Pokaż klasę- ustąp miejsca?

Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek poruszę ten temat. Z dwóch powodów.
Po pierwsze, na niejednym blogu czy forum już wcześniej spotkałam się z tego typu wpisem, więc temat nie jest żadną nowością i właściwie Ameryki nie odkryję, a po drugie, ponieważ zawsze myślałam, że mnie to nie będzie dotyczyć.
Dziś chyba coś we mnie pękło. Ale po kolei.
Ostatnio w Krakowie, dość głośno zrobiło się n.t akcji „Ustąp miejsca- pokaż klasę”, dotyczącej zwalniania miejsca osobom potrzebującym (nie tylko starszym). W pojazdach komunikacji miejskiej pojawiły się naklejki, przypominające!, że osobie o kulach, rodzicowi z dziećmi, kobiecie w ciąży, niewidomemu i schorowanej osobie starszej miejsce jest naprawdę bardzo potrzebne.
Jeden z pkt regulaminu przewozowego brzmi:
„Pasażer, który bezpodstawnie zajmie siedzenie specjalne, oznaczone znakiem graficznym (piktogramem),(…) ma bezwzględny obowiązek zwolnić to miejsce, w razie zgłoszenia się osoby, dla której siedzenie takie jest przeznaczone.”
Jak sprawa wygląda w rzeczywistości? Swego czasu zrobiłam mały test, zupełnie wtedy nieświadomie.
 Otóż przyjmijmy, że przy takim (zajętym już) miejscu pojawiam się ja, w osobie własnej i mego syna nienarodzonego. Brzuch widoczny na kilometr, nie ma szans przeoczyć.
Dodajmy, że ja jestem osobą nieśmiałą, nie potrafiącą grzecznie upomnieć się o przywilej, który zafundowała mi Rada Miasta.
Jadę na badania, na drugi koniec Krakowa. Jest lato, ok. 30 stopni, klimatyzacji w pojeździe brak, albo jest nie włączona, bo przecież oszczędności.
Stoję i w duchu liczę (mając oczywiście na względzie znaczek), że może jednak pasażer wkrótce się zreflektuje i ustąpi, a zanim się to stanie nie uderzę brzuchem po raz kolejny w poręcz siedzenia przy gwałtownym hamowaniu na przystanku.
Nie przyjmuję pozycji roszczeniowej, wcale nie uważam, że mi się należy, rzucając przy tym oczami gromy na siedzącego pasażera.
Ba! W głowę zachodzę też, że może sam źle się czuje?
Ale chyba nie, bo potakująca w rytm muzyki płynącej z słuchawek noga świadczy raczej o tym, że jest dobry ubaw.
Tak samo Pan, który przekrzykuje pół pojazdu do głośnika swojego telefonu o tym, że w najbliższy wtorek zawiózł auto do warsztatu i normalnie od paru dni MUSI jeździć tym śmierdzącym tramwajem, bo nie dali mu zastępczego.
Dwie przyjaciółki siedzące na lewo, świergotają o tym, na jakiej imprezie były w sobotę.
Pozostali pasażerowie, niby dyskretnie zerkają co rusz na mój brzuch, w duchu pewnie ciesząc się, że sprawa ich nie dotyczy ( nie, nie faktu, że nie mają brzucha, a że na szczęście nie widnieje nad ich głową ta nieszczęsna naklejka).
Jadę dalej, czując, że pot spływa mi po plecach, czuję się trochę słabo. Robię się zła sama na siebie, że nie potrafię być asertywna i poprosić o należne mi miejsce, kiedy jest mi co raz gorzej.
Na zewnątrz korek,stoimy. Każdy spieszy się do pracy, więc nadjeżdżające auta próbują jeszcze na pomarańczowym.
  W myślach wracam do swojego położenia, psioczę, że nigdy do niczego nie dojdę, jeśli taki banał sprawia mi trudność. Na szczęście został jeszcze tylko jeden przystanek, uff!
I w tym momencie podchodzi do mnie elegancka kobietka w wieku mojej mamy, ustępując przy okazji miejsca przy drzwiach, mówi
 „Proszę sobie usiąść, ja już wysiadam”.
Uśmiecham się i grzecznie odpowiadam
„Nie dziękuję, również wysiadam!”
Pięknie to, to wszystko wygląda z perspektywy osób tworzących kampanię.
Pogratulować, zrobiliście akcję ze szczytnym celem, wszyscy będą Was chwalić.
Niestety, wg mnie kampania przyniosła skutek odwrotny od zamierzonego. W ludziach jest swego rodzaju przekora, która bierze górę nad kulturą.
Po mieście poruszam się głównie komunikacją zbiorową, tak jest zdecydowanie szybciej.
Swego czasu (gdy jeździłam jeszcze do pracy) zdarzało mi się nawet parę razy dziennie.
Z kulturą wśród pasażerów bywa różnie, nie można generalizować, że młodzież gorsza itp.
Mam jednak nieodparte wrażenie, że odkąd pojawiły się naklejki ludzie robią sobie jakby na złość. Coś na zasadzie „płacę za bilet, też mi się należy, a Ty sobie stój”.
Owszem, spotkałam się dwu czy trzykrotnie z faktem, że ktoś mi rzeczywiście tego miejsca ustąpił, ale wszystkie te przypadki miały miejsce zanim w pojazdach pojawiły się naklejki z kampanii. Dziwny zbieg okoliczności?
Ok, to już było. Na szczęście obecnie z komunikacji korzystam mniej, więc w sumie co się czepiam.
No czepiam, bo uważam, że kultura powinna obowiązywać człowieka wszędzie. Nie tylko w miejscu, w którym ktoś ostentacyjnie przyklei naklejkę. I wierzcie mi, nie o to miejsce w tramwaju mi się rozchodzi, bo jak jestem gapa to niech stoję. Zresztą kim ja jestem, by od innych wymagać ustępowania mi?
Ot, dostało mi się po moich wyobrażeniach. Tak mnie rodzice wychowali, że widząc osobę chorą, niepełnosprawną, kobietę w ciąży czy z małym dzieckiem zrywam się z miejsca. Tak samo jak naturalnie schylam się, gdy komuś coś spadnie na ziemię. Najzwyczajniej w świecie kultura pod postacią „odruchu Pawłowa” mi się włącza.
No i zawsze mi się wydawało, że skoro ja tak mam to inni też i no wiecie, jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
A tu zonk.
Na poczcie dostałam burę od Pana w kolejce, bo po 15 min stania kobietka, która podchodziła do okienka zaproponowała bym weszła przed nią,a ja raczyłam skorzystać. Yntelygentny Pan błysnął tekstem, że skoro miałam siłę dojść na pocztę, to w kolejce też ją powinnam mieć.
Dzisiejszego poranka też mogłam stać w sklepowej kolejce ponad 10 min, bo akurat rzeczywiście miałam siłę.
Ale są dni kiedy czuję się gorzej, co tu ukrywać jest mi ciężej z dnia na dzień.
W hipermarkecie zmierzam do kasy uprzywilejowanej mając nadzieję, że nie będzie w niej kolejki. Odbijam się jednak jak piłeczka od ściany, bo moje nadzieje, a rzeczywistość to terminy nie mające pojęcia o wzajemnym istnieniu.
Tak samo jak pojęcia nie mają osoby przede mną, przed których oczami  widnieje znaczek akcji miesięcznika „M jak Mama”.
No, czepiam się.
Czepiam i zastanawiam co będzie jak na świecie pojawi się mój syn i będę musiała z wózkiem wsiąść do pojazdu. Na pomoc nie mam co liczyć, nadziei  w tym temacie już sobie nie robię.
W duchu liczę jednak na to, że problem dotyczy większych miast.
Tu gdzie mieszka tyle setek tysięcy ludzi, chyba trudniej trafić na drugiego, empatycznego człowieka. Znikają w tłumie, a może ich nie ma?
Czy uchowały się u nas jeszcze mieściny, gdzie człowiek nie jest człowiekowi wilkiem?
Jak to wygląda w Waszych miastach?
Patrząc z perspektywy kobiety w ciąży, mamy z dzieckiem w wózku lub na rękach czy po prostu z pozycji obserwatora?

Zobacz także

takatycia

  • Ja będąc w ciąży rzadko spotykałam się z tym , że toś przepuszczał mnie w kolejce albo ustępował miejsca – przykre to ale prawdziwe!

  • Tak niestety t prawda:-( W kolejce ludzie aż sie odwracają, zeby Cie nie zobaczyć. Niby nie widza..

  • tu gdzie mieszkam to albo do potrzebnych mi miejsc dotrę na piechotę albo korzystam z usług korporacji taksówkowej, tak więc moje doświadczenia – komunikacja miejska a ciąża nie istnieją 😉

    natomiast co zaobserwowałam wcześniej w innych miastach:
    po pierwsze primo: matka z pełnymi siatami oraz ok 5-6 letnim dzieckiem wsiada do tramwaju przy kleparzu, ktoś zwalnia miejsce a ona – siadaj dziecko i staje obok trzymając te siaty… no i potem się nie dziwię, że wyrasta ktoś o poglądach – bo mi się należy,
    po drugie primo 😉 – wielu rodziców bezstresowo wychowując dzieci pozwala im na wszystko i nie daje dobrych wzorców zwalając to na szkołę, która nie ma tego w programie szkolnym…
    po trzecie: ostatnimi czasy ludzie zachowują się dla siebie jak wilcy, skąd się to bierze nie wiem, ale zachowują się w stosunku do drugiej osoby tak jak na pewno nie chcieliby aby się do nich zwracać, jakieś wulgarne docinki, dogryzania 🙁

    to co m.in. zaskoczyło mnie w miejscowości gdzie mieszkam to to, że gdy podchodzę do przejścia dla pieszych to samochody się zatrzymują – było to dla mnie szokiem bo do tej pory albo musiałam czekać aż przejadą albo na bezczela wejść na jezdnię, czego nie lubię :/

  • Mnie o dziwio najczęściej ustępowali młodzi ludzie – starsi uważają, że im też się należy miejsce siedzące, a od ustępowania jest młodzież. Ale w kolejce nikt mnie nie przepuszczał… no chyba, że ekspedientka interweniowała. Teraz jak wsiadam z wózkiem do autobusu to ludzie są oburzeni, że w ogóle muszą zrobić miejsce na wózek …nie ważne, że w autobusach jest specjalne miejsce na wózki… ale ludziom się tak dobrze tam stoi, że muszę głośno mówić”przepraszam”, żeby bezpiecznie ulokować wózek.

  • w dzisiejszych czasach liczy sie domena ” kto pierwszy ten lepszy” a nie ustap, nawet kobiecie w ciazy nikt obecnie nie ustapi miejsca, a nawet chcieli by zeby to ona ustapila, bo mloda :)http://mama-laurki-testuje.bloog.pl

  • oj tak, a najgorsze są baby, pełne koszyki, trzy przede mną ja w ręku czekolada, one zerkają, czekolada, moj brzuch i swój koszyk wypełniony po brzegi więc stoje 30 min. albo rezygnuje z tej czekolady, tak się zdarzało niestety często. ale pocieszam Cię., bo kobietę w ciązy jeszcze puszczą, ale z dzieckiem to już wgl mają w nosie.

  • Z tą pomocą i ustępowaniem miejsca różnie bywa….Jak byłam w ciąży nie miałam odwagi prosić o ustąpienie miejsca. Czasem ktoś sam z siebie ustąpił. Teraz kiedy jeżdżę autobusem z wózkiem nie mam obaw by krzyknąć do kogoś – proszę mi pomóc. A jeśli nie reaguje to poklepać lekko po plecach z prośbą o pomoc. W takiej chwili nikt nie ośmieli się powiedzieć NIE…

  • ja niestety mam tak samo jak Ty.. 🙂 jestem zbyt nieśmiała,żeby upomnieć się o swoje.. jak byłam w 6 miesiącu ciąży, a że akurat było to w grudniu w okresie przedświątecznym, często musiałam stać w kolejkach np. w supermarketach.. kasy pierwszeństwa oczywiście zapchane jak każde inne, ale nikt nawet nie spojrzał na mój brzuch (albo spojrzał, ale od razu wolał się odwrócić) i o dziwo, nawet ekspedientki nie interweniowały..
    czasami zastanawiam się dokąd ten świat zmierza, bo ludzie stają się coraz bardziej zawistni, egoistyczni i odwracają się jak trzeba komuś pomóc.. ehh..

    • Ja na szczęście często trafiałam na życzliwych ludzi, choć bywało różnie.

    • Chociaż tyle, bo już myślałam,że gatunek tych życzliwych wymarł jak dinozaury 😉