Strach ma wielkie oczy

Kto z Was ma jakieś fobie? Czy jest coś czego się panicznie boicie? Coś, co na samą myśl o tym wywołuje w Was przerażenie? Uciekacie gdzie pieprz rośnie widząc pająka, robi Wam się niedobrze, gdy z dużej wysokości spoglądacie w dół lub najzwyczajniej w świecie strach Was oblatuje gdy znajdziecie się w ciasnym, zamkniętym pomieszczeniu?
Muszę się przyznać, że ja mam takie coś, co od małego sprawia, że się boje. Jest to lęk przed ciemnością. Piszę od małego, bo odkąd sięgam pamięcią (nie tylko ja, bo i moja mama) zawsze bałam się spać w nocy sama. Jest taki okres w życiu dziecka, że wyimaginowane potwory czające się pod łóżkiem skutecznie przeszkadzają w zaśnięciu. Na potwory są różne sposoby. Można je przegonić mieczem, przekupić ciasteczkiem i zajrzeć pod łóżko czy aby na pewno żadne malusie potworzątko nie zostało. 
Widocznie w moim przypadku wyżej wymienione zabiegi nie odniosły skutku, bo oto w wieku 30 lat wciąż się boje zasypiać sama. Boje się, kiedy w pokoju jest ciemno. Nasłuchuję wtedy różnych odgłosów, dobieram sobie do głowy, że zaraz coś na mnie wyskoczy. Jednym słowem koszmar.

Gdy jestem w Krakowie problem nie istnieje. A może istnieje połowicznie. Gdy w domu jest mój mąż zasypiam przy zgaszonym świetle bez żadnych kłopotów. Zwłaszcza teraz, gdy obok leży Mati. 
Problem pojawia się, gdy Boguś jest w delegacji lub gdy ja sama wyjeżdżam, tak jak teraz. W takich sytuacjach ratuje mnie zaświecone światło w przedpokoju, włączony telewizor, pies koło łóżka. 
Ale odkąd jest Mati zaświecone światło i włączony odbiornik odpadają. Gdy jestem u rodziców pies przy łóżku również. 
Oj, żebyście wiedziały jakie koszmary przechodziłam będąc tu w wakacje (teraz już jest lepiej, ale o tym za chwilę). Latem problem był taki, że było gorąco, więc aż się prosiło, żeby otworzyć nocą okno, by chłodne powietrze wpadło do pokoju. W moim przypadku nic z tego. Umarłabym ze strachu, że coś przez to okno wpadnie. Ktoś spyta, ale co może wpaść? Pomijam wszelkie robactwo, którego na wsi od groma (nie, nie boję się pająków), choć tu większą schizę miałam o Mateuszka, żeby go coś nie pogryzło. 
No, ja się boję, żeby mi coś przez to okno nie wlazło. Coś, znaczy się jakiś hmm duch w sensie.Złodziej też.
Domyślam się, że teraz macie oczy wielkości denek od słoików (tych 5l) lub co poniektórzy pospadali z krzeseł i toczą się ze śmiechu. Ale kurde, dla mnie to śmieszne nie jest.
Przyjeżdżając na wieś pomyślałam sobie, rany ale się wyśpię! A tymczasem chodzę śnięta jak ryba. Oliwy do ognia dolewa fakt, że w pokoju ciemno jak w d… Cóż się dziwić, w końcu na wsi jestem. Akurat sypialnię mam od strony łąk, więc latarnia z tej strony nie sięga. Do tego odgłosy dochodzące z pól. 
Pokój mój leży prawie na poddaszu. Prawie, bo z niego prowadzą schody na poddasze, do kolejnego pokoju, w którym nikt nie śpi. A w pokoiku tym są drzwiczki, przez które można się zakraść pod same belki dachowe. Taki schowek. Wiecie jakie historie sobie w głowie poukładałam? 
Mogłabym książkę napisać na ten temat!
No i sam dach. Jak to na wsi bywa, są różne zwierzęta. Latające. I to ptactwo siada w nocy na dachu. Dach pokryty blachą, więc co? No słychać jak jakiś zwierz łazi po nim. Gdy usłyszałam to po raz pierwszy byłam pewna, że ktoś toczy metalową beczkę..
W sypialni mam też łazienkę. Jednej nocy, jeszcze gdy byłam tu podczas wakacji, przebudziłam się i zobaczyłam białą postać z niej wychodzącą. O zgrozo! Nie, to nie był duch, ale moja mama, która postanowiła nie schodzić na dół tylko zajrzeć do tej łazienki. Nie słyszałam odgłosów, bo w pokoju pracował klimatyzator, który poza tym, że miał schładzać pomieszczenie (okna jak pisałam nie otworzę!) to skutecznie zagłuszał wszelkie odgłosy przyprawiające mnie o wzmożone bicie serca.
I jak tu się nie bać?
Jestem tu już dwa tygodnie. Powoli opanowuję strach, znaczy przyzwyczajam się do egipskich ciemności. Lampki nocnej nie zapalam, bo Młody się przebudza od niej w nocy. Staram się kłaść przed pozostałymi domownikami, co niezbyt często mi się udaje. A jak już się położę to do upadłego przeglądam sieć na tablecie. Męczę oczy do północy i potem jakoś zasypiam. Gorzej, gdy Mati przebudzi się w nocy, bo wtedy czasem mam problemy by zasnąć na nowo. 
Nie no, w stosunku do wakacji to teraz jest luksus. Ale nie jest to tak, że mogłabym się położyć sama i zasnąć nie myśląc o strachu. A już będąc w domu całkowicie samą jest to awykonalne… 
Wiem, że ten strach związany jest z dzieciństwem. Jak przez mgłę pamiętam sen przedszkolaka, w którym „coś” stało na regale w pokoju i nie pozwoliło mi spokojnie spać. Ale co to było? Nie wiem… 
Nawet teraz rozmawiając z rodzicami, analizując przedmioty, które mama miała na meblach za nic nie możemy dojść, co mogło mnie wystraszyć. 
Walczę ze swoim lękiem małymi kroczkami. Jest lepiej, ale na pewno nigdy nie będzie tak, że pozbędę się go całkowicie. Wiem, że nigdy ze spokojem nie zasnę będąc sama w domu. Wiem, że nie przeszłabym bez strachu w środku nocy jakiejś odległości na zewnątrz (np gdyby przyszło mi w środku nocy iść gdzieś samej). Ale na litość.. mam dziecko. Matka strachadło to nie najlepszy przykład, wzór do naśladowania.
Nie chciałabym, aby mój synek powielał w przyszłości moje strachy…

Ps. W swoim życiu obejrzałam może dwa horrory- Laleczka Chucki i Boogeyman. Za więcej podziękuję.

takatycia

  • O masz, to dokładnie tak jak ja! Też się od zawsze boję ciemności i jak jestem sama w domu to śpię przy włączonej lampce 😛

  • Takie strachy z dzieciństwa to duży problem. Mnie nastraszono dzikami na wczasach z rodziną i do tej pory boję się dzikich zwierząt, a dzików w szczególności. Tym bardziej, że szlajam się po bagnach czy innych krzakach i zadupiach, a tam dzików od groma. Jak do tej pory oko w oko spotkałam się tylko raz w życiu, oboje byliśmy zdziwieni, ja sobie pomału odeszłam. To była Warszawa, Las Bielański. 😉 Na szczęście to nie była locha z młodymi. Ale na ślady stad trafiam często i się stracham okropnie. Chyba łosi boję się mniej. Horrorów też nie lubię, bo nie lubię się bać. Na szczęście strach przed ciemnością mnie ominął, bo zawsze lubiłam. Jedynie na drzwiach widziałam w czasach przedszkolnych potwora, ale przeczytałam bajkę „Strach ma wielkie oczy” i w nocy poszłam go dotknąć (jak wszyscy poszli spać). To był tylko cień. I od tamtej pory nie boję się potworów ze swojej wyobraźni, ale też rozumiem ludzi, którzy się boją.

    • Tą pozycję wpiszę sobie na listę, może się przydać za kilka lat 🙂

  • Anonymous

    Jejku jakbym czytała o sobie…
    Ewelina, mama Mai

  • ojej wspolczuje, ja tez sie ciemnosci strasznie boje w nocy unikam schodzenia na dol do lazienki z tego powodu,a jak bylam w ciazy i musialam to zapalalam wszystkie swiatla po drodze.Najgorsze to chyba bylo jak bylam harcerka i musialam siedziec na warcie a dookola ciemny gluchy las, z kims nie bylo jeszcze tak zle ale raz musialam sama tak siedziec i nie dalam rady wiec rozpalilam ognisko i ciagle do kogos gadalam. ja to sie jeszcze boje latajacych stworzonek od cmy po ptaka, jakos przyprawia mnie o dreszcze trzepot skrzydel i wieje gdzie pieprz rosnie

  • To chyba wina zbyt duzej wyobraźni. ja może aż takiego przed ciemnością/pustką dokoła nie odczuwam, ale jak zacznę sobie wkręcać, będąc sama w domu czy w nowym miejscu to pewnie odczuwam podobnie. ja nie cierpię robactwa, wyobrażenia że włazi mi za bluzkę albo nie daj Boże do ucha, br….. I ileż to razy machałam rękami dokoła siebie piszcząc przy tym bo wydawało mi się, ze jakieś paskudztwo po mnie łazi.

  • Najgorsze w tym wszystkim jest to, że przekazujemy nasze lęki dzieciom. Ja mam problem z ośmionożnymi badziewiami….

  • Ja też mam mega okrutny strach przed ciemnością. Wszyscy na mnie najeżdżają, że od samego początku mąż wstaje po Młodego i mi go do cyca przynosi. Ale ja po prostu nie jestem w stanie wstać i iść do niego. A jak się zdarzyło że musiałam ja wstać, to byłam cała zlana potem i prawie biegiem wracałam z Małym do łóżka…

  • no to mnie zaskoczyłaś…. współczuję Ci bardzo, bo wyspać się przez ten lęk nie możesz. i to lęk musi być bardzo silny, skoro tak to przeżywasz… trzymaj się i walcz, bo szkoda snu… :*

  • współczuję takich strachów :* ja się ciemności nie boję,ale boję się być sama np.jakby cała Rodzina gdzieś wyjechała a ja miałabym zostać sama to chyba bym umarła…obecność psa by mi nie pomogła….

  • Zaczęłam u siebie wczoraj pisac o strachu – patrzę, a tu taki wpis 🙂 boję się. Najrozniejszych rzeczy. Igi tez, choc czasem naprawde, a czasem tylko tak mowi. A ja skupiam sie na tym, by swoich strachow mu nie sprzedac, a w jego wlasnych – pomoc…

  • Ja panicznie boję się burzy, niewyobrażalnie.
    Miałam podobne lęki jak ty i wydawało mi się, że je oswoiłam aż w końcu rodzice wyjechali na urlop a mąż miał nocną zmianę i się zaczęło.Budziłam się co 5 minut mimo, iż w domu była jeszcze babcia. Także doskonale cię rozumiem.Gdy mieszkałam w bloku nie wiedziałam co to lęki.
    Dodatkowo moja cudna dwulatka mówi ostatnio jak ją usypiam, że się boi pana. Jak jej mówię, że w pokoju nie ma nikogo tylko my dwie, to wskazuje paluszkiem i powtarza, że tam jest pan.
    Zakrywa przy tym oczy i wygląda naprawdę jakby się bała.
    Jak ja się boję nie muszę wspominać.
    Podaj rękę Żanetko:))))

    • Ja się burzy bardzo bałam gdy byłam dzieckiem. Zwłaszcza tu na wsi, bo w domu odbiera się ją zupełnie inaczej niż w bloku. Teraz jakoś mi przeszło, choć w nocy jak szaleje to czasem mam stracha..

  • Oj, Biednaś! Swoją drogą dom na wsi moich rodziców to też mnie często nastraszał, ale takich strachów jak ty to nigdy nie miałam. Za dobra wyobraźnia!
    A masz tak, że wchodzisz pod kołdrę? Ja tak robiłam, jak byłam dzieckiem. Dusiłam się z gorąca, ale nosa nie wyściubiałam 😉

    • Mam, mam! Leje się ze mnie, ale nosa nie wyściubię 😉

  • Mam to samo. I tylko się cieszę, że nas nie stać na własny wolnostojacy dom. Od kiedy wyprowadziłam się z domu rodzinnego do mieszkania czuję się trochę raźniej na mniejszej przestrzeni.

  • Mru

    mam podobnie.
    jak muszę w nocy do wc, to niby przypadkiem szturcham męża, żeby się obudził ;p

  • Ja się zawsze bałam… Wampirów i tego, że jakiś mnie w nocy ugryzie. Do tej pory śpię pod kołdrą nawet przy +30 stopniach, przykryta po uszy…

  • Anonymous

    pewnie mnie tu zjadą więc nie musisz publikować tego komentarza, kilkukrotnie wspominałaś że jesteś wierząca więc dam Ci pewną radę:) Są pewne rzeczy w naszym życiu których już nie pamiętamy ale wpłynęły na nas bardzo i zostały w postaci lęków. To są takie „nieuregulowane sprawy duchowe” z którymi możemy rozprawić się np podczas modlitwy o uwolnienie i uzdrowienie duchowe. Poszukaj sobie w googlu „msza z modlitwą o uzdrowienie” sporo jest ich w Krakowie, naprawdę warto się wybrać. Z całego serca życzę Ci żebyś rozprawiła się ze swoim lękiem! 🙂
    mamamalinowa

    • Słyszałam o tych mszach, np. u Rity. Nawet miejsce mojej pracy jest tuż przy Kościele, w którym się odbywają 🙂 Osobiście nie byłam, ale wiem, że te msze cieszą się ogromnym powodzeniem 🙂

  • Ja też boję się ciemności i swojej wyobraźni, ale już nie tak jak kiedyś, no i nie tak jak Ty…życzę Ci abyś poskromiła potwory, bo porządnie zatruwaja Ci życie

  • Ja to się boję pająków i ogółem robactwa. Ciemności jako tako nie. Ale nie do końca, bo jak idę np. w nocy siusiu to nie zapalam światła w sypialni żeby męża nie budzić i nagle ogarnia mnie lęk, bo widzę zielone światełko na podłodze w przedpokoju. A to nasz psikacz -zapach hihi. Ale tak na serio, ja ciemności boję się szczególnie jak jestem sama w mieszkaniu. Podobnie robię, że długo nie idę spać, a potem padam nieprzytomna.. 😉 Jak ostatnio byłam u teściów, to się wystraszyłam odgłosu przejeżdżającego pociągu (jakieś 15min drogi od domu biegnie linia kolejowa i wokół las i wszystko słychać). Ale np spać tam się nie boję, mimo iż teraz śpimy w pokoju, gdzie mamy 50cm nad głową okna dachowe 😛 i dach. Jednak sama to tam bym nie została 😉 Liczę, że Twoje potwory znikną, albo je oswoisz. Pozdrawiam,
    http://www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

  • W sumie to każdy ma jakieś slabości. Ja noca boje sie, ze w domu chodzi za mną mój św. pamięci dziadek, czasami nawet do niego mówię 😉

  • Współczuję Ci, Kochana, ja, jak bylam mała i naoglądałam się gremlinów balam się wstać w nocy do lazienki, albo po wodę… Przeszło mi na szczescie. teraz mam inne schizy…

  • Ja nie mogę oglądać horrorów, po prostu boję się ich. Wyobraźnia mi tak działa, że po filmie boję się ruszyć z miejsca. mieszkam w domku rodzinnym i jak mam wejść na górę, to tylko z Jurkiem za rękę!
    Dlatego u mnie w domu, nie ogląda się tego typu filmów:)

  • Oj mam kilka takich rzeczy. Na pewno węże…ale że rzadko się je w Polsce spotyka, nie muszę przed nimi uciekać. Dodatkowo panicznie boję się gazu, odkąd miałam kiedyś junkers, na szczęście teraz nie mam gazu w domu 🙂
    No i noce..może nie boję się potworów, ale nie lubię być sama jak jest ciemno, wtedy nie mogę spać a wszystko wydaje się wtedy wracać w głowie i jakoś się boję.

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

  • ja nie znoszę ptaków, tego że tak trzepoczą skrzydłami, krakowski rynek to dla mnie koszmar, nie cierpię gdy koło mnie przelatują, dziobią, nie znoszę ich pazurów… grrrr mam czasami koszmary, że ptaki mnie atakują

    ale jak lecą kluczem na niebie czy pływają na rzece to jest ok:)

    to może nie taki typowy strach, ale „wstręto-strach”

  • Ja wielu rzeczy się boję. Najbardziej to chyba pająków i pszczół/os oraz ciemności. W nocy nie otwieram okna, bo się boję, że mi jakiś pająk gigant wejdzie. A miałam już dwa razy taką sytuację. I byłam sama wtedy. Masakra. Do tego też miałam kilka niemiłych przygód ze skaczącymi pająkami. Jak jestem w domu tylko z Hubertem lub sama to zostawiam włączoną lampkę na noc. Rzadko kiedy wychodzę sama jak jest ciemno. No chyba, że muszę wrócić sama jak jest późno i nie da się tego uniknąć. np. późny powrót z uczelni po zajęciach. Wtedy wybieram jakąś główną drogę, a nie na skróty bocznymi uliczkami, chociaż jest dłużej. Nie chodzę też do piwnicy, bo się boję. No i boję się prowadzić samochód, dlatego do tej pory nie mam prawka i kurs porzuciłam przed zajęciami praktycznymi.

    • No i horrorów też nie oglądam. Bo później moja wyobraźnia nie pozwala mi funkcjonować normalnie.

  • a ja to uwielbiam horrory a potem mam masakrę i z Krzysiem nawet do łazienki chodzę jakaś paranoja

  • Ja też jak ty boję się ciemności ale nie tak aż do końca.Gdy tylko jestem w obcym domu u koleżanki lub teściowej to boję się wstawać w nocy do łazienki ze względu lustra w szafie przed pokoju po prostu boję się że zobaczę w tym lustrze Diabła!A w domu ciemności się jakoś mniej boję nawet jak jestem sama lub z synkiem i psami.A za to panicznie boję się MYSZY brzydzę się ją jak nie wiem zrobiłabym coś abym jej nigdy więcej nie spotkała bo budzi we mnie wstręt i robię się czerwona i krzyczę wniebogłosy nie postawię nogi dopóki jej nie złapią i wyrzucą!
    Ostatnio kiedyś poszłam z mężem późnym wieczorem 1 listopada na cmentarz było ciemno ale paliły się znicze na grobach nie bałam się jakoś ale miałam wrażenie,że ktoś za mną idzie ciarki po plecach mi przechodziły ze strachu szybko opuściłam z mężem cmentarz i już tak późno nie chodzę odwiedzać grobów bliskich.

  • a ja się boję myszy, ale biję się jej tak potwornie, że kiedy jedziemy latem do domku nad jeziorem, to nie śpię całymi nocami, bo słyszę, jak chodzą między dachem a sufitem…, na samą myśl mam ciarki, paraliżuje mnie ten lęk, chciałabym, żeby kiedyś zniknął…

    krowkatyldzia.blogspot.pl

  • Anonymous

    Na takie lęki polecam psychoterapię. W Krk mamy mnóstwo dobrych specjalistów. Po co się męczyć, skoro jest na takie lęki sposób. Najlepiej psychoterapeuta po KCP 🙂 Pozdrawiam!

    • Nigdy nie myślałam tymi kategoriami, ale moze masz racje? Masz jakieś doświadczenie? Jak to wygląda w praktyce? Słynna kozeta, pogadanki itp? 🙂

  • Ja się na szczęście ciemności nie boję, nie mam też większego problemu ze spaniem sama w pustym pokoju.Męczy mnie jednak coś innego,a mianowicie sen, który śni mi się CO NOC i przez który budzę się cała mokra.Śni mi się,że tracę wszystkie zęby.Już widzę, jak wszyscy, którzy to czytają, pękają ze śmiechu.Mi też teraz chce się z tego śmiać,ale jak budzę się w nocy, ten sen jest tak realny,że za każdym razem sprawdzam, czy czasem tych zębów rzeczywiście nie straciłam.Rozumiem taki sen raz,czy dwa,ale żeby co noc od kilku tygodni???

    • Piszę z konta męża.
      Dorota

    • Dokonane Cię rozumiem. Ja niecierpię swoich snów, bo niestety bardzo często się sprawdzają. U mnie zęby zawsze oznaczają kłopoty ze zdrowiem moim czy moich bliskich. Ostatnio jak mi się śniło, że synek upadł i przy ząbku na dziąśle była krew to w ten sam dzień rozciął sobie wargę do krwi.
      Mam nadzieję, że u Ciebie to jednak podświadomość tak działa. Może oglądałaś jakiś film albo czytałaś cóż o podobnym zdarzeniu?

  • na dwór boje się czasem wyjść w nocy, 3 psy nasze, jeden sąsiad tylko obok. ale mus to mus 🙂 a potem pędem do domu