Wychowam Ci dziecko. Lepiej od Ciebie.
Byłam w sobotę na pewnych warsztatach. Postaram się Wam, wkrótce o nich opowiedzieć. A przynajmniej o części z nich. Tej części, gdzie było miło i sympatycznie.
Była też część, w której nt modelowego żywienia niemowląt i małych dzieci, wypowiadał się pediatra. Często podchodzę emocjonalnie i przyznaję, że tym razem też tak podeszłam, bo lekarz definitywnie zalecał coś, z czym osobiście się nie zgadzałam.
Był taki moment, że miałam ochotę wstać i wyjść, bo przez głowę mi przeleciała myśl, jak ktoś kto nie zna mnie, ani mojego dziecka może dawać mi (nie personalnie, ale jakby pośrednio) rady jak mam żywić mojego malucha. I jak go wychowywać, bo temat zszedł także i na aspekty dziecięcego egoizmu kontra egoizm matki.
Jednak, jak już było po warsztatach, a ja przespacerowałam się po Warszawie ze swoimi myślami, a potem przespałam z nimi w łóżku hotelowym, to rano odkryłam, największą oczywistość. Na siłę próbujemy innym wpoić swoje zasady. Tak jest ze wszystkim. Przekrzykujemy się, próbując udowadniać swoje racje. Wskazujemy na autorytet, własne doświadczenie, lata praktyki, zawód.
„Mam dwoje, troje dzieci to wiem lepiej.” ” Kształciłem się xxx lat, więc to ja mam rację.”
Ja wiem, że lekarz, że de facto autorytet. Ale co, jeśli jego słowa do mnie nie przemawiają? Nie pokrywają się z tym, co podpowiada mi moja intuicja?
„Mam dwoje, troje dzieci to wiem lepiej.” ” Kształciłem się xxx lat, więc to ja mam rację.”
Ja wiem, że lekarz, że de facto autorytet. Ale co, jeśli jego słowa do mnie nie przemawiają? Nie pokrywają się z tym, co podpowiada mi moja intuicja?
My matki szczególnie posiadłyśmy ten dar. Roztrząsania, wyciągania na wierzch argumentów i kontrargumentów. Specjalnie piszę w liczbie mnogiej i wciągam swoją osobę w to zestawienie, bo i ja nie jestem bez winy. Z racji posiadania prawie 19-miesięcznego dziecka, śmiem uważać się za bardziej doświadczoną od koleżanki, która właśnie została mamą.
Piszę bloga, na którym pokazuję Wam co jada moje dziecko. W co się bawimy każdego dnia. Że nosi sandały bez palców i spodenki za kolanka. Że śpimy w jednym łóżku, co daje nam poczucie bliskości, że boję się zaszczepić na cholerne MMR. Każdym postem pokazuje nasze życie oraz mój model wychowywania. Przyjęty przeze mnie. Najlepszy dla nas. Oczywiście wg mnie. Ale nie oznacza to, że Ty lub Twoja koleżanka, musicie postępować tak samo.
Ba! Byłoby nienormalne gdybyście tak robili. Gdyby każdy był jednakowy, nie byłoby książek, blogów, forów internetowych. Bo nikt nie miałby dylematów jak postąpić i nie szukał na swoje pytania odpowiedzi. Nie lubiłby pooglądać zatrzymanych w kadrze, momentów z życia innych osób.
Ale czy to oznacza, że skoro to robimy to mamy prawo oceniać? Czy widząc na zdjęciu dziecięcą buzię umorusaną czekoladką, możemy stwierdzić, że matka nie dba o dietę swojej pociechy? Może na co dzień jada zdrowo, a czekoladka była słodkością przywiezioną przez tatę, który wrócił z kilkumiesięcznej delegacji, wraz z nowym domkiem dla lalek.
Czy widząc te nieszczęsne, małe pazurki pomalowane lakierem musimy od razu się oburzać? Widzimy kawałek zdjęcia, nie wiedząc jak wyglądało życie obok, podczas jego robienia. Dorabiamy ideologię, oceniamy, zwracamy uwagę.
A przechodzimy obojętnie koło czyjegoś nieszczęścia, koło wyrządzanej krzywdy. Nie reagujemy. Wtedy kiedy trzeba, to nie.
Zwykle, gdy pojawia się dyskusja staję po którejś ze stron. Normalne. Jak każdy mam prawo do swojego zdania. Mam prawo je wyrazić. Podobnie jak Ty. I Ty tam za monitorem także. Oczywiście z kulturą, tak by nie urazić drugiej strony.
Tylko to jest wyrażenie swojej opinii, a nie próba jej narzucenia.
Podobnie zachowuję się na blogu. A przynajmniej staram się, wierzcie mi. Jeśli bywa inaczej, gwiazdorzę i tego nie widzę, błagam dajcie mi w komentarzu snickersa.
Nie wmawiam Wam, że macie postępować tak jak ja. Że wychowam Wasze dzieci za Was. Lepiej od Was. Pisząc post,wyrażam swoje zdanie w temacie i pokazuję to, jak JA postępuję. Pokazuję to co się sprawdza u mnie, ale wcale niekoniecznie spodoba się Wam. Jeśli stwierdzam, że postąpię tak, a nie inaczej to nie oznacza to, że jak w ogień musicie za mną zgadzać. Mało tego, ja sama z chęcią się Was często radzę. Bo wierzę, że nikt inny jak inna, doświadczona mama, nie poradzi mi lepiej.
I choć są tematy, w których mam ugruntowane opinie, to są też takie, do których moje podejście ewoluowało po przeczytaniu Waszych komentarzy. I o to właśnie chodzi. O konstruktywną krytykę, jeśli z czymś się nie zgadzam. Jeśli kontrargumentuję Wam w komentarzu (czyt. kontr-gwiazdorzę), to nie dlatego, że źle na nią reaguję, ale dlatego, że w mojej głowie wciąż trwa walka. Prześpię się z tematem i jest szansa, że zmienię zdanie. A może zmienisz je Ty?
To z jednej strony. Bo jest jeszcze coś. Jeśli nie podoba Ci się zachowanie drugiej mamy, nie wypominaj z naganą w głosie. Bo to, że szczepisz/nie malujesz paznokci/wkładasz rajstopki/rozszerzasz metodą BLW, a karmisz piersią nie oznacza, że postępujesz lepiej od mamy, która robi odwrotnie niż Ty. Moja racja nie jest „najmojsza”, podobnie jak Twoja nie jest „najtwojsza”. I właśnie to zrozumiałam w hotelowym łóżku. Wychowywanie dzieci zostawmy swoim rodzicom, w końcu to oni chcą dla nich jak najlepiej, a nie sąsiadka z naprzeciwka. I dajmy im postępować tak jak dyktuje im serce i rozum. Podyskutujmy, a nie atakujemy. Uwierzymy, a przynajmniej postarajmy się uwierzyć, ze każda mama nieba, by swojemu dziecku przychyliła. Inaczej by nas tu nie było.
Reagujmy natomiast rzeczywiście w sytuacjach, które tego wymagają. Nie przechodźmy obojętnie obok samotnego dziecka, bez ciepłego ubrania, zimą na przystanku. Koło tego zamkniętego w upalny dzien w samochodzie także.
Dodaj komentarz
19 komentarzy do "Wychowam Ci dziecko. Lepiej od Ciebie."
A wiesz, z tym egoizmem najbardziej ruszyła mnie odpowiedź pana doktora i jednej z Pań, która tam się wypowiadała. Definitywnie takie zimne metody chowu powodują, że mam ochotę uciec 🙁 Twoje pytanie rozumiem doskonale, bo sama nie jeden raz nad tym się zastanawiałam 😉
Żaneta, zgadzam się co do słowa, choć nie wiem, co dokładnie powiedział Pan doktor. Moja prawda jest najmojsza i OK, ale nie narzucajmy – nie potrzebujesz karnego snickersa. Jestem w Wami od początku, od brzuchola, więc wiem, co mówię 😉
Nie uwierzysz…ale doszłam dokładnie do tych samych wniosków:) Co nie zmienia faktu, że pierwsza część rozmowy z panem doktorem nadal wzbudza we mnie dosyć mocne uczucia:)
Przepraszam za kilka błędów, tablet nie jest moim najlepszym przyjacielem 😉
Amen!
Co powiedział pan doktor?
ja też, ja też, ja tez chcę wiedzieć! 🙂
pewnie to co klepią w TV – że od 4 miesiąca zupki, papki i kaszki to priorytet.
Żanetko zgadzam się!
Potrzebny był taki post. Zgadzam się z Tobą. Wkurza mnie ta nagonka na nas przez inne matki, które ciągle lepiej wiedzą.
To moje dziecko, robię jak ja uważam a nie jak inni. Po co ustawiać komuś życie na siłę?
Alleluja i kropka. Zgadzam sie ze wszystkim, chodz mam prawo do wlasnego zdania:)
Agnieszka mama Chrisa
Witam serdecznie, zapraszam do dodania swojego bloga do spisu blogow o ciazy i macierzynstwie 🙂
Spis znajduje sie tutaj:
http://spisblogowociazy.blogspot.co.uk/
Oj to domyślam się że Pan doktor musiał dać konkretny wykład. Jak dla mnie osobiście lekarze są od leczenia a nie od narzucania jak i co powinniśmy dawać i kiedy do jedzenia naszym dzieciom i jak je wychowywać. Dlatego dla mnie żadnym autorytetem nie jest.
A tym co napisałaś trafiłaś w sedno bo cóż my możemy wiedzieć o tym jak wychowują i żyją inni widząc tylko kilkuminutowe urywki z ich życia.
PS. Wiele z Twoich wątpliwości łączy się z moimi. I to dzięki Tobie np. bardziej zaczęłam zgłębiać temat szczepień, za co bardzo Ci dziękuję :-*