Gdy dziecko nie chce rysować?

Gdy Mati był malutki miałam różne wizje późniejszego macierzyństwa. Ta najczęściej przewijająca się dotyczyła naszych zabaw i czasu wspólnie spędzanego. Przed oczami stawały mi obrazki, w których leżę w łóżku z synkiem, czytając mu przed snem bajeczki, wspólne zbieranie liści i kasztanów, by w długie popołudnia budować z nich ludziki. Nasze wyobrażenia, a rzeczywistość jak to zwykle bywa nie zawsze idą w parze. Wizja Mateuszka siedzącego przy stoliku, grzecznie rysującego nie pokryła się z tym co lubi robić w realnym życiu.

Nie jestem zwolennikiem przymuszania dziecka do robienia czegoś konkretnego, jeśli nie ma na to ochoty. Dlatego przez długie miesiące obserwowałam brak zainteresowania sztukami plastycznymi, pomimo przeróżnych zachęceń z mojej strony. Nie naciskałam, choć po rozmowach z logopedą doskonale wiedziałam, że ćwiczenie motoryki małej, a temu najlepiej służy rysowanie i malowanie, bardzo dobrze wpływa na prawidłowy rozwój mowy.

Mogłam robić cuda, a zainteresowanie plastyką przyszło samo, z dnia na dzień. Jeszcze miesiąc temu, rysując pisakami kamyki na chorwackiej plaży, użalałam się, że nie ma sposobu, który przekonałby mojego syna. Aspiracji na artystę za grosz. Tymczasem teraz na widok farb i pisaków aż się trzęsie. Nie wiem czy ten tam wysoko na górze, zlitował się nad moimi staraniami czy najzwyczajniej w świecie Mati osiągnął pewną dojrzałość. Dorósł do etapu, przyszedł jego czas. A wraz z nim pojawiły się pełne zdania, powtarzanie wierszyków i piosenek oraz ciekawość w postaci świata pt. „a co to jest?”.

Złotych rad ani wspaniałych odpowiedzi na to co robić, gdy dziecko nie chce rysować Wam nie dam (mimo, że tytuł posta może Wam takie przesłanie zasugerować). Mogę z własnego doświadczenia podpowiedzieć, że trzeba czekać. Nie wiem jak długo. U jednego dziecka do 2 roku życia, u innego dłużej. Na pewno jeśli nas coś bardzo niepokoi konsultować. Ale chyba jednak bez wielkiej napinki dać sobie i dziecku czas. Jak to mówią „wszystko przychodzi z czasem”.

A jeśli bardzo chcecie, aby maluch powoli odkrywał w sobie talenta artystyczne to podpowiem co zaobserwowałam u nas. Na bok wszelkie kredki bambino i drewniane. Paluszki mojego synka nie mogły dać sobie rady z naciskiem kredki. Brak efektu na kartce zniechęca. Na początek doskonała okazała się kreda i rysowanie po tablicy. Z racji, że w sypialni mamy powieszoną taką małą, to rysunki przeniosły się na ścianę. Dla mnie nie było to problemem, bo ściana pomalowana farbą zmywalną, a kredę nie jest ciężko usunąć wilgotną szmatką. Maział sobie do woli.

Potem przyszedł czas na farbki plakatowe. Musiały być jednak w pojemniczkach, które sam odkręcał. Sam też oczywiście pędzlem nabierał farbę (często w ilościach przekraczających potrzeby) i nanosił na kartkę. Musiałam gdzieś pożegnać wizję kolorowych maziaków i słoiczków pełnych tęczowych plakatówek. Wszystko przybrało bury odcień, po tym jak Mati pędzel po czarnej farbie ładował do wszystkich pozostałych.Z radością zbierałam te jego pierwsze rysunki, przypinałam na balkonie do suszarki na pranie, by dobrze wyschły, w między czasie domywając po raz „enty” rączki  (ulubioną zabawą wieńczącą malowanie zawsze jest odciskanie rączek w nadwyżkach farby).

Aż doczekałam się etapu na pisaki. I kolorowanki. Najpierw te duże, gdzie postać zajmowała całą kartkę. Aż po te mniejsze, które specjalnie drukuję z internetu, gdy Mati chce kolorować samolot czy traktorka Toma. Kartka nie jest zabazgrana w cały świat. Mimo, że na trzymanie się konturów ma jeszcze sporo czasu, to widać, że pojawiła się już wizja kolorowania i nawet odpowiedni dobór kolorów.

Co raz częściej też wystarczy czysta kartka, na której pojawiają sie pierwsze głowonogi obrazujące członków naszej rodziny. I ulubiony motyw „sini”, której to dziadkowie są mistrzami w rysowaniu 😉

Cieszą te wszystkie etapy niesamowicie. Przynoszą coś nowego i nagle dociera do mnie, że przecież jeszcze wczoraj nie potrafił, a dziś już tak. I taki dorosły mi się wtedy wydaje. Jakby ktoś mi dziecko podmienił 🙂

DSC_0551 DSC_0564 DSC_0568 DSC_0572 DSC_0576 collageDSC_0580 DSC_0586 DSC_0594 DSC_0600 DSC_0610 DSC_0626 DSC_0627 DSC_0643 DSC_0670

Zobacz także

takatycia

  • 🙂 macie etap głowonogów? Super! U nas to ciągle czas zamalowywania jednym kolorem. Najlepiej czarnym, coby nic nie było widać 🙂 Ciekawiej nam idzie lepienie z plasteliny 🙂