Z biblioteczki Matiego: Na wsi 1001 drobiazgów

Chodziłam koło tej książki od ubiegłego roku. Doskonale jednak zdawałam sobie sprawę, że dziecko kilkumiesięczne raczej większego zainteresowania tematem nie wykaże.
Za każdym razem będąc w księgarni, sięgałam po tę pozycję, przeglądałam i odkładałam. Tym samym znałam ją już praktycznie na pamięć, zanim jeszcze dokonałam zakupu.
Gdy tylko zauważyłam, że Mateuszek wykazał duże zainteresowanie otaczającymi go zwierzętami, myśl o zakupie książki powróciła. Zwłaszcza, że przyjechaliśmy na wieś, gdzie każdego dnia spotyka krówki, kurki, pieski, kotki. A także wujka na traktorze, kombajn w polu. Widząc jego szczere zainteresowanie tematem, książkę zamówiłam. I to był traf w dziesiątkę.
O czym mowa?
Nie wiem jak wcześniej, czy przyjęłaby się z równie dużym zainteresowaniem, śmiało jednak mogę Wam potwierdzić, że mój 20-miesięczniak książkę polubił. Na pewno spora w tym zasługa otoczenia, w którym przebywamy. Aktualnie trwa „faza” na wszystko co związane z wsią, więc nie mogło być inaczej. Dziecko, które zna coś z życia codziennego cieszy się, gdy to samo potrafi odnaleźć w książeczce na obrazku. I tak na przykład nasz czarny kotek został z okrzykiem radości wskazany na dachu.
Moje domysły tym bardziej potwierdza fakt, że książką z serii „Na ulicy Czereśniowej” nie jest tak bardzo zainteresowany.

Dziecko w tym wieku bez problemu radzi sobie już z dużo ilością rysunków. Nie chodzi tu oczywiście o mnóstwo drobnych szczegółów, ale nie muszę już wybierać tylko książeczek, gdzie na stronę przypada obrazek jednego zwierzątka. W naszym przypadku taką granicą wiekową było 18 miesięcy. To właśnie mniej więcej wtedy Mateuszek zaczął skupiać wzrok na obrazkach na dłużej, a kartki nie były już przewracane z prędkością światła. Książki zaczął sam trzymać w rękach i co najważniejsze nie lądowały na ziemi po 2 sekundach. Paluszkiem zaczął pokazywać to, co go wyraźnie zainteresowało oraz to, o co go zapytaliśmy. Podobnie zresztą jak na plakacie z wydrukami instagramowych fotek – bezbłędnie za każdym razem wskazuje mamę i tatę. Zabawa ta pochłania go na długi czas.
Wróćmy jednak do książki, bo o niej miała być mowa. Choć z pewnością dobrze znana nie jednej mamie, pozwolę sobie ukazać ją z bliska tym, którzy być może nie mieli przyjemności poznać tego tytułu.
Książka jest cała kartonowa. Dla malucha w wieku Matiego w sam raz, bo nie zniszczy od razu. A nie ma co oczekiwać, że z książką będzie obchodził się z należytym szacunkiem co dorośli (nie mniej jednak osobiście nie pozwalam synkowi niszczyć książeczek).
Na czternastu stronach wewnątrz znajdziemy wyjątkowe ilustracje obrazujące życie na wsi. Pełno w niej zwierząt, codziennej ludzkiej pracy, a także wszelkiego rodzaju maszyny rolnicze, które szczególnie cieszą Mateuszka. Traktory i kombajny rządzą.
To ten typ ilustracji, który ja szczególnie lubię. Przede wszystkim za to, że nie są infantylne, oddają natomiast rzeczywistość. W dodatku wciągają, nawet i dużego. Sama siadam z książką i potrafię ją przeglądać bez końca, przypominając sobie różne chwile z mojego dzieciństwa spędzone tu na wsi.
Oprócz typowo wiejskiego życia, na kartach książki znajdziemy obrazy przedstawiające pracę w tartaku czy też przy budowie drogi. Ilustracje są tak umieszczone, że za każdym razem można opowiadać niekończące się historie. Nawet osoby bez większej wyobraźni poradzą sobie z takim zadaniem.
Na pierwszej i ostatniej stronie możemy podpatrzeć życie mieszkańców wioski i wytłumaczyć dziecku co robi się podczas letnich żniw, a jakie prace czekają na ludzi zimą.
W tej serii znajdują się jeszcze książki przedstawiające życie W mieście, Nad wodą i Piraci. Na pewno po nie sięgniemy w niedalekiej przyszłości.
Mam nadzieję, że ten wpis rozpocznie cykl innych, ukazujących książeczki, które szczególnie przypadły do gustu Mateuszkowi i mi. Bo wiedzieć musicie, że książki w naszym domu zajmują miejsce szczególne i miłość do nich chciałabym zaszczepić w synku od małego. Zwłaszcza teraz, kiedy wykazał nimi odrobinę większe zainteresowanie niż dotychczas.
Ps. Książkę kupiłam w okazyjnej cenie na stronie księgarni Aros. Polecam też Bonito. Większość książek (nie tylko dla dzieci) tańszych średnio o kilka do kilkunastu złotych niż w pozostałych księgarniach.

Zobacz także

takatycia

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "Z biblioteczki Matiego: Na wsi 1001 drobiazgów"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Franulowo F
Gość

Świetna! Lubimy takie książki gdzie jest wiele do pokazywania i opowiadania:)

DoskonaleNiedoskonała
Gość

Super ta książeczka Mój synem jest w wieku Twojego i też potrafi dłużej skupić wzrok na obrazku oraz odnaleźć wśród dużej ilości zwierząt to jedno które go najbardziej interesuje ( zazwyczaj jest to piesek 😛 ) Czaję się na taka książkę już od dawna . 🙂

lucy es
Gość

dzięki! właśnie kompletuje zamówienie i już mi inwencji brakowało. 🙂

Anonymous
Gość

Znam ksIążki z tej serii, mój synek rownież je uwielbia. Mati ślicznie opalony.

Pikantnie Słodka
Gość

Ehh zaluje ze mojego za nic nie interesuja ksiazki. Pokazywac nie chce. Ksiazkami rzuca… szkoda moze kiedyś

Hubisiowa mama
Gość

Bardzo mi się podoba ta książeczka :-)! Dzięki Żanetko!

Anonymous
Gość

U nas również książeczki ukazujące wiejskie uroki cieszą się dużym powodzeniem. Chociaż córka wyraźną sympatią obdarzyła konie 🙂