Jak dbać o siebie na wiosnę? Wyniki konkursu z Elancyl

Dopingowałam Was do udziału w konkursie nie bez powodu. Raz, że nagroda super, a dwa no cóż… miałam taką cichą nadzieję, że zdradzicie mi kilka swoich patentów na wiosenny powrót do formy.
I jak zwykle okazało się, że mogłam na Was liczyć.
Czytając komentarze buzia uśmiechała mi się na samą myśl. Zgadzałam się z każdym Waszym słowem, pomysły szczególnie przypadły mi do gustu, a niektóre wypowiedzi jakże bliskie memu sercu sprawiły, że z rozmarzeniem przypomniałam sobie różne fajne momenty.
Każda z Was, drogie kobietki pomysłów na siebie ma całe mnóstwo i każdy jeden jest extra. Fajnie, że będąc mamami (także przyszłymi) pamiętacie o sobie i swoich potrzebach. Z chęcią zestawy podarowałabym każdemu, kto zostawił komentarz pod postem. Ale mam zestawów tylko pięć.
I te pięć zestawów, składających się z kremu i olejku Elancyl powędruje do autorek poniższych wypowiedzi. Na pewno skorzystam z Waszych podpowiedzi! 🙂

                                                                 ——————————
Ściskanie pośladków w każdej wolnej chwili, czy to w kolejce do kasy, czy gotując rosół- najlepsze ćwiczenie na jędrne to i owo. Nauczyłam się oddychać przeponą, co ma fantastyczny wpływ na moją klatkę piersiową ;P Tak pokrótce wyglądają moje starania o sylwetkę wymarzoną, nie anorektyczną, ale zdrową. W dbaniu o siebie pomaga mi mój roczny synek, którego wrzucam do chusty i tak sobie tańcujemy od salonu do kuchni, wzdłuż i wszerz okolicznych parków, od świtu do nocy lub w chuście wożę Go mając rolki na nogach.
A od wewnątrz?zielona herbata, pokrzywa, skrzyp, wyciskane soki z warzyw i owoców z maminego ogródka, i miód- to moi eksperci w walce z różnymi dolegliwościami, nie tylko fizycznymi.
O sferę psychiczną dbam relaksując się w kąpieli z dodatkiem tataraku lub olejków eterycznych, słuchając muzyki relaksacyjnej, wykonując ujędrniający masaż całego ciała i pobudzający masaż skóry głowy. Akupresurę stóp wykonuje mi mąż- czuję się wtedy jak nowo narodzona 🙂 Na dobranoc lekka, aczkolwiek bardzo przyjemna lektura: „Balsam dla duszy” czy to matki, czy kobiety- bez znaczenia, każda część wyzwala we mnie same pozytywne emocje, daje ujście tym negatywnym.Dzięki tym książkom doświadczam prawdziwego katharsis. Od czasu do czasu kurację antystresową funduje mi mój futrzak Rudek.Uwierzcie- kototerapia na prawdę działa! 😉
Włosów już nie prostuję- dla ich lepszej kondycji.Artystyczny nieład podobno jest w modzie.Depilację laserową nóg zaczęłam, ale ze względów finansowych i z powodu dużego bólu kontynuować nie będę, choć nie powiem, działa cuda! Z innych magicznych sztuczek urodowych rozważam makijaż permanentny- dokładnie podkreślenie linii brwi.Życie jest za krótkie żeby zachcianki i przyjemności odkładać na później i całe życie męczyć się kredką do brwi! „
                                                                 ——————————
Jest takie powiedzenie, że „wygląd to tylko dodatek do barwnej osobowości” – lecz która z nas nie chciałaby zawsze pięknie wyglądać? Lubię o siebie dbać i mimo dwójki „potforróf” (w tym jeden jeszcze bezzębny, czteromiesięczny:) zawsze staram się znaleźć choć chwilkę dla siebie – czasem robiąc trzy rzeczy naraz (np. jedną ręką nakładam maseczkę, a drugą mieszam owsiankę, autentyk!) – ale i tak się liczy:)
Oto moje główne sposoby na dbanie o swoje ciało i umysł:
1. OCZYSZCZAM
W wyniku wielu eksperymentów doszłam do wniosku, iż podstawą mojej pielęgnacji skóry musi być jej dokładne oczyszczanie. W tym celu rano stosuję płyn micelarny, a wieczorem płyn do demakijażu oczu oraz łagodny żel do mycia twarzy. Ciało traktuję zaś domowym peelingiem kawowym lub cukrowym raz w tygodniu – czyni cuda!
2. NAWILŻAM
Nie trzeba być ekspertem, by wiedzieć, że nawilżanie to podstawa. Codziennie rano stosuję lekki, nawilżający krem, który współgra z moim podkładem (czytaj: podkład na nim nie roluje się), zaś na noc używam kremu o silnych właściwościach odżywczych. Po wieczornej kąpieli zaś wsmarowuję w ciało olej kokoSOWY, na widok którego mój trzyletni synek wydaje z siebie radosne „hu hu hu” – myśląc, że ma on coś wspólnego z sową, którą widział w zoo.
3. PIJĘ DUUUUŻO WODY
Wszyscy wokół mówią też o tym, iż skórę trzeba nawilżać również od środka. Wzięłam to więc sobie do serca i staram się pić dużo niegazowanej wody mineralnej – co najmniej 1,5 litra dziennie. Dzięki temu moja skóra (zwłaszcza ust) rzadko bywa już teraz „spieczona”. Jedynie częściej niż kiedyś muszę wymykać się do toalety;) Moim hiciorem jest też ostatnio domowa lemoniada z miętą (mniam!)
4. CHRONIĘ SIĘ PRZED SŁOŃCEM
Filtry to podstawa! By w wieku 35 lat nie wyglądać na dekadę więcej i nie narażać się na ryzyko raka skóry – rano stosuję na twarz krem z wysokim filtrem (SPF50). Gdy zaś planuję ekspozycję ciała na słońce – do torby pakuję filtr o SPF20. Zdaję sobie sprawę z tego, że w brązie każdemu lepiej do twarzy, lecz podobny efekt można uzyskać nie niszcząc skóry – poprzez zastosowanie samoopalacza. I tego się trzymam:)
5. PRZECIWDZIAŁAM STARZENIU
Rok temu wkroczyłam w trzecią dekadę życia, więc do mojej kosmetycznej artylerii dołączyłam serum przeciwzmarszczkowe aplikowane na cerę rano i wieczorem. Dopiero po jego wchłonięciu się stosuję odpowiednie kremy odżywcze.
6. URZĄDZAM DOMOWE SPA
Zaczyna się aromatyczną kąpielą w wannie (grejpfrutowe kule musujące obowiązkowo!), potem jest peeling cukrowy, depilacja i balsam do skóry. Gdy już tułów jest „zadbany” – czas na cerę i domowe SPA dla twarzy. Najpierw delikatnie myję ją rumiankowym żelem do twarzy, potem na 10 minut nakładam peeling enzymatyczny (jako naczynkowiec unikam peelingów mechanicznych) i na kolejny kwadrans nakładam moją ulubioną maseczkę maślankową. Robię papkę z maślanki, startego ogórka i mango, dodając kilka kropli olejku arganowego. Olejek ten ma cudowne działanie nie tylko nawilżające, ale również wygładzające. Uwielbiam tą swoją maseczkę – choć staram się by raczej nikt mnie w niej nie widział:)
7. RUSZAM SIĘ
Swoją potrzebę sportu realizuję poprzez bieganie i jogę. W tygodniu zabieram synka na basen („Mama, zjeżdżalnia!” – ekscytuje się mój Mały Ludzik), zaś w weekendy chodzimy tam całą rodziną.
8. COŚ DLA SIEBIE
Dużo o dbaniu o ciało było, a przecież dopiero z umysłem jesteśmy całością. Żeby nie zwariować od wiecznych pytań „A dlaczegooo mama jeż ma kolce?” i tym podobnych – gdy dzieci zalegną wreszcie w swoich łóżeczkach – do akcji wkracza ARTYSTYCZNA część mnie! Siadam do maszyny do szycia (zdziwieni?:), puszczam wodze wyobrażni i przy uspokajającym turkocie szyję, szyję, szyję…
Dołożę do tych kilku kroków jeszcze promienny uśmiech – i każda z nas może czuć się już piękna, kobieca i zadbana. A ja włączam muzykę w moim komputerze i nucę sobie do piosenki „Być kobietą, być kobietą…la la la la…
                                                                 ——————————
 
Nie cierpię zimy. Cały ten szary i bury czas spędzam z kubkiem gorącego kakao i ulubionym ciachem. Tu podjem, tam dojem. Potem przychodzi wiosna, człowiek zrzuca z siebie koce, tony szmatek, staje przed lustrem i jest jedno wielkie ałaaaaa. Niestety waga się nie zepsuła, a centymetr nie skurczył. Zwykle wtedy zaczyna się ciężka i mordercza praca pod tytułem zgubić do lata. Bo przecież o wakacjach marzy każda z nas. A poczucie pewności siebie w pięknym, turkusowym bikini?
Na szczęście wiosna jest sprzymierzeńcem wszystkich, którzy chcą o siebie zadbać. Na bok kakao, na bok czekoladki i przekąski. Lodówkę wypełnia zieleninka, a w domu rozbrzmiewa odgłos blendera i wyciskarki do soku. Na śniadanko szklanka pysznego, zdrowego soku. Po obiedzie w nagrodę truskawkowy koktajl. Spacerek do warzywniaka, na pobliski targ. Energia mnie unosi. Zabawy z dzieckiem, niech śmiech się niesie daleko, daleko. A popołudnie? Zamiast pod kocem, to na balkonie. Czas kwiatki przesadzić, przygotować na lato. Gimnastyka dla ciała i ducha. I tylko wieczorem, po całodziennej dawce ruchu odhaczam należny mi relaks w aromatycznej kąpieli, pełnej piany i suszonej lawendy. Nocą odpoczywam, niech balsam, który właśnie wtarłam w uda i pośladki bierze się do roboty 🙂
                                                                 ——————————
 „W słoneczną, kolorową wiosnę po prostu trzeba wejść z pięknym uśmiechem, dlatego już od kilku lat swoją „po-zimową” odnowę zaczynam od wybielania ząbków. Jeśli mam akurat więcej w portfelu, robię to u dentysty, jeśli nie (a tak jest zazwyczaj) kupuję sprawdzony, niedrogi zestaw w aptece i wybielam się sama. W tym czasie zapominam o kawie, herbacie i jagodach, ale gdy są już efekty, nie zapominam o uśmiechu :-).
Kolejną sprawą jest zadbanie o budzące się do życia owady, a konkretnie o „pajączki” :-). Bo chociaż los oszczędził mi rozszerzonych naczynek na twarzy, to nogi są już zupełnie inną historią. Wiosną robię sobie więc kurację preparatem z rutyną (np. rutinoscorbinem), która wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych. I naprawdę jest dużo lepiej :-).
Gdy robi się cieplej, mobilizuję się też w końcu do tego, by każde mycie włosów zakończyć zimną płukanką. Zimą jest to dla mnie wyczyn nie do zrealizowania :-). Zimna woda świetnie zamyka łuski włosów, a w efekcie fryzura lśni nam zdecydowanie ładniej, niż wtedy, gdy łuski zamknąć się do końca nie chcą. A błyszczące włosy, to obok białego uśmiechu, drugi najfajniejszy punkt kobiecości :-).
Wiosną wciąż też śpię w ciepłych skarpetkach, zupełnie jak zimą, ale teraz nakładam na stopy grubą warstwę kremu :-). No bo jednak sandałki trzeba będzie z najwyższej półki w końcu ściągnąć i stopy światu pokazać, a tu smocza skorupa… :-).
Aaaaa i cytrynę kupuję kilogramami! Do picia z wodą (super oczyszcza z toksyn, szczególnie pita na czczo) i do nacierania łokci i kolan (uwaga na zadrapania – szczypie okrutnie :-)). Bo chociaż próbowałam już dziesiątek mikstur w tubach i słoikach, nigdy nic mi tak nie pomogło na brzydkie łokcie, jak najzwyklejsza cytryna :-). Polecam każdemu!
A na koniec, w tajemnicy przed małżonkiem, kupuję sobie nową torebkę 🙂. Taki mój wiosenny rytuał, tylko że zamiast topić Marzannę, topię pieniądze w dużą, jasną i zupełnie mi niepotrzebną torebkę :-))))).
I to chyba wszystko. Przesyłam gorące pozdrowienia!!!! Asia
Ps. Komentarz zawierał lokowanie produktu :-). Przypadkowo oczywiście :-)”
                                                                 ——————————
„Ja tam nie jestem wielką fanką kosmetycznych rytuałów, ale i tak uważam, że o siebie dbam.Jeśli chodzi o kosmetykę pielęgnacyjną, (zostawiam na boku codzienne mycie całego ciała, bo to oczywista oczywistość) w zasadzie ograniczam się do dokładnego zmywania twarzy 2 razy dziennie i nawilżania jej – rano smaruję ją kremem na dzień, wieczorem wmasowuję boi-oil. Dwa razy dziennie masuję też brzuch przy użyciu kremu na rozstępy – mimo tego mam brzuszek w tygrysie paski. Lata pieszego pielgrzymowania nauczyły mnie za to dbać o stopy – co drugi dzień robię im peeling, a dwa razy dziennie nakładam krem zmiękczający. Ręce same o siebie dbają – nie używam żadnego kremu, bo i tak kilka razy dziennie smaruję mojego atopika natłuszczającymi kosmetykami – a resztę odruchowo rozsmarowuję na własnych dłoniach.Pilnuje też, by mieć zawsze czyste włosy i w miarę staranną fryzurę. Nie wychodzę z domu bez błyszczyka, co miesiąc robię hennę rzęs. Staram się też ładnie ubierać – szczególnie teraz, kiedy jestem w ciąży, nie lubię chodzić w szarych, workowatych ciuchach.

Choć poród na dniach, staram się ruszać – jak najmniej auta i komunikacji miejskiej, sporo spacerów, co wieczór wykonuję ćwiczenia ze szkoły rodzenia i – na ile jeszcze pozwala kondycja – tańczę. Sama, bo mąż nie lubi:/ Głównie czaczę i rumbę.

No i najważniejsze – pilnuję zdrowia. Raz w roku jestem u dermatologa i okulisty. Odkąd zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy, a potem chorobę Hashimoto, jestem też co 3 miesiące u endokrynologa. Gin – w ciąży tak często jak trzeba, poza ciążą dwa razy w roku. Po razie na rok cytologia i USG piersi. Również 2 razy w roku – przegląd u dentysty. Plus na bieżąco naprawa ewentualnych ubytków. Ściśle pilnuję brania leków.
Nie trzymam restrykcyjnej diety i nie zmuszam się do tego, czego nie lubię, ale zdecydowanie ograniczyłam cukier i raczej piekę niż smażę. Dużo piję, głównie wodę.

A, no i równie ważne – dużo rozmawiam z mężem, czytam i staram się być na bieżąco z Sakramentami:)”

 
                                                                 ——————————
Gratulacje dziewczyny! Skontaktujcie się ze mną na maila lub poprzez FB i podajcie na siebie namiary (z numerem telefonu włącznie).
Pozostałym uczestniczkom ogromnie dziękuję za udział w zabawie.
Nie ma się co smutkać, bo już niedługo kolejny konkurs. Z jedną nagrodą, ale pożądaną przez miliony 😉 I w dodatku wypaśną, bo wygrany będzie miał z głowy urządzanie pokoju maluszka 😉 Ok, więcej nie zdradzę, ale bądźcie czujni 🙂
 
 

Zobacz także

takatycia