Mini przygoda z BLW

Coś mnie tknęło. To, że Mati wcina papki nie oznacza, że nigdy nie próbował jeść całych kawałków.
Wcześniej w ten sposób próbował banana i jabłuszka. Nic z tego nie wyszło, bo całość od razu lądowała na ziemi.
Dziś spróbowałam z warzywami. Uparowałam ziemniaka i marchew. Pokroiłam w kawałki, które Mati bez problemu chwyci w dłoń.

Radził sobie świetnie. Doskonale wiedział, że jedzonko idzie do buzi. Zresztą tak jak w przypadku flipsów kukurydzianych.

Ubrudził się cały, a ja siłą woli powstrzymywałam się, żeby co chwilę nie podchodzić i nie wycierać tego co nabrudził. Jak skończył byłam wdzięczna sama sobie, że jednak wybrałam Antylopkę na krzesło do jedzenia. Ilość resztek i odpadków w każdym zakamarku była powalająca. Krzesło poszło pod prysznic. A Mati na wcześniejszą kąpiel do wanienki.

Moment grozy przeżyłam, gdy zadławił się ziemniakiem. Po lekturze książki wiedziałam, żeby nie interweniować od razu, bo najczęściej dziecko radzi sobie bez pomocy i odkrztusza. Na tym polega nauka połykania, przesuwania jedzenia językiem.
Odkrztusił, ale serce stanęło mi na moment.
Gdyby nie ten „epizod” to było całkiem miło. Tylko to sprzątanie później…
Czy coś zjadł? Trochę na pewno.
Podobało mu się, zajął się jedzeniem na dłuższą chwilę.
Nie mówię, więc NIE dla BLW. Ale na pewno nie będziemy stosować tej metody przy każdym posiłku.
Nie wyobrażam sobie kąpać Mateusza 2 czy 3 razy dziennie.
Papki powoli zastępuję jedzeniem rozgniecionym widelcem. Czas na naukę gryzienia i żucia.
Myślę, że BLW będzie po prostu dobrym dopełnieniem.
Na koniec wieści z zębowego frontu. Dziś rano, tj. w 8 miesiącu i 5 dniu wyczułam pod palcem drugiego ząbka. Prawa dolna jedynka musiała przebić się w nocy, bo wczoraj jeszcze jej nie było.
Yupiii!

Zobacz także

takatycia