Decyzja o trzecim dziecku

Kiedy Antoś przyszedł na świat pojawiło się we mnie ogromne posiadanie trzeciego dziecka. Bardzo mnie to zaskoczyło. Mój instynkt macierzyński szalał na całego. Tuliłam w ramionach tygodniowego noworodka i myślałam o kolejnej ciąży. Zdawałam sobie doskonale jak czas szybko ucieka i jak będę tęsknić za takim maluszkiem. Wiecie, noworodki mają w sobie coś tak wzruszającego, że samo patrzenie na nie łapie za serce. Uczucie to nie słabło przez kilka pierwszych miesięcy, wręcz przeciwnie myśl ta pojawiała się co raz częściej. Antoś był bardzo grzecznym dzieckiem. Od początku ładnie jadł, nie płakał, przesypiał noce. I piszę to zupełnie szczerze, on potrafił zasnąć najedzony o 20 i obudzić się o 6 rano. Byłam zrelaksowaną, wypoczętą mamą. No prawie, bo jednak miałam jeszcze na stanie trzylatka, który potrafił dać w kość.  Nie dziwota, że myśl o kolejnym maluszku przychodziła z taką łatwością. Gdyby tylko mój mąż w tym czasie podzielał mój entuzjazm z pewnością w tym momencie bylibyśmy rodzicami trójki.

 

Dziś myślę sobie, że już wiem dlaczego ludzie decydują się na dzieci rok po roku. Według mnie jest takie okienko czasowe, w którym podejmujemy decyzję o kolejnym potomstwie. Jest to okres do około 9-12 miesiąca życia dziecka. Zanim na dobre zacznie się ząbkowanie, nieprzespane noce (u tych u których wcześniej były one spokojne), bieganie za uczącym się chodzić maluchem, nerwy związane z pierwszymi buntami. Im dalej w las, tym jakby ochota maleje. Dochodzimy do punktu, w którym mówimy sobie „mi już wystarczy”. A potem jak po każdej prawdziwej burzy wychodzi słonko .Znacie to? Czas spokoju. Dzieciak podrasta, robi się komunikatywny, co raz bardziej samodzielny. Możemy wypić ciepłą kawę, kiedy młode bawi się samodzielnie klockami. Możemy w spokoju wyjść na spotkanie z przyjaciółką, pewni,że mąż nie zadzwoni koło 22 z desperacją w głosie, bo młodzież nie może zasnąć bez mamy. Ba, na to spotkanie wychodzimy z torebką, w której nie znajdujemy kilku pampersów, plastikowej łyżeczki, chrupek i innych przegryzek, gryzaka, bidona i całego matczynego zestawu pierwszej pomocy. I wtedy gdzieś przypadkiem wpadamy na spacerze na koleżankę pchającą wózek, a w nim śpiącego słodkiego okruszka. Takiego co to uśmiecha się przez sen, stęka i cmoka słodko. Stoisz jak wryta przez sekundę, oddalasz od siebie dobrze znane uczucie, próbując przypomnieć sobie wszystkie przeciw. Myśl o maluszku wraca z co raz większą siłą i już wiesz,że ciężko będzie Ci ją odgonić. I to jest właśnie ten moment kiedy istnieje szansa, że zdecydujecie się na kolejne dziecko.

 

Ja jestem obecnie w punkcie pomiędzy, znaczy się na etapie „mi już wystarczy”. Są momenty, w których jestem dosłownie zmęczona macierzyństwem. Głupio to brzmi, bo w odróżnieniu do czasów gdy Mati był w wieku Antosia, obecnie mam ogromną pomoc od mojej mamy. Brakuje mi jednak czasem swobody. Spontaniczności w podejmowaniu decyzji. Jest mały Antoś i nie zawsze jest nam na rękę ciągnąć go ze sobą. A z drugiej strony głupio mi za każdym razem prosić mamę, by z nim została, zwłaszcza że na co dzień spędza z nim bardzo dużo czasu. Myśląc tymi kategoriami, trochę egoistycznymi przyznać muszę nie zdecydowałabym się na kolejne dziecko. Świadomość, że Antek powoli będzie wyrastał z pieluch, że robi się co raz bardziej samodzielny jest pokrzepiająca. Fakt, że z każdym dniem dorośleje i co raz chętniej naśladuje brata daje nadzieję. Ale jest i druga, kobieca strona tych decyzji. Bo ten instynkt sobie gdzieś tam we mnie drzemie. I wychyla się czasami, na małą chwilkę. Przypomina uśmiech przez sen, pochrząkiwanie, zapach noworodka. I wtedy znów tak człowieka ściska w dołku, a żołądek zaplata się w supełek. Myślę sobie wtedy co by było gdyby. A potem tą myśl odganiam. I wiecie, co? Smutno mi, że już nigdy nie zaznam tego uczucia. Że minęło bezpowrotnie.

 

W takich chwilach rzucam w kąt telefon, zamykam skrzynkę i przestaję odpisywać na wiadomości klientów. Idę do moich dzieci, przytulam się starając zatrzymać ten czas. Bo dziś tęsknię do noworodka, a za 15-20 lat gdy będą uciekać w świat będę tęsknić za nimi. Po prostu za nimi.

 

Dlaczego dziecko płacze w foteliku samochodowym?

Problem płaczącego malucha w foteliku samochodowym. Znacie to?

My poniekąd tak. Przerobiliśmy temat z małym Matim, który w wieku 9 miesięcy zbuntował się na jazdę w foteliku.Przeszło mu dopiero gdy przesadziliśmy go do drugiego, większego. Antek nie podróżuje zbyt wiele, a te krótkie dystanse zazwyczaj przesypia. Przesadziliśmy go już do kolejnego fotelika, a ja chciałam dziś o wersji dla dziecka od 0-9kg. I choć problem nas już nie dotyczy, będąc na targach Kids Time wysłuchałam prelekcji Pawła Zawitkowskiego odnośnie poprawnej pozycji w foteliku samochodowym. Temat jest bardzo ciekawy i z pewnością zainteresuje nie jedną mamę, która ma lub niebawem będzie miała małego noworodka/ niemowlaka w domu.

 

Mam co najmniej kilka koleżanek, których maluchy już po samym włożeniu do fotelika zaczynały krzyczeć. Tym z Was, których dzieciaki po uruchomieniu silnika odpływają w błogi sen może wydawać się to niepojęte. Ale wierzcie mi, na własne uszy słyszałam dzieciątko, które zanosiło się płaczem, gdy tylko zostało zapięte w pasy. Wtedy myślałam, ok ten typ tak ma. Nie lubi jazdy autem i już.

No dobrze, ale skąd się bierze to, że dziecko nie lubi? Gdyby się przyjrzeć takiemu maluszkowi w foteliku to co zobaczymy? Jest ciasno opatulony w miękkim foteliku, co może przypominać łono mamy. Jeśli dodamy do tego ruch auta i odgłosy silnika, to otrzymamy warunki całkiem mocno zbliżone do tych, w jakich przyszło maluchowi spędzić ostatnie 9 miesięcy. Ciasno spowite, ukołysane, z szumem dochodzącym z zewnątrz. Coś Wam to mówi? Mi dużo. Od razu na myśl przychodzą książki dr Karpa, które namiętnie czytałam. Antek zwłaszcza wychował się na białym szumie- Whisbear kochamy do tej pory!. Spowijać jednak nigdy się nie dał, a przy Matim nie miałam o tym pojęcia. I chyba dobrze się stało. Zaraz Wam powiem dlaczego.

 

To właśnie na targach, z tego co mówił Paweł Zawitkowski wywnioskowałam, że spowijanie nie jest dobrym nawykiem. Żeby upewnić się w swoich podejrzeniach specjalnie zadałam pytanie dotyczące metody dr Karpa. Otrzymałam jednoznaczną odpowiedź – spowijanie skraca u dziecka fazę snu głębokiego. A to znowu źle wpływa na jego rozwój. I na to są badania naukowe. A dlaczego skraca? no dlatego, że dziecko które jest ciasno obwiązane nie ma możliwości wykonania swobodnego ruchu. To sprawia, że każda próba poruszenia rączką czy nóżką, a wiadomo, że taki maluch dość sporo rusza kończynami, wymaga od niego ogromnego wysiłku. W efekcie zasypia ze zmęczenia. Nie jest to naturalny sposób zasypiania. Dziecku nie śpi się wygodnie i wybudza się tuż przed zapadnięciem w głęboką fazę snu. To sprawia, że sen się skraca i przypomina drzemki. Brak głębokiego nieprzerywanego snu ma wpływ na rozwój dziecka. W trakcie snu głębokiego wytwarza się hormon wzrostu produkowany przez przysadkę mózgową. Dzięki niemu dzieci rosną, a noworodki i niemowlęta podczas nocy w każdym pełnym cyklu faz snu potrafią łącznie urosnąć 0,5mm. Głęboki sen wpływa także na przyrost masy ciała dziecka. Między innymi dlatego nie powinniśmy w nocy wybudzać dziecka do karmienia 😉

 

 

Ale wróćmy do fotelików samochodowych i płaczu dziecka. Nigdy specjalnie nie zastanawiałam się nad pozycją jaką zajmuje dziecko jadąc autem. Oczywiście bardzo dużo mówi się o bezpieczeństwie dzieci i o tym, że powinniśmy wozić je tyłem do kierunku jazdy najlepiej do 4-5 roku życia. Paweł jednak wytłuścił nam problem od strony fizjologicznej. Maluszek włożony do fotelika przyjmuje nienaturalną dla niego pozycję ciała. Główka opada na bok, ciałko wciśnięte jest głęboko w fotel, rączki przyciśnięte do ciała, ograniczone bocznymi zabezpieczeniami, nóżki szeroko przypominające siad po turecku. Żeby to zobrazować pokazał nam tę pozycję na samym sobie. Kurczę, nie wyglądało to wygodnie. Spróbujcie sami.

 

A jak być powinno najlepiej z punktu widzenia fizjoterapeuty?

  • główka powinna być po bokach zabezpieczona, ale bez blokowania barków. Uwaga na wszelkie poduszki- zagłówki. Te sprawiają, że główka idzie do przodu. Dla maluszka, który cierpi na refluks jest to koszmar, bo cofająca się treść z żołądka drażni przełyk. A cofa się tym bardziej, że:

  • pozycja, w której leży dziecko jest zła. Optymalna pozycja powinna wynosić ok 30 stopni. Pozycja siedząca, wyprostowana. Jest wtedy lepsza mechanika oddychania, ręce i nogi są uwolnione. Narządy od dołu nie naciskają na przeponę. To sprawia mniejsze zmęczenie i obniżenie częstotliwości cofania się treści żołądkowej do przełyku.

  • główka, tułów i miednica powinny być ułożone w linii prostej, co dodatkowo zwiększa bezpieczeństwo w trakcie zderzenia

 

Pewnie teraz zastanawiacie się czy Wasz fotelik spełnia te warunki, czy ich osiągnięcie jest możliwe. Ja wiem, że nasz fotelik, który kupiliśmy przy Matim, a w którym jeździł też Antoś na pewno nie był dobry. We wkładce niemowlęcej mało co jeździli. A rzec o wkładkę się tyczy, bo dzięki współpracy Pawła i firmy Avionaut powstała wkładka, która spełnia wszystkie te kryteria. Nazywa się Pixel i wg opinii to rewolucja w prawidłowym ułożeniu dziecka. Ja już się raczej o tym nie przekonam, ale każdy kto planuje dzidziusia lub maluszek jest w drodze niech sobie sprawdzi TU. Warto poczytać 🙂 Ja opinii Pawła ufam odkąd miałam możliwość pod jego okiem wraz z Matim testować  pierwsze obuwie dziecięce (wyniki testów znajdziecie na blogu). Od tamtej pory teksty Pawła chłonę jak gąbka (swoją drogą często bardzo różniące się od większości obiegowych opinii), a moja intuicja zgadza się z nimi.

 

Na koniec dodam jeszcze troszkę o bezpieczeństwie dziecka, bo sporo się dowiedziałam na targach, ale i dotarły do mnie świeżutkie wyniki ankiety przeprowadzonej wśród rodziców. Ankieta przeprowadzona

na zlecenie firmy Marko s.j. – przeprowadził Polski Instytut Badań i Innowacji we współpracy z serwisem zabawkowicz.pl.

 

 

Bezpieczeństwo dzieci – jak postrzegają je rodzice?

 

Z badań wynika, że ¾ wypadków z udziałem dzieci ma miejsce w domu. Tylko jedna trzecia rodziców kupujących wózek bierze pod uwagę atesty bezpieczeństwa. A ponad połowa opiekunów daje dzieciom jedzenie i picie w trakcie podróży. Stworzenie dzieciom przyjaznego środowiska do eksploracji świata umożliwi zdobywanie nowych umiejętności i budowanie pewności siebie. 

 

Dom kojarzy się nam z bezpieczeństwem, azylem, strefą, gdzie dziecko ma miejsce na spokojny rozwój. Ale jak wskazują statystyki, dzieci, szczególnie te najmniejsze, narażone są w nim na najwięcej niebezpieczeństw. Z badania przeprowadzonego przez Polski Instytut Badań i Innowacji na zlecenie firmy Marko wynika, że aż 75% wypadków, w wyniku których dzieci wymagały interwencji lekarskiej wydarzyło się w domu.

 

Czy rodzice zabezpieczają dom w wystarczający sposób?

 

Niekoniecznie, jedna trzecia rodziców nie osłania gniazdek, kabli, nie zabezpiecza również mebli poprzez mocowanie do ścian czy osłanianie ostrych kantów.

Czasem wystarczy zainstalować drobne zabezpieczenia, zabrać z zasięgu malucha niebezpieczne przedmioty i substancje, aby dać dziecku możliwość swobodnej zabawy i radosnego rozwoju. Bo jak wynika z badań – jedna trzecia rodziców w ogóle tego nie robi.

 

Czy nasze pociechy są bezpieczne w podróży?

 

Aż połowa rodziców podaje dzieciom w trakcie jazdy napoje i jedzenie. Takie zachowanie może doprowadzić do zakrztuszeń, zadławień, a nawet śmierci. Z kolei 30% opiekunów pozwala dzieciom trzymać w rękach tablet lub telefon. Co podczas kolizji może doprowadzić do poważnych obrażeń ciała, a nawet śmierci, ponieważ mogą zadziałać w momencie kolizji jak ostrze.

Większość (bo aż 77% procent) rodziców przy wyborze fotelika samochodowego zwraca uwagę na prawidłowe dopasowanie do wzrostu i budowy ciała dziecka. Aż 73% rodziców sprawdza atesty bezpieczeństwa, jakie uzyskał fotelik.

 

Na spacerze modnie ale niekoniecznie bezpiecznie

Przez pierwsze dwa lata życia dziecka jednym z najważniejszych środków transportu dziecka jest wózek. Wyniki badań dotyczące wyboru tego sprzętu są niepokojące. Tylko jedna trzecia badanych zadeklarowała, że przy wyborze wózka wzięła pod uwagę atesty bezpieczeństwa. Dla połowy badanych najważniejsza jest zwrotność i łatwość rozkładania wózka, wielkość kół, jego kolor i cena.

 

Drogi Rodzicu!

Dbając o odpowiednie zabezpieczenie domu przed dziećmi, otwierasz przed nimi wielki świat, który jest dla nich źródłem rozwoju poznawczego, emocjonalnego oraz motorycznego. To właśnie w odpowiednio przygotowanym środowisku, dzieci chętniej poznają otoczenie, rozwijają ciekawość świata, zdobywają nowe umiejętności, których nauka w stresogennych warunkach może być opóźniona.

Dzięki tym małym gestom, Twoje dziecko zyskuje dużo więcej, dostaje spokój rodzica, który nie zabrania wszystkiego na każdym kroku, a wspiera i towarzyszy swojemu maluchowi w zdobywaniu świata.

 

 

17 zasad bezpieczeństwa

– Czasem wystarczy spojrzeć na nasze otoczenie oczami dziecka. To, co nam wydaje się bezpieczne, dla niego może być zagrożeniem. Oto kilka niezbędnych zasad, by stworzyć dzieciom bezpiecznie warunki w domu:

– Chowaj przed dziećmi niebezpieczne, małe czy ostre przedmioty, które mogłyby połknąć, skaleczyć się nimi czy też włożyć np. do ucha, czy nosa.

– Pamiętaj o sprzętach elektronicznych, by nie znajdowały się z zasięgu dzieci, chowaj również baterie, które stanowią zagrożenie dla życia dzieci. Kable i inne długie przedmioty zabezpieczaj przed dziećmi, one nie służą do zabawy.

– Unikaj kupowania trujących roślin i nawozów, a te które masz już w domu, staraj się nie umieszczać w zasięgu dzieci.

– Zawsze sprawdzaj stabilność mebli, mocuj je odpowiednio do ścian oraz wyjmuj wszystkie kluczyki z drzwi szafek, tak aby maluch nie mógł ich otworzyć. Pamiętaj o zabezpieczaniu kantów i rogów.

– Zabezpieczaj gniazdka elektryczne specjalnymi plastikowymi zatyczkami.

– Zabezpieczaj dywany i chodniczki taśmą antypoślizgową.

 –  Na balkonie i przy schodach zamontuj bramkę lub barierkę uniemożliwiającą wypadnięcie dziecka oraz nie stawiaj przedmiotów, po których dziecko mogło by się wspiąć w tych miejscach. Dodatkowo załóż blokadę na okna

– Wszelkie leki, środki chemiczne czy detergenty chowaj przed dziećmi, w miejsca niedostępne, najlepiej zamykane na klucz. Także leki, które aktualnie używasz chowaj przed dzieci.

– Montuj osłonki zabezpieczające na kuchenki oraz piekarniki lub gotuj na tylnych palnikach, by gorące naczynia nie były w zasięgu dzieci. Zawsze zakręcaj gaz!

– Wszystkie niebezpieczne urządzenia kuchenne, noże, roboty stawiaj poza zasięgiem dziecka.

– W czasie kąpieli używaj mat antypoślizgowych zapobiegających upadkom, nigdy nie zostawiaj dziecka samego w wannie napełnioną wodą.

– Nie zostawiaj włączonych czy podłączonych do prądu urządzeń, które mogą mieć kontakt z wodą lub do niej wpaść.

– Zrób przerwę podczas podróży samochodem na picie i jedzenie,

– Nie dawaj dziecku twardych przedmiotów podczas jazdy samochodem, bo podczas zderzenia zadziałają jak pocisk, montuj do zagłówków auta smartfony i tablety,

– Sprawdzaj certyfikaty i normy bezpieczeństwa wózków i fotelików samochodowych,

– Poproś sprzedawcę o szkolenie z montażu i bezpiecznego zapinania dziecka w foteliku samochodowym,

– Dobierz fotelik samochodowy do wzrostu i rozmiarów dziecka oraz rodzaju swojego samochodu.

 

A jak bezpieczeństwo postrzegają gwiazdy?

 

Sadowska:

„Jestem daleka od radzenia, ale mogę powiedzieć, co ja robię w naszym domu. Nie da się wszystkiego zabezpieczyć. Trzeba być z dzieckiem i mieć oczy i uszy otwarte. Trzeba uczestniczyć w jego życiu, żeby zobaczyć jak szybko się rozwija i jak często różne i niebezpieczne pomysły przychodzą mu do głowy. Oczywiście, mamy w domu pozabezpieczane rogi stołu, w gniazdkach zatyczki, a przed schodami bramkę. Ale to nie powinno usypiać naszej czujności. Bardzo łatwo się pozabezpieczać, by czuć się zwolnionym z obowiązku obserwowania swojego dziecka – przecież wszystkie zabezpieczenia załatwią za mnie sprawę. Nie załatwią.

Wyobraźnia dzieci nie zna granic. Nasza nie sięga tak daleko. Dlatego, trzeba być uważnym. Być obok dziecka, by świat dziecka zabezpieczyć. Nie chodzi o to, by dziecku wszystkiego zabraniać. Ono musi się rozwijać i eksplorować świat. Dlatego, trzeba mu na to pozwolić. Oczywiście w granicach bezpieczeństwa, czyli jednak być obok.”

Mroczek:

„Jestem młodym tatą i radzić rodzicom jest mi trudno. Jeszcze pewnie wiele doświadczeń przede mną. Mogę jedynie powiedzieć: Drodzy rodzice, zabezpieczcie swój dom. Ja to przeżyłem. Z dnia na dzień dziecko się nabiera nowych umiejętności. Nawet nie spodziewałem się, że nastąpi to tak szybko. Na szczęście, uniknąłem wielkich wypadków, ale zdarzyło się, że złapałem go w wieku 7 miesięcy w połowie piętra. Dlatego zabezpieczmy: kontakty, kanty mebli, schody, a z czasem jeszcze kolejne rzeczy, bo dziecko będzie nas zaskakiwało codziennie i codziennie będziemy musieli reagować na jego rozwój, na jego świat.”

Zawitkowski:

„Jest jedna bardzo ważna rzecz. Wiem, że ludzie lubią, jak ich mieszkania wyglądają jak z journal’a. Jednak kiedy ma się pojawić dziecko, warto pomyśleć, o tym że przestrzenie w naszym domu, chociaż miłe dla naszych oczu, są tworzone i projektowane dla nas, a nie dla dzieci. To jest taka uwaga i prośba, że kiedy ma się pojawić dziecko, proszę nie koncertować się na tym, żeby było tylko ładnie. Warto pamiętać o tym, że przestrzeń dla dziecka jest elementem edukacji. Na przykład: podłoga najlepiej, żeby była różnorodna, ale też taka, na której dziecko nie rozbije sobie głowy. Oczywiście wymaga to inwestycji. Ale jest to najlepsza inwestycja na świecie. To samo z meblami. Znam rodziców, którzy w sytuacji kiedy pojawiło się dziecko, wywieźli część mebli i przeorganizowali cały dom. Oczywiście było to dla nich trudne, ale te ich pomysły fantastycznie wpłynęły na ich dziecko. Maluch miał tak cudowne możliwości eksploracji przestrzeni i był bezpieczny, ponieważ rodzice dostosowali swoją wyobraźnię do możliwości, potrzeb i ograniczeń małego dziecka. Dlatego, myślmy jak dziecko, a nie jak dorośli.”

 

Dziecięce wspomnienia

Miałam jakieś 4 lata. Może 5. Warszawa. Było już ciemno. I chyba padało, bo w kałużach odbijały się światła przejeżdżających aut. Nie pamiętam czy było lato czy wręcz przeciwnie. Szliśmy ulicą. Pamiętam, że byłam wystraszona tym wielkim miastem. A z drugiej strony podekscytowana. Bo tato kupił mi lalkę, bobasa. Miał materiałowy tułów, gumowe ręce, nóżki i głowę. Była ogromna, jak roczne niemowlę.

Pamiętam duży drewniany dom wśród drzew. Wchodziło się wysoko po schodach, a pierwsze co rzucało się w oczy po otwarciu drzwi to ogromne akwarium pełne ryb. W całym domu było ich więcej. Były też  zwierzęta w klatkach. Świnki morskie, chomiki. Ptaki.Pamiętam poranek w tym wielkim domu. I uśmiech mojej mamy na widok nowej maszyny do szycia.

Odgłos kół wózka, w którym jechałam po starym drewnianym moście. O jakże się bałam tej drewnianej konstrukcji i wielkiej, ciemnej Wisły pode mną.

Smak śledzi w barze na krakowskim dworcu podczas przesiadki w drodze do nowego domu. Strułam się nimi tak, że całą noc wymiotowałam, a następnego dnia mama prowadziła mnie za rękę na rozpoczęcie roku szkolnego. Szłam do 1 klasy. Pamiętam pokrzepiający uśmiech Pani Lasek, mojej nowej wychowawczyni.

Wspomnieniami mogłabym sypać jak z rękawa. Czasem są to wyraźne obrazy, a czasem przebłyski. Jedne wiążą się z ważnymi wydarzeniami w życiu, inne z zupełnie błahymi. Czemu o tym piszę?

Byliśmy ostatnio w Warszawie. Obiecałam Matiemu, że przejedziemy się metrem. Jest wielkim fanem maszyn szynowych, metra nie widział wcześniej na żywo.

Tak się złożyło, że dzień nam szybko upłynął i był już wieczór gdy wsiedliśmy do metra na Dworcu Wileńskim. Wysiedliśmy pod Pałacem Kultury, skąd przeszliśmy do Złotych Tarasów. I gdy tak szliśmy za rękę, oboje troszkę wystraszeni (mąż z Antosiem został w apartamencie), przypomniała mi się moja wycieczka z tatą. Wspomnienia uderzyły we mnie z taką siłą, że miałam wrażenie jakby ktoś cofnął czas o 30 lat. Potuptaliśmy sobie do sklepu, gdzie Mati wybrał na pamiątkę małą zabawkę. Wróciliśmy do apartamentu.

 

Nic specjalnego się nie wydarzyło, chociaż dla mnie ten wieczorny wypad we dwójkę miał w sobie magię. Magię wspomnień mojego dzieciństwa. Jestem ciekawa czy za 30 lat Mati będzie jeszcze pamiętał ten wieczór 🙂

 

 

 

 

 

Życie wciąż uczy nas jak żyć

Jedna z najmądrzejszych bajek mojego dzieciństwa. Klasyka Alberta Barillé. Będąc dzieckiem każdy odcinek oglądałam z wypiekami na buzi. Dziś mnie wzrusza po stokroć bardziej niż blisko trzydzieści lat temu. Oglądam razem z Matim, zachodząc w głowę dlaczego nie wróciłam do niej będąc w szkole podstawowej, później średniej, zakuwając do kolejnej klasówki z biologii. Wiedza podana w tak przystępny i zabawny sposób była na wyciągnięcie, a człowiek się męczył czytając podręczniki, dukał przy tablicy odpowiedzi na pytania czym są leukocyty, co to jest mitoza lub jaką funkcję pełni układ nerwowy. Ahh życie, wciąż uczysz nas jak żyć…

 

Ci z Was, którzy pamiętają serię „Było sobie życie” na pewno teraz się uśmiechną do siebie. Może nawet zanucą pod nosem jakże znane i wpadające w ucho słowa „Ody do życia” Michel Legrand rozpoczynającej bajkę …. My, wychowani w latach 80, 90 doskonale znamy „Było sobie życie”. Być może część z Was wciąż do niej wraca, pokazuje swoim dzieciom. Ja przyznaję, gdzieś przez te wszystkie lata trochę o niej zapomniałam.  Dobrze się jednak złożyło, bo podczas mojej ostatniej wizyty w Warszawie miałam możliwość poznać osoby odpowiedzialne za obecność bajki w Polsce. Ucieszyła mnie wiadomość, że seria obchodzi swoją 30 rocznicę i w związku z tym Firma Hippocampus postanowiła wydać „Było sobie życie” w wersji HD. To okazja sięgnięcia do przeszłości w zupełnie nowym wydaniu. Oczywiście odcinki pozostają bez zmian, w dalszym ciągu cała seria liczy ich 26. Poprawiona jednak została kolorystyka. Jest dużo żywsza, kreska jest mocniejsza. Do tego w pełni polska wersja językowa.  Kadr jest pełny. Ogląda się bardzo przyjemnie! Pokazałam Matiemu starą wersję, dostępna na youtube i stwierdził, że woli nową.

 

 

Miałam też możliwość wysłuchania kilku ciekawostek na temat samego Alberta Barillé. Zupełnym zaskoczeniem był dla mnie np fakt, że mówił po polsku;)

 

„Sprawić, by dzieci chciały wiedzieć, obudzić w nich ciekawość. Uwierzyć, że rozumieją więcej, niż wydaje się dorosłym…”

to motto przyświecało Albertowi Barillé.

 

Ktoś kto zadbał o to, by w tak prosty i ciekawy sposób przekazać dzieciom wiedzę musiał być wyjątkowym człowiekiem. Wielka szkoda, że nie ma go już z nami, bo myślę, że usłyszałby mnóstwo miłych słów od każdego kto ponownie sięgnął po jego dzieło. Fajnie, że Hippocampus zadbał o to, by „Było sobie życie” ujrzało znów światło dzienne.

 

W serii Wydawnictwa znajdują się także gry i zabawy edukacyjne nawiązujące do bajki. (swoją drogą mam problem nazywać serię bajką, bo to tak naprawdę bardziej serial animowany). Sięgniemy po nie z pewnością.

 

 

O tym, że dla mnie będzie to swoisty powrót do przeszłości wiedziałam. Nie miałam jednak pojęcia, że bajka zafascynuje mojego Mateuszka. Jak to dziecko, lubi bajki, ale on jest nią tak zauroczony, że po pierwszym odcinku nie mógł przestać zadawać pytań. Wprawiło nas to w ogromne zdumienie i serio ucieszyło. Myślałam, że będzie zdecydowanie niezrozumiała dla czterolatka. Ja jednak byłam troszkę starsza jak zaczęłam przygodę z „Było sobie życie”. Oczywiście jest sporo kwestii dla niego niezrozumiałych, jednak z czystym sumieniem mogę polecić każdemu czterolatkowi.

 

Niesamowite z jakim przejęciem można odbierać animacje. Ile musi się w tej małej główce dziać, ile może się rodzić pytań. „Mamusiu kichnąłem! A co teraz robią moje białe krwinki?”. „Tato, a pamiętasz jak miałem dziurkę w głowie. Czy wtedy bakterie też chciały być w moim brzuszku?”.  To wspaniała lekcja życia. Sporo tych lekcji jeszcze przed nami, bo mamy zasadę, że maksymalnie jeden odcinek na dzień, by mieć czas na przemyślenie i rozmowę.

 

Na pewno też będziemy wracać do odcinków, bo już teraz widzę, że coś np dużo bardziej mu się spodobało i prosi o ponowne włączenie. Zadbam też o to, by na wyciągnięcie ręki miał wszystkie odcinki kiedy przyjdzie mu zmierzyć się z niezrozumiałą wiedzą przed klasówką z biologii 😉

 

 

Myślę, że do „Było sobie życie” nie ma co przekonywać. Każdy z Was doskonale wie o czym mówię.

Jeśli chcecie odbyć tę sentymentalną podróż, macie teraz świetną okazję. Złota kolekcja Alberta Barille jest już od 15 marca dostępna na 6 płytach DVD.

Znajdziecie w wielu miejscach, w naprawdę fajnej cenie poniżej 100zł za całość. Super pomysł na prezent. Nie tylko dla siebie.

Polecam gorąco!

 

Targi Kid’s Time 2017

Ponownie zawitaliśmy do Kielc na Targi Kid’s Time. Podobnie jak w roku ubiegłym zostałam zaproszona w ramach Klubu Mam Ekspertek. Wiedziałam, że spotkanie będzie okazją, by poznać nowinki w branży dziecięcej oraz by może nauczyć się czegoś nowego. Nie pomyliłam się.

 

Spotkanie rozpoczęło się wykładem Pawła Zawitkowskiego. Większości nie trzeba przedstawiać osoby Pawła. Jest znanym i cenionym fizjoterapeutą, a ja sama nie jeden raz powoływałam się na jego słowa na moim blogu. To dzięki instrukcjom Pawła mogłam przekazać Wam wiedzę podczas testowania pierwszego obuwia dla Mateuszka. Dla przypomnienia możecie poczytać o tym TU.

I tym razem z przyjemnością wysłuchałam tego co miał do powiedzenia, a temat dotyczył wpływu prawidłowej pozycji ciała dziecka na komfort oraz bezpieczeństwo (!) podróżowania. I nie tylko, bo Paweł dość ciekawie rozwinął temat choćby spowijania. Ale o tym opowiem Wam w następnym wpisie. Wybór tego konkretnego tematu był uzasadniony, gdyż przy współpracy z firmą Avionaut stworzono wkładkę do fotelika dziecięcego, która w znaczący sposób wpływa na bezpieczeństwo jazdy oraz wygodę maluszka. Firma zaprezentowała także swój nowy fotelik Ultralite dedykowany najmłodszym, a który zdobył nagrodę Kid’s Time Star 2017.

Bezpieczeństwo było głównym tematem tegorocznego spotkania. Po wystąpieniu Pawła, przy stanowisku Marko (znanego mi doskonale z naszego fotelika BeSafe) pałeczkę przejęła Magda Kordaszewska z Zabawkowicza, która opowiedziała nam o wynikach ankiety przeprowadzonej wśród rodziców. Ankieta oczywiście dotyczyła czego? Bezpieczeństwa dzieci w domu.

 

Pewnie część z Was widziała krążący po sieci film, w którym dwaj bracia wspinają się na komodę , by po chwila ta runęła na ziemię i przycisnęła jednego z chłopców. Niewyobrażalne, ale owszem takie rzeczy się dzieją. Przeglądając wyniki ankiety dotarło do mnie, że mimo różnych zabezpieczeń moje dzieci wcale nie są w domu bezpieczne. Bo niebezpieczeństw czeka na malucha sporo. Począwszy od gniazdek, nie zamocowanych do ścian szaf i regałów, po noże, szklanki z gorącymi napojami czy schody. Niektóre oczywiste, inne mniej.

Sporo się mówi o bezpieczeństwie jazdy w aucie, o odpowiednim foteliku, zbędnych przedmiotach, które podczas uderzenia z ogromną siłą mogą uderzyć w dziecko. Ale czy wiedzieliście, że nawet klakson może zabić jedzącego w trakcie jazdy malucha? Ja nie wiedziałam. A tak działają odruchy dziecka, że wystraszy się i zakrztusi.

Magda oczywiście pokazała nam też różne ciekawe wynalazki, dzięki którym dom może stać się bardziej przyjazny dziecku.Mnie zdecydowanie najbardziej wpadła w oko rozciągana bramka. Jak wiecie mieszkamy obecnie w domu moich rodziców. Na każdym poziomie znajdują się schody. Gdy MAti był mały i wpadaliśmy w odwiedziny korzystaliśmy ze zwykłej bramki, która odgradzała schody na dół.  Do góry zawsze ktoś miał oko, by nie wchodził. Teraz przecież musimy normalnie na co dzień funkcjonować, więc mamy barierki ustawione tak, by odgradzały jadalnię od kuchni, a przy tym i schody w górę i na dół.Ale Antoś to ciekawski mały człowiek, a przy tym całkiem dobry obserwator i w mig łapie to czego uczy go brat.. Co raz częściej udaje mu się otworzyć bramkę. A i przestrzeń samej jadalni zrobiła się nudna, skoro w kuchni tyle ciekawych rzeczy. Rozwijana bramka byłaby fajnym rozwiązaniem. Podobnie jak zabezpieczenie płyty grzewczej, tak aby dziecko nie sięgnęło rączką do gotującego się np rosołu. Innym wartym uwagi rozwiązaniem są pasy mocujące do wolnostojących szafek czy tv.

Dodatkowo również na temat bezpieczeństwa dzieci w czasie podróży wypowiadał się koordynator akcji Bezpieczny Maluch – Kamil Kasiak – ratownik medyczny.  Miałam okazję poznać go już wcześniej podczas jednych z warsztatów w Krakowie. I tym razem ciekawie opowiedziany temat, z kilkoma anegdotami z życia dającymi do myślenia każdemu rodzicowi. Nawet mojemu mężowi, który często miewa odmienne zdanie od mojego 😉

Ale Targi to nie tylko wykłady, ale przede wszystkim spotkania. Możliwość poznania produktów. I wspaniałych ludzi. Kilka dni przed Targami dostałyśmy listę Firm, które chciałyby się spotkać z blogerkami i zaprezentować im swoją ofertę. Ja zrobiłam sobie także swoją listę, na której znajdowały się Firmy, które bardzo chciałam w tym roku odwiedzić z racji poszerzenia oferty sklepu. Niestety czasu nie było aż tyle, by móc zajrzeć do każdego i dłużej porozmawiać. Nie założyłam jednego- że przy niektórych stoiskach rozmowa wciągnie mnie na całego 🙂

 

I tak na przykład z blogerskiej listy zawitaliśmy z mężem do Firmy Gonzo Toys, gdzie kompletnie zwariowaliśmy na punkcie żywych Smoków – Aqua Dragons. Niestety Smoki nie trafiły jeszcze na półki sklepowe, więc mogliśmy je sobie tylko pooglądać. Jesteśmy jednak pewni, że jak tylko się pojawią to Mati będzie miał się kim opiekować. Bo tymi stworzeniami trzeba opiekować się dokładnie tak samo jak rybkami. Trzeba je karmić, napowietrzać wodę. W zamian za opiekę Smoki rosną, składają jaja i rodzą się nowe. Opieka jednak wymaga troszkę cierpliwości od dziecka, bo Smoki wcale nie rosną w szybkim tempie. Te które widzieliśmy na Targach miały kilka mm długości, a liczyły sobie już kilka tygodni życia. Żeby jednak maluchowi uatrakcyjnić opiekę, w ofercie Firmy znajdują się fajne zestawy bazowe. Tzn akwaria. Np z ośmiornicą. Podświetlane, kolorowe. Smoki można także z latarką podglądać w nocy. Nie możemy doczekać się kiedy pojawią się w sklepach!

Na kolejne stoisko zaglądnęliśmy przyznam szczerze troszkę z ludzkiej ciekawości. To Firma Oloka Gruppe Działamy w jednej branży, więc fajnie było poznać kogoś z podobnymi doświadczeniami. W ofercie Oloka znajdują się drewniane zabawki w postaci wózków czy pchaczy, a także domki, które przykuły naszą uwagę. Ale spokojnie, nasz asortyment różni się diametralnie i właśnie dlatego pomyślałam, że fajnie byłoby móc zaoferować moim klientom coś zupełnie różnego. Wykonanego przy tym z należytą starannością, z naturalnych surówców. No i ten design. Przyznajcie sami, że produkty dodają charakteru wnętrzu 🙂 Mój mąż zadecydował, że wóz koniecznie znajdzie się w ofercie Bambooko. A Wy co byście chętnie widzieli w naszym sklepie? 🙂

Na Targach przywitaliśmy się także z naszymi znajomymi. Np z królikami Maileq. Siedziały w centralnym punkcie hali na drewnianej ławeczce i zachęcały do odwiedzin. Więc podeszliśmy przywitać się z Panem Jackiem, którego do tej pory znaliśmy tylko z wirtualnego świata. Wizyta zaowocowała, bo po powrocie do domu uzupełniłam braki i szybciutko złożyłam zamówienie na to co skradło moje serducho. Tym samym w sklepie znajdziecie troszkę nowych mebelków od Maileg, a które świetnie pasują do naszych domków 🙂

Miałam także okazję poznać w końcu na żywo Panią Kamilę z Firmy Mavero. Produkty marki Ebulobo dość często pojawiały się na blogu lub instagramie od czasu narodzin Antosia, gdyż mamy ich całkiem sporo i na prawdę bardzo lubimy zarówno wzornictwo jak i fakt, że łączą się one z ulubionymi bajkami z dzieciństwa. I tu wizyta poza miła rozmową zaowocowała poznaniem czegoś nowego. Już niebawem na polskim rynku znajdą się laleczki Levenye. Będziemy je mieć także w swoim sklepie 🙂

Dłuższą pogawędkę ucięłam sobie także z dziewczynami z Mouse in a House. I tu miałyśmy okazję w końcu poznać się w prawdziwym życiu, bo z sieci już się trochę znamy. Zdjęcia niestety nie zrobiłam, ale miałam za to okazję obejrzeć kolekcje na następną jesień/ zimę i muszę Wam powiedzieć, że będzie super. A materiały jak zawsze- najwyższa jakość!

Starałam się przy każdym stoisku przycupnąć choć na chwilkę. Niestety czasu było zbyt mało na dokładne obejrzenie oferty. Zrobiłam kilka zdjęć. I wróciliśmy z myślą, że za rok nadrobimy. Bo kto wie, może następnym razem sami się wystawimy przedstawiając ofertę Bambooko? 🙂