Zimowy powóz, czyli jakie sanki wybrać

Jedną z rzeczy, poza Świętami, która cieszy mnie na myśl o nadchodzącej zimie to jazda sankami. O ile oczywiście spadnie dostatecznie dużo śniegu.
Gdy byłam mała, jazda na sankach, a potem na łyżwach wypełniała cały mój, wolny czas.
Ta zima, to odpowiedni moment, by zaopatrzyć Mateuszka w sanki. Bardzo bym chciała, żeby Święty Mikołaj wrzucił przez komin coś takiego dla mojego synka 🙂 (nie mamy kominka, ale ciiii- zawsze może wejść tradycyjnie)

Już od jakiegoś czasu przeglądam sanki, bo choć wydawać by się mogło, że cóż to za problem kupić sanki, to wcale nie jest tak łatwo.

Wybór jest naprawdę spory. Sanki różnią się między sobą, designem, materiałem, z którego są wykonane.

A jakie są najlepsze dla rocznego malucha? Na pewno takie, na których będzie mu ciepło, więc po prostu trzeba zadbać o to by dzieciak był ciepło ubrany, bo jednak będzie przemieszczał się bliżej ziemi. Warto pomyśleć o dodatkowym śpiworku, jednak o nich będzie na końcu.

Na razie sanki. Do wyboru drewniane, metalowe i plastikowe. Te ostatnie dla mnie odpadają, bo kłócą się z moim wyobrażeniem. Z sanek będących w ofercie sklepów najbardziej przemawiają do mnie metalowe. Jednak sentyment do drewna, nie pozwala dokonać wyboru na rzecz tych drugich.
I tym samym jestem w kropce, bo sanki, które sobie wymarzyłam są poza moim zasięgiem.

A marzą mi się takie starodawne, wykonane z twardego drewna bukowego. Nie takie chińskie, które po roku używania będą nadawać się na szrot. Muszą mieć oparcie, co jest logiczne w przypadku malucha. I jeszcze coś… tzw. baranie rogi. No muszą! A jakby jeszcze miały takie wysięgniki na rogach, na których mogłabym zawiesić malutkie dzwoneczki to już w ogóle będę w pełni usatysfakcjonowana.

Wpadło mi w oko kilka modeli, dostępnych za oceanem. Wyszukiwarka na polskich stronach wyrzuca mi tylko chińskie koszmarki.

Powyższe propozycje to sanki, które najbardziej trafiają w mój gust. Są to modele firm takich jak Paris Company czy Lucky Bums. Niestety, o ile dostępne to poza granicami naszego kraju. No i cena, bo z wysyłką to koszt rzędu 200$. Tyle kasy za sanki to ja nie dam…

Ale szukam i wierzę, że w końcu znajdę coś co w głowie siedzi. Nadziei nie tracę, bo niedaleko mnie jest sklep, który latem w ofercie ma retro rowery, a zimą przed sklepem stoją piękne, starodawne, drewniane sanie. Coś czuję, że oni mogą mnie zaskoczyć. Tylko muszę się tam wybrać.

Poinspirujmy się jeszcze trochę.. Bardzo chciałabym, któreś z tych… Ktokolwiek widział w Polsce?

Lucky Bums– genialne, bo składane. Mimo, że nie mają baranich rogów urzekły mnie najbardziej.

Firma ma jeszcze w ofercie coś takiego. Dla dorosłych i trochę starszych dzieci. Od razu mi się górka zamarzyła 🙂

Do kupienia TU.

I takie…

Dostępne TU.

Z duszą. Naprawdę piękne. Oczywiście nie dla niemowląt, ale chciałabym coś takiego mieć 🙂

Wspominałam o zaczepianych dzwoneczkach… te nadałyby się idealnie.

A może sanie? 🙂

Kurczę, coś jest w tej farbie, w jej kolorze, że mi się tak podoba i miło kojarzy.

I jeszcze ten typ sanek, również dla starszaka.

http://images.cdn.bigcartel.com/bigcartel/product_images/81191421/max_h-1000+max_w-1000/Wooden_Sled_LOGO.jpg

 

Cudne!

Chcieć, a móc to dwie różne kwestie, więc najprawdopodobniej skończy się na czymś takim. Na pewno posłużą nam dłużej. Po zdemontowaniu dodatków robią nam się zwykłe sanki. Śpiworek też fajny, bo z odpinanymi nóżkami, co chyba ma znaczenie w przypadku dziecka chodzącego.

Na klasyczne drewniane raczej się nie zdecyduje, bo niestety opinie krążące po forach nt ich jakości nie przemawiają za ich kupnem.

A jakie Wy macie doświadczenie w temacie?

Zobacz także

takatycia

  • My mamy najzwyklejsze w świecie drewniane z oparciem, takie „dostaliśmy w spadku”. Przeżyły zeszłoroczny intensywny i długi sezon (jeszcze na początku kwietnia byliśmy na sankach!), a praktyka pokazała, że znacznie ważniejszy jest dobry śpiwór na sanki, bo maluch się ślizga, zjeżdża i przede wszystkim – potwornie marznie.

    • Ale, że cały ten śpiworek zjeżdża?

  • Matuchno jakie piękne te drewniane…cuda….
    My mamy chiński koszmatek: metalowe z oparciem i drewnianym siedziskiem…:P

    • Eee największy koszmarem to chyba te drewniane, co wyglądają jakby ze sklejki były 😉

  • Ja się tez zastanawiałam rok temu nad sankami. Temat odłożyliśy na ten rok i tyle. Bo tu raczej nie spadnie tyle sniegu:P może się mylę? Cudne sanki pokazałaś Żanetko:) Ja widziałam bodajże sanki firmy TAKO w przeróżnych kolorach z śpiworkami i mufkami dla pchającego:) całkiem niezłe:)

    • O murach muszę pomyśleć, choćby nawet do wózka :)) widziałam dziś na kiermaszu hand made, śliczne i cieplutkie :))

    • Mufkach 😉

  • Świetne te modele sanek 😉 chciałabym takie mieć dla dziecka, te składane są praktyczne 🙂

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

  • ten ostatni model do mnie przemawia. Też już myślimy o sankach dla Szymka…

  • My mamy z pchaczem i poooleeecam! Niesamowicie dobrze się prowadzą, zawsze widzisz dziecko. Jak wózek tylko maja płozy 🙂 Jedna uwaga do tych co na zdjęciu,to ja bym nie zdecydowała się na tą regulowaną rączkę, bo one są w tym miejscu dość słabe, a bywa różnie, czasami dość mocno trzeba popchać.

    • O widzisz, dobrze wiedzieć! Dzięki 🙂

  • Sanie podobają mi się naj, naj, najbardziej, są takie bajkowe:) my zaczekamy na prognozy i wtedy pomyślimy o zimowym powozie:)

    • Mi też, ale kurczę to nie do miasta 🙁

  • My mamy najzwyklejsze drewniane sanki z marketu, które są z nami już chyba 3 sezon. Jako dziecko miałam sanki metalowe, ale… na mrozie nie raz przymarzły mi do chodnika 😛

    • Eee to co jest z tymi informacjami na forach, ze deseczki sie rozłażą?

  • ale swietne

  • boże jakie piękne!!! Przypominają mi się moje sanki… ciężkie, drewniane, w wygodnym, wysciełanym bordowym materiałem „poddupnikiem”. Eh… gdybym ja je miała to Gutek byłby na pewno uradowany. Ale nie mam 🙁 Poszukiwania trwają i u nas… Póki co zalamka… Licze jeszcze na targi staroci, może tam wpadnie nam jakieś cudo 🙂

    • Ja właśnie dziś pojechałam na targ i gucio 😛 nie było, wróciłam za to z drewnianym krzeseleczkiem dla Matiego i jezem na sznurku :))))

  • Ale świetne.
    Saneczki dla „dorosłych” super sprawa. Ale bym sobie zjechała….

  • My mamy te ostatnie i.. u nas się nie sprawdziły. Wychodzenie z Tosią na spacer to mordęga, a właściwie było tak rok temu. Jak nie mieszkacie w domku jednorodzinnym to może być podobnie. #takasytuacja : Dziecko na rękach, kocyk, torebka na ramieniu, a sanki w opieradłem w drugiej ręce. Wciskamy się do windy.. cięzko. Wynoszę Tosie i sanki + akcesoria na dwór po długim korytarzu.. hurra jesteśmy na dworze !! Ups.. dozorczyni pięknie odśnieżyła chodnik.. ups.. muszę przejść z wyrywającym się dzieckiem, które chce na sanki kolejne kilka metrów. DLA ścisłości na moich plecach jest wodospad !! Po takiej akcji byłam dwa razy chora, a Teściowa nie wychodziła z Tosią na sanki !!! W tym roku kupimy drewniane !

    • Jejuuuuu, przekonałaś mnie!

    • jej! właśnie przeczytałam komentarze…

      trochę mnie zmartwiły, jednak ja mieszkam na wsi i u Nas nikt nie odśnieża Nam chodników czy polnych dróg i innych górek i pagórek, więc miejsca na sanki jest aż za dużo 🙂
      poza tym drewniane sanki mialam ja jako dziecko i Nasze spacery byly bardzo krótkie z racji tego, że drzewo szybko lapie wilgość, co niestety sprawiało, że nawet grube koce nie pomagały… a bycie mokrym zimą!? nie polecam :/

  • Kup takie z pchaczem. Dla malucha super sprawa.

  • My w tym roku planujemy sanki, ale chyba takie najzwyklejsze drewniane. Ale przyznam się, ze forów i opinii nie czytałam. I po tym co piszesz to nie wiem czy zacząć 😉

    • Wychodzi na to, że fora to samo ZUO 😉 Mając dylemat metalowe kontra klasyczne drewniane było zapytać na blogu, to ja znów wujkowi google zaufałam 😉

  • Mieliśmy te z plastikowym siedziskiem,tragedia,ciężko się prowadziło i dziecko marudziło że źle się siedzi.
    Kupiliśmy takie http://www.mulan.pl/mikrus-sanki-na-amortyzatorach-z-oparciem-prowadnica-spiwor-new.html , drewniane siedzisko i amortyzacja,córka bardzo zadowolona a sanki prowadzą się lekko 🙂
    Chociaż z własnego doświadczenia powiem że doceniła sanki dopiero w wieku 2,5 roku,wcześniej nie była chętna do jazdy.

    • O, dobrze, że o tym piszesz. A powiedz mi jak jest z tą zginaną, regulowaną rączką? Nie przeszkadzała/ łamała się przy pchaniu? Ktoś wyżej o tym wspominał..

    • Nie ma z nią problemu 🙂 jest bardzo wygodna bo np. dziadkowie Zu są różnego wzrostu 😉 190cm i 160cm 😉 więc dla mniejszej osoby bez zgięcia rączki już będzie mało wygodne prowadzenie.

  • O widzisz, właśnie dopisuję sanki do listy świątecznych prezentów dla Hubisia :-). Pozdrawiam ciepło

  • No my też w tym roku planujemy zakup saneki mam ten sam dylemat. chociaż po przeczytaniu komentarzy faktycznie zastanawiam sie nad zwykłymi drewnianymi.

    • I ja coraz bardziej się ku takim skłaniam..

  • Anonymous

    Moja Podopieczna – przedszkolaczek już, też miała sanki. Metalowe, takie „zwykłe” nie pamiętam skąd czy toto chińskie 😉 Ale sanki były z oparciem z tyłu i drewnianym siedziskiem. Na to kładłam skórę – taką baranią i dzieciaka sadzałam. Do przypięcia – żeby mi młoda nie wypadła, używaliśmy szelek ktore są pomocne np. przy uciekaniu dziecka, albo do krzesełka – jeśli ich brakuje. Na allegro są za ok.20zł. Młoda w kombinezonie i tu – w zalezności od temperatury – albo przykrywałam kocykiem albo nie.
    Dziecko miało wtedy równo rok, jak zaczęliśmy sanek używać. Potem było już lepiej, bo mloda chodziła i wystarczył tylko kocyk na sanki i potem młoda na kocyk 😉
    Pozdrawiam,
    http://www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

  • Wybór rzeczywiście trudny, ale jako że u nas zimy takiej z śniegiem praktycznie nie ma… nie muszę się głowić, hihi 🙂 Za to dziadkowie mieli twardy orzech do zgryzienia i po wielu przemyśleniach kupili dla swoich wnucząt te drewniane, najprostsze i najbardziej uniwersalne 🙂 Do tego zakupili taki cieplutki, wełniany śpiworek, ale żadne dziecko nie wysiedziało w nim za długo, bo przecież śnieg dookoła najważniejszy 🙂

  • ha! dokładnie takie sanki [te ostatnie oczywiście] wybraliśmy dla Kornelii w prezencie Gwiazdkowym od dziadków 🙂
    uważam, że posrod tego całego ‚bublostwa’ będą najlepsze 🙂

    już nie mogę doczekać się świątecznego spaceru na saneczkach z Kornelią <3
    [bo nawet nie chce słyszeć, że święta znów będą bez sniegu!] 😉

  • My również mamy model piccolino z pchaczem i regulowaną roczką i bardzo sobie go chwalę, przede wszystkim są bardzo stabilne…Maurycy dostał je na pierwszą gwiazdkę i pierwsze w życiu sankowanie zaliczył już gdy miał 5 miesięcy (opatylony w owczy ocieplacz) – rok temu – też się świetnie sprawdziły – ale nie bardzo dawał się zapinać w ochraniacz – bo chciał być w ruchu…w tym roku mam ochotę na coś oryginalnego – może nawet plastikowego i wcale nie muszą to być sanki…nadal szukam…

  • Ogólnie ceny sanek są bardzo różne i nie zawsze cena świadczy o jakości. Trzeba kupować z rozwagą i poczytać tu i tam co inni piszą. Nie sztuka kupić – ale sztuka kupić mądrze. Metalowe sanki są bardzo trwałe. Ale urok prawdziwych sanek mają tylko sanki drewniane. Problem tylko z tym drewnem. Widziałem takie sanki, które po pierwszym kontakcie ze śniegiem (czyli wodą) rozłaziły się na kilka części… Trzeba się dokładnie drewnianym przyjrzeć zanim się takowe zakupi.

  • Ja mam sanki metalowe Picolino, nic się z nimi nie dzieje, sanki nie rdzewieją,oczywiscie przechowywane są w suchym miejscu, rączka do pchania bardzo wygodna w użytkowaniu, prowadzą się rewelacyjnie. Spiworek również przydatny, ciepły, nie przemaka. Moja córka uwielbia sama pchać sanki, z lalką w srodku:)

  • Lena

    Ja ostatnio obszerny poradnik znalazłam w necie i zdecydowałam się na sanki plastikowe. Poradnik macie tu, myślę, że warto przeczytać;) http://www.asport-junior.pl/poradniki/10/jakie-sanki-dla-dziecka-kupic-/