Jak nauczyć dziecko spać?

Kiedy na rynku pojawiła się nowa pozycja dr Karpa i okazało się, że będę miała możliwość jej zrecenzowania nie ukrywałam swojej radości. Było ku temu oczywiście mnóstwo powodów, choćby tak prozaicznych jak to, że jedną z moich małych obsesji jest sam fakt posiadania książek. Tych wydanych papierowo. Jednak „Najszczęśliwszy śpioch w okolicy”, bo taki nosi tytuł najnowsza książka dr Harveya Karpa, sprawił, że koniecznie chciałam ją przeczytać również z innych powodów. Po pierwsze, znam pierwszą książkę autora (drugiej niestety nie czytałam, ale po lekturze śpiocha jest już na mojej liście must have). Po drugie tematyka jakby nie patrzeć trafiła w moje zapotrzebowanie. Podejrzewam zresztą, że nie tylko w moje, ale także innych mam. 
Na co najczęściej narzekają mamy? 
Na zmęczenie, płacz u malutkich dzieci (za który zwykle obwiniamy kolki i który trochę nas przerasta), brak snu (zwykle u nas mam). Autor książki doskonale wie, w który z tematów uderzyć, by zachęcić mamę do przeczytania, a jego książki stały się światowymi bestsellerami. 
Zresztą już samo hasło na okładce książki, brzmiące „Śpij kochanie i daj się wyspać mamie” obiecuje, że po przeczytaniu posiądziemy jakieś tajemne moce. Czy tak jest w rzeczywistości? Zaraz się przekonacie.

Dlaczego z taką ochotą sięgnęłam po najnowszą pozycję dr Karpa? Mati nie ma przecież większych problemów ze snem. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. Od samego początku był śpioszkiem. Zasypiał szybciutko i bez większych protestów. No chyba, że męczyły go wyrzynające się ząbki lub akurat bolał brzuszek.
Spanie spaniem, jednak poza nim pozostaje jeszcze kwestia usypiania. Przez te 19 miesięcy życia Mateuszka wyrobiłam w Matim nawyk usypiania przy piersi. Dość wygodny nawyk w przypadku małego dziecka, z wiekiem jednak troszkę uciążliwy. Okazało się bowiem, że poza mną nikt nie jest w stanie Mateuszka uśpić. Raz czy dwa razy udało się babci, ale oczywiście w wózku. Mąż poległ. A są przecież sytuacje, w których fajnie byłoby gdyby to tata mógł uśpić malucha. Dlatego widząc tytuł książki pomyślałam- ooo! coś dla nas! 
Idealną sytuacją jest ta, w której po zjedzonej kolacji, następuje kapiel, mycie ząbków, położenie do łóżeczka, bajka lub książeczka, buziak w czółko i rodzic wychodzi z sypialni. A dziecko zasypia. Przyznaję szczerze, że myśląc o takiej scenie mam przed oczami dziecko kilkuletnie. No, nie jestem w stanie sobie wyobrazić Matiego w takiej sytuacji. Nie i już.
U nas wieczory wyglądają zgoła inaczej. Po położeniu się do łóżka, muszę być obok. Ja i cyc. Różnie to wyglądało przez ostatnie miesiące, ewoluowało troszkę, jednak zasada jest jedna. Jak jest bardzo zmęczony to po maksymalnie 5 minutach ssania zasypia, często na mnie, czasem się oderwie wcześniej sam. Jak nie jest zmęczony, to jest 30 minut albo i więcej skakania po mnie, wygłupów, chichotek. W przerwach kilkusekundowych jest oczywiście naprzemienne pociąganie mleczka. I jak uwielbiam tą bliskość podczas karmienia, tak przyznaje, że takie fikołki zrobiły się dla mnie męczące. Po tych 30-60 minutach, kiedy w końcu zaśnie wstaję ledwo żywa. Zwykle po 60-90 minutach snu, budzi się na chwilkę (po lekturze książki już wiem dlaczego!).
Dlatego pomyślałam, że książka Harveya Karpa będzie jak objawienie. Przeczytam i posiądę tajemne moce, które sprawią, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Mateusz położony do łóżka, sam z siebie zaśnie.
Nic z tego…
Gdyby książka dała takie moce, macierzyństwo byłoby zbyt proste. Jak w przypadku każdej innej czynności wiążącej się z wychowaniem dziecka, jest to proces długofalowy. Nie ma, że przeczytam książkę, nacisnę jakiś magiczny guziczek i stanie się to, czego oczekiwałam. Autor daje natomiast narzędzie, taką magiczną różdżkę, do której musimy tylko znaleźć odpowiednie baterie, żeby zadziałała. 
Nasza sprawa, czy zechce nam się poświęcić troszkę czasu i poszukać tych baterii. 
Gdy przeczytałam te kilkaset stron, wszystkie rady i opisy technik, które sprawią, że mój syn zacznie ze mną współpracować stwierdziłam „o matko! nie chce mi się, już wolę wieczorem dłużej usypiać Młodego”. Ale potem jakoś tak naturalnie, mając w pamięci rady zaczęłam je wcielać w życie. Głównie metodę „przerwanej piosenki”, która polega na trenowaniu dziecięcej cierpliwości. Sprawdza się nie tylko przy usypianiu, ale w każdej jednej sytuacji życiowej. Ponadto po przeczytaniu zrozumiałam jeszcze coś. Mam dziecko, które ma żywe usposobienie i duży temperament. Jest niczym dynamit, żywe sreberko. Nie sprawię, że jak za dotknięciem tej czarodziejskiej różdżki, nagle stanie się cichym i spokojnym chłopcem. Tu działa natura i nie ma co ingerować. Trzeba to zrozumieć i nauczyć się jak z tym żyć. W tym właśnie pomaga książka.
Żałuję, że wyszła do druku dopiero teraz. Na pewno dużo łatwiej byłoby wcielać wszystkie rady autora, gdybym mogła działać od początku. Każda z mam znajdzie coś dla siebie, książka bowiem podzielona jest na rozdziały wg wieku maluchów i przeznaczona dla rodziców dzieci od 0 do lat 6. Rady są również zebrane w całość, jakby w formie ściągawki po każdym rozdziale. Jest też rozdział, który porusza ogólne zagadnienia związane ze snem (wiecie fazy REM itp). Dla mnie bomba, zawsze lubię czytać takie ciekawostki. Dzięki lekturze wiem, który moment jest dobry, żeby np obciąć Matiemu paznokcie tak, aby się nie wybudził 😉
Czy stosuję się do rad Harveya Karpa?
Nie do wszystkich, bo nie każde u nas przejdą. Biały szum, polecany przez autora (dla niewtajemniczonych z poprzednich książek- szum uspokajający np z suszarki), mimo że tak bardzo lubiany przeze mnie i Matiego, odpada jeśli chodzi o mojego męża. Wyprowadziłby się do drugiego pokoju, gdyby w nocy coś miało mu buczeć za uchem. 
Nie napiszę Wam też, że udało nam się i Mati zasypia sam. Uczymy się. Na początek cierpliwości. Myślę, że idzie nam coraz lepiej. 
Książkę polecam. Nie da Wam magicznych mocy, ale podpowie to i owo. Na pewno też spojrzycie na wychowanie swojej pociechy trochę innym okiem. Polecam każdemu. Nie tylko tym, którzy totalnie walczą ze snem swojego malucha. Ale także tym mamom, które szukają odpowiedzi na pytania związane np z odstawieniem nocnego karmienia, nocnymi lękami, jak postępować z uparciuchem, co zrobić z bezdechami, a nawet te związane z jet lagiem. 
Książkę znajdziecie na stronie Wydawnictwa Mamania. Aktualnie w promocyjnej cenie. 
  

takatycia

  • napiszesz coś więcej o tej metodzie przerwanej piosenki?
    u nas zasypianie to zawsze noszzenie w tuli, a potem od razu po odłożeniu pierś. inaczej nie zaśnie.

    • Ciężko tak streścić, ale po krótce chodzi o wyrobienie w ciągu dnia w dziecku cierpliwości i dodatkowo wykorzystując tą naukę wieczorem, dołożyć biały szum. Zostawiasz dziecko na moment w łóżeczku, tłumacząc, że za chwilkę wrócisz. Puszczasz szum. Wracasz, gdy dziecko się niepokoi, zaczyna płakać. Po chwili mówisz, że o czymś zapomniałaś i znów na chwilkę wychodzić. I tak kilka razy. Oczywiście wcześniej trenuje w ciągu dnia. Po kilku dniach te momenty kiedy wychodzisz się wydłużają. Aż któregoś razu wracasz, a dziecko śpi, bo zmęczyło się czekaniem 😉

    • I rozumiem, że suszarka ma cały czas chodzić, tak? 🙂 U nas problemy z zasypianiem w ciągu dnia.. Kusi mnie ta książka już od jakiegoś czasu – chyba zainwestuję 🙂

    • A, czyli zwykła metoda 3-5-7 zwana popularnym „na wypłakiwanie”. Nie, dziękuję. To już wolę metody Tracy Hogg 🙂

    • No właśnie nie, bo nie pozwalamy dziecku płakać. Wracamy zanim maluch zacznie marudzić. Nie pozwalamy mu się bać.

      Karolinko- chyba tak. Tzn ja nie za bardzo rozumiem tej idei z suszarką, myślałam, że dotyczy tylko maluszków. No i tak jak pisałam w poście u mnie suszarka odpada. Próbujemy bez 😉

    • Ja właśnie też myślałam, że to tylko na maluszki działa 🙂 U nas z wyjściem nie ma opcji.. Ledwo wstanę już jest ryk!

    • Anonymous

      stosowałam ta metodę i potwierdzam – działa. U nas wyszła nieświadomie i przypadkiem, bo na prawdę musiałam wyjść i coś zrobić. A wracałam jak synek zaczynał marudzić. Dawałam buziaka, przytulałam, mówiłam, że zaraz przyjdę. Szybko nauczył się sam zasypiać. Polecam w 100%. dodam, że tylko raz wcześniej zastosowałam w dzień- miałam pod opieką starszego kuzyna, który był głodny, a dziecko śpiące. Położyłam małego do łóżeczka i powiedziałam,że zaraz wrócę. Skończyłam smażyć omleta, pobiegłam do synka, który smacznie spał:)

  • Anonymous

    A dlaczego po ok 60 minutach dziecko budzi sie ponownie- moj synek tez tak ma.-pozdr

    • Związane jest to z krótszym niż u dorosłego cyklem snu. My mamy 90 minut, a dzieci 30. Od snu płytkiego do głębokiego i z powrotem do snu płytkiego plus krótka faza REM. Krótsze cykle oznaczają, że dziecko co godzinę znajduje się w bardzo płytkim śnie, który łatwo przerwać. Budzą się gdy są nieco głodne lub gdy ząbkuje. Albo wystarczy jak my to mówimy pierdnięcie muchy w drugim pokoju 😉

  • Bardzo ciekawa pozycja. A jest tam także o tym, jak oduczyć dziecko budzenia się w nocy na jedzenie?

    • Tak, też jest 🙂 Wg Karpa dziecko jest gotowe na odzwyczajenie się od nocnego podjadania jeśli pije jedynie 30-60g mleka z butelki albo ssie pierś przez minutę lub dwie, a potem znowu odpływa w sen. Cały podrozdział poświęcony jest temu jak odzwyczaić go od takich pobudek 🙂

    • Anonymous

      Czyli u nas już jest ten czas. Córa ma 14m, budzi się w nocy po kilka razy. Za każdym razem zasypia po niecałej minucie. Skoro mówisz, że jest rada jak odnieść sukces, to zamawiam książkę w ciemno.
      Pozdrawiam B.

  • Ja nadal czytam, ale ostatnio coś mi się porobiło, że co do niej zasiadam, to… zasypiam haha 😀 U nas masakra z usypianiem, także liczę że dzięki radom Karpa, choć odrobinę będzie lepiej…

  • Bardzo mnie zaciekawiła ta propozycja. Za tydzień moje urodziny- już powiedziałam mężowi co chce 🙂
    A w dzień jak nadchodzi pora drzemki Mati też zasypia przy piersi?

    Ja też Wojtusia usypiam przy piersi. Inaczej się nie da niestety…

    • Ja też Matiego w ciągu dnia przy piersi. Chyba, że jesteśmy akurat na spacerze to sporadycznie trafia się, że zasypia w wózku. Kilka miesięcy wstecz miał około2-3 tygodni, że zasypiał w domu w ciągu dnia w wózku, bo przy mnie na łóżku nie mógł się skupić na śnie..uciekał, chciał się bawić, wygłupiać itp

  • A ja właśnie uśpiłam mojego synka .. Jakieś 30 minut ganiania po łóżku.. ale lubię to nasze zasypianie . Dostaję wtedy taką ilość buziaków i przytulasów że jestem w stanie się poświęcić i użyczyć moje żebra do kopania 🙂

    • Mój też łaskawie zasnął, po blisko godzinie wygłupów 😉

  • Anonymous

    z tego cio piszesz to ksiazka warta przeczytania:) szcegolnie ze senne problemy z dziecmi są tak powszechne…:/ u nas na szczescie samodzielne zasypianie zaczeło sie jeszcze przed ukonczeniem roku, przez jakis czas byly bajki czytane przy łózeczku, ale z czasem zamiast wyciszac to rozbudzaly. dlatego zrezygnowalismy. teraz tylko buziak, właczone kołysanki i papa, synek zasypia samodzielnie:) powodzenie w dzialaniu i duzo cierpliwosci to najwazniejsze:)
    sisi

    • Anonymous

      Zazdroszczę, jak to zrobiłaś?

    • Też zazdroszczę! 🙂

  • u nas wszystko wygląda identycznie jak u Was, gdy ja jestem w domu! do południa z Synkiem jest Niania i bez problemy usypia, bez cycusia!!! gdy ja jestem to tylko cycuś 😉 Jeśli można zapytać: śpicie razem w łóżku ? My tak i mimo iż Synek ma bardzo ładne i duże łóżeczko to nie przespał w nim jeszcze żadnej nocy 😉

  • Powodzenia. U nas po odstawieniu od piersi, córka zaczęła pięknie zasypiać przy czytaniu książeczki.

  • U nas na początku też było zasypianie przy piersi, aż kiedyś pierś przestała usypiać 😀 Było też bujanie na rękach, później w wózku, później kładzenie do wózka i siedzenie przy nim, aż Hubert zaśnie. Od 1,5 roku Hubert zasypia w łóżku, czasem chce, żeby zostać i go poprzytulać albo przeczytać książeczkę, a czasem robi papa i zasypia całkiem sam. Czasem też pada w trakcie przygotowań do snu. Np. jest już wykąpany, ja idę mu zrobić mleko i przyszykować szczoteczkę z pastą do umycia zębów, wchodzę do pokoju, a on śpi 😀 Zdarza się też, że zaśnie w trakcie zabawy, jeszcze przed kolacją i kąpielą. W dzień już go nie kładziemy spać, chociaż on się czasami sam kładzie- ja robię obiad, on się bawi w pokoju, nagle stwierdzam, że jest coś za cicho, pewnie łobuzuje, wchodzę i patrzę, a on śpi na łóżku 😉 Kilka razy było też tak, że sam nas ciągną za rękę do łóżka, żeby go już utulić do snu.

    • Dziecko Anioł! Przyjdzie mi jeszcze poczekać 😉

  • proponuję zaznajomić się ze słownikiem i zasadami interpunkcji. Dr Karp, dr. Karpa itd. Oprócz tego książka ma liczne zalety ale i wady, jak każde amerykańskie „dzieło”.

    • Anonymous

      Może zasady interpunkcji są Ci znajome, ale te kultury już nie bardzo.

    • Koniec świata. Kropki zapomniałam.

  • Dzięki za wpis, chyba muszę sięgnąć po tą książkę. Gdy przychodzi pora spania, zaczyna się moje rwanie włosów z głowy….

  • U nas za bobasa było tak że Karina zasypiała przy butli, potem zasypiała na macie tak po prostu bawiła się w najlepsze pełna energii i bach śpi… kiedy zmieniliśmy łóżeczko na normalne to był przełom jej łóżeczko do którego wchodziła i wychodziła kiedy chciała. Po każdej kolacji dawała nam buziaka i szła do siebie i mowy nie było by do niej wejść bo nas wyganiała 🙂 😀
    pozdr i zapraszamy do nas na nowe kąty http://www.swiatkarinki.pl

    • Chyba muszę Matiemu bardziej wyczerpujące zabawy wprowadzić. Mój wulkan energii jak na razie prędzej nas wszystkich wykończy niż sam padnie podczas zabawy 😉

  • o kurcze, jakbym czytała o sobie. U nas usypianie = cycowanie. Nie mam zielonego pojęcia jak się z tego procederu wycofać 🙂 Nasz syn położony do łóżka zaczyna serię podskoków, wygłupów, turlań i śmiechu. Książkę przeczytam.

  • Ciekawe… Dr Sears też sporo pisze o fazach snu i taktykach, jednak twierdzi, że dziecko dopiero ok 18 m-cy jest gotowe rozumieć proste komunikaty, np że cycusie w nocy śpią…i uprzedza, że bez płaczu się nie obejdzie (ale nie chodzi o wypłakiwanie). Dlatego dociągnęłam do tego 1,5 roku, choć szczerze przyznam, że nie lubiłam przeciągającego się usypiania przy piersi…Usypianie przejął tata, 3 noce spałam w drugim pokoju…i mała, która popijała co 1,5-2 godziny zaczęła przesypiać noce! Profilaktycznie nalepiałam plaster w strategicznym miejscu, żeby się w nocy nie złamać, ale nie było to potrzebne 😉 Jeszcze 2 miesiące jadła w dzień, ale niewiele, poprawił jej się apetyt. Ale wieczorem zasypia szybko dopiero od kiedy nie śpi już w dzień. 5-10 min i wieczór dla rodziców 🙂

    • A powiedz mi, obyło się bez płaczu? Bo u nas niestety jak tata próbuje przejąć „władzę” to dochodzi do rękoczynów 😉 Tzn. Mati potrafi mu nawet przywalić, coś na zasadzie spadaj tata, gdzie jest mama. No i jest płacz jak mnie nie ma…
      I jeszcze jedno pytanko. Wy śpicie razem z maluchem? Bo my tak, myślę że to też ma wpływ.

    • My też śpimy razem, i ja oduczałam jedzenia w nocy podając mleko z butelki, później mleko z wodą, a później samą wodę w butelce. Co to był za płacz! Po pierwszej nocy stwierdziłam, że to ponad moje i Huberta siły, do karmienia wysłałam męża, stwierdziłam, że może synowi będzie łatwiej zaakceptować brak mleka z piersi, bo i piersi nie ma blisko. 😉 Do karmienia mąż się kładł pomiędzy mnie, a syna, a później była zmiana miejsca. 😉 Płacz był przez kilka dni, później już pojął, że nie ma piersi jest butelka. A po około miesiącu przestał się budzić z płaczem nawet na wodę. Przypomniało mi się jak Hubert miał kilka miesięcy i jak musiałam wyjść akurat w takich godzinach w jakich spał, mąż przykładał do siebie moją koszulę nocną i przytulał Huberta, żeby czuł mój zapach i myślał, że to mama, a nie tata go usypia. Później też to praktykował często, mówił, że „mami” Huberta 😉

    • To u nas odpada. Nie ma szans, żeby Mati pociągnął butelkę. Smoka też nie doi, żeby go uspokoił.

  • Ależ mnie zaciekawiła tą książką, żałuję tylko,że nie napisałaś więcej o tych metodach. Kiedy moja 3letnia Oliwka była malutka to usłyszałam o metodzie „rytuału”, czyli kolacja, kąpanie, mycie ząbków, łóżko,bajeczka, wyjście mamy z pokoju = głęboki sen dziecka. W życiu bym się na to nie pisała. Rytuał ok, ale żeby zostawiać płaczące dziecko w pokoju-serce by mi pękło.