Uwaga pirat drogowy!

Jest z nami od roku i nawet nie zauważyłam kiedy Mateusz tak bardzo się z nim zakolegował. A co najważniejsze, nie wiem kiedy się stało, że mój syn tak świetnie opanował sztukę poruszania się na nim. Mowa oczywiście o Plasma Car, który być może jeszcze niektórzy z Was pamiętają z naszego mikołajkowego konkursu ubiegłej zimy.
Producent podaje, że jest to jeździk dla trzylatka, jednak mój blisko dwulatek już od jakiegoś czasu śmiga po domu z prędkością światła. Ściany, o dziwo jeszcze nie ucierpiały, pomimo naprawdę licznych stłuczek.
Jakby to powiedział Mateusz „kraksa” i „bam” w jednym.
Jeździk jest extra i definitywnie bije na głowę nawet nasz ostatni super nabytek- hulajnogę mini micro. Wszystko za sprawą łatwości w poruszaniu się i manewrowaniu. Zwłaszcza skręty są dużo prostsze w stosunku do mini micro i to wydaje się, że przeważyło o zwycięstwie Plasma Car.
W każdym bądź razie w domu Mati szaleje na jeździku grawitacyjnym, a na zewnątrz bierzemy hulajnogę. Taki wypas.
Plasma ma jeszcze jedną wyjątkową zaletę- mogą na niej jeździć także dorośli. Ten fakt dość często wykorzystujemy w naszych zabawach, a Mati naprawdę lubi gdy śmigamy po domu we dwójkę. Jak za dawnych lat! (ależ mi się napisało!). Ale prawda jest taka, że właśnie od wspólnej jazdy zaczęła się nasza przygoda z jeździkiem. Już rok temu przyzwyczajaliśmy Matiego do jeździka.

Zresztą co ja Wam tu będę zachwalać, zobaczcie sami ten błysk w oku Matiego.
 Przegląd podwozia 😉

Niedługo Mikołajki, jeśli nie macie pomysłu na prezent to z czystego serca polecam.
Plasma Car znajdziecie w sklepie Przygoda.

Nocny przyjaciel Dream Lites – Konkurs

Jako dziecko bałam się ciemności. Właściwie to pozostało mi to do tej pory – pisałam Wam już kiedyś, że strach ma wielkie oczy. Dlatego bardzo zależy mi, by Mati nie wdał się w mamusię i podobne lęki go ominęły.
Jak na razie oznak strachu przed nocą nie zauważyłam, ale kiedy tylko pojawiły się w naszym domu lampki nocne przytulanki, od razu jakoś milej zrobiło się wieczorem.
I nasze dobranocne rytuały także uległy pewnym zmianom, gdyż oboje z Matim uwielbiamy wpatrywać się w gwiazdki na suficie jakie rzuca nasz piesek i pingwinek.
Przy gasnących i ponownie pojawiających się gwiazdkach, dużo szybciej kleją się oczka, a do pluszowego futerka bardzo miło się przytulić. Mati coś o tym wie, bo piesek jest jego ulubieńcem.
Kiedy zbudzi się w nocy szuka pieska i od razu go włącza.
W ciągu dnia także nie potrafi przejść obok niego obojętnie i chyba mogę zaryzykować stwierdzeniem, że piesek okazał się być pierwszą przytulanką. Zwłaszcza, że jadąc do dziadków czy na zlot sam brał pieska ze sobą.
Zobaczymy co wyniknie z tej przyjaźni. Mam nadzieję, że będzie długo trwała i gdy tylko pojawiają się nocne potwory piesek stanie w obronie Mateuszka 🙂

Zwierzątka są bardzo proste w obsłudze, włączają się poprzez naciśnięcie. Mają też opcję czasowego wyłączania się w nocy. Do każdego pluszaka dołączona jest ładowarka, ale oczywiście działają też na baterie.

Chciałam Wam pokazać jak w rzeczywistości wyglądają pluszaki w nocy i jakie światło rzucają. Niestety zdjęcia w takich ciemnościach nie są moją mocną stroną. Mam nadzieję jednak, że jakiś pogląd sytuacji Wam dadzą 🙂

Każdy zwierzak poza gwiazdkami księżycem wyświetla także swoją buźkę 🙂

Pieski, a także pingwinka oraz jednorożca znajdziecie na stronie sklepu Twoja Przygoda.
Pamiętacie nasz konkurs z Mikołajem jeżdżącym Plasma Car? I tym razem sklep ma dla Was konkurs. Wygrają aż 3 osoby! Rozdamy wszystkie zwierzątka dla Waszych maluszków.
Szczegółów konkursu szukajcie na Facebooku.

Pływająca lampka kaczuszka

Uwielbiam niespodzianki. A tego typu zwłaszcza.
Z ogromnym podekscytowaniem otwierałam przesyłkę niespodziankę od firmy Mablo. Ci z Was, którzy czytają nas od początku być może pamiętają, że miłość do Barbapappa to ich zasługa. 
Po tej przesyłce jednogłośnie stwierdziliśmy w domu, że cała oferta na stronie pabobo jest hitem i mają nas w garści po wsze czasy. Już Wam mówię dlaczego.

W paczuszce znaleźliśmy świecące naklejki (czad!) oraz gumową kaczkę lampkę. Za całość ogromnie dziękujemy – radocha na całego!
Od czasu do czasu przeglądam sobie stronę sklepu, także kaczkę widziałam już wcześniej. Pamiętam, że pierwsza moja myśl była „no fajna, ale w sumie kaczka jak kaczka”. Kurczę, jakże ja się myliłam!
Od około tygodnia Mati kąpie się wieczorem z kaczuchą i przyznać muszę, że te kąpiele trwać by mogły bez końca. Na bok wszystkie zwierzaczki, stateczki, kubeczki do przelewania wody. Teraz rządzi kaczka. 

Kaczka zmienia kolory i właśnie to w niej jest najfajniejsze. Zabawa zyskuje zupełnie inny wymiar, gdy gaśnie światło. Wtedy to się dzieje! Jak się nauczę robić zdjęcia w egipskich ciemnościach to Wam pokażę. A tymczasem mała próbka. Żebyście nie musieli sobie zbytnio wyobrażać. Dodam tylko, że po takiej zabawie łazienka zalana doszczętnie. Na szczęście sąsiadka z dołu jeszcze nie wpadła, więc chyba najgorzej nie jest 🙂

Kaczucha zasilana jest na baterie (były już zamontowane) i włącza się przez wciśniecie na spodzie. Całkowicie wodoszczelna. Świetnie sprawdza się jako gryzak 😉

Urocza jest, serio. Totalnie odlecieliśmy na jej punkcie. Podobnie jak Barbapappa w ubiegłym roku znalazła się na naszej liście hitów (i to na 1 miejscu!), tak coś czuję, że kaczucha wskoczy na tegoroczną listę 🙂

Jakbyście wahali się przed zakupem to śmiało wrzucajcie do koszyka. Polecam. Szczerze 🙂

Kaczka dostępna TU.

Wodny plac zabaw, czyli basenowy raj w ogródku

Popularność nowego basenu Mateuszka przerosła moje najśmielsze oczekiwania. W to, że Matiemu spodobają się wodne zabawy nie wątpiłam. Jednak, że okaże się takim hitem wśród Was i że dostanę tyle zapytań o niego nie przypuszczałam. 
Pytacie jak się sprawdza, czy zajmuje dużo miejsca, gdzie kupiłam i w jakiej cenie. Jak na razie odpisałam na jakieś 17 wiadomości. A kilka kolejnych czeka. To się nazywa fama instagrama 😉

Zrobiłam, więc kilka fotek basenu, które pokażą coś więcej niż mały kwadracik na telefonie. Zaraz Wam tu wyskrobię moją opinię o baseniku.


Basen jest marki Intex. Od razu na wstępie zaznaczam, żeby nie było wątpliwości i żebym znów niesłusznie nie została posądzona- nie współpracuję z firmą. Basen jest co prawda „darem losu”, ale od dziadków, którzy zobaczyli moje zafascynowanie nim 😉 Post jak się domyślacie jest efektem chęci podzielenia się z Wami opinią o czymś, co po prostu jest fajne.

Wypatrzyłam go w Aldim (jeden z niemieckich dyskontów, dostępny w krk i kilku innych miastach w PL) podczas zakupów. Kilka nocy spędziłam na rozmyślaniu o nim, zwłaszcza po tym jak zobaczyłam radość Mateuszka z szaleństw w naszym małym, balkonowym baseniku.

Gdy przyjechaliśmy na wieś, basen już czekał na Mateuszka. 


Wymiary

Basen jest spory i nie ma szans, by zmieścił się na moim balkonie. Idealnie jednak nadaje się do ogródka, zważywszy na to, że wodę potem gdzieś trzeba spuścić. A trochę jednak jej wchodzi.
W najdłuższym miejscu basen ma długość 2,5m. Szerokość to ok. 1,9m, a wysokość wystąjących elementów dochodzi do ponad 1m. Także zajmuje troszkę miejsca.
Nie wiem ile dokładnie wody do niego się zmieści, bo przesialiśmy gdzieś instrukcję, ale potrzeba jej sporo.

Basen, jak basen, jednak ma kilka elementów dekoracyjno- funkcjonalnych, które bardzo zachęcają Mateuszka do zabaw.



Wodospad i tryskająca palma

Działa po podłączeniu wężyka przymocowanego do basenu, do węża ogrodowego. Po podłączeniu, woda tryska z palmy oraz leje się cienkim strumieniem z wodospadu. Świetna sprawa, serio. Mati może spędzić przy tym masę czasu, czekając aż woda wleje się do kubeczka, a następnie wylewa ją do basenu. Staje też przy palmie i zrasza się niczym pod prysznicem.

Jedna istotna uwaga – my podłączamy węża do letniej/ciepłej wody w domu. Jednak lodowata woda na rozgrzane ciałko nie jest najprzyjemniejszym co może nas spotkać. Siła natrysku regulowana jest wężykiem.
Mateuszkowy hit. Gdy jest sam w basenie (w sensie w środku, bo obok zawsze jest ktoś, kto go pilnuje) i woda przestaje się lać, po jakimś czasie nudzi mu się i próbuje dać nogę.



Krokodyl z wielką paszczą

Paszcza posiada otwór gębowy, do którego wrzucamy piłeczki znajdujące się w zestawie wraz z basenem. Krokodyl jest odpinany, także w każdym momencie możemy zdemontować ten element wyposażenia. Mój B się śmieje, że z daleka wygląda trochę jak element wc 😉 Plus jest taki, że Krokodyl jest dość spory i rzuca trochę cienia. Uff.
Mati lubi do paszczy wlewać wodę. On w ogóle ma teraz fazę na przelewanie, przekładanie itp.



Zjeżdżalnia – wulkan

Początkowo myślałam, że będzie największym hitem. Jednak przy pierwszych kąpielach nie zauważyłam wielkiego zainteresowania tym elementem. Nie widać tego również na zdjęciach. Mati jednak pokochał wygłupy na wulkanie w momencie kiedy do basenu wskoczyłam razem z nim i pokazałam mu o co tak naprawdę kaman. Od tamtej pory zjeżdżalnia musiała przejść intensywne dopompowanie, tak bardzo została wyeksploatowana. Na dnie basenu, na kraju zjeżdżalni zamocowany jest pompowany poddupnik. Dziecko lądując w wodzie na pewno nie potłucze sobie pupki i kości ogonowej. Na plus. 
Trzeba jednak uważać, bo zjeżdżalnia jak wszystko inne dość mocno nagrzewa się na słonku. Zanim posadzimy na niej malucha koniecznie trzeba polać chłodniejszą wodą. 


Wodę z basenu spuszcza się się za pomocą korka umiejscowionego na jego dnie. Także w przypadku ogrodu super sprawa. Poza tym producent podaje właśnie, żeby basen rozkładać na miękkim podłożu typu trawnik.


Wiadomo, że im większy basen, tym więcej wody musimy do niego wlać, a co za tym idzie nie mamy ochoty na codzienną jej wymianę. Niestety, zostawiając basen pod gołym niebem musimy liczyć się z tym, że po jakimś czasie znajdziemy w nim małych topielców w postaci muszek, komarów, pajączków i innych śmieci. Wielka szkoda, że do basenu nie jest dołączony jakiś pokrowiec. Nie wiem czy to w ogóle możliwe, ale taki dodatek na pewno ułatwiłby korzystanie z basenu. A tak to pozostaje wyławianie śmieci domowym sitkiem.


Inna sprawa, że na dnie basenu po całej nocy kiedy woda stoi, zbiera się śliski szlam. Denerwuje mnie to strasznie, bo po pierwsze boje się, że Mati się na nim poślizgnie, a po drugie jest to dla mnie niemiłe. Mąż podpowiada, że są jakieś specjalne tabletki do basenów, ale nie mamy doświadczenia w temacie. Pomożecie? Czy nadają się do małych baseników i czy są bezpieczne dla dzieci? Możecie polecić coś konkretnego?

Póki co spuszczam wodę i czyszczę dno co drugi dzień. 


Pomimo tego szczegółu, jesteśmy z basenu mega zadowoleni. Jest spory, więc spokojnie wchodzimy do niego nawet we trójkę. A dołączone elementy są świetną atrakcją dla naszego synka.



Polecam!

Cena w Aldim to 125zł. Na allegro widziałam podobne w cenie od 150zł wzwyż. Szukajcie pod hasłem wodny plac zabaw 🙂




Dziecięce domki ogrodowe w skandynawskim stylu

Uwielbiam skandynawską architekturę. Kolorowe, drewniane domy z białymi okiennicami, położone w pięknych okolicznościach przyrody na myśl przywodzą mi te z opowieści o Bosse, Lasse i Olle. Bardzo chciałabym kiedyś mieszkać w podobnym, drewnianym domu.
Skandynawski styl, przestrzeń i światło uwielbiam również we wnętrzach. Pewnie dlatego tak często zaglądam do szwedzkiej Ikei.
Od dłuższego czasu przyglądam się domkom ogrodowym wykonanym właśnie w tym stylu. I choć sama nie mam ogrodu, w którym taka „baza” dla Mateuszka mogłaby stanąć, to u dziadków miejsca jest aż nadto.
Gdy byłam dzieckiem marzyłam o takim domku- kryjówce. Pamiętam jak mój dziadziuś zbił mi z desek, tuż za szopą namiastkę mojego marzenia. Nie jedne wakacje w nim spędziłam.
Frajdę miałam, bo z domku można było wejść bezpośrednio na dach szopy. Oczywiście takie rozwiązanie przez dziadzia nie było celowe, ale pomysłowość dziecka nie zna granic. Tych bezpieczeństwa również.
Wiem, że przyjdzie taki dzień, w którym i Mati zainteresuje się podobnymi kryjówkami. Być może zamarzy mu się domek na drzewie, w którym wraz z kolegami będą mogli opowiadać sobie historie o duchach? Albo grać w planszówki czy staczać bitwy plastikowymi żołnierzykami?
Chciałabym mu kiedyś podobną radość ofiarować. Cudownie byłoby, gdyby tego typu domek pasował do mojego poczucia estetyki. Do otoczenia i samego domu moich rodziców pasowałby idealnie.
Zdjęcia domków od 1-3 zaczerpnęłam z ogłoszeń firmy pochodzącej z Wrocławia, zajmującej się ich produkcją. Niestety, nigdzie nie odnalazłam namiarów na firmę w postaci strony www.
Domki są piękne, zwłaszcza jedynka mocno mnie urzekła. Oczami wyobraźni widzę go jakimś sposobem zamontowanego na ogromnym, starym drzewie. Trójka również piękna, mimo że klasyka. Ze zjeżdżalnią i piaskownicą pod spodem.
Domek pod numerem 4 to tak naprawdę sauna. Widziałam ją na żywo, wracając ostatnim razem z Warszawy. Pierwsza moja myśl była taka – domek Muminków! Tylko kolor inny. Kawałek serca zostawiłam w Raszynie, bo tam ma siedzibę firma produkująca to cudo. Źródło zdjęcia TU.

Na koniec zostawiam Was z kilkoma inspiracjami na magiczne miejsca w ogrodzie.

Boski 

Jak u Pippi Pończoszanki?

Awwww 

I jeszcze taki dla ptaszków.

Wpadło Wam coś w oko? A może macie taki domek u siebie? 🙂