Niesprawiedliwa pasja dawania radości dzieciom

Rozmawiałam dziś z tatą. Moim tatą, a dziadkiem Mateusza. Jako, że Mati aktualnie przeżywa fascynację pociągami, nie ma szans, by koło któregoś przeszedł obojętnie.
Tak się składa, że w hipermarkecie niedaleko naszego domu, na pasażu stoi ciuchcia. Wiecie, jedno z tych urządzeń, do którego wrzucamy 2 zeta i możemy mieć jakieś 3 minuty spokoju.
Dziadek, jak to dziadek obiecał wnuczkowi, że pójdą na prutkę (ciuchcię). Młody w podskokach biegł do marketu, wiedząc dobrze, że na jednej turze się nie skończy. Dziadek przepuścił 11 kolejek, czyli ponad 2 dyszki za jakieś 25 minut zabawy.
CZ_houpadla_pro_deti_2
To całkiem sporo zważywszy na rodzaj atrakcji. Nie będę tu jednak roztrząsać, bo dzieciakom się to najwyraźniej podoba. Przez te 11 kolejek w pobliżu ciuchci pojawiło się sporo dzieci. Jedne jeździły z Matim, inne zmieniały go na chwilę. Zresztą, co tu dużo tłumaczyć, sami pewnie nie jeden raz ulegliście i skorzystaliście z tego typu atrakcji lub byliście świadkiem jak ulegli inni rodzice. Jak ktoś ma kasę i mu nie żal, to w czym problem?

Na tym w sumie mogłabym zakończyć swój wywód, ale naszła mnie myśl pewna. Że przecież nie każdego stać, by fundować tego typu atrakcje swojemu maluchowi, a przecież zakupy jednak częściej lub rzadziej, ale jednak się robi. Ok, ok można dziecka nie brać ze sobą do sklepu, można wybierać inne miejsca, ale co w sytuacji gdy wyboru takiego nie ma, a maluch zobaczył już jeżdżącego jeepa/ ciuchcię/ teletubisia lub cokolwiek innego? I co gorsza chce i wytłumaczyć sobie nie daje, że czasu brak, że pieniążków w portfelu też?
Można próbować omijać szerokim łukiem (choć to bywa coraz cięższe, zważywszy, że zabawek mam wrażenie co jakiś czas przybywa), można próbować wyperswadować pomysł z głowy, można uciec z płaczącym dzieckiem na rękach. No właśnie, płaczącym.. Przykro się robi, prawda? Bo co to dziecko winno, że rodzica nie stać? Ono przecież nie rozumie tego, że tym cholernym światem pieniądz rządzi? Nie ma problemu, gdy akurat jakieś dziecko jedzie i uda się po prostu „dosiąść na gapę”. Wierzę, że nikt z Was nie miałby nic przeciwko. No, ale nie zawsze się da. A dziecko to dziecko i jego dzieciństwo rządzi się swoimi prawami. Wiem, że być może trochę teraz wyolbrzymiam, bo pewnie jak maluch nie poznatego typu atrakcji to później łatwiej mu przejść obok nich obojętnie, ale.. No właśnie, mam tu pewne „ale”.
Uważam, że tego typu atrakcje powinny być darmowe dla wszystkich maluchów. Jeśli już hipermarket wydzierżawia od firm zabawki, to nie powinien na tym zarabiać. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o to, że dzieciom się wszystko należy, a firmy mają być instytucjami charytatywnymi, , ale po prostu przykro mi i żal mi się robi, gdy pomyślę, że jakiś maluszek będzie płakał z takiego powodu. To po prostu niesprawiedliwe.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że świat właśnie taki jest. Niesprawiedliwy. Że tysiące, setki tysięcy lub nawet miliony dzieci żyją w biedzie i nędzy. Nigdy nie pobawią się wypasionymi klockami, nie będą mieć ich na własność. Nie będą grać na najnowszej na rynku grze i chodzić w markowych ubraniach. Bo dla rodziców ważniejsze będzie wyżywienie dziecka, a i często na to brak środków. Doskonale to rozumiem.
Dlatego tym bardziej gotuje się we mnie, bo przecież to taka pierdoła. Kawałek zabawki dającej radość przez kilka minut. Ale może dla takiego malucha te kilka minut będzie znaczyło bardzo dużo? A dla sklepu, owszem byłby to koszt, ale może dałoby się go jakoś wkalkulować?
Dlatego tak sobie myślę, że albo niech zabiorą te zabawki w cholerę, albo niech zrobią je zupełnie darmowe. Wliczą w koszty, w amortyzację, w cokolwiek. Niech doliczą po 10 groszy do każdego jednego paragonu. Na pewno jakiś sposób by się znalazł, który zadowoliłby każdą ze stron…
Tylko trzeba chcieć, prawda?
Tymczasem żyjemy w czasach, gdzie liczy się pieniądz, a nie czyjeś uczucia. Co to kogo obchodzi, że dziecko będzie smutne? Najważniejsze, żeby podnieść atrakcyjność miejsca. Zainstalować pociąg, karuzelę czy cokolwiek innego i zachęcić maluchy. Kogo stać, zapłaci. A tych co nie stać?
Wygrzebałam w sieci jedną stronę zajmującą się dystrybucją tego typu atrakcji. Motto jakie przyświeca firmie to pasja dawania radości dzieciom. Piękne.
Tylko czy aby na pewno wszystkim dzieciom?
 Ps. Wybaczcie mój niespójny przekaz. Wyjątkowo nie umiem zebrać słów w całość, by do końca oddać to co czuję w temacie.

takatycia

Dodaj komentarz

10 komentarzy do "Niesprawiedliwa pasja dawania radości dzieciom"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Danusia
Gość

Domyślam się że takie atrakcje są w galeriach handlowych? Więc jak kogoś stać aby robić zakupy w galerii handlowej to i stać aby zapłacić za przejażdżkę taką kolejką.

Anonymous
Gość

Zakupy w galerii handlowej robi niestey/stety prawie każdy z nas.Bo często hipermarkety(a tu najczęściej robi się zakupy,no może oprócz dyskontów:P)są właśnie w galeriach handlowych.Tak jak napisała Żaneta,nie sposób ich czasem ominąć.I popieram jej pomysł całym sercem.Nie raz i nie dwa jakieś dziecko żałośnie płakało z tegoż powodu,a nie każdy (rodzic!)pozwala na to,aby obce dziecko „dosiadło” się kiedy jego właśnie korzysta z zabawki..smutne..a nieraz dziecku się nie przetłumaczy(zwłaszcza młodszemu)Żanetko jeszcze raz popieram pomysł!

monia
Gość

Anonimowy ma rację.Ja codziennie prawie chodzę do małej galerii w której jest Biedronka,więc nie wiem czy to luksus.Są tego typu zabawki ale najczęściej da się wytłumaczyć synkowi że nie teraz.Funduję mu przejażdzkę w innej galerii ciuchcią,gdzie jesteśmy sporadycznie.

uanset
Gość
Zgadzam się z Tobą w100 %, wczoraj byłam na zakupach z moim 27-miesięcznym dzieckiem w centrum handlowym. Wszędzie tam pełno takich „atrakcji”. Wzięłam wózek/auto za 5zł, wrzuciłam do złej dziurki drugie 5zł i jeszcze kaucja (zwrotna) 5 złotych (w sumie poszło na to 10zł). Jerzyk wytrzymał w aucie spokojnie ok 15 minut . Potem wózek służył do trzymania siatek/kurtek (szkoda że nie ma u nasz szatni, ale znając życie byłaby płatna). Byłam bardzo zmęczona po tych zakupach. Dziecko przebodźcowane lampkami, dźwiękami z każdego innego samochodziku i pojazdu było „nakręcone” na maxa i niespokojne. Dla mnie też mogłyby takie zabawki w… Czytaj więcej »
bernadetta bolek
Gość

Niestety ale to właściciel.ciuchci placi galerii za wynajem tych kilku metrów pod maszyną i ona ma na to miejsce zarobić więc za darmo nie będzie. U nas też stoi taka sama dzieci na nią jeszcze nie wolaly. Starszy jak miał dwa trzy lata to tlumaczyłam ze nie zawsze jest pieniążek na zabawki czy słodycze ( zawsze chciał kupić pół sklepu) i jakoś z czasem dotarło. Młodszy we wszystkim go naśladuje. Jak starszy nie chce przejażdżki to młodszy nie zerknie na taką atrakcje.

Natalyjka D
Gość

Moja cóercia uwielbia także takie pojazdy ale wchodzi do nich tzw. na sucho-bez jeżdżenia samą frajse sprawia jej tpo,że w nich siedzi -także ja ze spokojem moge przejść koło każdej bo wiem ,że tylko chce w takim pojeździe posiedzieć:)

Oholala
Gość
Mój Henio uwielbia takie ciuchcie. Czasem w niedzielne popołudnie jedziemy specjalnie z tej naszej wioski 30 km do najbliższego centrum handlowego, właśnie po to, by pojeździł na ciuchci, a potem idziemy na obowiązkowe frytki i lody. Stać nas na to, dlatego nigdy się nie zastanawiałam, że to potrafi pochłonąć jednorazowo kilkadziesiąt złoty, ale teraz gdy przeczytałam Twoje rozważania, to widzę w pamięci rodziców, którzy ciągną swoje dzieci obok takiej ciuchci, tak szybko jak tylko się da. Czasem sobie myślała, że przecież to tylko 2 zł, więc czemu oni żałują dzieciakom, ale faktycznie musze poddać refleksji ten swój osąd, bo może… Czytaj więcej »
Anonymous
Gość

u mnie w galerii jest pociąg… pociąg ma maszynistę i jeździ po kilka godzin dziennie po galerii za friko… tzn. rodzice nie płacą, pan jest na etacie w galerii… miasto Słupsk, galeria przy ul Tuwima

Dorota Starczewska
Gość

Piszę sentymentalny komentarz do tego posta, bo pewnie jest ostatni… Dziękuję za tego bloga! Pomógł mi w znalezieniu odpowiedzi na wiele pytań. Zaczęłam czytanie jak jeszcze byłam w ciąży i zaglądam regularnie od tego czasu zarówno podglądając co u Was, jak i szukając rozwiązań problemów. Dziś mój synek Franek ma 14 miesięcy. Znając Twoje pomysły Nowe które przyjdzie też będzie super! Powodzenia i do zobaczenia za kilka dni!

joo
Gość
Tak, najlepiej zakazać sklepom pokazywać zabawki, bo przecież dziecko zobaczy i będzie płakać, kiedy rodzic nie kupi, najlepiej zakazać umieszczania cokolwiek, a przecież można postarać się dziecku jakoś wyjaśnić, że ta zabawa jest droga. Przecież nie można dawać dziecku wszystko, to co sobie zachce, bo to nie jest wychowawcze. Dziecko potrafi być małym terrorystą, jeśli mu rodzic na to pozwoli. Widziałam różne sytuacje, kiedy dziecko przy kasie pokazywało jak wygląda atak histerii, kiedy mama mu nie kupiła zabawki, ale widziałam też, kiedy dziecko nawet nie mrugnęło okiem, że niestety rodzic nie kupi mu wymarzonej zabawki. Można nauczyć? Można. Nie ma… Czytaj więcej »