Obawy w ciąży

Pamiętam, że najbardziej stresujący był dla mnie początek ciąży. Nie mam na myśli oczywiście dni, w których zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym, ale raczej ten czas, który nastąpił tuż po. Ogromna radość, łzy wzruszenia, które przekształciły się w strach i obawę. Ale nie o to, jak to będzie, nie o to, że świat nam się wywraca do góry nogami, że będzie nas (co najmniej) troje. Już wtedy pojawił się niepokój o tego małego groszka. Czy aby na pewno tam jest? Czy na usg będzie już coś widać, a jeśli tak to czy nowy lokator dobrze się umiejscowił, czy jest serduszko? Ciągłe doszukiwanie się objawów towarzyszących ciąży – wczoraj bolały mnie piersi, dziś już mniej! Czy na pewno wszystko jest dobrze?
Ale mam ochotę na truskawki! Zaraz, zaraz, czy ja mogę to zjeść? Ciągłe wertowanie książek i internetu w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania, które zaprzątały moje myśli praktycznie 24h.
Wraz z upływem początkowych tygodni strach i obawy w ciąży nasilały się. Pierwsze badania, które spędzały mi sen z powiek. Kiedyś przypadkiem spróbowałam surowego mięsa robiąc sznycle, bawiłam się z kotem teściowej, Boziu! żebym tylko nie złapała toksoplazmozy. Nawet otwierając kopertę z wynikiem badania HIV ręce mi się trzęsły, bo a nóż?!
badanie prenatalne
Swe apogeum mój niepokój osiągnął kiedy nadszedł 13 tydzień ciąży, a wraz z nim badania prenatalne. Cała radość, że zobaczymy nasze dziecko na ekranie (i będzie ono kształtem przypominać już małego człowieka) została przyćmiona przez strach o jego zdrowie. Czy NT będzie się zgadzać? Czy jest kość nosowa? A co jeśli nie będzie? Milion pytań. Dziesięć milionów odpowiedzi i gdybania. Znów wertowanie internetu.
Na jednym z forów, na którym w tym czasie założyłam konto jako dumna ciężarówka czytam smutną historię dziewczyny. Dziecku nie wykształciła się podstawa czaszki, co wykryło właśnie to badanie. Lekarze proponują dwa rozwiązania, czekać na samoistne poronienie albo wykonać zabieg.
Czytam, łzy płyną po policzku, a do moich obaw dołącza kolejna. Z każdą przeczytaną stroną ich przybywa. Czy zażywałam odpowiednią ilość kwasu foliowego? Czy nasz maluszek będzie miał odpowiednio wykształconą cewę nerwową, za którą ten kwas odpowiada? Czy jego serduszko pracuje jak należy? Czy przepływy się zgadzają?

Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Podjechaliśmy na umówioną wizytę do gabinetu, w którym nigdy nie byłam. Specjalnie zapisałam nas na badanie do gabinetu, w którym posiadają jeden z najlepszych sprzętów do badań prenatalnych. Czekaliśmy przed wejściem kilka minut. Najdłuższych minut w moim życiu. Serce waliło mi jak młot, gdy kładłam się na łóżko, a sympatyczna Pani doktor opowiadała, na czym konkretnie będzie polegać badanie. Dobrze widziała, że jestem bardzo zestresowana, więc w trakcie od razu uspokajała mnie, że wszystko jest na swoim miejscu i nie ma powodów do niepokoju. Jest też kość nosowa! Uff.
Chyba tuż przed samym badaniem NT mały się odwrócił i pamiętam, że musiałam wstać i troszkę poskakać po gabinecie, żeby pokazał to, co trzeba. Wracam na sofkę, lekarka przykłada głowicę do mojego podbrzusza. Każe położyć się na boku. Jest. Zaczyna pomiar, a mi serce wali tak, że trzymając podciągniętą bluzkę, czuję jak chce wyskoczyć z piersi. Program zlicza dane, a ja mam wrażenie, że jeśli zaraz nie powie, że wszystko jest dobrze to ja już z tej leżanki nie wstanę.
W końcu padają słowa, które tak bardzo chciałam usłyszeć. Nie ma powodów do niepokoju, ciąża rozwija się prawidłowo. Dokładne wyliczenia uwzględniające mój wiek, liczbę przebytych ciąż i wyniki badania, będę mieć za jakiś czas, ale już jestem spokojna.
Pozostała część badania przemija w zupełnie innej atmosferze. Patrzę na wielki ekran zawieszony na ścianie, na którym fika mój mały człowieczek. Siłą powstrzymuję łzy radości. I ulgi.
Wychodzimy z gabinetu, frunę po schodach. Dosłownie. Jakby ktoś odjął mi 20kg i dodał skrzydeł. Jestem lekka i wolna od niepokoju. Moje dziecko jest zdrowe. A to jest najważniejsze.
I nawet Pan wypisujący nam mandat za brak biletu parkingowego nie jest w stanie zepsuć mojej, naszej, radości. Bije ona od nas na kilometr, co najwidoczniej Pan widzi, bo jednak postanawia nam mandatu nie wypisywać.
Wsiadamy do auta, zaczynając zupełnie nowy etap ciąży. Spokojny etap. I choć różne mniejsze lub większe niepokoje pojawiały się przez kolejne tygodnie, to ten najgorszy miałam już za sobą. Mogłam w końcu cieszyć się upragnioną ciążą.
*  wpis powstał prosto z serca, jednak w nawiązaniu do współpracy z marką Femibion

takatycia

Dodaj komentarz

21 komentarzy do "Obawy w ciąży"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Daniela
Gość

doskonale znam to uczucie jakie Ci towarzyszyło

Hafija
Gość

A dlaczego trzęsły Ci się ręce. Takie badanie to co najmniej raz w roku 🙂

takatycia
Gość

co racja to racja 😉 myślę jednak, że to ten typ badania, w którym bez względu na ilość badań i tak zawsze strach jest o wynik. Wyobraźnia robi swoje 😉

Kasia D.
Gość

to ja się tak bałam całe 9 miesięcy 🙁
mimo tego dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że moja ciążą była piękna, a co najważniejsze – skończyła się przyjściem na świat zdrowej kruszynki <3

takatycia
Gość

Pamiętam Twój post, w którym pisałaś o cytomegalii 🙁 Najważniejsze, że dobrze się skończyło :*

Kasia D.
Gość

dokładnie tak 🙂 :*

Pani Gackowa
Gość

Nigdy nie zapomnę tego uczucia przerażenia, kiedy przy drugim badaniu prenatalnym lekarz stwierdził, że na serduszku jest „jakaś mała plamka”. Pomimo, iż zapewniał, że to nic groźnego, a skierowanie do kardiologa prenatalnego (wcześniej nie wiedziałam, że taka specjalizacja w ogóle istniej) daje tylko czysto profilaktycznie, dla spokoju własnego sumienia, umierałam ze strachu o moje maleństwo. Potem nerwowe szukanie miejsca, gdzie nas przyjmą jak najszybciej (oczywiście prywatnie, bo na NFZ załapałabym się…po terminie porodu). I ta ulga, kiedy pani doktor z uśmiechem stwierdza, że wszystko w porządku :), a po pewnym czasie rodzi się zdrowy Gacuś 😀

takatycia
Gość

Ale patrz ile stresu i nerwów niepotrzebnych w ciąży, które na pewno nie bez wpływu na maluszka 🙁 Dobrze, że wszystko skończyło się zdrowo 🙂

Ania W
Gość

Niestety nie zawsze kwas foliowy chroni przed wadami genetycznymi. Ponadto, niektóre wady genetyczne powstają w bardzo wczesnym okresie, kiedy to nawet przyszła mama nie wie, że jest w ciąży. A jeśli jej nie planowała, to zapewne kwasu foliowego nie brała, dopóki się nie dowiedziała… Oczywiście, profilaktyka jest jak najbardziej wskazana, ale nie daje 100% gwarancji. I to jest najgorsze jeśli chodzi o ten strach o zdrowe dzieciątko. Rodzice, którzy mają zdrowe dzieci, powinni doceniać, jak wielkie szczęście ich spotkało…

takatycia
Gość

Oczywiście, masz rację. Gwarancji chyba nic i nikt nie da 🙁 Geny, natura, los.. coś za tym stoi i jak ma być tak jak jest ustalone to żadne profilaktyczne tabletki, badania nic nie dadzą 🙁

Mala Bee
Gość

ach.. a juz myślałam że jesteś w ciąży 😉

takatycia
Gość

bardzo bym chciała :*

małgorzata m
Gość

Mój ginekolog zaleca swoim pacjentom stosowanie kf w kresie rozrodczym cały czas, na wszelki wypadek, a tym starającym się o dziecko, co najmniej cztery miesiące przed poczęciem (planowanym) – nie wiem, czy to nie przesada i ile ten kwas foliowy tak naprawdę daje, ale uważam, że warto. Nic się nie traci, a można zyskać…

takatycia
Gość

mój też zalecał na 3m wcześniej. Teraz właściwie biorę cały czas, choć może nie mega sumiennie, bo czasem zapominam.

Ja i moje urwisy
Gość

Ja też się stresowałam tak przy dwóch ostatnich synach…

Pomieszana-Z-Poplatanym
Gość

Ja do dnia dzisiejszego na samą myśl o kolejnej ciąży ogarnia mnie panika.
Jedno obumarcie, pozniej ciąża z toxoplazmoza, stres przed każdą wizyta, tak ze chciało mi sie wymiotowac…
Codzienna obserwacja ruchow, strach…
Kolejna ciąża znow obumarcie…

Dlatego na sama myśl o czwartej ciąży panikuje…

Hebamme.blog.pl

takatycia
Gość

Bardzo mi przykro 🙁 myślę, że panikowałabym równie mocno co Ty :*

Junior
Gość

Faktycznie to najtrudniejsze momenty w całym okresie ciąży. Prosto nie jest ale trzeba jakoś dawać radę. Od czytania forów tylko boli głowa. Nic dobrego to nie przynosi, w większości przypadków ludzie po prostu piszą bzdury, a my się przez to boimy…

Anonymous
Gość
Ja o swoje dziecko walczyłam długo. Pierwszy sukces niestety szybko okazał się też pierwszą porażką. Potem znów walka i znów te same niepokojące rzeczy jak przy stracie pierwszej, ciężko wywalczonej ciąży. Nie przespaliśmy wiele nocy, bo do 14 tc wciąż nie było wiadomo czy tym razem wyjdziemy na prostą, choć tym razem miałam odmienne, bardzo silne, przeczucie,że wreszcie się doczekam 🙂 Pamiętam badanie prenatalne genetyczne…trzęsłam się jak galareta, a lekarz wciąż powtarzał niech się pani przestanie bać, bo wszystko jest dobrze 🙂 Pamiętam,też moment, w którym się przestałam bać…umawiałam się z moją Panią doktor na usg połówkowe,a Ona zaproponowała,że możemy… Czytaj więcej »
obat pelangsing yang aman
Gość

just blogwalking.. nice post 😀

Marta
Gość

Jakbym czytala o sobie. moje badanie prenatalne 19 czerwca. potworny, paraliżujący strach.