Pierwszy dzień w szkole… rodzenia!

Pomęczę Was troszkę ilością postów, ale muszę napisać koniecznie dziś, póki jest we mnie masa emocji i mam to wszystko w głowie na świeżo.
Z góry przepraszam za chaotyczność tego postu, jednak uczuć targających mą osobą jest tak ogromna ilość, że nie jestem w stanie myśleć o poprawnej składni, a chciałabym dość wiernie opisać ile wniosły w moją świadomość zajęcia ze Szkoły Rodzenia.
Dziś mieliśmy pierwsze spotkanie, organizowane przez Specjalistyczny Szpital im. Ludwika Rydygiera w Krakowie. Od samego początku coś mi podpowiadało, że jest to miejsce, w którym chcę rodzić, a dzisiejsze zajęcia tylko mnie w tym utwierdziły.
Szpital kładzie wyraźny nacisk na intymność podczas porodu, co widać na każdym kroku. Oddzielne boksy, możliwość przygaszenia światła, aromaterapii, muzyka w tle, dowolność pozycji, uwzględnienie potrzeb pacjentek- głównie tych wiążących się ze standardami opieki okołoporodowej. Nacinanie krocza, lewatywa czy golenie to indywidualny wybór rodzącej. Nieprzerwana, dwugodzinna bliskość dziecka, ciało przy ciele matki. O tym, że kładą nacisk by pępowina sama przestała tętnić, a dziecko odnalazło drogę do cycusia mamy samemu, bo po 10 min od porodu odruch ssania jest największy.
No, zafascynowana jestem.

 Bezprzewodowe KTG, dzięki któremu kobieta i dzidziuś jest pod stałą kontrolą, ale może w tym czasie przyjmować dowolną pozycję, spacerować. Dobrze wyposażona sala porodów rodzinnych co prawda jest tylko jedna, ale w każdej z pozostałych nie ma przeszkód by bliska osoba była z rodzącą kobietą. I spokój, który aż bije po oczach. Personel szpitala może sobie pozwolić na indywidualne podejście, bo szpital nie przyjmuje masowej ilości porodów. Obecność anestezjologa 24h, więc nie ma problemów z podaniem znieczulenia na życzenie pacjentki.  Wg zapewnień położnej oksytocynę podają w przypadku gdy jest taka konieczność, a nie z zasady, byle szybciej.
Ogromnie dużo dała mi możliwość zwiedzenia tych miejsc, sal porodowych, oddziału noworodkowego, sal poporodowych. Wcześniej bałam się zajrzeć na oddział, dziś jestem spokojna.
Poród nie napawa mnie przerażeniem, wręcz zyskałam pewność, że chcę rodzić naturalnie, a nie poprzez cesarskie cięcie. Oczywiście moje podejście do znieczulenia się nie zmieniło i dalej go chcę, jednak moje myślenie teraz skupia się bardziej na synu niż na tym co ja będę czuć.
Na zajęciach też został poruszony temat tego, co mamy wziąć ze sobą do szpitala, dostałam szczegółową listę.
Tatuś też się dowiedział jaka jest jego rola w tym wszystkim i choć wyszedł troszkę przerażony, głównie filmem z porodu, który obejrzał, to powiedział mi później, że dotarło do niego, że
 MY NAPRAWDĘ BĘDZIEMY MIEĆ DZIECKO.
Po cichutko dodam, że nie w nim jednym zakiełkowało podobne uczucie.

Zobacz także

takatycia

Dodaj komentarz

12 komentarzy do "Pierwszy dzień w szkole… rodzenia!"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ola
Gość

Szkoła rodzenia to fajna rzecz, pomaga poznać jak to wszystko wygląda, uspokaja, przyzwyczaja:)
Będzie wszystko dobrze, a i tatuś się stanie na wysokości zadania:))

takatycia
Gość

Mam nadzieję 🙂

Milowe Wzgórze
Gość

Fajnie. Ja mam zajęcia dzisiaj. Ciekawe czy mnie puszcza. To tylko pietro niżej.
Co do tętniacej pępowiny: u nas tez tak jest ale jesli ktoś sie decyduje na oddanie krwi pepowinowej, to niestety nie mozna czekać aż ona przestanie tętnic. Kolejny argument na nie … Ty sie zdecydowałas?

takatycia
Gość

Myślę, że puszczą 🙂
Odnośnie bankowania krwi to nie myśleliśmy nad tym, tzn jakoś tak raczej nie bierzemy tego pod uwagę. Pewien profesor w rodzinie koleżanki się wypowiadał, że to nie jest do końca tak kolorowo. I gdzieś też czytałam, że stopień wykorzystania tej krwi w PL jest żaden.

Kahlan84
Gość

Też bdb wspominam szkołę rodzenia, w ramach zajęć mieliśmy ćwiczenia i wykłady plus zwiedzanie porodówki i sal poporodowych, co mnie jakoś z tym wszystkim oswoiło 😉 Powodzenia

takatycia
Gość

Pewnie wszędzie wygląda to podobnie 🙂

kinga bajcar
Gość

Zazdroszcze, ja nie chodziłam do szkoły rodzenia, dwa razy rodziłam przez cc i wiedziałam, że bede rodzic, wiec chodzenie do takiej szkoly wudawalo mi sie zbedne. Ale teraz widze, ze duzo straciłam. No cóz, moze kiedys jak bede w kolejnej ciazy (przez przynajmniej 5 lat nie planuje ) to sie zdecyduje…:)

Kruszynka
Gość

Fajna ta szkoła rodzenia 🙂

Bobobebe
Gość

świetny szpital! niestety we Wrocławiu takich brak:(

m@dzia
Gość
Bee
Gość

nie dziwie ci sie zafascynowana jestes:) fajny szpital:)

anjami
Gość

Szpital rewelacyjny…W takim to można rodzić. Ja na swój nie narzekam, bo poród miałam dobry, ale szpitalem marzeń to on nie jest…