Pobyt z dzieckiem w szpitalu. Kto płaci za pobyt matki?

Jak to się mówi, „wszystko dobrze, kiedy jest zdrowie”. Natomiast kiedy zaczyna go brakować na jaw wychodzą różne, często niespodziewane okoliczności.

Pamiętam jak kilka tygodni po narodzinach Mateuszka spanikowani pojechaliśmy na nocny dyżur. W domu kaszlący dziadek, zakatarzona babcia i rozkładający się ojciec. Do tego Święta Bożego Narodzenia i ja, świeżo upieczona, zielona mama 6 tygodniowego noworodka. Nie do końca pewna stanu jego zdrowia, bo nie wiedziałam czy ma katar czy po prostu oddycha tak dziwnie sam z siebie.

Lekarka, która nas przyjęła, chyba nie do końca pewna słuszności swojej diagnozy, postanowiła nie ryzykować. Późny wieczór, do szpitala około 20km. Wystawiła skierowanie na oddział. Na miejscu horror, bo trzeba dziecku pobrać krew, a mimo największej delikatności siostry oddziałowej płacz niesie się po całym korytarzu. W tym wszystkim pada pytanie czy mogę zostać z dzieckiem. Bo przecież jestem jego mamą i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Bo przecież karmię go piersią i będzie mnie potrzebował. Bo przecież on jest taki malutki i MUSI ktoś przy nim być 24/24h.

Oddycham z ulgą słysząc, że tak oczywiście, zostanę z synkiem. Choć chyba nawet przez moment nie zakładałam, że mogłoby być inaczej. Słyszę jeszcze, że doba będzie kosztować mnie 15zł. Mąż ze zdziwieniem pyta, skąd ta opłata. Dowiadujemy się, że to indywidualna cena ustalona przez szpital. Mamy szczęście. Bo w cenie 15zł, mogę spać z dzieckiem na jednym łóżku. Inne mamy nie mają tak dobrze. Nie w tym konkretnym szpitalu, ale gdzieś indziej.

Dowiaduję się o tym jakiś czas później, gdy już uda mi się zapomnieć, że odbyliśmy tą szpitalną przygodę. Słowa, które padają z ust innych matek są jak wiadro zimnej wody. Jako matka nie masz żadnych praw. Pacjentem jest Twoje dziecko, a o tym czy możesz zostać z nim na oddziale decyduje personel szpitala. Także o tym w jakich warunkach przyjdzie Ci spędzić kilka dni.

Czytam o matkach, które za 20zł/ dobę dostają krzesło, na którym mogą „czuwać” przy swojej pociesze. O matkach, które muszą sobie organizować materac, by móc się zdrzemnąć przy łóżeczku dziecka. O matkach karmiących piersią kilkutygodniowe maleństwa zmuszone zostawić je w obcym miejscu, bo regulamin szpitala zabrania na pozostawanie w sali po godzinie 22. O kobietach po porodzie, które wychodzą do domu zostawiając w szpitalu kilkudniowe dzieci, bo nie ma dla nich miejsca.

Nawet jeśli płacą, to najczęściej właśnie za możliwość bycia z dzieckiem. Nie za miejsce do spania, nie za posiłek. Posiłek jest dla pacjenta, a skoro Twoje dziecko dostaje mleko (najlepiej Twoje) to o czym mowa? W cenę wliczona jest woda w kranie i w ubikacji. Może papier toaletowy. Tyle. Aż tyle.

Przecieram oczy ze zdumieniem. Miałam szczęście. Dostaliśmy w miarę wygodne łóżko w dwuosobowym pokoju. Mogłam skorzystać z toalety. Prysznica nie było, ale kto by wtedy myślał o relaksie w kąpieli. Jedzenie dowoził mi mąż. Ale mogłam być z dzieckiem. A to było dla mnie najważniejsze.

Wciąż jednak czytając tego wpisy na forach czuję wewnętrzny sprzeciw. Jak to? Czy nam, opiekunom prawnym naszych dzieci kompletnie nic się nie należy? Opiekujemy się przecież pacjentami, w pewnym sensie wyręczając personel szpitala. Karminy, przewijamy, czuwamy. Grzebię po internecie w poszukiwaniu jakiejś ustawy, rozporządzenia. Do cholery, przecież to nie może tak być?

  • Co się okazuje?

Narodowy Fundusz Zdrowia w ramach ubezpieczenia pokrywa  koszty świadczeń zdrowotnych udzielonych pacjentowi, czyli dziecku. Wyjątek stanowi jedynie przedłużona hospitalizacja matek karmiących piersią od 5 doby po porodzie. Oznacza to, że jeśli zajdzie konieczność pozostawienia dziecka w szpitalu ze względów zdrowotnych, prawem matki karmiącej jest obecność przy dziecku. Hospitalizacja ta jest opłacana przez NFZ w wysokości 102zł/ dobę. Całkiem bogata doba hotelowa. I nie ma tłumaczenia, że NIE MA miejsc. Nie mają prawa wypisać matki ze szpitala, zostawiając dziecka.

Sytuacja ta nie dotyczy niestety kobiet karmiących piersią, które trafiają do szpitala z dzieckiem już po wypisie poporodowym. Nie tylko zresztą kobiet karmiących piersią. Każdego jednego opiekuna.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia oraz Rzecznika Prawa Pacjenta, każdy pacjent ma prawo do dodatkowej opieki pielęgnacyjnej (art. 34 Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta*). Zgodnie z art. 35 tejże ustawy koszty tej opieki ponosi pacjent jeżeli realizacja tej opieki skutkuje kosztami poniesionymi przez zakład zdrowotny. Czyli jednym słowem, każdemu pacjentowi przysługuje w szpitalu opieka zdrowotna i ta jest finansowana przez NFZ, a poza tym ma prawo do opieki pielęgnacyjnej na swój koszt. Czyli jeśli matka zostaje z dzieckiem i przejmuje opiekę pielęgnacyjną jest ona na jej koszt. Za co płaci? Za koszty, które generuje dla szpitala, czyt. wodę, prąd, środki czystości.

Opłata jest ustalana indywidualnie przez każdą placówkę (uwzględniając rzeczywiste koszty realizacji praw), ale zgodnie z ustawą musi ona być podana do jawnej wiadomości i udostępniona na terenie placówki.

Podsumowując. Zgodnie z obowiązującym prawem każda położnica ma prawo do bezpłatnego pobytu na terenie szpitala ze swoim dzieckiem, ze względów zdrowotnych.

Natomiast każda matka lub opiekun ma prawo do przebywania z dzieckiem i sprawowania nad nim opieki w placówce. Pobierana jest jednak opłata ustalana indywidualnie przez placówkę. Nie jest niestety odgórnie ustalone co w ramach tej opłaty szpital ma zagwarantować matce.

Warto jednak o tym rozmawiać głośno i nie dać się zbyć. Mamy całkiem sporą ilość szpitali w Polsce, a większość z nas ma już doświadczenie w pobycie na oddziale za sobą. Podzielicie się swoją wiedzą z innymi mamami? Może wspólnie uda się stworzyć mapę/ zbiór placówek, w których poza poszanowaniem podstawowych praw pacjenta, szanuje się także uczucia rodziców?

Pomożecie mi wspólnie stworzyć taką listę?


Wystarczy, że wypełnicie ankietę stworzoną specjalnie przeze mnie na potrzeby tego wpisu. Ankieta jest króciutka, zupełnie anonimowa, a jej wypełnienie zajmie Wam dosłownie kilka minut. Bardzo proszę też o podzielenie się linkiem ze swoimi znajomymi. Im więcej odpowiedzi, tym szerszy zasięg będzie mieć wygenerowana mapka.


 

Jak tylko zbiorę te informacje stworzę coś na zasadzie mapki i zamieszczę na blogu.

 

*Ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta

Zobacz także

takatycia

  • Daria

    Ja tą ankietę musiałabym wypełniać 4 razy bo 4 różne szpitalne doświadczenia mam. Postaram się jutro nie zapomnieć 🙂

  • monia

    Gdy Iwo miał zapalenie oskrzeli,mogłam z nim zostać ale dla własnej wygody wypożyczyłam fotel za 15 czy 20 zł i na nim spałam.Trochę się umęczyliśmy bo prysznica nie było a ja nie mogłam pojechać do domu.

  • jola

    pół roku temu byłam z moim synkiem w szpitalu, mały miał półtora roku więc nie wyobrażałam sobie żebym mogła go zostawić samego. Gdy wychodziłam z sali np. do toalety to mój biedny synuś przykrywał się kocem tak jakby chciał się schować i przeczekać aż mama wróci. Było ciężko b nie było prysznica a toaleta (jedna na dwa oddziały też pozostawiała wiele do życzenia) ale kiedy po powrocie w zwykłej rozmowie z koleżankami powiedziałam że szpital powinien udostępnić rodzicom prysznic zostałam niemal zaatakowana przez moje rozmówczynie że co ja sobie wyobrażam!! powinnam się cieszyć że w ogóle mogłam z nim tam być (czyli cieszyć się ze miałam twarde krzesło obok łóżeczka) a tak w ogóle to przecież nic by się nie stało gdybym synka tam zostawiła samego…ojj krew sie we mnie zgotowała i na wspomnienie nadal gotuje. Moim zdaniem dla dziecka rodzic przy szpitalnym łóżku jest tak ważny jak lekarstwa i kroplówki które w szpitalu przyjmuje,obok w sali był czteromiesięczny chłopczyk z zapaleniem oskrzeli, przez pierwsze trzy dni nie było nikogo z rodziny, moje serce płakało razem z nim, aż miałam ochotę sama wejść do sali i go przytulić. Malutki tulił się do pielegniarek nawet jak te robiły mu inhalacje……szpital dla ddzieci bez rodziców jest nie do pomyślenia

  • Zuza

    Czytam i nie wierze – my z córa trafiliśmy na tydzień jak miała koło roku ( pierwsze urodziny w szpitalu ). Wiadomo do hotelowych standardów daleko – jedna leżanka na oddziale do wypożyczenia, małe sale, zdażyło się ze „duże ” dziecko dostalo łóżeczko dla malucha bo nie było dużych ale żadnych opłat, posiłki córce przynosili jak dla dwulatka ( nie było diety na rok) – córa się zajadała jak nigdy 🙂 , łazienka z natryskiem a nawet dwie , sala zabaw, każda salka miała przewijak i duży wannowy zlew. Wtedy najwieksza zbrodnia dla mnie było brakujące krzesełko do karmienia.
    Szok. Ale może różnica taka bo starsze dziecko, inny oddział – pierwszy raz czytam ze szpital ma prawo pobierać opłaty za pobyt rodzica – a prawo małego pacjenta mówi ze ma możliwość przebywać z opiekunem 24 h.
    My z córa siedzielismy w dzień razem o 21-22 jedno wracało na noc i nikt nikogo nie wyganiał w dzień.

    • Zuza

      W ostatnim zdaniu wkradł się błąd – siedzielismy z mężem na zmianę nie z córa 🙂