Mleczna droga

Cztery lata. Blisko 1500 dni. Tysiące godzin, miliony sekund. Tyle trwa moja mleczna droga. Droga, którą gdybym chciała narysować przypominałaby drzewo. Z lekko skręconym pniem, który symbolizowałby jej początek. Drzewo, z dwoma grubymi konarami. Jeden z nich, ten większy to starszy syn- Mateusz. Drugi to Antoś. Drobne gałązki byłyby wspomnieniem naszych historii. Naszej mlecznej przygody. Drogi. Czasem krętej, doprowadzającej nas na rozstaje, drogi która w końcu kiedyś będzie mieć swój kres. Do jednego końca już dotarliśmy.

Początkowo zakładałam. Rok, półtora. Dwa.Może trochę więcej. Granica przesuwała się wraz z wiekiem Mateuszka. Myśl o odstawieniu pojawiała się równie często jak myśl o tym, że nie jest jeszcze gotowy. Nie martwiłam się, że to nigdy nie nastąpi. Wiedziałam, że przyjdzie taki dzień. I przyszedł oczywiście, a ja nawet nie wiem kiedy to dokładnie się stało. Dojrzał do tej decyzji. Nie musiałam uciekać się do żadnych sposobów. Tłumaczyć, wyjeżdżać, smarować piersi specyfikami. Po prostu, któregoś dnia nie poprosił o pierś. Nie zrobił tego kolejnego dnia, i następnego. Przez tydzień, dwa, miesiąc. Ja skupiona na Antosiu nawet nie wiem kiedy dokładnie był ten ostatni dzień. Wiem, że był czerwiec i mieszkaliśmy jeszcze w Krakowie. Choć zdecydowanie bliżej lipca.

Wtedy też napisała do mnie Sofi. To chyba było takie trochę przeznaczenie. Ukartowane przez los. Jestem ogromnie sentymentalną osobą, a Sofi sprawia, że cudowne wspomnienia nabierają kształtu. Sprawia, że możemy je przywołać w każdej chwili. Możemy dotknąć, poczuć. I choć na co dzień nie noszę biżuterii, wręcz jej nie lubię, poprosiłam ją o wykonanie dla nas pamiątki. W pierwszej kolejności pomyślałam o obrączce, żeby mieć ją zawsze przy sobie. Otrzymaliśmy jednak dwie kule. W obu znajduje się moje mleko. Jeszcze z czasów, kiedy karmiłam obu synów, więc mają dla mnie również symboliczną wartość.  Kule zawierają też ich włoski oraz pierwsze litery ich imion. Któregoś dnia je dostaną. Może będą dla nich wyjątkową pamiątką. A może i czymś więcej, o ile odziedziczą sentymentalny charakter po mamie 🙂

Milky way. Tak nazywa się firma Sofe, która zajmuje się tworzeniem biżuterii z mleka kobiecego. Choć oczywiście biżuterię można sobie zamówić z dodatkiem włosków, pępowiny, tkanin czy płatków kwiatów. Do wyboru są zawieszki, przepiękne obrączki, bransoletki, kolczyki. Sofi znajdziecie TU. Nie powiem Wam w jaki sposób przygotowywana jest biżuteria, bo jest to patent firmy opracowany przez grono chemików. Dzięki niemu istnieje możliwość zabezpieczenia mleka, które nie zmienia koloru po jakimś czasie, ale także i kształtu. Pamiątka będzie cieszyć przez długie lata. Milky way jest też pierwszym polskim producentem tego typu pamiątek.

Cały proces zamówienia biżuterii nie jest wcale taki skomplikowany na jaki wygląda (mnie na początku wydawał się nie do ogranięcia 😉 ). Wystarczy tylko zastosować się do instrukcji przesłanych przez Sofi, by jakiś czas później cieszyć się już swoją pamiątką. Serdecznie polecam wszystkim sentymentalnym mamom. Zajrzyjcie koniecznie do galerii prac, na pewno każdy znajdzie coś dla siebie : GALERIA

Ode mnie też kilka zdjęć. Niestety nie oddają piękna kul, ale chciałam Wam je pokazać już teraz, bo przed nami dobry czas na sprawienie sobie podobnej pamiątki 🙂

dsc_0145dsc_0174 dsc_0150dsc_0153dsc_0194dsc_0166

Zobacz także

takatycia

  • Ewa

    Piękny wpis. I totalne zaskoczenie bo nigdy wcześniej nie słyszałam o czymś podobnym.

  • Ilusia

    Rany jest cudowna <3

  • Nina Kowalska

    Urzekł mnie ten pomysł niesamowicie! Sama jestem mamą po dwóch długich okresach karmienia i jak tylko usłyszałam o możliwości zamknięcia tych chwil w biżuterii jak najszybciej wykorzystałam moment, żeby tylko pokarm mi się nie skończył. Ja mam piękną bransoletkę od 4 Seasons Jewerly, chodzę w niej codziennie i cieszę się, że mogłam sprezentować sobie takie cudo.