Wczasy pod gruszą

Czy może być coś przyjemniejszego od wakacyjnego urlopowania? Zwłaszcza dla osoby pracującej?
Mimo, że moja obecna praca jest najprzyjemniejszą, jaką kiedykolwiek dane mi było wykonywać to naprawdę nie mam nic przeciwko chwili relaksu z książką. W dodatku w otoczeniu zieleni, śpiewu ptaków i przyjemnego wiaterku chłodzącego nagrzane słońcem ramiona.
Nasze „mini wakacje” to efekt spontanicznej decyzji. Już spakowani, z zamiarem ruszenia w drogę powrotną do Krakowa. Jednak żal ładnej pogody, namowy babci i dziadka do pozostania. I mąż, który głosem rozsądku podpowiadał, że blokowisko to nie najlepsze miejsce na nadchodzące upały.
Skusiliśmy się i zostaliśmy na naszej zielonej wsi, gdzie o 4 nad ranem zamiast huku przejeżdżających tramwajów słyszę śpiew ptaków, który ponownie kołysze mnie do snu.
Wieś, moja rodzinna. Będąc małym dzieckiem sama przyjeżdżałam tu na wakacje do babci i dziadka. Każdego roku, tuż po zakończeniu szkoły, następowało szybkie pakowanie i wyjazd. Od końca czerwca przez dwa miesiące cieszyłam się beztroskim dzieciństwem na łonie natury.

Szukanie po szopach i stodołach miejsc, w których kury mogły złożyć jajka, które następnie zbierałam i w koszyczku znosiłam babci. Za każdym razem, gdy udało mi się znaleźć nową skrytkę radość była ogromna.
Sianokosy rozpoczynające wakacje. Dziadkowie mieli jedną z łąk w lesie.  Wracaliśmy stamtąd ciepłym wieczorem wylegując się wysoko na wozie pełnym siana, z buzią umorusaną po oczy od jagód.Przynajmniej do czasu, kiedy to ujawniła się u mnie alergia na trawy..
I żniwa podczas, których cała rodzina wychodziła bardzo wcześnie rano, by zdążyć jak najwięcej skosić nim żar zacznie lać się z nieba. Pszenicę, żyto wiązało się w snopki, które ustawiało się następnie po 10-12 sztuk w mendle. Gdy przychodził czas odpoczynku, zasiadało się pod takim mendlem, który chronił od słońca, popijając kompot przelany do szklanej butelki przez babcię.
Na koniec żniw we wsi organizowano pieczkę, by uczcić plony zebrane w danym roku. Pieczka- to były ziemniaki, krojone z cebulą, boczkiem, przykryte liściem kapusty. Kopało się dołek, garnek nakrywało wcześniej wyciętym z ziemi kutem. Nigdy nie zapomnę smaku takich ziemniaków.
Pamiętam jak babcia piekła chleb. Był ogromny. I twardy. Ale najlepiej smakował po kilku dniach. Ze śmietaną i z cukrem. Śmietana była zbierana metalową chochelką z bańki pełnej mleka, którą babcia na linie spuszczała do studni.
W domu zawsze stało wiadro pełne zimnej wody, właśnie wprost ze studni. Metalowym garnuszkiem można było jej zaczerpnąć i ugasić pragnienie w wyjątkowo upalny dzień.
Pod wieczór chodziłam z babcią po krowy. Spuszczone z łańcucha, z głowami pochylonymi ku ziemi, pachnące mlekiem zmierzały do obory. Gdy któraś zmieniała kierunek stawało się na łańcuch.
Zanim dotarło się do domu, szło się nad rzeczkę, przy której teraz stoi dom moich rodziców i pozwalało zwierzętom napoić do woli.
W rzeczce tej zawsze było mnóstwo kijanek. I pijawek z jednej strony mostku, których jako dziecko bałam się ogromnie. Z drugiej natomiast strony w letnie, upalne dni starsi chłopcy zastawiali mostek, dzięki czemu woda, która w najgłębszym miejscu była najwyżej do kolan, bardzo szybko gromadziła się, tworząc kąpielisko w sam raz dla takich brzdąców jak ja.
Oprócz płynącej przez wieś rzeczki, jest tu również staw, z którego ona wypływa. Pamiętam jak ze stawu łapałyśmy kijanki, które później hodowałam w wanience na balkonie. Miałam zrobione prawdziwe akwarium, a cała zawartość taka jak kamienie, rośliny i różne patyki pochodziły ze stawu.
Po kilku tygodniach kijanki przeobrażały się w żabki i wyskakiwały z wanienki. Obok domu dziadków rosła ogromna topola, na której było bocianie gniazdo. Zawsze bardzo bałam się, że te żabki to mi bocian podjada.
We wsi nie było asfaltu. Główna droga przebiegająca wśród domów była z białych kamieni, wśród których robiły się zagłębienia i dziury. Po deszczu zostawały ogromne kałuże, w których biegając obuci w kalosze szaleliśmy, wymyślając różne zabawy. Była również boczna droga, piaszczysta, przy której stał dom moich dziadków. Po piasku biegało się na boso, czasem tylko w klapkach. Stopy wieczorem były aż czarne od brudu, ale ile mieliśmy frajdy.
Z jednej i z drugiej strony, wjazdu do wsi strzegą drewniane krzyże. Jeden umiejscowiony na górce podobno wiąże się z niesamowitymi historiami opowiadanymi nam dzieciom, gdy byliśmy mali. Jedna z historii głosiła, że dawniej w tym miejscu znajdował się cmentarz, a na dowód jego istnienia, z kół przejeżdżających wozów lecą iskry.
Do tego krzyża jako mała dziewczynka, wraz z kuzynkami znosiłam bukiety polnych kwiatów- czerwonych maków, chabrów i rumianku. Dbałyśmy również o kapliczkę znajdującą się we wsi. Tam zanosiłyśmy kwiaty, które nasze babcie pozwoliły zerwać w przydomowych ogródkach.
W niedzielę dziadziuś zawsze brał mnie do odległego o 3km miasteczka na mszę. Jeździliśmy na rowerze. Nie mogę sobie przypomnieć, żeby rower miał bagażnik. Pamiętam za to doskonale, że dziadziuś okręcał ramę roweru kocykiem, przewiązywał sznurkiem, tak abym mogła wygodnie dojechać do celu.
Wolałam do Kościoła jeździć z nim niż z babcią, bo po mszy zawsze szliśmy kupić lody, które w termosie przywoziliśmy do domu. Poza tym z dziadziusiem zawsze siedziałam w tych starych ławkach, a babcia szła pod ołtarz na stronę zwaną babińcem i bardzo głośno śpiewała. Nie przepadałam za tym. No i babcia zawsze wybierała sumę, a dziadziuś mszę poranną.
Niedziela  to był dzień, w którym obowiązkowo na obiad był rosół. Jeszcze przed wyruszeniem do Kościoła, dziadziuś zabijał koguta, oporządzał go. Babcia natomiast każdej niedzieli robiła domowy makaron. Zawsze zostawiała mi kawałek rozwałkowanego ciasta, tak bym mogła posypać go cukrem i położyć na rozgrzaną blachę pieca. Ciasto się piekło, robiły się bąbelki, które pękały. To jeden ze smaków mojego dzieciństwa. Podobnie na blachę kładło się kilka ziemniaczków ugotowanych wcześniej do obiadu. Tak przypieczonego zjadało się, lekko soląc go przed ugryzieniem.
W niedzielne popołudnia dziadziuś zabierał mnie do lasu. Braliśmy ze sobą ciasto upieczone przez babcię, walkmana i psa- miśka, który na codzień uwiązany był do budy. W naszym lesie, zasiadaliśmy pod drzewem, a dziadziuś opowiadał mi różne niesamowite historie. Znał historię każdego z drzew, sadzonego rękami jego ojca. Nie wiem czy były one wymyślone na poczekaniu, czy prawdziwe. Wiem jednak, że jako dziecko słucham ich z zapartym tchem. Jedliśmy ciasto, którym dzieliśmy się z miśkiem, a z walkmana słuchaliśmy kasety Modern Talking.
Dziadziuś na zawsze będzie mi się utożsamiał z tym lasem. Nawet wiele lat później, tuż zanim odszedł śniło mi się, że wychodzi przez okno, oznajmiając, że idzie spojrzeć na drzewa.
Wspomnień, wspaniałych chwil mogłabym przywoływać bez końca. Z tą wsią wiąże się całe moje dzieciństwo. Mimo, że minęło od tego czasu blisko ćwierć wieku moje serce wciąż tu pozostaje, nawet jeśli jestem bardzo daleko stąd. I choć wieś zmieniła się przez ten czas nie do poznania, białą kamienną drogę, a także tą piaszczystą zastąpił nowy asfalt, w polach zamiast koni z wozem widuje się wielkie traktory i kombajny, to wciąż jest ta sama, spokojna wieś z mojego dzieciństwa.
Dlatego tak szybko tu odpoczywam. Zarówno fizycznie jak i psychicznie. I cieszę się, że postanowiliśmy zostać, choć na chwilę.
Mam nadzieję, że mój syn będzie miał równie miłe wspomnienia z wakacji spędzanych u dziadków. A przede wszystkim, że równie chętnie będzie chciał na te wakacje przyjeżdżać.

Zobacz także

takatycia

  • też kochałam wakacje na wsi, było cudownie
    niestety Jasiek nie zazna takich atrakcji, bo wszystko się pozmieniało.

    • niestety 🙁 kiedyś w pracy rozmawiałam z koleżanką, również mamą, tylko troszkę starszych dzieciątek niż nasze… śmiałyśmy się, że musi wybrać się na wieś pokazać dziecku krówki, bo ono myśli, że mleko jest z kartonu 🙁 nieuchronny postęp zabija takie oczywistości..

  • Anonymous

    >Tak to opisalas ze czulam sie jakbym tam byla. sama wychowalam sie na wsi i wiem o czym piszesz juz nie moge sie doczekac na moj urlop co roku jade do rodzinnego domu i czuje sie wtedy jakos tak bezpieczna 🙂
    Agnieszka mama Chrisa

    • Nie pozostaje mi, więc nic innego jak życzyć aby czas do urlopu minął błyskawicznie, a same wolne chwile trwały i trwały 🙂

  • Anonymous

    Miłego wypoczynku 🙂

  • i mi po głowie chodzi, by na tydzień wybrać się do rodziców… może nie mieszkają na wsi, ale w małym miasteczku… a to zawsze coś przyjemniejszego niż gwarne K-ce…

  • pat

    Piękni napisane!
    Zazdroszczę tej wsi i tego spokoju. Wypoczywajcie 🙂

  • mam taką wieś – rodzinną, na której spędziłam fantastyczne chwile i piękne wakacje. to było dawno. teraz mogę tylko przejeżdżać tamtędy, zatrzymywać się na chwilę i wspominać babcię i dziadka. i bardzo mi żal, że moje dzieci nie będą mogły przeżywać tego, co ja.

    • Bardzo mi przykro 🙁 To może wakacje pod hasłem agroturystyka w jakimś mniej obleganym rejonie naszego kraju? 🙂

  • Tez miałam wakacje na wsi… Piękne wspomńienia mam, piękne…

  • Jakbym czytała o swojej wsi…
    jedyne co mi się nie zgadza – nie znałam Dziadka, zmarł zanim się urodziłam…a reszta… wszystko się zgadza…

    Siedź tam siedź i czekaj na mnie – ja po 7 lipca jadę z Amelką na wioskę:D

    Buziaki!

    • Paula, a do kiedy zostajecie? My wyjeżdżamy w czwartek, bo mam pewne zobowiązania w Krakowie, ale na pewno wkrótce przyjedziemy ponownie. Fajnie byłoby się spotkać na tych lodach 😉

  • Mi się marzy własny dom na wsi. Piekłabym własny chleb, uprawiała domowy ogródek, a maluch miałby swój spokojny kąt. Duszę się w bloku (chociaż ja miastowa od urodzenia)
    Tym bardziej chciałabym uciec na wieś czytając takie posty, jak Twój. Piękne wspomnienia!

    • Też mi się marzy, tak na codzień. Lubię Kraków, ale ten hałas mnie dobija. Tu Mateuszek ucina sobie 1,5h drzemki w ciągu dnia, a u nas… jeśli zaśnie na 15min to cud.

  • Piękna historia. Piękne wspomnienia.
    Mam podobne 🙂 I też często zastanawiam się, jakie będzie miał Szymek.

  • My mamy szczęście że właśnie w takim miejscu mieszkamy…

  • Achhh, ale Wam fajnie!! Odpoczywajcie i relaksujcie się na całego! Ściskamy!

  • Hej! Masz fajowego bloga!:) Uwielbiam go czytać. Mati jest takim słodziakiem… spotkałyśmy się już przypadkowo. Byłam na warsztatach masażu, który odbył sie po seansie na Barankach w pieluchach. Szukałam zdjęć na necie z warsztatów, żeby zachować je na pamiątkę i natknełam sie na Twojego bloga, który mnie wciągnął;) chwilowo rozpoczęłam przygodę ze swoim i czekam aż mi przejdzie zapał do pisania:) oby jak najszybciej przeszedł bo mąż się wkurza:) udanego wypoczynku! Pozdrawiamy

    • Oj tam mąż, po-wkurza się i mu przejdzie 😉 Mój też czasem narzeka, że tylko ten blog i blog 😉

  • Odpoczywajcie Kochana. Ale Wam sielsko, anielsko. Dawaj foty z Matim na lonie natury 🙂

  • i mi dane było spędzać wakacje na wsi, na takiej prawdziwej Polskiej wsi.
    szkoda, że moje dziewczynki nie mają już takiej możliwości.
    ile pięknych wspomnień i chwil się kryje.
    ech, rozmarzyłam się.

  • PIękne wspomnienia 🙂

  • Ależ opis… poczułem zapach świeżego chleba :). Moja ciotka jeszcze piecze takie frykasy, na zakwasie, chyba też się wybiorę do domu 🙂

    • Jeśli tylko jest taka możliwość, nie ma się co zastanawiać 🙂

  • o rany Julek przypomniałaś mi moje dziecinstwo!! Te kanapki ze śmietaną i cukrem, te żniwa i bieganie po polach, te niedzilne wycieczki rowerowe do kościoła…aaaaaaaa czemu nie istnieje wehikuł czasu??:P

    • ano właśnie! Czemu nie istnieje?!

  • Miło się czyta takie wspomnienia. My też niedługo czmychamy na mazurką wieś, już nie mogę się doczekać.

  • Piękne wspomnienia. Szkoda, że takie czasy mijają bezpowrotnie. Ja z sentymentem wspominam lata 90-te..teraz to nie to samo. Postęp postępem, ale wiele zabija..

  • Wspaniale spędzacie czas:). Aż przypominają i się moje rodzinne strony, tylko u nas blisko droga była.

  • Brzmi jak powrót do sielankowego dzieciństwa :)Cudo!
    Korzystajcie, ile wlezie…

  • Ale Ci zazdroszczę takiego urlopu.
    Cudownie tak odpocząć z książką w ręku i jeszcze z takimi widokami.
    Pozdrawiam.!

  • Wspaniałe wspomnienia, życzę udanego odpoczynku:)

  • o tak nie ma to jak wiejska sielanka

  • pamiętam swego czasu jak to był wstyd się przy znać że sie ze wsi pochodzi bo każdy się smiał a teraz kazdy zazdrości 🙂

  • Wsi spokojna, wsi wesoła…odpoczywajcie kochani 🙂

  • Czekam na ostatni weekend czerwca. Wtedy i my ruszamy na sielską anielską. Ehhh… wreszcie porządnie odpocznę, najem się zdrowego.jedzenia, napatrzę na boskie widoki 🙂