Poród do wody – szkoła rodzenia – lekcja nr 3

Minęło kilka dni od naszego ostatniego spotkania z położną w szkole rodzenia.
Tym razem głównymi tematami zajęć był poród w wodzie oraz metody łagodzenia bólu porodowego.
Może zacznę od tego, że do tej pory byłam i dalej jestem ogromnym zwolennikiem znieczulenia. Ba, ja sobie nie wyobrażałam, że mogłabym pójść rodzić bez. Do znajomych śmieję się, że na porodówkę będę jechać z wypisanym na czole zdaniem „proszę pamiętać o zzo”.
Szpital, w którym planuję wydać synka na świat wybrałam między innymi dlatego, że nie stwarza rodzącym problemów jeżeli chodzi o metody łagodzenia bólu.
Nie mam oczywiście doświadczenia jeśli chodzi o intensywność i rodzaj bólu porodowego, gdyż nigdy wcześniej nie rodziłam.
Niestety patrząc przez pryzmat dolegliwości bólowych jakie towarzyszyły moim miesiączkom wnioskuję, że lekko nie będzie.
Należę do tej grupy kobiet, która w każdym miesiącu musi wziąć w tym dniu wolne z pracy, ponieważ nie jestem w stanie wtedy normalnie funkcjonować. I nie pomaga żaden środek przeciwbólowy, nawet ketonal. Musiałam swoje wycierpieć, najlepiej leżąc bez ruchu z ciepłym termoforem na podbrzuszu. Po około 2-3h ból przechodził, a ja mogłam o nim zapomnieć. Do kolejnego miesiąca.
Ale wracając do tematu. Na zajęciach położna przedstawiła nam wszystkie metody łagodzenia bólu, zarówno te farmakologiczne jak i naturalne.

 Wyjaśniła różnice pomiędzy znieczuleniem zewnątrzoponowym stosowanym przy porodzie siłami natury oraz znieczuleniem podpajęczynówkowym stosowanym w przypadku cięcia cesarskiego. Szczegółowo opisała sposób podania obu znieczuleń, czas ich działania oraz wpływ na matkę i dziecko. Nie będę tych wszystkich informacji tu przytaczać, tak naprawdę są dostępne w internecie, bardziej chodzi mi o to, że zajęcia uświadomiły mi, że poza farmakologią istnieją też inne sposoby. Wiem, nie na tyle skuteczne, by całkowicie zlikwidować ból. Wiem też, że poród boli.
Ale można się do porodu i do tego bólu przygotować.
I podobno warto to zrobić.
Nie bez powodu zajęcia dotyczące radzenia sobie z bólem powiązane były z tematem porodu w wodzie. Od dawna wiadomo, że ciepła woda ma działanie rozluźniające i wpływa kojąco na mięśnie.
Ma to niebagatelne znaczenie w przypadku porodu.
„Rodząca rozluźnia się psychicznie, odczuwa też mniejsze napięcie mięśniowe. To rozluźnienie wpływa na szybsze rozwieranie się szyjki macicy, dzięki czemu poród w wodzie trwa krócej i najczęściej bez konieczności nacięcia krocza. Woda, delikatnie naciskając na nerwy przewodzące ból w okolicy kręgosłupa, zmniejsza ich zdolność do przekazywania impulsów. Dlatego skurcze porodowe w wodzie są mniej odczuwalne, a jednocześnie tak samo skuteczne, jak przy zwykłym porodzie. Chociaż nie można liczyć na to, że poród wodny przebiegnie zupełnie bezboleśnie, rodzące w ten sposób kobiety rzadziej proszą o podanie znieczulenia czy nawet środków przeciwbólowych, są bardziej zrelaksowane i spokojniejsze.”* 
Dzieci urodzone do wody również wykazują dużo większy spokój, nie płaczą, a swój pierwszy oddech łapią tak naprawdę dopiero po około minucie przebywania na świecie. Ma to związek z faktem, że rodzą się do cichego, przyjaznego środowiska.
Oglądając film, na którym kobieta rodziła swoje dziecko do wody przez moment miałam wrażenie, że przecież ono zachłyśnie się podczas pierwszej próby oddechu i udusi. Nic bardziej mylnego.
Widok był wręcz niesamowity. Dzieciątko będąc już po „tej stronie” jakby zauważa, że nagle zrobiło się dużo więcej miejsca, otwiera oczy.Rozgląda się dookoła, a następnie z ciekawością zaczyna prostować rączki i nóżki. Odczuwalność otoczenia mu się nie zmienia, gdyż dalej znajduje się pod wodą, połączone z mamą pępowiną. Położona dba jednak o to, by nawet kawałeczek jego małego ciałka nie wydostał się ponad wodę, gdyż może to być bodziec, by zaczerpnąć powietrza. Po chwili przekręca dziecko do góry potylicą i wyciąga na powierzchnię. Wtedy dopiero następuje pierwszy oddech.
A wszystko to bez płaczu i szoku spowodowanego nagłą zmianą otoczenia.
Totalny spokój.
Do tej pory nie brałam takiej możliwości pod uwagę.
Jednak uczestnictwo w spotkaniach szkoły rodzenia i wiedza z nich wyniesiona potwierdza, że człowiek uczy się całe życie. Z każdych zajęć wychodzę coraz bardziej pewna, a strach przed porodem już nie puka co 5 min z tyłu mojej głowy.
Analizując sobie wszystkie za i przeciw dochodzę do wniosku, że chciałabym urodzić naszego synka do wody, ale nawet jeśli mi się to nie uda i w pewnym momencie zrezygnuję prosząc o zzo, chciałabym chociaż spróbować.
Dlatego  podczas każdej kąpieli mam zamiar ćwiczyć tzw „ruch wirowy„, który jest niczym innym jak kołysaniem się, kręceniem w wodzie „wokół własnej osi”.
 Coś jak ruch, jaki wykonuje woda spływająca z wanny.
Wygląda troszkę śmiesznie, jednak wyćwiczenie tego ruchu ma tak samo duże znaczenie jak umiejętność poprawnego oddychania.
Cieszy mnie, że mam taką możliwość, gdyż szpital, który wybrałam dysponuje wanną, w której taki poród może się odbyć.
Jako ciekawostkę dodam (o czym nie miałam pojęcia), że najczęściej do wody dodaje się zwykłą sól jodowaną, aby składem była jak najbardziej zbliżona do płynu owodniowego.   

Zobacz także

takatycia

  • Ja rodziłam w wodzie moją Natalkę.
    Mogę ci z czystym sumieniem polecić tą metodę.
    Wchodzi się do wody w ostatniej fazie porodu, dla dziecka jest to najlepsze co może być.
    Emilkę na pierwszą córę, rodziłam na kole porodowym, zobacz w necie co to jest, tylko w wybranych szpitalach jest takie koło/krzesło:) Również świetna metoda.
    Nigdy nie chciałam rodzić na zwykłym łóżku, to wbrew naturze;) Ale to moje zdanie 😉

    • Też nie chcę na leżąco, na szczęście wszelkie pozycje horyzontalne są dozwolone w moim szpitalu. To krzesło u nas też jest, widziałam też film z porodu, który odbywał się w ten sposób.

  • Moją pierwszą córkę, miało być 😉

  • An.

    Dodam może info z mojej szkoły rodzenia, że często kobieta wchodzi do wanny i myśli, że do razu przyniesie to ulgę. Otóż nie, trzeba odczekać 20 min w wannie i wtedy można powiedzieć czy to pomoga czy nie. Często jest tak, że przez te 20 min. woda bardziej drażni niż pomaga.
    A no i druga rzecz, jak masz założone zzo to niestety nie możesz siedzieć w wannie…

    • Tak, wiem o tym wszystkim. Myślałam o tym, żeby przekonać się w ten sposób, że zacząć poród w wodzie i jeśli nie dam rady to wtedy wyjść i zakończyć go normalnie. Z zzo. Wiadomo, że zzo też mogą podać do pewnego momentu rozwarcia…

  • Ja nie mam u siebie tej możliwości. Koleżanka rodziła tak drugie dziecko i było ok, ale nie była jakos szczególnie zadowolona. Żanetko, ale będziesz musiała zapomnieć o ZZO jesli porod ma być w wannie. No chyba, ze u Was jakos temu zaradzili??

    • I właśnie tu u mnie pojawia się sprzeczność, bo z jednej strony chciałabym w wannie, a z drugiej nie wyobrażam sobie bez zzo 🙁

  • Ja poczatkowo myslałam o porodzie w wodzie, bo juz dużo wczesniej słyszałam o zbawiennych własciwosciach wody, jednak minusem mieszkania w małym miasteczku jest logistyka (trzeba było wybrac bliskość szpitala czy mozliwosc porodu w wodzie).

  • Zawsze ciekawiły mnie takie porody. Dobrze że w niektórych szpitalach jest możliwośc wybory pozycji i miejsca porodu. Niestety ja na ten temat mam mało do powiedzenia, miałam 2 cesarki niestety , ale jak bym miała kiedyś możiwośc wyboru to pewnie porów w wodzie wzięłabym po uwagę 🙂

  • W wodzie urodzić, też fajny pomysł 😉

  • Szczerze mówiąc chciałabym uwierzyć, ale nie potrafię. Nie wierzę, że pomagają oddechy, piłki i porody w wodzie, fajnie brzmi i na chwilę może pomóc, ale nie przemawia do mnie. Wierzę za to w zzo, bez tego nie urodzę. Nie wiem dlaczego cały świat chce, by kobiety rodziły w bólach, czemu tak nachalnie odradzają znieczulenia. Może jeszcze mam urodzić na miedzy i minutę później wrócić do kopania ziemniaków?!?!Heh, za każdym razem jak pomyślę o bólu porodowym dostaję mdłości i chcę umrzeć.

    Niektóre kobiety są w stanie to zrobić na „żywca”, a ja nawet nie chce spróbować. Chwała bohaterom, którzy wynaleźli znieczulenie.

    Pozdrawiam 🙂

    • Wydaje mi się, że nie ma też co przesadzać w drugą stronę 🙂 Na pewno wszelkie dodatkowe naturalne metody nie zniwelują bólu całkowicie, ale umiejętność współpracy może znacznie wpłynąć na jego intensywność.Tak samo jak wybór pozycji, w której będziemy rodzić.
      To już na szczęście nie te czasy, w których rodziły nasze babcie i mamy, zmuszone leżeć płasko na łóżkach wydając nas na świat w ogromnych bólach.
      Jestem oczywiście jak najbardziej za zzo, nie chcę zrobić z siebie cierpiętnicy tylko dlatego, żeby komukolwiek udowodnić, że jestem dobrą matką. Po to świat idzie z postępem, aby nam służyć.
      Ale fajnie wiedzieć, że człowiek ma wybór i że to wszystko może nie jest tak straszne jak się kiedyś wydawało 🙂

  • Zgadza się,każda z nas jest inna i ma prawo do wyboru. Ale też nie mówmy,że znieczulenie jest do bani, a każda kobieta musi rodzić naturalnie w bólach, bo taka nasza rola. I najgorszy argument jaki usłyszałam :”musi bolec” .

    Ja może i przesadzam w drugą stronę, ale panicznie boję się bólu,tego strachu nie da się opisać. A nie chcę, by poród stał się dla mnie traumą, chciałabym inaczej powitać na świecie swoje dziecko.
    Pozdrawiam:)

    • Rozumiem, że się boisz, bo ja sama czuję to samo. I wcale nie twierdzę, że zzo jest do bani. Ma swoje ogromne plusy, ale też jak każdy lek ma wpływ na nasz organizm.
      Argument „musi boleć” jest chory, jednak z tego co wiem nawet przy zzo nie jest tak, że wyłącza się ból całkowicie.
      Wiesz, mi chodzi o tę całą świadomość, że mam wybór. Pocieszający jest dla mnie fakt, że wybrałam szpital, który nie stwarza problemów jeśli chodzi o podanie znieczulenia. Ba, z tego co przekazywała nam położna jeśli widzą, że rodząca jest już bardzo zmęczona, a akcja porodowa nie postępuje sami proponują znieczulenie, żeby kobieta chwilkę odpoczęła i nabrała sił do dalszego porodu. Zzo skraca czas I fazy porodu kiedy następuje rozwieranie się szyjki (to ta mniej bolesna część), natomiast czasem potrafi wydłużyć 2 okres porodu (ten bolesny) z 5 min do 3h.
      Zasada jednak jest taka, że działanie znieczulenia jest najlepsze przez 1,5 h i nie bez znaczenia jest fakt, że jest to idealny czas, w którym dziecko powinno znaleźć się na świecie. Podanie drugiej dawki, a czasem nawet trzeciej często kończy się po prostu cesarskim cięciem, bo najzwyczajniej w świecie są problemy z porodem. No i taka potrójna dawka też dociera do dzieciątka, dlatego np lekarze wtedy mają inne normy jeśli chodzi o skalę Apgar (dziecko ma inne napięcie mięśniowe).
      Czasem ponoć zdarza się, że trzeba podać dziecku taki sam lek jak podaje się w przypadku wybudzania pacjentów po narkozie (oczywiście w dużo mniejszej dawce). A to plus wcześniejsza dawka to dość sporo jak na tak malutki nowonarodzony organizm 🙁
      Sytuacja jest idealna zarówno dla mamy jak i dzidziusia gdy przy rozwarciu około 5-6cm dostajemy zzo, a dzieciątko przychodzi na świat w czasie działania tej pierwszej dawki 🙂
      Uff troszkę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że w miarę udało mi się przekazać te informacje, które same dla mnie były nowością 🙂

  • Ale mimo to kobiety korzystają z zzo i chwalą sobie, są zadowolone. Może wszędzie próbują nas nastraszyć, bo przecież wszystko ma swoje wady i zalety, poród bez znieczulenia też może się tragicznie skończyć.

    Pewnie masz rację, ale ja boję się tak bardzo, że nie masz pojęcia i wiem, że o wiele gorzej będzie jeśli nie dostanę tego znieczulenia, próg odporności na ból mam żaden, nawet u dentysty do plombowania muszę mieć znieczulenie 🙂

    Aż się boję, póki co fakt porodu wypieram jeszcze z podświadomości, bo nie umiem spojrzeć temu w twarz, heheh.

    Pozdrawiam 🙂

  • ja nie miałam wyboru i rodziłam na leżąco i co by długo nie pisać jakoś przeżyłam;) ale chętnie rodziłabym np w wodzie