Atopowe zapalenie skóry u dziecka czy skaza białkowa

Wiedziałam, że istnieje. Wiecie, na zasadzie „dzwoni, ale nie wiadomo, w którym kościele”. Z Matim niemowlakiem życie pod tym względem było proste. Zero problemów skórnych, wzdętych brzuszków, kolek, nieprzespanych nocy. Trzymałam się diety matki karmiącej (nie będąc do końca przekonaną o micie tego zjawiska), dzięki czemu pierwsze miesiące upłynęły w błogim spokoju.

Z Antosiem sprawa się posypała. Od początku był wrażliwszy. Pewnie dlatego, że i ja od początku pozwalałam sobie na wszystko. Jadłam nabiał, cytrusy, czekoladę. Już dwa dni po wyjściu ze szpitala wysypało go na buzi i szyjce. Lekarka zdiagnozowała trądzik niemowlęcy. Intuicja podpowiadała mi, że winowajcą jest cytryna w herbacie. Nie pomyliłam się. Jak tylko odstawiłam wszystko zeszło i nie wróciło więcej.

Generalnie Antek od początku miał tzw sapkę niemowlęcą. Mi to brzmiało jak zatkany nosek. Ulewał do tego często. Dostał syropek na refluks i jakoś daliśmy radę przetrwać. A potem trafiłam na usg bioderek i lekarza, który przy okazji badania rzucił pytaniem czy karmiąc jem nabiał. Bo dziecko ma suchą skórę. I brzuszek zagazowany. Wiecie co ja wtedy pomyślałam? Co tam się FACET może znać na karmieniu piersią. Lekarz od usg.

Żyliśmy dalej. Jakoś na początku roku Mati przyniósł z przedszkola zapalenie krtani. Chwilę potem zaczął pokasływać Antoś. Nie minęło kilka dni jak trafiliśmy do szpitala. Lekarze nie do końca byli w stanie postawić diagnozę. Był katar, spory kaszel. Rtg nic nie wykazało. CRP bliskie zeru. Mimo to podano antybiotyk. Z jednej strony pluję sobie teraz w brodę, że go podano, z drugiej po 2 dniach dziecko zaczęło w końcu normalnie oddychać.

Dwa tygodnie po wyjściu ze szpitala zaczął kasłać ponownie. Co kilka dni jak pielgrzymi zmierzaliśmy do placówki medycznej na osłuchanie. Poznaliśmy wszystkich pediatrów Lux Med w Krakowie. Kaszel trwał z przerwami ponad 2 miesiące. Oprócz niego na zgięciach łokci pojawiły się suche, czerwone placki. Klasyczne AZS. Klasyczne AZS pojawiające się w okolicy 4-5 miesiąca życia dziecka.

Milion razy zadawałam sobie pytanie „SKĄD?”

Któregoś wieczoru Mati zażyczył sobie na kolację kakao. Patrząc jak pije pociekła mi ślinka. Wypiłam cały kubek. To była ciężka noc. Nieprzespana. Rano Antoś kilka razy chlusnął mlekiem. Byłam pewna, że przyplątała się jakaś jelitówka. W pieluszce znalazłam malutkie pasemko krwi, które lekarz skwitował jako efekt pękniętego naczynka podczas wysiłku przy wypróżnianiu. Suche placki zaczęły się powiększać. A ja zaczęłam się co raz bardziej upewniać w przekonaniu, że COŚ jest na rzeczy z nabiałem. Przypomniałam sobie rozmowę z lekarzem od usg. Rozmowę, którą sama zamiotłam w daleki kąt pytając jeszcze innych pediatrów czy kaszel może mieć związek z tym co sama jem.

Na bilans półroczniaka zaczęłam drążyć temat. Bo akurat trafiłam na dość wygadaną lekarkę (to niestety rzadkość). Obejrzała rączki, stwierdziła, że winne jest kakao. Że gdyby nabiał to dziecko miałoby krew w kale. Żarówka w głowie oświetliłaby całą ziemię. BINGO! I wtedy przypomniało mi się jeszcze jak zaraz po porodzie zjadłam drożdżówkę z serem. I płacz Antosia w nocy. I malutkie pasemko krwi w pieluszce rano, o które oskarżyłam witaminę K podaną mu wieczorem.

Rozmowa z lekarzem była długa. Początkowo diagnozowane AZS okazało się klasyczną skazą białkową. Całkowicie odstawiłam mleko krowie i jego pochodne. Całkowicie odstawiłam czekoladę. Przerzuciłam się na mleka roślinne. Kozie sery. Antoś kaszlał co raz mniej. Suche, czerwone placki zaczęły blednąć, aż zniknęły całkowicie po około 2-3 tygodniach. Skóra na rączkach i boczkach zrobiła się gładka i mięciutka. Kaszel ustał.

U tak małego dziecka poza dietą eliminacyjną matki (prowadzoną pod okiem lekarza – pamiętajcie!) warto również zrobić ogólne badanie kału. Zwłaszcza gdy zawartość pieluszki ma często charakter śluzowy. Wyniki pokażą czy obecne są ciała redukujące świadczące o nietolerancji laktozy. Ich brak jednak wcale nie oznacza, że skaza nie występuje. Mylnie określa się skazę jako białkową, może mieć ona jednak podłoże w innym rodzaju produktów. Np w kakao, orzechach, cytrusach itp.

W tym czasie przerobiłam sporo kosmetyków do pielęgnacji skóry maluszka. Choć moim faworytem pozostaje balsam z LRP, który pokochałam już przy Matim, to miałam okazję również przetestować kosmetyki marki DEMSA.

IMG_4020

 

Kosmetyki otrzymaliśmy do testów dużo wcześniej, więc mogliśmy wypróbować całą rodziną. Akurat trwała zima. Suche powietrze, mróz. Mąż ma w tym czasie spore problemy z przesuszoną skórą twarzy. Używał w tym czasie kremu, który ma lekką i dobrze wchłaniającą się konsystencję. Zapach ma neutralny, bardzo apteczny. Zima się skończyła, a wraz z nią opakowanie kremu.

Moją bolączką zimą są natomiast suche, swędzące dłonie. Istny koszmar. Choć staram się nie zapominać o rękawiczkach to dłonie i tak obrywają najbardziej. Ratowałam się w tym czasie balsamem na suchą i swędzącą skórę. Muszę przyznać, że działał rewelacyjnie. Dobrze nawilżał, co sprawiło, że skóra nie łuszczyła się i nie była czerwona. Zużyłam całe opakowanie i z czystym sumieniem mogę Wam ten balsam polecić.

Gdy zaczęły się problemy Antosia miał niewiele ponad 4 miesiące. Kosmetyki DEMSA mimo, że nie zawierają sterydów i parabenów, przeznaczone są dla dzieci od 6 miesiąca życia. Balsamu do pielęgnacji wypróbowaliśmy gdy Antoś miał już dość poważnie zaostrzone objawy- w okolicy 7 miesiąca. W tym czasie też wprowadziłam Antosiowi pierwszy warzywny posiłek. I niestety Antoś dostał wysypki po kilku dniach. Najpewniej miało to związek z nowym posiłkiem, problemami związanymi z nabiałem, jednak nie odważyłam się posmarować balsamem kolejny raz. Balsamem smaruje się Mati 🙂

DSC_0109

Wypróbowaliśmy natomiast płyn do mycia i kąpieli. Zarówno przy Antosiu jak i Matim. Płyn pieni się bardzo delikatnie, co jest bardzo dużym plusem przy niemowlaku. Bardzo dobrze nawilża, skóra jest miękka i gładka. Przy czym ma równie delikatny zapach. W tym przypadku u Antosia nie wystąpiła żadna reakcja alergiczna 🙂

DSC_0102

DSC_0117DSC_0144

Na koniec mam dla Was małą NIESPODZIANKĘ.

Do rozdania mam aż 3 zestawy emolientów DEMSA. Napiszcie w komentarzu dlaczego akurat do Was mają one trafić. W związku z tym, że producent chce aby kosmetyki wypróbowało jako najwięcej osób, prosimy aby osoby które wygrały zestaw na innym blogu dały szansę innym 🙂 Udział w konkursie oznacza akceptację regulaminu.

Na Wasze przekonujące komentarze czekam przez najbliższy tydzień, tj. do końca dnia 12 czerwca. Trzynasty przyniesie szczęście trzem osobom 🙂

DEMSA_grafika_blog_znaczkijakrobaczki

 

Jeśli nie wierzycie w swoje szczęście lub chcielibyście wypróbować kosmetyki już teraz, możecie je zakupić w nowo- otwartym sklepie DEMSA.

Demsa sklep 01WYNIKI KONKURSU:

Po nagrody zapraszamy Kamilę, Justynę Pindral oraz Magdalena Świtała 🙂

Podajcie namiary gdzie mamy wysłać zestawy kosmetyków (mail w zakładce kontakt).

 

Zobacz także

takatycia

  • Środa. Zauważam u syna malutką, czerwoną pokrzywkę za uszami i na karku. „Od słońca” – myślę.
    Czwartek. Na moim telefonie wyświetla się informacja, że dzwoni żłobek. Podcięło mi nogi. „Złamał rękę, Boże jedyny!” – myślę i sięgam za telefon drżącymi rękami. Panie proszą, żeby odebrać syna, bo zabawie w ogrodzie całą szyję i kark ma w pokrzywce, i ciągle się drapie; widać, że go to męczy. Odbiera go tata i biegiem pędzą do przychodni. Pediatra diagnozuje alergiczną pokrzywkę. Przed wyjściem na słońce każe smarować skórę kremem z filtrem 50, a w domu emolientami – nazwy z oczywistych względów nie wymienię. Przepisuje syrop przeciwhistaminowy.
    Piątek. Telefon ze żłobka dzwoni ponownie. Syn wygląda coraz gorzej, pokrzywka wstąpiła na twarz. „Jeżeli nie ustąpi do jutra, jedziemy do szpitala”.
    Sobota. Po południu lądujemy na SOR. Syna podpinają pod kroplówkę z hydrokortyzonem. Zaczyna działać, zmiany bledną, niektóre ustępują całkowicie. Cudem wypuszczają nas do domu. Zmieniają leki i mówią, że jeśli nic się nie zmieni mimo powiększonej dawki, mamy wrócić do szpitala, będziemy diagnozować.
    Dzisiaj. Jest odrobinę lepiej, choć syn przez całą noc drapał się po szyi, twarzy i rękach. Jego pokrzywka jest nieprzyjemnie szorstka, a krem, który mamy, zdaje się nie spełniać swojej roli. Uzbrajam się w cierpliwość. Wiem, że trochę to potrwa, ale w końcu minie. Bo powinno, prawda? A jeśli nie, to może właśnie Demsa będzie tym, co mu pomoże?

    • Żaneta Kruk

      Ale się porobiło. Mam nadzieję, że Matiemu szybciutko przejdzie, a Wy znajdziecie winowajcę alergii..

  • Ewa Kowalczyk

    Nietolerancja laktozy nie ma nic wspólnego ze skazą. Laktoza to cukier. A białka uczulające w mleku krowim to laktoalbuminy, kazeina. .. Polecam sprawdzić poziom igg, ige i iga u synka. Na początek drogi z azs.

    • Żaneta Kruk

      Masz zupełną rację, źle się wyraziłam. Powiedz mi czy każde objawy skazy to już AZS? Bo lekarka nie umiała mi tego wyjaśnić.Stwierdziła tylko, że powinno minąć w okolicy 1 roku. I że potem będziemy wprowadzać nabiał do diety. I że testy przy takich maluchach są mało miarodajne. Już sama nie wiem co myśleć.

      • Ola D.

        Skaza białkowa to tylko potoczna nazwa skórnej reakcji alergicznej na białko mleka krowiego.

      • Ewa Kowalczyk

        My trafilismy na świetną alergolog, która nas dobrze prowadzi. Te testy oczywiście mogą nie wyjść, ale jeśli coś wyjdzie to już wiesz na czym stoisz. My zaczęliśmy od właśnie oznaczenia igg, iga, ige (wyszło przy tym że mały ma bardzo niską odporność i alergolog nie wyraziła póki co zgody na żłobek dla małego, przynajmniej do roczku – wtedy powtórzymy badania ) , oznaczylismy poziom żelaza (bo niedobór może dawać podobne objawy skórne jak azs) , przy okazji właśnie wyszła duża niedokrwistość, na którą się leczymy i tsh – również może dawać objawy skórne.
        Za pierwszym razem, u innego alergologa robiliśmy panel pokarmowy -testy z krwi i nic nie wyszło. Za drugim razem już u „naszej” alergolog robiliśmy testy na.pojedyncze alergeny i wtedy już wyszło białko i żółtko kurze, surowy ziemniak, laktoalbumimy. Mały miał wtedy 6 miesięcy.
        To niezwykle ważne trafić do dobrego lekarza, takiego ktoremu zaufasz.

  • Ola D.

    Czyli Antoś prawdopodobnie ma AZS i zaostrzeniami reaguje na bmk – tak jak obaj moi chłopcy. Jestem ciekawa, jak u Was ta demsa się sprawdzi. U nas było świetnie, dopóki chłopcy byli w remisji, na zaostrzenie u nas nie wystarczyły. Pozdrawiam:)

    • Żaneta Kruk

      Olu nie używam przy Antosiu Demsy na co dzień. Mieliśmy do kąpieli i jak się skończyła to wróciłam do La Roche. A czego używacie przy zaostrzeniach?

      • Ola D.

        My w zaostrzeniach lecimy na kleiku lnianym do kąpieli+olej kokosowy lub linoderm do smarowania. Plus u Jula niestety maść sterydowa na miejsca zmienione – o tyle dobrze, że wystarcza smarowanie sterydem przez 2-3 dni i następuje duża poprawa. No i Zyrtec w kroplach już cały czas, bo inaczej Jul momentalnie łapie katar sienny, albo jakieś pokrzywki.

  • Mariola Dunat

    Jak dobrze ze wrocilas do pisania. 🙂 jesteś ostoją blogowego świata. Jak zniknelas to słowo daję świat stanął na głowie.. pozdrawiam Was gorąco 🙂 i na każdy post czekam z prawdziwą niecierpliwością.

    • Żaneta Kruk

      Bardzo dziękuję za miłe słowo :* Od razu człowiekowi ochota na pisanie przychodzi 🙂

  • Joanna Słaby

    Witam serdecznie mój synek od 3-tygodnie życia ma problemy skórne i przerobilismy już nie jeden krem czy maść. Bardzo chętnie byśmy spróbowali tych kosmetyków może w końcu trafimy na kosmetyki które będą odpowiednie dla jego delikatnej suchej i wrażliwej skóry.
    Pozdrawiam J.Słaby

  • Ania

    Moj synek na szczescie nie ma problemow ze skora, niestety ja to ju inna sprawa… kazdej jesieni i zimy z niecierpliwoscia czekam na upragnione lato… czas chlodow to okres kiedy moje dlonie sa niesamowicie suche i szorstkie a wynikiem tego sa ranki na dloniach, ktore strasznie pieką.. podobno delikatna skora dloni i powinnam pamietac o stalym kremowaniu i noszeniu rekawiczek.. ale kazda z nas wie, jak to jest przy dziecku… dla niego wszystko, a Mama ostatnia w kolejności… moze produkty Demsy przynioslyby mi ulge 🙂

  • Anna Kozłowska

    Jestem farmaceutką borykającą się z problemem całorocznej suchości skóry rąk, która zimą ma tendencje do pękania. Szukam produktów, które by ulżyły mi i pacjentom przychodzącym z podobnymi dolegliwościami.

  • Monika Bittner

    Jestem mamą dwuipoletniego Kubusia . Oboje mamy straszne problemy skórne z dolną częścią ciała tj. Nóg . U mnie objawia się to swedzeniem tak strasznym ze czasami wariuje i mam ochotę zadrapac się na śmierć . Wypróbowałam już wiele emolientow które niestety nie przynoszą żadnych rezultatów a nogi nadal swedza 🙁 Kubuś na szczęście radzi sobie lepiej nie drapie się ani nie ma żaudnych ran natomiast ma tak szorstka skórę na nóżkach ze na sam widok mnie to przeraża . Myślę że jak przetestujemy kosmetyki DEMSA nasze problemy skórne sie skończą i będziemy mogli się nim dzielić z całą rodzinką 😉

  • Marta

    Mój mąż jest ratownikiem medycznym ze skórą atopową. Dolegliwości na dłoniach wzmagają się podczas kontaktu z detergentami i chemią. W pracy używa rękawiczek, ale one nie zawsze wystarczą. Dlatego w domu stroni od wszelkich płynów, a co za tym idzie sprzątanie jest na mojej głowie. Podobnie kąpiel córeczki. Może gdyby miał zestaw pomocnych kosmetyków, odciążyłby mnie trochę w domowych obowiązkach?:) Byłby to prezent dla całej naszej rodziny!

  • Magdalena Świtała

    Pamiętam, jaki koszmar przechodziłam trzy lata temu niedługo
    po narodzinach synka. Jego skóra reagowała suchością, świądem i zaczerwienieniem
    na większość kosmetyków. Ile myśmy się natestowali emolientów i różnych innych
    cudów! W końcu udało się zmniejszyć objawy na tyle, że można normalnie funkcjonować.
    Ale ten potwór lubi wracać. Zwłaszcza zimą i altem, te dwie pory roku sobie
    upodobał szczególnie. I szczególnie lubi buzię, skórę na ramionach i kolanach. O
    ile w tym przypadku największym problemem jest łuszczenie się skóry, o tyle w
    tym drugim jest nieco gorzej. Bo dwa tygodnie temu doszło swędzenie głowy,
    które wydaje się być odporne na dosłownie na wszystko. Najgorzej jest w nocy,
    swędząca skóra nie daje spać a ciągłe drapanie tylko pogarsza jej stan. Za trzy
    miesiące w naszej rodzinie pojawi się drugie dziecko a ja zaczynam się stresować
    na samą myśl o tym, że historia lubi się powtarzać i pewnie się powtórzy…

  • Monika Kujawski

    Witam. Dla nas z kolei lato to katorga. U syna lat 4 zaostrza się wtedy AZS. Najgorsze są noce, kiedy każde jego drapanie nas budzi, a rano zauważamy nowe ranki.. Potrzebujemy czegoś dobrego do nawilazania,aby objawy się zmniejszyły. Kiedy jest naprawdę źle używamy maść neuroderm , ale wolałabym używać czegoś bez sterydów.

  • JUSTYNA PINDRAL

    Mam trzy argumenty za tym, żeby moje zgłoszenie było wśród wygranych: 1) sześciolatek z AZS, 2) sześciomiesięczne niemowlę z AZS, 3) matka (wiek do wiadomości „redakcji”😉) z innym rodzajem atopii – egzemą. Rodzinka alergików poleca się uwadze jurorów ☺

  • Kamila

    Natan – moj dwolatek alergik.Problemy skorne zaczely sie jak skonczyl 3 mce zycia a na jego twarzy pojawily sie ogromne czerwone popekane plamy.Bylo to dokladnie tydzien przed jego chrzcinami.Przerazona wygladem malego poszlam z nim do pediatry gdzie uslyszamam ze to moze byc reakcja na Wszystko co go otacza! Zalecenia- nawilzac.No wiec nawilzalam a plamy po niektorych emolientach bledly ale caly czas wystepowaly.Policzki Natana wygladaly jak popekane czerwone liszaje no wiec ciagle nawilzalam.Do tego doszedl refluks.Maly ulewal a raczej wymiotowal calymi fontannami.Refluks trwal do 11 miesiaca zycia. Z jego menu wyrzucilam pietruszke seler i kakao.Niby bylo lepiej.W kupîe wystepowal sluz. Skora na calym ciele zrobila sie szorstka. Nawilzalam.Skonczyl rok wiec po troszke zaczelam wprowadzac krowie mleko i niby nic sie nie dziala az pewnego dnia zrobilam mu koktajl z mleka i truskawek.Bardzo smakowal, wypil cala szklanke, nastepnego dnia znow.Po deoch dniach wygladal strasznie bo wysypalo mu cala buzie.Sasiedzi pytali sie mnie co sie stalo ze Natan tak wyglada a ja zganialam to na truskawki.Mleko krowie dalej pojawialo sie w jego jadlospisie w kaszkach ale jak skonczyl 14 mcy odrzucil praktycznie caly nabial za wyjatkiem jogurtow.Przerazona tym faktem dalej chcialam mu przemycac mleko bo przeciez dziecko musi pic mleko.Tak wtedy myslalam.Lekarze nie reagowali.Poszedl do zlobka i strasznie chorowal.Infekcha za infekcja.Gdy maly mial 20 mcy zachorowal na zapalenie krtani i nie jadl kilka dni.Po tych dniach glodowki poszlam z nim do sklepu a on na widok jogurtow malo z wozka mi nie wyskoczyl.Pomyslalam ze apetyt wraca i kupilam malemu Danio do picia przez slomke.To byl wielki blad bo choc Natankowi bardzo smakowalo to znow strasznie go wysypalo.Nastepnego dnia pojechalismy do lekarki leczacej homeopatycznie a ta jak tylko go zobaczyla stwierdzila ze to skaza bialkowa i mam mu odstawic cale mleko krowie.No wiec odstawilam i zamienilam krowie na sojowe.Pil je 3 mce ale z jego policzka nie zchodzil czerwony maly liszaj.Zamienilam sojowe na ryzowe.To byl strzal w 10tke.Plamy zeszly a buzia wracala do normalnosci.Mleko ryzowe tak smakuje malemu ze pije je z kubeczka mowiac ze to jest jego kawa.Obecnie Natan ma ponad 2 lata,jest strasznym niejadkiem a do tego na kazdym kroku musze uwazac co i jak je. Unikamy gotowych dac i jedzenia poza domem. Niby jest lepiej ale skaza daje nam mocno popalic i niestety nie wiem kiedy minie.

  • JUSTYNA PINDRAL

    DZIĘKUJĘ!!! Kosmetyki się u nas nie zmarnują, a i poradnik chętnie przeczytam 🙂

  • Magdalena Świtała

    Dziękuję!!! 🙂