Karmienie piersią w ciąży

Wiele osób uważa, że karmienie piersią podczas ciąży nie powinno mieć miejsca. Że zagraża nienarodzonemu dziecku. Że pobudzanie brodawek wzmaga czynność skurczową macicy i może prowadzić do poronienia. Że starsze dziecko wraz z mlekiem wysysa wszystko co najcenniejsze dla płodu.

Jestem obecnie w 8 miesiącu ciąży. Od samego początku karmię Mateusza, który ma obecnie 2 lata i 9 miesięcy. Nie przyznaję się do tego głośno, bo rady które zwykle po takim wyznaniu słyszę, mogłabym spisywać w „dzienniczku mądrości życiowych przekazywanych przez ludzi reprezentujących postawę – nie znam się, ale się wypowiem-„. Nie chcę podnosić ciśnienia sobie i innym, więc zwykle temat przemilczam.

W tej kwestii słucham głosu swojego rozsądku oraz opinii lekarki prowadzącej moją ciążę. A nawet dwóch lekarek, bo tak się składa, że dwóch specjalistów czuwa nad przebiegiem ciąży. Obie jednogłośnie stwierdziły, żeby karmić, bo nie ma kompletnie żadnych przeciwwskazań medycznych (plamienia, ciąża zagrożona, odklejające się łożysko itp).

Zanim przejdę do konkretów małe wyjaśnienie dla tych, którym zdążył się już otworzyć nóż w kieszeni na hasło „karmienie starszaka”. Idę o zakład, że osoby te nie mają zielonego pojęcia jak wygląda karmienie piersią w tym przypadku. Karmienie dziecka, które ma 2-3 lata wygląda zupełnie inaczej niż karmienie noworodka czy niemowlaka. Mati dostaje obecnie pierś 2 razy. Przed zaśnięciem i rano po przebudzeniu. Każde karmienie, a właściwie przytulenie trwa nie więcej niż 3 minuty. Często wystarczy, że po prostu pocałuje pierś. W naszym przypadku karmienie piersią tak naprawdę oznacza już zaspokojenie potrzeby bliskości, a nie żywieniowej. Trzyletnie dziecko to wciąż dziecko, które w jakiś sposób musi odreagować to co się dzieje w ciągu dnia. Musi też zaspokoić chęć przytulenia się skoro większość czasu spędza na zabawach i harcach. Są dzieci, które w tym wieku w dalszym ciągu będą potrzebowały mleka mamy jako jednego z posiłków i też nic w tym dziwnego.

Skoro mamy to już wyjaśnione, przejdźmy do konkretów i zacznijmy od samego początku. Czyli od zajścia w ciążę. Często czytam, że wysoka prolaktyna, która utrzymuje się w czasie karmienia piersią wpływa na niemożność zajścia w ciążę. Z drugiej strony wielu specjalistów podkreśla, że karmienie piersią nie zabezpiecza przed zajściem w ciążę. W obu teoriach jest sporo racji, ale i też nieprawdy. Opowiem Wam o tym następnym razem. Dziś skupię się na błędnym przekonaniu o tym, że chcąc zajść w ciążę trzeba odstawić karmienie piersią.

Czy planując ciążę trzeba odstawić karmienie piersią?

Przede wszystkim nic nie trzeba. Karmimy jak dotychczas i przestajemy się zabezpieczać jeśli do tej pory to robiliśmy. Wiele osób podaje tu argument, że kobiecy organizm musi się zregenerować po karmieniu. Nie musi. Ważne, żeby pamiętać o zbilansowanej diecie i zdrowym stylu życia podczas karmienia. Ruch, wypoczynek, zdrowa żywność. Suplementy nie są potrzebne. Prawidłowo funkcjonujący organizm, nawet pomimo różnych wahań  hormonalnych mających miejsce podczas karmienia będzie w stanie dopuścić do zapłodnienia i utrzymania ciąży. Cykle miesiączkowe (o ile miesiączka powróciła) mogą być rozregulowane, więc warto się obserwować, by móc określić kiedy występuje owulacja. Ja obserwowałam swój organizm stosując techniki NPR (pisałam o tym już wcześniej, stosowałam jeszcze zanim zaszłam w ciążę z Matim), a wspomagałam się testami owulacyjnymi. Tym samym w obecną ciążę zaszłam w drugim cyklu starań. Jeśli obserwujecie cykle, owulacja występuje (zakładamy wstępnie, że ma to miejsce używając np testów), a do poczęcia nie dochodzi przez dłuższy czas, wtedy warto wybrać się do lekarza i wykonać badania, w tym również to oznaczające poziom prolaktyny.

Objawy towarzyszące ciąży podczas karmienia piersią.

Starając się o drugie dziecko zastanawiałam się jakie objawy będą towarzyszyć pojawieniu się dwóch kresek. W głównej mierze zastanawiało mnie czy piersi będą tym wyznacznikiem zanim jeszcze przyjdzie dzień testowania. W pierwszej ciąży zrobiły się większe i bolesne tuż po owulacji. Sutki były wrażliwe na dotyk, a chwilę później pojawiły się widoczne żyłki na dekolcie. Zastanawiałam się czy karmiąc Matiego będę czuła w piersiach jakąś zmianę. Czy zaczną specyficznie boleć podczas próby przystawiania czy będą napęczniałe jak podczas nawału. Nic z tego. Aż do samego testu i nawet przez kilka dni potem piersi nie zdradziły się nawet przez chwilę, że pod sercem powstało nowe życie. Ból pojawił się dopiero koło 6 tygodnia, kiedy widziałam już serduszko pulsujące na ekranie monitora od usg. Dodam też, że ból ten był nieco innego charakteru niż ten w pierwszej ciąży, bo przypominał raczej ten z pierwszego okresu karmienia po porodzie. Piersi przy dotyku nie bolały, zaczynały natomiast boleć przez pierwsze sekundy ssania. Trwało to chwilę, przez dosłownie kilka sekund i mijało. Głównie przy wieczornym karmieniu (wtedy jeszcze podawałam pierś przed drzemką w ciągu dnia). Ból ten przeszedł w okolicy 9 tygodnia na jakiś czas, powrócił koło 12 tc i trwa z mniejszym lub większym natężeniem (w sensie raz jest, a raz go nie ma) do tej pory.

Pozostałe objawy towarzyszące ciąży były dokładnie takie same jak w przypadku ciąży z Matim.

Czy karmiąc starszaka wystarczy niezbędnych składników dla płodu?

Tak, tak, po stokroć tak. Organizm kobiety jest tak skonstruowany, by w pierwszej kolejności zaspokoić potrzeby dziecka znajdującego się w macicy. Jeżeli kobieta karmi starsze dziecko (starsze wcale nie oznacza dwu latka, chodzi o sam fakt karmienia dziecka już narodzonego- równie dobrze może to być 3-4 miesięczne niemowlę, które mleka matki potrzebuje w dużych ilościach i dla którego jest one wyłącznym pożywieniem przy założeniu, że matka nie dokarmia mieszanką i nie rozszerza diety)to w drugiej kolejności organizm zaspokaja potrzeby dziecka żywionego piersią. Na samym końcu zaspokaja potrzeby organizmu kobiety. Dlatego tak ważna jest dobrze zbilansowana dieta i prawidłowy styl życia.

Czy starsze dziecko nie zrobi krzywdy temu w brzuchu gdy uderzy mnie podczas karmienia?

Nigdy nie przytrafiła mi się taka sytuacja podczas karmienia, natomiast podczas różnych zabaw i wygłupów w ciągu dnia owszem. Czasem przez nieuwagę podczas harców zarobię kuksańca w brzuch. W czasie karmienia natomiast Mati zawsze jest spokojny i wie, że nie wolno po mamie skakać. Od początku zwracałam uwagę by był ostrożny, tłumaczyłam że w brzuszku zamieszkał dzidziuś.

Czy karmienie piersią nie powoduje skurczy macicy zagrażających poronieniem?

W moim przypadku nie powodowało. Karmiąc nigdy nie odczuwałam skurczy przypominających te miesiączkowe. W początkowych tygodniach ciąży bóle te występowały, ale nie były one związane z karmieniem, a z rozrastaniem się macicy. Nie szły w parze z karmieniem. Skurcze macicy podczas karmienia są mniej intensywne niż podczas orgazmu. Jeśli, więc lekarz nie zabronił Wam współżycia, karmienia również nie powinien.

Jeśli mocne skurcze występują podczas karmienia, dochodzi do plamień należy niezwłocznie skontaktować się z lekarze. To on po badaniu zdecyduje co dalej.

Kiedy skończyć karmić piersią? Czy należy to zrobić przed porodem?

Wszystko pozostaje decyzją kobiety. I dziecka rzecz jasna. Nigdy nie przypuszczałam, że będę karmić tak długo. Nie zakładałam nawet, że karmiąc – zajdę w ciążę. Myślałam, że pół roku, potem rok, a potem to się zobaczy.. A jak już pojawiło się nowe życie liczyłam na to, że Mati odstawi się sam. W tym temacie jestem zwolenniczką naturalnego samoodstawienia dlatego nie mając wskazań medycznych nie robię nic na siłę. Chcę, żeby ten proces zakończył się sam za obopólną zgodą. Ja już jestem na to gotowa, Mati jeszcze nie do końca. Wciąż potrzebuje tej chwili bliskości i regeneracji przy piersi. Czy do porodu coś się zmieni, ciężko mi powiedzieć. Jedna z moim lekarek, a prywatnie moja koleżanka sugeruje odstawienie przed porodem ze względu na moje zmęczenie po porodzie. Boi się, że mogę nie podołać karmieniu młodszego dziecka i starszego. Ja obawiam się zazdrości, że odstawiając teraz na siłę, Mateusz za 2 miesiące zobaczy, że pierś dałam drugiemu. Chce by cały czas miał świadomość, że mimo pojawienia się brata, wciąż kocham go równie mocno. Dla niego moja miłość w pewnym sensie równa się bliskość z piersią.Wierzę, że łatwiej będzie nam przejść proces akceptacji rodzeństwa jeśli będzie miał tę świadomość. Mam też gdzieś cichą nadzieję, że skoro potrzebuje piersi co raz rzadziej to przyjdzie dzień, w którym zdecyduje, że wystarczy mu samo przytulenie się do mamy. Jeśli przyjdzie mi karmić tandem (dwoje dzieci) to tak zrobię.

Jak karmić tandem?

Nie wiem. Mogę gdybać. Trochę czytałam tu i ówdzie, zasięgnęłam rad doświadczonych koleżanek. W pierwszej kolejności karmić dziecko młodsze. Potem starsze. Można karmić jedno z jednej piersi, drugie z drugiej. W naszym przypadku nie będzie takiej potrzeby. Mati jest na tyle duży, że spokojnie poczeka na swoją kolej. Wiem jednak, że jeśli zachodzi potrzeba karmienia dziecka, które faktycznie mleka potrzebuje jako posiłku to kobiece piersi doskonale potrafią się do tego przystosować. Pod wpływem śliny dziecka zaczynają produkować mleko mu potrzebne. Nie musicie martwić się też o siarę produkowaną już w okresie ciąży. Starszak na pewno nie wyssie tego co natura stworzyła dla nowego życia.

Z mojej strony to by było na tyle. Jeśli macie jakieś pytania możecie je zadać w komentarzach. Na pewno na nie odpowiem.

Wpis powstał na bazie mojego własnego doświadczenia. Trochę też czytałam u mądrzejszych od siebie, zasięgnęłam opinii u lekarza.


 

Jeżeli chcecie poczytać coś mądrego w temacie karmienia piersią, nie tylko w okresie ciąży lub zarekomendować lekturę np koleżance, która spodziewa się dziecka z czystym sumieniem mogę Wam polecić jedną z nowszych książek wyd. Mamania „Po prostu piersią”. Jest to książka autorek metody BLW (w większości doskonale znanej rodzicom posiadającym już starsze potomstwo). Bogate kompendium wiedzy, poruszające temat karmienia piersią z różnych perspektyw, również tych gdzie pojawiają się problemy (pamiętajmy, że nie u każdej kobiety proces karmienia jest bezproblemowy i często potrzebują one wyjątkowego wsparcia). Książka podpowie jak dobrze rozpocząć, ominąć trudności i karmić naturalnie. Jak wykarmić wcześniaka, uniknąć problemów z zapaleniem piersi, co zrobić gdy karmienie boli,a także jak rozszerzać dietę niemowląt karmionych wyłącznie piersią. Niezbędnik każdej mamy, która myśli o karmieniu piersią.

DSC_0087

W związku z tym, że aktualnie trwa światowy tydzień karmienia piersią to jeszcze do jutra książkę możecie nabyć w promocyjnej cenie 19,90zł zamiast 34,90zł. Do nabycia tu.

 

 

 

Grosik na szczęście

Każdego dnia spotykam na swojej drodze potrzebujących. Tu mignie mi informacja o maluchu chorym na mukowiscydozę, tam dostanę wiadomość z prośbą o wsparcie dla dzieciątka potrzebującego operacji serduszka. W TV, w prasie, na blogach, prywatnych profilach pełno jest nieszczęścia ludzkiego. Małych i dużych. Ludzi i zwierząt. W rogu, tuż pod ścianą na kolanach siedzi kobieta, zbierając na jedzenie. Jest Pan, który robi popisy z piłką, licząc na to, że ktoś wrzuci do puszki kilka groszy. Obok leży psina i wielka kartka, na której drukowanymi wypisano „ZBIERAM NA KARMĘ”. Jedna z fundacji przysyła mi kilka razy do roku kartki- pocztówki z wizerunkiem swoich podopiecznych. Tu Lolek, łaciaty kucyk, który cudem uniknął końca żywota w jednej z rzeźni na północy kraju. Dzwonek do drzwi. Jednym razem Pan, który mówi wprost, że głodny bardzo i  z radością przyjmuje ofiarowane mu przeze mnie 2 pomarańcze i kilka Marsów. Innym razem ojciec zbierający na swoją chorą na białaczkę córkę. Mimowolnie mój wzrok kieruje się na eleganckie, skórzane buty.

Serce się kraja. Chciałoby się pomóc każdemu. Nie zawsze mając do końca pewność, że ta pomoc rzeczywiście trafia do potrzebujących. Dlatego lubię zbiorowe akcje. Akcje, które jednoczą ludzi, napędzają do działania. W pracy rok po roku w okresie przedświątecznym braliśmy udział w organizacji paczki dla potrzebującej rodziny. Ileż było radości, gdy otrzymywaliśmy list zwrotny pełen szczerych słów.

Kiedy zostałam zaproszona do akcji Zwierzaków Pocieszaków zawahałam się tylko przez moment, wiedząc że moim zadaniem będzie napisanie wierszyka – bajki. Poeta ze mnie marny, ale choć efekt się liczy, bo w końcu bajka trafia do najmłodszego odbiorcy, to przecież cel jest najistotniejszy. I to przeważyło, że odpowiedziałam „tak, chętnie wezmę udział”.

zwierzaki pocieszaki na insata

Bajka powstała w dni kilka. Trochę też trwała korekta, bo pozmieniać to i owo trzeba było. Następnie wybrano cel. Pieniążki ze sprzedaży zostaną przeznaczone w całości na podopiecznych Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Z.Religi. Dla mnie ta akcja ma trochę symboliczny wymiar. Wraz z bajką pod moim sercem pojawiło się nowe życie. Gdzieś w środku wierzę, że czas, który poświęciłam na napisanie bajki przyczyni się do ofiarowania komuś nowego serduszka. Nowego życia. Moja opowieść różni się troszkę na tle innych, mam jednak nadzieję, że niesie ze sobą przesłanie, by zawsze szanować prawo do życia drugiej istoty. Mam też nadzieję, że wybaczycie mi pewne błędy i niedociągnięcia literackie, a bajka przypadnie Wam do gustu.

DSC_0040

 

Choć książka w całości jest piękna i każdy z autorów włożył w nią trochę pracy, muszę przyznać szczerze, że moje pokłony idą w kierunku Sylwii Rut, autorki ilustracji. W każdym pociągnięciu pędzla czuć oddanie i pasję. Obrazki są niesamowite i to one tworzą spójną całość.

Każdy kto przyłożył rękę do powstania tej książki zasługuje na słowo, ale wspomnę o jeszcze jednej osobie, bez której Pocieszaki nie istniałyby na papierze. To Karol Wagner, który gościł nas w październiku w Pensjonacie Reymontówka. Przedsiębiorczy człowiek, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. To właśnie on był perpetum mobile całej akcji.

DSC_0051 11156140_951562831570133_5841782354575141817_n


 

Kochani, nie będę przynudzać ani owijać w bawełnę. Książka jest warta zakupu i właśnie o to Was proszę. O dołożenie swojej cegiełki dla Fundacji. Wszystkie pieniądze zebrane ze sprzedaży trafią właśnie tam. Nie do nas autorów, nie do wydawcy czy sponsorów. Trafią do tych, którzy ich najbardziej potrzebują.

Kosztuje 29,99zł i możecie ją kupić na stronie www.zwierzakipocieszaki.pl

11825724_10200877200488321_3335725722447204871_n

Gorąco Was zachęcam!

Księga ciąży, czyli pozycja must have dla przyszłej mamy

Pierwsza ciąża, stan nieustającej euforii. Ciągłe przeglądanie słodkich śpioszków i kaftaników na sklepowych półkach, urządzania w myślach pokoiku dziecka, nieprzemyślanych zakupów i decyzji.

Moje dwie pierwsze kreski na teście ciążowym sprawiły, że już następnego dnia stałam na dziale dziecięcym w H&M przebierając wśród ubranek dla maluszków. Potem swe kroki skierowałam do pobliskiej księgarni, bo przecież rządna byłam wiedzy w temacie tego co mnie czeka w ciągu najbliższych 8 miesięcy pozostałych do rozwiązania. Kupiłam dwie wielkie książki, które ledwo dotaszczyłam do domu. Przewertowałam je dość szczegółowo w ciągu dwóch dni, a następnie odłożyłam na półkę regału, by sięgnąć po nie ponownie wraz z kolejnym tygodniem/ miesiącem ciąży. Wraz z postępującym zaawansowaniem ciąży i rosnącym brzuchem sięgałam co raz rzadziej, bo odkryłam, że i tak większość wiadomości znajdę w internecie. Wystarczy, że zapukałam do wujka Google.

DSC_0819

Książki Mamania uwielbiam, ze względu na fakt, że wszystkie są wydane w duchu rodzicielstwa bliskości. Moja intuicja zgadza się z tym, co czytałam w kilku pozycjach. To jak rozmowa z koleżanką, z którą nadajesz na tych samych falach. Przyznaję jednak, że gdy w moje ręce trafiła Księga Ciąży byłam sceptycznie nastawiona. Pięknie wydana, a i owszem. Ale co do zawartości nie byłam przekonana. Kolejny poradnik, w którym szczegółowo opisano etapy rozwoju ciąży, kilka złotych rad. Nic ponadto,co mogłabym znaleźć w internecie.

Serio, dziękuję temu tam w obłokach za miłe rozczarowanie jakie przeżyłam. I to podwójnie. W pierwszym momencie zaskoczyła mnie trochę tematyka diety. Nie spodziewałam się aż tak szczegółowego podejścia. Tabele, porady, zestawienia. Rzeczy, których rzeczywiście szukałam, nie tylko będąc w ciąży. Działy z poszczególnymi etapami ciąży- ich wnikliwe czytanie odpuściłam. Nie byłam w ciąży, więc temat interesował mnie w nijakim stopniu. Coś na zasadzie, już to przerabiałam.

Teraz, kiedy ponownie oczekuję maleństwa, sięgnęłam po książkę z trochę innym nastawieniem. Raczej z nudów i ciekawości otworzyłam księgę na opisie etapów ciąży. Długi czas wertowałam, dużo razy do niej wracałam i wciąż wracam. Właściwie towarzyszy mi dość często. Pewnie dlatego, że podobnie jak w przypadku pozostałych pozycji Wydawnictwa Mamania, ufam temu co czytam. Państwo Sears, którzy są autorami książki, jak zawsze poruszają tematy, które dziwnym trafem omijają inni autorzy (polecam także przeczytanie Księgi Rodzicielstwa Bliskości). I żeby była jasność, wewnątrz nie przeczytasz historii wziętych z kosmosu, ale rzeczy bardzo istotne, o których np zapomni poinformować Cię Twój ginekolog.

DSC_0810

Tak dla przykładu, pierwszego z brzegu. Czy któryś z Waszych lekarzy zlecił Wam badanie poziomu witaminy D w czasie ciąży? Założę się, że 80% z Was powie, że nie.Może nawet i więcej, choć gorąco wierzę, że jeszcze się tacy znajdą.

Moja lekarka przez całą ciążę się nawet nie zająknęła. To w książce przeczytałam jak istotne na rozwój mózgu malucha, jak istotne dla zdrowia mojego jest utrzymywanie właściwego poziomu tej witaminy w organizmie. Nie tylko kwas foliowy. Wyczytałam, wyłożyłam kasę (sorry, niestety nie małą, bo badanie w zależności od laboratorium kosztuje od 45-115 zł – szukajcie wit D3 [25 oh-d]).

DSC_0818

Wynik jaki zobaczyłam na kartce z laboratorium. Skrajny niedobór. Przy normie na poziomie 30-50, miałam 4,2. Moja ginekolog (jedna z dwóch, które mnie prowadzą) stwierdziła, że to taka nowa moda na badanie. Poleciła brać preparat multiwitaminowy i ewentualnie (!) zbadać poziom za 3 tygodnie. Fanaberia czy moda, ale jeśli wynik wyszedł mi tak niski to znaczy, że trzeba coś z tym zrobić. O tym, że to ważny temat w ciąży chciałabym być jednak informowana. Podobnie jak o kwestiach mojej przyszłych i ewentualnych problemów ze zdrowiem po porodzie. I sposobach jak zapobiegać im w czasie ciąży.

To są te kwestie, których nie znajduję w większości poradników dla ciężarnych. Szczegółowo omawia się rozwój dziecka, milimetr po milimetrze, tydzień po tygodniu, a „dobro” matki, które przecież ma bezpośredni wpływ na dziecko jest typowo- przemilczane.

Za ten głos rozsądku cenię właśnie Księgę Ciąży Państwa Searsów. I to właśnie tej książce daję mój osobisty tytuł pozycji must have w biblioteczce każdej ciężarnej. Jest towarzyszem każdej przyszłej mamy, przyjaciółką, która doradzi w każdej kwestii. I możesz być pewna- nie pominie żadnego ważnego szczegółu. To mądra książka, dla mądrych rodziców. Poszukujących wiedzy. Nie zadowalających się ogólnikami, oczywistościami. To książka dla mnie.

Ja swoją przyjaciółkę już mam. A Ty? 🙂

DSC_0822

 

 

Sposoby na usypianie dziecka – KONKURS

Lato, ciepłe i długie wieczory. Fajnie jest mieć je dla siebie, by posiedzieć z drugą połową (lub samemu), zanurzyć się w wannie pełnej piany czy też oddać się lekturze książki, która czeka na półce od dłuższego czasu. Dziecko śpi w swoim pokoiku/ Waszej sypialni, a Ty oddajesz się przyjemnościom.

Wszystko super, gorzej gdy realizacji planu przeszkadza jeden mały punkt. Rozbrykane maleństwo, które za Chiny Ludowe spać iść nie chce. Rady i sposoby jak ululać takiego dzieciaka znajdziecie w książce „Najszczęśliwszy śpioch w okolicy” , którą recenzowałam dla Was ostatnio.

KONKURS
Dziś przychodzę do Was z dwoma egzemplarzami książki, które rozdam tym z Was, którzy udowodnią mi, że są w największej potrzebie.
Macie jakąś ciekawą historię związaną z usypianiem Waszego malucha? A może jakieś śmieszne foto Waszego autorstwa obrazujące wieczorne walki o szybki sen? Maluch uśpił tatę, a sam bryka po stole? Jeśli tak, koniecznie weźcie udział w konkursie.
Najbardziej kreatywne/śmieszne/łapiące za serce zgłoszenia wygrają.

Zasady konkursu:
1. W komentarzu wyrażacie chęć udziału i opisujecie historię. Jeśli do konkursu przesyłacie fotkę proszę o zaznaczenie tej informacji. Zostawiacie na siebie jakieś namiary identyfikujące
2. Lubicie na FB Znaczki jak Robaczki i Mamania
3. Udostępniacie na fb/blogu plakat konkursowy
Fotki ślijcie na mój adres e-mail: takatycia{at}gmail.com
Przesłane zdjęcia zostaną zamieszczone w galerii konkursowej na fanpage bloga. Wysyłając fotkę wyrażacie zgodę na jej publikację. Bardzo proszę, żeby zdjęcia nie urażały uczuć dzieci i osób na nich znajdujących się. Jednym słowem były smaczne 😉 W konkursie nie biorą udziału filmiki.
Bawimy się do końca tygodnia, tj. 13.07 do godz. 23:59.
Powodzenia! 
………………………………………………..

WYNIKI


Jak zapewne zauważyliście sporo czasu minęło, więc obiecane wyniki. Galerii konkursowej w związku z moją blokadą konta na fb niestety nie mamy, bo konkurs się skończył zanim konto mi odblokowano 🙁

Miałam nie lada problem, bo w takim temacie z chęcią każdemu przyznałabym nagrodę. Jednak, tak jak wspominałam wyżej we wpisie zależało mi, aby Wasze odpowiedzi przekonały mnie, że książka jest Wam jak najbardziej potrzebna. 

Swoją odpowiedzią przekonała mnie monia i to do niej wędruje pierwsza książka. Mam nadzieję, że lektura i rady dr Karpa pomogą Wam chociaż troszkę. 

Drugą nagrodę postanowiłam przyznać komuś, kto pokaże mi jak wyglądają Wasze rytuały związane ze snem. Autor książki zwraca szczególny nacisk na każdy drobiazg, który wzmaga w dziecku poczucie bezpieczeństwa i tym samym przynosi upragniony sen. 
Kilka ze zgłoszeń zmieściło się w tym temacie, ostatecznie jednak po burzliwych dyskusjach w domu, nagrodę przyznaliśmy Beacie Kawka. Gorąco wierzę, że skoro rady z poprzedniej książki okazały się pożyteczne, podobnie będzie i tym razem 🙂

Serdecznie gratuluję! 🙂

Bardzo Wam dziękuję za wszystkie zgłoszenia nadesłane w konkursie, a dziewczyny proszę o podesłanie adresów do wysyłki (czekam na info do 27 lipca). 

————————————————-
EDIT: W związku z brakiem odpowiedzi od Beaty, nowym wygranym jest Gosia Kusz. Na adres czekam do końca tygodnia tj. 3.08.

Jak nauczyć dziecko spać?

Kiedy na rynku pojawiła się nowa pozycja dr Karpa i okazało się, że będę miała możliwość jej zrecenzowania nie ukrywałam swojej radości. Było ku temu oczywiście mnóstwo powodów, choćby tak prozaicznych jak to, że jedną z moich małych obsesji jest sam fakt posiadania książek. Tych wydanych papierowo. Jednak „Najszczęśliwszy śpioch w okolicy”, bo taki nosi tytuł najnowsza książka dr Harveya Karpa, sprawił, że koniecznie chciałam ją przeczytać również z innych powodów. Po pierwsze, znam pierwszą książkę autora (drugiej niestety nie czytałam, ale po lekturze śpiocha jest już na mojej liście must have). Po drugie tematyka jakby nie patrzeć trafiła w moje zapotrzebowanie. Podejrzewam zresztą, że nie tylko w moje, ale także innych mam. 
Na co najczęściej narzekają mamy? 
Na zmęczenie, płacz u malutkich dzieci (za który zwykle obwiniamy kolki i który trochę nas przerasta), brak snu (zwykle u nas mam). Autor książki doskonale wie, w który z tematów uderzyć, by zachęcić mamę do przeczytania, a jego książki stały się światowymi bestsellerami. 
Zresztą już samo hasło na okładce książki, brzmiące „Śpij kochanie i daj się wyspać mamie” obiecuje, że po przeczytaniu posiądziemy jakieś tajemne moce. Czy tak jest w rzeczywistości? Zaraz się przekonacie.

Dlaczego z taką ochotą sięgnęłam po najnowszą pozycję dr Karpa? Mati nie ma przecież większych problemów ze snem. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. Od samego początku był śpioszkiem. Zasypiał szybciutko i bez większych protestów. No chyba, że męczyły go wyrzynające się ząbki lub akurat bolał brzuszek.
Spanie spaniem, jednak poza nim pozostaje jeszcze kwestia usypiania. Przez te 19 miesięcy życia Mateuszka wyrobiłam w Matim nawyk usypiania przy piersi. Dość wygodny nawyk w przypadku małego dziecka, z wiekiem jednak troszkę uciążliwy. Okazało się bowiem, że poza mną nikt nie jest w stanie Mateuszka uśpić. Raz czy dwa razy udało się babci, ale oczywiście w wózku. Mąż poległ. A są przecież sytuacje, w których fajnie byłoby gdyby to tata mógł uśpić malucha. Dlatego widząc tytuł książki pomyślałam- ooo! coś dla nas! 
Idealną sytuacją jest ta, w której po zjedzonej kolacji, następuje kapiel, mycie ząbków, położenie do łóżeczka, bajka lub książeczka, buziak w czółko i rodzic wychodzi z sypialni. A dziecko zasypia. Przyznaję szczerze, że myśląc o takiej scenie mam przed oczami dziecko kilkuletnie. No, nie jestem w stanie sobie wyobrazić Matiego w takiej sytuacji. Nie i już.
U nas wieczory wyglądają zgoła inaczej. Po położeniu się do łóżka, muszę być obok. Ja i cyc. Różnie to wyglądało przez ostatnie miesiące, ewoluowało troszkę, jednak zasada jest jedna. Jak jest bardzo zmęczony to po maksymalnie 5 minutach ssania zasypia, często na mnie, czasem się oderwie wcześniej sam. Jak nie jest zmęczony, to jest 30 minut albo i więcej skakania po mnie, wygłupów, chichotek. W przerwach kilkusekundowych jest oczywiście naprzemienne pociąganie mleczka. I jak uwielbiam tą bliskość podczas karmienia, tak przyznaje, że takie fikołki zrobiły się dla mnie męczące. Po tych 30-60 minutach, kiedy w końcu zaśnie wstaję ledwo żywa. Zwykle po 60-90 minutach snu, budzi się na chwilkę (po lekturze książki już wiem dlaczego!).
Dlatego pomyślałam, że książka Harveya Karpa będzie jak objawienie. Przeczytam i posiądę tajemne moce, które sprawią, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Mateusz położony do łóżka, sam z siebie zaśnie.
Nic z tego…
Gdyby książka dała takie moce, macierzyństwo byłoby zbyt proste. Jak w przypadku każdej innej czynności wiążącej się z wychowaniem dziecka, jest to proces długofalowy. Nie ma, że przeczytam książkę, nacisnę jakiś magiczny guziczek i stanie się to, czego oczekiwałam. Autor daje natomiast narzędzie, taką magiczną różdżkę, do której musimy tylko znaleźć odpowiednie baterie, żeby zadziałała. 
Nasza sprawa, czy zechce nam się poświęcić troszkę czasu i poszukać tych baterii. 
Gdy przeczytałam te kilkaset stron, wszystkie rady i opisy technik, które sprawią, że mój syn zacznie ze mną współpracować stwierdziłam „o matko! nie chce mi się, już wolę wieczorem dłużej usypiać Młodego”. Ale potem jakoś tak naturalnie, mając w pamięci rady zaczęłam je wcielać w życie. Głównie metodę „przerwanej piosenki”, która polega na trenowaniu dziecięcej cierpliwości. Sprawdza się nie tylko przy usypianiu, ale w każdej jednej sytuacji życiowej. Ponadto po przeczytaniu zrozumiałam jeszcze coś. Mam dziecko, które ma żywe usposobienie i duży temperament. Jest niczym dynamit, żywe sreberko. Nie sprawię, że jak za dotknięciem tej czarodziejskiej różdżki, nagle stanie się cichym i spokojnym chłopcem. Tu działa natura i nie ma co ingerować. Trzeba to zrozumieć i nauczyć się jak z tym żyć. W tym właśnie pomaga książka.
Żałuję, że wyszła do druku dopiero teraz. Na pewno dużo łatwiej byłoby wcielać wszystkie rady autora, gdybym mogła działać od początku. Każda z mam znajdzie coś dla siebie, książka bowiem podzielona jest na rozdziały wg wieku maluchów i przeznaczona dla rodziców dzieci od 0 do lat 6. Rady są również zebrane w całość, jakby w formie ściągawki po każdym rozdziale. Jest też rozdział, który porusza ogólne zagadnienia związane ze snem (wiecie fazy REM itp). Dla mnie bomba, zawsze lubię czytać takie ciekawostki. Dzięki lekturze wiem, który moment jest dobry, żeby np obciąć Matiemu paznokcie tak, aby się nie wybudził 😉
Czy stosuję się do rad Harveya Karpa?
Nie do wszystkich, bo nie każde u nas przejdą. Biały szum, polecany przez autora (dla niewtajemniczonych z poprzednich książek- szum uspokajający np z suszarki), mimo że tak bardzo lubiany przeze mnie i Matiego, odpada jeśli chodzi o mojego męża. Wyprowadziłby się do drugiego pokoju, gdyby w nocy coś miało mu buczeć za uchem. 
Nie napiszę Wam też, że udało nam się i Mati zasypia sam. Uczymy się. Na początek cierpliwości. Myślę, że idzie nam coraz lepiej. 
Książkę polecam. Nie da Wam magicznych mocy, ale podpowie to i owo. Na pewno też spojrzycie na wychowanie swojej pociechy trochę innym okiem. Polecam każdemu. Nie tylko tym, którzy totalnie walczą ze snem swojego malucha. Ale także tym mamom, które szukają odpowiedzi na pytania związane np z odstawieniem nocnego karmienia, nocnymi lękami, jak postępować z uparciuchem, co zrobić z bezdechami, a nawet te związane z jet lagiem. 
Książkę znajdziecie na stronie Wydawnictwa Mamania. Aktualnie w promocyjnej cenie.