Tradycje Bożonarodzeniowe

Uwielbiam świąteczny czas. W moim domu każdego roku przestrzegano tradycji i zwyczajów związanych z tym szczególnym okresem. Przypomniałam sobie o tym wczoraj, kiedy po raz pierwszy spędzaliśmy Wigilię we troje, którą nota bene w większości przygotował mój mąż ze względu na choróbsko, które rozłożyło mnie totalnie.
Moja babcia mawiała „Jaka Wigilia taki cały rok”. Doskonale pamiętam jej słowa, gdyż jako dziecko budząc się rano starałam się robić wszystko tak jak bym chciała, żeby było przez najbliższe 365 dni.
Pamiętam napięcie, w jakim oczekiwałam pojawienia się pierwszej gwiazdki. Gdy na zewnątrz ciemniało, a ja wciąż przez okno nie mogłam jej dojrzeć, wychodziłam za drzwi by sprawdzić, czy aby na pewno niczego nie przegapiłam. Jej pojawienie oznaczało, że Wieczerzę czas zacząć.
Rozpoczynamy zawsze łamiąc się opłatkiem i składając sobie życzenia. Stół nakryty jest białym obrusem, pod którym babcia lub mama umieszczają sianko. Jest też dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa. Pamiętam, że będąc dzieckiem, każdego roku zastanawiałam się czy tym razem ktoś zapuka do drzwi i zechce skorzystać z pustego miejsca przy stole. W tle zawsze leciały kolędy.
Pamiętacie kolorowe opłatki? Tymi białymi łamaliśmy się między sobą, te kolorowe natomiast dziadziuś lub babcia zawsze brali i zanosili zwierzętom. Tradycja mówi, że w ten jeden wieczór w roku potrafią one przemówić ludzkim głosem. Zawsze byłam ogromnie ciekawa o czym na przykład rozmawiają krowy w oborze, jednak strach przed wyjściem w ciemną noc i przestrogi babci, że podsłuchanie zwierząt nie przynosi szczęścia, skutecznie mnie stopowały w zaspokajaniu swojej ciekawości.
O północy rodzice zawsze wybierali się na Pasterkę. Jako dziecko zostawałam w domu, bo odkąd sięgam pamięcią każdego roku było zimno. Poza tym dla brzdąców była zarezerwowana bożonarodzeniowa msza przy boku dziadków.
Pierwszy i drugi dzień Świąt to czas spędzany na odwiedzinach rodziny. Większość rodziny od strony mamy mieszka w jednej wiosce, więc na Święta wszyscy zjeżdżali się tłumnie. Pamiętam spotkania, gdy dorośli ledwo mieścili się przy stole, a my dzieciaki w innym pokoju bawiliśmy się w ciuciubabkę, mając na uwadze przestrogi, aby nie przewrócić choinki.
Okres świąteczny to również czas kolędowania. Takiego prawdziwego kolędowania. Oj pamiętam jak bardzo bałam się Turonia, kłapiącego szczęką i mazania węglem po buzi przez Diabła. Kolędnicy potrafili nastraszyć, wywinąć psikusa, ale było to przedstawienie, którego każdy w domu oczekiwał.
Ogromnej, podświetlonej gwiazdy na patyku wyglądało się przez okno, gdy tylko pies zaszczekał dając znać, że oto zbliżają się do domu goście.

Obecne kolędy nijak niestety mają się do tych z czasów mojego dzieciństwa. Dziś otwieram drzwi i moim oczom ukazuje się dwójka lub trójka dzieciaków, którzy z co najwyżej kartką bożonarodzeniową w ręce odśpiewają „Wśród nocnej ciszy” licząc na datek.
Tradycja jest, niby wciąż ta sama, a przecież tak różna. Modyfikujemy zwyczaje bożonarodzeniowe, żeby tylko było szybciej, żeby pasowały do naszych czasów. Obecny świat w pewien sposób wymusza na nas takie zachowania. Musimy się dostosowywać.
I gdy wczoraj łamiąc się z mężem opłatkiem, zasiadłam do stołu zdałam sobie sprawę, że jeśli nie podtrzymamy rodzinnych tradycji to one prędzej czy później zaginą, a mój syn nie pozna ich wcale.
W jaki sposób ma zwyczaje kultywować, skoro nie wyniesie ich z domu?
Wczoraj, pomiędzy uszkiem, a pierogiem obiecałam sobie, że zrobię wszystko, aby Mateusz nauczył się, że Święta to nie tylko czas wspólnego biesiadowania przy suto zastawionym stole. Że to przede wszystkim tradycja, zwyczaj, rytuał, który w przyszłości kultywowany mam nadzieje, przyniesie mu tyle samo radości co jego mamie.

Zobacz także

takatycia

  • Anonymous

    Otrzymałaś od swojej rodziny wielkie bogactwo! U mnie, mimo,że w mieście, podobnie dbało się o każdy szczegół, wartości. Myślę,że przy odrobinie chęci wpoimy je naszym dzieciom bo to właśnie tradycja tworzy prawdziwą magię Świąt. Wszystkiego dobrego i szybkiego powrotu do zdrowia! Stała czytelniczka Ewa

  • U nas w domu święta zawsze były robione… na odczep… Byleby je jak najszybciej odbębnić i tyle. Marzy mi się, aby zrobić tradycyjne święta po swojemu, ale dopóki mieszkam z moją mamą (która non stop wypomina mi, że w domu rządzi ona i wszystko musi być tak, jak ona chce) to nie mam na to żadnych szans 🙁

  • u mnie wszystko w domu podobnie wygladalo. u meza tez 🙂 . i zamierzamy tradycje synowi przekazac 🙂

  • Miałam bardzo podobne święta do Twoich! Tylko u nas w Wigilię chodzili Gwiazdory. Wczoraj zresztą tez byli. 😉

  • U mnie jak bylam dzieckiem bylo dokladnie tak samo jak u Ciebie. W tym roku pierwszy raz spedzilam Wigilie z rodzina meza w innym kraju. Byla to rowniez pierwsza gwiazdka synka. Bylo wspaniale bo rodzinnie ale brakowalo mi naszych tradycji oraz swiatecznej atmosfery w powietrzu. Opowiadalam wszystkim o tym ze np. na stole powinno znalezc sie 12 potraw i tylko uslyszalam „ojeju a kto to wszystko gotuje…”. Tutaj tradycyjnie je sie indyka, ale ta tradycja ma duzo mniej lat niz nasza w Polsce oraz zupelnie inne wplywy. Wczoraj zlozylam sobie takie samo postanowienie jak Ty! Chce aby moj syn znal tradycje i wiedzial ze Swieta to cos wiecej niz prezenty. Wesolych Swiat 🙂

  • Przepięknie napisane. U mnie w Domu też bardzo ważna była tradycja. Pamiętam wszystko co Ty opisałaś. Starałam się być grzeczna od samego rana. Podniosła atmosfera. Post do kolacji. Obawiałam się, że wędrowiec do nas przyjdzie i siądzie obok mnie. Marzę żeby dla Mai każde Święta były takie jakie dali mi moi Rodzice. Jest wyzwanie.

    I uwielbiam Was! 🙂

    Pozdrawian

  • Racja, tradycje zanikają, ale z drugiej strony nie mam siły robić tylu rzeczy, jak byłam mała, skoro dzieci nie ma i nie ma się kto z tego cieszyć i zachwycać.

  • Mnie samą nadal cieszą takie przygotowania do świąt, wyhamowanie, wyciszenie, przygotowanie wigilijnych potraw, ubieranie choinki; choć swoje lata już mam:)