Dziennik budowy: sadzimy drzewo

Dom z moich marzeń otaczają wysokie, stare drzewa. Jesienią siadam na tarasie, z kubkiem gorącego kakao i wpatruję się w kolorowe liście klonów i dębów, słucham jak wiatr szeleści w brzozowych listkach, a bury kot ociera mi się o łydki odziane w grube skarpety, na drutach robione. Na gałęzi najpotężniejszego z drzew zawieszona jest huśtawka. 
Jestem marzycielką. Niepoprawną. Marzenia, w których widzę siebie w takiej sytuacji, jakże odległej sprawiają mi ogromną przyjemność, uspokajają, wyciszają. Toczę swoje wizje, a w sercu robi mi się cieplej.
Cudownie, gdy nasze marzenia możemy urzeczywistnić, dlatego dążyłam do tego, by miejsce, w którym kiedyś stanie nasz dom, choć po trochu przypominało to z moich wizji. Niestety, o działce pełnej starych i dużych drzew mogę zapomnieć. Kilka lat przeglądałam oferty i nie znalazłam w pobliżu Krakowa nic, co by mnie za serce porwało. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że chcąc mieszkać w takim miejscu najpewniej musiałabym kupić park po-dworski, na który oczywiście mnie nie stać.

Jednak gdy zobaczyłam nasz obecny kawałek ziemi, na górce, w otoczeniu bukowego lasu coś mnie za serce chwyciło. I choć na skromnych 10 arach nie było ani jednego drzewa, moja wizja nabrała malutkiego, lecz realnego kształtu. Szybciutko przyszła myśl o posadzeniu drzewa. 

Drzewa, które szybko urośnie i będzie cieszyć me oczy i serce. Pierwszy wybór padł na klon, oczywiście ze względu na piękną szatę jaką przybiera jesienią. Chciałam kupić jak największego, by szybko nam rósł. Niestety nie przewidziałam możliwości logistycznych. W efekcie wzięłam drzewko, które od razu swoim kolorem przyciągnęło mnie do siebie. Wcale nie najpiękniejsze w całej szkółce. 
Sadziliśmy całą rodziną w sobotę 4 października 2014 r. Koło południa. Wiatr przeginał drzewko, ciężko było posadzić je prosto. Deptaliśmy sucha trawę, która porastała działkę, by zrobić miejsce na sadzonkę. Zimno było okrutnie. Mati już w cieplejszej kurteczce i w czapce na głowie. Sadzenie zaowocowało moim przeziębieniem. Ale tej chwili z pamięci nie wymaże mi nikt. Tak jak kupno działki było nowym etapem w życiu, tak i to drzewko jest pewnym symbolem. Czegoś nowego. Wiem, że ilekroć spojrzę na nie w przyszłości, siedząc na tarasie z kubkiem gorącego kakao, będę wspominać ten dzień. Mojego synka, który zabrudził sobie błotem powstałym z podlewania drzewka, nowe butki. Mojego męża, który saperką odgarnia trawę wokół słupka granicznego i decyduje gdzie wykopać dołek. 
Przypomnę sobie radość, którą czułam. Którą czuliśmy chyba wszyscy.

Spłodził syna, posadził drzewo..
Dziś zabrałam Mateuszka, Szelmę i pojechaliśmy do nas. Podlać drzewko. Świeciło piękne słonko, było 25 stopni. Lato w październiku. Mateuszek zasnął w drodze. Pospał jeszcze chwilkę na miejscu, by akurat zbudzić się na moment podlewania. Już wjeżdżając na górkę zauważyłam sporą zmianę. Ktoś skosił nam trawę, te suche badyle, nad którymi głowiliśmy się co z nimi zrobić i ewentualnie kogo poprosić o pomoc w temacie. Słońce zaświeciło jeszcze jaśniej, a uśmiech zagościł na twarzy na całego.

O, a tam na wprost budują się nowi sąsiedzi 😉

Po zaopatrzeniu klona w wodę, wybraliśmy się na spacer wzdłuż lasu. Mamy do niego około 50m. Cały porastają duże drzewa bukowe, modrzewiowe i dębowe. Skrycie liczyłam, że jesień zagościła już na dobre, ale jeszcze troszkę przyjdzie nam poczekać. Następnym razem. Oby tylko pogoda tak piękna również dopisała naszym spacerom.

 Mamo te kamienie tu nie pasują!

-STOP – Do następnego!

Czemu o tym tu piszę? Blog jest mi pamiątką wszystkiego co nowe w naszym życiu. Ciąży, macierzyństwa, tacierzyństwa. Tym razem otwarliśmy kolejne drzwi, w naszym życiu ostatnio dużo się zmieniło. Wiem, że kiedyś będę przez nie zaglądać i wracać wspomnieniami do tych chwil. Niech trwają. Także na kartach bloga. To będzie także nasz wirtualny dziennik budowy. I mam nadzieję, że będę miała dużo do pisania. W końcu marzenia trzeba spełniać. 

takatycia

Dodaj komentarz

10 komentarzy do "Dziennik budowy: sadzimy drzewo"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ononaono
Gość

Piękny klon 🙂 (nieidealny, ale własnie przez to piękny). I Żaneta – nie tłumacz się, dlaczego coś tu wrzucasz 🙂 wiemy przecież, że na blogu wszystko, co ważna znaleźć się musi 😛 (a tak serio, rozumiem, że mając na względzie komentarze zjadliwe, musisz być tak zapobiegliwa, ech co za czasy podłe). Gratulacje – piękna okolica.

MamAnka
Gość

A mi właśnie brakuje tych bardziej „Waszych” wpisów, tych nie okołomacierzyńskiech, ale tych rodzinnych 🙂 Trzymam mocno kciuki za spełnienie tych „domowych” marzeń!

Anonymous
Gość

Podziwiam Cię,Was,że chcecie zamieszkać za miastem,przy lesie i macie odwagę rzucić wygodne i wszechdostepne miejskie życie na rzecz własnego domu.Oby wyrósł jak najszybciej 🙂

Ala i Mania z Krainy Czarów
Gość

Fajnie jest spełniać marzenia.
U nas podobny etap.

jej cały świat
Gość

Też coraz częściej myślę o małym domku, gdzieś za miastem… Ja – mieszczanka z krwi i kości 🙂 Kiedyś to było nie do pomyślenia! 😉

Anonymous
Gość

Marzenia trzeba spełniać…to moje motto życiowe 😉 Ja mieszkam na środku pola, jesienią błogosławię stan braku drzew (na razie same mizeroty ledwo odstające od ziemi 😉 ), latem go przeklinam…zero cienia :(. 300 m dalej mnóstwo drzew w parku narodowym, ale latem mnie powstrzymują komary,zimą zaspy 😉 Moi rodzice mają na działce piękny starodrzew, igły też niestety złażą z drzew ;)…strasznie dużo pracy jest z ich sprzątaniem, bo są wszędzie. Wszystko ma swoje wady i zalety…niestety 😉
Trzymam kciuki za szybkie ziszczenie marzeń!

Katarzyna O.
Gość

Pięknie. Wiem, że i mój mąż czeka na tą chwilę. Syna już ma… 😉

Kasia D.
Gość

Niech trwają…
Pięknie! <3

Ewa
Gość

Oj trzeba spełniać, trzeba! Pięknie wyglądają te Wasze marzenia. Już widzę ten obraz oczami mojej wyobraźni! I czekam na więcej relacji!

Karolina R.(encepence)
Gość

Trzymam mocno kciuki, zeby drzewa szybko rosly, a marzenia sie spelnialy 🙂