Mnie to nie dotyczy!

Właśnie minął rok od kiedy zakończył się mój połóg. Minął rok odkąd po raz ostatni siedziałam na fotelu ginekologicznym i robiłam badanie cytologiczne. Minął rok odkąd…nie odebrałam wyniku. 
Wydaje mi się, że gdyby było coś nie tak to lekarka by do mnie zadzwoniła. 
Po prostu jest mi stale nie po drodze z odebraniem wyników.
Mamy nowy rok. Zwykle nie robię postanowień noworocznych, bo potem ciężko jest z dotrzymaniem złożonych sobie obietnic. Postanowiłam jednak, że sama sobie coś udowodnię i wynik odbiorę jeszcze w tym miesiącu. Przy okazji robienia kolejnych badań. 
W końcu minął rok. Cały, długi rok. 365 dni. Wiecie ile się mogło wydarzyć przez ten czas? 
A może nic się nie wydarzyło?
Jestem młoda, mam stałego partnera. Rak szyjki macicy mnie nie dotyczy. 
Nie mam upławów, nie miałam nigdy nadżerki, nie mam kompletnie żadnych objawów.
Na pewno jestem zdrowa. 
W rodzinie nie było przypadków zachorowania na raka narządów rodnych.
Nie jestem w grupie ryzyka.
Ile z Was w ten sposób tłumaczy sobie, że nie ma problemu? Że nie ma takiej możliwości?

Jest takie pojęcie w psychologii zwane mechanizmem obronnym. 
Przeczytałam o tym w najnowszej książce Dana Browna, postanowiłam podrążyć temat dalej.
Wypieranie, zaprzeczenie, projekcja, sublimacja itd.. to mechanizmy obronne człowieka, który chronią nas przed lękiem, frustracją, poczuciem winy. Sprawiają, że oddalamy czarne myśli, przykre sprawy na bok. Nie dopuszczamy do świadomości. Zastępujemy milszymi wizjami, ignorujemy, wypieramy. Tłumimy. Zwlekamy, odraczamy.Tłumaczymy, że nas to nie dotyczy. 
Inaczej umarlibyśmy ze strachu. Dosłownie. Zjadłby nas stres. 
Te mechanizmy są nam potrzebne do życia. 
Zaprzeczenie, czyli udawanie, że sytuacja naprawdę zagrażająca lub wzbudzająca lęk nie ma miejsca. 
Moje zwlekanie z odbiorem wyników to nic innego jak jedna z technik unikania działania. Fachowo nazywa się to prokrastynacja
Dlaczego o tym piszę? Bo kiedy nazwę sprawę po imieniu, poznam swojego wroga, dużo łatwiej będzie mi przekonać samą siebie, że owszem to mnie dotyczy. 
Choroby dotyczą każdego z nas, nie jestem wyjątkiem. 
Dotyczą też Ciebie. Kto inny jak nie Ty sama zadba o Ciebie? 
Jako jedna z wielu kobiet, blogerek zostałam zaproszona do wsparcia kampanii społecznej „Piękna, bo zdrowa” prowadzonej przez Ogólnopolską Organizację Kwiat Kobiecości. 
Kwiat Kobiecości. 
Tak pięknie brzmi. Kim są?
Takimi samymi dziewczynami, kobietami jak ja i Ty. 
Tak wiele nas łączy. Mamy rodziny, dzieci, swoje radości i swoje smutki.  Codziennie świeci dla nas to samo słońce. Jedyne co nas różni to siła doświadczenia, którą dzielą się z innymi kobietami. 
Walczyły z chorobą i pokonały ją. Dziś dodają odwagi kobietom, by miały siłę walczyć. By nie bały się, nie poddawały. A także nie zaprzeczały. 
Nikt inny jak one, nie wie, że problem istnieje. Rak szyjki macicy każdego roku zabiera dzieciom matki, mężczyznom swoje partnerki, żony. W tysiącach. Liczby są okropne. Są statystyką, słupkami na wykresie. Ich widok przeraża. 
Każdego dnia 10 kobiet dowiaduje się, że ma raka. Połowa z nich umiera.

Poza rakiem szyjki macicy są jeszcze inne choroby narządów rodnych. Rak jajnika, mięśniaki. A także łagodne zmiany typu torbiele, nadżerki, zakażenia układu rodnego.
Każda z tych zmian w porę wykryta daje szanse na wyleczenie.

Wystarczy wizyta u lekarza ginekologa. Proste, bezbolesne badanie. Ważne, żeby było regularne.

Mimo wiedzy nie badamy się.
Zaprzeczamy, że problem nas nie dotyczy. Nie dopuszczamy do świadomości. 
Jesteśmy przecież młode. 
Naprawdę tak myślisz? 
Wejdź na stronę Kwiatu Kobiecości
Usiądź wygodnie, poczytaj historie kobiet. Spójrz na cyferki przy imionach.
„Mam 25 lat i rok temu wycięto mi macicę”
Mam 36 lat. To był wtorek, list z przychodni by wstawić się po odebranie wyników”
Mam 25 lat od roku walczę z RSM. Mam synka, dla którego zdrowieje..”
Zachorowałam na raka szyjki macicy w 2008 roku, miałam wtedy 32 lata.”
5 miesięcy temu ta choroba zabrała mi moje dwie najukochańsze dziewczyny. 6 października babcię a dwa dni później mamę, nie trwało to długo, po roku naszej wspólnej walki wygrał rak.”  
To wciąż statystyka, ale jakże inna?
Przyznaj, niekoniecznie tu na blogu, ale sama przed sobą- robi wrażenie, prawda?
Nie chcesz, żeby i Twoja historia tak wyglądała. Ja też nie chcę. 
Dlatego idę na badanie. Za rękę biorę też swoją mamę. Pójdziemy obie.

Zrób to samo. Powiedz przyjaciółce. Was też to dotyczy. 
 
Zostań NIEZAPOMINAJKĄ!
Blogerki dla Ogólnopolskiej Organizacji Kwiat Kobiecości i Kampanii „Piękna bo zdrowa”
Chcesz się przyłączyć?

kup bransoletkę: www.kwiatkobiecosci.pl ;  
dołącz do społeczności niezapominajek na facebooku: https://www.facebook.com/kwiatkobiecosci;  
lub przekaż 1% podatku na rzecz działań profilaktyki raka szyjki macicy i innych chorób ginekologicznych realizowanych przez Ogólnopolską Organizację Kwiat Kobiecości: KRS 0000315362



 

takatycia

Dodaj komentarz

16 komentarzy do "Mnie to nie dotyczy!"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ENCEPENCE
Gość

Przeszły mnie ciarki, niestety należę do tego grona, które posiada komórki rakowe o wysokim stopniu ryzyka. Jestem pod stałą obserwacją, nic się na szczęście na razie nie dzieje i tak musi zostać! Mam 25 lat.

Anonymous
Gość
Ehh.. znam takie przypadki…mama…babcia…żadna się po wyniki nie zgłasza, ba – a mam mamę pielęgniarkę epidemiologiczną… Ja, raz do roku robię taki komplet – przy wizycie u gina cytologię i proszę też o skierowanie na usg piersi. I telefonicznie nie informują o wyniku, jest tylko informacja (posiadam abonament w lux med Poznań), że jest już wynik i należy go odebrać. I zawsze odbieram. No, może nie od razu zaraz, ale po paru dniach max. Najczęściej przy okazji innej wizyty u lekarza w w/w miejscu. Chciałabym iść z mamą, zaciągnąć ją na badania kobiece, ale nie mam jak – ona do… Czytaj więcej »
KasiaS1980
Gość
Zachęcam Cie, abyś przekonała mamę. Moja odeszła prawie 6 lat temu, właśnie na raka szyjki macicy. Nie badała się, nie chodziła do lekarza, nie dała się zaciągnąć, bo po co. Bolało ją, ale nic nie mówiła. A gdy zaczęła mówić, okazało się, że jest już za późno na jakąkolwiek reakcję. Walczyła 2 lata, ale przegrała tę walkę. Ja badam się regularnie, co 3 miesiące jestem u lekarza (biorę tabletki), raz do roku robię cytologię i USG piersi oraz narządów rodnych. Dołączyłam też do akcji Fundacji Kwiat Kobiecości. Uważam, że warto o tym mówić i warto tego pilnować. Dla nas samych.… Czytaj więcej »
Paulina L
Gość

Tak i dlatego ja robię takie badania co roku, odkąd skończyłam 18 lat. Młodo? No cóż… Wolę być pewna, że nic mi nie jest, a nie pluć sobie w brodę, iż zaniedbałam…

U mnie mój lekarz mówił, że zadzwoni jakby coś było nie tak (cytologię robiłam w grudniu – nie zadzwonił, a wizytę mam dopiero w lutym więc poczekam z wynikiem, bo skoro nie dzwonił to jest ok).

Tak też czytałam o wyparciu u Dana Browna 🙂 Uwielbiam jego książki 🙂

Pozdrawiam
Alex
alexis156.blogspot.com

Hally (Raczek)
Gość

A mi ciągle nie po drodze…czas to zmienić…i nie tylko to…

Kasia Rog
Gość

A ja właśnie dziś byłam u mojej ginekolog, co prawda nie robiłam cytologi, bo pół roku po porodzie miałam I grupę. Także doktor powiedziała, że najpóźniej w czerwcu musimy powtórzyć. Badam się od jakiegoś czasu co roku. U ginekologa jestem dwa razy w roku (pomijając oczywiście okres ciąży). Także po porodzie byłam już 3 raz, a Synek urodził się w listopadzie 2012.
Po wynik badania poleciałam tego dnia kiedy miał być, byłam bardzo miło zaskoczona tą I grupą, tym bardziej, że przed porodem miałam II.

Przewijka
Gość

Też już jestem niezapominajką 🙂

Agata
Gość

Naleze do osob, ktore wizyty u lekarza unikaja jak ognia. 🙂 Wyjatkiem jest dwoch – dentysta i ginekolog. Regularnie robie przeglad szczeki i raz do roku obowiazkowo cytologie i badanie piersi. Tyle, ze tutaj jest to latwe, bo sami wysylaja kartki – przypominajki, dzwonia, no nie da sie zapomniec! A z wynikami roznie. Jak wszystko w normie, przychodza poczta. Jesli cos nie tak, dzwonia od lekarza i umawiaja na kolejna wizyte. Ja jak narazie co roku dostawalam kartke i oby tak zostalo…

kinga b.
Gość

przypomniałas mi, że sama muszę isc do lekarza…
Na przeciwko mnie mieszka kobieta, ma lekko ponad 40 lat. Umiera… Na raka szyjki macicy.. A poszła do lekarza, bo zęby ją bolały… i zrobiła wyniki. na operację było już za późno.. niestety… teraz czeka na powolną śmierć…

igmu
Gość

Tak, też jestem młoda, w rodzinie nikt nie chorował, mam jedynego od zawsze partnera, zdrowa jak ryba, nawet się nie przeziebiam. I? I właśnie leczę CIN III, stan przedrakowy na szyjce macicy. Z cyto po ciąży wyszło dziadostwo, jestem już po usunięciu fragmentu szyjki, teraz czeka mnie usunięcie całości, bo gówno dalej się wżarło. Pół roku temu też byłam zdrowa… w mojej świadomości.

Moniqa
Gość

Kiedyś chodziłam w miarę regularnie do ginekologa, po porodzie byłam, ale cytologii nie miałam robionej. Jestem przerażona, ale ciągle jakoś nie po drodze. Chyba czas najwyższy.

Josephine
Gość

Żaneta Ty to zawsze trafisz z tematem.
Dosłownie godzinę temu byłam u ginekologa i przy okazji wizyty zrobiłam cytologię 🙂
Mam świetnego lekarza i chodzę do niego z przyjemnością, oczywiście wstyd też jest. W poczekalni spojrzałam na cennik i przypomniałam sobie o niej. Mój lekarz robi to badanie od ręki, więc jestem już spokojniejsza. A o wynik mogę dowiedzieć się telefonicznie, jeśli będzie zły to lekarz dzwoni.
Co do naszej rozmowy (jeśli ją pamiętasz) to zapytałam lekarza o ten mój cykl i powiedział, że musimy poczekać jak zakończę karmienie. Dopiero potem mam się do niego zgłosić i będziemy działać z leczeniem 🙂

Lara Croft
Gość

Właśnie ja tak się zastanawiałam kiedy mam iść do gina zrobić tą cytologię,bo tamtego wyniku nie odebrałam oj wstyd mi. Mam zamiar się wybrać i zobaczyć kiedy przyjmuje i zrobić,bo przed ciążą się badałam a wyniki zawsze odbierałam nie wiem czemu po ciąży boję się odebrać.

takatycia
Gość

U mnie to samo. Najpierw nie odebrałam, bo brak czasu przy dziecku, potem zapomniałam, a teraz to już jakoś głupio…

ONA - Pikantnie Słodka
Gość

Ja też od roku u ginekologa nie byłam… dalas do myslenia . Czas zadbać o siebie bo mam taka w rodzinie. Warto być niezapominajka!

KasiaS1980
Gość

Moja mama odeszła niemal 6 lat temu na raka szyjki macicy. Nie badała się, zignorowała pierwsze, drugie i trzecie objawy. Gdy zaczęła mówić, że źle się czuje, nie dało się już nic zrobić. Ja badam się co roku, regularnie chodzę do ginekologa, robię cytologię i USG. Wzięłam też udział w tej akcji kupując tą piękną bransoletkę. I zachęcam zawsze wszystkie koleżanki do regularnych badań. To ważne. Dla nas i dla naszych najbliższych.