Roczek Antosia. Przepis na tort śmietankowo malinowy i dekoracje.

Antoś. Nasz uśmiechnięty i radosny Antoś. Ma rok. Omójbożejedyny kiedy to zleciało! Czasem łapię się na tym, że patrząc na Antosia widzę Matiego. Przecież on dopiero co kończył rok. A wszystko jak schemat. Swoim torem zmierza. Utartym. Widzę te podobieństwa w swoich dzieciach. Ale i różnice. Jeden pewne umiejętności nabywa szybciej, drugi w więcej ciałka obrastał. Bo nie ma dwoje takich samych ludzi przecież.

Antosiu, ale dziś o Tobie. Bo przecież to Twój dzień niedawno świętowaliśmy. Chcę Ci napisać, na pamiątkę, bo być może przeczytasz to w przyszłości. Takiego grzecznego chłopca to ze świecą szukać. Uśmiech z Twojej buzi praktycznie nie schodzi. Budzisz się z drzemki, schodzisz z łóżka i potrafisz sam zabawić. Bez wołania i płaczu. Tak grzecznie, że zapomnieć by można, że dziecko w domu. Jedynie minka się krzywi do obcych. Gdy próbują za nóżkę złapać. Wtedy wzrokiem mamy szukasz i buźkę w podkówkę robisz.

Nie dajesz sobie w kaszę dmuchać. Pierwsze boje o zabawki z bratem stoczone. Znienacka potrafisz w głowę zabawką przyłożyć, więc każdy już uważa na Twoje podchody. I ząbki, bo i gryzienia frajdę Ci sprawia.

Roczek skarbie przetuptałeś, co dla wszystkich było zaskoczeniem. Już na 11 miesięcy pierwsze kroki próbowałeś postawić, ale ostatecznie dwa tygodnie później sam poszedłeś.

Jesteś bardzo kontaktowy. W mig łapiesz różne zabawy, które pokazuje Ci Mati. Uwielbiasz jeździć autkami po dywanie naśladując ich odgłosy. Z piskami radości wskakujesz do basenu z kulkami. Próbujesz układać duplo. Tańczysz gdy tylko coś zagra. Śpiewasz kołysanki, przytulasz się i dajesz buzi. Paluszkiem pokazujesz, że mamy usiąść, że mamy Ci coś dać. Każdy dzień przynosi coś nowego, jest przygodą. Nawet nie wiesz jak jestem szczęśliwa, że mogę w niej uczestniczyć.

Kochany synku, rośnij nam. Zdrowo. W szczęściu i miłości. Bądź zawsze taką iskierką. Wszystkiego najlepszego!

dsc_0868roczekdsc_0896dsc_0909dsc_0902dsc_0940

 

PRZEPIS NA TORT DLA ROCZNIAKA:

 

Biszkopt:

  • 7 jajek
  • szklanka cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1,5 szklanki mąki
  • 7 łyżek oleju

Białka oddzielić od żółtek, ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę. Dodać cukier i zmiksować. Następnie dodać jajka, mąkę, proszek i olej. Dobrze zmiksować. Całość wylać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Piec w 180 stopniach przez 30 minut.

Z ciasta wycinamy krążki wielkości talerzyka. Przekrajamy wzdłuż, by krążków było ok 5-6.

 

Masa:

  • 1 opakowanie serka mascarpone
  • śmietana kremówka 30% – 0,5l
  • cukier puder
  • maliny 20dkg
  • galaretka o smaku malinowym

 

Śmietanę kremówkę miksujemy z cukrem pudrem. Dodajemy opakowanie serka mascarpone. Galaretkę rozpuszczamy, studzimy, żeby stężała, ale nie całkowicie. Maliny miksujemy. Dodajemy galaretkę. Rozdzielamy ubitą śmietanę z serkiem pół na pół. 3/4 malin mieszamy z masą śmietanową. Plastry biszkopta przekłądamy malinami, masą malinową i masą śmietankową.  Z wierzchu gotowy torcik okładamy bitą śmietaną.

 

Dekorujemy. Np tak jak my. Całość drukujemy na samoprzylepnym papierze. Wycinamy elementy i przyklejamy do patyczków od szaszłyków.

 

dekoracje-na-tort

 

 

 

 

Ciasto marchewkowe – zdrowa alternatywa

Przepis na marchewkowe specjały już się kiedyś na blogu pojawił. Marchewkowymi muffinkami zajada się Mati od małego. KLIK

Tym razem coś dla nas, dorosłych lub dla starszych dzieciaków (mój trzylatek wcinał, aż mu się uszy trzęsły).

Zdrowa wersja ciasta marchewkowego. Smaczna i prosta w przygotowaniu. Proporcje na oko (serio, tu nie ma co zepsuć, ciasto i tak nie wyrasta, więc o zakalec martwić się nie musimy).

 

Potrzebujemy:

– około kilograma marchewek (trzemy na drobnym oczku lub puszczamy przez wyciskarkę- wtedy bierzemy tylko „odpad” a sok pijemy na zdrowie)

– 2-3 szklanki płatków owsianych (dałam błyskawiczne, ale można i górskie)

– 4 jajka

– szczypta soli, 1,5 łyżeczki przyprawy do piernika

– 3- 4 łyżki miodu (dałam wielokwiatowy)

– łyżeczka sody oczyszczonej

– 2 garście orzechów (włoskich, ale można zrobić miks np z laskowymi, nerkowca, migdałami- wszystko drobno siekamy, można w blenderze)

– 2-3 łyżki oleju kokosowego (nierafinowanego! ma pachnieć:) )

Do posmarowania serek naturalny (np Mocarz (świetny skład!), Prsident, Philadelphia itp)

 

DSC_0158

Marchewkę obieramy, trzemy na najdrobniejszym oczku. Odciskamy sok. Ja użyłam wyciskarki, więc wióry były suche. W takim przypadku potrzeba mniej płatków owsianych. Płatki mielimy w blenderze na mąkę – zwykle około 20 sekund. Ma wyjść mąka. Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę ze szczyptą soli. Dodajemy żółtka i delikatnie mieszamy. Następnie dodajemy startą marchew partiami. Mieszamy. Znów dodajemy mąkę z płatków i wszystkie przyprawy, 2 łyżki miodu i orzechy. Mieszamy oczywiście. Na koniec dodajemy 2 łyżki oleju kokosowego. Zgadnijcie co robimy? Podpowiem- mieszamy 😉

Małą blaszkę smarujemy pozostałą 1 łyżką oleju kokosowego. Ciasto wykładamy. Równamy i wkładamy do nagrzanego na 175 stopni piekarnika. Pieczemy około godziny (trzeba zaglądać- im niższe ciasto z uwagi na wielkość blaszki, tym krócej pieczone).

Po wystygnięciu wierz możemy posmarować delikatnym, kremowym serkiem z domieszką miodu lub soku cytrynowego.

Ciasto jest ciężkie, mokrawe.

W kuchni malucha – kompot z czereśni

Lubicie kompoty? Ja uwielbiam. Jak nic innego kojarzą mi się z dziecięcymi latami. Spiżarka babci zawsze pełna była słoików, w których zamknięto dary ciepłego lata. Piło się je litrami, bo w sklepach nie było tak jak obecnie ogromnego wyboru soków i innych kolorowych napoi. Jedynie oranżada w torebce, której wyjątkowy smak pamiętam do dziś i woda z syfonu.

Obecnie królują świeżo wyciskane soki i wcale się nie dziwię. To najzdrowsza alternatywa dla zwykłej wody. Ale czasem po prostu chce się czegoś innego, czegoś „swojego”. Z pomocą przychodzą odchodzące w zapomnienie kompoty.

DSC_0692

W tym roku postanowiłam sobie o nich przypomnieć. Zwłaszcza patrząc na smakowite czereśnie. Owoce, które tak krótko cieszą me oczy, a które mogłabym pochłaniać bez końca. Zimą wyjątkowo brakuje tego smaku. Dlatego na jesienną chandrę i zimowe wieczory pozamykałam ogromne bordowe owoce i ich różaną odmianę w szklane słoje. Już widzę jak szybko znikają 🙂

Jeśli macie ochotę, spróbujcie. To już ostatni dzwonek na czereśniowe przetwory.

Mój przepis, bardzo na oko. Za to nie wymagający wiele pracy.

  • ok 5kg owoców
  • ok 0,5kg cukru
  • 12 słoików (ja miała 6×0,5l oraz 6x 0,75l)
  • woda najlepiej przefiltrowana, zimna

Pierwsza i najważniejsza rzecz – słoiki i wieczka dokładnie myjemy. Ja swoje słoiki wsadziłam do zmywarki na program 50 stopni. Po umyciu dodatkowo na 5 minut zamknęłam je w piekarniku nagrzanym do 150 stopni. Wieczka już nie, ale bardzo dokładnie wytarłam je od środka, by ani kropla wody na nich nie została. Czyste i suche są gwarancją prawidłowego domknięcia i tego, że dotrwają do zimy.

Owoce po prostu umyłam i oderwałam ogonki. Nie drylowałam, nie sprawdzałam czy są robaczywe. Nie dlatego, że lubię dodatkowe białeczko, ale zjadłam wcześniej jakieś 0,5kg i na nic nie trafiałam (chyba). Zakładam, że reszta również była zdrowa. Oczywiście drylować możecie. Odrzucamy też wszelkie nadgnite, popsute owoce.

Jak już mamy słoiki umyte i wyparzone to do wysokości około 2/3 nakładamy owoców. Możecie zrobić osobno słoiki z różnymi odmianami (jeśli macie) czereśni. Możecie też je wymieszać. Możecie dodać innych owoców, np truskawek. Ja zrobiłam również takie i połączenie smaków jest bardzo fajne.

Słoiki z owocami zasypujemy cukrem. Wsypujemy tyle ile chcemy, tzn jeśli wolimy bardziej słodki kompot, który po prostu rozcieńczymy wodą dajemy cukru więcej. Taki idealny do picia po otwarciu to niecałe 2 łyżki cukru na słoik 0,5l. Ważne też jest oczywiście czy same owoce są słodkie. Moje były, więc 2 łyżki wystarczyły. Możecie też użyć większych słoików, zwłaszcza jeśli w domu znajduje się więcej amatorów letnich przetworów. Na słoik 0,7l dałam około 3 łyżek. Na litrowy analogicznie dałabym 4.

Następnie całość zalewamy wodą. Ja dodałam wodę z dzbanka, przefiltrowaną i oczywiście zimną, w ilości takiej by równo przykryć owoce. Następnie przetarłam ręcznikiem papierowym zewnętrzną część słoików (gwintową- przy wieczku). Sprawdziłam raz jeszcze wieczka (ach ta przezorność!), dokręciłam i voila! Możecie dodać laseczkę wanilii (lub kawałek) zwłaszcza gdy trafią Wam się mało słodkie owoce.

Do dużego gara wsadziłam starą ścierkę,następnie słoiki i zalałam całość wodą do 3/4 wysokości słoików. Od momentu zagotowania pasteryzowałam 25 minut. Wyciągając słoiki kładłam je do góry dnem, aby dobrze się domknęły. Oczywiście wszystkie 12 słoików nie zmieściło się na raz do gara, więc pasteryzowałam partiami. Przed włożeniem każdej nowej partii odlewałam trochę gorącej wody, zastępując ją zimną. Daje to pewność, że słoiki nie popękają przy kontakcie z gorącą wodą. Zwróćcie też uwagę, aby nie dotykały ścianek garnka.

Koniec, więcej pracy nie ma. Można się rozkoszować smakiem. Nawet na ciepło, choć radziłabym zostawić coś na jesienną chandrę 🙂

DSC_0683

Udanych przetworów i smacznego!

Pikantna zupa krem z soczewicy

Zupa ta chodziła za mną od dawien dawna. Pierwszy raz spróbowałam jej podczas pobytu w Warszawie i już wtedy wiedziałam, że koniecznie zrobię taką samą w domu. Problem tkwił jednak w tym, że albo brakowało składników, albo chęci.

Smaki jednak zrobiły swoje, a przepis od jednej z dziewczyn na FB zmobilizował do działania. Nie byłabym sobą, gdybym oczywiście trochę nie zmodyfikowała. Zwłaszcza, że oryginał przewidywał dodatek ciecierzycy, którą owszem miałam, ale nie puszkowaną. Nie namoczyłam jej na noc, więc musiałam czymś zastąpić. I tak pomysł padł na ziemniaka. Efekt? Bardzo zadowalający

Składniki:

2 szklanki soczewicy czerwonej

1 duża papryka czerwona

1 puszka pomidorów krojonych (latem mogą być świeże)

2 ziemniaki

1 cebula

2 ząbki czosnku

2 litry wody

1 łyżka oleju

Przyprawy: łyżeczka- kurkumy, cynamonu, papryki mielonej słodkiej, mielonego imbiru i majeranku; ok. 1/2 łyżeczki pieprzu cayenne, 2 listki laurowe, szczypta kminku i sól do smaku

Sposób przygotowania:

Na początek dobrze płuczemy soczewicę, a następnie zalewamy ją 2 litrami wody. Dodajemy dwa ziemniaki pokrojone w drobną kostkę. Gotujemy na wolnym ogniu około 15- 20 minut. W międzyczasie paprykę oraz cebulę siekamy na drobne kawałki i podsmażamy na oleju z dodatkiem czosnku. Dodajemy pomidory i podsmażamy do czasu aż woda nie odparuje.

Następnie całość dodajemy do gotującej się soczewicy z ziemniakami. Podgotowujemy przez około 3-4 minuty. Wyłączamy gaz i blendujemy wszystko na gładką masę. Po zmiksowaniu ponownie włączamy gaz i dodajemy przyprawy. W zależności od naszych upodobań dozujemy odpowiednią dawkę pieprzu cayenne. Sól dodajemy na samym końcu, by soczewica nie straciła swoich właściwości odżywczych.

Zupa ma mieć wyraźny smak, ma posiadać gładką konsystencję. Ja podaję z grzankami lub chrupiącą bagietką. Całość można posypać posiekaną natką pietruszki. Mati zajada się nią na równi z pomidorową.


 

Na koniec słów kilka o soczewicy, która ze względu na swoje właściwości odżywcze szczególnie polecana jest kobietom w ciąży oraz mamom karmiącym. Roślina ta zawiera dużą ilość kwasu foliowego (pokrywa 45% dziennego zapotrzebowania) i żelaza, dlatego powinny zajadać się nią zwłaszcza osoby cierpiące na anemię. Pamiętać należy jednak, aby solić ją już pod sam koniec gotowania, a sam proces obróbki cieplnej nie powinien trwać dłużej niż 25-30 minut. Soczewica czerwona nie wymaga namaczania.

 

Karnawałowe racuchy jabłkowe

Jednym ze smaków mojego dzieciństwa są racuchy. Pulchne, z chrupiącą skórką, złociste. Pokryte delikatną kołderką z cukru pudru. Jedzone na ciepło i popijane kakao.

Nie potrafię się im oprzeć nawet teraz, prawie 30 lat później. Ich smak przypomniała mi moja mama, a babcia Mateuszka. To już taka nasza tradycja w rodzinie, bo dla mnie racuchy również robiła babcia. Ta od strony mamy. Od strony taty babcia robiła mistrzowskie oponki. Niestety jej przepis się nie zachował. Podobnie jak ten na niedzielną zalewajkę.

Dziś, kiedy mama postawiła przed nami talerz pełen aromatycznych i złocistych racuszków pierwsze co pomyślałam to, że muszę ten smak zachować na później. Mam nadzieję, że kiedyś sama będę babcią. Więc cóż dam swojemu wnuczkowi jeśli nie pyszne, karnawałowe racuchy ?

Składniki na ok. 20 średniej wielkości racuchów:

2 szklanki mąki

1,5 szklanki mleka

4 łyżeczki cukru

0,5 łyżeczki cynamonu

pół opakowania drożdży

1-1,5kg jabłek (najlepiej Antonówek lub innych późnych jesiennych jabłek np. Malinówek)

 

Wykonanie:

Rozpuścić drożdże w ciepłym mleku (1/4 szklanki), szczypta cukru. Do miski wsypać mąkę, wyrobić środek, wlać mleko z drożdżami. Odstawić na 30 minut w ciepłe miejsce. Pozostałe mleko połączyć z cukrem. Po wyrośnięciu drożdży wymieszać wszystko razem, wlać mleko, dołożyć jabłka pokrojone w grube plastry. Wymieszać i odstawić w ciepłe miejsce na 30 minut.

Smażyć na głębokim oleju na złoty kolor. Po usmażeniu wyłożyć na ręczniku papierowym, a po odsączeniu przełożyć na talerzyk i posypać cukrem pudrem.

Wcinać, aż się uszy trzęsą. Można podać z ulubioną konfiturą, wtedy jest bardziej na słodko. Można urozmaicić i dodać do jabłek również banany.

Lubią dorośli, lubią dzieciaki. Mati woła na nie pizza 🙂