Drzemka dzienna u dwulatka

Coś nam się rozjechały ostatnio drzemki i co grosza wieczorne rytuały. Zmiana czasu, brak naszej konsekwencji i w rezultacie o 22 Mateusz pełen energii biega po domu.
Z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy przy 2-3 drzemkach w ciągu dnia bez problemu zasypiał o 19. Z przerażeniem myślę o tym co będzie, gdy z drzemki zrezygnuje całkowicie 😉
A tak całkiem poważnie… drzemka póki co jest. Ewoluowała nawet, bym powiedziała, bo znacznie wydłużyła się w czasie. I tak na przykład z 1,5 h zrobiły się 2,5, a czasem nawet 3h. Żyć nie umierać.
Jest jednak mały problem. Mati wstaje około 8-8:30 rano. Zanim się, więc zmęczy robi się godzina 14.
Doliczając do tego 3h drzemki, wstaje koło 17. Przestaje, więc dziwić fakt, że o ósmej wieczorem nie ma najmniejszej ochoty na sen.
Rozwiązanie mam. Budzić wcześnie rano jak wstaje mąż do pracy, czyli o 6:30. Potem koło południa jak mieliśmy w zwyczaju drzemka. W takim przypadku od 14-15 do wieczora dociągnie i będzie już zmęczony.
Plan idealny. Tylko jest malutkie „ale”… Ja sobie lubię pospać i ta 6:30 to mi średnio pasuje 😉
Zwłaszcza teraz, gdy nadchodzi zima. Brr. Z drugiej strony wieczory fajnie byłoby mieć znów dla siebie.

A może to już czas na całkowitą rezygnację z dziennej drzemki? Chociaż biorąc pod uwagę 2-3h snu popołudniowego to chyba raczej nie? Może to normalne, że dwulatek wydłuża sobie sen w ten sposób?
I tak źle i tak nie dobrze. No nie dogodzisz 😉
Mamy dwulatków i maluchów w okolicy tego wieku…jak sprawa przedstawia się u Was?

Jedzenie w wózku

Milion razy myśl ta chodziła mi po głowie i chciałam ją poruszyć na blogu. Umykało mi jednak. Aż wczoraj, jadąc przez miasto na skrzyżowaniu przed maską mojego samochodu przemknął dumny tatuś pchający wózek. W wózku oczywiście dziecko. W wieku powiedzmy około- Mateuszkowym.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to nieskazitelnie czysty wózek. Drugi rzut oka potwierdził, że równie nieskazitelne było dziecko. A dokładniej chłopczyk. Widok ten sprowokował rozmowę pomiędzy mną, a moim mężem. Rozmowę o podawaniu dziecku jedzenia w czasie jazdy.
Nie wiem, być może egzemplarz dziecka, który posiadamy „już tak ma”, albo może gdzieś popełniliśmy błąd i złamaliśmy się po raz pierwszy, co pociągnęło lawinę zdarzeń, ale Mateusz jeżdżąc w wózku MUSI coś jeść. Oczywiście wyjeżdżamy z domu bez jedzenia, ale w miarę upływających minut dziecko moje zaczyna się robić grymaśne i daje się przekupić tylko…jedzeniem.

Doszedł do takiej perfekcji, że jak idziemy na zakupy to koniecznie musimy zahaczyć o budkę z preclami, a przejeżdżając tuż obok warzywniaka na widok z jabłkami robi głośne AM.
Nie ma zmiłuj, trzeba dać, bo inaczej krzyk i próby ucieczki z wózka stuprocentowe.
Niestety, co za tym idzie to fakt, że ani wózek, ani sam Mateuszek bynajmniej nieskazitelni nie pozostają. Co jakiś czas ściągam nakładki na pasy, pałąk i piorę, bo inaczej wózek wygląda jakby służył co najmniej piątce dzieci w przeciągu lat piętnastu.
I teraz tak zastanawiam się, czy tak mamy tylko my, a cała reszta nieskazitelna? 🙂
Dajecie maluchów coś do jedzenia podczas wózkowych spacerów?

Przygotowanie dziecka do przedszkola

Niedaleko naszego domu jest przedszkole. Malutkie, prywatne. Każdego dnia, gdy wychodzimy z Matim na spacer spotykamy maluchy z tego przedszkola, które trzymając się wielkiego materiałowego węża, zmierzają z opiekunkami na codzienną prżechadzkę po osiedlu. Ogródek wokół przedszkola jest stosunkowo mały, więc Panie radzą sobie w ten sposób.
Dziś, jak zwykle spotkaliśmy maluchy. Pierwszy raz jednak bardziej im się przyjrzałam i coś mnie tknęło w ich zachowaniu. Szły spokojnie trzymając się kurczowo węża. Sytuacja niewyobrażalna w przypadku Matiego. No chyba, że już będzie maksymalnie padnięty i ledwo powłóczy nogami.
Jeszcze bardziej przypatrzyłam się maluchom i stwierdziłam, że nie może być! Toż połowa z nich na oko w wieku Mateusza. Co oni im dają? Środki uspokajające?

Wracając do domu zaczęłam intensywnie myśleć. Może maluchy już nauczone takiego zachowania? Z domu wyniosły dobre ułożenie? Albo w grupie dziecko inaczej się zachowuje? No kurczaki.
Za rok Mati pójdzie do przedszkola (daj Boziu!) i co wtedy? Jak on dalej takie tornado będzie to marnie to widzę.
I wtedy mi się przypomniało. Już jakiś czas temu, po rozmowie z przyjaciółką doszłam so wniosku, że czas najwyższy zapisać się z Matim na jakieś zajęcia. Chciałam, żeby to była taka odskocznia od codzienności. Miejsce, w którym wyszaleje się na maxa, bedzie miał kontakt z rówieśnikami, a zajęcia wpłyną na jego rozwój. Po tej rozmowie zaczęłam szukać w Krakowie podobnych zajęć. Znalazłam, napisałam. Był sezon wakacyjny. Wczoraj się do mnie odezwała Pani, że zajęcia startują pod koniec września. A dziś, po tej sytuacji pod przedszkolem doczytałam, że mają na celu M.in. integrację maluchów z rówieśnikami i przygotowanie do przedszkola. Jakoś wcześniej nie żwróciłam na to najmniejszej uwagi.
Po dzisiejszym porównaniu M do reszty dzieci, stwierdzam, że to całkiem dobry pomysł. Może rzeczywiście łatwiej będzie mu się dzięki temu odnaleźć za rok w nowej, przedszkolnej rzeczywistości?

Bunt w drugim roku życia

Za nami bardzo intensywny weekend. Dwa dni spacerów, biegania, wizyt.
Dwa zupełnie różne dni. Dzień pełen buntu i dzień pełen energii i uśmiechu.
Dorasta mi syn. Z każdym dniem widzę jak bardzo różni się od niemowlaczka, którym przecież był nie tak dawno. Nie jest pasywny, ma swoje zdanie i coraz częściej domaga się, by je respektować.
Zmęczony człowiek bywa marudny. Podobnie i dzieci, choć u nich objawia się to troszkę inaczej. Dorosły nie siądzie na środku podłogi czy też nie położy się przy schodach z płaczem tylko dlatego, że coś poszło nie po jego myśli, a nie ma siły walczyć dalej. Taki maluszek nie ogarnia sytuacji.
Sobota była dniem na nie. Drzemka trwała 15 minut. Jedzenie też średnio wchodziło. Ubieranie się graniczyło z cudem. Zwłaszcza pieluszka. Przecież jest tyle ciekawych zajęć dookoła. I babcia, która jest na wyciągnięcie ręki zawsze skora do zabaw. Szkoda czasu na przyziemne zajęcia.
Dlatego pierwszy sprzeciw z rzucaniem się po łóżku pojawił sie już rano przy przebieraniu. Potem był sprzeciw na codzienną drzemkę, by na koniec dnia zaliczyć klasyczny przykład słynnego buntu dwulatka. Mati, któremu próbowałam przymierzyć w sklepie but wyrwał mi się z rąk, poleciał do dziadka. Jednak i tu coś mu nie spasowało, więc z krzykiem położył się na ziemi. Do tej pory słyszałam o takich akcjach. Wczoraj byłam świadkiem takiego wykonania u Mateuszka. Poczekalismy chwilkę. Po jakiejś minucie Mati się uspokoił i przyszedł do mnie. Dał sobie założyć bucikach i do końca dnia było już dobrze.
Wiem, że nie radzi sobie z emocjami, które się pojawiają. Bo on wszystko chciałby już, tu i teraz. I jak dochodzi do tego brak snu, zmęczenie to mam efekt w postaci buntu. Buntu pojawiającego się w drugim roku życia. Głęboko wierzę, że jest to ten sam rodzaj zachowania u dzieci. I nie ważne czy ma 18 czy 24 miesiące. Przychodzi czas, w którym maluch nie jest w stanie sobie poradzić z emocjami, wrażeniami i bodźcami z zewnątrz.
Dziś aniołek dla odmiany. W parku ponad 2h drzemka. Ślicznie zjedzony obiadek, potem owoc. Pięknie potraił się sam zabawić, mimo energii, która go roznosiła. Biegał, szalał, ale nie buntował się. Może troszkę przy zmianie pieluszki.
Takich dni, w których Mateusz coraz wyraźniej pokazuje, że ma na coś ochotę jest więcej. Jednym razem chce bawić się czymś, czego mu nie wolno, innym nie chce wyjść z kąpieli czy z placu zabaw.
Mimo, że moja cierpliwość w takich momentach nie jeden raz wisi na włosku to czekam. Bo co innego mogę zrobić? No nic.
Przeczekać i pozwolić mu zrozumieć co się akurat z nim dzieje. Jak zawsze.

Jak dbać o mleczaki i jaką pastę wybrać dla dziecka

Nie tak dawno obiecałam Wam wpis nt pielęgnacji ząbków u dzieciaczków.
Jako, że od kilku dni wcielamy w życie rady uzyskane od dentystki podczas pierwszej wizyty mogę już z Wami podzielić się pierwszymi spostrzeżeniami.
No i przede wszystkim podać dalej sposoby na dbanie o mleczaki Waszych pociech.
Pewnie większość z Was wie, a ten kto nie wie właśnie się dowie, że o ząbki dbamy jeszcze zanim tak naprawdę się przebiją. Na ich stan mamy wpływ już od narodzin dziecka dbając tak naprawdę o dziąsełka. Przecierajmy je delikatnie zwilżonym gazikiem, a późniejszym czasie gdy zaobserwujemy pierwsze oznaki ząbkowania- masujmy je silikonową szczoteczką- nakładką na palec.
Tak naprawdę wpływ na rozwój  pierwszych ząbków mamy już w ciąży. Już w 6 tygodniu ciąży zaczyna rozwijać się listewka zębowa i powstają pierwsze zalążki zębów mlecznych.
Bardzo zaskoczyła mnie informacja od dentystki, że leki zażywane w tym okresie, a także stres może przyczynić się do pojawienia się próchnicy u dziecka w przyszłości. Także drogie przyszłe mamy- ciążę planujemy z uśmiechem i niech ten uśmiech towarzyszy Wam przez długie miesiące 🙂

Jak dbać o ząbki, gdy już się pojawią?
Przede wszystkim szczotkowanie. Ząbki myjemy już od pojawienia się pierwszego. Nie ma, że jeden to to, to tamto. Myjemy tak samo jak gdyby było ich 10 czy cały komplet. Każdy jeden jest ważny. Ząbki szczotkujemy 2x dziennie, czyli identycznie jak w przypadku dorosłych (są też oczywiście osoby, które myją po każdym posiłku).
Najważniejsze jest wieczorne szczotkowanie i warto się do niego przyłożyć. Każda mam (i tata też) wiedzą, że nie zawsze się to udaje, bo dzieciaki najzwyczajniej mogą sobie nie pozwalać na mycie ząbków. U nas szczotkowanie odbywa się w wannie. Najpierw mąż myje Mateuszkowi ząbki sam (niestety- niejednokrotnie jest krzyk), a potem daje szczoteczkę do rączki synkowi. I Mati „poprawia” po tacie.
Szczotkujemy oczywiście po ostatnim wieczornym posiłku.
Mamy karmiące piersią w nocy– nie musicie się przesadnie obawiać próchnicy wywołanej karmieniami nocnymi lub tymi na żądanie. Oczywiście po karmieniu można przemyć dziąsełka i ząbki gazikiem, jednak z doświadczenia wiem, że jest to awykonalne. Niejednokrotnie przecież podajemy w nocy pierś, żeby dziecko zasnęło ponownie. Grzebanie w buzi pieluszką czy wacikiem na pewno zbudzi maluszka.
Najnowsze badania udowadniają, że bakteria, która jest odpowiedzialna za powstawanie próchnicy rozwija się i działa w środowisku, w którym jest niskie PH. Mleko kobiece nie obniża PH śliny dziecka, w przeciwieństwie do mleka modyfikowanego. Mleko kobiece ma wlaściwości antybakteryjne, zawiera bowiem w składzie laktoferynę, na której działanie jest bardzo wrażliwa bakteria wywołująca próchnicę.
Mało tego, mleko matki powoduje proces reminalizacji, czyli ponownego osiadania się wapna i fosforu na szkliwie. W przeciwieństwie do mleka modyfikowanego nie rozpuszcza szkliwa.
Mechanizm ssania piersi nie powoduje, że mleko zalega w buzi. Nie sprawia też, że ząbki wysychają co jest jednym z czynników powstawania wczesnej próchnicy.
Spójrzcie na grafikę, którą zapożyczyłam ze strony Stomatologia bez przemocy. Wynika z niej, że karmienie piersią tak naprawdę omija jamę ustną.
Objaśnienie:
a- wprowadzenie sutka poza przedsionek ustny i tym samym poza ząbki
b,c,d – wymasowanie ku tyłowi jamy ustnej
e- tryśnięcie mleka na podniebienie miękkie
f- połknięcie i zwolnienie
Mamy karmiące butelką– warto po takim karmieniu przepłukać buzię, czyli najlepiej podać wodę do przepicia. U starszych dzieci najbardziej polecana jest rezygnacja z nocnego karmienia butelką lub zastąpienie jej wodą.
Szczotkowanie zębów poranne– dla higieny, przyjemnego zapachu i ładnego wyglądu. Nie musi być aż tak sumienne jak wieczorne, dlatego warto dać szczoteczkę dziecku. Niech przyzwyczaja się do mycia ząbków.
 Jaką szczoteczkę wybrać dla dziecka?
Wybieramy szczoteczkę z małą główką, przeznaczoną specjalnie dla dziecka. Uchwyt szczoteczki musi dobrze leżeć maluszkowi w rączce. Możemy używać szczoteczek zwykłych, ale także elektrycznych.
Nasza dentystka właśnie taką zaleciła Mateuszkowi. Przyznam, że byłam zdziwiona, bo wydawało mi się, że takie szczoteczki przeznaczone są dla starszych dzieci. I owszem, taką informację znalazłam u każdego producenta szczoteczek elektrycznych- przeznaczone dla maluchów powyżej 3 roku życia. Chodzi tu jednak o sam fakt trzymania takiej szczoteczki- są większe i roczny maluch może sobie nie poradzić.
Jeśli szczotkujemy ząbki sami dziecku, spokojnie możemy użyć szczoteczki elektrycznej.
Ważne jednak, żeby końcówka była dziecięca. Jest ona mniejsza, a chodzi o to by nie szczotkować całej powierzchni dziąseł, tylko dosłownie kawałek.
Ja za radą dentystki zakupiłam po prostu końcówkę dziecięcą do naszych szczoteczek. Gdy już Mati będzie w stanie sam się posługiwać szczoteczką kupimy mu wersję dla maluchów.
Mycie ząbków taką szczoteczką jest dużo szybsze i prostsze. Wystarczy przyłożyć końcówkę do ząbka i odczekać kilka sekund. Przykładamy do całej powierzchni ząbka zahaczając o dziąsło. Nie dociskamy.
Za nami pierwsze takie mycia i poszło super. Właściwie bez porównania.
Mycie szczoteczką elektryczną ma jeszcze jedną niesamowitą zaletę. A mianowicie przyzwyczaja dziecko do dźwięków i wibracji jakie może spotkać w gabinecie dentystycznym. W pewien sposób oswaja malucha z tym co dzieje się podczas wizyty. Takie doświadczenie przynajmniej ma nasza dentystka ze swoimi małymi pacjentami.
Pasta z fluorem czy bez?
Dużo się mówi o szkodliwości fluoru. O jego wpływie na kości. Mowa oczywiście o dawkach, które przekraczają zalecane dzienne spożycie. Ogólnie przyjęło się, że dla dzieci, które nie potrafią wypluć pasty, powinniśmy wybierać te bez fluoru. Znajduje się on bowiem w pożywieniu a także bardzo często w wodzie. Z tego co wiem, akurat w Krakowie woda nie jest fluorowana.
Jednak z drugiej strony nie powinniśmy się nadmiernie fluoru obawiać. Jeżeli wybieramy pastę z fluorem kupmy taką, która zawiera go w dawce do 500 ppm (0,05%) np. pastę Elmex od pierwszego ząbka.
Wybierajmy pasty z fluorem zwłaszcza jeśli zauważymy, że coś na tych ząbkach jest. Ilość takiej pasty, którą ewentualnie dziecko połknie wpłynie pozytywnie na rozwój stałych ząbków.
Na temat samego fluoru sporo możecie wyczytać w internecie, jednak mam dla Was wyliczenia, które kiedyś znalazłam na jednym z forum, pochodzące od lekarza stomatologa. Niestety nie podam Wam źródła, bo spisałam sobie na kartce dane.
Dzienna dawka fluoru nie powinna przekraczać 3mg. 
Jedna porcja pasty do zębów o 500 ppm fluoru to nie więcej niż 0,05mg. Jeżeli w miejscu zamieszkania posiadacie wodę fluorkowaną (możecie się tego dowiedzieć z miejscowego sanepidu) to zazwyczaj stosuje się stężenie ok. 1mg/l. Zakładając, że taki maluszek wypije dziennie około 0,5l takiej wody (w postaci zupek, mleka modyfikowanego, kisielków, herbaty, rozcieńczonego soku itp) to przyjmie dawkę kolejne 0,5mg fluoru. 
Dwa szczotkowania dziennie to 0,1mg. W sumie 0,6mg. Dokładamy jeszcze warzywa, które również zawierają fluor. Nie ma szans, żeby przy dwukrotnym myciu ząbków przekroczyć dzienne zapotrzebowanie, które dopiero w takim przypadku jest szkodliwe.
A to wszystko i tak w sytuacji, w której dziecko nie połyka całej ilości pasty nałożonej na szczoteczkę. 
Na jednym z ząbków Mateuszka zauważyłam małą plamkę, która była powodem który skierował nasze kroki do gabinetu dentystycznego. Ze względu na tą plamkę ustaliłam z dentystką, że naprzemiennie będziemy stosować pastę z fluorem i tą bez.
Na samym początku, zaraz po tym jak pojawił się pierwszy ząbek kupiłam dla Matiego pastę Elmex. Potem spotkałam się z informację o szkodliwości stosowania past z fluorem i zamieniłam na Ziajkę z xylitolem.
Cóż, opinia dentystki nt tej drugiej jest taka, że równie dobrze moglibyśmy myć samą wodą ząbki. Mimo, że xylitol może sprzyjać likwidacji płytki nazębnej, nie ma on działania takiego jak fluor.
Ziajka zawiera natomiast krzemionkę, która ma działanie ścierne.
Dentystka poleciła nam pastę Biorepair. Jest to pasta bez fluoru, bez krzemionki i dwutlenku tytanu. Nie zawiera sls i parabenów. Posiada system microrepair, który w jakiś cudowny sposób chroni szkliwo. Nie wnikam, mam nadzieję, że działa jak należy- czyli remineralizuje szkliwo.
Pastę tę po konsultacji ze stomatologiem będę stosować zamiennie z Elmex.
Np. 2 tubki Biorepair, 1 tubka Elmex.
Pastę nakładamy na szczoteczkę wielkości odpowiadającej ziarenku groszku (tego zielonego). A nawet ciut mniej. Rozsmarowujemy  ją we włosie, tak by po włożeniu szczoteczki do buzi dziecko nie połknęło jej od razu.
Oczywiście takim maluszkom nie płuczemy buzi żadnymi płynami.
Poza ww pastami dentystka zaleciła nam wieczorne smarowanie ząbków preparatem GC Tooth Mousse. Jest to tzw szkliwo w płynie. Stosuje się je raz dziennie, najlepiej wieczorem na oczyszczone dobrze ząbki. Za radą stomatolog, nakładam Matiemu preparat w ilości ziarnka groszku na wszystkie ząbki. Robię to gdy Mateuszek już śpi.
Żel jest stosunkowo drogi, bo zapłaciłam za niego 45zł, ale na pewno wydajny. Poza tym możemy używać go także i my dorośli.
Mamy stosować przez kilka tygodni (ok. 6) a następnie zrobić przerwę na miesiąc.
Preparat dostępny jest w kilku owocowych smakach.

Na koniec jeszcze kilka istotnych uwag

– nie oblizujemy łyżeczki, smoczka dziecka i nie podajemy mu do buzi
– staramy się nie całować dziecko prosto w usta
– wczesna próchnica to biała plama na zębie, która następnie robi się żółta i brązowa, a na końcu czarna
– nie zapominajmy o diecie ubogiej w cukier
– nigdy nie szczotkujemy ząbków zaraz po tym, gdy dziecko zje coś kwaśnego np. jabłko

Białych uśmiechów od ucha do ucha dla Waszych pociech!