Ludzie ludziom zgotowali ten los

Przestaje lubić ludzi. Patrzę na to wszystko co się dzieje dookoła z ogromną odrazą. Jak zwierzęta, jak hieny. Wygłodniałe.Tyle jadu. Okropnych słów. Agresywnych zachowań. Gróźb, wyzwisk i szantażu. Wolność słowa, brak kultury. Chamstwo. Nie lubię Was ludzie. Pierwsze co przychodzi mi na myśl to Medaliony Nałkowskiej. „Ludzie, ludziom zgotowali ten los…”

Każdego dnia co raz więcej tego typu absurdalnych zachowań. Są niczym lawina. Nie włączam odbiornika TV to jad wylewa się z facebookowego walla.

Myślałam, że temat przycichnie, jak każda inna medialna sensacja. Ale nie. To wydaje się być specjalnie nakręcane. Na czyjeś zlecenie. Tylko głupiec tego nie pojmie. Nie ma znaczenia czy szczepisz, czy nie szczepisz. Stań chwilę i pomyśl. Zobacz co się dzieje dookoła. Nie przypomina Ci to czegoś?

W jaki sposób najprościej sprawować nad kimś kontrolę? Wywołując w nim strach. Metoda stara jak świat. Straszyło się ludzi od wieków. Gniewem Bożym, klęskami, epidemiami, końcem świata, wojną. Nic nie działa na człowieka wyobraźnię jak strach. Zwłaszcza przed nieznanym. Całkiem niedawno z ust moich znajomych nie schodził temat Ukrainy. Niektórzy nawet zapasy robili. Cukier, mąka, warzywa w puszkach. Bo przecież wojna będzie, ruskie wejdą. Pomordują.

Teraz mordujemy się sami. Linczujemy. Na razie medialnie, choć groźby zaczynają pojawiać się wśród znajomych. Rasizm w pełnej okazałości.

Jeden z krakowskich radnych proponuje, by dzieci nie szczepione nie miały wstępu do publicznych przedszkoli i żłobków. Nie ma znaczenia czy dziecko nie zostało zaszczepione, bo jest ciężko chore, bo przeszło poszczepiennego NOPa czy po prostu rodzic z obawy odmawia szczepienia. Zbliżają się wybory, temat mocno kontrowersyjny. Społeczeństwo w większości popierające to, co nam tłuką od pokoleń do głów na temat szczepień, więc można wypłynąć. Nie chodzi przecież o dobro dzieci. Szczepionych czy nie szczepionych. Chodzi o to,by wygrać wybory. A żeby to zrobić można posunąć się do różnych rzeczy. Zapisać do grupy rodziców, których historia ze szczepieniami skończyła się tragicznie. Wywiązać dyskusję, sprowokować, a potem bez pardonu print screeny umieścić na swoim profilu. I cieszyć się jak dziecko, które właśnie zabawiło się w detektywa. Szantaż słowny. Że usunie „dowody” po przywróceniu do grupy. Nie wydaje Wam się to śmieszne? Dziecinne zagrywki poniżej pasa w wykonaniu dorosłego człowieka? Reprezentującego naród, a przynajmniej mieszkańców jednej z dzielnic Krakowa? Takich ludzi wybieramy, takim ludziom dajemy przyzwolenie na decydowanie o tym jak mamy żyć.

Polityczne afery. Młyn na wodę. Co się stało z frankowiczami? Dlaczego nagle zrobiło się o nich cicho? Przecież temat wciąż istnieje. Ludzie kredytów nie pospłacali. A może żeby zagłuszyć głos zbuntowanego narodu trzeba dać krzyczeć innym. A może powiecie, że Państwo już im pomaga, dlatego jest cicho? Na prawdę w to wierzycie? Zupełnym przypadkiem byłam świadkiem jak UOKiK potraktował wszystkich zainteresowanych odsyłając „masową” odpowiedź. Wraz z danymi adresowymi. Ponad 600 nazwisk i adresów. Tak poważnie traktuje się obywatela i jego problemy.

Ktoś z Was jeszcze pamięta, że całkiem niedawno, zanim wybuchła ta cała afera odrowa, prezydent podpisał ustawę o GMO? Czemu o tym nie mówicie? Nie przeszkadza Wam to? Boicie się dziecka sąsiadki, bo nie było zaszczepione na odrę, a ani trochę nie rusza Was fakt, że już do końca życia Wy i Wasze dzieci będziecie zajadać coś, co wcześniej zostało specjalnie zmodyfikowane. Już teraz idąc na zakupy ciężko wśród produktów na półkach znaleźć coś, co byłoby po prostu jedzeniem. Bez chemii, konserwantów, polepszaczy i innych dodatków. Zastanowiłeś się kiedy przyjdzie dzień, że takich produktów nie będzie wcale?

Odra. Temat rzeka. Dosłownie. Już kilka osób napisało do mnie w tej sprawie, wiedząc, że Mati nie dostał tego szczepienia. Mam sporo znajomych, którzy szczepią. Szanuję ich zdanie i to, że szanują zdanie moje. Nie atakują. Z troski pytają. Czy się nie boję. Bo epidemia.

Boję się. Ludzi się boję i tego, że robią im wodę z mózgu. Że nie mam pewności czy któregoś dnia jakiś wariat się na mnie nie rzuci, bo moje dziecko zagrożeniem dla niego będzie. Potencjalnym. Boję się, że przez moją decyzję (którą podejmowałam bardzo długi i czas i nie był to impuls pod wpływem mody dyktowanej przez antyszczepionkowców) będzie cierpieć moje dziecko. Bo uderzy w niego rasizm. Zakaz wstępu do przedszkola, do szerszej społeczności. Odmowa praw zagwarantowanych w konstytucji. Nienawiść. Doskonale rozumiem jak muszą się czuć wszyscy, którzy w pewien sposób należą do odmiennych. Ze względu na rasę, przekonania religijne, orientację seksualną. Wszyscy jesteście zajebiście tolerancyjni. Pod warunkiem, że nie dotyczy to Was bezpośrednio.

Dlaczego ja, matka dziecka nie szczepionego na odrę, nie boję się tej choroby, a boją się jej wszyscy, którzy zaszczepili swoje pociechy? Przecież jesteście chronieni. Wasze dzieci wedle wiedzy przekazywanej Wam przez lekarzy nie zachorują.Dlaczego moje dziecko jest zagrożeniem dla Twojego? Bo nie szczepione? A kiedy Ty ostatnio się szczepiłeś? 20 lat temu? Wiesz jakim zagrożeniem jesteś Ty dla mojego dziecka? Wiesz jakim zagrożeniem jest Twoje dziecko dla mojego? To Twoje dziecko nosi w sobie żywy wirus tej choroby. Nie moje.

A skoro tak bardzo władze boją się tej „epidemii” to dlaczego nie wprowadzą szczepionki przeciwko samej odrze? Bo nie opłacalna prawda? Lepiej 3 w 1. Przecież świnka i różyczka jest równie zabójcza. O ludzie. Choroby wieku dziecięcego, kiedyś przechodzone przez każdego z nas. Miałam świnkę. Cieszyłam się, bo przez tydzień nie musiałam iść do szkoły. Było to w połowie podstawówki. Końcem roku Matiego obsypało na buzi i na rączkach. Kilkudniowa wysypka bez większych dolegliwości. Lekka gorączka na początku. Myślałam, że może drugi raz trzydniówka, ale nie do końca mi pasowało. Stwierdziłam, że alergia. Ostatnio przy okazji badań zrobiłam sobie przeciwciała na różyczkę. Bardzo wysokie IgG wskazało, że miałam kontakt z osobą chorą na różyczkę. Pojawiła się sugestia, że Mati wtedy przeszedł ta chorobę. Nie mam pewności. To tylko podejrzenie. Ale uzmysłowiło mi, że chyba jednak lepiej aby dziecko samo nabrało odporności. Zwłaszcza na choroby wieku dziecięcego. Bo przechodzi je lekko. Dużo ciężej bywa gdy się jest dorosłym.

Choroby wieku dziecięcego nie są groźne, gdy prawidłowo odżywiamy swoje dzieci. Gdy dbamy o odpowiednią dawkę ruchu. Odra też nie jest groźna, a powikłania po niej występują w przypadku organizmów słabych, niedożywionych, żyjących w brudzie. Gdy wprowadzi się nieodpowiednie leczenie. Antybiotyk nie jest lekiem na odrę, a najczęściej to on jest wprowadzany jako pierwszy. Zresztą o częstotliwości nieuzasadnionego przepisywania antybiotyków wśród lekarzy co niektórzy też mogliby sporo napisać.

Wszędzie manipulacje. Czytacie artykuł, że dziecko w Niemczech zmarło na odrę. A doczytaliście oficjalne stanowisko szpitala, że było ciężko chore na serce i sama odra nie była przyczyną zgonu? Doczytaliście, że chłopiec BYŁ szczepiony na odrę? Słyszeliście o dziewczynce z Wrocławia, która znalazła się w szpitalu z podejrzeniem odry? Obiła Wam się o uszy informacja, że to dziecko pochodzenia romskiego, gdzie dzieci na choroby zakaźne nie szczepi się wcale? Czytacie i słuchacie to, co chcą Wam przekazać. Cała ważna reszta jest przemilczana. Tak jak w przypadku chłopca, u którego po kilku latach pojawiły się powikłania po odrze. Odrze poszczepiennej. Ale o tym nikt nie wspomina.

W sieci pojawił się kolejny tendencyjny artykuł. List młodej lekarki, kierowany do rodziców dzieci nie szczepionych. Pięknie działa na emocje, zwłaszcza jego końcówka. Daję sobie rękę uciąć, że pisany na zlecenie koncernu. Nie wierzycie, że tak to działa? Nawet na moją skrzynkę mailową przyszło swego czasu kilka zapytań o artykuł sponsorowany w tym temacie. Miała być afera z pneumokokami. Chyba nie wyszło. Nie było chętnych. Nawet za kasę. Wcale nie małą.

Ale wracając do listu. Noworodek, który zaraża się od dziecka nie szczepionego. Zbiorowość odpowiedzialna jednostki. A ja się pytam kto weźmie odpowiedzialność za zdrowie mojego dziecka gdy stanie się coś złego? Lekarz nie.Bardzo wątpię. Gdy Mati przestał głużyć po szczepieniu zostałam z tym sama. Lekarka spanikowała, ale do bazy nie zgłosiła. Bo wyszczepialność.

Więc może Ty? Serio? Co zrobiłeś dla wszystkich tych rodziców, których dzieci przeszły krzk mózgowy, drgawki, encefalopatię, małopłytkowość, porażenie? Które zostały pozbawione szansy na normalne życie? Nic. Nic nie zrobiłeś. W zamian za to wykrzykujesz agresywne hasła w ich stronę. Ludzie, ludziom…

Nie ma człowieczeństwa. Nie ma empatii. Pozabijamy się w imię..no właśnie. W imię czego? Interesów firm produkujących szczepionki? W imię interesów polityków? Pieniędzy, o które chodzi. Pieniędzy zarobionych kosztem zdrowia Twoich i moich dzieci. Na prawdę o to Ci chodzi? By być ofiarą ludzi pokroju Mengele?

 

 

Zobacz także

takatycia

  • Mru

    Boru, moi fb znajomi ciągle udosępniają bzdurne artykuliki na temat „epidemii”, już mi się rzygać chcę tą odrą i (nie)szczepieniami. Chyba w ramach rewanżu będę im wrzucać na tablicę Twój post 😛

    Przy okazji, dobiają się z przychodni/sanepidu? U nas ciąglę w skrzynce „przypomnienia” o szczepieniu. Czeka nas też niebawem bilans 2-latka i już czuję, że będzie afera.

  • Najciekawsze ze ta epidemia to żadna epidemia bo zachorowań tyle ile we wcześniejszych latach albo mniej. Ale jak się naglosni sprawę to ludzie się wystrasza a nikomu nie przyjdzie do głowy sprawdzić jak jest naprawdę. .

    • Małgorzata

      Epidemia nie ma to fakt, ale zachorowań nie jest więcej.
      Skąd masz dane, ze jest ich mniej?

      • Małgorzata

        Poprawka:

        Epidemia nie ma to fakt, ale zachorowań jest więcej.
        Skąd masz dane, ze jest ich mniej?

        Zaraz będzie, ze to nieprzypadkowa pomyłka:)
        Małgorzata

        • Żaneta Kruk

          Zachorowań w roku 2014 i 2013 do końca lutego było więcej niż w tym roku. W ubiegłym roku bodajże 34 osoby. Piszę z pamięci, więc liczba „przypadkowo” może być +/- kilka osób. Wykresy z danymi dostępne ogólnie w sieci.

          • Małgorzata

            Ja znam takie dane:
            2014 r. 110
            2013 r. 85
            2012 r. 70
            Nie zetknęłam się z podziałem na miesiące.
            Ale już odbiegając od danych statystycznych, to chyba jest logiczne, ze jak więcej dzieci jest nieszczepionych to jest więcej zachorowań.
            Dla mnie to normalny skutek nieszczepienia, z których chyba wszyscy nie szczepieni się liczą.
            Albo ja coś źle rozumiem:)

            Brakuje merytorycznej dyskusji w tak ważnej sprawie. Na każdy argument za szczepieniem, osoby które są przeciw szczepieniem odpowiadają: spisek koncernów medycznych”. I z drugiej strony – na każdy argument przeciw szczepieniom ich zwolennicy odpowiadają: „znudzone eko mamy szukają problemów tam gdzie ich nie ma”. I merytorycznej dyskusji nie ma. Jest tylko przepychanka.

            Rozumiem, ze to Twój blog (a nie strona naukowa) i masz prawo prezentować na nim swoje opinie i przemyślenia. Ale jeśli sprawa o której piszesz jest tak poważna jak np. szczepienia to byłoby fajnie, gdyby zostały podane argumenty „za” i ‚przeciw”. Bo rozumiem, ze zdajesz sobie sprwę, ze przyjęte przez Ciebie rozwiązanie nie jest idealne.

            Małgorzata.

            PS. Wiem, ze zostanę totalnie zjechana za ten komentarz.

          • takatycia

            Nie mam w zwyczaju „jechać” po swoich czytelnikach, więc nie wiem skąd ta sugestia. Chyba, że jesteś przypadkowym czytelnikiem i po prostu jeszcze nie zapoznałaś się z zasadami panującymi na tym blogu.

            Odpowiadając na Twoje dane.
            Ja mam takie, a tu ich źródło: http://www.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/2015/INF_15_02A.pdf
            Dla porównania ten sam okres – rok 2014 i 2015

          • Małgorzata

            Pisząc, ze zostanę zjechana, nie miałam na myśli Ciebie. Serio:) Nie tłumacze się teraz, ale piszę jak jest.
            Chodziło mi o innych czytelników.

            Teraz mi się podoba ta dyskusja, bo jest merytoryczna.
            Nie znałam tych danych dot. podziału na miesiące. Jasno z nich wynika, ze zachorowań w 2014 r było więcej, nie ma z czym dyskutować. I to jest argument za tym, ze cała dyskusja o „epidemii” odry jest przesadzona.

          • Małgorzata

            Jeśli możesz to wrzuć dane z poprzednich lat.

          • takatycia

            Nie udało mi się dokopać do danych z podziałem na miesiące uwzględniających szerszy okres czasu. Ale na stronie pzh są dane rocznikowe. Zakładam, że dane bardziej wiarygodne niż na onecie czy innym portalu 😉 I jeszcze z podziałem Polska- kontra DE.

          • wawa

            ważna jest ilość powikłań po chorobie i ewentualnych zgonów
            dla prawidłowego bilansu warto by rejestrować i opisać odsetek powikłań poszczepiennych, w tym odry poszczepiennej
            należy analizować temat, a nie tylko powtarzać zasłyszane teksty

          • Małgorzata

            Bardzo brakuje takich danych, ale może dzięki modzie na nieszczepienie (dla mnie to moda) to się zmieni i pojawią się rzetelne dane na temat ilości powikłań po szczepionkach.

          • wawa

            jeżeli modą nazywasz świadome dokonywanie wyborów, czytanie, dbanie o zdrowie dziecka, konsultowanie go ze świetnymi, doświadczonymi lekarzami i uchronienie np. przed chorobami autoimmunologicznymi (fakt), to jestem dumna z tego, że jestem modna 🙂
            a prawdziwych statystyk powikłań poszczepiennych nie będzie póki ludzie dadzą się tak manipulować i wieżyc, ze np. drgawki po szczepieniu to zbieg okoliczności, a rodzicom dzieci z nop-em tylko się coś wydaje :/

  • Małgorzata

    Z wieloma rzeczami, które tu napisałaś się zgadzam, z wieloma innymi wręcz przeciwnie, ale nie będę dokładnie o tym pisać.
    Chciałabym się odnieść tylko do jednego wątku – napisałaś, ze dzieci nieszczepione nie są „groźne” dla dzieci szczepionych, nie jest to prawdą. Populacja jest chroniona tylko wtedy kiedy zaszczepionych jest 95% „osobników”, jeśli ta liczba spada, to dana choroba np. odra jest zagrożeniem dla danej społeczności (dla tych zaszczepionych też).
    Wiem, ze to niewygodne dla tych, którzy są przeciw szczepieniem, ale takie są fakty.

    W całej tej dyskusji o szczepieniach denerwuje mnie jedno, ze ani jedni (ci którzy szczepili), ani drudzy (ci którzy nie szczepili) nie podają wszystkich faktów, tylko te, które są dla nich wygodne.

    Pozdrawiam,
    Małgorzata.

    • takatycia

      Nie podałam. Nawet o tym nie pomyslałam, byc moze błąd. Ale nie było to zamierzone. Po prostu chyba nie do końca sie z tym stwierdzeniem zgadzam. Przyznaje, ze nie zgłębiałam historii epidemii odry, ale wydaje mi sie, ze nawet w czasach, w ktorych wyszczepialnosc nie była na poziomie 95% nie panowały epidemie a choroba nie dziesiątkowała ludzi. Ale sprawdzę te dane i z chęcią je przytoczę.

      • Małgorzata

        Ale ja w pewnym sensie Cię rozumiem, podjęłaś decyzję i teraz bronisz swojego zdania.
        Po prostu brakuje mi stron w necie, które podawałaby całą prawdę o szczepieniach lub ich braku, a nie tylko te fakty, które potwierdzają „ich” tezę.

        A fakty są jasne – szczepienia chronią przed chorobami zakaźnymi, ale mogą powodować groźne dla życia i zdrowia skutki.
        Choroby zakaźne np. odra mogą być niegroźne, ale mogą też powodować groźne dla życia i zdrowia powikłania (nie zgadzam się z tym co napisałaś, ze dotyczy to tylko osób niedożywionych itp.).
        Koniec tematu jak dla mnie. Takie sa fakty.

        Małgorzata

        • Żaneta Kruk

          https://szczepieniaodra.wordpress.com/odra-epidemiologia/ tu wykresy zarówno zachorowań jak i zgonów (są też podane zrodla)
          „najwyższa umieralność występowała wśród dzieci w wieku do 12. miesiąca życia, mimo, że zachorowania w tej grupie wiekowej były
          wyjątkowe i wiązały się najczęściej z brakiem karmienia piersią i
          wtórną infekcją. Bierne uodpornienie (matka -> dziecko) odgrywało
          kluczowe znaczenie dla ochrony niemowląt przed infekcją odrową:
          „Zgony
          z powodu odry przebiegającej bez powikłań są bardzo rzadkie, natomiast
          odra z powikłaniami daje jeszcze wysoki odsetek śmiertelności wśród
          najmłodszych dzieci. Niebezpieczeństwo powikłań zagraża przede wszystkim
          niemowlętom, gdyż mechanizmy odpornościowe w tym wieku nie są jeszcze w
          pełni ukształtowane, a wiele chorób ma tendencje do uogólnienia sie i
          atakowania wielu narządów i tkanek. (…) Najczęstszym powikłaniem odry
          jest zapalenie płuc spowodowane wtórnym zakażeniem bakteryjnym
          gronkowcowym, paciorkowcowym, dwoinką zapalenia płuc lub innymi
          drobnoustrojami. Przebieg odrowego zapalenia płuc może … zakończyć się
          zejściem śmiertelnym.”

          Źródło: „Odra. Chore dziecko wymaga opieki i uwagi” dr med. Irena Sztachelska, Pieleg Położna 1969”
          „Infekcja
          wirusem odry była powszechną chorobą wieku dziecięcego, o stałej
          średniej ilości zachorowań, która wzrastała w latach epidemicznych i
          malała w latach międzyepidemicznych. Liczba rejestrowanych zachorowań od
          140 do 200 tys. przed rozpoczęciem szczepień wynosiła od 25 do 30 %
          rzeczywistej liczby zachorowań:

          „Przed
          wprowadzeniem szczepień przeciwko odrze epidemie zdarzały się co 2±3
          lata (Rysunek 1). Liczba zgłaszanych przypadków przed wprowadzeniem
          szczepień sięgała 140 ± 200 tysięcy w latach epidemicznych i 70±120
          tysięcy w okresach międzyepidemicznych. Jako że infekcja dotykała niemal
          każdego, ocenia się, że zgłaszano ok. 25±30% zakażeń. Od r. 1975 liczba
          zgłaszanych przypadków gwałtownie spadała, z 70 857 w 1974 r. do 338
          przypadków w 1997 r. Epidemie zmniejszały swój zasięg, a okres
          międzyepidemiczny wydłużył się do 5 lat w latach 80. i 8 lat w latach
          90. ubiegłego wieku..” (tłumaczenie własne na podstawie Janaszek 2000)”

          Z tej samej strony: „Literatura medyczna przedstawiona na tym portalu dostarcza dowodów na następujące wnioski:

          już
          w pierwszej połowie XX wieku infekcja wirusem odry stała się chorobą o
          malejącej z roku na rok umieralności a w okresie powojennym kwalifikowano
          tę chorobę jako „do przechorowania przez wszystkich”, co przeczy
          dzisiejszemu opisowi tej choroby jako „wielce niebezpieczna”,
          liczba
          zgonów związanych z odrą (spowodowanych wtórnymi infekcjami np.
          zapaleniem płuc) malała z roku na rok bez udziału szczepień, z ilości
          ponad 400 zarejestrowanych zgonów rocznie w latach 50-tych do 70
          zarejestrowanych zgonów rocznie w okresie wprowadzania szczepień,
          najcięższe
          powikłania dotykały dzieci z grup wysokiego ryzyka, czyli dzieci
          niedożywionych, z niedoborami odporności lub niemowląt, co jest
          charakterystyczne dla każdej choroby zakaźnej,
          z
          przeprowadzonych na przełomie lat 60. i 70. badań wynika, że w tamtym
          okresie częstotliwość poważnych powikłań (zapalenia płuc, dławiec
          rzekomy, zapalenia zatok, zapalenia ucha środkowego i powikłań
          neurologicznych) wynosiła 89 przypadków na 1000 chorujących na odrę
          dzieci,
          wprowadzenie
          szczepień przeciw odrze w Polsce w 1972 roku i wpisanie tego
          szczepienia do programu szczepień spotkało się z brakiem zrozumienia
          środowiska lekarskiego i niechęcią do szczepień wśród rodziców,
          dominowały opinie o braku celowości masowego zapobiegania tej chorobie
          wśród polskich dzieci,
          rezygnacja
          ze szczepień miała miejsce w latach 70-tych a nawet 90-tych (np.
          Kraków), a przesuwanie terminu szczepień na późniejszy wiek dziecka
          odnotowywano w Polsce już od roku 2000, a może nawet wcześniej,
          indywidualne
          decyzje o szczepieniu dzieci wytworzyły zbiorową odporność jako
          „produkt uboczny”, przez co doszło do ograniczenia wirusa odry w
          środowisku z pozytywnymi ale i bardzo negatywnymi skutkami medycznymi i
          społecznymi, m.in. zanikaniem naturalnego mechanizmu dożywotniej
          odporności przeciwko odrze jak i zanikaniem biernego uodparniania
          noworodków (matka -> dziecko),
          obecnie
          podstawą do propagowania masowych i obowiązkowych szczepień jest przede
          wszystkim niedoskonałość samych szczepionek, ponieważ zniesiono prawie
          wszystkie przeciwwskazania do szczepień,
          wysoka
          skuteczność witaminy A w zapobieganiu śmierci i komplikacjom wśród
          chorujących na odrę (i inne choroby wirusowe) poznana została już w
          latach 30tych XX wieku, jednak praktyka suplementowania dzieci z ciężkim
          przebiegiem odry rozpoczęła się dopiero w latach 80-tych, a w
          niektórych najbiedniejszych krajach świata nadal nie jest stosowana,
          na
          zakończenie … brak wiedzy o chorobach zakaźnych i niedbanie o zdrowie i
          układ immunologiczny dziecka od momentu jego poczęcia to wielka
          nieodpowiedzialność niezależnie od decyzji dotyczących szczepień.”

          Myślę, że to wyczerpuje temat odnośnie chorób zakaźnych. A proszę zwróć uwagę, że to o nich piszę w poście. Nie uogólniam do wszystkich szczepień.

          • wawa

            jeżeli dziewczynka jest zaszczepiona, nie przejdzie odry/świnki/różyczki/ospy w wieku dziecięcym, nie może też chronić skutecznie swojego niemowlęcia 🙁

    • wawa

      Małgorzato, o czym Ty piszesz? Czym jest liczba kilu/nastu tysięcy szczepionych dzieci w obliczy kilku milionów dorosłych nieszczepionych lub z wygasłą szczepionką (o ile kiedykolwiek działała)? odporność zbiorowa to jedna wielka bzdura 🙁
      a dzieci po szczepieniu zarażają tych co być szczepieni nie powinni, lub wygasła im ‚odporność’, więc to do szczepiących powinniśmy mieć pretensję, że ich dzieci są zagrożeniem 🙁

      • Małgorzata

        Przepraszam, ale ja tego komentować nie będę, bo co niby miałabym napisać w odpowiedzi na tak niemerytoryczne argumenty?

        • Pata

          Nie będziesz komentować bo masz zero argumentów 😀

          • Małgorzata

            Dzięki Pata.
            Poprawiłaś mi humor swoim argumentami:)
            Twoje zdanie bardzo dużo wniosło do dyskusji:)

    • Rafał

      Po pierwsze to ludzie nie rodzą się z chorobami tylko je łapią od innych. Noworodki jak również nieszczepione dzieci zarazić się odrą mogą jedynie od krążącego wirusa wśród ludzi dorosłych nieszczepionych (urodzeni przed 1975 r.) lub tych którym odporność poszczepienna już dawno ustała (odporność nie działa całe życie)
      Po drugie skoro szczepionka chroni przed chorobą to szczepione dzieci nawet przy kontakcie z dzieckiem nieszczepionym nie powinny się niczego bać nieprawdaż?
      Po trzecie i tu cytat ze strony Państwowego Zakładu Higienicznego „W Polsce przeciw odrze zaszczepionych jest ponad 95% populacji dzieci i młodzieży”

  • Anka Skakanka

    W kontekście listu lekarki przytoczonego we wpisie znalazłam dość ciekawy komentarz i pozwalam go sobie udostępnić 🙂

    Kojarzycie zapewne ten ‚list lekarki w sprawie szczepień’, ja nadziewam
    się nań po 15 razy dziennie, więc pewnie i Wy też. Zaiste intrygujące
    jest jak działa Prawo Kalego. Historie dzieci, które straciły zdrowie
    lub życie po szczepieniach, są traktowane jako „dowody anegdotyczne”,
    mimo że w większości przypadków te opisy zawierają dane osobowe, zdjęcia
    i są w pewnej mierze weryfikowalne. Natomiast list anonimowej
    ‚lekarki’, która w swej skromności zapomniała się pod nim podpisać,
    jest przeklejany dziesiątki razy i czytany z nabożną czcią, niczym
    nowoodkryta mapa Atlantydy. Nie twierdzę, że ta historia nie wydarzyła
    się naprawdę, bo jest realna, niemniej jednak od nas oczekuje się
    sypania linkami z rękawa, najlepiej wszystkie z „Lancetu”, „Nature” i
    podparte słowami i sławami świata medycznego, a z drugiej strony byle
    Zdzichu z Dupanowic Dolnych może w internetach wyskrobać list jako
    „lekarka” i miłośnicy szczepień szczytują. No i wszyscy zdziwieni, bo
    przecież do tej pory nikt nikogo nigdy niczym nie zaraził, dzieci nie
    chorują. Abstrahując już od faktu przybieżenia do przychodni pełnej
    rozmaitych zarazków w szczycie sezonu chorobowego ze zdrowym noworodkiem
    dla fanaberii zważenia go. Tam mogło być dziecko z grypą, anginą,
    szkarlatyną, trzydniówką, a w domu czekać teściowa z opryszczką. No i
    oczywiście, gdyby ta dziewczynka, która rzekomo zaraziła, była
    szczepiona DTP, to ten jej ‚krztusiec’ okazałby się ‚zapaleniem krtani’
    lub ‚jakąś alergią’ – nie oszukujmy się, wiadomo jak wygląda
    diagnozowanie tej choroby (wyjątkowo zdolna lekarka, notabene:). Ale ja w
    sumie nie o tym, tak naprawdę chciałam zwrócić uwagę na ten relatywizm
    moralny i Prawo Kalego, taka poranna refleksja…

  • Małgorzata

    „Lekarze z tych szpitali przyznają otwarcie, że wraz ze wzrostem
    wyszczepialności przeciwko pneumokokom zwiększyła się zachorowalność” – nie nie twierdze, ze tak nie mówią ci lekarze, nie wiem co mówią, ale skąd Ty masz takie informacje co on mówią a czego nie?

    Napisałaś: „Jak dziecko nieszczepione, zdrowe może być zagrożeniem dla innych?”, to ja odwracam pytanie: Jak dziecko zaszczepione, zdrowe może być zagrożeniem dla innych?

    • KA

      Może tak, że roznosi wszczepionego wcześniej wirusa?

    • wawa

      dla przykładu:
      wirus polio, żywy wirus ! szczepione dziecko wydala co najmniej kilka tygodni, maksymalny udowodniony laboratoryjnie czas to rok !
      i to jest realne zagrożenie dla dziecka, a potężne dla np. jego nowo narodzonego rodzeństwa, ale o tym lekarze nie wspominają
      spotkanie takiego dziecka na basenie to prawdziwe zagrożenie życia
      na szczęście choroba ma mały odsetek powikłań i wielu z nas przeszło polio nawet o tym nie wiedząc, statystycznie 99,5% przypadków

  • Mirka Jaworska

    Bardzo dobry artykuł. Zgadzam się ze wszystkimi jego tezami. Udostępniłam zresztą na swojej tablicy własny – w tym samym tonie komentarz do artykułu ” o epidemii odry „. A odwoływanie się do odpowiedzialności zbiorowej jest po prostu obrzydliwe. Nie wspomnę już o selekcji dzieci przy przyjęciu do żłobka czy przedszkola. to sie po prostu w głowie nie mieści!

  • Młoda Matka

    Pisałam o tym u siebie wczoraj. Podobnie. Zgadzam się.
    A ta lekarka napisała o nieszczepionych dzieciach „chodzący mordercy noworodków”, widziałaś?
    Przez chwilę miałam ochotę ją pozwać.
    Powinny być szczepienia na głupotę, nie uważasz? Obowiązkowe dla wszystkich.
    Pozdrawiam!

  • Monika

    Witaj :-),
    czyżby badania w kierunku odporności na różyczkę, miały związek z dwiema kreseczkami :-). Pozdrowienia ślę z Kujaw. Monika

  • Matka Prawie Wariatka

    U siebie napisałam „Rejs po Odrze”.
    Bardzo podobne podejście mamy.
    Super tekst.
    Wspólnie nasze teksty tworzą jedną całość.
    Nawet chyba jeszcze lepiej to ujęłaś.
    Pozdrawiam!

  • Ann

    Wy byliście szczepieni ale swoich dzieci nie szczepicie … Jesteście gotowi ponieść odpowiedzialność za skutki tego … Nawet smierć własnego dziecka … Kto powinien brać coś na głupotę ?

  • Siostra Logika

    Nie wiem czym tutaj się ekscytować. Ktoś nad kimś stoi z siekierą?
    Polecam autorce tekstu (bełkotu) odrzucić wszelkie dobrodziejstwa współczesnej nauki (narkotyki najpierw). Aspirynę, Penicylinę, Gips kiedy się noga złamie. Po co koncerny mają na tym zarabiać. A szczepionki to zuo i propaganda.

    Przy przeziębieniu polecam też autorce nie chodzić do lekarza, nie korzystać z komputera (po co koncern IT ma zarabiać), prądu, samochodów, a obiad gotować z własnoręcznie upolowanych zwierząt, np. za pomocą własnoręcznie zrobionej maczugi, na własnoręcznie rozpalonym ognisku (Uwaga! Zapalniczka to oszustwo).

    Telewizji też nikt nie każe nikomu oglądać. Ja nie oglądam, jestem szczęśliwszym człowiekiem   A te parę drobnych na szczepionkę, można rzucić. Podejrzewam, że mechanik samochodowy bardziej rąbie autorkę, na większą kasę, niż koncern farmaceutyczny na szczepionce na odrę. Jak czytam takie brednie, że (ekstremalnie zaraźliwa) odra której jednym z powikłań może być podostre stwardniające zapalenie mózgu, to niegroźna choroba która nikogo nie dotknie pod warunkiem prawidłowego odżywiania, to dopiero zdaję sobie sprawę w jakim ja ciemnogrodzie żyję…

    Co tam lekarze wiedzą, po to studiują zylion lat, aby internety wiedziały lepiej. Po to chemicy produkują w laboratoriach odczynniki do np. tomografii, aby później kolejna blogerka napisała, że modlitwa do latającego potwora spaghetti uchroni przed rakiem. Skuteczność taka sama jak wpływ pożywienia na ilość zakażeń odrą.

    Zerowa.

    Jest jedna prosta metoda w logice która pozwala na weryfikację
    prawda – fałsz, przy niepewnych zmiennych (Blogerka mówi jedno, koncern mówi drugie, a szatan zawija je w te sreberka). tzw. Pytania Krzyżowe.

    Czy istnieje lek na odrę? – Nie
    Czy istnieje szczepionka na odrę? – Tak
    Czy należy leczyć odrę? – Tak
    Czy należy szczepić dzieci na odrę? – Nie

    I ja osobiście zgadzam się, nie oddzielałbym dzieci szczepionych od nieszczepionych. Szczepionym nic nie grozi, a nieszczepione i tak mają przerąbane. Bo idąc za logiką tego artykułu, dzieci nieszczepione, jak zachorują, to znaczy że są biedne i niedożywione.

    A po co współczuć biedzie, bieda nie imponuje, a chłopska znajomość podstaw medycyny zawsze na propsie. Już tylko czekałem aż w tym bełkocie znajdę maść na rozstępy i numer telefonu do najbliższego kościoła w razie zachorowania. A wszystko ładnie opakowane w „walkę z manipulacją w mediach” oraz „wzajemne zrozumienie” i na koniec „strach przed nietolerancją”.

    Niestety wszyscy żyją w takich realiach, że każdy podejrzewa każdego o kłamstwo, lichwę i ściemnianie. Kowalski podkabluje na Nowaka, bo auto za nowe, mechanik podpierniczy części, bank oszuka na kredycie, a urząd skarbowy zrujnuje firmę. Więc nawet jeśli zuy koncern prowadzi słuszną kampanię (a niech sobie reklamuje swoje produkty przy okazji) w walce z chorobą zakaźną (a niech i zarobi, czas antenowy nie jest tani), to wszyscy podejrzewają go o manipulację i kłamstwo. Podstawowa różnica jest taka, że szum medialny, reklamy i inne bzdety z telewizora, można odsiać. Natomiast takich bełkotliwych blogów, gdzie autor jest dla mnie anonimowy, nie da się zweryfikować jednoznacznie.

    Piszcie, udostępniajcie takie artykuły, podsycajcie bezsensowny konflikt. Spece od kreacji contentu już zacierają ręce. Będą premie!

    • Ania

      Tak właśnie firmom farmaceutycznym zależy na zdrowiu pacjentów:
      za G. Wyborczą, rok 2012: „[…]Na korupcji lekarzy i ekspertów z branży afera się nie kończy, lecz dopiero zaczyna. Dużo gorsze było to, że Glaxo promowało lekarstwa do stosowania w przypadkach, w których nie zostały zaaprobowane w USA, i ukrywało możliwe skutki uboczne. Od 2001 do 2007 r. ukrywało, że avandia, najpopularniejszy w Ameryce lek na cukrzycę, zwiększa ryzyko zawału serca. W Europie w 2010 r. avandia została z tego powodu wycofana ze sprzedaży.

      Antydepresyjny paxil podobny w działaniu do prozacu, który w Stanach dopuszczono tylko dla dorosłych, Glaxo promowało jako lek również dla dzieci i młodzieży (choć potem dodano na opakowaniach ostrzeżenie, że może zwiększać ryzyko samobójstwa u nastolatków). Inny lek antydepresyjny, wellbutrin, zalecano jako znakomity środek dla pacjentów cierpiących na otyłość lub zaburzenia seksualne. Paxil (pod nazwą seroxat) i wellbutrin są sprzedawane także w Polsce.

      W ramach ugody Glaxo przyznało się do kryminalnych wykroczeń, za które zapłaciło 1 mld dol. Dwa następne miliardy to pieniądze na pokrycie roszczeń cywilnych rządu USA i niektórych stanów.

      […]W kwietniu br. Johnson & Johnson został ukarany przez sąd w stanie Arkansas grzywną 1,2 mld dol. za ukrywanie ryzyka związanego z przyjmowaniem antydepresyjnego risperdalu. J&J, w odróżnieniu od Glaxo i Pfizera, nie poszedł na ugodę i odwołuje się od wyroku. […]

      Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,76842,12066255,Glaxo_przyznaje_sie_do_oszustw__I_zaplaci_3_mld_dolarow.html#ixzz3TsF4MqNU

    • takatycia

      Panie Logika, pozwól że Panu coś wytłumaczę. Trafia Pan na mojego bloga, który jest miejscem gdzie wypowiadam swoje opinie. Wcale nie anonimowo w odróżnieniu od Pana, bo gdyby zadał sobie Pan choć trochę trudu doskonale by o tym wiedział. Próba ośmieszenia mnie jako autora jest kolejną dziecinną zagrywką, więc pozwoli Pan że nie będę odnosić się do całości komentarza (choć równie dobrze mogłabym iść tonem Pana wypowiedzi i kultury- bełkotu). A kolejny komentarz tego typu oczywiście moderuję/usuwam, bo…. mogę. Do widzenia. Ps. Zanim Pan spróbuje napisać kolejny komentarz bardzo proszę o uważne zapoznanie się z ulotką szczepionki tak aby dyskusja toczyła się na odpowiednim poziomie (postęp ma dwie strony medalu, a Pan zdaje się celowo o tym zapominać).

    • Ania

      Panie Logika, gdyby Pan przeczytał uważnie wpis, to by Pan wiedział, że autorce nie jest żal tych „drobnych na szczepionkę”. To firmom farmaceutycznym chodzi o zarobienie jak największej kasy i nie cofną się przed niczym, by tylko więcej i więcej zarobić. Proszę doczytać, że dziecko autorki miało niepożądany odczyn poszczepienny! Ja np. jestem uczulona na penicylinę i nikt, pod groźbą kary grzywny, nie wciska mi jej na siłę. I nie muszę się legitymować zaświadczeniami od tysięcy lekarzy. A tak jest ze szczepionkami.
      Jest znana histroia mamy, której córeczka zmarła w dzień podania szczepionki, a sanepid przywalił jej wysoką grzywnę, bo odmówiła szczepień dwójki młodszych dzieci z obawy, że przytrafi się to samo. Lekarze umyli ręce, twierdząc, że szczepionka być może to tylko „zbieg okoliczności”.
      3/4 nop-ów jest nie zgłaszanych przez lekarzy! Czemu? MOże w obawie o oskarżenia, że źle zakwalifikowali pacjenta? Mówią często , że te wszystkie alergie, azs-y, zapalenie ucha, oskrzeli i inne chorioby, które rodzice zgłaszają, ze zaczęły się zaraz po podaniu szczepionki – że to zwykły zbieg okoliczności. No to tak jak przy wypadku samochodowym – kierowca zmarł w wyniku obrażeń wewnętrznych. A to, że wpadł na drzewo to zwykły zbieg okoliczności.

  • komórczak

    Nieźle, widzę, że moje wpisy są usuwane, bo prócz argumentów nazywam ten tekst wypocinami, czym w istocie jest? sama autorka w komentarzach podaje, że nie będzie odpowiadać na merytoryczne argumenty. widać, brak wiedzy zastępuje się kasowaniem argumentów. no cóż, jak ktoś pisze o Mengele, gmo, wyborach i prowadzi sklep z drewnem to może się nie znać na biologii i medycynie.

    • takatycia

      przyp. że to mój blog i to ja decyduje w jakim kierunku zmierza dyskusja. Pana komentarze są obraźliwe i nie zamierzam tego tolerować. Odpowiadając na Pana zarzut… zanim kogoś oskarży się o rozsiewanie pseudonaukowych bzdur proszę samemu zapoznać się z informacjami i publikować w momencie kiedy się jest pewnym swojej wiedzy. A teraz żegnam Pana, bo póki co podobnych ekspertów od siedmiu boleści, którzy nie potrafią się wykazać kulturą ten blog tolerować nie będzie.

      • takatycia

        ahh byłabym zapomniała… ostatnie zdanie komentarza wspaniale pokazuje wąski zakres Pana myślenia.

        • komórczak

          no tak, łatwo teraz Ci dyskutować, jak nie ma moich wpisów. takie oto rozważania:

          „Choroby wieku dziecięcego nie są groźne, gdy prawidłowo odżywiamy swoje dzieci. Gdy dbamy o odpowiednią dawkę ruchu. Odra też nie jest groźna, a powikłania po niej występują w przypadku organizmów słabych, niedożywionych, żyjących w brudzie. Gdy wprowadzi się nieodpowiednie leczenie. ”

          ” Wiesz jakim zagrożeniem jest Twoje dziecko dla mojego? To Twoje dziecko nosi w sobie żywy wirus tej choroby. Nie moje.”

          miałem na myśli jako wypociny i pseudonaukową wiedzę zaczerpniętą z innych blogów. jeśli uważasz to za naukową wiedzę, to zaiste, nie powinnaś na takie tematy pisać.

          I porównywanie kogokolwiek do Mengele o czym pisałem wskazuje na ignorancję, na nic więcej. i powiem więcej, mylisz moderację z cenzurą. oraz słowa typu wypociny z obrazą. powiem znów: dużo słów mało treści.

          p.s.: wszak i jeden z interlokutorów pisze w komentarzach:

          „Jak czytam takie brednie, że (ekstremalnie zaraźliwa) odra której jednym z powikłań może być podostre stwardniające zapalenie mózgu, to niegroźna choroba która nikogo nie dotknie pod warunkiem prawidłowego odżywiania, to dopiero zdaję sobie sprawę w jakim ja ciemnogrodzie żyję…

          Co tam lekarze wiedzą, po to studiują zylion lat, aby internety wiedziały lepiej. Po to chemicy produkują w laboratoriach odczynniki do np. tomografii, aby później kolejna blogerka napisała, że modlitwa do latającego potwora spaghetti uchroni przed rakiem. Skuteczność taka sama jak wpływ pożywienia na ilość zakażeń odrą.”

          ale jego zdanie również ignorujesz.

        • komórczak

          nie martw się, skopiowałem moją wypowiedź. nie wiem, gdzie się tu dopatrzyłaś obrażania. oto ona:

          no tak, łatwo teraz Ci dyskutować, jak nie ma moich wpisów. takie oto rozważania:

          „Choroby wieku dziecięcego nie są groźne, gdy prawidłowo odżywiamy swoje dzieci. Gdy dbamy o odpowiednią dawkę ruchu. Odra też nie jest groźna, a powikłania po niej występują w przypadku organizmów słabych, niedożywionych, żyjących w brudzie. Gdy wprowadzi się nieodpowiednie leczenie. ”

          ” Wiesz jakim zagrożeniem jest Twoje dziecko dla mojego? To Twoje dziecko nosi w sobie żywy wirus tej choroby. Nie moje.”

          miałem na myśli jako wypociny i pseudonaukową wiedzę zaczerpniętą z innych blogów. jeśli uważasz to za naukową wiedzę, to zaiste, nie powinnaś na takie tematy pisać.

          I porównywanie kogokolwiek do Mengele o czym pisałem wskazuje na ignorancję, na nic więcej. i powiem więcej, mylisz moderację z cenzurą. oraz słowa typu wypociny z obrazą. powiem znów: dużo słów mało treści.

          p.s.: wszak i jeden z interlokutorów pisze w komentarzach:

          „Jak czytam takie brednie, że (ekstremalnie zaraźliwa) odra której jednym z powikłań może być podostre stwardniające zapalenie mózgu, to niegroźna choroba która nikogo nie dotknie pod warunkiem prawidłowego odżywiania, to dopiero zdaję sobie sprawę w jakim ja ciemnogrodzie żyję…

          Co tam lekarze wiedzą, po to studiują zylion lat, aby internety wiedziały lepiej. Po to chemicy produkują w laboratoriach odczynniki do np. tomografii, aby później kolejna blogerka napisała, że modlitwa do latającego potwora spaghetti uchroni przed rakiem. Skuteczność taka sama jak wpływ pożywienia na ilość zakażeń odrą.”

          ale jego zdanie również ignorujesz.

          • takatycia

            Panie komórkacz nie wchodzę w polemikę z Panem, bo stawiasz się Pan z góry na wyższym poziomie. Ani Pan nie przekonasz mnie do swoich racji, ani ja Pana do moich. Uważam, więc że dyskusja jest zbędna. W kwestii wyjaśnienia poprzednie komentarze usunęłam, bo owszem uważam, że godziły w moją osobę. Można mieć odmienne stanowisko, ale pisać je z kulturą i bez pogardy dla drugiej osoby, a słowa typu wypociny, bełkot kierowane pod adresem tego wpisu tak właśnie brzmią. I bądź Pan tak miły i nie uogólniaj. Bo ani nie kwestionuję postępu medycznego (co mi Pan i Pana poprzednik zarzucacie) ani nie ośmielam się nazywać ekspertem w danej dziedzinie. Co najwyżej mogę dać Panu radę wyrobienia w sobie umiejętności czytania ze zrozumieniem.
            Dla Pana wiadomości swojej wiedzy nie czerpię z innych blogów, a ze stron takich jak m.in. PZH czy rozmów z lekarzem po tym jak moje dziecko po jednym ze szczepień doświadczyło NOP (rozumiem, że Pana dzieci nigdy nie były w takiej sytuacji o ile w ogóle dzieci Pan ma, skoro tak bezkompromisowe podejście do tematu). Nie jestem antywackiem, który neguje zasadność wszystkich szczepień (o czym mógłby Pan wyczytać na tym blogu, gdyby tylko wykazał Pan trochę chęci). Ale nie wierzę też ślepo we wszystko co próbują nam wcisnąć media i tak, owszem- niektórzy lekarze. Porównanie do J.Mengele było metaforą, ale chyba obce Pan nie pojął jej znaczenia. Proszę raz jeszcze spojrzeć na tytuł wydźwięk tego posta.

          • takatycia

            A odnośnie samej odry nie mam zamiaru się powtarzać. W jednym z komentarzy ma Pan cytaty zaczerpnięte z literatury medycznej, które traktują o tej chorobie. Te same informacje słyszałam od pediatry prowadzącej moje dziecko, nie mam więc podstaw by traktować Pana wypowiedź jako słudzniejszą

  • Małgorzata

    Szkoda wielka, ze dyskusja w tak ważnej sprawie zeszła na taki tor.
    Można napisać „jak zwykle”….. Szkoda tym większa, ze awanturujące się osoby mają dużo racji w tym co piszą, ale dlaczego w taki sposób? Jakby nie można było spokojnie i kulturalnie.
    Ja tez się trochę zgalopowałam i dałam sprowokować, chyba za bardzo poczułam się „atakowana”.

    No cóż… szkoda i tyle:(

    Małgorzata

    • takatycia

      I właśnie o tym tak naprawdę jest ten post. O ludzkich zachowaniach w takich sytuacjach, gdzie jesteśmy gorzej niż zwierzęta. Zamiast rzeczowych dyskusji atak. Mój post miał to pokazać, specjalnie zatytułowałam go w ten sposób. Wierząc, że cytat z książki przypomni jakie wrażenie słowa Nałkowskiej wywierają na czytelniku i przypomną, że zatracamy nasze człowieczeństwo.
      Tymczasem pojawiły się w komentarzach prowokacje, które mają na celu pokazanie że ktoś ma rację, a ktoś drugi jej nie ma. Te, które pozostały są ich skrawkiem, większość wyleciała zanim ktokolwiek zdążył je przeczytać (i choć mam duży dystans do słowa pisanego przez obcych to wyzwiska kierowane pod adresem mojego nie szczepionego bachora i mnie jako głupiej suki traktuję poważnie, a print screeny zachowam w razie „w”). Nie mam zamiaru dopuszczać do polemik i przerzucania się argumentami bez dowodów (choćby sprawa Wakefielda, na którego obalenie lub potwierdzenie teorii każdy znajdzie jakiś link w internecie). To nie jest wpis o słuszności szczepień lub jej braku w ogóle. To post o tym jak dajemy sobie robić wodę z mózgu, zastraszać. I nie, nie lekceważę powagi choroby takiej jak odra, ale patrząc na to co się dzieje urosła ona do rangi drugiej eboli (na którą swoją drogą zupełnie niedawno też mieliśmy umierać).
      A Cholera wie, gdzie ta racja tak naprawdę leży. Pewnie przekonamy się za kilkadziesiąt lat. Ale to nie oznacza, że nie można logicznie podejść do pewnych teorii i nie dawać się ogłupiać. A właśnie uważam, że to co się akurat dzieje w PL to po prostu czyste ogłupianie społeczeństwa. I szczucie jednych przeciwko drugim.

      Zajmijmy się może lepiej grypą, bo według danych to właśnie ona atakuje najczęściej i w porównaniu do roku ubiegłego mamy o 1/3 zachorowań więcej (zamiast 600 tys ponad 900tys).

  • Racjonalistka

    Ale po co te przekłamania? Chłopczyk z Niemiec akurat na odrę nie był szczepiony. Poza tym sama wada jego serca nie spowodowała śmierci, co potwierdziła autopsja. Gdyby nie odra nie umarłby. A artykuł lekarki, który jest przeciwko antyszczepionkowcom na pewno musi być sponsorowany. No bo przecież nikt nie może mieć innego zdania niż autorka bloga nie będąc na usługach koncernów. Porażka.

    • takatycia

      Przekłamania? Proszę podać źródło. Oficjalne stanowisko szpitala niemieckiego jeszcze 2 tygodnie temu było takie, że dziecko było zaszczepione na odrę, a choroba serca była przyczyną powikłań które nastąpiły. Takie informacje pojawiły się na niemieckiej stronie szpitala. Z chęcią poczytam co potwierdziła sekcja.

      • takatycia

        i poproszę o wiarygodne źródło, najlepiej niemieckie. Rmf, onet i wyborczą proszę zatrzymać dla siebie.

        • Racjonalistka

          Proszę, źródło niemieckie: http://www.bz-berlin.de/berlin/charitee-masern-berlin-todesursache-kind. Ale znając życie pewnie będzie dla pani niewiarygodne i na pewno sponsorowane. Bo przecież odra wcale nie ma powikłań kończących się śmiercią. A wszyscy są skorumpowani i na usługach koncernów farmaceutycznych.

          • takatycia

            Po pierwsze skąd ten agresywny ton? Ma Pani jakąś osobistą wycieczkę do mojej osoby?
            Po drugie w artykule nie ma ani słowa o potwierdzonej sekcji zwłok ani o tym, że chłopiec nie był szczepiony. Wiarygodność pozostawiam bez komentarza. Proszę szukać dalej.

          • Racjonalistka

            Jaki agresywny ton? Podałam swoje przypuszczenia, które się potwierdziły – źródło okazało się dla Pani niewystarczające. W artykule jest mowa o autopsji, która potwierdziła, że przyczyną śmierci była odra. Nie wiem jak może Pani tego nie wyczytać z podanego przeze mnie artykułu? Może to kwestia nieznajomości języka utrudnia Pani czytanie ze zrozumieniem?
            Każe Pani szukać dalej – proszę. Może tu będzie prościej wyłożone: http://www.morgenpost.de/berlin/article137777543/Obduktionsbericht-bestaetigt-Berliner-Kind-starb-an-Masern.html
            I informacja o tym, że dziecko nie było szczepione na odrę to te zdanie: „Das Kind war gegen alles geimpft, nur nicht gegen Masern”. Może będzie Pani łatwiej.
            A co do źródeł, oświadczenie szpitala jest publikowane na wszystkich portalach, czy to internetowe wydania gazet czy inne. Po prostu cytują ich komunikat. Ale za to z chęcią przeczytam to oświadczenie szpitala, o którym Pani pisze, że jest na ich oficjalnej stronie i że to nie odra była przyczyną śmierci.

          • takatycia

            Atakuje Pani od pierwszego komentarza. Proszę ochłonąć troszeczkę, bo dyskusja może być merytoryczna zwłaszcza, że ja do Pani negatywnie nastawiona nie jestem.
            Komunikat prasowy, który ja czytałam a który ukazał się po śmierci chłopca wnioskował coś innego: http://www.epochtimes.de/Desinformation-zu-Tod-nach-Masern-Berliner-Junge-hatte-Vorerkrankung-Impfpflicht-Impfung-Masern-Tod-a1223339.html (także publikowany na portalach).

            Obecne stanowisko szpitala potwierdza, że chłopiec zmarł w wyniku odry. Ale to przecież do przewidzenia prawda? Dziecko było hospitalizowane na serce, przygotowywane do operacji. Zaraziło się chorobą wirusową. Równie dobrze mogło zarazić się ospą i mogło dojść do powikłań. Organizm był słaby. Spierać się nie będę, diagnozować też nie mam zamiaru, od tego są lekarze.

          • Racjonalistka

            Atakuję jedynie przekłamania, a nie Panią osobiście. W pierwszym komentarzu odnoszę się do podanej przez Panią nieprawdy o chłopcu z Niemiec oraz do tego co Pani napisała o lekarce, której list zrobił się popularny w internecie. Pani „daje sobie rękę uciąć”, że jest „pisany na zlecenie koncernu”. Czyli lekarka nie może z racjonalnych powodów propagować szczepień? To nie jest rzetelny post oparty na faktach, racjonalnych przesłankach, na prawdzie. To są insynuacje.
            Druga sprawa – pisze Pani najpierw o oficjalnym komunikacie na niemieckiej stronie szpitala. A linkuje Pani do artykułu, który ani nie jest tym komunikatem, ani nie jest obiektywny, bo pełen teorii spiskowych. Stanowisko szpitala było od początku jednoznaczne. Chłopczyk zaraził się odrą, został przyjęty do szpitala, walczył o życie 4 dni i zmarł. W trakcie autopsji zostało wydane oświadczenie, że to odra była przyczyną śmierci. We wtorek podano do wiadomości, że dziecko miało również inną chorobę, ale ona nie była przyczyną śmierci.
            Nie planuję się udzielać dalej w dyskusji, bo rozmowa z antyszczepionkowcami jest jak wrzucanie piłki do obręczy, którą ktoś ciągle przesuwa. Trafisz raz, to nie odpowiedzą argumentem tylko przesuną cel dalej.
            Post taki jak na tym blogu powiela tylko błędy i przekłamania, potem są one powielane dalej przez kolejne blogi. Nieistotne są badania, fakty. Jeśli ktoś jest za szczepionkami to na usługach koncernu, jeśli badania potwierdzają brak związku autyzmu ze szczepionkami to też pewnie są sfałszowane. Tacy ludzie mają swoje przekonania i nic tego nie zmieni. Nawet prawda.

          • takatycia

            Dajmy sobie spokój z tą dyskusją jeśli wychodzi Pani z założenia, że mój wpis jest próbą powielania zakłamanych informacji. Przede wszystkim nie należę do grupy antyszczepionkowców, bo szczepiłam swoje dziecko i tylko NOP sprawił, że spokorniałam i przestałam ślepo wierzyć w to co próbują wmówić wszyscy dookoła. Dzięki Bogu uniknęłam tragedii i nawet nie chcę myśleć co by było gdyby.

            Pani problem polega na tym, że z góry zakłada Pani, że to PAni ma rację, ja jej mieć nie mogę. I szczerze mówiąc w nosie ma Pani wszystkie naukowe badania nawet jeśli takowe bym przytoczyła. Pani i tak znajdzie kontrargument a trane porównanie do rzucanie piłką w obręcz można zastosować również w Pani przypadku. Skąd mogę mieć pewność, że nie działa Pani na zlecenie jakiegoś koncernu? W odróżnieniu od Pani ja jestem wiarygodną osobą. Prowadzę tego bloga od blisko 3 lat, a temat szczepień przewijał się na blogu kilka razy. Jakby Pani zadała sobie trochę trudu to doczytałaby Pani, że szczepiłam syna według kalendarza. Szczepiłam nawet po tym jak wystąpił NOP, bo nie miałam świadomości że coś co nam się przydarzyło miało związek ze szczepieniem. Dopiero szczera rozmowa z pediatrą, skierowanie do neurloga które otrzymałam w związku z obawą ptrzed szczepieniem MMR zmieniło moje postrzeganie w temacie.

            U ludzi takich jak Pani nie ma możliwości przkazania tych argumentów. Musi się stać tragedia, namacalna dla Pani, by Pani zrozumiała. Ale tego oczywiście nikomu nie życzę.
            Na tym kończę dyskusję, przypominam, że jest to mój blog, a wpis jest efektem MOICH przemyśleń a nie powielania informacji z innych blogów.

          • Racjonalistka

            Wow, zostałam oceniona i podsumowana przez osobę, która kompletnie mnie nie zna. I to tylko na podstawie tego, że wytknęłam nieprawdziwe informacje.
            Nie wiem po co, ale sprostuję:
            Nie wychodzę z założenia, że Pani wpis jest próbą powielania zakłamanych informacji. To nie jest moje założenie. Przeczytałam z uwagą Pani post i znalazłam błędy. Nieprawdę. Takie prostowanie to chyba działanie na rzecz prawdy? Bo może wolałaby Pani, żeby te nieprawdziwe fakty nie zostały zauważone, nie wiem. Ja bym była zadowolona, jeśli ktoś by mnie naprostował, bo nie lubię być w błędzie.
            A że takie nieprawdziwe informacje są powielane potem w internecie to też nie jest mój wymysł, tylko znak naszych czasów. Informacje są dziś błyskawicznie przekazywane, niestety także kłamstwa, więc lepiej jest tego unikać? Czy może jednak nie?
            Na jakiej podstawie zarzuca mi Pani, że mam w nosie wszystkie naukowe badania? Ja swoje stanowisko opieram tylko i wyłącznie na wynikach badań. Śledzę je od dawna i czytam również te które próbują potwierdzić sprzeczne tezy. Że tak powiem z obu stron barykady. Ale Pani przecież tego nie wie, woli Pani znów coś insynuować. Po prostu wow.
            Ach, i jeszcze dowiaduję się, że mam problem. Problem przekonania o posiadaniu racji. Więc jeśli Pani też jest przekonana, że ma rację, to chyba diagnoza będzie ta sama?
            No i „u ludzi takich jak Pani”… Więc zostałam też zaszufladkowana. I to do osób odpornych na argumenty. Nie mogę wyjść z podziwu, że tak szybko i sprawnie dokonała Pani te ewaluacji, li tylko na podstawie próby sprostowania faktów.
            Więc sprawdza się to co napisałam o tej obręczy. Daję Pani argument, fakt, a Pani ignoruje go i posuwa się do osobistych wycieczek, zaklasyfikowania mnie i oceny. Stąd moja opinia o przeciwnikach szczepień – z autopsji. Ale pani nie chce się przecież zaliczać do grupy antyszczepionkowców, chociaż artykuł ma wybitnie takie przesłanie. Hm…

          • Krytyk

            Merytorycznie to ta dyskusja nic nowego nie wnosi. Za to dużo straconego czasu, ale może się mylę??

          • Racjonalistka

            Sam ten artykuł merytorycznie nic nie wnosi. Zawiera błędy i insynuacje. Moja próba „naprostowania” go, żeby chociaż nie odbiegał od prawdy, została sprowadzona przez autorkę postu do osobistych wycieczek. Więc życzę miłego dnia i więcej poszanowania dla prawdy.

  • Pediatra

    Jestem lekarzem o specjalizacji pediatra z 36 letnim stażem pracy, mąż jest otolaryngologiem, córka fizjoterapeutką. Od dawna przyglądam się związkom szczepień ochronnych z powikłaniami i powiem jedno, nigdy, przenigdy nikt nie zgłosił się do mnie z dzieckiem które zachorowało na chorobę nie będąc szczepione, natomiast co tydzień widzę się z kilkoma załamanymi rodzicami w przychodni z dziecmi z objawami poronnymi bądz NOP – a miało byc tak pięknie…. a dziecko miało byc chronione a jest wręcz odwrotnie. Ja sama widząc co się dzieje u mnie w przychodni po 5 latach od rozpoczęcia pracy z dziecmi sama też podjęłam decyzję o nie szczepieniu swojej córki. Obecnie moja córka ma 32 lata i jest nie szczepioną zdrową kobietą która nie zaburzoną odpornośc więc tym samym praktycznie nie choruje mimo że sama ma kontakty z dziecmi prowadząc z nimi zajęcia rehabilitacyjne – są te głównie dzieci poszkodowane przez szczepienia głównie ze wzmozonym bądz obnizonym napięciem mięśniowym głównie spowodowanym przez WZW B i BCG.

    • takatycia

      Nie byłoby obecnego problemu, gdyby w Polsce wszyscy lekarze mieli podobne podejście. Przede wszystkim nie szkodzić. Być może wtedy obyłoby się bez tej całej wojny 🙁

  • Pediatra

    Dodam że każdego tygodnia przychodzą do mnie do przychodni przedstawiciele handlowi zasypujac mnie ofertami sprzedażowymi z ich firm i pokazując mi wykresy ile zyskam sprzedając ich szczepionki. Powiem tylko że zyski są od 30% od ceny szczepionki do 40%, do tego proponują gratisy typu markowe pióra, markowe alkohole, sympozja weekendowe w najlepszych hotelach oplacone w 100%, bony jubilerskie, kalendarze, ulotki, kartki samoprzylepne, a dla najlepszych wyjazdy wakacyjne dla całych rodzin lekarzy all inclusive 2 tyg. dla całych rodzin. Tak więc zastanówcie się czy wy sami mając na uwadze takie zyski nie namawiali byście rodziców do szczepień dzieci???

  • mtga

    Odra i szczepienia oddzielny temat, ale czy przypadkiem nie należą się gratulacje za hmm… rodzeństwo Matiego? 😉

    Mój synek ma 2 lata, dopiero niedawno zakończyliśmy szczepienie infanrixem w schemacie 2 dawki + 1 przypominająca. Jakoś na razie nie mam odwagi pójść i zaszczepić go MMR…

  • Wanda Wiewiórka

    Podziwiam za siłę i odwagę. Ja niestety nie mam. Moje jedno dziecko,już dorosłe, zostało zarażone zółtaczką B, podejrzewam,że zaraziło się podczas szczepień, o tym się nie mówi, ale w latach 80tych często szczepiło się kilkoro dzieci jedną igłą, bo przecież były zdrowe! Moja starsza siostra, nigdy jej nie poznałam, zmarła na powikłania poszczepienne po ospie, dużo dzieci wtedy zmarło, jeszcze więcej zostało kalekami-warzywami. Wtedy było wiadomo,że szczepionka była wadliwa, ale któż by sądził państwo komunistyczne? Takie rzeczy się po prostu zdarzały. A epidemia AIDS w Afryce? Czyż nie szczepiono czasem całej wioski jedną igłą, bo lekarze nie mieli funduszy? A chcieli ratować przed chorobami…Podziwiam i wspieram. Twoje dziecko nie jest zagrożeniem dla mojego, a lekarze niech wspomną czasy kiedy położnice błagały ich, żeby ich nie badali, bo roznoszą „trupi jad” po sekcji. Wtedy też wyśmiewali „przesądy”, o bakteriach nikt nie słyszał, bo ich nie widziano. Informacje o tym, że lekarze zarabiają na szczepionkach i przepisywanych antybiotykach też potwierdzam, wyjeżdżają „na szkolenia” za ileś przepisanych antybiotyków. Co będzie z dziewczynkami zaszczepionymi przeciwko brodawczakowi dowiemy się już za parę lat…pozdrawiam

  • dori

    Nie jestem lekarzem, ale mam w rodzinie i wśród przyjaciół paru lekarzy i to bardzo młodych, nie będących na usługach firm farmaceutycznych i wszyscy mówią, że nie ma możliwości aby szczepionki mogły powodować jakąkolwiek formę autyzmu. Słuchałam już setek dyskusji na ten temat i nie jedną historię jak niesczepione dziecko zaraziło dzieci po przeszczepie, które mają obniżoną odporność- więc może trzeba się zastanowić, czy nasze dziecko nie zagraża jednak innym dzieciom. A z własnego życia i doświadczenia: córka mojej znajomej w pracy, której płacz obserwowałam przez parę miesięcy parę lat temu zachorowała na odrę, powikłanie: całkowita utrata słuchu na prawe ucho, na lewe ograniczone słyszenie. Moja mama natomiast (osoba praktycznie nie chorująca) 2 lata temu zachorowała na grypę, powikłania miała tak silne, że zapadła w śpiączke a ja spędziłam 4 dni na korytarzu szpitalnym płacząc. Tylko te dwie historie spowodowały, że nie wyobrażam sobie nie zaszczepienia własnego dziecka nawet jeżeli ten 1% możliwości autyzmu był prawdą.

  • Jakub

    „Wolność bez mądrości i cnoty? To jest zło największe z możliwych” oraz „Jedyną rzeczą dla triumfu zła jest bierność dobrych ludzi” Edmund Burke. Te dwa cytaty określają moje postawy wobec życia. Niestety, ale „ludzie ludziom ten los gotują” ale ja w tym nie uczestniczę, a przez to jestem wolny i szczęśliwy :). Zbyt wiele w życiu przeszedłem i zbyt wiele widziałem.