Czego użyć do kąpieli niemowlaka?

Będąc w ciąży dostawałam małpiego rozumu przy kompletowaniu wyprawki. To poniekąd zrozumiałe. Pierwsze dziecko, masa czasu na wynajdywanie różności, przeglądanie gazet, poradników, czytanie for i blogów. Instynkt i intuicja jeszcze niewiele podpowiadały, a zapewnienia koleżanek, że coś okaże się bezużyteczne jakoś do mnie nie docierały.
I właśnie na takim ogłupieniu ciążowym bazują producenci wszystkiego co związane z branżą dziecięcą. Nie ma się co dziwić i mieć im tego za złe, taki jest biznes.
Ale powracając do mojego ogłupienia. Jedną z zakładek w liście wyprawkowej stanowiły kosmetyki do pielęgnacji Mateuszka. Począwszy od gazików, patyczków, przez kremy na codzień, na deszcz i niepogodę, te z filtrem UV na lato, aż po całą batalię przeznaczoną do kąpieli.
I nie rozchodzi się wcale o to, że miałam w planach zakup mydełka, żelu do mycia, szamponu z osobna, bo od początku postawiłam sobie za cel kupno czegoś 2w1 do kąpieli dla Mateuszka.
Nie chodzi o mnogość produktów, a o ogromną ilość firm oferujących kosmetyki dla maluchów. Jest tego tyle, że zwariować można. I oczopląsu dostać.

Przyszła mama staje przed półką sklepową i zaczyna wybierać. Ogląda opakowanie, być może czyta składy, wącha zawartość, sprawdza czy może użyć produktu od pierwszych dni swojego dziecka.
Gdy już znajdzie to co jej zdaniem najlepiej pasuje, wkłada do koszyka, podchodzi do kasy i płaci.
Gdyby historia kończyła się w tym miejscu byłoby super. Ale z reguły ma ona swój ciąg dalszy. A to po powrocie do domu przyszła mama sprawdza (zakładam, że wcześniej jednak tego nie uczyniła) co sądzą w internecie na temat kosmetyku inne mamy. I o zgrozo, okazuje się, że skład jest fatalny.
Albo inna sytuacja- w rozmowie z przyjaciółką wychodzi, że jej dziecko dostało uczulenia po kosmetyku tej firmy. W skrzynce pocztowej znajduje bon zniżkowy na zakup kosmetyków do pielęgnacji firmy Y (swoją drogą czyż to nie zrządzenie losu?). Pojawiają się myśli, że może kupić coś jeszcze, na zapas, żeby mieć alternatywę. Koleżanka blogowa zachwala, że cudnie pachnie (ja się na to sama łapię najczęściej).Itd. Kołowrotek się kręci. Poczucie, że czegoś brakuje w wyprawce rośnie proporcjonalnie do pieniędzy, które uciekają z konta.
Jak w tym wszystkim nie zwariować i znaleźć złoty środek? 
Przyznaję, że nie wiem. Serio. Sama jestem typem konsumenta idealnego, który nabiera się na wszystkie sztuczki marketingowe. Na szczęście jak już coś wypróbuję i się przekonam to jestem wierna danej rzeczy. Jak się zrażę to potem niestety ciężko mi się przekonać.
Pod koniec ciąży sama zaczęłam rozglądać się za kosmetykami dla Mateuszka. Na jednym z blogów trafiłam na kosmetyki marki Sanoflore. Wystarczyło jedno zdanie nt. obłędnego porzeczkowego zapachu, a ja pobiegłam (na tyle szybko na ile pozwalał mi mój ówczesny stan) do sklepu i kupiłam żel do mycia. Przyznaję, żel bardzo przypadł mi do gustu i kupiłam go jeszcze ze dwa razy, jednak po pierwszym zakupie zorientowałam się, że…. przeznaczony jest dla dzieci od 1 miesiąca życia. Zonk!
Posłuchałam, więc będąc w aptece farmaceutki i nabyłam żel do mycia Mustella. Znów uwiódł mnie zapach. Nie tylko mnie, ale i mojego męża. To właśnie ten zapach kojarzy mi się z pierwszymi tygodniami po narodzinach Mateuszka. Z pierwszymi kąpielami. Uwielbiam go. Zapach. Żel już mniej, bo jakiś czas później wyczytałam, że skład to ma on nie najlepszy. Klapa!
Sugerując się opinią na temat składu zakupiłam Babydream. Ale nie podszedł mi. Śmierdział. A potem w paczce od Oli dostałam żel do mycia i włosów Pat&Rub. Widziałam je już wcześniej, jednak jeszcze w ciąży zraziłam się do balsamu dla mam tej firmy o czym pisałam zresztą na blogu. Strasznie nie podobał mi się jego zapach, do tego stopnia, że z góry skreśliłam całą markę. Do tego stopnia, że dopiero przy końcu opakowania żelu stwierdziłam, że nie jest on zły. Jednak nie przekonał mnie na tyle, by dokonać świadomego zakupu.
Aż tu, pewnej słonecznej soboty na spotkaniu Klubu Mam Ekspertek została mi wręczona torba z kosmetykami Pat&Rub z serii Sweet.
Zajrzałam do środka, patrzę oliwka. O rany! Tylko nie oliwka, przecież my nie używamy. Jednak w drodze do domu, w pociągu przeglądnęłam zawartość torby raz jeszcze. Poczytałam informacje o składnikach, zaczęłam wąchać (to taki mój fetysz) i stwierdziłam- dobra, tym razem postaram się nie skreślać produktu ze względu na dawne uprzedzenia.
Minął ponad tydzień. Do każdej kąpieli dodaję 2 dawki oliwki. Łokcie Matiego zrobiły się gładkie (wcześniej od czasu do czasu były trochę szorstkie). Nie muszę używać balsamu po kąpieli. Oliwka nie ma zapachu, więc jest dobrze. Choć tak naprawdę oliwka to po prostu mieszanina olejów.
Ok, przekonuje mnie to. Choć do ciała używać nie będę. Bo nie lubię tego tłustego efektu.
Duży plus oliwki to butelka z dozownikiem. Nic bardziej irytującego niż oliwka spływająca po butelce, przez co etykieta robi się mało estetyczna, a pod butelką tworzy się tłusta plama.
Czy kupię w przyszłości? Nie wiem. Tzn. jeśli będę rozważać kupno oliwki to pewnie w pierwszej kolejności sięgnę po Pat&Rub.
Żel pod prysznic i do włosów podobnie jak oliwka, nie posiada jakiegoś specjalnego zapachu. O ile w przypadku oliwki uważam to za plus, tak w przypadku żelu już niekoniecznie. A to dlatego, że ja lubię gdy dziecko pachnie tak po dziecinnemu. Z czasów mojego dzieciństwa kojarzy mi się zapach zasypki do pupy. Kojarzycie go? No właśnie. Teraz dzieci już nie pachną jak dawniej…
O ten brak zapachu, a właściwie jego małą intensywność mam żal, zwłaszcza dlatego, że nazwa serii to „Sweet”. Dlaczego, więc nie jest słodko?
Oczywiście, jak w przypadku pozostałych kosmetyków Pat&Rub skład jest bardzo dobry (choć ja tam ekspertem żadnym nie jestem, ale jak nie widzę Pegów i tych innych to jest chyba dobrze).
Butelka. Jest fajna, różni się od wszystkich dostępnych na rynku. Etykietka z rysunkami dzieciaków (na wszystkich z serii się one pojawiają) ma w sobie coś co przyciąga wzrok. Jest jednak jedno małe ale. Wg mnie nie nadaje się do użytku przy maluszkach takich, które kąpiemy na leżąco. Potwierdzić to może mój mąż, który kąpie Matiego na codzień. Pierwszą butelkę żelu przelaliśmy do takiej z dozownikiem, bo ciężko mu było zaaplikować żel na rękę, gdy drugą podtrzymywał synka pod pleckami.
Teraz to już nie problem, bo Mati siedzi w wanience, a my ręce mamy wolne.
Żel za to świetnie działa na włoski Mateusza. Po myciu są mięciutkie, ładnie się błyszczą. Oczywiście żel nie podrażnia, ale my nie mamy z tym większych problemów.
Powoli przekonuję się do serii, która niezaprzeczalnie ma swoje plusy patrząc na naturalne składniki, z których zostały wykonane kosmetyki. Jeszcze tylko muszę pokonać swoje zaparcie jeśli chodzi o ulubiony zapach.
No chyba, że Wy możecie polecić mi coś, co pachnie jak dzidziuś i składem nie odstrasza? 🙂

Zobacz także

takatycia

  • Anonymous

    Moja Podopieczna od 1 dni życia używa emolium. Ze względu na AZS. Poprzednia (już przedszkolak) używała Johnson & Johnson i nic się nie działo 😉 Mnie samej najbardziej odpowiadaja kosmetyki Yves Rocher (używam do kąpieli tych pachnideł np. z malinkami, na co dzień żel pod prysznic z olejkiem arganowym – sprawdza się). Niedawno odkryłam „pachnące” kosmetyki Biały Jeleń. Niestety, bardzo ciężko dostępne ot tak w sklepach, dlatego zamawiałam przez internet i całkiem niezłe są :] (seria dla pań i panów i nawet szampony mają 🙂 ).
    Pozdrawiam,
    http://www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    • Znam tą serię. I o ile z białego jelenia uwielbiam płyn do płukania za zapach właśnie ( choć w konkury z nim stanął ten z chicco) to mam też płyn do kąpieli z kozim mlekiem i jezusiuuuuu ale mi skórę potwornie wysusza 🙁

  • Fajny post, przeczytałam z zaciekawieniem 🙂
    Faktycznie półki w sklepach aż uginają się od ciężaru kosmetyków, wybór jest nie lada wyzwaniem. Sama nie wiem co kupię kiedyś na pierwsze dni, ale pewnie będzie to metoda prób i błędów. Inaczej chyba się nie da bo nigdy nie wiadomo jak nasze dziecko zareaguje na dany kosmetyk/skład.

    Pozdrawiam.

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

  • Ja bardzo lubię kosmetyki dla dzieci Pat&Rub i używam ich już od kilku miesięcy. Sama często podkradam Ali tą oliwkę:)

  • Podobne dylematy miałam będąc w ciąży 🙂 Obkupiłam się w Emolium na pierwsze kąpiele, a z czasem zaczęłam wprowadzać Nivea Baby. Właśnie zapach Nivea bardzo kojarzy mi się z zapachem mojego synka i zaraz po kąpieli obwąchuję go całego w łóżeczku przy usypianiu 🙂 Próbowałam też J&J, ale jakoś mnie nie przekonały…

  • Mój mąż kąpie chłopaków w put&rub i pozytywnie ocenia, a też podchodziłam sceptycznie do oliwki.
    Poza tym lubimy kosmetyki do kąpieli Nivea. Zapach bobasowy 🙂

  • Próbowałam babydream i mam tę samą opinię co Ty, nawet nie zużyłam do końca opakowania, bo już nie mogłam znieść tego zapachu.
    Używamy cały czas Nivea. Ogólnie nie lubię ich kosmetyków, ale płyn do kąpieli dla dzieci jest bardzo przyjemny i jeszcze mi się nie znudził. Problemów ze skórą nie mamy, więc u nas tylko płyn i szampon do wieczornej pielęgnacji. Po kąpieli wącham ciągle wącham włoski 🙂

  • My od urodzenia używamy emolium:) Emolium Kremowy żel do mycia i Emolium Balsam do ciała:) Dla mnie od początku są numerem jeden. Cena może nie jest bardzo niska, ale myślę, że jest warte swojej ceny. Poza tym duże opakowania posiadają dozownik, a dla mnie bez tego ani rusz:)

  • ja też miałam wielką głowę od tych wszystkich kosmetyków na półkach i jeszcze jak słyszałam od znajomej jednej czy drugiej, że to uczula, a to jest takie czy inne:))) a my oliwkę dodajemy do kąpieli, bo B. nie daje już się smarować:) taki etap, że kąpiel mu się podoba, ale zabiegi po kąpieli już nie:)

  • u nas nivea zarówno dla jednej jak i drugiej.
    lubię ten zapach.

  • Do roku używałam kosmetyków z serii Oilatum, teraz biały jeleń i nivea. Mój dermatolog mawia, że skóra małego dziecka nie powinna być częściej nawilżana kosmetykami niż raz w tygodniu. Hasło im mniej tym lepiej, sprawdza się u nas doskonale.

  • My używaliśmy OILATUM – nie żałowałam. Na początku skórkę Maluszka i tak trzeba nawilżać, a ja już dodatkowo po zastosowaniu tej emulsji nie musiałam wsmarowywać balsamów. Oilatum przy Mikołaju było z nami dłuugo bo miał AZS.. Filipiak kąpał się z emulją około pół roku. Później przeszliśmy na ziajkę. Kocham te kosmetyki , są tanie, pięknie pachną i świetnie nawilżają.

  • My od samego początku używaliśmy Oilatum soft. Tylko emulsji do mycia żadnych kremów, oliwek itd. Kiedy mały miał 5 miesięcy kupiliśmy szampon z tej samej serii. Od kiedy Gutek skończył rok przenieśliśmy kąpiel pod prysznic i automatycznie przerzuciliśmy się na Mixę – żel do mycia ciała i włosków. Jesteśmy zadowoleni.

  • Ja od dłuższego czasu używam do kąpieli mojego synka Ziajki emulsji takiej jak Emolium. Nie używam nic innego, nic szczególnego do włosków Jurka. Nie jest on też niczym smarowany po kąpieli. Czasami dupkę smaruję czymś na odparzenia, jak jest potrzeba. Cena Ziajki jest prawie trzy razy tańsza i świetnie natłuszcza skórę małego.

  • a ja zachęcona Sroczymi opiniami używam oliwki, szamponu i żelu do kąpieli Babydream (no żel rzeczywiście ma dziwny zapach …). Oliwki używałam dotąd dolewając do kąpieli, co powodowało, że skóra Klarki była ładnie nawilżona bez wcierani czegokolwiek, dotąd, bo odkąd za nic nie mogę doczyścić wanienki z lepkiego czegoś pozostajacego na ściankach po kapieli zarzuciłam ten zwyczaj. Czy któraś z Was miała może podobny problem – czym zmywać to paskudztwo i z czego to się własciwie bierze ???

    agata, mama Klarki

    • Na tłuszcz kiedyś polecano benzynę ekstrakcyjną, ale nie wiem jak zachowa się wanna po potraktowaniu tym specyfikiem. Ja bym użyła płynu do naczyń i szorowała gąbką. No i bardzo gorąca woda do tego.

    • Też mam ten problem. Po prostu muszę pamiętać, żeby szybko umyć wanienkę po kąpieli. Najlepiej ciepłą wodą z dodatkiem mydła, lub czegoś innego co się dobrze pieni. Do wanny stosuję psikacze typu cilit do tłuszczu, bo czasem i ja sobie dolewam oliwki do kąpieli. Młody kąpie się w wanience, sporadycznie w wannie.

  • Też mam uraz do tradycyjnych oliwek, dlatego wolę emolienty. Tylko że są pierońsko drogie (jak się używa przy dużej wannie), więc po iluś opakowaniach odpuściłam i przeszłam na stare sprawdzone kosmetyki Nivełki. Skoro one jako nieliczne nie podrażniają mi skóry to i dziecko przeżyje.

  • My od samego początku wierni Pat&Rub i bardzo je lubimy 🙂

  • Hipp. Jak dla mnie numbero uno. 😉

  • u nas Emolium spisywał się doskonale zwłaszcza szampon do gęstych czuprynek dzieciaków :-))

  • MY używaliśmy przez długi czas Musteli – była dla nas idealna pod każdym względem… polecam także – krem zimowy – jest rewelacyjny…z czasem znajoma mama poleciła mi płyn Bambi(polena) i teraz używamy go do do mycia rąk i wlewamy także do kąpieli… do mycia ciałka i głowy zwykle zaś Nivea…jeśli chodzi o Pat&Rub – szampon nam się sprawdza – zaś z oliwką – jak dla mnie ona nie jest bezzapachowa – ja wyczuwam niezbyt przyjemny zapach – więc raczej nie stosujemy jej bezpośrednio – tylko właśnie do kąpieli…