Karmienie piersią najczęstsze pytania i problemy

Ostatnio dostałam od Was kilka wiadomości e-mail z różnymi pytaniami dotyczącymi mojego karmienia. Pytania na ten temat też pojawiają się od czasu do czasu w komentarzach.
Nie jestem ekspertem w dziedzinie karmienia piersią, karmię dopiero od 4 miesięcy i to w dodatku moje pierwsze dziecko, ale w jednym z maili znalazłam zdanie, które zmobilizowało mnie do napisania tego posta.
„Dlaczego nic nie piszesz o tym jak wygląda u Ciebie karmienie?
 Napisz proszę czy miałaś jakieś kłopoty na początku i jak to wszystko się odbyło.”
Może zacznę od początku, kiedy to zaczęła się moja droga mleczna, czyli w pierwszych godzinach po porodzie. Pisałam już w jednej z notek, że miałam to szczęście rodzić w szpitalu, w którym aktualne standardy okołoporodowe są respektowane. W związku z tym zaraz po narodzinach małego położono mi go na brzuchu, by mógł sam z siebie „dociągnąć” się do piersi.
Nie wyglądało to do końca tak jak na filmach, które można znaleźć np na youtube (polecam obejrzenie- naprawdę wzruszające), gdzie noworodek wiedziony instynktem i potrzebą ssania sam odnajduje drogę do maminej piersi.
Jednak z malutką pomocą położnej mój synek uchwycił sutka i tak to się zaczęło.
Zostaliśmy razem w kontakcie skóra do skóry aż do zakończenia tego pierwszego karmienia.
Choć ciężko to nazwać karmieniem z prawdziwego zdarzenia, bo podejrzewam, że w jego trakcie udało się małemu pociągnąć pewnie nie więcej niż 1ml siary jest to jednak najważniejsze karmienie jakie można dać nowonarodzonemu dziecku.
Miałam bardzo wryte w pamięci słowa położnej ze szkoły rodzenia, że w siarze, czyli pierwszym pokarmie znajduje się najwięcej przeciwciał odpornościowych.
Przez pierwszą dobę moje karmienie polegało bardziej na stymulacji brodawki, przystawiałam buźkę małego właśnie po to, by uruchomić cały proces laktacyjny.
Skąd o tym wiedziałam? Nie z książek, nie od personelu, który w tym czasie zaglądał do sali.
Tę informację również zapamiętałam ze szkoły rodzenia.
Dowiedziałam się wtedy, że żeby wiedzieć jak karmić trzeba zrozumieć cały proces jaki zachodzi by laktacja się uruchomiła. Z pewnością większość z mam karmiących doskonale o tym wie, jednak dla dziewczyn, które stoją dopiero przed faktem karmienia i nie spotkały się z podobną wiedzą na pewno okaże się przydatne.
Dwie grafiki, które otrzymałam na szkole rodzenia, a które zapadają w pamięć i z pewnością ułatwią zrozumienie całego procesu. Całość pochodzi z moich notatek z zajęć.
Pierwsza z nich przedstawia odruch wytwarzania się mleka- tzw odruch prolaktynowy.
Spójrzcie. Dziecko ssąc pierś poprzez bodźce czuciowe z brodawki daje znać do mózgu (przysadka), że jest zapotrzebowanie na mleczko. Tym samym przysadka uruchamia wytwarzanie się we krwi prolaktyny.  Pod wpływem tego hormonu pęcherzyki, które znajdują się w gruczołach piersiowych łączą ze sobą mleko z prekursorów pochodzących z krwi matki i wydzielają je do ujścia.

W tym momencie następuje odruch oksytocynowy, czyli odruch wypływu pokarmu. 
Ale mleko nie wypływa od razu. Dalej potrzebny jest odruch ssania, który ponownie daje znać przysadce mózgowej do wytwarzania kolejnego hormonu- tym razem oksytocyny. Hormon ten sprawia, że docierając do pęcherzyków powoduje skurcz komórek znajdujących się w nich i w przewodach mlecznych. Skurcz ten umożliwia wypływ mleka.
Dla większości mam moment tego skurczu jest w pewien sposób odczuwalny. Pamiętam, że bardzo zdziwiło mnie to stwierdzenie jednak potwierdzam, gdy moje piersi są pełne odczuwam podczas karmienia (zwłaszcza w początkowej fazie) uczucie podobne do mrowienia, a nawet swędzenia.
I jeszcze taka ciekawostka z moich notatek. Czasami odruch wypływu poza ssaniem pobudza np. widok dziecka czy choćby myśl o nim. W pierwszych tygodniach po porodzie mleko może też wypływać podczas karmienia z drugiej piersi lub między karmieniami. Jest to jak najbardziej naturalne, stąd potrzeba używania wkładek. Mi osobiście się to nie zdarzało, więc wkładki okazały się być zbędne.
Tyle teorii, mam nadzieję, że jest dla Was tak samo zrozumiała jak dla mnie.
Wracając do mojej historii. Tak jak pisałam, pierwsza doba, a właściwie noc upłynęła nam na pobudzaniu brodawki. Mati urodził się o 13:10. Przez pierwszą noc nie spałam, od czasu do czasu udało mi się zdrzemnąć na 5 czy 10 min. Synek leżał przytulony do mnie na łóżku. Nie robiłam z siebie matki polki, po prostu z całego podekscytowania nie mogłam zasnąć i przyglądałam się mojemu dziecku, zbliżając jego buzię jak najbliżej mojej piersi, aby kontakt usta- sutek był jak najczęstszy. Mati coś tam wtedy mlaskał języczkiem jednak nie było to na pewno ssanie z prawdziwego zdarzenia.
Po pierwszej dobie synek stracił 210g. Jest to normalne i składa się na ten fakt oddanie smółki, a także mała ilość pobieranego pokarmu. Żołądek dziecka jest wielkości paznokcia, więc wyobraźcie sobie jak „dużo” może na raz pochłonąć.
Kolejny dzień oraz noc upłynęły na dalszym tuleniu się i przystawianiu. Poza (na szczęście) nielicznymi wizytami gości u boku mojego łóżka miałam na to sporo czasu. Podczas drugiej nocy mały załapał ładnie o co chodzi. Jadł ku mej wielkiej radości i przysypiał po około 3-5 min jedzenia (ku mej rozpaczy).
Głaskałam po policzku, całowałam, mówiłam próbując wybudzić mojego robaczka.
Jak sobie teraz o tym pomyślę to się zastanawiam jakim cudem nie padłam wtedy ze zmęczenia- to była druga noc podczas, której udało mi się tylko zdrzemnąć na chwilę. Natura jednak tak stworzyła kobietę, że w takim momencie zmęczenie ustępuje miejsca innym uczuciom.
Na wieczornym ważeniu podczas 2 doby pobytu w szpitalu zobaczyłam, że waga poszła ok. 20g w górę.
Oznaczało to, że się udało. Że mały je i przybiera na wadze.
Przy wypisie ze szpitala- na następny dzień było to 40g od najniższej wagi.
Wyszliśmy z wagą 3120g.
Teraz, po 3 miesiącach, 2 tygodniach i 5 dniach Mateusz waży 7180g.
Tak wyglądały nasze początki mlecznej drogi.
A dalej…?
Nie zawsze było cudownie i kolorowo, ale daliśmy radę.
Zamieszczę tu może odpowiedzi na najczęstsze pytania jakie od Was otrzymuję, w których w skrócie opiszę co nam się trafiło. (zdaje sobie sprawę, że post jest aż nadto długi).
Pytania starałam się uporządkować mniej więcej w wersji chronologicznej.
Odpowiedzi są zbiorem moich doświadczeń i przemyśleń.
Nie mają na celu narzucenia komukolwiek takiego samego postępowania, proszę, więc niektóre osoby o pewien dystans (zwłaszcza mamy przeciwniczki- nie karmiące piersią, gdyż nie chcę pod postem wywoływać bezsensownych i do niczego nie prowadzących dyskusji).
Czy przygotowywałaś się w jakiś sposób do karmienia piersią w ciąży?
I tak i nie. Tak jak pisałam, uczęszczałam do szkoły rodzenia, na której położna otworzyła nam oczy na szereg kwestii związanych z karmieniem. Dużo dała mi też lektura bloga Hafiji (TU), dzięki któremu zrozumiałam, że chcę karmić i innej opcji nie biorę pod uwagę.
Nie czytałam natomiast poradników na ten temat wychodząc z założenia, że karmienie jest rzeczą naturalną i skoro kobiety robiły to od tysiąca lat to musi się udać.
Zmieniłam zdanie, gdy na mojej drodze stanął nawał wraz z zatkanym kanalikiem. Po przekopaniu internetu w poszukiwaniu informacji jak sobie poradzić z problemem doszłam do wniosku, że wszystkie zebrane rady w jednym miejscu to jednak dobry pomysł.
Trafiłam na książkę Magdaleny Nehring- Gugulskiej „Warto karmić piersią. I co dalej?”. 
Z miejsca polecam każdej mamie.
Nie wiem czy kupić laktator. Jeśli tak, to kiedy najlepiej to zrobić, czy jeszcze przed porodem? Jakiej marki wybrać i czy ręczny czy elektryczny?
Kupiłam laktator. Przed porodem. Wybrałam elektryczny marki Medela. Nie jest to tani zakup. Z perspektywy czasu myślę, że mogłam dokonać zakupu ręcznego. Używałam go dosłownie kilka razy podczas nawału, żeby odciągnąć nadmiar mleka, które mój synek nie ściągnął do końca lub opróżnić troszkę pierś przed karmieniem (mieliśmy sytuacje, kiedy Mati denerwował się na zbyt szybki wypływ mleka). Na pewno jest wygodny,bo nie namęczyłam się przy ściąganiu. Decyzja wyboru jednak uwzględnia kwestie finansowe i to na co sobie możecie pozwolić. Jeśli o mnie chodzi spokojnie mogłam kupić laktator po wyjściu ze szpitala, gdyż okazał się przydatny dopiero w domu. Wiem jednak, że sporo mam przechodzi nawał pokarmu już w szpitalu, jest to, więc kwestia indywidualna.
Czy odciągasz pokarm, w jakich okolicznościach i jak dużo?
Obecnie nie odciągam. Tak jak wspomniałam robiłam to przy nawale. Czasem zdarzało mi się odciągnąć troszkę by ulżyć piersiom gdy mały np spał lub nie chciał w danym momencie jeść.
Nie mam okazji zostawiania syna na dłużej niż 2h, więc kwestia odciągania pokarmu nie jest konieczna w naszym przypadku.
Czy miałaś jakieś problemy z piersiami odkąd karmisz?
Pomijając obolałe i poranione sutki, tak. Miałam dwie takie sytuacje.
Pierwsza miała miejsce bodajże w 2 dniu po powrocie ze szpitala. Pierś zrobiła się twardsza, a mleko nie chciało z niej lecieć. Wyczułam spore zgrubienia górnej, środkowej części. Za radą blogowej koleżanki sytuację udało się opanować po ciepłych okładach (wskakiwałam na 20-30 min pod prysznic i stale polewałam tą pierś ciepłą wodą) oraz zaczynaniu karmienia od tej piersi, następnie zmieniałam na drugą pierś, by na sam koniec powrócić znów do tej chorej. Położna na wizycie uświadomiła mnie, że to zatkany kanalik, gdyż pojawiła się na sutku biała kropeczka, której w żadnym razie nie pozwoliła przebijać igłą czy usuwać (a takich rewelacji naczytałam się w internecie). Przeszło samo po zastosowaniu się do rad.
Drugi problem pojawił się w momencie tzw. kryzysu laktacyjnego w ok. 6 tygodni po porodzie. Stres po pobycie w szpitalu jeszcze dolał oliwy do ognia. Dosłownie w ciągu jednego dnia w mojej prawej piersi pojawiło się zgrubienie, stała się ona twarda i boląca. Pamiętam, że próbowałam wtedy odciągnąć pokarm laktatorem z tej piersi i wypłynęło dosłownie 2-3ml. Dalej nic.
Wtedy zasięgnęłam rady w książce Pani Gugulskiej i przed każdym karmieniem robiłam ciepłe okłady, a po karmieniu okładałam pierś potłuczonym liściem kapusty. Przystawiałam bardzo często, nie używałam laktatora, gdyż ssanie dziecka jest dużo efektywniejsze.
Na drugi dzień było po problemie. A i dzięki temu udało nam się wyjść z kryzysu laktacyjnego obronną…piersią 🙂
Ile razy dziennie karmisz synka? Ile g dziennie przybiera Twój syn?
Pozwoliłam sobie połączyć te dwa pytania. Karmię na żądanie. Nie ma, więc konkretnej ilości razy. Czasem wychodzi co 2-3 h, ale zdarza się i tak, że karmię co godzinę. Wszystko zależy od dnia jaki ma mój synek.
W pierwszych tygodniach po porodzie karmienie bardziej przypominało to jak w zegarku, gdyż po około 2h moje piersi robi się ciężkie i zaczynały mnie mrowić. Niejednokrotnie musiałam wybudzać małego na karmienie, bo miałam wrażenie, że eksploduję. Zdarzało mi się wtedy ściągać troszkę pokarmu dla poczucia ulgi, jednak nie na tyle by nadprogramowo zwiększać laktację.
Nie ważę i nie ważyłam małego codziennie. Średnio waga wskazuje ok. 1200g na miesiąc, co daje ok. 40g dziennie.
Jak długo karmisz tzn ile czasu przy piersi spędza Twoje dziecko? Mój chłopczyk zasypia zaraz po włożeniu piersi do buzi i boje się, że się nie najada 🙁
Karmię dotąd, dopóki mały sam nie puści piersi. Ciężko powiedzieć ile to trwa. Na samym początku spędzał przy jednej piersi nawet 40 min. Często zasypiał. Jeśli widziałam, że karmienie było efektywne (tzn słyszałam przełykanie oraz poczułam, że pierś jest mniej napięta) nie wybudzałam go.
Teraz, kiedy Mati już bardzo ładnie ssie trwa to zwykle około 10 min.
Karmię naprzemiennie, czyli raz z jednej piersi raz z drugiej (niekoniecznie podczas jednego karmienia). Nie zapisuję tego nigdzie, staram się pamiętać, z której karmiłam ostatnio. Często jestem w stanie to wyczuć po piersiach, mimo, że teraz nie są one już tak nabrzmiałe od pokarmu jak na początku 🙂
Bolą mnie sutki, czy mam na jakiś czas odstawić córkę od piersi?
To, że bolą niestety jest rzeczą normalną. Nie ma na to wielkiej rady niż fakt przeczekania.
Po około 2 tygodniach od początku karmienia ból powinien minąć, a poranione sutki powinny się zagoić.
Miałam popękane sutki i ból był tak ogromny, że w momencie zassania przez synka zaciskałam zęby i palce u nóg. Po chwili ból przechodził. Smarowałam sutki moim mlekiem i maścią Bepanthen.
Na pewno trochę pomogło. Nie odstawiałam Mateuszka, choć słyszałam, że jeśli pierś jest bardzo poraniona można na 1 dzień wyłączyć daną pierś z karmienia, odciągając pokarm laktatorem lub ręcznie.
Na pewno należy w dalszym ciągu karmić z mniej bolącej piersi, a dokarmiać odciągniętym mlekiem (nie używać w tym celu mleka modyfikowanego).
W jakiej pozycji karmisz?
 Najczęściej na leżąco, bo taką pozycję upodobał sobie mój mały.
W pozycji na rękach (na siedząco) karmię tylko w sytuacjach, w których nie mam możliwości położenia się (np. miejsca publiczne). Muszę jednak przyznać, że mało zgrabnie nam to wychodzi i często mój synek się przy tym krztusi 🙁
Jak długo zamierzasz karmić?
Dotąd, dopóki mój synek będzie wyrażał taką chęć. Nie chcę ustalać żadnego limitu czy granicy.
Bardzo odpowiada mi ten sposób karmienia, a także bliskość jaka się między nami wytwarza. Nie mam, więc zamiaru na własne zawołanie czy też przez uwagi i opinie postronnych osób pozbawiać się tej przyjemności.
Jedno jest pewne, mam zamiar karmić piersią jako jedyną metodą podawania pokarmu do ukończenia przez niego 6 miesiąca życia. Później mam zamiar robić to dalej, jednak rozszerzając dietę syna.
Czy masz jakieś sposoby na zwiększenie ilości pokarmu?
 Niestety w temacie zwiększenia ilości pokarmu nie pomogę, gdyż nie stosuję nic nadzwyczajnego. Karmię na żądanie, może to ma wpływ. W każdym bądź razie nie piję żadnych herbatek na laktację (sporadycznie piłam na początku), bawarek itp. Nie dokarmiam i nie dopajam- to też na pewno ma znaczenie.
Co jadasz na śniadania i kolacje, bo z obiadami nie mam problemów, natomiast na śniadania nie chce już ciągle jeść pieczywa…
 Śniadania to głównie pieczywo. Będąc w ciąży miałam cukrzycę i musiałam stosować dietę. I choć już nie muszę się pilnować, to pewne przyzwyczajenia weszły mi w krew i np. jem dość często.Rano zawsze zaczynam od pieczywa- ciemnego (2-3 kromeczki). Za to dodatki staram się urozmaicać- szynka drobiowa, ser żółty, serek biały naturalny + dżem, wędzony dorsz + ziarna słonecznika i dyni, pasta z bialego sera i rzodkiewki. Czasem zrobię sobie owsiankę na mleku i dodam do niej jabłuszko albo banana. Do tego inka, choć ostatnio coraz częściej piję już zwykłą kawę. Mleko teraz już krowie, ale wcześniej za radą jednej z blogowych mam piłam kozie (Mati ulewał po krowim).
Kolacja- podobnie. Też głównie kanapki. Ale np z jajeczkiem na twardo. Staram się urozmaicać, żeby mi się coś zbytnio nie przejadło 🙂
A i w ciągu dnia obowiązkowo 2 jabłuszka (bo uwielbiam). I kisiel. Nawet nie domowej produkcji 😉
Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania do mnie (niekoniecznie związane z laktacją) zachęcam do zamieszczania ich w komentarzach, lub jeśli wolicie możecie pisać bezpośrednio na mój adres e-mail. 
Raz na jakiś czas postaram się zebrać Wasze pytania i odpowiedzieć na nie sama, bądź po konsultacji z kimś kto zna się lepiej 🙂

Zobacz także

takatycia

  • :*

  • Ale fajna notka! Też nam w szkole rodzenia o tym położna mówiła…
    Ja się tak bardzo nastawiam, nastawiłam na karmienie piersią, że aż boję się pomyśleć co się stanie gdy mi nie będzie wychodziło. Ale jestem dobrej myśli – grunt to pozytywne nastawienie:)

    • Z tym się zgodzę w 100% 🙂 Laktacja siedzi w głowie! 🙂

  • przydatne informacje dla młodych mam:)
    Ja karmie do dzis dzien (mała ma 21miesiecy) i póki co jestem zadowolona:)

  • Lubie czytać Twoje posty i zawsze zastanawiam się jak na to znajdujesz czas :)No ale pisałaś, że Mati dużo śpi 🙂
    Ja do szkoły rodzenia nie chodziłam. Dowiadywałam się wszystkiego sama.
    I do tej pory się uczę 🙂
    Na początku moja mama wciskała mi bawarkę, ale potem już z niej zrezygnowałam, poza tym nie brałam nic.
    Na szczęście większych problemów z karmieniem nie miałam. Te mniejsze były na początku, ale teraz pamiętam je jak przez mgłę.
    I myślę, że one są normalne, bo na samym początku laktacja dopiero się rozkręca i najlepszym „laktatorem” do nakręcenia produkcji mleczka jest dziecko.

    • Takie małe uzależnienie na które zawsze staram się wygospodarować troszkę czasu jak mały śpi albo zajmuje się nim tata 🙂

  • Anonymous

    Boze jaki cudowny post:) ja wlasnie zaczynam przygode z karmieniem, moj synek dzisiaj konczy 7 dni. Karmie od pierwszego dnia, co nie bylo wcale latwe bo mialam cc. Moje sutki sa bardzo poranione, rowniez smaruje je mlekiem i mascia bepanten, i ciagle „wietrze” – toszke pomaga.Czasami mam problem z przysatwienie Szymonka i zanim zassie sie mija 5-10 min. Wierze ze z kazdym dniem dogramy sie i ten problem minie. Karmienie piersia to jedno z najpiekniejszych doznan ktore doswiadczylam w zyciu. Jeszcze raz dziekuje za ten post, bardzo mi pomogl:) asia

    • Gratuluję Szymonka i trzymam kciuki za karmienie 🙂 Z każdym dniem na pewno będzie łatwiej i tak jak piszesz wkrótce się „dogracie” 🙂
      Ze stwierdzeniem, że karmienie to jedno z najpiękniejszych doznań osobiście zgadzam się całkowicie :))

      Powodzenia dla Was :*

  • Ale fajnie mi sie to czytało:-)
    A, i spodobał mi sie apel przed pytaniami dot.niepotrzebnej dyskusji 🙂

  • Świetnie to napisałaś, bardzo fajnie się czyta.
    Przydatne wskazówki.

  • Bardzo fajny post, będzie na szczególnie pomocny dla młodych Mam 😉 Pozdrawiamy 😉

  • napisane z miłością 🙂

  • Mi teraz karmienie wychodzi lepiej niz za pierwszym razem..i mam nadzieje ze to naturalne karmienie bedzie dłuzsze niz 3 m-ce…

  • Bee

    super post na pewno pomocny dla mam dopiero zaczynajacych droge mleczna:)
    :*

  • Świetne wiadomości dla przyszłych i początkujących mam.
    Ważne jest, żeby się nie poddawać i pamiętać o tym, że kryzys może przyjść, ale to nie oznacza końca karmienia piersią. Jestem tego najlepszym dowodem.
    PS. Kryzys laktacyjny może nastąpić w 3 dniu, 3 tygodniu i 3 miesiącu (zasada 3×3). Ja miałam ten ostatni 🙂

    • Moje źródło podaje kryzysy laktacyjne w 3 i 6 tygodniu oraz 3,6 i 9 miesiącu 🙂 To z 6 by się zgadzało, przynajmniej u mnie 🙂
      A 3 dzień to na pewno chodzi o nawał 🙂
      Co nie zmienia faktu, że z każdego z tych kryzysów można wyjść obronną piersią 🙂

    • Oj tak, 3 dzień to nawał! Mi o zasadzie 3×3 mówiła położna. Widocznie masz dokładniejsze źródła. Tak czy inaczej – nie można się wycofywać, kiedy pojawi się problem!

  • Super post, fanie przeczytać jak to u innych mam wygląda 🙂

  • Kompendium wiedzy! Przy drugim dzidziusiu na pewno wrócę do tej notki 🙂

    • mordoklejka83

      No i wróciłam 😉

      • takatycia

        :*

  • Bardzo fajny i wartościowy wpis. baaaardzo

  • Notka niezła, ale to pytanie „Jak długo zamierzasz karmić” jest co najmniej nie na miejscu…..Przecież to Twoja sprawa…

    • Aniu zdystansowałam się już do tematu 🙂

    • Ja kiedyś u siebie pisałam, że na pytanie jak długo zamierzam karmić odpowiadam, że bardzo długo 🙂

    • Dystans to podstawa:)

  • A propos nawału to idę sobie odciągnąć bo zaraz eksploduje 🙂

    Super post

  • Lubię takie posty !
    Wasza historia jest podobna do naszej 🙂
    Mi kanalik zatyka się dość często, ale Mały-Ssak szybko likwiduje ta kropeczkę 🙂

  • Ekstra post. Taki przydaś;)

  • Ona

    Przeczytałam z wielkim zainteresowaniem – u mnie zaczyna się dopiero czwarty tydzień z cycem;)

  • o. fajnie, ze cos takiego dodałaś:)

  • Tyciuchna, dobrze sobie taki post przeczytać. Przyda mi się już wkrótce, mam nadzieję, że uda mi się karmić piersią 🙂

    • Uda, uda! Co ma się nie udać! :))

  • O karmieniu w pigułce; fajowy post!

  • Jestem bardzo ciekawa jak to będzie u Nas.. Jak na razie za wesoło nie jest i mamy spore problemy ale liczę na to, że wszystko się jakoś unormuje 🙂
    Fajnie, że Wam się udało 🙂

  • Bardzo przystępnie i rzetelnie przekazana wiedza nt. karmienia piersią. Gdyby więcej młodych mam chciało się zapoznać z podstawowymi informacjami nt. laktacji, karmiłoby ich więcej…

  • Jesteś chodzącą encyklopedią! 🙂

  • U, zazdroszczę. U mnie nie było siary w ogóle, ani w ciąży, ani po porodzie. Dopiero po dwóch dniach pojawił się pokarm, ale siary nie było. To znaczy pokarm był jak woda, dopiero później zrobił się białawy. Potem po paru tygodniach raz zrobiłam test, po jakim czasie piersi zrobią się ciężkie (i tak już karmiłam mieszanie). Wyszło: po dwóch dniach wieczorem nieco stwardniały (wyjechałam na weekend). Chyba nie mam połączenia brodawek z mózgiem 😉

  • Jak fajnie sie czyta posta, w którym umieszczone są fragmenty moich wiadomości do Ciebie:)) Zgadzam się w 100% że karmienie i pokarm jest w głowie. Ja jak na poczatku zaczelam swirować że nie mam pokarmu, że za mało itp to rzeczywiscie tak jakby go nie bylo, dziecko sie denerwowalo i plakalo. Wszystkie moje nerwy przechodzily na dzidzie. W moim wypadku pomoglo podanie raz butli(wiem ze to nie tak powinno wygladac, ale ja wtedy sie uspokoilam)wiedzialam ze maly jest najedzony, że mi zdąży zebrać się pokarm w piersiach i od następnego przystawienia już było super. Generalnie teraz korzystam z butli medeli tzw” zestaw smoczek” gdy podaje swoj sciagniety pokarm. Butelka dziala na zasadzie piersi. trzeba sie wysilic aby cos polecialo. Jedynie cena 90zl odstrasza, ale warto jeśli chce sie karmić cycem….