Pomysły na smaczne podwieczorki i desery dla dzieci

Był post o pożywnych śniadaniach dla maluchów, cieszący się dużym zainteresowaniem, więc idę za ciosem. Prosiliście o pomysły na podwieczorki. Zbieram do kupki nasze hity i szybciutko Wam prezentuję, mając nadzieję, że i tym razem trafią w Wasz gust, podobnie jak w nasz.

Podwieczorki nie pojawiają się u nas każdego dnia. Obiady staramy się jeść wspólnie i bardzo mi zależy, by obecny był przy nich mąż. Dlatego zwykle zupę Mati zjada koło 13-14, a drugie danie po powrocie B z pracy. Powiedzmy koło 16:30-17:00. Kolacja u nas to godzina około 19:00, więc nie ma zbyt wiele czasu na dodatkowy posiłek w postaci podwieczorku. Czasem jednak coś się poprzesuwa i wtedy jak najbardziej Mati dostaje małe co nieco. Czasem też coś można zjeść jako podwieczorny posiłek, daję mu w południe, kiedy czekamy aż zupka się ugotuje albo jesteśmy poza domem. Jest to po prostu zdrowy deser. Szczerze mówiąc nie wiem jaka jest różnica pomiędzy podwieczorkiem, a deserem? Czy chodzi o kwestie czasowe kiedy podajemy poczęstunek? Czy po prostu deser podajemy na podwieczorek – po obiedzie, a przed kolacją?

 

Mniejsza z nazewnictwem. Wróćmy do podwieczorków.
Czym się ratujemy w takich sytuacjach? Mamy kilka ulubionych przysmaków.

Po pierwsze kisiel.
Kisiel domowej roboty Mati wcina już od roku albo i dłużej. Przepis na kisiel z domowego soku lub bobofruta znajdziecie w poście dotyczącym jadłospisu 10-miesięczniaka.
Oczywiście kisiel może być też z owoców, wcale nie musi być z soku. Smakuje równie dobrze.
Po drugie budyń.
Budyń na dobre zagościł u nas odkąd wprowadziłam do diety Matiego mleko. Przepis oraz więcej zdjęć znajdziecie w poście o domowym budyniu. Torebkom oczywiście mówimy nie i w domu królują tylko samodzielnie przygotowane smakołyki. Gwarantuje zresztą, że ten kto skosztuje domowo robionego, nie chwyci się już wersji torebkowej.
Po trzecie zapiekane jabłka z cynamonem.
Mati uwielbia. Ja także nie potrafię przejść obojętnie obok ich zapachu. Podwieczorek raczej na chłodniejsze dni, bo świetnie rozgrzewa.
Wersja szybka przewiduje obranie jabłuszek, pokrojenie w plasterki, posypanie cynamonem i zapiekanie w piekarniku aż zmiękną (można w mikrofali, ale nie smakują tak dobrze).
Wersja bardziej praco i czasochłonna to wersja na bogato. Z jabłka wydrążamy pestkę i faszerujemy bakaliami, dodając łyżeczkę ulubionej marmolady. Posypujemy cynamonem. Zapiekamy.
Niebo w gębie! A wiecie jak pachnie w domu obłędnie? Mój zapach jesieni.
Po czwarte smutas co rozweseli każdego, czyli owocowe smoothie.
Smoothie dla odmiany serwujemy w upalne, letnie dni. To smakołyk, który poza tym, że chłodzi dostarcza wielu cennych witamin. Oczywiście w zależności z czego je wykonamy.
Smutasa wprowadziłam do domowego menu małpując tego, którego serwuje McDonald. Tak bardzo posmakowała mi wersja mango-ananas, że postanowiłam robić je sama.
Dziś podam Wam przepisy na smutaski, które moim zdaniem smakują najlepiej.

Smoothie mango-ananas. 

1/2 ananasa
1/2  mango
0,5l soku pomarańczowego świeżo wyciśniętego
2 łyżki jogurtu naturalnego
lód – duuuużo lodu – im upalniej, tym więcej

Owoce zalewamy sokiem, całość miksujemy w blenderze. Następnie dodajemy lód i jogurt i ponownie miksujemy. Przelewamy do szklanek, podając z grubą rurką.
Z podanej ilości wychodzi około 3 szklanek.

Smoothie jagodowo – brzoskwiniowe
1 szklanka jagód
3 brzoskwinie
0,5l soku pomarańczowego świeżo wyciśniętego
2 łyżki jogurtu naturalnego
lód
Wykonanie analogicznie j.w.
Smoothie zielone – mega zdrowe
1 ananas
1 awokado
1 kiwi
1 garść listków mięty (świeżej)
1 garść liści szpinaku (świeżego)
0,5 l soku pomarańczowego
2 łyżki jogurtu naturalnego
lód
Najpierw miksujemy owoce z sokiem. Następnie dorzucamy liście mięty i szpinaku oraz lód. Miksujemy ponownie na gładką masę.
Zwłaszcza dwa ostatnie koktajle są mega zdrowe. Zrobione są bowiem z owoców takich jak jagody, awokado, pomarańcze czy liście szpinaku, które zawierają dużo folianów. Pisałam Wam już jak ważne jest dbanie o ich odpowiedni poziom, nie tylko u dorosłych, ale także i u dzieci. Przy okazji zapraszam Was także na stronę www.przyszlamama.pl*, gdzie w zakładce „odżywianie” znajdziecie równie inspirujące przepisy na potrawy.
Po piąte szaszłyki owocowe.
Troszkę inna forma podania owoców, niż sałatka owocowa. Z patyczkiem jest ciekawiej.
Wykonanie banalne, bo pokrojone w kawałki owoce (banan, kiwi, winogrono, truskawka, brzoskwinia, jabłuszko, gruszka itp) nadziewamy na patyki. Możemy dodać też wcześniej przygotowaną domową, również pokrojoną w kostki galaretkę.
Po szóste domowa galaretka owocowa 
Przyznaję, że galaretki jeszcze nie robiłam, ale przepis, który dostałam od koleżanki już od dłuższego czasu czeka na swoją kolej. Jadłam u znajomej i była pyszna.
Do jej wykonania potrzebujemy syropu owocowego (najlepszy oczywiście domowy np malinowy) w ilości 250ml. Do tego 750ml wody i 3 łyżki żelatyny. Postępujemy analogicznie jak z galaretką z torebki.
Mając w domu różne smaki syropów (i kolory) możemy wyczarować różne galaretki, które następnie kroimy w kawałeczki i dodajemy bitej śmietany. To zdecydowanie smak mojego dzieciństwa.
Po siódme sakiewki z ciasta francuskiego
Szybka przekąska, która jak najbardziej nadaje się na podwieczorek. Ciasto można kupić gotowe, a do środka dać to, na co mają akurat ochotę Wasze maluchy. Na słodko z owocami, z dodatkiem serka twarogowego i bakalii. Wytrawnie z warzywami, np. szpinakiem i serem feta. Od czasu do czasu u nas gości tego typu przekąska, a po raz pierwszy zrobiłam je na roczek Matiego.
Po ósme muffinki
Muffinki to u nas przekąska goszcząca od dłuższego czasu. Nie tylko na podwieczorek, bo zabieramy je ze sobą również na spacery. W zależności od zachcianek, występują w różnych wersjach smakowych. Przepis na takie przekąski znajdzie w poście o muffinkach marchewkowych.
Po dziewiąte po prostu szklanka soku
Zdrowy, świeżo wyciśnięty. Najlepiej warzywny lub warzywno – owocowy. Szklanka takiego soku dostarcza 1 porcję warzyw lub owoców,  a potrafi zaspokoić mały głód równie skutecznie.

Po dziesiąte domowe lody

Ostatnia propozycja na upały. Domowe lody na szybko przygotujemy mrożąc po prostu sok. Ja używam do tego soków świeżo tłoczonych- sprawdzają się rewelacyjnie. Wersja trudniejsza to zmiksowanie owoców z jogurtem naturalnym.

Na koniec pewna istotna kwestia. Przez długi czas starałam się podawać Matiemu owoce tylko do południa. Od obiadu wprowadzałam w ciągu dnia warzywa. Jednak im Mati jest starszy, a ja nie podaję mu po obiedzie deserku, a tak jak wspominam podwieczorek też nie jest każdego dnia, to robimy wyjątki dla owocowych przekąsek. Zwłaszcza, że mój synek bardzo je lubi.
Mam nadzieję, że skorzystacie. Zwłaszcza smutaski polecam. U nas są hitem.


* w nawiązaniu do Femibion.pl

Ryby w diecie dziecka – o alergii Mateusza słów kilka

Czerwiec 2012 roku. Jestem w okolicy 17-18 tygodnia ciąży. Wakacje spędzamy z mężem i bąbelkiem w moim brzuchu nad polskim morzem. Konkretnie Ustronie Morskie.
W jednej ze smażalni zamawiamy dorsze. Ryba jest pyszna, w chrupiącej panierce. Pachnie obłędnie.To ostatnia ryba, jaką zjadam w czasie ciąży.
Nie zatrułam się. Nie miałam też żadnych sensacji. Smakowała obłędnie. O ile pamiętam dobrałam się również do porcji męża. Następnego dnia pojawiło się to uczucie. Na samą myśl o rybie robiło się niedobrze. Nie wymiotowałam czując jej zapach, ale po prostu coś mnie odrzucało. Kompletnie nie miałam ochoty na ryby, mimo że wcześniej bardzo je lubiłam.
Mateusz przyszedł na świat, minęło kilka miesięcy. W tym czasie chyba nie jadłam zbyt wiele ryb, a przynajmniej nie pamiętam. Od czasu do czasu łosoś w parowarze. Potem przyszedł etap na rozszerzenie diety Młodego i dostał swoją pierwszą rybkę. Łosoś w słoiczku. Przetarty z marchewką i ziemniaczkami bodajże. Wolałam nie ryzykować zanieczyszczoną rybą, stąd słoik. Bio słoik.
Jakiś czas po podaniu wysypka. Suche placki na rączkach i nóżkach. Policzki też czerwone. Wspominałam Wam nawet o tym w jednym z postów. Odstawiłam rybę.

Trzy miesiące później dziadkowie namawiają nas na wypad na smażonego pstrąga. Zgadzam się chętnie, bo nagle poczułam, że mam ochotę na rybę. Minął prawie rok od porodu. Zajadam ze smakiem. Mateusz wyrywa mi widelec z ręki, chcąc spróbować. Ryzyk fizyk, daje mu trochę. Uszy mu się trzęsą, tak mu smakuje.
Wracamy do domu. Wieczorem kładę Matiego spać. Po godzinie zaczynają się pobudki co kwadrans. Ewidentnie coś mu dolega. Zapalam lampkę i już widzę. Czerwone policzki. Słyszę też jak jeździ mu w brzuszku. Po którejś pobudce pojawia się biegunka. Śmierdząca rybą. Już wiem, jestem pewna. To wina tej odrobiny ryby, którą zjadł. Na drugi dzień już jest ok.
——————————————–
Miesiąc temu uczestniczyłam w warsztatach, na których obecny był lekarz pediatra. Odpowiadał na pytania dotyczące żywienia niemowląt. Poruszyłam temat ryby. Dowiedziałam się, że w naszym przypadku najlepszym rozwiązaniem będzie zrobienie testów z krwi, a następnie ekspozycja na rybę pod opieką szpitala. W praktyce oznacza to położenie się na 2 dni do szpitalnego łóżka i obserwacja czy nie wystąpi silna reakcja alergiczna. Istnieje spore ryzyko, bo Mati dwukrotnie źle zareagował na białko rybie. W dodatku ja jestem alergikiem, a skłonność do alergii bywa dziedziczna.
Mam taką teorie, nie wiem czy słuszną. Ale mocno zastanawia mnie dlaczego tak bardzo w ciąży odrzucało mnie od ryb. Są kobiety, które całe 9 miesięcy nie przejdą obojętnie koło słoika ze śledziami. Najlepiej zagryzając je chlebem z nutellą. Mnie na samą myśl wzdrygało. Ja się mogłam zajadać pomidorami (które notabene Mati uwielbia). Słyszałam, że organizm kobiety instynktownie odrzuca to, co mogłoby dziecku zaszkodzić. Zawsze jednak myślałam, że dotyczy to produktów zepsutych (lepszy węch u ciężarnej) lub niewskazanych w czasie błogosławionym. Ryb bym do tej kategorii nie zaliczała (no chyba, że zepsute). Mam jednak nieodparte wrażenie, że mój organizm instynktownie odrzucił ryby, bo już wtedy mój maluszek ich nie tolerował. 
Moja babcia całe życie nie je ryb, bo ich nie lubi. Nie wiem, jak sytuacja wyglądała, gdy była małym dzieckiem. Odkąd jednak sięgam pamięcią babcia nigdy po nie nie sięgała, a podczas Wigilii karp był jedynym daniem, które omijała.
Żyje, ma się całkiem dobrze, jak na swój wiek.
Ryby jednak zawierają kwasy DHA oraz omega-3 niezbędne do prawidłowego rozwoju mózgu dziecka i siatkówki oka. Ponadto DHA odgrywa ważną rolę w rozwoju układu nerwowego zachodzącym podczas życia płodowego i we wczesnym dzieciństwie -zbyt niski poziom DHA w diecie kobiet może prowadzić do skrócenia trwania ciąży oraz niskiej masy urodzeniowej. Co prawda nas to ominęło, jednak warto dmuchać na zimne. Femibion Natal 2 zażywany w czasie ciąży wspiera dodatkowo rozwój poznawczy i wzrok dziecka, a więcej na ten temat znajdziecie na stronie http://www.przyszlamama.pl/content/femibion-natal-2-plus *

*informacje zaczerpnięte z materiałów dostarczonych w związku ze współpracą z Femibion

Pomysły na pożywne śniadania dla dzieci

O tym, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia wie praktycznie każdy i nikogo nie trzeba na siłę przekonywać do tej prawdy. Pożywne i zdrowe śniadanie daje energię do działania na większą część dnia. Od tego co zjemy zależy nie tylko nasz poziom sił, ale i samopoczucie.
Zasada ta obowiązuje nie tylko w przypadku dorosłych, ale dotyczy także i dzieci.
Mati lubi sobie pojeść. Otwierając rano oczy szuka mojej bliskości, by wtulić się w pierś i pociągnąć kilka łyczków mleka. Wiem jednak doskonale, że zaspokaja ono pierwszy głód, natomiast ten poważniejszy, który nadejdzie wkrótce musimy dokarmić czymś większym.
Staram się urozmaicać śniadania tak, by każdego dnia na talerzu znalazło się coś innego, mimo że pewne smaki Mati upodobał sobie dużo bardziej niż inne.
Poniżej kilka pomysłów na śniadania, które goszczą w naszym domu. Kto wie, może skorzystacie?

Mini kanapeczki
Klasyka gatunku pojawiająca się w większości domów. Od jakiegoś czasu w formie małych kwadracików, koniecznie bez skórki. Nie wiem skąd się to wzięło, bo wcześniej skórka była bardzo lubiana. Nagle, z dnia na dzień większe kawałki chlebka po odgryzieniu małego kęsa zaczęły lądować na podłodze w pobliżu psiego pyska. Dlatego kroję porcje wielkości akurat na jeden kęs.

Chlebuś koniecznie z masełkiem. Szynka zwykle ląduje u psa. Domowy pasztet wciąż jest ulubionym. Serek twarogowy z dodatkiem ziół lub na słodko z owocami równie smaczny.
Smakuje również pomidor,  a wlasciwie jego miąższ. Ogórek także.

Owsianka

Gotuję na wodzie lub mleku. Jedna szklanka płynu, około 5-6 łyżek płatków owsianych. Szczypta soli, pół łyżeczki cukru, łyżeczka masła lub oliwy. Dodatki w zależności od dnia. Świeże lub mrożone owoce, bakalie, ziarna słonecznika, dyni lub pistacji. Suszona żurawina. Dosypuję również łyżeczkę zmielonego siemienia lnianego.

Jajecznica

Niby nic, a mega pożywna. Zawsze na masełku i zwykle z dodatkiem siekanego szczypiorku. Koniecznie ciepła. Inna nie smakuje. Dobrze ścięta.

Naleśniki

Robię na mleku i wodzie gazowanej. Ciasto najlepiej przygotować wieczorem i na noc wstawić do lodówki. Rano smaży się szybciutko, a naleśniki są pulchne, wilgotne i pyszne.
Zjadamy z owocami, serkiem, jogurtem.

Placuszki/racuszki

Można zrobić z wszystkiego co nam się nawinie pod ręką. Ciasto jak w przypadku naleśników, jednak z większą ilością mąki, żeby było gęstsze. Do środka dajemy owoce – krojone jabłuszko, banan, maliny itp. Możemy dorzucić przyprawy, np. cynamon, wanilię. Smażymy w postaci małych placuszków. Świetnie smakują same, ale także z dodatkiem jogurtu naturalnego.


Zapiekane jajko z warzywami

Uwielbiam robić w kokilkach. Kroję warzywa takie jak pomidor, ogórek, paprykę, dodaję zieleniny w postaci szczypiorku i pietruszki, szynkę pokrojoną w paseczki, a całość zalewam rozbełtanym, doprawionym jajkiem. Czasem dodaję wnętrze bułeczki, rozdrobnione na kawałki. Wstawiam do nagrzanego piekarnika i zapiekam około 15 minut, aż jajko się zsiądzie.


Omlet

Na słodko i z warzywami. Kroję na kawałki, a Mati zajada rączkami jak kanapeczki. Bardzo fajnie smakuje posmarowany jogurtem naturalnym i odrobiną domowej konfitury.

Na zdjęciu jajecznica, nie omlet. Ale też z jajka 😛


Bagietka maczana w jajku/oliwie/jogurcie naturalnym/pomidorach

Świeża, chrupiąca bagietka idealnie smakuje, gdy się ją je łamiąc i maczając w jogurcie. To nasz sposób na szybkie śniadanie przywieziony z Francji. Moja mama natomiast podpowiedziała mi sposób z oliwą, najlepiej z domieszką naszych ulubionych ziół, a także z dodatkiem pomidorów. Smak wyborny, sama zajadam się takim śniadaniem. Można również maczać w żółtku. My bardzo lubimy, jednak są tacy, którzy boją się np salmonelli.

Kasza (jaglana, manna, zbożowa)

Podobnie jak owsianka, serwowana na słodko z owocami lub bardziej wytrawnie. U nas przeważa wersja na słodko. Chociaż przyznać muszę, że w dalszym ciągu kasza jaglana nie należy do ulubionych. Niestety.

Drożdżówka z serem/ owocami

Chociaż na co dzień staram się nie podawać Mateuszkowi słodyczy, to dla pysznej drożdżówki z serem lub jagodzianki czasem robię wyjątek. Można upiec samemu lub kupić w sprawdzonej piekarni/ cukierni.

Na koniec taka mała uwaga. Posiłki zawsze jemy razem. Przecież nie od dziś wiadomo, że smakują wtedy lepiej 🙂

Smacznego!

Kuchnia malucha – Domowy budyń waniliowy

Jednak przeglądanie fb dla samego przeglądania to żadna frajda. Ja lubię coś skrobnąć, dać lajka, wziąć udział w dyskusji. Z zablokowanym kontem to już nie to samo – co się stało przeczytacie w poprzednim poście (klik). Wyszło, że masę czasu marnuję na takie dyskusje. Czasu, który wcześniej poświęcałam na blogowanie. Dlatego nadrabiając zaległości (pewnie niektórzy z Was zauważyli, że leniłam się i posty pojawiały się co drugi dzień) dziś w gratisie drugi post. A od jutra wracam do pewnego starego zwyczaju. Ale o tym jutro. Dziś, na deser coś słodkiego.Jako dziecko uwielbiałam desery serwowane mi przez mamę na podwieczorek. Pamiętam, że nie mogłam się doczekać tej części dnia, bo zwykle oznaczała ona coś dobrego. I słodkiego.

Co prawda byłam troszkę starsza niż Mati obecnie, ale widzę, że i on lubi małe, słodkie co nieco, które podaję mu koło południa (od czasu do czasu zamiast owoca).
Dwa, klasyczne dersery to kisiel i budyń. Przepis na domowy kisiel z bobofruta bądź innego soku owocowego znajdziecie w poście dotyczącym jadłospisu 10-miesięczniaka. Mati zajadał się nim już w ubiegłe wakacje, a od jakiegoś czasu z racji, że wprowadziłam do jego jadłospisu mleko, pałaszuje również budyń.

O ile sama kiedyś byłam w stanie zjadać budynie i kisiele z torebki, to odkąd w domu jest Mateuszek, a ja zaczęłam przygotowywać je domowym sposobem, nie ma dla nich już miejsca w mojej kuchni. Zwłaszcza, że przepis jest szybki i bardzo prosty w przyrządzeniu. I o niebo lepszy od kupnego.


Składniki:

0,5 l mleka (może być roślinne jeśli Wasz maluszek jeszcze nie dostaje krowiego)
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 żółtko
3 łyżeczki cukru wanilinowego
2 łyżeczki cukru

Jeśli chodzi o cukier to są różne rozwiązania. Ci co wolą bardziej słodko, dają go więcej. Ja wolę mniej słodki, bo póżniej budyń polewam sokiem. Zamiast cukru wanilinowego można dać tartą wanilię. Albo przygotować taki cukier samemu. Jak kto woli.

Podobnie sprawa tyczy się mleka. Krowie mleko w diecie Mateuszka jakod podstawa przygotowania dania funkcjonuje stosunkowo krótko. Miałam spore obawy przed podawaniem go. Próbowałam robić budyń na mleku ryżowym, nie wyszedł. Wiem jednak od innej mamy, że na mleku bodajże migdałowym wychodzi rewelacyjny. Nie potwierdzę, bo nie próbowałam. Musicie zaryzykować sami.

Wykonanie:

250 ml mleka zagotowujemy z cukrem i cukrem wanilinowym. Do drugiej części wbijamy żółtko i wsypujemy mąkę. Mąki możemy dać mniej lub więcej w zależności jak gęsty lubicie budyń. Ja uwielbiam gęsty, więc u mnie są to 2 czubate łyżki. Całość mieszamy i podgotowujemy na wolnym ogniu aż zgęstnieje.

Polewamy ulubionym sokiem, np. malinowym lub jagodowym i pałaszujemy ze smakiem.
Znaczy się dajemy maluchowi 😉

Smacznego 🙂

Babcia Mateuszka w kuchni – domowe pierogi z jagodami

Lato to taka fajna pora roku, kiedy niewielkim kosztem i nakładem pracy możemy wyczarować pyszne i zdrowe potrawy. Dla małego i dużego brzuszka.
Po sezonie truskawkowym nastał jagodowy. Darów lasu wyjątkowo dużo w tym roku, a przynajmniej w okolicy, gdzie mieszkają moi rodzice. Pomysł na obiad, w postaci pierogów z jagodami zakiełkował w głowie bardzo szybko. Do realizacji niedaleka droga. Wystarczyło poświęcić małą chwilkę podczas spaceru do lasu i nazbierać owoców. A potem w domu zabrać się za lepienie pierogów. I konsumpcję rzecz jasna.

Mateusz bardzo lubi wszelkiego rodzaju pierogi. A farsz z owoców, zwłaszcza bez dodatku cukru jest zdrową propozycją. Myślę, że nawet największy niejadek przekona się do takiego obiadu bez problemu.

Farsz z jagód (jeśli nie mamy możemy zastąpić borówką) jest bardzo łatwy w przygotowaniu i nie wymaga od nas wielkiego wysiłku. Jest za to bardzo zdrowy. Jagody zawierają bowiem witaminy A,B1 i C, a także selen, miedź i cynk. Napar z suszonych jagód skutecznie zwalcza biegunki u dzieci. I nie tylko. Jagody są także bogatym źródłem kwasu foliowego, zwłaszcza te spożywane na surowo. Polecane są więc w szczególności kobietom w ciąży oraz karmiącym piersią. O właściwościach kwasu foliowego oraz o tym, jak ważny jest on dla każdej kobiety pisałam TU i TU. Wspomagają także nasz układ krwionośny, biorąc udział w tworzeniu nowych krwinek i udrożnianiu żył.

Mi i Mateuszkowi najlepiej smakują owoce prosto z krzaka. Jednak równie bardzo lubimy je jako dodatek do naleśników oraz deserów.
W pierogach, zwłaszcza tych domowych smakują wyśmienicie, dlatego mam zamiar podzielić się z Wami sposobem mojej mamy na ich przyrządzenie.

Do przyrządzenia ciasta potrzebujemy:

  • mąkę (300g)
  • przegotowaną, wrzącą wodę (200ml)
  • 2-3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1-2 jajka
  • szczypta soli
Mąkę przesiewamy na stolnicę, następnie polewamy ją wrzącą wodą, co sprawi że ciasto będzie bardziej elastyczne. Nie wykorzystujemy całej wody, tylko odrobinę. Do pozostałej wody wbijamy jajko (nie przesadzajmy z ilością, jeśli są małe można dać dwa,  jeśli będzie zbyt dużo ciasto wyjdzie twarde). Dodajemy też oliwę i sól i wlewamy do mąki.
Całość długo wyrabiamy, aż ciasto będzie elastyczne i nie będzie się kleić do dłoni. Ciasto dzielimy na połowę. Jedną część wkładamy do woreczka i odkładamy na bok. Drugą wałkujemy na cienki placek, z którego szklanką lub foremką do pierogów wycinamy okrągłe placuszki. Nakładamy farsz i zalepiamy.
Farsz:
  • 1 litr jagód (jak zostaną można posypać pierożki lub zjeść same ze smakiem)
  • 2-3 łyżki mąki ziemniaczanej
Jagody najlepiej wysypać na płaską powierzchnię. Świetnie sprawdza się w tym celu blacha do ciasta. Następnie posypujemy owoce mąką, dzięki czemu podczas gotowania utworzy nam się zwarty farsz (coś w rodzaju kisielu). Nie dodajemy cukru. Ma być zdrowo 😉
Jeśli nam zostanie owoców tak przygotowanych, spokojnie możemy z resztek przygotować kisiel dla malucha.
Gotowe pierożki gotujemy przez chwilę w wrzącej, osolonej wodzie, do momentu wypłynięcia. Nakładamy na talerz, polewamy jogurtem naturalnym lub śmietaną. Jeśli dla kogoś jest zbyt kwaśno można posypać cukrem. Maluchy z reguły lubią kwaśne rzeczy. Spróbujcie MAOAM tej dla maluchów, dostępnej w Smyku – zawsze jest dużo bardziej kwaśna niż normalna wersja w sklepie 😉
Smacznego!
* post powstał w nawiązaniu do współpracy z Femibion