Położna – Kobieta Anioł

Patrzę na elegancką okładkę książki leżącej przede mną na ławie. 
Piękna kobieta jedną dłonią podtrzymuje główkę noworodka, nachyla się nad nim jakby coś szeptała. 
A może próbuje pocałować dziecko? 
Wśród delikatnych kolorów doskonale widać wyróżniający się tytuł 
POŁOŻNA
3550 cudów narodzin
I nazwisko… Jeannette Kalyta.

Patrzę na nazwisko i wracam myślami do sytuacji sprzed kilku lat.
Siedzę w pracy, w tle dobiegają jakże znane, przecież powtarzające się każdego dnia po kilkadziesiąt razy te same odgłosy z radia.
„Nazywam się Żanetka Leta. Jestem położną z wieloletnim doświadczeniem. Codziennie spotykam wyjątkowe kobiety, takie jak Ty…”
Po raz kolejny przez moją głowę przebiega ta sama myśl. Dlaczego Żanetka? Dlaczego dorosła kobieta publicznie zdrabnia swoje imię. 
Większość z Was wie, że mam na imię Żaneta. To pewnie dlatego ta myśl wtedy nie dawała mi spokoju za każdym razem gdy słyszałam reklamę środka do higieny intymnej. Gdyby kobieta przedstawiała się imieniem Kasia, Asia, Basia itp chyba nawet nie zwróciłabym na to uwagi. Swoje imię zawsze się wyłapie. 
Wtedy nie przypuszczałam, że „Żanetka Leta” wróci do mnie po kilku latach. Wróci i sprawi, że będę oczarowana jej osobą.

Jak się okazało- tak naprawdę Jeannette Kalyta. Moja imienniczka. Moja pokrewna dusza. Gdyby dane było mi spotkać tę kobietę na żywo bez chwili wahania uścisnęłabym ją. 
Bez słów. Za to za słowa. Te, które wywarły na mnie tak ogromne wrażenie.
Jak chyba żadne inne nigdy wcześniej.

Książka, która trafiła do moich rąk, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwarte zapisała mi się w pamięci i wiem, że pozostanie tam już na zawsze. Wiem też, że jeszcze nie jeden raz do niej wrócę. Jeżeli kiedykolwiek będzie dane mi zostać babcią, to posunę się o stwierdzenie, że zanim to nastąpi dam egzemplarz swojej synowej. A już na pewno córce o ile kiedyś ponownie zostanę mamą – dziewczynki.
Żeby miały wspaniały poród. Taki jak te, które opisuje Jeannette.
Wymarzony. Taki jak mój.
Pozwólcie, że tak jak autorka na kartach książki, tak i ja będę wracała wspomnieniami do pewnych wydarzeń…
Bałam się porodu, tego co ma nastąpić. W końcu to miało być nieznane dla mnie doświadczenie. Uczęszczaliśmy do szkoły rodzenia. Rozmowy z położną mnie uspokajały. Filmy z porodów również. Tak samo jak myśl o tym, że nie będę sama.
Dużo czytałam. Skupiałam się jednak tylko i wyłącznie na pozytywnych historiach. Nie chciałam czytać i słuchać o bólu, strachu, krwi. 
W głowie miałam wizję swojego porodu. Tak silną, że stała się rzeczywistością. 
Nie planowałam minuty po minucie, chciałam jednak, żeby było to dla mnie wspomnienie, do którego będę z chęcią wracać w przyszłości.
Trafiłam na położną anioła. Agnieszka Serafin. Nawet nazwisko miała anielskie. 
Gdybym ponad rok temu miała możliwość przeczytania książki Jeannette byłoby mi jeszcze łatwiej. Zmieniłoby się jedno. Chciałabym urodzić w domu. 
Lektura sprawiła, że to co chodziło mi po głowie, a wydawało fanaberią okazuje się być czymś naturalnym. 
Tak samo naturalnym jak to, że pierwsze godziny życia Mateuszka spędziliśmy wtuleni w siebie. Cała nasza trójka. 
Często wracam myślami do tych chwil. Często wypowiadam je głośno, gdyż nie mogę zapomnieć tego mistycznego uczucia. Opowiadam raz po raz o tym mojej mamie, która słucha mnie ze łzami w oczach.
Gdy ja się rodziłam mama mogła na mnie tylko spojrzeć. 
Zaraz potem zabrano mnie. 
Był grudzień 83 roku. Mróz, w szpitalu nieszczelne okna. Z tego powodu nie przywozili matkom swoich dzieci nawet na karmienie. Mama straciła mnóstwo krwi podczas porodu. Spędziłyśmy w szpitalu równy tydzień. Do dziś mama wspomina jak podczas tych krótkich chwil, kiedy przynosili małe zawiniątko położna żartowała do mamy „karmić, karmić, nie przyglądać się”. A moja mama patrzyła w moje oczy, które współgrały z granatową obwódką na białym rożku i kręciła loczka z tej garstki włosów, które miałam na czubku główki. 
Mimo, że znam tą historię na pamięć, ciężko mi było wyobrazić sobie i zrozumieć dlaczego w tamtych czasach zabierano matkom to co najpiękniejsze w porodzie. Dlaczego kobiety się na to godziły…
Odpowiedź poznałam już po pierwszych rozdziałach, gdzie Jeannette wspomina swój poród, ten w którym na świat przyszło jej pierwsze dziecko. A także ten, w którym uczestniczyła jako młodziutka położna, która sprzeciwiając się ordynatorowi dwukrotnie kładzie dopiero co narodzone dzieci na brzuchach ich matek. 
To wtedy po raz pierwszy przyszło mi na myśl, że z chęcią przytuliłabym tą kobietę. 

Takich momentów podczas czytania było mnóstwo. Nie będę Wam ich opisywać, opowiadać książki. Nie będę Wam zabierać uczucia ciekawości, poznania tego co znajduje się na następnej stronie. I na kolejnej. 
Książka przede wszystkim wzrusza, choć nie brakuje w niej zabawnych scen.
Nie jeden raz jednak odkładałam na bok swój egzemplarz, bo łzy przeszkadzały mi czytać dalej. Próbowałam je przełykać, ocierać wierzchem dłoni. Tak, by nie widział mój mąż. Nic z tego. Każdą z historii musiałam poukładać sobie w głowie i w sercu. Zaakceptować słowa. 
Dopiero wtedy mogłam czytać dalej. 
Wieczorem, kładąc się do łóżka sceny wracały do mnie. Przeżywałam je na nowo. Nie mogłam się doczekać, by sięgnąć po książkę ponownie.
Jeannette na samym początku książki wspomina, iż żałuje, że nie mogła opisać wszystkich porodów, które przez te wszystkie lata odebrała. Książka liczyłaby wtedy co najmniej trzy tysiące stron. 
Myślę, że  nawet taka ilość pozostawiłaby we mnie niedosyt. 
Każda historia tak inna, tak niesamowita. Chciałoby się do nich wracać i wracać.
Tak samo często jak wracam myślami do 19 listopada 2012 roku.

Każda historia zostawiła w moim sercu ślad i choć od czasu mojego porodu pogląd na wiele kwestii mam ten sam, to mimo wszystko książka ugruntowała mnie w przekonaniu, że warto żyć w zgodzie z samym sobą, słuchać tego co podpowiada nam intuicja. Jak dotąd nigdy mnie nie zawiodła i wierzę, że tak pozostanie.

Książka jednak to nie tylko zbiór historii porodowych. To również wspomnienia dotyczące życia autorki. Swoista autobiografia. Z przesłaniem.

Uczy. Miłości. Szacunku do drugiej osoby, nawet tej znajdującej się w brzuszku mamy. Pokazuje nam, że warto szukać swojej drogi, dać się ponieść nurtowi. Daje też wiarę i odwagę, by spełniać swoje marzenia i być wiernym wyznawanym poglądom. 

Żałuję, że nie miałam nigdy okazji poznać autorki. Ciepło bijące ze słów na każdej stronie, troska o innych, serdeczność sprawia, że przed oczami mam Kobietę – Anioła.
Taką samą, o której wspomina Jeannette na początku książki, opisując historię spotkania położnej z czasów, gdy sama była małą dziewczynką.

Dla mnie ta książka jest świadectwem wiary w drugiego człowieka, tego, że los stawia na naszej drodze wspaniałych ludzi. Tylko nie zawsze potrafimy ich dostrzec. Ci ludzie właśnie są jak anioły.

Mimo tego, że nie przytulę jej nigdy i nie podziękuję osobiście za każde słowo, co tak bardzo chciałabym uczynić, nie czuję smutku. Czuje, że przez tą książkę w pewien sposób spotkałam Anioła. Wiem bowiem, że jeśli któregoś dnia najdą mnie wątpliwości, sięgnę wtedy ponownie po książkę Jeannette.  I ona doda mi sił.
I wiary. Że chcieć znaczy móc.

Od dziś, także i Wy możecie.

Specjalnie czekałam z wpisem na oficjalną premierę, aby każdy kto poczuje potrzebę przeczytania książki, mógł ją zakupić.

Książka już jest dostępna na stronie empiku, pod adresem 

http://www.empik.com/polozna-kalyta-jeannette,p1086608124,ksiazka-p

Na koniec mam także dla moich czytelników niespodziankę. 

Każdy z Was, kto w komentarzu pod wpisem zostawi swoje pierwsze, najpiękniejsze dla Was wspomnienie z dzieciństwa będzie miał szanse na zdobycie książki Jeannette. 

Do rozdania mam aż 3 książki!

Na wpisy czekam do niedzieli 19 stycznia. Szczęśliwców wybiorę do przyszłej środy.

Bardzo jestem ciekawa Waszych wspomnień 🙂

takatycia

  • Piękna książka!

  • Dziś do mnie doszła, w weekend może się za nią zabiorę.

  • 🙂 A ja ciekawa bardzo jestem zawartości tej książki, bo kiedy Ty Żanetko ( zdrabniam i ja, z sympatii) opowiesz o czymś z wypiekami na twarzy, kocham to zanim mi w łapki wpadnie. A to musi być baśniowa historia.. bo jak inaczej nazwać cud narodzin?

  • ja ciepło wspominam i swoją położną:) a książki ciekawa jestem bardzo!

  • Ja czekałam na nią :-). Co do wspomnienia to były te chwile kiedy Tato zabierał mnie do swojej pracy – teatru – w sobotnie poranki – kiedy tylko nieliczni się tam kręcili i mogłam śmiało biegać po scenie 🙂

  • Już sie nie nigdy doczekać kiedy ją przeczytam 😉
    Cudna recenzja ;***

    • Nie mogę doczekać* (słownik w telefonie) 😉

  • Właśnie dziś rano zamówiłam tę książkę w empiku, pojutrze powinna u mnie i już nie mogę się doczekać czytania. Mam nadzieję, że w lipcu też trafię na położną z powołania a nie na jakąś wredną babę zmęczoną życiem. Po głowie chodzi mi również wynajęcie położnej do mojego porodu, byłabym wtedy spokojniejsza, ale czas pokaże.

    Najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa? Dużo ich jest;) Miałam jakieś 9 lat i postanowiłam, że będę dzielna i dorosła i zostanę na tydzień u wujka i cioci na wakacjach. Mieszkali 400km od nas. No cóż przeliczyłam się;) Po dwóch dniach dosłownie rozchorowałam się z tęsknoty za rodzicami, gorączka, zaropiałe oczy, nie wiedziałam, że można aż tak za kimś tęsknić! Codziennie ryczałam. Gdy po 5 dniach rodzice wyrwali się z pracy i przyjechali po mnie..ahhh.. uczucie nie opisania;) Byłam najszczęśliwsza na świecie i więcej już nigdy nie wyjeżdżałam. No, przynajmniej dopóki nie poznałam swojego męża;)

    malinkowy-dom.blogspot.com

  • Moje najpiekniejsze wspomnienie z dziecinstwa 🙂 . Takie gdy mialam jakoś 2-3 latka z okazji mamy 18 urodzin dostalam piękne czerwone lakierki. Spalam nawet z tymi bucikami!. Gdy były za małe nie pozwolilam ich wyrzucic. Do tej pory sa gdzies w domu rodzinnym. Mam zdjęcia w tych butach. I do tej pory ubostwiam czerwien. zakochalam się i zostało!

    Ksiazka wydaje się być niezwykla… już marze ja przeczytać!

  • Jedno w pierwszych moich wspomnień z dzieciństwa to to jak moja 92letnia prababcia, poprosiła mnie do swojego pokoiku. Był już wieczór, a w pomieszczeniu świeciła raptem jedna malutka lampeczka(prababcia mieszkała na wsi, więc ciemności były wręcz egipskie). Dzięki temu widać było tylko twarz prababci i zawartość małego stoliczka, na którym stała lampka. Gdy przyszłam i przysiadłam na taborecie obok łóżka, prababcia zaczęła recytować wierszyk o Jasiu, który podróżował. Nie mogłam wtedy pojąć jak to jest, że człowiek tyle z pamięci zwrotek wierszyka umie. Niestety, i bardzo nad tym ubolewam, nie pamiętam dokładnie wierszyka, a babcia wyrecytowała mi chyba z 10 ‚zwrotek’. Pamiętam to, gdyż byłam jedynym dzieckiem(prawnuczką), któremu prababcia ów wierszyk mówiła.
    Niestety miesiąc później prababci z nami już nie było.

  • Ja bardzo ale to bardzo balam sie porodu, za kazdym razem gdy ogladalam serial w UK „one born every minute ” plakalam jak bobr nigdy nie obejrzalamdo konca. Kilka tygodni przed terminem natrafilam na twoj blog I opis twojego porodu. wzruszyl mnie bardzo ale tez dal mi duzo nadziei na fajny bez wiekszego bolu porod. Wstapil we mnie jakis taki spokoj. Mniej sie balam. I mimo iz porod byl bardzo dlugi I bolesny to chwila jak synus zostal polozony mi na brzuchu a pozniej na piersiach byla najcudowniejsZa nagroda za ten bol. Cos niezwyklego pieknego ciezko wytlumaczyc. Dla mnie to miracle. Tez czesto wracam myslami do porodu I lzy naplywaja do oczu. Ze wzruszenia. Pozdrawiam paula

    • Wspomnienia? Duzo jest pieknych wspomnien z dziecinstwa w latach 80-tych. Czasami zal mi ze moje dziecko nie bedzie biegalo po osiedlu bawilo sie w chowanego w klatkach w bloku na trzepaku lezalo na sianie czy bawilo na sniegu caly dzien. Nawet przedszkola nie te same. Ja cieplo wspominam jak moj tata szedl do pracy na 7 rano I po 6 zawozil mnie I o rok mlodsza siostre do przedszkola wlasnie. Zima bylo to obowiazkowo na sankach. Do dzis mam zywy obraz tego jak siedze z tylu a moja siostra z przodu. W przedszkolu zawsze bylysmy jednymi z pierwszych I czekalysmy do 8 na pozostale dzieci. Pamietam ze tak cieplo bylo na sali a za oknem ren piekny skrzypiacy snieg. I to cieplo bijace od starszych doswiadczonych przedszkolanek. I ten dywan na srodku na ktorym beztrosko bawilysmy sie drewnianymi klockami. I ta kawa zbozowa w bialym kubku ktorej smaku do dzis nie moge odtworzyc…. Ach moglabym tak bez konca. Paula

  • Dzisiaj odebrałam swój egzemplarz. Nie mogę się doczekać. Musi poczekać. Najpierw skończę czytanie jednej. Nie znoszę przerywać czytania. 🙂

  • Świetna recenzja. Na dniach na pewno książkę zamówię, przekonałaś mnie 🙂

  • Chciałabym mieć Myśloodsiewnię – jak Harry Potter, aby móc pokazać moim dzieciom to wspomnienie. Mam coś między 2 a 3 lata. Siedzę na górce piasku tuż pod otwartym oknem kuchni, świeci słońce, obok wygrzewa się kot, rośnie krzak róży, żółtej i pachnącej jak żadna inna. Słyszę jak mama w kuchni szykuje obiad, tata leży na trawie niedaleko i czyta gazetę, pije Ptysia, co jakiś czas do mnie zagaduje, mama coś do nas woła z kuchni, a ja zajadam piasek, śmiesznie chrzęści mi w zębach, usypuję górkę z piasku, ciepłego od słońca, sypię na kota, który nic sobie z tego nie robi poza mruczeniem. Jest cudownie, beztrosko, bezpiecznie. Moi rodzice są obok mnie. Nie pamiętam myśli swoich jako takiego małego dziecka ale doskonale pamiętam uczucie tej pełności, spokoju, pewności i miłości. Byłam szczęśliwa choć nie robiłam nic ciekawego. Moi rodzice byli blisko i kochali mnie, tylko tyle i aż tyle. To wspomnienie towarzyszy mi od zawsze. I ono było motywacją do powrotu do domu, w którym spędziłam najpiękniejsze chwile. Teraz moje dzieci być może będą miały równie cudowne wspomnienia z tego samego, szczęśliwego domu. Z tej samej piaskownicy, pod tymi samymi, starymi jabłoniami.

  • JustBetwoForLove

    Żanetka, pewnie słyszałaś to już wiele, wiele razy, ale to Ty jesteś niesamowita. Dziś czytając recenzję miałam łzy w oczach. Ty również wzruszasz i sprawiasz, że mam ochotę Cię uścisnąć. Wywołałaś we mnie takie same emocje jak opisujesz. Przypomniałas mi mój poród, nie należał do lekkich, ale mimo wszystko nie boję się następnego. Wezmę udział w konkursie, tylko muszę znaleźć dłuższą chwilę na wspomnienia i zanotowanie ich, bo bardzo chciałabym mieć swój egzemplarz książki. Jeśli się nie uda w konkursie to z pewnością zamówię.
    Pozdrawiamy serdecznie- Justyna i Anulka

  • HA to śmieszne ale jak słyszę o niej to odrazu mni dźwięczy w uszach ta sławna kampania, pewnie dlatego też ciekawa jestem tej książki! Pamietam jak byłam u dziadków na wsi, wten dzień nauczyłam się jeżdzić na rowerku takim małym i czterema kółkami rzecz jasna i prezjeżdzałam przez całe podwórko dumna jak paw-babcia akurat zaganiała kury do kurnika i jedną starą geś!Pamietam jak dziś że jeszcze w południe babcia mówiła że jest taka stara że nawet już chodzić nie może- ale jak mnie zobaczyła na rowerku to jej się tak spid włączył i szyja tak wyciągneła że ja myslałam ze zawału dostanę a co dopiero ona! Ganiała mnie tak długo a ja tak długo uciekalam póki mnie w tyłek nie udziobała-od tamtej pory nie przepadam za gesiami-a pamiątke na dupsku miałam z tydzień- wiece ze gęsi mają zęby?

  • Dziękuję za taką wspaniałą recenzję! Nabrałam chęci na przeczytanie tej książki. Więc pokuszę się na wzięcie udziału w konkursie 🙂

    Najpiękniejszym wspomnieniem z dzieciństwa jest dla mnie kanapka ze śmietaną i cukrem. Pamiętam doskonale, jak babcia mi je szykowała, kiedy spędzałam u niej wakacje. Czuję w ustach ich przepyszny smak i zapach lata na wsi. 🙂

    P.S. czemu Ciebie nie ma w Samosiach?

    • Coś brak mi weny i czasu :((((

    • Aj, to szkoooooooda. Dwa tygodnie zostały 🙁

  • Już książkę uwielbiam 😀 Twoje słowa tak przekonują, że z chęcią przeczytam 🙂

    Byłam dzieckiem, małym dzieckiem – miałam niespełna 2 latka (każdy, komu opowiem to przeżycie uważa, że nie mam prawa tego pamiętać, ale ja to pamiętam i już!). Wychowywałam się na wsi, moi rodzice urodzili się na wsi. Mojej Mamy rodzinny dom był od nas jakieś 5 km, chodziliśmy do Dziadków pieszo – polną drogą, a później przez łąkę, żeby było na skróty – Dziadek po nas wychodził. Moi Rodzice pracowali na zmiany, więc najczęściej do rodziców mojej Mamy chodziliśmy tylko z Nią i z moim rodzeństwem – starszy brat i starsza siostra. Była zima, kiedyś zimy były inne niż teraz, bardziej mroźne, śniegu też było więcej. Mama postanowiła, że idziemy do Dziadka i Babci. Ja, byłam małą dzidzią, więc Mama wzięła sanki, żeby nie musiała mnie nieść, jak zabolą mnie nóżki. Pamiętam jak dziś, jakby to było przed momentem, jak siedzę na tych sankach, owinięta kocykiem, który zrobiła Babcia, czuję ten kocyk na twarzy, jestem cala zawinięta, żebym nie zmarzła, jak zamykam teraz oczy, to widzę ten kocyk od środka, jakby znów była na tych sankach i słyszę, jak Brat z Siostrą się śmieją, jak biegną, jak rzucają się śnieżkami – czuje to każdym centymetrem swojego ciała, mam ciarki – kurcze wzruszyłam się bardzo… Najwspanialsze jest to, że wciąż mam ten kocyk, owszem jest już zniszczony, ma kilka łatek – na nim Mama uczyła mnie cerować 🙂 Później pamiętam, jak dochodzimy do domu i wchodzę do sieni (tak to się chyba nazywało) – z sieni było wejście do pokoju Babci i Dziadka – wchodzę do tego pokoju i z Dziadziusiem kładę się do łóżka, pod prawdziwą pierzynę, żeby Dziadek mógł mnie ogrzać, później dostawałam super cukierka – Babcia miała siostrę w Niemczech, przysyłali nam paczki – już nigdy więcej nie jadłam tak pysznego cukierka. Później za jakiś czas Dziadek zmarł, ale te chwile zapamiętam do końca życia – dla mnie była to magia.

    Tak się uzewnętrzniłam, że zrobię z tego wpis u siebie na blogu – dziękuję Żaneta za podsunięcie tematu, za wymyślenie takiego konkursu <3 Jeszcze raz serdecznie dziękuję!

  • moje wspomnienie z dzieciństwa jak od małego niedaleko domu, pod okiem rodziców robiących obrządki ale jednak na odległość godzinami lepiłam ciasta i obiady z ziemi, pisku i zielska wszelkiego rodzaju, piekąc i udając szefa kuchni.
    Pasja do gotowania została mi do dziś, a moi rodzice cały czas mi wspominają jak ciężko było mnie jesienią czy nawet zimą zabrać cdo domu bo ze śniegu też można było lepić potrawy:)

  • Pisze jeszcze raz bo coś nie poszło :/

    Miałam jakieś 3 latka. i jak to na wsi bywa większość dnia latem spędzało się na dworze. na naszym podwórku stał wielki kasztan pod którym stała blaszana wanna , uwielbiałam się w niej pluskać 🙂 i właśnie po części z tą wanną związane jest moje wspomnienie:)
    kąpałam się w niej razem z moją ulubioną lalką którą dostałam na gwiazdkę (dodam tylko że starsza siostra dostała identyczną). Niestety lalka nie była przystosowana do wodnych zabaw i wypadły jej wszystkie rzęsy 🙁 a ja jak to dzieciak nie mogłam znieść myśli że siostra ma lalkę która jest w 100% „zdrowa”, więc wpadłam do domu i ukradkiem wyniosłam jej lalkę … włożyłam ją do wody i próbowałam wyrwać jej wszystkie rzęsy, prawie mi się to udało 🙂 jak sobie teraz o tym pomyślę to stwierdzam że byłam okropna 🙂

  • Jedno z moich najmilszych wspomnień z dzieciństwa dotyczy moich zabaw z naszym psem. Jestem alergikiem i zawsze marzyłam o psie, takim najwierniejszym przyjacielu. Moi rodzice w przypływie emocji kupili bokserkę. Była niestety u nas krótko, bo alergia nie dała o sobie zapomnieć 🙁 Moje wspomnienie ulubione związane z tym psem, to jak mam 3 latka i uczę się na niej jak się żegnać. Ona leży cierpliwie na swoim posłaniu, a ja jej łapką robię znak ” W imię Ojca i Syna…” Tylko wtedy miałam przez chwilę psa. I bardzo dobrze ją pamiętam.

  • Jedno z najprzyjemniejszych i jednocześnie najwcześniejszych wspomnień z mojego dzieciństwa było z moim dziadkiem. Dziadek umarł jak miałam cztery latka, więc ledwo co go pamiętam. Do tego przed śmiercią długo chorował na raka, więc gdy byłam mała, on był już schorowanym człowiekiem. Ale pamiętam dokładnie jak brał mnie na kolana, kładł przed nami kartkę papieru i trzymając w swojej ręce moją rączkę z ołówkiem, rysował. Pamiętam dokładnie jak rysowaliśmy świnkę i konika. Dzięki niemu potem chciałam rysować. Szkoda, że tak niewiele pamiętam z tego okresu.

  • Piękna recenzja. Twoje słowa przywołały we mnie wspomnienia z mojego porodu – to już rok minął!!! Nie mogę doczekać się kiedy ta książka trafi w moje ręce.

    Moje wspomnienie z dzieciństwa? Jest jesień, mam może ze 2-3 latka. Babcia daje mi i bratu małe grabki, sama bierze dorosłe grabie. Jest pięknie, słonecznie i stosunkowo ciepło jak na jesienny dzień. My ubrani tylko w kurteczki i lekkie czapki. Idziemy na pobliską górkę obok opuszczonego cmentarza i kaplicy ewangelickiej. Grabimy liście na duże stosiki i podnóża górki. Zabawa jest przy tym przednia. Zawody mamy, który stosik większy. A potem całą trójką wdrapujemy się na szczyt tej górki i zbiegamy rzucając się prosto w nasze stosiki liści. Radość ogromna z tarzania się w liściach i wspólnie spędzonych chwilach. Wstajemy i znów grabimy listki by zostawić służbom gotowe stosiki do zabrania.
    Pielęgnuje ten obraz w pamięci. Codziennie jadąc do pracy mijam babciny dawny dom i tą górkę. Za każdym razem widzę nas tam, w tych liściach i łza mi się kręci w oku.
    Babci już z nami nie ma, a ja ciągle w uszach słyszę jej śmiech.

  • Anonymous

    1. ja słyszałam Żanet Kaleta 😉
    2. bałabym się rodzić w domu, u nas ciąża idealna, bezproblemowa a Zuzie wytargali nieplanowo przez cc
    3. super post! no trochę się wzruszyłam, a wiesz, że ja nie łatwo się wzruszam
    AW

  • wspomnienie z dzieciństwa i to te najpiękniejsze …. pamiętam że od zawsze lubiłąm przebierać się za pannę młoda pamiętam to sama dokładniej ze szczegółami z opowiadań mamy i ze zdjęć.sukienki robiłam z wszystkiego z prześcieradeł z reczników welon miałam uszyty przez ciocię szał był wtedy kiedy niechcący znalazłam suknie ślubną mamy o wtedy całe dnie mogłam tak być ubrana i od małej czyli jak miałam 4-5 latek brałam na niby ślub z niewidzialnym panem i co najlepsze potem kiedy już wiedziałam co i jak po ślubie wsadzałam sobie poduszkę pod sukienkę i byłam w ciąży ;p i zawsze marzyłam o minimum 3 dzieci na tę chwilę mam dwóch synów i w niedalekiej przyszłości marze o trzecim dziecku 🙂 🙂 a wszystkie babcie ciocię na mnie krzyczały żebym nie zakładała sukni ślubnek i welonu bo zostanę starą panną 🙂 – mam męża 🙂 nie sprawdziło się

    marzę o tek książce jestem baaardzo ciekawa 🙂
    pozdrawiam

  • Najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa to zdecydowanie wakacje u dziadków 🙂 Rano dziadek zaprzęgał konia, pod ławeczką na wozie chował smakołyki dla mnie i dla mojej siostry i jechaliśmy na pole lub łąkę, pośpiewując „Baja bogno” Zylskiej. Na miejscu zawsze dziadek organizował dla nas szałas, układał tam nasze zabawki, koc, poduszkę i smakołyki, obok usypywał niby-piaskownicę. W cieniu kładł wiadro z wodą dla konia. Wśród smakołyków zawsze były babcine parowańce, kompot, jabłka, wedlowska czekolada truskawkowa i chipsy o smaku zielonej cebulki. Dziadek pracował, a ja z siostrą się w tym szałasie i w tej prowizorycznej piaskownicy bawiłam, poiłyśmy też konia i dawałyśmy mu po kryjomu trawę czy inne rośliny do jedzenia. W drodze powrotnej zawsze kupowaliśmy lody i oranżadę. Po powrocie czekała na nas kąpiel w wanienkach na świeżym powietrzu, kolacja i ciepłe mleko prosto od krowy ( z tradycyjną licytacją- kto ma więcej pianki). Szkoda, że te czasy nie wrócą…

  • Wspaniała recenzja!
    Piękna książka!

  • Anonymous

    Było to dawno, dawno temu. Za kilkoma lasami, skrzyżowaniami i jedną rzeką mieszkała sobie dziewczynka. I mama. Tata i dwóch braci też tam byli ale w tej historii nie odegrali znaczącej roli. Mama wybierała się na strych pewnie wieszać pranie bo przy tak licznej rodzinie praca była na okrągło. Córeczka miała pilnować zaczynu. Mama co prawda powiedziała że to co jest w garnku zacznie rosnać ale dziecko jakoś nie dawało temu wiary. A jednak. Drożdże ruszyły i garnuszek szybko okazał się być za mały. Ciasto wylewało się. Przerażona córeczka próbowała zakrywać garnek pokrywką. Wszystko na nic. Coś co było w garnku najwyraźniej ożyło i zapragnęło uciec. Wszystko to trwało wieczność a wybawienie przyszło po jakiś godzinach. Tak to przynajmniej zapamiętałam.
    Pozdrawiam
    Ania

  • W czasie wakacji jeździłam do babci i dziadka. Mieszkali oni w centrum małego miasteczka w starej kamienicy w małej kawalerce. W tym jednym pokoju spał mój tata, ja z mamą w jednym łóżku i babcia z dziadkiem w drugim.
    Poranki. Cały dom jeszcze śpi. Ale nie… ktoś pogrzebaczem szura po kuchni, wstawia wodę na herbatę. Przymykam oczy dalej… słyszę skrzypienie parkietu… ktoś idzie i zatrzymuje się nad moim łóżkiem. Otwieram oczy. To dziadek. Jest uśmiechnięty i patrząc na mnie przywołuje mnie palcem wskazującym… bezgłośnie… zaspana powoli próbuję wygramolić się z pod puchowej kołdry i nagle lecę… do góry 🙂 Dziadek bezszelestnie porywa mnie w ramiona i niesie do kuchni. Po cichu, żeby nikt się nie dowiedział, żeby to była tylko nasza chwila. Sadza mnie przy dębowym stole i pod nos podsuwa jeszcze ciepłą drożdżówkę i kubek kakao. Patrząc w jego uśmiechnięte oblicze, w tej naszej ciszy siedzę i jem.
    I mimo, że ja mam już własne dzieci a dziadka nie ma już kilkanaście lat to wspomnienie jest tak żywe, że jak o tym myślę czuję zapach tego domu, rozpalonej kuchni i tego kakao 🙂

  • Byłam małą dziewczynką, panował okres świąteczny. Na choince pełnej słodkości wisiało czerwone piernikowe kółeczko. Z radością za nie pociągnęłam i cała choineczka runęła wraz z przedwojennymi bombkami. Radość ze zjedzenia tej oponki w mej pamięci pozostanie po dziś dzień, a strach przed karą….to już na inną opowieść 🙂

  • Ja całe dzieciństwo wspominam bardzo dobrze, wszystkie chwile spędzone chwile z bliskimi były szczęśliwe ale ciepło wspominam okres kiedy razem z mamą szyłyśmy ubranka dla lalek.Pamiętam jak dziś, jak się wpatrywałam w każdy ruch igły gdy mama szyła 🙂 Z łezką w oku o tym piszę 😉 Zawsze marzyłam, że se swoją córeczką też będziemy spędzać tak chwile ale na chwile obecną oczekuję synka więc już się szykuję do szycia dinozaurów, a temat lalek musi poczekać 🙂 Pozdrawiam gorąco!

  • Anonymous

    Moje najpiękniejsze to jednocześnie wspomnienie najgłębiej skrywane, podzieliłam się nim tylko raz. Z moim mężem który jest moim najlepszym przyjacielem. Moje najpiękniejsze wspomnienie to moja ukochana Babcia rozkładająca gruby koc w kratę na długiej, nieskoszonej trawie porastającej polną drogę. Miałam wtedy 5 lat, to było upalne lato, wszyscy poszli zbierać maliny na plantację, a ja zostałam z babcią. Wylegiwałyśmy się na kocu i zajadałyśmy świeżymi malinkami prosto z krzaka. Babcia powiedziała że za kilka lat jak pójdę do pierwszej komunii, przyjdziemy tu znowu, rozłożymy na kocu talerzyki, będzie pyszny tort z malinami, świeże mleko… i będziemy ucztować z całą rodziną. Babcia tak pysznie to opisała, że wprost nie mogłam się doczekać. Rok później Babcia już nie żyła, a ja wciąż wspominając tą sytuację mam łzy w oczach. Ze smutku i z radości, że pozostawiła po sobie tak piękny ślad w mojej pamięci.
    Mam malutkiego synka, może kiedyś będę miała więcej dzieci. Zabiorę je kiedyś na tą polną dróżkę i będziemy sobie wspólnie biesiadować w ciepłym słonku, tak jak opisała to moja Babcia Janinka.
    verymadstrawberry@gmail.com

  • Nie wiem czy jeste najpiekniejsze, ale jest jedyne jakie sobie przypominam. Bylismy nad morzem, taka wieksza grupka rodzinnie. Poszlismy na spacer, moja siostra zle sie czula i chciala isc spac, zostala w pokoju a my poszlismy. Po ddobrej godzinie wracamy a drzwi zamkniete, siostry brak. Rozpoczely sie wielkie poszukiwania. I co sie okazalo? Ze goska zasnela ale w toalevie, dlatego jej nikt nie widzial przez okno domku a spala tak mocno ze pukanie jej nie obudzilo. Dopiero zapasowy klucz wlasciciela pozwolil odkryc prawde 😀 nie wspomnie ze do dzis dnia sie z niej smieja y tego 🙂

  • Jak miałam kilka lat postanowiłam zrobić na Święta Bożego Narodzenia prezenty rodzicom, bo żal mi ich było, że Mikołaj nie przynosił prezentów także im. Do sklepu poszłam do … naszej łazienki. Tacie zapakowałam prawie pustą wodę toaletową, mamie zapas kolorowych mydełek i jeszcze nawet moim braciom coś zapakowałam, już nie pamiętam co, chyba jednemu (jeszcze papierkowe) pięć groszy. Po dzień dzisiejszy wspominają i śmieją się ze mnie 🙂

  • Moje wspomnienie: gdy opowiadam o tym bliskim wszyscy bez wyjątku kręcą głowami z niedowierzeniem, no bo w końcu to niemożliwe żeby zapamiętać wydarzenie podczas którego miało się 1,5 roku. Określenie daty jest bardzo dokładne, bo to właśnie w ten dzień zrobiono mi pierwsze zdjęcie do paszportu. Pamiętam jedynie urywki, wycinki sytuacji- za to bardzo dokładnie potrafię przywołać emocje, które mną targały. To był ciepły dzień- jestem tego pewna, bo mama założyła mi krótką sukienkę bez rękawków, która delikatnie obcierała mi ramiona. Nagle znalazłam się z rodzicami w białym, dziwnym pomieszczeniu, posadzono mnie na wysokim stołku, mama z tatą gdzieś zniknęli a przede mną zapaliła się lampka (dziś wiem, że to flesz), która mnie oślepiła. Dokładnie pamiętam co wtedy czułam: zdziwienie, zaciekawienie, pojawiła się chwilowa dezorientacja (przywołuję tamtą myśl: co się dzieje?), następnie strach, przerażenie, że zostałam sama a na końcu cudowna ulga zakrapiana tym niesamowitym poczuciem bezpieczeństwa, gdy mama wzięła mnie w ramiona i mocno przytuliła. To uczucie miłości towarzyszy mi do dziś i życzyłabym każdemu tak pięknego pierwszego wspomnienia.
    pozdrawiam

  • Pamiętam jak z Mamą i Babcią tańczyłam do piosenek Disco polo;) Jak uwielbiałam angielkę z cukrem albo bułkę maczaną w posolonej śmietanie i wianki z koniczyny i chabrów zbieranych na polu, które uczyła mnie robić Babcia. Ach no i zapach drożdżowego ciasta i siedzenie na werandzie w lato…
    A poród… wydaje mi się, że duży wpływ ma samo nastawienie. Wyobrażałam sobie swój poród tylko pozytywnie i taki był (no, może potem nie było ze mną najlepiej, bo podobnie jak Twoja Mama miałam duży upływ krwi), ale wspominam go jako naprawdę lekki.

  • Najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa wiąże się z moim Dziadziusiem. Zresztą większość wspomnień wiąże się właśnie z nim, bo to on, gdy chorowałam,a mama szła do pracy zostawał ze mną w domu. Ale wracając. Dziadkowie mieszkali na wsi, w pobliżu były stawy, gdy tylko przychodziła zima, a mróz ścinał wodę padało moje pytanie ” Idziemy na łyżwy?” i chodziliśmy. Ja jeździłam, Dziadziuś patrzył, bił brawo, gdy udało mi się przejechać cały staw, Broń Boże na łyżwach takich jak to teraz są. To był zakładany na buty kawałek blaszki, ale jak pięknie niósł przez lód. I przerębel pamiętam. Oj kusiło tam zajrzeć, kusiło. Szkoda, że te czasy minęły bezpowrotnie. Chociaż dom na wsi jest nadal, stawy też są i nawet ten kawałek blaszki leży gdzieś na strychu, tylko Jego brak. Najwspanialszego Dziadziusia. Dobrze, że są wiecznie żywe wspomnienia i zdjęcia, które pozwalają powrócić do tych cudownych, beztroskich chwil z dziecinnych lat.

  • Moi rodzice twierdzą, że nie mogę tego pamiętać… I pewnie mają rację, ale skąd znam tyle szczegółów? Moje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa dotyczy mojego brata, dzisiaj mojego najlepszego przyjaciela. Miałam dwa latka, gdy się urodził. I pisząc to widzę, jak na podwórko wjeżdża samochód (stara, wierna Dacia). Prowadzi tata, z tyłu siedzi moja mama, trzymająca w beciku małego czarnego chłopca. I obok nich siedzi moja babcia. Widzę, jak na mnie patrzą i się śmieją. Ja mam na sobie piękną sukienkę i dziadek, który się mną opiekował po nieobecność rodziców mów, że przyjechał Marcinek i już zawsze będziemy razem. Miał rację. A ja do dzisiaj kłócę się z rodzicami, że to pamiętam. I wierzę, że to nie jest wytwór mojej wyobraźni, a nawet jeśli – chowam go głęboko w sercu. Wiem przecież, jakie to emocje wracać do domu z nowo narodzonym Maleństwem…

  • kasia89t@op.pl

    moje najlepsze wspomnienie? mialam z 4 latka moze nawet nie i ciagle prosilam o psa 🙂 ktoregos razu tata wrocil z trasy, wsadzil mnie do swojego stara a tam…mala kudlata kulka 🙂 moj pierwszy pies-Brytan,najlepszy kumpel na mnie nigdy nie warknal. a zycie potoczylo sie tak ze z psami mam troche wspolnego 😉

  • Piękna recenzja, zachęcająca i to bardzo:)
    Moje wspomnienie to smak mleka, prosto od krowy, ciepłe, z pianką, pite z blaszanego kubka przez całą naszą czwórkę po kolei. To sianokosy, zapach siana, ciepło słońca,lodowata woda prosto z potoku, chowanego w kopach siana, obiad zapakowany w chustę. I najważniejsze jazda do domu na furze siana. Ech..

  • Pamiętam, jak byłam mała przyjeżdżałam do babci do miasta, jakież to było przeżycie 🙂 Mieszkając na wsi nie znałam autobusów miejskich i latarni zapalonych do późna w nocy. Babia zawsze podczas takiego pobytu zabierała mnie na ptysie. Ten smak pamiętam do dziś 🙂

  • Ta książka robi się coraz bardziej popularna. Wiele mam ją chwali. Chętnie przeczytałabym ją, bo sama nie najlepiej wspominam poród. Choć przygotowywałam się do niego solidnie, chodziłam do szkoły rodzenia, byłam pozytywnie nastawiona, to jednak nie było tak, jak to sobie wymarzyłam. Poród był wywoływany (teraz uważam, że niepotrzebnie, bo rano przed wyjazdem na porodówkę miałam już lekkie skurcze). Oksytocyna wywołała skurcze, które trwały aż 2 dni. Potem akcja porodowa i ta nieszczęsna położna, która na mnie krzyczała. Dałam z siebie wszystko, ale poród i tak zakończył się CC. Dodam tylko, że rodziłam 1 rok i 2 miesiące temu! Nie mam żalu o to, że tak długo bolało. Dla dziecka zniosłabym wszystko. Mam żal do losu, że trafiłam na taką złą położną. Zamiast mnie wspierać, wprowadzać miłą i rodzinną atmosferę, traktowała mnie jak zło konieczne.
    Reasumując, od położnej zależy cały przebieg porodu. Trafić na wspaniałą, ciepłą położną to wielkie szczęście. Wszystkim przyszłym mamą życzę tego z całego serca.
    Ustawiam się w kolejce po książkę.
    Najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa to przytulanie się do mojej mamy. Zawsze, gdy czegoś się bałam (np. trudnej klasówki z fizyki) albo gdy przyśnił mi się straszny sen, w nocy biegłam do łóżka mojej mamy. Wchodziłam cichaczem pod kołdrę i przytulałam się do niej, a ona do mnie. I tak przytulone spałyśmy razem. To mi dawało poczucie bezpieczeństwa i uciszało strach. Teraz, gdy sama jestem mamą widzę, że gdy moja córeczka czegoś się przestraszy, szybko wpada w moje ramiona. Zupełnie tak, jak ja kiedyś w ramiona mojej mamy. 🙂
    Pozdrawiam
    Monika

    • Jakieś 20 min. temu słuchałam rozmowy z autorką tej książki w DDTVN. Kobieta robi niesamowite wrażenie – ciepła, spokojna, serdeczna i profesjonalna. Ach, inne położne powinny ją sobie stawiać za wzór! 🙂

    • Ja też oglądałam tę rozmowę. Wspaniała kobieta.

    • 🙂

  • Anonymous

    Ja najmilej wspominam czas spędzany z babcią- jej pyszny sernik bez ciasta i truskawki ze śmietaną, które wtedy smakowały tak, jak nigdy, i jeszcze chwile kiedy tata uczył jeździć mnie na moim białym rowerku „reksiu”- a teraz to moja sześcioletnia córcia na nim śmiga- ciekawe co ona będzie wspominać najmilej?
    pozdrawiam demuszka5@poczta.onet.pl

  • Pierwsze, najpiękniejsze wspomnienie? Hmmm… Wiem! Miałam wtedy 4 lata. Ponieważ moja mama pracowała na kolei, często wracała z pracy bardzo późno, a ja za wszelką cenę chciałam na nią czekać. Tak było i tego dnia, kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Czekałam i czekałam…niestety, znużona, w końcu zasnęłam. Obudziło mnie włączone w pokoju światło i głos mamy. Jakiś taki inny…po chwili usłyszałam, że ma dla mnie niespodziankę. W progu stał ogromny biały pies…. Powoli wszedł do pokoju, łapy trzęsły mu się jak osiki, ślizgały na panelach. Okazało się, że dorosły owczarek podhalański przybłąkał się na dworzec kolejowy. Mama nie miała serca go tam zostawić, a białas bez problemu wsiadł z nią do pociągu i przyjechał do nas do domu.
    Od razu dostał imię Misiek. Był moim pierwszym, ukochanym psem. Towarzyszył nam przez lata, a gdy przyszło się rozstać, ból był nei do opisania dla dziecięcego serduszka. Na pewno już zawsze będę pamiętać Miśka jako najpiękniejszy prezent z dzieciństwa, i samo wspomnienie, które wywołuje uśmiech na twarzy 🙂

  • Aga

    Moje najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa to wspólne i beztroskie zabawy z kuzynostwem. Jak się niedawno okazało nawet prorocze 🙂 Między mną a moim osobistym rodzeństwem jest duża różnica wieku, bo 12 i 10 lat, więc Oni nie za bardzo mieli chęć bawić się ze mną. Dlatego też moja mama często odstawiała mnie do cioci. Tam była trójka Urwisów (ze mną czwórka) w podobnym do mojego wieku. Mieliśmy przefantastyczne pomysły do zabawy. Namiot z koców i krzeseł, pokazy mody (z cicinej szafy), budowa dziwnych pojazdów z krzeseł, urządzanie domu na starych konnych saniach i wiele, wiele innych. A że mieszkaliśmy na wsi, możliwości było wiele. Dwie zabawy utkwiły mi w pamięci zdecydowanie najbardziej 🙂 pierwsza to jak mój kuzyn Jc. udzielał ślubu swojej siostrze i kolejnemu kuzynowi na przyczepie wujka. B. miała welon z firanki, a Jr. kapelusz dziadka 🙂 Ja i jeszcze jedna kuzynka byliśmy chyba świadkami, ale czy tak nazywaliśmy wtedy nasze role? Nie pamiętam. Chyba nie byliśmy tego świadomi. Druga zabawa w kościół. Jc. zakładał spódnicę cioci (brązową) pociągał aż po pachy, by nie ciągnęła się zbytnio po ziemi, braliśmy taką starą cukiernicę babci, taką na nóżce – przypominająca kielich, do której wrzucaliśmy połamany na kawałki pączek. Dziewczyny klękały posłusznie w rzędzie (w tym ja) a Jc. udzielał nam Komunii. Pamiętam jak staraliśmy się być poważni, jak jedno drugiego upominało za nawet najmniejszy uśmieszek.
    Dzisiaj te dwie zabawy wszyscy wspominamy z wielkim uśmiechem na twarzach, bo Jc. jest najprawdziwszym księdzem 🙂

  • Książka wydaje się być niezwykła!
    Najpiękniejsze wspomnienie hmm..? Pamiętam wakacje na wsi każdego ranka z kuchni pachniało świeżym okrągłym bochenkiem chleba,który zawsze kroił dziadzio i smak śmietankowego masła,które było obowiązkiem na stole babci.Uwielbiałam jeść ten świeży chleb z dżemem truskawkowym.Pewnego dnia dziadzio zabrał mnie i mamę do lasu aby posadzić sadzonki młodych drzew dziadzio kopał dołki a mama trzymała równo drzewko a ja pomagałam zakopywać z dziadziem i podlewałam tych sadzonek było sporo,bo dziadzio chciał aby las się zagęścił.Gdy już wszystkie zasadziliśmy zapytałam dziadzia kiedy One urosną? Dziadzio z uśmiechem na twarzy trzymając mnie za rękę patrząc na niebo powiedział”Dziecko kochane drzewka urosną wysoko razem z Tobą” Minęło już kilka lat zawsze wracałam do tych chwil aby wrócić do lasu i zobaczyć jak drzewa urosły.Drzewa są już duże no prawdę mówiąc rosły razem ze mną 🙂 Szkoda,że dziadzio się tego nie doczekał,bo zmarł kilka lat później po zasadzeniu drzewek ale pamięć jest trwała gdy tylko wracam tam na wieś( kilka domów dalej mieszka moja siostra) mijając samochodem ten las uśmiecham się i wspomnienia z tego czasu wracają.

  • Zdążyłam?

    Moje najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa ma związek z miastem, w którym mieszkasz 🙂 Miałam kilka lat, gdy pojechałam z rodzicami do pewnej kliniki w Krakowie na badania. Nie rozumiałam tego wszystkiego w ogóle. Ta wizyta była dla mnie frajdą. Niepełnosprawni ludzie na korytarzach owej kliniki nie robili na mnie wrażenia, bo do tej kliniki wchodziło się przez drzwi automatyczne!!! Drzwi, które otwierają się, gdy się do nich zbliżasz! Coś niesamowitego dla małego dziecka pod koniec lat 80-tych. Powoli zbliżałam się do drzwi, a gdy te się otwierały ze śmiechem uciekałam do mamy siedzącej w długiej kolejce przed gabinetem lekarza.

    Sama nie wiem czemu to wspomnienie uważam za takie cudowne. Pamiętam kolor sukienki, którą miałam na sobie, a nawet to w co ubrana była mama. Może dlatego to wspomnienie jest takie cudowne, bo jest takie wyraźne.
    Niestety dziś, gdy drzwi automatyczne mamy wszędzie, moje wspomnienie nie robi na nikim wrażenia, a u mnie wciąż na myśl o tych drzwiach pojawia się uśmiech na twarzy.

  • Mam takie wspomnienie, które zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy.
    Miałam trochę ponad trzy lata, gdy moja mama urodziła mojego brata. Pamiętam przebłysk, jeden tylko, gdy w naszym wspólnym – moim i mojego brata – pokoju mama zmieniała mu pieluszkę. Był malutki, taki tyci. I pamiętam, że gdy towarzyszyłam mamie przy tej czynności, zauważyłam coś, co zdecydowanie odróżniało mojego brata ode mnie :))) Przestraszyłam się szalenie, bo nie wiedziałam CO TO TAKIEGO! Rozpłakałam się i uciekłam do taty, jakby się za mną kurzyło 🙂

  • Anonymous

    jedno z moich pierwszych a jednocześnie najpiękniejszych wspomnień to 12 marca 1988r. Dzień w którym urodził się mój brat. Miałam wtedy niespełna 3 latka. Pamiętam, jak bardzo tęskniłam za mamą a tata mówił, że jeszcze troszkę musze poczekąc i na mame i na braciszka i wkońcu nadeszła ta chwila…Pamietam jak dziś ze skakałam z radości jak tata powiedział, że urodził się mi braciszek. Było jeszcze zimowo za oknem..Tata ubrał mnie w kożuszek i ciepłą czape i ruszyliśmy białym maluszkiem do mamy i małego ł=Łukaszka. Pamiętam jak dziś jak mama pokazała mi małe zawiniątko…Tylko przez krótka chwile, przez małe okienko. Nie mogliśmy wejść na porodówke więc jak przed tym okienkiem spiewalam dla mamy i braciszka piosenkę i tańczyłam. Pamiętam jak wszyscy bili mi brawo i jak strasznie spociłam się w tym grubym kożuszku:) Byłam przeszczęśliwa! Magda S.

  • Piękna recenzja!
    Pierwsze wspomnienie z dzieciństwa to uczucie radości, kiedy z przedszkola przychodziła odebrać mnie MAMA. Nie zdarzało się to często, ponieważ pracowała dłużej niż przedszkole było czynne. Czasami przychodziła po mnie Babcia, czasami Ciocia, ale pamiętam, że tylko do Mamy biegłam jak szalona:) I zrobię wszystko, żeby czekać na mojego Synka w drzwiach przedszkola… Ale na to jeszcze trochę czasu mamy…

  • Piękna recenzja! Piękna! Żaneto (bez zdrobnień, a co!), napisałaś ten post tak, że ja bez książki uroniłam kilka łez. Zachęciłaś do wzięcia udziału w konkursie, nie ma dwóch zdań! Pięknie piszesz, łapiesz za serce.

    I w sekrecie powiem, że ja też zastanawiałam się o co chodzi z tą Żanetką? No cholerka, reklama reklamą, ale żeby się tak pieścić? Nigdy wcześnie, aż do tej pory, nie słyszałam o tej wspaniałej kobiecie.

    A moje wspomnienie z dzieciństwa? Jest piękne, jedne z pierwszych i – naturalnie – dotyczy mojej mamy.

    Przede mną był kilkutygodniowy wyjazd w góry. Miałam tam pojechać z babcią i dziadkiem – pierwszy raz bez siostry i bez rodziców. Cieszyłam się na ten wyjazd choć czekało mnie rozstanie z naj-naj-najbliższymi. Mama dużo ze mną rozmawiała, chciała się „nabyć” ze mną, opowiadała o tym jak mnie kocha i jak możemy radzić sobie w trudnych sytuacjach. Wieczorem brała mnie na kolano i pokazywała niebo. Mówiła, że jestem jej Gwiazdeczką (do tej pory w chwilach czułości tak mnie nazywa) i szukałyśmy mojego odbicia na granacie nieba. Potem Mucha wybierała najjaśniejszą gwiazdę i tłumaczyła, że to jest jej odbicie. „I pamiętaj, Maryniu, jak będziesz tęsknić i będzie ci smutno, siądź przy oknie i poszukaj mamusi” tak mówiła. Dla mnie to był miły rytuał, kolejna przyjemna pogawędka o tym samym – zupełnie jak chwila pieszczot. Nadszedł czas, babcia zabrała mnie do Międzybrodzia Żywieckiego. Bawiłam się tam wyśmienicie, poznałam koleżankę, jadłam lody i ciasteczka. I z każdym dniem bardziej podobały mi się góry, ale robiłam się coraz smutniejsza. I wtedy, kiedy w pytaniu babci zatrzymałam się na słowie „tęsknisz” („A może ty tęsknisz za mamą?”), wszystko, ale to wszystko mi się przypomniało! Tego dnia wieczorem usiadłam w otwartym oknie, czekałam na zmrok, na ciemne niebo. To był jedyny raz kiedy babcia pozwoliła mi bez mycia przebrać się w piżamkę. Siedziałam i czekałam aż na dworze zrobiło się zupełnie ciemno – właśnie wtedy niebo było najpiękniejsze i najjaśniejsze. I znalazłam! Znalazłam Gwiazdeczkę i jej mamusię. Opowiedziałam im o moich przygodach, pomachałam, puściłam buziaka i od tej pory robiłam tak codziennie aż do powrotu do domu. Do dziś ze wzruszeniem wspominam tę historię. Byłam taka malutka, miałam może 4 lata.