Dary losu, czyli o tym jak sobie (nie) radzić w blogerskim światku

Blogerzy fajnie mają. Nic nie robią, a dostają całe sterty mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy.Za darmo oczywiście. Wiecie – #darylosu. Co lepszy bloger to jeszcze poza darmoszką i kasę na waciki dostanie. Albo nawet na całego tira wacików. W zależności jaki popularny i jak wiele krzyknie.
Ponoć są tacy, którym skrzynka z ofertami w szwach pęka i odpisują na 1/4 wiadomości, bo cała reszta jak spam. Niemile widziana w skrzynce. Co blogerowi po dziesiątym aparacie czy laptopie. 
Są też tacy, którzy uporczywie, godzinami całymi wpatrują się w pustą skrzynkę. Zaklinają na wszystkie sposoby, byle tylko po odświeżeniu wpadła wiadomość z wiele znaczącym tytułem „współpraca”.
Jest też całkiem spore grono autorów, którzy los biorą w swoje ręce. Rękawy zakasane, kawa przy laptopie paruje, a blogier stuka i stuka. Efekt stukania rozsyła hurtem do firm, które się nawiną. 

O tej grupie dziś chciałam porozmawiać, bo tak się szczęśliwie złożyło, że poza blogerem stałam się także odbiorcą tych treści.

Na wstępie zaznaczam, że post nie ma mieć charakteru prześmiewczego, a osoby, które ewentualnie mogłyby poczuć się dotknięte niech sobie wezmą go raczej za radę z serca kierowaną.
Nie napiszę jej z punktu widzenia autora bloga, a z drugiej strony barykady. Od blisko 3 miesięcy dostaję każdego dnia różnego rodzaju propozycje. Mniej lub bardziej profesjonalne. 
Kiedyś (jako bloger) założyłam sobie, że w takim przypadku będę odpisywać na każdą z nich, bez względu na to jaka będzie moja decyzja. Dziś już wiem, że jest to niewykonalne. Chciałam wykazać się szacunkiem wobec drugiej osoby, ale w pewnym momencie dotarło do mnie, że ja też tego szacunku oczekuję.
Swego czasu, jedna z koleżanek, która założyła swoją firmę powiedziała mi tak „zobaczysz, stracisz szacunek do blogerek”. Przykro mi się wtedy zrobiło, przecież sama blogerką byłam (i jestem). To było jak wrzucenie do jednego wora. Wiadomo, że jak się komuś coś spodoba, ma fajnego bloga to z chęcią to coś pokazałby u siebie. Co bardziej sprytny skorzysta z okazji i napisze zapytanie. Ma do tego prawo przecież. A nóż się uda? Blog przecież może być fajny, a firma niekoniecznie musi go znać. Agencja marketingowa wcale nie musi mieć namiaru na autora i tym samym kolejny raz w skrzynce pustka. Myślałam w ten sposób dosyć długo. Jednak niektóre wiadomości, które otrzymuję sprowadziły mnie na ziemię. 
Czasem czuję się jakbym była na rozmowie kwalifikacyjnej. Z tą różnicą, że to ja trzymam karty i czytam czyjeś CV. I już wiem, że to umiejętnie napisane ma szanse przebicia, podczas gdy seryjna wiadomość, z tym samym (przepraszam) bełkotem od razu ląduje w koszu. Przykro mi, ale tak to właśnie wygląda. Tak naprawdę czytam 2-3 pierwsze zdania. Jeśli mnie nie zachęcą, od razu wciskam delete. Szkoda mi czasu.
„Witam, prowadzę bloga www.xxxxxx.pl , tu jest mój fanpage www.xxxxx.pl. Czy jesteście zainteresowani współpracą? Jutro rusza mój konkurs. Dajcie znać, to podam więcej szczegółów”.
Czemu o tym piszę? Bo szkoda też Waszego czasu, drodzy, nieświadomi blogerzy. Zamiast wysyłać jedną wiadomość zasadą kopiuj wklej do jak największej liczby firm, lepiej zastanowić się co rzeczywiście może zaoferować i czy dana rzecz jest Wam bliska na tyle, by chcieć ją mieć i poświęcać swój czas. 
Współpraca ma być interesem obustronnym. Bez względu na to czy umawiamy się na sam barter czy też na wynagrodzenie. Ty chcesz dostać coś, co Ci się podoba (w innym przypadku po co piszesz?), ja jako Firma chcę mieć korzyść z faktu, że coś daję. 
Tymczasem rzeczywistość zwykle wygląda inaczej. Pomijam wszelkiego rodzaju konkursy, gdzie sponsorów jest na pęczki, a logo firmy zostaje pomniejszone na plakacie do niezbędnego minimum. Takie propozycje, jak i same konkursy nie powinny mieć moim zdaniem miejsca.  Wiadomości seryjne, gdzie niejednokrotnie autor zapomina „ukryć” pozostałych odbiorców również są w złym tonie.
O tym czy pisać czy nie decydujecie Wy sami. Jeśli jednak podejmujecie się nawiązania kontaktu, podejdzie to tematu poważnie.  Pokażcie dobre strony Waszego blogowania, sprzedajcie się umiejętnie, dajcie się „poznać” już na samym początku. I nie mam na myśli samych statystyk, bo mnie do dalszego czytania od liczb bardziej przekonuje pasja bijąca ze słów, które do mnie są kierowane. Podzielcie się swoim pomysłem na zaprezentowanie produktu, o który piszecie. Tylko wysilcie się troszkę. Kreatywność zawsze jest w cenie. Wierzę, że jeśli produkt rzeczywiście się podoba, a Wam zależy na nim i robicie ten pierwszy krok, to nie pójdziecie na łatwiznę. 
Na koniec mały przykład, wyrwany z całości (troszkę zmieniony, ale sens pozostawiam).
„Blogowanie jest moją pasją. Wkładam w nie swoje serce i czas. Wiem, że moja strona to jednocześnie moja wizytówka. Do każdej ze współprac podchodzę w sposób indywidualny, rzetelny i profesjonalny. Gwarantuję Państwu, że przedmiot mi powierzony zostanie przedstawiony na moim blogu w jak najlepszy, zarazem jednak naturalny sposób”. 
Brzmi profesjonalnie. I tak właśnie powinno być. Bo w tego typu wymianie wiadomości stajemy się partnerami biznesowymi. Tak jak oczekujemy, by zapytania ofertowe kierowane do nas samych były na wysokim poziomie, dokładnie tak samo powinniśmy my sami postępować. Profesjonalnie.
Powodzenia w owocnych kontaktach. Niech dary losu będą z Wami 😉

takatycia

  • NIE BLOGERKA

    O proszę, a słyszałam, że to takie trendy nie pisać do firm. Żadna „poważająca” się Blogerka nie skompromituje się ponoć wysyłając ofertę jako pierwsza. To jak to w rzeczywistości jest?

    • Nie uważam żeby to był jakiś większy powód do wstydu. Jeśli tylko sama oferta jest poważna, a bloger jest rzeczywiście zaoferować w zamian coś co firmę zainteresuje, dlaczego nie? Oczywiście nie mówię o sytuacjach, w których hurtem ślemy maile z zapytaniem. Tu zrobiłabym wyjątek dla ofert dot. np spotkań czy różnych blogerskich akcji (np charytatywnych), ale wraz z doświadczeniem widzę, że to chyba także nie do końca fair wobec drugiej strony (chyba, że obie są zadowolone, to wtedy ok).

  • Anonymous

    Nie mam swojego bloga, dlatego być może nie do końca orientuję się w tych układach. Wydaje mi się jednak, że tak jak w życiu codziennym kierujemy się kulturą osobistą w rozmowie oraz w pismach wysyłanych do różnych urzędów, instytucji czy firm, tak i w takim kontekście powinniśmy ją zachować. Egzystencja w sieci daje niektórym przyzwolenie na pouchwałe i niezbyt grzeczne nawiązywanie kontaktów.

    • Dokładnie. Życie to nie tylko to, kiedy zamkniemy laptopa. Kultura powinna obowiązywać na każdej płaszczyźnie. Zwłaszcza w kontaktach z innymi.

  • hmmm… dobrze wiedzieć jak zacząć, jeśli w przyszłości będę wysyłać propozycje… a tak serio to współczuję tego bełkotu 😉

    Ja zazwyczaj się zgadzam na wsółpracę jeśli coś mnie interesuje i mam czas aby opisać porządnie produkt. Żadko dostaję propozycję, bo nie zależy mi na rozgłosie, nie piszę też do nikogo… dary losu nie mi pisane 😉

    • Myślisz, że los co innego Ci w gwiazdach zapisał niż dary? 🙂 Na pewno szczęśliwą rodzinę :))

    • heheh chyba tak 🙂 Te”dary” często sa tak sprytnie przedstawione, ze musisz ze swojej kieszeni dołożyć aby komus produkt ocenić… ej… szkoda czasem gadać, bo w drugą strone ta współpraca też różnie wygląda…

  • Bardzo bardzo dobry tekst!

  • Teraz co druga wiadomość będzie zawierała ostatni cytat z Twojego wpisu :-p
    Ja czasem coś uszyję, na kilka konkursów dałam nagrody, a takich wiadomości o jakich piszesz, dostaję codziennie kilka 🙂

  • Anonymous

    Nie rozumiem Twojego tekstu, przecież sama wielokrotnie coś przedstawiasz „naturalnie” na blogu, co w tym złego skoro wszystkie to robicie. Nie jestem blogerką, mam świadomiść o współoracach, a i tak lubię takie wpisy czytać. Dzięki Tobie zakupiłam lampkę Barbapapa. Pozdrawiam. Kamila.

    • Kamilo, chyba mnie nie zrozumiałaś 🙂 Nie widzę nic złego w przedstawianiu na blogu zalet (czy też wad jeśli takie są) produktu na blogu, jeśli mamy taką możliwość. Do tego między innymi służy też blogowanie (przynajmniej u niektórych). I właśnie fajnie jeśli ktoś wplecie to bardzo naturalnie. Mi się to podoba. Jako blogerce i jako osobie po drugiej stronie. To naturalne polecenie m.in. ma mieć efekt w zakupie jeśli wpis jest tym z gatunku „współpracy”. Firma się do mnie zwróciła, ja zadowolona z produktu przedstawiłam go na blogu (no dobrze zrobiłam to już wcześniej, bo akurat bardzo mi sie rzeczy spodobały, co zostało zauważone), Ty nabyłaś produkt po mojej rekomendacji (i mam nadzieję, że jesteś równie zadowolona co ja).
      Ale wracając.. chodziło mi o sytuacje, w których bloger chce coś przedstawić na blogu (bez większego znaczenia co, byleby nawiązać współpracę lub też zależy mu na czymś konkretnym ale nie umie, nie chce – niepotrzebne skreślić- napisać tak, by odniosło to skutek). Chciałam aby ten post uświadomił niektórym, że po drugiej stronie stoi taka sama osoba z krwi i kości, mimo że przedsiębiorca to także kto oczekuje czegoś w zamian (bloger w zamian na wzmiankę na blogu oczekuje produktu/wynagrodzenia).

    • Bardzo nieskładnie napisałam, ale mam nadzieję, że zrozumiesz o co mi chodzi.

    • Anonymous

      Tak, tak lampka bardzo fajna 🙂

    • Anonymous

      Nie jestem zbyt oboty w blogowym świecie, ale jeszcze nie spotkałam się z sytuacją, zeby bloger przedstawił wady testowanego produktu:)

      Pozrawiam,
      Małgorzata

  • A potem są konkursy, w których do wygrania jest milion nagród typu brelok i trzeba polubić milion stron na fb. Brrrrr

  • Nigdy nie szarpnęłam się na odwagę, żeby napisać do jakiejkolwiek firmy, z nadzieją na współpracę 😉 raz, że mam krótki staż blogerski, a dwa… dopiero uczę się pisać 😉
    Ale w sieci istnieje wiele świetnych blogów, które czytam na bieżąco. Ich autorami są na pewno osoby tego drugiego typu, który podajesz (odnośnie wysłanych wiadomości do firm) 😛

  • Masz całkowita rację. Mimo, że sama ne pisze takich meili i nie jestem aż tak znana to takowe dostaję. odpisuje na wszystkie ale większość jest właśnie na zasadzie – chcę dostać jak najwięcej za darmo. Przykre to, że tym samym wrzuca się blogerów do jednego wora.

  • O dziwo ja też dostaję propozycje od blogerek dotyczace wspolpracy. Czasem ktoś zwyczajnie śle gdzie popadnie, Szkoda.

  • Wiesz, kilka dni temu powstał mój nowy szyciowy fanpage. I co ? Ledwo nawet nie po 15 minutach dostałam nawał wiadomości. Wszystko kopiowane, szablonowe, sztuczne. Kompletnie nie przekonujące. Czasem pisane takim tonem, że ja wręcz muszęcoś dać. A nikt sięnei zainteresuje czy jesteś firmączy jednostką, hurtowo walą „Witam Państwa” 😉
    I tak jak Ci blogera powiedziała że się zrazisz do blogerów, ja sięzraziłam. Bo mam okazję poznać sprawę od drugiej strony. Jest przerażająca i jeśli każda firma jest tak bombardowana to ehhh. A wystarczyło by każdego potraktować indywidualnie i takie wiadomości pisać. Więc dzisiejszy Twój wpis jest mi tak strasznie bliski.

    • Miałam tak samo jak założyłam fanpage dla aGuGuGuKids.. serio. W 2 dni odezwało się 7 blogerek, nie blogerek. Każdy chce testować. Jedna z nich nawet „produkty które podziwia od dawna” 😉

  • Anonymous

    A ja zupełenie nie zrozumiałam o co chodzi w tym poście:)
    Moze dlatego, ze nie mam bloga:)

    Pozdrawiam,
    Małgorzata

  • Moi kochani pisanie to sztuka i doświadczenie, jak sobie przypomnę moje pierwsze zapytania, to był koszmar – patrząc dziś ,ale wtedy to było max jakie potrafiłam z siebie dać.Dziś już wiele rzeczy wygląda inaczej , dziś jest lepiej niż wczoraj ale czy jest lepiej niż jutro będzie? Blogowanie to praca, praca i jeszcze raz ciężka praca!

  • Ja właśnie dlatego nie piszę do firm:)) mam wrażenie, ze jak komuś podoba sie to co robię sam mnie zauważy a tak czulabym sie troszkę jak nieproszonych gość któremu prźez grzeczność nie odmówiono. Mam nadzieje, ze wsród nas piszących mam zawsze bedą takie dziewczyny poprzez które nie stracisz szacunku do blogerek :)))

  • Nasz blog ma dopiero nieco ponad trzy miesiące. Wielu rzeczy nie wiem i uczę się obserwując blogosferę. Szczerze mówiąc, do głowy by mi nie przyszło rozesłać szablonowej wiadomości korzystając z opcji „wyślij do wielu”. Może właśnie dlatego moja skrzynka wciąż świeci pustkami 😛 Ale to nie znaczy, że nic nie robię. Każdy kolejny, coraz lepszy post przybliża mnie do celu 😉 Pozdrawiam

  • Do Ciebie piszą jako do firmy, gorzej jeśli blogerka dostaje maila od innej blogerki z zapytaniem o możliwość testowania produktów… Nie wiadomo wtedy czy ktoś chce testować umiejętności kulinarne, dziecko czy męża 😛

    Ja nie potrafię pisać do firm o współpracę… Marzą mi się coraz to nowe konkursy dla moich czytelników, ale nie czuję się na tyle świetną blogerką, aby zawracać komuś głowę swoją osobą. Zresztą w życiu prywatnym mam tak samo 🙂

  • Ja dostaję sporo prywatnych wiadomości na fanpage bloga, żebym dała jakąś nagrodę na konkurs. Nie rozumiem tego, bo przecież już w nagłówku mam wprost napisane, że to jest blog 😀

  • Ja poniekąd mogę napisać, że jestem blogerką. Dostaję faktycznie dużo ofert, choć większość z nich napisana jest wlaśnie bełkotem. Na zasadzie my Ci damy waciki, a Ty opisz, zrób zdjęcia, napisz same pozytywy, przy tym opublikuj trzy posty i pocałuj nas w rączkę – nie będę ukrywać często na takie „oferty” nie odpisuję. Bo i po co?
    Z drugiej strony często również dostaję zapytania od innych blogerów czy przypadkiem nie mam na zbyciu czegoś na konkurs, bo fajny byłby ze mnie sponsor – żenadka troszku ale cóż…
    Są ludzie i ludziska, tego już się chyba nie zmieni.

    • o ja właśnie wczoraj dostałam taką propozycję sponsorowania w konkursie 😀
      [oczywiście kopiuj wklej] 🙂

  • Na początku cieszyłam się z tych maili z propozycjami, pomyślałam, że doceniają moją firmę, jednak z czasem zrobiło się to zwyczajnie męczące. Ostatnio rozwalił mnie tekst na końcu „kultura nakazuje odpisać”, kultura nakazałanadawcy wiadomości odlubić fp po odmowie… 😉

  • Co się dziwisz, piękne te domki robisz:D wyślesz mi jeden? Hahah, żartuje oczywiście, aczkolwiek z dizajnu we Wroclawiu mam kupon do końca listopada i chyba nie zawaham się go użyć;)))

  • ja się przyznaję bez bicia [i w sumie przyznałam się też na blogu], że żeby rozruszać blog, wypromować się, zdobyć zaufanie i w pewnym stopniu „popularność” – pisałam do firm składając swoją ofertę.
    tak jak na początku zupełnie zielona i niedoświadczona robiłam to źle i trochę na odwal [czego dziś bardzo żałuję] tak później traktowałam firmę i rzecz, która mnie interesuje z należytym szacunkiem 🙂
    dzięki temu, że nie bałam się odezwać, poprosić, napisać, zapytać, dziś propozycje współpracy spływają do mnie same.
    i mimo wszystko uważam, że jest to poniekąd nagroda za moją „ciężką pracę” i serce, ktore wkladałam i mysle nadal wkładam w prowadzenie bloga 🙂
    dodatkowo uważam i muszę na koniec dodać, że ogromna ilość blogerek pisze do firm, tylko, że nieliczne potrafią się do tego przyznać…
    niejednokrotnie rozmawiając przez telefon z kontrahentami słyszałam historyjki o tym jak „popularne blogerki” [chodziło zapewne rozmówcy o ich pokaźne statystyki] wymuszały więc barter siłą, grożąc antyreklamą danej firmy…
    a co najlepsze?
    później taka blogerka pisze hejty do innej jakoby ta sprzedawała się na każdym kroku [czyt. w każdym poście]!
    zawiść, zazdrość i jeszcze raz zawiść !!! ;/

  • Anonymous

    Nie bardzo rozumiem blogowego świata co naprawdę w nim chodzi i o współpracę czy firmy każą ci testować dany przez nich produkt który dostaniesz paczką piszesz o nim post a w zamian dostajesz kasę??Nie prowadzę bloga ale mam zamiar założyć jak pojawią się Dwie kreski na teście ciążowym!!

  • To ja jeszcze dodam coś od siebie. Taka refleksja blogerki (świeżej co prawda), która zwraca się do innych blogerek z zaproszeniem do akcji społecznej. Ta świeża to ja, blogerki o których wspomnę, to zazwyczaj „duże ryby”blogosfery parentingowej. Mniejsza o imiona i nazwy blogów. Maili z zaproszeniem do akcji wysłałam do tej pory 63, każdy z osobna i za każdym razem zwracałam się do adresata po imieniu. Sporo pracy, więc obecnie odpoczywam i robię inne rzeczy związane z akcją. Choć pewnie do Ciebie też kiedyś napiszę! 😉 I teraz tak: na te 63 osoby, odpowiedziała mi mniej niż połowa. Za to bardzo pozytywnie! Natomiast wiele z blogerek/blogerów albo w ogóle nie odpowiedziało na maila (a mogę się założyć, że widząc temat „Zaproszenie”, sprawdzili treść) albo odpisało, że chwilowo nie mają czasu ale się tym zajmą (i tu następuje kilkutygodniowa cisza z ich strony). Nie oczekuję, że każdy poprze akcję. Miałam natomiast nadzieję, że na kulturalny mail również kulturalnie odpowiedzą, choćby zdawkowo. Nawet jeśli odmownie. Zwłaszcza, że niektóre wspaniałomyślnie zapisują w zakładce współpraca „Cieszę się, że tu jesteś. Zapraszam do dialogu.” Nie muszę dodawać, że w trakcie jak ja od tygodni czekam na odpowiedź, na ich blogach pojawiają się nowe posty (czasem kompletnie niepasujące do ich stylu, ale konkursowe! – jak niedawna fala z Lego Duplo). Hipokryzja. I nie piszcie mi proszę, że bloger dostaje setki maili dziennie i nie jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie. Wybaczcie przydługi komentarz, chciałam pokazać, że blogerzy też pod tym kątem trochę schodzą na psy. A dziś jestem wyjątkowo rozżalona. Pozdrawiam autorkę 🙂