Obuwie sportowe dla dziecka. Gdzie taniej kupić?

Uwielbiam sportowe obuwie. Lekkie i wygodne. Dużo bliżej mi do trampek niż szpilek, choć te drugie przez kilka lat życia praktycznie dzień w dzień ubierałam z racji wykonywanego zawodu. Dlatego naturalnie, niczym pies Pawłowa wybierając buty dla Matiego sięgam po wersję sportową, a nie elegantsze mokasynki.

I choć wybór na rynku naprawdę spory, to różnią się jak ogień i woda. Jakością, wykonaniem, a przede wszystkim ceną. O ile na zimowego buta czy też porządnego ze skóry nie skąpię kasy, o tyle za trampki, adidaski czy inne szmaciaki wydanie kilku stów odczuwam jako bolesne. Nawet jeśli konkretny but mega mi się podoba. Całe szczęście są jeszcze miejsca, gdzie fajne, markowe (!), dobrze wykonane buty dla malucha możemy kupić w rozsądnej cenie. Zaraz Wam zdradzę, gdzie sama poluję na okazje obuwnicze 🙂

Wybierając buty dla Matiego na wiosnę miałam przede wszystkim jeden cel – mają być lekkie! Po zimowych butach trekkingowych z Reserved, które owszem świetnie pasowały do wszystkiego, były nie do zdarcia i chyba raczej wygodne, jednak mimo wszystko mega ciężkie jak na dziecięcą stópkę, postanowiłam poszukać czegoś odchudzonego. Chciałam buta z materiału, najlepiej na piankowej podeszwie i na rzep. Wiązanie kilometrowych sznurówek w zimowych butach doprowadzało mnie do szewskiej pasji. A sama myśl, że rosnący brzuch będzie mi dodatkową przeszkodą tym bardziej uświadczył mnie w moim wyborze.

Reasumując, na wiosnę wybrałam buta: lekkiego i zapinanego na rzep. Wybrałam buty Adidas.

Ostatnio rozmawialiśmy z mężem, że pamiętamy doskonale te czasy, gdy w Krakowie otwarto pierwszy sklep Adasia. Kupno czegokolwiek w tym sklepie graniczyło z cudem, bo oznaczało, że trzeba by zostawić w nim całą wypłatę. A już na kupno adidasków dla dwulatka mogli sobie pozwolić chyba tylko najbogatsi (choć podejrzewam, że nawet dla nich była to swego rodzaju fanaberia). Ja swoje pierwsze oryginalne Adidasy dostałam w 7 klasie podstawówki, a i tak kupowane były podczas wizyty w Syrii. Potem czasy się zmieniły i gdzieś w 1 klasie LO było mnie stać na kupno plecaka w sklepie na Mariackiej.

Teraz, oryginalne buty Adidas, Nike, Reebok czy Puma nie są niczym ekstrawaganckim. Noszą je już najmniejsze dzieci. Nic dziwnego, skoro często można je kupić w cenie niewiele większej niż buty na pobliskim bazarku. Choć ogólnie buty dla dzieci z reguły są drogie, to o dziwo te markowe nie przyprawiają o ból głowy. Za adidaski Matiego dałam 129zł (ten konkretny model), ale były i w cenie od bodajże 70zł. Kupowałam w naszym krakowskim Factory Outlet, w sklepie Adidasa. Wybór ogromny, choć z każdego modelu nie było już pełnej rozmiarówki. Spędzając tam chwilę, spokojnie można było coś dla dziecka wybrać. A jak nie tam, to jeszcze w kilku innych sportowych sklepach. Sporo marek w atrakcyjnych cenach znajdziecie też na dziale dziecięcym w Deichmannie. Często dodatkowo przecenionych, więc spokojnie poniżej stówki można nabyć wygodnego butka dla malucha.

buty sportowe

Zostawmy sentymentalne marki i przejdźmy do tego co aktualnie kultowe i na topie. Ponoć nie może zabraknąć w szafie żadnej mamy i dziecka. Trampki marki Converse, tenisówki Chipie czy słynne gumowce (gumowe trampki) Native, w cenie zwykle koło 200zł. Ups boli, prawda? Nie wiem jak Ty, ale ja na bank 200zł za trampki dla dziecka nie dam. Sobie trampki marki Converse kupię, ale tylko dlatego, że mam świadomość, że pochodzę w nich kilka sezonów (markowe trampki wrzucam do pralki milion razy w ciągu lata i po wyjęciu wciąż wyglądają jak nowe). Ale dla malucha, który wyrośnie z nich szybciej niż ustawa przewiduje? No way!

Można oczywiście kupić trampki no name, nawet 3-4 pary na sezon. Ale co zrobić gdy chcemy akurat kultowe conversy? Wystarczy odwiedzić słynny portal aukcyjny i mieć odrobinę szczęścia. Nie jestem zwolennikiem używanych bucików i zawsze kupuję Matiemu nowe. W tym jednym przypadku robię wyjątek. Conversy w rozmiarach 21-25, sprzedawane przez inne mamy często można kupić nówki za grosze.Zwróćcie tylko uwagę na typowe ślady użytkowania jak wkładka czy napis na gumie na pięcie. Gołym okiem widać, że but był na nóżce dosłownie kilka razy lub dziecko jeździło w nich tylko wózkiem.

Inna opcja dla szczęściarzy to odwiedzenie TK Maxx. Jeśli tylko macie ten sklep u siebie, warto zaglądać. W moim, conversy można było kupić za 70zł. Podobnie jak crocsy, o które ponoć w ubiegłym roku w Lidlu walki odchodziły. W Tikeju wisi sobie ich cała masa. Do wyboru, do koloru, a nikt z nikim o parę się nie bije.

Chipie. Przyznaję, że ani trochę nie robiły na mnie wrażenia. Dopóki nie odwiedziłam w ubiegły weekend Warszawy i nie weszłam do sklepu z butami, gdzie akurat zalegały na jednej z półek. Pierwsze co rzuca się w oczy, to wykonanie. Serio. Są tak niedorobione, że aż wkurzają. Guma nachodzi na materiał i jednym słowem jakie określiłabym te buty to kicz.(chyba, że tak ma być?) No i wygląd, trochę klaunowaty. Ale… potem je powąchałam. Guma balonowa z dzieciństwa. Turbo? I cholera zachciałam takich.  Nie dla Matiego, ale dla siebie, bo wąż w kieszeni syczy niestety. No chyba, że znów trafi się okazja i na showroomprive będzie można nabyć dla dzieciaków za 40-kilka złotych. Tak, tak.. Wtedy nawet mi estetyka wykonania nie będzie przeszkadzać. Dla gumy balonowej zrobię wyjątek 😉 Podobne wizualnie i tańsze są butki Citrouille-et-Compagnie (to te z grafiki, ostatnie). Poniżej stówki spokojnie znajdziecie je np na Spartoo

Na koniec zostawiam sieciówki. Różne są opinie co do butów z tego typu sklepów. W ubiegłym roku Mati śmigał w czerwonych trampkach Zary. Chyba je lubił, bo sam często po nie sięgał. Dałam pewnie coś koło 50zł. W tym roku podoba mi się to co oferuje H&M (ah te printy!). Szkoda tylko, że niedostępne w PL. Ale u nas to tak zawsze, nawet jak sklep online otwarli.

To tyle podpowiedzi ode mnie. Jeśli macie jakieś miejsca gdzie warto zajrzeć po okazje cenowe, dzielcie się śmiało.

 

Wyprawka dla noworodka – ciuchy. Co kupić?

Podczas mojego ostatniego pobytu u rodziców, zaglądnęłam na stryszek, gdzie trzymamy pudła z ciuszkami po Mateuszku. Sporo rzeczy, zwłaszcza tych najmniejszych odsprzedałam, jednak co nieco zostało. Postanowiłam odświeżyć sobie pamięć i sprawdzić jak wiele mam i jak dużo jeszcze potrzebuję.

Przeglądając te malutkie ubranka doszłam do wniosku, że wiele z nich to rzeczy, których Mati nie nosił lub ubierałam mu stosunkowo rzadko. Niepraktyczne, nieodpowiednie na daną porę roku. Gdy był w brzuchu szalałam z zakupami, nie do końca zdając sobie sprawę, że nie wszystko to co w sklepach nam oferują, rzeczywiście się przydaje. Dziś, nauczona doświadczeniem jestem mądrzejsza w temacie. Wiem co sprawdziło się w naszym przypadku i teraz, przy drugim dziecku będę stawiać tylko na takie rzeczy.

Pomyślałam, że moje spostrzeżenia przydadzą się nie jednej mamie, głównie tej, która nosi pod sercem swoje pierwsze dziecko. Większość rzeczy dla noworodków i niemowląt jest droga, więc szkoda wydawać pieniądze na coś co i tak będzie leżeć. Lepiej kupić mniej, lepszej jakości,a coś co się rzeczywiście przyda.

Co znajdzie się w wyprawce dla mojego drugiego synka? Co na pewno się u nas sprawdziło i gorąco wierzę, że podobnie będzie tym razem?

pajace

Przede wszystkim pajacyki. Są genialne, bo szybko się je wkłada i ściąga, co ma znaczenie np w nocy, gdy maluszek przesika pieluszkę. Łatwość ubierania sprawia, że nawet najmniej wprawiona mama i poddenerwowany nową rolą tata dadzą sobie wyśmienicie radę. Ile? Na pewno kilka. U nas szło czasem po 2-3 na dobę. Zwłaszcza na początku, gdy nawet pieluszki w rozmiarze 1 okazały się za duże i po prostu przeciekały mocząc pajaca.

Doskonałej jakości są te z Nexta. Mogę je polecić z czystym sumieniem. Gdy ja rodziłam, nie było jeszcze wysyłki do PL, więc zostało allegro lub second handy. W tych drugich zwłaszcza można znaleźć w naprawdę niskich cenach (ja płaciłam po 5zł sztuka za często nowe sztuki, bo ileż taki noworodek je razy założy zanim wyrośnie). Także jak macie możliwość, śmigacie do sh i grzebiecie. Zwłaszcza za rozmiarami 56 i 62. W takiej cenie bierzcie ile Wam się podoba. Szukajcie też takich, które w rękawach mają wszyte niedrapki, które można wywinąć. Odpada wtedy kupno niedrapek, które w zasadzie u nas założyliśmy raz- w szpitalu po porodzie.

pajace bez stóp

Problem z pajacami jest właściwie jeden. Jak maluch wyrasta (a na początku wyrasta mega szybko), to przestaje się w nich mieścić i nie może rozprostować nóżek (mimo, że ogólnie pajac wydaje się być ok rozmiarowo). Na pomoc przychodzą pajacyki bez stópek. Zwłaszcza jeśli chcemy się szarpnąć i wydać troszkę więcej kasy i kupić coś co nam skradło serce. Sprawdzają się super, bo wystarczy, że założymy do nich skarpetki. Ale.. w naszym przypadku były ok do czasu dopóki Mati nie zaczął mocniej wierzgać nóżkami. Wtedy skarpetki notorycznie spadały, a stópki były chłodne. Także na noc mało przydatne. Ile sztuk? Nie za wiele. No chyba, że coś nam mocno do gustu przypadnie. Ja polecam ten w paski z KappAhla. Świetna bawełna, świetny krój.

body kopertowe

Bodziaki kopertowe- moja największa miłość. Na swoją listę dopisuję kilka sztuk. Uwielbiałam. Za łatwość ubierania. Za to, że jakimś cudem rosły razem z Matim i rozmiar 62 (z HM) nosił przez kilka pierwszych miesięcy (nie wiem jak to możliwe). Oczywiście polecam te na zatrzaski, bo wiązane jakoś mniej się sprawdziły u nas. Ile sztuk? NA bank kilka!

bodziaki

Zwykłe body, wkładane przez główkę. Też praktyczne, choć trochę mniej niż te kopertowe. Lepsze na późniejsze miesiące niż na sam początek. Jest oczywiście jeszcze wersja z krótkim rękawem. Dla noworodka nie polecam. Miałam kilka sztuk i leżały. Nie ubierałam Matiemu pod pajace.

PÓŁŚPIOCHY

Nie miałam większego przekonania do typowych śpiochów. Pewnie dlatego nie kupiłam ani jednej pary. W wyprawce dla Matiego za to znalazły się półśpiochy i te szczerze mogę polecić. Sprawdziły się u nas rewelacyjnie, zakładałam je do body kopertowego. Nic nie spadało, nie zjeżdżało. Mieliśmy z H&M i Cartersa. Polecam obie firmy.

spodnie

Spodnie czy legginsy też fajnie mieć. Niekoniecznie dla newborna, ale tak po 1-2 miesiącach sprawdzają się super. Analogicznie jak pajace bez stóp, tak i tu wkładamy skarpetki i mamy outfit wyjściowy 😉 Mieliśmy z H&M, KappAhla i całkiem sporą ilość z Zary jak już Mati podrósł (te z z Zary mają jedną wadę- przeważnie są za szerokie w pasie itrzeba coś z tym zrobić).

zestawy

Sporo fajnych rzeczy z powyższych list można kupić w zestawach, co wychodzi znacznie taniej. Miałam taki zestaw z H&M i poza czapeczką, która rozciągnęła się do granic niemożliwości po pierwszym praniu byłam bardzo zadowolona. Zestaw w zwierzątka leśne, bo taki mieliśmy leży w pudełku i czeka na nowego właściciela 🙂

inne

Moje serce skradły także śpiworki z Cartera. Mieliśmy jeden jedyny i jak słowo daję to był u nas hit przez długi, długi czas, bo rósł razem z Matim. Idealny na dzień, zwłaszcza gdy ciepło w domu. Wystarczyło podciągnąć i już pieluszka na wierzchu. Taki mam sentyment do tego śpiworka, że dla drugiego dzidziusia już zamówiłam kolejny.

Poza śpiworkiem na pewno przyda się jakiś cieplejszy pajacyk lub kombinezon. Okruszek przyjdzie na świat na początku października, więc zakładam, że z pogodą może być różnie. Dla Matiego miałam misia z H&M. Niestety sprzedałam…

Skarpetki, czapeczki. I tak i nie. Jeśli wybieramy opcje pajaców bez nóżek skarpetki jak najbardziej tak. Dużo mam też zakłada skarpetki na pajace/ śpioszki. Zwłaszcza na spacery. Więc się przydadzą. My mieliśmy z H&M. Fajne są, cieplutkie. Na początku mogą spadać, więc nie bierzcie za dużych. Potem mają minus bo się mechacą, ale to przy starszych bączkach 🙂 Czapeczka sprawa sporna. U nas się kompletnie nie przydały. Mowa oczywiście o tych domowych, bo na zewnątrz cieplejszą mieliśmy. Jeśli dziecko rodzi się jesienią, to inwestujemy w coś cieplejszego. Jeśli latem to myślimy o cieniutkich.

Ode mnie to tyle jeśli chodzi o ubranka. Żadnych kurteczek, podkoszulków, bluz i innych dorosłych ubrań. Wiem, są śliczne, ale wierzcie mi średnio praktyczne. Zwłaszcza na początku. No chyba,że … nie możecie oprzeć ich urokowi i nie żal Wam kasy, to śmiało 🙂 Dziecko i tak zawsze we wszystkim wygląda ślicznie 🙂

Jeśli będziecie zainteresowane, następnym razem o akcesoriach i gadżetach, typu pieluszki, kocyki, rożki itp

 

Zimowe buty dziecięce

Nowy Rok otwieramy przeglądem zimowych butów dziecięcych. Oczywiście nie wszystkich dostępnych na rynku, a tych które posiadamy w domu. Utarło się już, że o butach dla maluchów wspominam praktycznie co sezon, więc i tym razem słów kilka.
Jako, że zima, zwłaszcza ta w białej odsłonie nie zagościła u nas jeszcze na dobre i tak naprawdę wszystko pewnie jeszcze przed nami, myślę, że dla tych, którzy z zakupem czekali na ostatnią chwilę (lub na wyprzedaże) post nasz okaże się przydatny.

Pod lupę bierzemy dziś trzy pary butków zimowych, takich firm jak Bobux, Crocs i Reserved. Różnią się mnóstwem szczegółów, ceną, sposobem wykonania. I przeznaczeniem.

Typowy test okraszony zdjęciami.
Pod uwagę wzięłam materiał oraz jakość wykonania, parametry cieplne, przemakalność, podeszwę, wagę bucika oraz łatwość ubierania.. Kolejność alfabetyczna 😉

Blizzard Boot Navy – BOBUX

Buciki z serii I-walk, które zaprojektowano specjalnie z myślą o dzieciach, potrafiących już dobrze chodzić. Czyli takich jak mój Mati. Jednak w ofercie firmy znajdziemy również ten sam model stworzony dla maluchów dopiero stawiających swoje pierwsze kroki (szukajcie ich w dziale step up- Storm Boot Navy). 
Firmie Bobux zaufałam już rok temu, dlatego nie miałam wątpliwości, czy ten but będzie odpowiedni dla mojego synka. Zdrowy rozwój stopy dziecka – to nie tylko motto towarzyszące Bobux- to rzeczywistość.Uformowane tak, by zapewnić optymalne ułożenie i utrzymanie stopy w naturalnej pozycji.

Wyniki testu:

materiał i podeszwa: 100% miękka naturalna skóra, wewnątrz wyścielana kożuszkiem, gumowa podeszwa z rowkami – nie są śliskie
jakość wykonania: bez zarzutu – z butów nie wystają nitki, przeszycia są równe, nie znać śladów kleju
parametry cieplne i przemakalność: w całości (również wkładka) ocieplane kożuszkiem, nożka po 1h spacerze przy temperaturze -6 stopni w śniegu wciąż pozostała ciepła i sucha
waga: bardzo lekkie
łatwość ubierania: buty posiadają od wewnątrz zamek, dzięki któremu łatwo wsunąć nóżkę do środka. Dodatkowo zapięcie na zewnętrznej stronie.

Wychodząc na spacer najczęściej Mati sięga właśnie po te buciki, obstawiam więc, że muszą być wygodne. Pasują przy tym do większości strojów, zarówno typowo sportowych jak i tych bardziej eleganckich.


Kids’ Crocband™ II.5 Gust Boot

Dłuższy czas szukałam śniegowców, które spodobają mi się z wyglądu i będą przy tym pełniły swoją funkcję. Większość, które obejrzałam już na pierwszy rzut oka była ciężka i jakaś taka toporna.W efekcie zadowolona z letnich zakupów postanowiłam i zimą zaufać marce Crocs.

 

 

Wyniki testu:

materiał i podeszwa: w większości wykonane z gumy oraz wodoodpornego materiału, wnętrze pokryte materiałem. Gumowa podeszła z rowkami
jakość wykonania: bez zarzutu -nie znać śladów kleju, czego najbardziej można obawiać się przy tego typu butach
parametry cieplne i przemakalność: ocieplana jest tylko cholewka,co sprawia że buty nie są najcieplejsze, ale idealnie spisują się na mokrym śniegu. Nie przemakają. Wystarczy założyć dodatkową skarpetkę. Są na tyle wysokie, że śnieg nie wpada do środka
waga: bardzo lekkie
łatwość ubierania: buty zapinane na rzep, bardzo łatwo się ubiera

 

 

Sznurowane buty trekkingowe Reserved

Wybrałam je jeszcze jesienią, bo po prostu wpadły mi w oko. Już z działu dla starszych chłopców, w najmniejszym rozmiarze 24. Choć Mati nosi obecnie 23 to są na niego dobre, czyli z rozmiarówką jest coś pokićkane. Choć nie są to typowe buty na śnieg, w chłodne dni sprawdzają się idealnie.

 Wyniki testu:

materiał i podeszwa: w całości wykonane ze skóry/zamszu. Podeszwa piankowa z domieszką gumy, z wyraźnymi rowkami jak to przy butach trekkingowych. Przód wzmacniany
jakość wykonania: bez zarzutu -nie znać śladów kleju, wystających nitek, złych przeszyć
parametry cieplne i przemakalność: ocieplane wewnątrz miłym futerkiem, wkładka nieocieplana
waga: lekkie
łatwość ubierania: buty sznurowane, łatwo się zakłada na stopę

Zupełnie szczerze i bez ściemniania polecam Wam każde z tych butów. Jestem zadowolona z każdej jednej pary. Różnią się od siebie, dzięki czemu uzupełniają idealnie. Zapewne trzy pary obuwia to nie jest standard na jeden sezon, ale patrząc na przekrój czasowy (od października, mam nadzieję, że do marca-kwietnia) Mati na pewno będzie miał w czym chodzić. 

 

 

Śniegowce dziecięce

W związku ze szturmem jaki przypuściły matki blogerki (i pewnie nie tylko) na Lidlowe śniegowce dziecięce (co zaobserwowałam na swojej tablicy na fb) zaczęłam dość poważnie nad tego typu butami się zastanawiać.
Wcześniej szczerze mówiąc jakoś niespecjalnie brałam je pod uwagę. Raz, że nie bardzo mi wizualnie leżą, a dwa, że z tym śniegiem to jednak różnie u nas bywa.
Trochę obawiam się zakupu, żeby nie skończyło się jak w ubiegłym roku, kiedy to cieszyłam się pięknym kombinezonem Gap cudem ściągniętym dzięki uprzejmości Zuzy prosto ze Stanów. Dodam, że cieszyłam oczy w domu, bo na zewnątrz był w nim Mati może 3 czy 4 razy. Jest jednak szansa, że w tym roku jeszcze go ubierze, bo całkowicie nie wyrósł. Ale musi być śnieg. A jak śnieg to odpowiednie obuwie.

1/2/3/4/5/6/7/8/9

Przejrzałam, więc internet w poszukiwaniu buta zimowego odpowiedniego do brodzenia w śniegu. Oto co udało mi się wypatrzeć. Jeśli ktoś z Was miał do czynienia z którymś z butków, to bardzo proszę o pozostawienie swojej opinii w komentarzu.

Wizualnie najbardziej przypadły mi Rubber Duck (2),  Merele (1) lub buty marki Sorel (5).
Merele znam z racji butów dla nas, dorosłych. Sorele natomiast dość często pojawiają sie u dzieci znajomych.
Pod uwagę biorę także moje ulubione Elefanteny. Rewelacyjnie sprawdziły się w ubiegłym roku i gdybym trafiła to z chęcią wzięłabym ten sam model. Co prawda nie przypominają one typowych śniegowców, o których myślę, jednak na śnieg nadają się doskonale. (7)
Z Crocsów (3) byłam mega zadowolona jeśli chodzi o lato, dlatego zastanawiam się jak sprawdziłyby się zimową porą?
Poradzicie coś? Na co konkretnie zwracać uwagę przy zakupie tego typu obuwia? Jak z rozmiarówką? Spokojnie brać o rozmiar/dwa większe? Gruba skarpeta da radę?
*źródło: Większość modeli z grafiki pochodzi z tej strony.
Niestety, wszystkie fajniejsze buty dla Matiego są za duże rozmiarowo 🙁

Sandałki dziecięce – jakie wybrać?

Dużo pytań dostaję od Was w związku z letnimi sandałkami. Nie, żebym była ekspertem w dziedzinie, bo a gdzie tam, ale że kilka par mamy na stanie, to pytacie mnie o zdanie na ich temat.
Postanowiłam, że zbiorę w tym poście moje przemyślenia tak, żeby już nikt nie miał wątpliwości czy zadowolona jestem czy nie z zakupów. A nóż ktoś z Was zastanawia się nad kupnem butków, które mamy w domu i moja opinia okaże się Wam pomocna.

Nie będę pisać o tym jak typowo letnie obuwie ma wyglądać, jakie ma mieć cechy a jakich nie. O tym możecie doczytać w poprzednich postach, m.in. TU, gdzie wspólnie zastanawialiśmy się na co zwracać uwagę przy wyborze butów i ciuchów dla maluchów.

Dziś będzie o moich wyborach. Konkretnych. Czy trafionych? Zaraz się przekonacie.

Typowo letnich butów (czyt. sandałów- klapek) posiada Mateuszek 5 par. Różne fasony, materiały z których zostały wykonane, różni producenci. Poniżej zestawienie – od tych najwyżej ocenionych przeze mnie, po te które sprawdziły się najmniej.

1. Sandałki Bobux 

Moja opinia na temat obuwia marki Bobux nie powinna być zaskoczeniem. Pięć gwiazdek i najwyższe miejsce nie jest przyznane dlatego, że buty otrzymaliśmy w ramach testów. But skórzany to jednak but skórzany i co do jego przewagi nad sztucznym materiałem nie ma wątpliwości.
To nasza druga para Bobuxów i przyznaję szczerze, że jakość idzie w parze z ceną. Nasz pierwszy kontakt z marką miał miejsce podczas ogólnopolskiego testu obuwia dla dzieci, o którym możecie przeczytać TU. Zarówno ostatnio jak i tym razem do testów wybrałam butki o podobnym designie, jednak z przeznaczeniem dla różnej kategorii wiekowej.
Pierwsze Bobuxy Matiego były z serii „Step up- pierwsze kroki”, obecnie mamy już dla maluchów zaawansowanych w chodzeniu „i Walk – dla wprawionych odkrywców”. Łączy je wiele. Począwszy od dobrej jakościowo skóry, z której zostały wykonane, po każdy detal i dokładność. Różni je budowa. Przede wszystkim podeszwy. W sandałkach, które obecnie nosi Mateuszek jest ona troszkę twardsza, jednak wciąż genialnie współpracuje ze stopą. Cholewka bucika natomiast dobrze trzyma się kostki i pięty, co daje im wsparcie.

Pytałyście mnie o rozmiarówkę bucików. My mamy w domu taką fajną miarkę Bobux, która sprawdza długość stopy i od razu dopasuje rozmiar. O tym jak zmierzyć nóżkę u malucha przeczytacie TU (jest tam też pokazana miarka).
Co ważne, nie ma co brać bucika na wyrost na zasadzie wezmę o 1 cm większy to paluszki będą mieć więcej swobody. Mateuszek nosi rozmiar 22 i taki też pokazała miarka. Taki rozmiar też doradziła nam Pani Wioletta. Bałam się, że może będą na styk i synek długo w nich nie pochodzi. A jak przyszły to się zastanawiałam czy czasem nie są za duże. Ten centymetr luzu jest już wliczony w rozmiarówkę i trzeba wziąć to pod uwagę.

Jeśli idę z Matim na dłuższy spacer i wiem, że będzie sporo chodził i biegał to bez zastanowienia zakładam Bobuxy. To jedyne sandałki, które posiadamy w domu i jestem ich pewna. Wiem, że nie obetrą małej stópki, w żaden sposób nie spowodują dyskomfortu podczas chodzenia, a ich noszenie jest po prostu wygodne. Co zresztą Mati mi pokazuje, bo sandałki podobnie jak wcześniejsze Bobuxy przynosi i paluszkiem wskazuje, żeby mu je ubrać.

Crocs  

Każdy, kto miał do czynienia z crocsami potwierdzi ich zalety. Może wizualnie te sandało-klapki nie należą do najpiękniejszych (a przynajmniej wersje dla dorosłych, wg niektórych) jednak posiadają kilka innych walorów. Łatwe do utrzymania w czystości, wykonane z antybakteryjnego tworzywa, mega wygodne i lekkie. Pasują właściwie do większości strojów. Croscy, a także ich tańsze podróbki możemy spotkać praktycznie wszędzie. Pomijając rosnącą stopę dziecka, jest to bucik na lata. Nie ma prawa się zdeformować, a tak przynajmniej zapewnia producent.
Pierwsze crocsy Mateusza przywędrowały do nas w prezencie od cioci Agi. Mateusz je uwielbia. I nie chodzi tylko i wyłącznie o śmiganie w nich po domu. Równie fajne są zabawy butami, co kiedyś prezentowałam Wam na naszym instagramie.
Z racji, że butki są troszkę za duże (mamy rozmiar 6/7 odpowiadający 23/24) zamówiłam Matiemu crocsy bez paluszków. Pierwszy raz wpadły mi w oko jak zamawiałam kaloszki Matiemu. Potem obserwowałam jak pojawiały się na stópkach kolegów i koleżanek Matiego. Wciąż jednak nie byłam do końca przekonana, co skutkowało tym, że średnio raz na 2 tygodnie odwiedzałam sklep firmowy i mierzyłam buciki. Decyzję o kupnie podjęłam w momencie, w którym ustaliliśmy, że jedziemy na wakacje do Chorwacji.
Mam nadzieję, że Matiemu będzie się w nich wygodnie śmigać.
Sandałki Zara 
Bardzo często o nie pytacie.Są piękne. Skórzane. I na tym niestety kończą się ich zalety. Podeszwa mimo, że twarda, lecz co prawda do rozpracowania najwygodniejsza chyba jednak nie jest. Na samym początku Mati z niewielką ochotą dał sobie je zakładać. Po jakimś czasie się przekonał. Sandałki co prawda nigdy nie obtarły mu nóżki, mimo że noszone na gołą stópkę, jednak nie mam do nich 100% zaufania. Zakładam jak jedziemy na spacer wózkiem i mam pewność, że spędzi w nim 3/4 czasu. Prezentują się ślicznie.

Jeszcze jedno o sandałkach. Mati nie ma wysokiego podbicia, więc są dobre, a właściwie takie na styk. Podejrzewam, że maluszek z wysokim podbiciem po prostu nóżki do środka nie włoży.

Sandałki gumowe Zara 

Bardzo mi się podobały. Wykonane są z mięciutkiej gumy. Podeszwa jest elastyczna. Niestety, jak to bywa z tego typu obuwiem odparzają. Choć właściwie obcierają, bo Matiemu zdarły skórkę na stópce po wewnętrznej stronie. Także bez skarpetek ani rusz. Fajne natomiast do wody i do piasku. Bankowo weźmiemy na wakacje (o ile stopa nie wyrośnie).

Mają możliwość „regulacji” poprzez wyciągnięcie antybakteryjnej wkładki. To sprawia, że bucik robi się głębszy. Ja wyciągnęłam i obawiam się, że stąd to obtarcie.

Z innymi nie miałam do czynienia, ale z chęcią poczytam jakie noszą Wasze pociechy, a z których jesteście zadowolone. Tak na przyszłość 🙂