. Bardzo ważne jest, aby siedzisko spacerówki było odwracane, gdyż mniejsze dzieci wolą być zwrócone przodem do mamy. Czują się bezpiecznie, a jednocześnie mogą obserwować świat. Ciekawskie starszaki lubią patrzeć na wszystko, co je otacza – wtedy można obrócić siedzisko przodem do kierunku jazdy. Wózek Chicco Urban posiada także tę opcję.

W przypadku wózków wielofunkcyjnych koniecznie dowiedz się w jaki sposób przekształcić gondolę w spacerówkę. Zwykle należy zdemontować wózek głęboki i zamontować gondolę. Aby zaoszczędzić czas oraz miejsce (niepotrzebną już gondolę trzeba gdzieś przechowywać) warto zdecydować się na wózek głęboko-spacerowy, czyli łączący obie funkcję. Chicco Urban w zaledwie 3 prostych ruchach zmienia się gondoli w wózek spacerowy lub odwrotnie. Dno gondoli jest twarde, ale podzielone na 3 części – po spięciu dwóch klamr otrzymujemy wygodne siedzisko kubełkowe spacerówki. Czynność tą można wykonać nawet ze spokojnie leżącym maluchem w środku. Jeśli dziecko zaśnie, możemy również odpiąć klamry i zapewniamy mu sen w naturalnej pozycji, na płaskiej powierzchni.

Kosz

Kosz na zakupy to niezwykle ważne akcesorium każdego wózka. Dostęp do niego powinien być łatwy, a wielkość wystarczająca, by spakować zakupy lub najpotrzebniejsze rzeczy – kocyk, folię przeciwdeszczową, napój, przekąskę. A także inne niezmiernie ważne przedmioty, bez których spacer nie może się odbyć… maskotki, autka, lalki, klocki… Wyobraźnia maluchów nie ma granic!

Akcesoria

Zanim zdecydujesz się na wózek, sprawdź jakie akcesoria są oferowane w komplecie, a które należy dokupić osobno. Dopiero wtedy porównuj ceny poszczególnych modeli. Najbardziej przydatne dodatki do wózka, to: folia przeciwdeszczowa, okrycie na gondolę, okrycie na nóżki, cieplejsze okrycia zimowe, torba do wózka, adaptery – jeśli wybieramy opcję 3 w 1 (z fotelikiem samochodowym).

Kwestia akcesoriów została ciekawie rozwiązana w wózku Chicco Urban. Do każdego wózka dobiera się w cenie tzw. Color Pack, czyli zestaw kolorystyczny zawierający budkę, wkładkę do spacerówki, kolorowe osłonki na pasy, okrycie na gondolę i spacerówkę. Dzięki temu już na starcie można wybrać odpowiadający nam kolor zestawu lub wybrać jeszcze jeden, alternatywny. Zestawy kolorystyczne dla wózków Chicco są proponowane w wersji letniej i zimowej. Warto w cenie zakupu wybrać jeden z nich, a drugi dokupić osobno. Możemy wtedy cieszyć się oryginalnym wyglądem wózka i zmieniać kolory w zależności od nastroju czy… ubioru mamy! Color Packi to również idealne rozwiązanie dla rodziców dzieci o różnej płci.

Co daje podział na pory roku? Opcja zimowa zawiera materacyk, który z jednej strony wykonany jest z miękkiego, ciepłego futerka, a z drugiej ze standardowego materiału. W wersji zimowej Color Pack posiada także mufkę na ręce mamy lub dziecka – w zależności czy zamontujesz ja na pałąku malucha czy rączce wózka. Opcja letnia to delikatne kolory oraz bardzo praktyczne okrycie na gondolę i nóżki dziecka z siatkowymi wstawkami umożliwiającymi dobrą cyrkulację powietrza. Budka w wersji na lato również posiada odpinane okienko z siateczką.

 

* wpis powstał dzięki specjalistom od wózków Chicco 🙂

Wyprawka mojego przedszkolaka

Skupiłam się na wyprawce dla Młodszego, a tu całkiem niespodziewanie z dnia na dzień okazało się, że Mati od poniedziałku pójdzie do przedszkola. W ekspresowym tempie, bo zaledwie przez weekend musiałam skompletować wszystko, co będzie jutro potrzebne mojemu dziecku. Nie wszystko mamy, bo większość rzeczy zamawiałam przez internet, pocieszam się jednak, że w tygodniu adaptacyjnym nie wszystko jednak będzie potrzebne. Póki co, za radą Pani dyrektor pierwsze dni Mati będzie odbierany po 2-3h.

Szkoda, że nie miałam więcej czasu, by móc się przyłożyć lepiej do zadania skompletowania wyprawki dla Mateuszka. Choć nie ma tego wiele, chciałam aby wszystko, co będzie miał w przedszkolu miło kojarzyło mu się z domem, było praktyczne i wygodne.

Wyprawka dla Przedszkolaka w naszym przedszkolu to:
  • kapcie na podeszwie gumowej (najlepiej zapinane na rzepy)
  • szczoteczka do zębów, kubek, pasta, mały ręcznik
  • grzebień lub szczotka do włosów
  • ubranka na zmianę (2 komplety)
  • fartuszek do prac plastycznych
  • pościel
  • mokre i suche chusteczki

Rzeczy mają być czytelnie podpisane.

Pierwszą i najważniejszą rzeczą okazały się kapcie. W domu Mati śmiga na bosaka. Jedyne buty jakie z łatwością sam zakłada to crocsy. Te jednak niespecjalnie widzą mi się do przedszkola. Spytałam Was o radę na fb, otrzymałam mnóstwo opinii, za które gorąco dziękuję. Ostatecznie zdecydowałam się na butki z Decathlona. Są leciutkie, mają podgumowaną podeszwę, uniwersalny i niebrudzący kolor i są na rzep. Jak się okazało Mati wkłada je sam bez problemu. Cena bardzo fajna, bo niecałe 35zł.Tylko rozmiarówka bardzo dziwna, bo zamiast 24/25 musiałam brać 27! Na zapas wzięłam również rozmiar 28 😉

big_0a9269658a3f4d158bd2d5fba6a9c4adKolejne na liście, to artykuły higieniczne. Kubek, pasta, szczoteczka. Nic niezwykłego. Zdecydowałam jednak, że Mati do przedszkola weźmie zestaw Jack&Jill. Pastę mamy wypróbowaną. Mati zna jej smak. A kubeczek i szczoteczka na pewno będą mu się domowo kojarzyć. W pierwszym odruchu pomyślałam, że wezmę pierwszy lepszy (i sporo tańszy) zestaw z Rossmana np. Elmexa. Potem jednak pomyślałam, że pewnie 80% dzieci będzie mieć ten zestaw i mimo podpisania go, dzieciaki mogą się pogubić. Inna sprawa, że pasty z fluorem używamy jako dodatek, zawsze dbam, by ją wypluwał podczas mycia ząbków. W przedszkolu Panie mogą tego nie dopilnować. Dlatego pasta Jack&Jill. W 100% naturalna. Domówiłam jeszcze saszetkę, żeby wszystko miał pod ręką.

zestaw przedszkolaka jack&jillW weekend, kiedy miałam troszkę więcej wolnego siadłam i przeglądnęłam komodę z ciuchami Matiego. Rzeczy, które ledwo upychałam posegregowałam,obejrzałam, odrzuciłam letnie, te które przez ostatni czas uległy znacznemu poplamieniu, a także te, z których wyrósł i co się okazało? Że Mati ma zaledwie 2 pary dresiaków i dosłownie 3-4 koszulki z długim rękawem. Nie dobrze, zwłaszcza, że jesień tuż tuż. Sytuację uratowały poranne odwiedziny w galerii. Portfel także zbytnio nie ucierpiał, bo okazało się, że mamy weekend wyprzedaży szkolnych. Uff – 20% w kieszeni. Wpadłam do H&M, ale nic specjalnie mi się w oczy nie rzuciło. Trochę kupiłam w Zarze (naszukałam się, bo spodnie na których mi najbardziej zależało akurat zawsze mają szerokie w pasie) , ale najbardziej zadowolona wyszłam z Reserved. Fajna, jesienna kolekcja, neutralne barwy. Jestem na tak.

reserved Na fb i ig pokazywałam Wam też łowy skarpetkowe. Zdecydowanie polecam 3-paki w promocyjnej cenie 5zl w Carrefour. Osobiście ręczę za jakość. Kupowałam już wiosną i wytrzymały do tej pory. Dlatego jak zobaczyłam je w tej cenie (zamiast 16zł) wrzucałam do koszyka ile się dało (również na zapas).

skarpety

Fartuszek do prac plastycznych mnie przerósł. W domu Mati maluje farbkami i kredkami w tym, w czym akurat jest ubrany. Zaczęłam grzebać po sieci, w ulubionej hurtowni i tak trafiłam na kolorowego Elmera. Kto nie lubi Elmera? Jeśli chcecie taki fartuszek, jest już w Bambookowym sklepie 🙂

large_Petit-Jour-Paris-Fartuszek-Elmer-EL625ENa koniec zostaje podpisanie wszystkiego. Miałam w planie zrobienie nadruków na papierze transferowym, który miałam w domu. Ale… zawieruszył się gdzieś, w Empiku nie mogłam dostać nowego, a poza tym potrzebowałam też folii do ciemnych ubrań. Ostatecznie postawiłam na gotowce z Allegro. Zamówiłam naprasowanki w cenie 15,50zł i naklejki na niezbędne rzeczy 23zł.

naprasowanki

Na liście nie ma worka na kapcie. Jakim cudem, no pytam się? Przecież przedszkole nieodzownie kojarzy się z workiem. Chciałabym uszyć go sama, ale maszyna zakurzona w szafie, a materiału brak. Pomysł mam i go zrealizuję, a póki co sięgnęłam po gotowca, któremu dorobię tylko imię  😉 Worek kupiłam również na allegro 😉 Ten będzie na zapasowy komplet ubranek, a na kapcie przeznaczę jeden z worków, które otrzymałam kupując np ciuszki od No Sweet 😉

3fc21737548d58222264ea357370ce63Pozostaje jeszcze kwestia kocyka i podusi. Tu zdecyduje Mati. Niech sam wybierze sobie, co chciałby wziąć do przedszkola 🙂

Mam nadzieję, że wyprawka, robiona na szybkiego okaże się praktyczna. Jeśli macie jakieś rady w temacie,piszcie śmiało. Doświadczenie innych mile widziane 🙂

Ps.Nie kupowałam plecaka do przedszkola. Nie wiem czy takie małe dzieci chodzą z plecakami? Jakby coś, mamy jeden mały Little Life. Tylko się zastanawiam co taki maluch do przedszkola w tym plecaku nosi? 🙂

Trampolina dla dziecka. Jaką wybrać?

Ktoś dobrze wymyślił z trampoliną. Podpatrzył co lubią dzieci i stworzył rzecz genialną. Dzieci uwielbiają skakać. A przynajmniej wszystkie, które znam osobiście. Będąc dzieckiem sama zaliczałam wszystkie wersalki na sprężynach. Chyba taki etap.

Nasze łóżko w sypialni również przeszło bojowy chrzest. Dlatego bez większego zastanowienia przyklasnęłam pomysłowi kupna trampoliny. Wiedziałam, że to będzie strzał w dziesiątkę. Nie pomyliłam się oczywiście.

Problem jedynie pojawił się przy wyborze. W sieci można trafić na przeróżne rady jaką trampolinę dla dziecka wybrać. Mamy różne wielkości, różne materiały, z których zostały wykonane, różne marki. I oczywiście różne modele. Z siatką, bez siatki, z siatką montowaną wewnątrz i na zewnątrz.Kotwiczone do ziemi za pomocą linek, z pałąkami owijanymi gąbką, specjalnymi drabinkami. Różnią się też oczywiście ceną. Zgłupieć idzie dokonując wyboru. A przecież każdy z nas, inwestując w sumie nie małe pieniądze w podobny sprzęt chciałby mieć pewność, że nie wywalił pieniędzy w błoto.I że kwota, którą przeznaczymy na taki wydatek okaże się warta bezpieczeństwa dziecka.

Jak wybrać bezpiecznie? Nie wiem. Trochę się pogubiłam w radach i opiniach zaczerpniętych na internecie i wśród znajomych. Często jedni drugim przeczyli i po prostu nie szło wyciągnąć jednoznacznej opinii. Dlatego postawiłam kilka warunków jakie musi spełnić trampolina, bym wzięła pod uwagę kupno. Przede wszystkim zależało mi na siatce. Jako przewrażliwiona mamuśka, zależało mi by siatka była wewnątrz, tzn śruby naciągające samą trampolinę były na zewnątrz. Chciałabym by to co pokrywa śruby wyglądało estetycznie. I by była wielkości ok 250cm. Obejrzeliśmy mnóstwo modeli, które w większości spełniały te warunki. Poza jednym. Pokrycie śrub zawsze było wykonane z tzw. plandeki. I tylko to sprawiło, że w efekcie postawiliśmy na trampolinę z Decathlonu. Czy dokonaliśmy słusznego wyboru? Mam taką nadzieję, choć okaże się dopiero za jakiś czas.

Plusy zakupu są widoczne gołym okiem: radość dziecka, ruch na świeżym powietrzu. Bezcenne.

Wspomnę jeszcze tylko o kwestiach technicznych. Sporo czytałam o tym, że trampolinę ciężko złożyć. Gdzieniegdzie można trafić na oferty firm specjalizujących się w montażu tego ustrojstwa, często w cenie samej trampoliny. Coś trzeba gwintować, ustawiać, bo śrubki nie pasują. Nie wiadomo jak ugryźć. U nas ze złożeniem mąż poradził sobie w niecałą godzinkę. Praktycznie sam, choć akurat przejeżdżał kuzyn, który rozkładał wcześniej u swoich dzieciaków, to zatrzymał się i wsparł radą. Także pod względem rozkładania trampolinę Domyos mogę polecić z czystym sumieniem. Mam nadzieję, że pod innymi względami również i za kilka lat nie będę musiała robić edycji posta dodając minusy naszego nowego nabytku 😉

Ps. Zapomniałam wspomnieć, że oczywiście ogromnym pomocnikiem przy rozkładaniu okazał się sam zainteresowany 😉

Ps.2 Pomimo braku drabinki Mati szybko opanował wchodzenie i schodzenie z trampoliny. Zamek w siatce też nie jest żadną przeszkodą.

DSC_0213 DSC_0231 DSC_0267DSC_0286 DSC_0292 DSC_0310 DSC_0317 DSC_0323 DSC_0337 DSC_0340 DSC_0343collage1 collage2 DSC_0377 DSC_0387 collage3 DSC_0403 DSC_0426