Położna – Kobieta Anioł

Patrzę na elegancką okładkę książki leżącej przede mną na ławie. 
Piękna kobieta jedną dłonią podtrzymuje główkę noworodka, nachyla się nad nim jakby coś szeptała. 
A może próbuje pocałować dziecko? 
Wśród delikatnych kolorów doskonale widać wyróżniający się tytuł 
POŁOŻNA
3550 cudów narodzin
I nazwisko… Jeannette Kalyta.

Patrzę na nazwisko i wracam myślami do sytuacji sprzed kilku lat.
Siedzę w pracy, w tle dobiegają jakże znane, przecież powtarzające się każdego dnia po kilkadziesiąt razy te same odgłosy z radia.
„Nazywam się Żanetka Leta. Jestem położną z wieloletnim doświadczeniem. Codziennie spotykam wyjątkowe kobiety, takie jak Ty…”
Po raz kolejny przez moją głowę przebiega ta sama myśl. Dlaczego Żanetka? Dlaczego dorosła kobieta publicznie zdrabnia swoje imię. 
Większość z Was wie, że mam na imię Żaneta. To pewnie dlatego ta myśl wtedy nie dawała mi spokoju za każdym razem gdy słyszałam reklamę środka do higieny intymnej. Gdyby kobieta przedstawiała się imieniem Kasia, Asia, Basia itp chyba nawet nie zwróciłabym na to uwagi. Swoje imię zawsze się wyłapie. 
Wtedy nie przypuszczałam, że „Żanetka Leta” wróci do mnie po kilku latach. Wróci i sprawi, że będę oczarowana jej osobą.

Jak się okazało- tak naprawdę Jeannette Kalyta. Moja imienniczka. Moja pokrewna dusza. Gdyby dane było mi spotkać tę kobietę na żywo bez chwili wahania uścisnęłabym ją. 
Bez słów. Za to za słowa. Te, które wywarły na mnie tak ogromne wrażenie.
Jak chyba żadne inne nigdy wcześniej.

Książka, która trafiła do moich rąk, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwarte zapisała mi się w pamięci i wiem, że pozostanie tam już na zawsze. Wiem też, że jeszcze nie jeden raz do niej wrócę. Jeżeli kiedykolwiek będzie dane mi zostać babcią, to posunę się o stwierdzenie, że zanim to nastąpi dam egzemplarz swojej synowej. A już na pewno córce o ile kiedyś ponownie zostanę mamą – dziewczynki.
Żeby miały wspaniały poród. Taki jak te, które opisuje Jeannette.
Wymarzony. Taki jak mój.
Pozwólcie, że tak jak autorka na kartach książki, tak i ja będę wracała wspomnieniami do pewnych wydarzeń…
Bałam się porodu, tego co ma nastąpić. W końcu to miało być nieznane dla mnie doświadczenie. Uczęszczaliśmy do szkoły rodzenia. Rozmowy z położną mnie uspokajały. Filmy z porodów również. Tak samo jak myśl o tym, że nie będę sama.
Dużo czytałam. Skupiałam się jednak tylko i wyłącznie na pozytywnych historiach. Nie chciałam czytać i słuchać o bólu, strachu, krwi. 
W głowie miałam wizję swojego porodu. Tak silną, że stała się rzeczywistością. 
Nie planowałam minuty po minucie, chciałam jednak, żeby było to dla mnie wspomnienie, do którego będę z chęcią wracać w przyszłości.
Trafiłam na położną anioła. Agnieszka Serafin. Nawet nazwisko miała anielskie. 
Gdybym ponad rok temu miała możliwość przeczytania książki Jeannette byłoby mi jeszcze łatwiej. Zmieniłoby się jedno. Chciałabym urodzić w domu. 
Lektura sprawiła, że to co chodziło mi po głowie, a wydawało fanaberią okazuje się być czymś naturalnym. 
Tak samo naturalnym jak to, że pierwsze godziny życia Mateuszka spędziliśmy wtuleni w siebie. Cała nasza trójka. 
Często wracam myślami do tych chwil. Często wypowiadam je głośno, gdyż nie mogę zapomnieć tego mistycznego uczucia. Opowiadam raz po raz o tym mojej mamie, która słucha mnie ze łzami w oczach.
Gdy ja się rodziłam mama mogła na mnie tylko spojrzeć. 
Zaraz potem zabrano mnie. 
Był grudzień 83 roku. Mróz, w szpitalu nieszczelne okna. Z tego powodu nie przywozili matkom swoich dzieci nawet na karmienie. Mama straciła mnóstwo krwi podczas porodu. Spędziłyśmy w szpitalu równy tydzień. Do dziś mama wspomina jak podczas tych krótkich chwil, kiedy przynosili małe zawiniątko położna żartowała do mamy „karmić, karmić, nie przyglądać się”. A moja mama patrzyła w moje oczy, które współgrały z granatową obwódką na białym rożku i kręciła loczka z tej garstki włosów, które miałam na czubku główki. 
Mimo, że znam tą historię na pamięć, ciężko mi było wyobrazić sobie i zrozumieć dlaczego w tamtych czasach zabierano matkom to co najpiękniejsze w porodzie. Dlaczego kobiety się na to godziły…
Odpowiedź poznałam już po pierwszych rozdziałach, gdzie Jeannette wspomina swój poród, ten w którym na świat przyszło jej pierwsze dziecko. A także ten, w którym uczestniczyła jako młodziutka położna, która sprzeciwiając się ordynatorowi dwukrotnie kładzie dopiero co narodzone dzieci na brzuchach ich matek. 
To wtedy po raz pierwszy przyszło mi na myśl, że z chęcią przytuliłabym tą kobietę. 

Takich momentów podczas czytania było mnóstwo. Nie będę Wam ich opisywać, opowiadać książki. Nie będę Wam zabierać uczucia ciekawości, poznania tego co znajduje się na następnej stronie. I na kolejnej. 
Książka przede wszystkim wzrusza, choć nie brakuje w niej zabawnych scen.
Nie jeden raz jednak odkładałam na bok swój egzemplarz, bo łzy przeszkadzały mi czytać dalej. Próbowałam je przełykać, ocierać wierzchem dłoni. Tak, by nie widział mój mąż. Nic z tego. Każdą z historii musiałam poukładać sobie w głowie i w sercu. Zaakceptować słowa. 
Dopiero wtedy mogłam czytać dalej. 
Wieczorem, kładąc się do łóżka sceny wracały do mnie. Przeżywałam je na nowo. Nie mogłam się doczekać, by sięgnąć po książkę ponownie.
Jeannette na samym początku książki wspomina, iż żałuje, że nie mogła opisać wszystkich porodów, które przez te wszystkie lata odebrała. Książka liczyłaby wtedy co najmniej trzy tysiące stron. 
Myślę, że  nawet taka ilość pozostawiłaby we mnie niedosyt. 
Każda historia tak inna, tak niesamowita. Chciałoby się do nich wracać i wracać.
Tak samo często jak wracam myślami do 19 listopada 2012 roku.

Każda historia zostawiła w moim sercu ślad i choć od czasu mojego porodu pogląd na wiele kwestii mam ten sam, to mimo wszystko książka ugruntowała mnie w przekonaniu, że warto żyć w zgodzie z samym sobą, słuchać tego co podpowiada nam intuicja. Jak dotąd nigdy mnie nie zawiodła i wierzę, że tak pozostanie.

Książka jednak to nie tylko zbiór historii porodowych. To również wspomnienia dotyczące życia autorki. Swoista autobiografia. Z przesłaniem.

Uczy. Miłości. Szacunku do drugiej osoby, nawet tej znajdującej się w brzuszku mamy. Pokazuje nam, że warto szukać swojej drogi, dać się ponieść nurtowi. Daje też wiarę i odwagę, by spełniać swoje marzenia i być wiernym wyznawanym poglądom. 

Żałuję, że nie miałam nigdy okazji poznać autorki. Ciepło bijące ze słów na każdej stronie, troska o innych, serdeczność sprawia, że przed oczami mam Kobietę – Anioła.
Taką samą, o której wspomina Jeannette na początku książki, opisując historię spotkania położnej z czasów, gdy sama była małą dziewczynką.

Dla mnie ta książka jest świadectwem wiary w drugiego człowieka, tego, że los stawia na naszej drodze wspaniałych ludzi. Tylko nie zawsze potrafimy ich dostrzec. Ci ludzie właśnie są jak anioły.

Mimo tego, że nie przytulę jej nigdy i nie podziękuję osobiście za każde słowo, co tak bardzo chciałabym uczynić, nie czuję smutku. Czuje, że przez tą książkę w pewien sposób spotkałam Anioła. Wiem bowiem, że jeśli któregoś dnia najdą mnie wątpliwości, sięgnę wtedy ponownie po książkę Jeannette.  I ona doda mi sił.
I wiary. Że chcieć znaczy móc.

Od dziś, także i Wy możecie.

Specjalnie czekałam z wpisem na oficjalną premierę, aby każdy kto poczuje potrzebę przeczytania książki, mógł ją zakupić.

Książka już jest dostępna na stronie empiku, pod adresem 

http://www.empik.com/polozna-kalyta-jeannette,p1086608124,ksiazka-p

Na koniec mam także dla moich czytelników niespodziankę. 

Każdy z Was, kto w komentarzu pod wpisem zostawi swoje pierwsze, najpiękniejsze dla Was wspomnienie z dzieciństwa będzie miał szanse na zdobycie książki Jeannette. 

Do rozdania mam aż 3 książki!

Na wpisy czekam do niedzieli 19 stycznia. Szczęśliwców wybiorę do przyszłej środy.

Bardzo jestem ciekawa Waszych wspomnień 🙂

takatycia

Dodaj komentarz

58 komentarzy do "Położna – Kobieta Anioł"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Hafija
Gość

Piękna książka!

Kruszynka
Gość

Dziś do mnie doszła, w weekend może się za nią zabiorę.

MyWay
Gość

🙂 A ja ciekawa bardzo jestem zawartości tej książki, bo kiedy Ty Żanetko ( zdrabniam i ja, z sympatii) opowiesz o czymś z wypiekami na twarzy, kocham to zanim mi w łapki wpadnie. A to musi być baśniowa historia.. bo jak inaczej nazwać cud narodzin?

mama silesia
Gość

ja ciepło wspominam i swoją położną:) a książki ciekawa jestem bardzo!

Liściki z szyszkowego Lasu
Gość

Ja czekałam na nią :-). Co do wspomnienia to były te chwile kiedy Tato zabierał mnie do swojej pracy – teatru – w sobotnie poranki – kiedy tylko nieliczni się tam kręcili i mogłam śmiało biegać po scenie 🙂

Kasia D.
Gość

Już sie nie nigdy doczekać kiedy ją przeczytam 😉
Cudna recenzja ;***

Kasia D.
Gość

Nie mogę doczekać* (słownik w telefonie) 😉

Ewelina Malina
Gość
Właśnie dziś rano zamówiłam tę książkę w empiku, pojutrze powinna u mnie i już nie mogę się doczekać czytania. Mam nadzieję, że w lipcu też trafię na położną z powołania a nie na jakąś wredną babę zmęczoną życiem. Po głowie chodzi mi również wynajęcie położnej do mojego porodu, byłabym wtedy spokojniejsza, ale czas pokaże. Najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa? Dużo ich jest;) Miałam jakieś 9 lat i postanowiłam, że będę dzielna i dorosła i zostanę na tydzień u wujka i cioci na wakacjach. Mieszkali 400km od nas. No cóż przeliczyłam się;) Po dwóch dniach dosłownie rozchorowałam się z tęsknoty za rodzicami,… Czytaj więcej »
ONA - Pikantnie Słodka
Gość

Moje najpiekniejsze wspomnienie z dziecinstwa 🙂 . Takie gdy mialam jakoś 2-3 latka z okazji mamy 18 urodzin dostalam piękne czerwone lakierki. Spalam nawet z tymi bucikami!. Gdy były za małe nie pozwolilam ich wyrzucic. Do tej pory sa gdzies w domu rodzinnym. Mam zdjęcia w tych butach. I do tej pory ubostwiam czerwien. zakochalam się i zostało!

Ksiazka wydaje się być niezwykla… już marze ja przeczytać!

Sylwia Kijewska
Gość
Jedno w pierwszych moich wspomnień z dzieciństwa to to jak moja 92letnia prababcia, poprosiła mnie do swojego pokoiku. Był już wieczór, a w pomieszczeniu świeciła raptem jedna malutka lampeczka(prababcia mieszkała na wsi, więc ciemności były wręcz egipskie). Dzięki temu widać było tylko twarz prababci i zawartość małego stoliczka, na którym stała lampka. Gdy przyszłam i przysiadłam na taborecie obok łóżka, prababcia zaczęła recytować wierszyk o Jasiu, który podróżował. Nie mogłam wtedy pojąć jak to jest, że człowiek tyle z pamięci zwrotek wierszyka umie. Niestety, i bardzo nad tym ubolewam, nie pamiętam dokładnie wierszyka, a babcia wyrecytowała mi chyba z 10… Czytaj więcej »
Polly
Gość
Ja bardzo ale to bardzo balam sie porodu, za kazdym razem gdy ogladalam serial w UK „one born every minute ” plakalam jak bobr nigdy nie obejrzalamdo konca. Kilka tygodni przed terminem natrafilam na twoj blog I opis twojego porodu. wzruszyl mnie bardzo ale tez dal mi duzo nadziei na fajny bez wiekszego bolu porod. Wstapil we mnie jakis taki spokoj. Mniej sie balam. I mimo iz porod byl bardzo dlugi I bolesny to chwila jak synus zostal polozony mi na brzuchu a pozniej na piersiach byla najcudowniejsZa nagroda za ten bol. Cos niezwyklego pieknego ciezko wytlumaczyc. Dla mnie to… Czytaj więcej »
Polly
Gość
Wspomnienia? Duzo jest pieknych wspomnien z dziecinstwa w latach 80-tych. Czasami zal mi ze moje dziecko nie bedzie biegalo po osiedlu bawilo sie w chowanego w klatkach w bloku na trzepaku lezalo na sianie czy bawilo na sniegu caly dzien. Nawet przedszkola nie te same. Ja cieplo wspominam jak moj tata szedl do pracy na 7 rano I po 6 zawozil mnie I o rok mlodsza siostre do przedszkola wlasnie. Zima bylo to obowiazkowo na sankach. Do dzis mam zywy obraz tego jak siedze z tylu a moja siostra z przodu. W przedszkolu zawsze bylysmy jednymi z pierwszych I czekalysmy… Czytaj więcej »
Katjuszka
Gość

Dzisiaj odebrałam swój egzemplarz. Nie mogę się doczekać. Musi poczekać. Najpierw skończę czytanie jednej. Nie znoszę przerywać czytania. 🙂

Kinga
Gość

Świetna recenzja. Na dniach na pewno książkę zamówię, przekonałaś mnie 🙂

agnieszka
Gość
Chciałabym mieć Myśloodsiewnię – jak Harry Potter, aby móc pokazać moim dzieciom to wspomnienie. Mam coś między 2 a 3 lata. Siedzę na górce piasku tuż pod otwartym oknem kuchni, świeci słońce, obok wygrzewa się kot, rośnie krzak róży, żółtej i pachnącej jak żadna inna. Słyszę jak mama w kuchni szykuje obiad, tata leży na trawie niedaleko i czyta gazetę, pije Ptysia, co jakiś czas do mnie zagaduje, mama coś do nas woła z kuchni, a ja zajadam piasek, śmiesznie chrzęści mi w zębach, usypuję górkę z piasku, ciepłego od słońca, sypię na kota, który nic sobie z tego nie… Czytaj więcej »
JustBetwoForLove
Gość

Żanetka, pewnie słyszałaś to już wiele, wiele razy, ale to Ty jesteś niesamowita. Dziś czytając recenzję miałam łzy w oczach. Ty również wzruszasz i sprawiasz, że mam ochotę Cię uścisnąć. Wywołałaś we mnie takie same emocje jak opisujesz. Przypomniałas mi mój poród, nie należał do lekkich, ale mimo wszystko nie boję się następnego. Wezmę udział w konkursie, tylko muszę znaleźć dłuższą chwilę na wspomnienia i zanotowanie ich, bo bardzo chciałabym mieć swój egzemplarz książki. Jeśli się nie uda w konkursie to z pewnością zamówię.
Pozdrawiamy serdecznie- Justyna i Anulka

Agnieszka Wyka-Wojnarowska
Gość
HA to śmieszne ale jak słyszę o niej to odrazu mni dźwięczy w uszach ta sławna kampania, pewnie dlatego też ciekawa jestem tej książki! Pamietam jak byłam u dziadków na wsi, wten dzień nauczyłam się jeżdzić na rowerku takim małym i czterema kółkami rzecz jasna i prezjeżdzałam przez całe podwórko dumna jak paw-babcia akurat zaganiała kury do kurnika i jedną starą geś!Pamietam jak dziś że jeszcze w południe babcia mówiła że jest taka stara że nawet już chodzić nie może- ale jak mnie zobaczyła na rowerku to jej się tak spid włączył i szyja tak wyciągneła że ja myslałam ze… Czytaj więcej »
Przewijka
Gość

Dziękuję za taką wspaniałą recenzję! Nabrałam chęci na przeczytanie tej książki. Więc pokuszę się na wzięcie udziału w konkursie 🙂

Najpiękniejszym wspomnieniem z dzieciństwa jest dla mnie kanapka ze śmietaną i cukrem. Pamiętam doskonale, jak babcia mi je szykowała, kiedy spędzałam u niej wakacje. Czuję w ustach ich przepyszny smak i zapach lata na wsi. 🙂

P.S. czemu Ciebie nie ma w Samosiach?

takatycia
Gość

Coś brak mi weny i czasu :((((

Przewijka
Gość

Aj, to szkoooooooda. Dwa tygodnie zostały 🙁

ENCEPENCE
Gość
Już książkę uwielbiam 😀 Twoje słowa tak przekonują, że z chęcią przeczytam 🙂 Byłam dzieckiem, małym dzieckiem – miałam niespełna 2 latka (każdy, komu opowiem to przeżycie uważa, że nie mam prawa tego pamiętać, ale ja to pamiętam i już!). Wychowywałam się na wsi, moi rodzice urodzili się na wsi. Mojej Mamy rodzinny dom był od nas jakieś 5 km, chodziliśmy do Dziadków pieszo – polną drogą, a później przez łąkę, żeby było na skróty – Dziadek po nas wychodził. Moi Rodzice pracowali na zmiany, więc najczęściej do rodziców mojej Mamy chodziliśmy tylko z Nią i z moim rodzeństwem –… Czytaj więcej »
ENCEPENCE
Gość

O! I powstał post, jakbyś miała ochotę, to zapraszam:
http://krowkatyldzia.blogspot.com/2014/01/najpiekniejsze-wspomnienie-z-dziecinstwa.html

Roksana Prusaczyk
Gość

moje wspomnienie z dzieciństwa jak od małego niedaleko domu, pod okiem rodziców robiących obrządki ale jednak na odległość godzinami lepiłam ciasta i obiady z ziemi, pisku i zielska wszelkiego rodzaju, piekąc i udając szefa kuchni.
Pasja do gotowania została mi do dziś, a moi rodzice cały czas mi wspominają jak ciężko było mnie jesienią czy nawet zimą zabrać cdo domu bo ze śniegu też można było lepić potrawy:)

Mama Lenki
Gość
Pisze jeszcze raz bo coś nie poszło :/ Miałam jakieś 3 latka. i jak to na wsi bywa większość dnia latem spędzało się na dworze. na naszym podwórku stał wielki kasztan pod którym stała blaszana wanna , uwielbiałam się w niej pluskać 🙂 i właśnie po części z tą wanną związane jest moje wspomnienie:)kąpałam się w niej razem z moją ulubioną lalką którą dostałam na gwiazdkę (dodam tylko że starsza siostra dostała identyczną). Niestety lalka nie była przystosowana do wodnych zabaw i wypadły jej wszystkie rzęsy 🙁 a ja jak to dzieciak nie mogłam znieść myśli że siostra ma lalkę… Czytaj więcej »
Filcuszki
Gość

Jedno z moich najmilszych wspomnień z dzieciństwa dotyczy moich zabaw z naszym psem. Jestem alergikiem i zawsze marzyłam o psie, takim najwierniejszym przyjacielu. Moi rodzice w przypływie emocji kupili bokserkę. Była niestety u nas krótko, bo alergia nie dała o sobie zapomnieć 🙁 Moje wspomnienie ulubione związane z tym psem, to jak mam 3 latka i uczę się na niej jak się żegnać. Ona leży cierpliwie na swoim posłaniu, a ja jej łapką robię znak ” W imię Ojca i Syna…” Tylko wtedy miałam przez chwilę psa. I bardzo dobrze ją pamiętam.

Tedi
Gość

Jedno z najprzyjemniejszych i jednocześnie najwcześniejszych wspomnień z mojego dzieciństwa było z moim dziadkiem. Dziadek umarł jak miałam cztery latka, więc ledwo co go pamiętam. Do tego przed śmiercią długo chorował na raka, więc gdy byłam mała, on był już schorowanym człowiekiem. Ale pamiętam dokładnie jak brał mnie na kolana, kładł przed nami kartkę papieru i trzymając w swojej ręce moją rączkę z ołówkiem, rysował. Pamiętam dokładnie jak rysowaliśmy świnkę i konika. Dzięki niemu potem chciałam rysować. Szkoda, że tak niewiele pamiętam z tego okresu.

Gizanka
Gość
Piękna recenzja. Twoje słowa przywołały we mnie wspomnienia z mojego porodu – to już rok minął!!! Nie mogę doczekać się kiedy ta książka trafi w moje ręce. Moje wspomnienie z dzieciństwa? Jest jesień, mam może ze 2-3 latka. Babcia daje mi i bratu małe grabki, sama bierze dorosłe grabie. Jest pięknie, słonecznie i stosunkowo ciepło jak na jesienny dzień. My ubrani tylko w kurteczki i lekkie czapki. Idziemy na pobliską górkę obok opuszczonego cmentarza i kaplicy ewangelickiej. Grabimy liście na duże stosiki i podnóża górki. Zabawa jest przy tym przednia. Zawody mamy, który stosik większy. A potem całą trójką wdrapujemy… Czytaj więcej »
Anonymous
Gość

1. ja słyszałam Żanet Kaleta 😉
2. bałabym się rodzić w domu, u nas ciąża idealna, bezproblemowa a Zuzie wytargali nieplanowo przez cc
3. super post! no trochę się wzruszyłam, a wiesz, że ja nie łatwo się wzruszam
AW

mama Piotrusia i Bartusia
Gość
wspomnienie z dzieciństwa i to te najpiękniejsze …. pamiętam że od zawsze lubiłąm przebierać się za pannę młoda pamiętam to sama dokładniej ze szczegółami z opowiadań mamy i ze zdjęć.sukienki robiłam z wszystkiego z prześcieradeł z reczników welon miałam uszyty przez ciocię szał był wtedy kiedy niechcący znalazłam suknie ślubną mamy o wtedy całe dnie mogłam tak być ubrana i od małej czyli jak miałam 4-5 latek brałam na niby ślub z niewidzialnym panem i co najlepsze potem kiedy już wiedziałam co i jak po ślubie wsadzałam sobie poduszkę pod sukienkę i byłam w ciąży ;p i zawsze marzyłam o… Czytaj więcej »
katrinka90
Gość
Najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa to zdecydowanie wakacje u dziadków 🙂 Rano dziadek zaprzęgał konia, pod ławeczką na wozie chował smakołyki dla mnie i dla mojej siostry i jechaliśmy na pole lub łąkę, pośpiewując „Baja bogno” Zylskiej. Na miejscu zawsze dziadek organizował dla nas szałas, układał tam nasze zabawki, koc, poduszkę i smakołyki, obok usypywał niby-piaskownicę. W cieniu kładł wiadro z wodą dla konia. Wśród smakołyków zawsze były babcine parowańce, kompot, jabłka, wedlowska czekolada truskawkowa i chipsy o smaku zielonej cebulki. Dziadek pracował, a ja z siostrą się w tym szałasie i w tej prowizorycznej piaskownicy bawiłam, poiłyśmy też konia i… Czytaj więcej »
Daria MamaLoliPoli
Gość

Wspaniała recenzja!
Piękna książka!

Anonymous
Gość
Było to dawno, dawno temu. Za kilkoma lasami, skrzyżowaniami i jedną rzeką mieszkała sobie dziewczynka. I mama. Tata i dwóch braci też tam byli ale w tej historii nie odegrali znaczącej roli. Mama wybierała się na strych pewnie wieszać pranie bo przy tak licznej rodzinie praca była na okrągło. Córeczka miała pilnować zaczynu. Mama co prawda powiedziała że to co jest w garnku zacznie rosnać ale dziecko jakoś nie dawało temu wiary. A jednak. Drożdże ruszyły i garnuszek szybko okazał się być za mały. Ciasto wylewało się. Przerażona córeczka próbowała zakrywać garnek pokrywką. Wszystko na nic. Coś co było w… Czytaj więcej »
Biegająca Matka
Gość
W czasie wakacji jeździłam do babci i dziadka. Mieszkali oni w centrum małego miasteczka w starej kamienicy w małej kawalerce. W tym jednym pokoju spał mój tata, ja z mamą w jednym łóżku i babcia z dziadkiem w drugim. Poranki. Cały dom jeszcze śpi. Ale nie… ktoś pogrzebaczem szura po kuchni, wstawia wodę na herbatę. Przymykam oczy dalej… słyszę skrzypienie parkietu… ktoś idzie i zatrzymuje się nad moim łóżkiem. Otwieram oczy. To dziadek. Jest uśmiechnięty i patrząc na mnie przywołuje mnie palcem wskazującym… bezgłośnie… zaspana powoli próbuję wygramolić się z pod puchowej kołdry i nagle lecę… do góry 🙂 Dziadek… Czytaj więcej »
Klaudia W
Gość

Byłam małą dziewczynką, panował okres świąteczny. Na choince pełnej słodkości wisiało czerwone piernikowe kółeczko. Z radością za nie pociągnęłam i cała choineczka runęła wraz z przedwojennymi bombkami. Radość ze zjedzenia tej oponki w mej pamięci pozostanie po dziś dzień, a strach przed karą….to już na inną opowieść 🙂

Wiola
Gość

Ja całe dzieciństwo wspominam bardzo dobrze, wszystkie chwile spędzone chwile z bliskimi były szczęśliwe ale ciepło wspominam okres kiedy razem z mamą szyłyśmy ubranka dla lalek.Pamiętam jak dziś, jak się wpatrywałam w każdy ruch igły gdy mama szyła 🙂 Z łezką w oku o tym piszę 😉 Zawsze marzyłam, że se swoją córeczką też będziemy spędzać tak chwile ale na chwile obecną oczekuję synka więc już się szykuję do szycia dinozaurów, a temat lalek musi poczekać 🙂 Pozdrawiam gorąco!

Anonymous
Gość
Moje najpiękniejsze to jednocześnie wspomnienie najgłębiej skrywane, podzieliłam się nim tylko raz. Z moim mężem który jest moim najlepszym przyjacielem. Moje najpiękniejsze wspomnienie to moja ukochana Babcia rozkładająca gruby koc w kratę na długiej, nieskoszonej trawie porastającej polną drogę. Miałam wtedy 5 lat, to było upalne lato, wszyscy poszli zbierać maliny na plantację, a ja zostałam z babcią. Wylegiwałyśmy się na kocu i zajadałyśmy świeżymi malinkami prosto z krzaka. Babcia powiedziała że za kilka lat jak pójdę do pierwszej komunii, przyjdziemy tu znowu, rozłożymy na kocu talerzyki, będzie pyszny tort z malinami, świeże mleko… i będziemy ucztować z całą rodziną.… Czytaj więcej »
Młodzi-Rodzice
Gość

Nie wiem czy jeste najpiekniejsze, ale jest jedyne jakie sobie przypominam. Bylismy nad morzem, taka wieksza grupka rodzinnie. Poszlismy na spacer, moja siostra zle sie czula i chciala isc spac, zostala w pokoju a my poszlismy. Po ddobrej godzinie wracamy a drzwi zamkniete, siostry brak. Rozpoczely sie wielkie poszukiwania. I co sie okazalo? Ze goska zasnela ale w toalevie, dlatego jej nikt nie widzial przez okno domku a spala tak mocno ze pukanie jej nie obudzilo. Dopiero zapasowy klucz wlasciciela pozwolil odkryc prawde 😀 nie wspomnie ze do dzis dnia sie z niej smieja y tego 🙂

Josephine
Gość

Jak miałam kilka lat postanowiłam zrobić na Święta Bożego Narodzenia prezenty rodzicom, bo żal mi ich było, że Mikołaj nie przynosił prezentów także im. Do sklepu poszłam do … naszej łazienki. Tacie zapakowałam prawie pustą wodę toaletową, mamie zapas kolorowych mydełek i jeszcze nawet moim braciom coś zapakowałam, już nie pamiętam co, chyba jednemu (jeszcze papierkowe) pięć groszy. Po dzień dzisiejszy wspominają i śmieją się ze mnie 🙂

Sofina Sofina
Gość
Moje wspomnienie: gdy opowiadam o tym bliskim wszyscy bez wyjątku kręcą głowami z niedowierzeniem, no bo w końcu to niemożliwe żeby zapamiętać wydarzenie podczas którego miało się 1,5 roku. Określenie daty jest bardzo dokładne, bo to właśnie w ten dzień zrobiono mi pierwsze zdjęcie do paszportu. Pamiętam jedynie urywki, wycinki sytuacji- za to bardzo dokładnie potrafię przywołać emocje, które mną targały. To był ciepły dzień- jestem tego pewna, bo mama założyła mi krótką sukienkę bez rękawków, która delikatnie obcierała mi ramiona. Nagle znalazłam się z rodzicami w białym, dziwnym pomieszczeniu, posadzono mnie na wysokim stołku, mama z tatą gdzieś zniknęli… Czytaj więcej »
Moniqa
Gość

Pamiętam jak z Mamą i Babcią tańczyłam do piosenek Disco polo;) Jak uwielbiałam angielkę z cukrem albo bułkę maczaną w posolonej śmietanie i wianki z koniczyny i chabrów zbieranych na polu, które uczyła mnie robić Babcia. Ach no i zapach drożdżowego ciasta i siedzenie na werandzie w lato…
A poród… wydaje mi się, że duży wpływ ma samo nastawienie. Wyobrażałam sobie swój poród tylko pozytywnie i taki był (no, może potem nie było ze mną najlepiej, bo podobnie jak Twoja Mama miałam duży upływ krwi), ale wspominam go jako naprawdę lekki.

Justyna M.
Gość
Najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa wiąże się z moim Dziadziusiem. Zresztą większość wspomnień wiąże się właśnie z nim, bo to on, gdy chorowałam,a mama szła do pracy zostawał ze mną w domu. Ale wracając. Dziadkowie mieszkali na wsi, w pobliżu były stawy, gdy tylko przychodziła zima, a mróz ścinał wodę padało moje pytanie ” Idziemy na łyżwy?” i chodziliśmy. Ja jeździłam, Dziadziuś patrzył, bił brawo, gdy udało mi się przejechać cały staw, Broń Boże na łyżwach takich jak to teraz są. To był zakładany na buty kawałek blaszki, ale jak pięknie niósł przez lód. I przerębel pamiętam. Oj kusiło tam zajrzeć,… Czytaj więcej »
Agnieszka
Gość
Moi rodzice twierdzą, że nie mogę tego pamiętać… I pewnie mają rację, ale skąd znam tyle szczegółów? Moje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa dotyczy mojego brata, dzisiaj mojego najlepszego przyjaciela. Miałam dwa latka, gdy się urodził. I pisząc to widzę, jak na podwórko wjeżdża samochód (stara, wierna Dacia). Prowadzi tata, z tyłu siedzi moja mama, trzymająca w beciku małego czarnego chłopca. I obok nich siedzi moja babcia. Widzę, jak na mnie patrzą i się śmieją. Ja mam na sobie piękną sukienkę i dziadek, który się mną opiekował po nieobecność rodziców mów, że przyjechał Marcinek i już zawsze będziemy razem. Miał rację.… Czytaj więcej »
kasia89t@op.pl
Gość

moje najlepsze wspomnienie? mialam z 4 latka moze nawet nie i ciagle prosilam o psa 🙂 ktoregos razu tata wrocil z trasy, wsadzil mnie do swojego stara a tam…mala kudlata kulka 🙂 moj pierwszy pies-Brytan,najlepszy kumpel na mnie nigdy nie warknal. a zycie potoczylo sie tak ze z psami mam troche wspolnego 😉

Monika Chowaniec
Gość

Piękna recenzja, zachęcająca i to bardzo:)
Moje wspomnienie to smak mleka, prosto od krowy, ciepłe, z pianką, pite z blaszanego kubka przez całą naszą czwórkę po kolei. To sianokosy, zapach siana, ciepło słońca,lodowata woda prosto z potoku, chowanego w kopach siana, obiad zapakowany w chustę. I najważniejsze jazda do domu na furze siana. Ech..

Agnieszka Dawidowicz
Gość

Pamiętam, jak byłam mała przyjeżdżałam do babci do miasta, jakież to było przeżycie 🙂 Mieszkając na wsi nie znałam autobusów miejskich i latarni zapalonych do późna w nocy. Babia zawsze podczas takiego pobytu zabierała mnie na ptysie. Ten smak pamiętam do dziś 🙂

Momania M.B-P.
Gość
Ta książka robi się coraz bardziej popularna. Wiele mam ją chwali. Chętnie przeczytałabym ją, bo sama nie najlepiej wspominam poród. Choć przygotowywałam się do niego solidnie, chodziłam do szkoły rodzenia, byłam pozytywnie nastawiona, to jednak nie było tak, jak to sobie wymarzyłam. Poród był wywoływany (teraz uważam, że niepotrzebnie, bo rano przed wyjazdem na porodówkę miałam już lekkie skurcze). Oksytocyna wywołała skurcze, które trwały aż 2 dni. Potem akcja porodowa i ta nieszczęsna położna, która na mnie krzyczała. Dałam z siebie wszystko, ale poród i tak zakończył się CC. Dodam tylko, że rodziłam 1 rok i 2 miesiące temu! Nie… Czytaj więcej »
Momania M.B-P.
Gość

Jakieś 20 min. temu słuchałam rozmowy z autorką tej książki w DDTVN. Kobieta robi niesamowite wrażenie – ciepła, spokojna, serdeczna i profesjonalna. Ach, inne położne powinny ją sobie stawiać za wzór! 🙂

Moniqa
Gość

Ja też oglądałam tę rozmowę. Wspaniała kobieta.

Momania M.B-P.
Gość

🙂

Anonymous
Gość

Ja najmilej wspominam czas spędzany z babcią- jej pyszny sernik bez ciasta i truskawki ze śmietaną, które wtedy smakowały tak, jak nigdy, i jeszcze chwile kiedy tata uczył jeździć mnie na moim białym rowerku „reksiu”- a teraz to moja sześcioletnia córcia na nim śmiga- ciekawe co ona będzie wspominać najmilej?
pozdrawiam demuszka5@poczta.onet.pl

Kinga Mak
Gość
Pierwsze, najpiękniejsze wspomnienie? Hmmm… Wiem! Miałam wtedy 4 lata. Ponieważ moja mama pracowała na kolei, często wracała z pracy bardzo późno, a ja za wszelką cenę chciałam na nią czekać. Tak było i tego dnia, kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Czekałam i czekałam…niestety, znużona, w końcu zasnęłam. Obudziło mnie włączone w pokoju światło i głos mamy. Jakiś taki inny…po chwili usłyszałam, że ma dla mnie niespodziankę. W progu stał ogromny biały pies…. Powoli wszedł do pokoju, łapy trzęsły mu się jak osiki, ślizgały na panelach. Okazało się, że dorosły owczarek podhalański przybłąkał się na dworzec kolejowy. Mama nie miała serca… Czytaj więcej »
Aga
Gość
Moje najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa to wspólne i beztroskie zabawy z kuzynostwem. Jak się niedawno okazało nawet prorocze 🙂 Między mną a moim osobistym rodzeństwem jest duża różnica wieku, bo 12 i 10 lat, więc Oni nie za bardzo mieli chęć bawić się ze mną. Dlatego też moja mama często odstawiała mnie do cioci. Tam była trójka Urwisów (ze mną czwórka) w podobnym do mojego wieku. Mieliśmy przefantastyczne pomysły do zabawy. Namiot z koców i krzeseł, pokazy mody (z cicinej szafy), budowa dziwnych pojazdów z krzeseł, urządzanie domu na starych konnych saniach i wiele, wiele innych. A że mieszkaliśmy na… Czytaj więcej »
Lara Croft
Gość
Książka wydaje się być niezwykła!Najpiękniejsze wspomnienie hmm..? Pamiętam wakacje na wsi każdego ranka z kuchni pachniało świeżym okrągłym bochenkiem chleba,który zawsze kroił dziadzio i smak śmietankowego masła,które było obowiązkiem na stole babci.Uwielbiałam jeść ten świeży chleb z dżemem truskawkowym.Pewnego dnia dziadzio zabrał mnie i mamę do lasu aby posadzić sadzonki młodych drzew dziadzio kopał dołki a mama trzymała równo drzewko a ja pomagałam zakopywać z dziadziem i podlewałam tych sadzonek było sporo,bo dziadzio chciał aby las się zagęścił.Gdy już wszystkie zasadziliśmy zapytałam dziadzia kiedy One urosną? Dziadzio z uśmiechem na twarzy trzymając mnie za rękę patrząc na niebo powiedział”Dziecko kochane… Czytaj więcej »
piegowata mama
Gość
Zdążyłam? Moje najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa ma związek z miastem, w którym mieszkasz 🙂 Miałam kilka lat, gdy pojechałam z rodzicami do pewnej kliniki w Krakowie na badania. Nie rozumiałam tego wszystkiego w ogóle. Ta wizyta była dla mnie frajdą. Niepełnosprawni ludzie na korytarzach owej kliniki nie robili na mnie wrażenia, bo do tej kliniki wchodziło się przez drzwi automatyczne!!! Drzwi, które otwierają się, gdy się do nich zbliżasz! Coś niesamowitego dla małego dziecka pod koniec lat 80-tych. Powoli zbliżałam się do drzwi, a gdy te się otwierały ze śmiechem uciekałam do mamy siedzącej w długiej kolejce przed gabinetem lekarza.… Czytaj więcej »
Agnieszka B.
Gość

Mam takie wspomnienie, które zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy.
Miałam trochę ponad trzy lata, gdy moja mama urodziła mojego brata. Pamiętam przebłysk, jeden tylko, gdy w naszym wspólnym – moim i mojego brata – pokoju mama zmieniała mu pieluszkę. Był malutki, taki tyci. I pamiętam, że gdy towarzyszyłam mamie przy tej czynności, zauważyłam coś, co zdecydowanie odróżniało mojego brata ode mnie :))) Przestraszyłam się szalenie, bo nie wiedziałam CO TO TAKIEGO! Rozpłakałam się i uciekłam do taty, jakby się za mną kurzyło 🙂

Anonymous
Gość
jedno z moich pierwszych a jednocześnie najpiękniejszych wspomnień to 12 marca 1988r. Dzień w którym urodził się mój brat. Miałam wtedy niespełna 3 latka. Pamiętam, jak bardzo tęskniłam za mamą a tata mówił, że jeszcze troszkę musze poczekąc i na mame i na braciszka i wkońcu nadeszła ta chwila…Pamietam jak dziś ze skakałam z radości jak tata powiedział, że urodził się mi braciszek. Było jeszcze zimowo za oknem..Tata ubrał mnie w kożuszek i ciepłą czape i ruszyliśmy białym maluszkiem do mamy i małego ł=Łukaszka. Pamiętam jak dziś jak mama pokazała mi małe zawiniątko…Tylko przez krótka chwile, przez małe okienko. Nie… Czytaj więcej »
Maja E
Gość

Piękna recenzja!
Pierwsze wspomnienie z dzieciństwa to uczucie radości, kiedy z przedszkola przychodziła odebrać mnie MAMA. Nie zdarzało się to często, ponieważ pracowała dłużej niż przedszkole było czynne. Czasami przychodziła po mnie Babcia, czasami Ciocia, ale pamiętam, że tylko do Mamy biegłam jak szalona:) I zrobię wszystko, żeby czekać na mojego Synka w drzwiach przedszkola… Ale na to jeszcze trochę czasu mamy…

Mariola Majka
Gość
Piękna recenzja! Piękna! Żaneto (bez zdrobnień, a co!), napisałaś ten post tak, że ja bez książki uroniłam kilka łez. Zachęciłaś do wzięcia udziału w konkursie, nie ma dwóch zdań! Pięknie piszesz, łapiesz za serce. I w sekrecie powiem, że ja też zastanawiałam się o co chodzi z tą Żanetką? No cholerka, reklama reklamą, ale żeby się tak pieścić? Nigdy wcześnie, aż do tej pory, nie słyszałam o tej wspaniałej kobiecie. A moje wspomnienie z dzieciństwa? Jest piękne, jedne z pierwszych i – naturalnie – dotyczy mojej mamy. Przede mną był kilkutygodniowy wyjazd w góry. Miałam tam pojechać z babcią i… Czytaj więcej »