Mother Power, czyli w Matkach moc!

Ale ten czas ucieka! Już tydzień ponad odkąd rozjechałyśmy się, każda w swoją stronę po niedzielnym spotkaniu Mother Power. A dopiero co pisałyśmy jedna do drugiej i planowałyśmy wszystko krok po kroku.
Co tam pewne niedociągnięcia- nadrobimy następnym razem. A tak poza tym to było cudnie. Cudnie i już.
Mogliście już u uczestniczek spotkania przeczytać ich relacje.
Najwyższa pora, abym i ja podzieliła się z Wami moimi wspomnieniami i podziękowała tym, którym moje podziękowania się należą.
Wydawało mi się, że bardzo na luzie podeszłam do organizacji tego eventu, jednak dopiero teraz widzę, że jakiś stres ze mnie zszedł. Los nam w większości sprzyjał. Bez problemu znalazłyśmy miejsce, w którym zamarzyło nam się zorganizować warsztaty. Potem dogadałyśmy wszystkie szczegóły z Karmczą Rohatyna, której właściciel dał nam wolną rękę na wszystko co tylko chciałyśmy. (swoją drogą polecam zarówno Karczmę, jak i Chatę Kryspinów jeśli kiedykolwiek będziecie szukać w okolicach Krakowa miejscówki na jakąś imprezę).

Troszkę trwało zanim udało nam się zebrać komplet mam, tłumaczyłyśmy sobie jednak ten fakt tym, że nasza inicjatywa jako nowa jest mało znana wśród mam, a sam facebook nie ułatwiał nam zadania ograniczając zasięg. Tym samym nie dotarłyśmy pewnie do wszystkich zainteresowanych. Z każdym dniem jednak chętnych mam (i nie tylko) na udział w warsztatch przybywało i w ten oto sposób całą ekipą spotkałyśmy się w podkrakowskim Kryspinowie.
Nawet pogoda, która dość kapryśny tydzień nam zafundowała, na sam koniec postanowiła się poprawić. Do tego stopnia, że słonko opuściło nas dopiero, gdy same już po warsztatach wsiadałyśmy do samochodów i żegnałyśmy się z Chatą Kryspinów.
Przed oczami natomiast mam Kasię, wchodzącą do Chaty z wiklinowym koszem pełnym paków kaliny obsypanych białym kwieciem oraz pieknymi irysami wśród długich, zielonych liści. Mother Power pachniało też konwaliami, które zastąpiły nam bez. Kto pamięta mój pierwszy wpis o warsztatach ten wie, że chciałyśmy aby to bez właśnie stroił stoły podczas spotkania. Niestety- zbyt szybko przekwitł.
Lekkość i delikatność bzu natomiast oddały pompony od Pomponove oraz od Emilki z E for Event. Ileż miałyśmy radości z dekoracji sali tak pięknymi rzeczami. Doceniły to dzieciaki, które nisko zwisające pompony zachęcały do zabaw. Podskokom i radościom nie było końca, co możecie zobaczyć na filmiku, specjalnie dla Was przygotowanym przez Dominika.
Było z nami także Karo Deco, dzięki któremu papierowe rurki dodawały spotkaniu wyjątkowego charakteru.
Klimat całego spotkania tworzyłyście Wy nasze kochane uczestniczki, ze swoimi rodzinami, za co jeszcze raz gorąco pragnę Wam podziękować. Bardzo się cieszę, że humory Wam dopisywały, kiełbaski smakowały i miło spędziłyście czas.

Szczególne podziękowania należą się także wszystkim Firmom, które wsparły nas w naszych działach. Pozwólcie, więc że przedstawię Wam tych, dzięki którym nie tylko torby pełne były cudownych podarunków, ale którzy mocno trzymali za nas kciuki i kibicowali, by wszystko dobrze wypadło.

Zacznę może od Firm, które odwiedziły nas osobiście. Artyzan wraz z Kreatywnymi Maluchami przygotował dla dzieciaków nie tylko warsztaty, dzięki którym mogły zapoznać się z Play Mais, ruchomym piaskiem i masami plastycznymi jakie są w ofercie Firmy, ale także podarowała małym uczestnikom torby z upominkami.

Na spotkaniu obecna była także przedstawicielka Firmy Palmer’s, która opowiedziała troszkę dziewczynom o kosmetykach.

Miałyśmy możliwość zapoznania się z produktami, powąchania ich i wypróbowania. Każda z dziewczyn otrzymała od Firmy podarunek – kosmetyk wcześniej przez siebie wybrany. Mam nadzieję, że mamusie są zadowolone, bo mi mój balsam Q10 bardzo przypadł do gustu 🙂

Była też z nami właścicielka Hug & Play. Koszulki edukacyjne z aplikacjami wzbudziły spore zainteresowanie, a trzy mamy obecne na spotkaniu, oczekujące dziecka zostały obdarowane upominkami od Firmy.

O wyjątkowe upominki dla naszych uczestniczek i ich maluchów zadbały:

Attipas, z których bucików będą się cieszyć Maja i Wojtuś.

Cottonovelove – Agnieszka specjalnie na spotkanie podarowała zestaw bajecznych Cotton Ball Lights. Kule rozwieszone w Chacie mogła podziwiać każda z mam. Ciekawa jestem ile z nich skusi się na zakup 🙂

Szczęśliwą mamą, której udało zgarnąć się kule okazała się Marta (kule otrzymała jednak dopiero jak nacieszyły oczy wszystkich mam- czyli na zakończenie spotkania)

Wielką radość na buzi Ani wywołał prezent od Firmy Mit-Fin  mającej w swojej ofercie produkty muurla MOOMIN.

Ania na naszym fanpage Mother Power zdradziła, że jej ulubioną bajką z dzieciństwa były Muminki, a bohaterką- nikt inny jak Panna Mi. Nie miałyśmy wątpliwości do kogo powinien trafić kubeczek 🙂

Zobaczcie jaką radość sprawił prezent- dla takich momentów warto było się postarać o wyjątkowe wsparcie 🙂

Wszystkie mamy tęsknie spoglądające na kubeczek z Panną Mi z pewnością rozchmurzyły się nieco znajdując w swoich torbach upominek od Salvequick.

Wśród plasterków opatrunkowych dla maluchów (było też coś dla dorosłych) z motywem SpongeBoba, Hello Kitty znalazły się też i te z Muminkami. Ja się ogromnie ucieszyłam z takiego prezentu 🙂

Wydawnictwo Otwarte wsparło nasze uczestniczki wyjątkowymi książkami. Wśród upominków nie zabrakło dobrze znanej większości mam książki J. Kalyta „Położna” oraz Droga do Różan, Jackie czy Marilyn, Dotyk Motyla i Pewnego Dnia.
Vicks zadbał o noski naszych dzieciaczków ofiarując każdej mamie zestaw składający się z wody morskiej oraz cukierków.

Noski będą czyste także dzięki marce BabyCap, która poza sprayem dołączyła miły upominek w postaci kredek 🙂

Masę radości sprawiła także firma Soraya. Każda z uczestniczek wyszła z elegancką torebką pełną produktów dla całej rodziny 🙂

Sklep Pink or Blue podarował kilka uroczych zabawek do piasku, a każda z uczestniczek w swoich torbach znalazła kupony rabatowe.

Firma Batiste produkująca suche szampony do włosów dobrze wie, że mamy to dość zabiegany gatunek. Dlatego specjalnie na nasze spotkanie podarowała dla każdej z dziewczyn zestaw szamponów. Teraz już żadna sytuacja nas nie zaskoczy, prawda dziewczyny? 🙂

Dziewczyny otrzymały też spersonalizowany upominek od Hipp (mój znikł bardzo szybko w brzuchu Matiego- głodomorka) oraz w sam raz na nadchodzące lato – bidony z rurką od Akuku.

Oillan podarował wyjątkowe zestawy dla naszych dzieci ♥♥♥

Mamy karmiące oraz część dziewczyn otrzymało witaminy dla swoich maluchów od InFavit. Jestem szczególnie zadowolona bo jako mama karmiąca znalazłam produkt dla siebie – kapsułki Novovit duo. Nie zabrakło też miłych upominków w postaci kolorowanek, lizaków i naklejek 🙂

Dzień osłodziło nam CIUCIU – fabryka artystycznych cukierków. Kolorowe cuda na patyku otrzymał każdy maluch 🙂

 

O to, żeby naszym mamom w buziach nie zaschło od ploteczek zadbała Słoneczna Tłocznia. Gorąco polecam te soki – bez dodatku cukru, tłoczony, zachowujący świeżość do 14 dni dzięki pakowaniu w worek Bag-in-box.

Hocki-klocki dorzuciły do toreb korony dla każdego malucha, a Zakamarki nam podarowały torby, w które mogłyśmy zmieścić część prezentów 🙂 Także te podarowane przez Floractin i Dobrą Mamę.

O dodatkowe kosmetyczne rozpieszczenie naszych dziewczyn zadbał Elancyl oraz Bingo Spa. Mam nadzieje, że dziewczyny, które otrzymały kosmetyki są w pełni zadowolone i będą mogły powiedzieć Wam coś więcej.

Miałyśmy też dla maluszków troszkę ciuszków 😀

Osobiście miałam przyjemność poznać marki, których wcześniej nie znałam – Dejna, Pinokio, Escarabajo oraz Kominowo To i Owo. Mati stał się szczęśliwym posiadaczem czapki, a także koszulki od Escarabajo właśnie. Swoje ręcznie robione produkty dorzuciła również Eko kropka.

 

 

Czy kogoś na spotkaniu zabrakło? Powiecie pewnie- Mateuszka! A skądże, był! Tylko tak dobrze bawił się z dziadkami na placu zabaw, że na zdjęciach się nie załapał 😉

Dziękuję dziewczyny! Do zobaczenia, następnym razem! 😀

 

 

Wieści z frontu, czyli warszawskie spotkanie Klubu Mam Ekspertek

Jak ten czas leci! Dopiero co stresowałam się na myśl o wyjeździe do Warszawy, a już jest kilka dni po i spotkanie powoli robi się odległym wspomnieniem.
Dziś zbieram myśli i ubieram je w słowa, by powiedzieć jak było. Bo było fantastycznie, jak zawsze zresztą gdy mam możliwość spotkać osoby, z którymi łączy mnie pasja, wspólne zainteresowania.
Na początku był stres, który mieszał się wraz z ciekawością w miarę zbliżania się do stolicy. Warszawa powitała mnie piękną słoneczną pogodą i jeszcze piękniejszymi uśmiechami, czekających na mnie na peronie dziewczyn- Ali i Ani, które zgarnęły mnie do kawiarni Kolonia Ochota na czwarte już (a moje drugie) spotkanie Klubu Mam Ekspertek.
Na miejscu, poza zgromadzonymi już w otoczeniu ogromnej ilości zabawek mamami, czekało na nas coś słodkiego. Szybciutkie przywitania, poczęstunek, kilka chwil na ploteczki i zaczynamy.

Ze stołów znikają słodkości, a wjeżdżają… czasopisma wnętrzarskie, próbki tapet i dywanów, farb Flugger. Robi się jasne dlaczego miałyśmy koniecznie mieć przy sobie nożyczki. Pod okiem Pani architekt- Agnieszki pracujemy, każda z osobna, choć oczywiście w nastrojach wzajemnej współpracy nad stworzeniem mood board i sample board. Masę frajdy miałam przy tym, bo uwielbiam zmieniać swoje wnętrza, a przy tego typu zabawach można poćwiczyć swoją wyobraźnię i stworzyć coś co naszą wizję urealni troszeczkę. Na koniec, jedna z prac została nagrodzona obrazkiem Bamboletto (pisałam o ich wspaniałych pracach jak bardzo mnie zauroczyły już dawno temu). Tym bardziej żal, że się nie udało, choć nagroda trafiła zasłużenie do autorki najlepszej pracy- Marty.
Potem był czas na rozmowy z Pawłem Zawitkowskim, który dokładnie wytłumaczył nam na co zwracać uwagę podczas wybierania butów dla naszych maluchów. Już dziś przyznam Wam się, że to właśnie pod okiem Pawła, Mateusz będzie testował swoje pierwsze obuwie stawiając pierwsze kroki. Więcej szczegółów zdradzę innym razem, obiecuję jednak, że będzie to spory zastrzyk wiedzy dla każdej z Was.
Po rozmowach z Pawłem, gdzie każda z nas mogła spytać o nurtujące ją kwestie, przyszedł czas na Magdę, która opowiedziała o produktach Mudpuppy. Już wcześniej natrafiłam w jednym ze sklepów magnesy tej firmy. W sobotę dodatkowo mogłam obejrzeć puzzle z ich oferty oraz rewelacyjne układanki magnetyczne. Co tu dużo mówić, jestem zauroczona do tego stopnia, że czekam, aż Mati podrośnie. Zamówię z pewnością!

Wśród nowości rynkowych, które skradły moje serducho znalazł się też piórnik w formie suwaka. Wersja świąteczna. Same zobaczcie. Czyż nie ma tego czegoś w sobie?

A także cudowne gałeczki do mebli oraz wieszaczek z wiewiórką firmy Sass&Belle, którym z wrażenia zapomniałam zrobić zdjęcie, więc posiłkuję się tymi znalezionym w internecie.

Sobotnie spotkanie to także warsztaty fotograficzne prowadzone przez Grzegorza, który podzielił się z nami wiedzą jak zatrzymać w kadrze emocje, a także w jaki sposób zrobić dobre zdjęcie w mało sprzyjających warunkach.

Po prezentacji coś na co czekają wszystkie mamy. Prezenty! 🙂 I tym razem dziewczyny zadbały, byśmy nie wyszły z pustymi rękoma.

Już wkrótce możecie spodziewać się naszej opinii nt. kosmetyków dla maluszków Pat&Rub,ogromnej kolorowanki podłogowej oraz recenzji pudełka ShinyBox.

A także wspomnę słów kilka o robiących ostatnio wśród dzieci furorę golaskach Sonny Angel.

Na koniec spotkania głos zabrały dwie mamy- Halinka i Kasia, które zaprezentowały produkty własnoręcznie wykonane. Co po chwilę słychać było ogromne WOW, gdy naszym oczom ukazywały się cuda, które wyszły spod ich rąk. Największą furorę chyba zrobił domek Kasi.

Gdybym miała córeczkę na pewno zamówiłabym dla niej taki domek, a tak to może w przyszłości pomyślimy nad wersją dla chłopca? Np. nad garażem, który pomieści autka z kolekcji Mateuszka?
I tak jesteśmy szczęśliwcami, bo dostał nam się od Kasi wieszaczek.. ale o nim innym razem 🙂
A po spotkaniu jeszcze jedna miła niespodzianka. Spotkanie z Monią, która wsiadła w auto i przyjechała do Warszawy, abyśmy mogły wspólnie napić się kawy. Dwie godzinki, a zleciały w oka mgnieniu.
No, a potem był bieg wokół dworca, bo 10 min przed odjazdem pociągu okazało się, że ruchome schody prowadzące na peron w remoncie. Ale przyspieszenie miałyśmy niezłe 🙂

Na zdjęciu z Martusią od Maurycego 🙂

Dziewczyny raz jeszcze dziękuję za wspólne spotkanie! Mam nadzieję, że do rychłego zobaczenia!

Ps. Udało mi się zobaczyć mikro kawalątek Warszawy. Rzuciłam okiem na Pałac Kultury, jechałam dwoma tramwajami i byłam w Złotych Tarasach 😛 Któregoś dnia na pewno zobaczę Łazienki, Pola Mokotowskie, Ogród Saski czy inne szmery bajery 🙂

Spotkanie Mam w kadrze

Uwierzyć ciężko, że już blisko 2 tygodnie mija od naszego Spotkania Mam Blogerek. Wciąż żyję wspomnieniami, a na tapecie już za tydzień kolejne! I znów spotkam moje blogowe koleżanki, znów będą plotki, będzie czas, żeby dowiedzieć się czegoś nowego.
Dziś jednak przychodzę do Was ze zdjęciami. Powoli pojawiają się i na innych blogach. Nie chcę być gorsza i także podzielę się z Wami wspomnieniami ze spotkania widzianymi oczami Łukasza Walasa i Agnieszki Bojdy.

Zapraszam do obejrzenia, tylko ostrzegam jest ich naprawdę sporo.

Cała impreza jak większość z Was doskonale wie odbyła się w Czułym Barbarzyńcy u stóp Wawelu. Z perspektywy czasu patrząc, myślę, że to był bardzo dobry wybór!

W otoczeniu książek, wyjątkowych zdjęć spotkały się 34 mamy, by porozmawiać (między innymi) o wspólnej pasji jaką jest blogowanie.

Przygotowania moi drodzy upłynęły nam…błyskawicznie! Stawiłam się na miejscu o 9:30 gotowa do pracy. A tam pudła, pudła, pudła. Pełne prezentów dla mam. Trzeba było to wszystko ogarnąć, podzielić, zapakować w torby prezentowe, ułożyć tak, by mamy były zadowolone.

Jakim cudem uwinęłyśmy się w 1,5 h nie mam pojęcia.
Wiem jednak, że Paulina, Kamila, Ola i ja stanęłyśmy na rzęsach, żeby się udało. Los nam musiał sprzyjać, bez dwóch zdań!

Upominki gotowe, czas na dekorację stołów.
Zadbałyśmy w końcu o każdy szczegół spotkania. Szczegół… w kolorze mięty!

W przygotowaniach dzielnie wspierali nas nasi sponsorzy. Między innymi sympatyczna Pani Kasia z CzuCzu, która przybyła z ogromną ilością czasoumilaczy dla najmłodszych.

Była też przyszła mama Pani Magda- przedstawicielka Zdrowych Ząbków, która opowiedziała mamom blogerkom o tym w jaki sposób dbać o pierwsze ząbki swoich maluszków.

Przyszedł TEN moment i w Czułym zaczęły pojawiać się pierwsze mamy. Powitania, uśmiechy, uściski.
Mamy komplet? No to zaczynamy!

Poza mamami, które czytam, uwielbiam, były też dzieciaczki. Dobrze mi znane z wirtualnego świata, choć w rzeczywistości uroku i słodyczy posiadające o niebo więcej!

Zosia, o oczkach ogromnych!

Szymek, kumpel Matiego!

Mister Leon-sjo! Siema młody! 🙂

I Brunio, na którego obecność, tak samo jak jego mamy przyznaję czekałam z utęsknieniem!

Był też Gabryś, nasz krakowski kolega, z którym już za chwil kilka ponownie się spotkamy 🙂

Fabiś.

Z mamą i ciociami, m.in. od Frania słodziaka 🙂

I młodsze słodziaki. Karolinka. Tak, tak. Ta kruszynka, którą oglądałam na zdjęciach, a w rzeczywistości to już całkiem spora pannica! I jak uśmiechy rozdaje!

Najmłodszy uczestnik- Wojtuś.

Tego przystojniaka nie poznałam na żywo, choć w wirtualnym świecie znam przecież doskonale!

Tak samo jak Natalki!

Mały Rycerz, z którym „pompowałam” balony! Buziaczki! 😀

I Olo 🙂

Dwie małe modelki urocze, czyli córeczki organizatorek :))

I innych dzieciaczków całe mnóstwo, którym zabawę zapewniał sympatyczny animator!

Tylko mojego Mateuszka nie było, bo spędzał czas w innej części Krakowa z tatą, czego teraz żałuję, bo nie miał zbyt wiele czasu na zapoznanie się z blogowymi przyjaciółmi.

Ale, żeby mi smutno nie było Majusia w miły sposób zajęła ręce cioci 🙂

Po części oficjalnej, znaczy się po przedstawieniu się każdej z mam z osobna..

Czołem Ania, mina the best! 😀

Dzień dobry, jestem Panienka Mi! 😀 (btw cały czas pewna byłam, że Panna Mi to od muminkowej Migotki!)

A tu ja, Znaczki jak Robaczki. Tere Fere Kuku. I dla niektórych takatycia.
Na pewno plotłam coś trzy po trzy, bo stresik był oj był, mimo,że wydawało mi się, iż nie ma.. 😀

Potem jeszcze tylko prezentacja Czuczu.

Paulina Guzik opowiedziała nam o życiu w mieście z maluchami.

Wysłuchałyśmy lekcji jak dbać o ząbki.

I mogłyśmy przystąpić do rozdania upominków i losowania wyjątkowych nagród.

A po prezentach grupowe foto! ( co krzyczą mamy do zdjęcia? :D)

…i najprzyjemniejsze ze spotkania…

czas na ciacho i ploteczki!

Drogie mamy! Dziękuję Wam za obecność i za nadanie naszemu spotkaniu tak wyjątkowego charakteru. W uszach wciąż rozbrzmiewają mi Wasze głosy, śmiech. Wciąż widzę radość na Waszych buziach. I ciepło mi się robi na samo wspomnienie!
Kochane współorganizatorki! Gdyby nie Wy to… a zresztą, Wy dobrze wiecie! Ściskam! I mam nadzieję, że do następnego! (tak, tak już knujemy jakby Wam tu życie umilić :D).
Dziękuję również naszym sponsorom i patronom. Te uśmiechy są również Waszą zasługą 🙂

 Bartek, Gellwe, Baby’s Secret, Dzidzia Shop, Chicco, Color Stories, Mrugała, Oleofarm, Akademia Umysłu, Tołpa, Fitella, Hean, May Lily, Skarby Syberii, Czu Czu, Mamine, Flos-Lek, Mała Mama, Kura D, Kubazu, Nuk, StylePit, Wydawnictwo MIND, STEAMASTER, Mamatu, Dolly, Nuda, Tuban.

Ps. Paulinko mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko (dziubnęłam Ci loga :P)

Wszystkich zapraszam na Mamy Blogerki, gdzie za czas jakiś być może pojawią się informacje na temat kolejnego spotkania 🙂 

 

Po spotkaniu mam Blogerek pod Wawelem

Cóż mogę napisać?
Że było wspaniale, że poznałam cudowne mamy- kobiety. Że czuję niedosyt, bo czas zbyt szybko upłynął. Że mąż stanął na wysokości zadania opiekując się Matim i tym samym umożliwił mi nacieszenie się chwilą.
Że z nadmiaru emocji słowa więzgną w gardle, a myśli ciężko przelać na papier. Przespać się z tym muszę, ochłonąć. Będzie relacja, jak myśli zebrane w całość dadzą się jakoś uformować.
Dziś padłam od wrażeń i ze zmęczenia. Przykładam głowę do poduszki i smutno mi trochę, że już po. Tęsknota już cichutko puka.
Ale i wdzięczność, bo Monię i Brunia udało mi się wyściskać, Mamę Leonka ucałować, z Anuszką nić porozumienia odnaleźć w ciągu sekundy, dzięki czemu mogłybyśmy rozmawiać bez końca. Tęsknie już za Wami dziewczyny!
I Kasię co ma Zosię, z oczętami takimi, że hej poznać, i Mamankę moją serdeczną ponownie zobaczyć. I ze Sroczką moją tym razem choć przez chwilę porozmawiać. A i z Olą w końcu się spotkać, mimo, że na codzień tak blisko mamy do siebie, a jakoś stale nie po drodze. Podobnie jak i mamę małej Zosi.
Tego czasu tak mało, a przecież więcej chciałoby się porozmawiać. Bo i Mama Bumma była. I Ola. I Kinga. Tyle dziewczyn znanych mi doskonale z tego naszego światka blogowego.
I optymistyczna mama, która naprawdę jest mega optymistyczna! 🙂 Równie mocno co Happy Power Mama! I mała mama, która naprawdę jest mała i z uśmiechem na buzi! Robalove, odmieniona i ononaono ze swoimi skarbami, które nie wiem kiedy tak urosły, bo przecież jeszcze wczoraj w brzuszkach siedziały! I Pop Mum, którą będąc w ciąży zaczytywałam gdy jeszcze w chmurach z brzuchem bujała 🙂
A także Benkowo, która mimo niemiłej przygody z wózkiem jakiś czas wcześniej dotarła do nas. I mamę, co ma głowę kolorową na całego, a już na pewno pełną szalonych pomysłów, by aż znad morza do nas przyjechać!
I jeszcze inne mamy, których tyle było, a czasu stanowczo zbyt mało, by z każdą przysiąść i choć słowo zamienić, a których tu nie wymieniłam.

A wszystko to, dziękim trzem, fantastycznym!

Energicznej Panience Mi, Kochanej Potworze i Oli.
Dziękuję, bez Was spotkanie pozostałoby tylko w sferze marzeń!

Do następnego! Chyba nie macie wątpliwości? :)))

Zabawy z roczniakiem- wpis gościnny

 Wciąż wakacjujemy, niestety z ograniczonym dostępem do internetu. Przenieśliśmy się w okolice Boulogne sur Mer, czyli jakieś 400km bliżej Polski. Niestety pada i padać ma do poniedziałku. Nie bardzo wiemy co z tym fantem zrobić.

My się tu będziemy zastanawiać, a Was zapraszam na wpis gościnny, który w ramach Kreatywnych Wakacji przygotowała Ania- Mamanka. Mój świeżo upieczony roczniak najbardziej interesuje się ostatnio zwierzakami. Uwielbia oglądać książeczki, w których ich pełno i wciąż domaga się, aby mówić Mu, co to jest. Dlatego też wykorzystujemy zwierzaki, kiedy tylko się da. Oto, jak bawiliśmy się ostatnio!

Potrzebowaliśmy:
  • 1 kartonik, w którym wycinamy taki otwór, aby Dziecko przełożyło przez niego rękę
  • kilka zwierzaków – mogą być pluszaki, plastikowe figurki lub obrazki wycięte np. z gazety i naklejone na karton lub brystol, aby były sztywniejsze
  • obrazki przedstawiające te same zwierzaki – np. z gazety
  • farbka plakatowa + pędzelek
  • zarys jednego ze zwierzaków na dużej kartce
 
Na początku pokazałam zwierzaki Synkowi, włożyłam je wszystkie do kartonika. Następnie wysypałam je i pozwoliłam, aby to Szymek powrzucał je do środka.
 
Później porozkładałam dookoła kartoniki z obrazkami zwierzaków znajdujących się w pudle. Kiedy Szymek wyciągał jakieś, kilka razy powtarzałam głośno jego nazwę i mówiłam „O! Zobacz! Tu też jest… PIESEK! Piesek robi hau-hau” i kładłam zabawkę obok obrazka przedstawiającego tego samego zwierzaka.

 

 



Kiedy Szymek wkładał jakieś zwierzątko z powrotem do pudła mówiłam „Nie ma” i rozkładałam ręce. Synek łatwo podchwycił ten gest i również rozkładał ręce, mówiąc „ma…”.
Oczywiście Szymek jest jeszcze za mały, aby wymawiać nazwy zwierzaków oraz ich odgłosy, ale chodzi o to, aby się z nimi oswajał i umiał je rozpoznawać. W takiej zabawie (na tym etapie rozwojowym) najistotniejsze jest rozumienie mowy. Powiem szczerze, że kilka razy Szymek trafnie wskazał zwierzę, o które prosiłam (głównie kotka i pieska, co jest zrozumiałe, bo w książkach, które Mu czytamy, jest ich najwięcej). 
 
Kiedy Synkowi znudziło się już wkładanie i wyjmowanie zwierzaków z kartonika, przystąpiliśmy do zabawy plastycznej – oczywiście również „zwierzakowej”. 
 
Przygotowany wcześniej obrazek z zarysem pieska przykleiłam do belki od huśtawki (musi być na wysokości rąk i wzroku maluszka). 
 
Najpierw kilka razy powtórzyłam „Zobacz, Szymku, to piesek. Piesek robi hau-hau”, a następnie wręczyłam Mu pędzelek umoczony w farbie i wyjaśniłam, że teraz pomalujemy pieska. Najpierw sama pokazałam Synkowi, że maźnięcie pędzlem zostawia na piesku kolor, a później pozwoliłam robić to Jemu. Nie spodziewałam się, że w ogóle trafi w obrazek, ale wyszło całkiem nieźle. Trochę się umorusał (pamiętajcie o odpowiednim – gorszym – stroju!), ale w ogóle mi to nie przeszkadzało (a tym bardziej Jemu). Czego nie upaćkał pędzlem, to rozmazał ręką 🙂 Miał przy tym nieziemską frajdę 🙂     

 

Taka zabawa uczy małego człowieczka wielu rzeczy:
  • rozumienia i rozpoznawania nazw zwierząt i odgłosów, jakie wydają
  • wkładania i wyjmowania pojedynczych przedmiotów (koordynacja oko-ręka)
  • zależności przyczynowo-skutkowych (jest – nie ma)
  • szukania podobieństw
  • wykonywania poleceń…
A i pamiątka piękna na całe życie pozostaje – pierwsze arcydzieło naszego dziecka, które możemy podpisać datą, zawiesić w ramce i chwalić się rodzinie 🙂
Pozdrawiam,
MamAnka 🙂