Zachcianki w ciąży

Od samego początku nie miałam większych problemów ze smakami ciążowymi. Mąż nie musiał w środku nocy jeździć po stacjach benzynowych w poszukiwaniu kiszonych ogórków czy śledzi w occie.
Faktem jest, że w I trymestrze mój apetyt wzrósł znacznie, co niestety w tamtym czasie przełożyło się na 4 kg na plusie. Odpowiedzialnością za to obarczam fakt, że nie wymiotowałam, za to poranne mdłości bardzo szybko mijały gdy tylko coś przekąsiłam. A jakoś tak dziwnie się złożyło, że w tym czasie najlepiej smakowała mi kanapka z żółtym serem. I o zgrozo, kanapka z białego pieczywa, którego w mojej diecie nie było dobry rok albo i lepiej.
Potem, około 3 miesiąca przyszedł czas na pomidory. I nie była to zachciewajka typu teraz i w tym momencie, zjem i mi przejdzie. O nie nie, trwało to dobre 2 miesiące. Dzień i noc mogłam jeść pomidory. Do kanapki, w sałatce, same od tak po prostu jak jabłko. Tak naprawdę w tym okresie nie musiałam mieć w lodówce nic poza nimi. Właściwie jem je i teraz, może już z mniejszym entuzjazmem. Jednak myśl o soczystych pomidorkach w folii moich rodziców do tej pory wywołuje we mnie niepohamowany ślinotok.
Mam też niestety takie dni, w których moje myśli zaczynają krążyć wokół słodkości. Nigdy nie byłam zbytnim łasuchem, owszem zdarzało mi się połakomić na „małe co nieco” (przyznaję bez bicia, że przeważnie były to ziemniaczki na wagę zwane bajaderkami- czyli przegląd tygodnia z cukierni).
Średnio raz w tygodniu mnie najdzie, głównie po obiedzie. I wtedy dobrze mieć pod ręką małą słodkość.
Jedne z moich ulubionych.
Ostatnim odkryciem są również lizaki nimm2. Są pyszne, bardzo owocowe, mają idealną wielkość i extra kolory. Jakiś czas temu rozmawiałam z koleżanką, która ma 3-letniego synka odnośnie tych lizaków i dowiedziałam się, że Lidl ma w swojej ofercie lizaki, które niczym nie odbiegają od oryginału (pokusiłabym się o stwierdzenie, że są identyczne). No może poza ceną. Firmowe kosztują ok. 6zł za 8szt, natomiast te z Lidla ok. 4zł za 15 szt. Dostępne są w 2 rodzajach- owocowe i o smaku coli z cytryną. Znalazłam je przy kasach, na próżno szukałam na dziale słodyczy. Na prawdę polecam, oczywiście nie tylko dla dzieci.
I jeszcze jeden przysmak, o którym chciałam wspomnieć to tartaletki bądź jak kto woli babeczki z owocami. Jako, że sama jestem leniuszkiem jeśli chodzi o kwestie użycia piekarnika idę na łatwiznę i po prostu kupuję gotowe.
Z czystym sumieniem mogę polecić babeczki z cukierni Krakowskie Wypieki. Za pyszny krem budyniowy i zawsze świeże owoce (bez znaczenia czy truskawki czy maliny). Cena 4,90 szt.
Fot. Arkadiusz Ścichocki / AG
Dzisiejszy post nie wziął się z przypadku.
Wieczorem wybieramy się z mężem na „Faceci od kuchni”.
Więcej o filmie jutro.

Zobacz także

takatycia

  • Masz tak samo jak ja 🙂 Zero wymiotow, 4kg wtedy do przodu, bo teraz juz wiecej 🙂
    Waga narazie sie nie przejmuje. Zrzucimy.mja teraz uwielbiam owoce: arbuzy, czeresnie.. Niefajna zachcianka jest u mnie Coca-Cola 🙁

    • Ajj te kilogramy na plusie, faktycznie będziemy się nimi zajmować w swoim czasie 🙂
      Na Colę też miałam etap, zwłaszcza taką zmrożoną. Chwała Bogu minęło, tylko na jak długo? 😉

  • Ja w ciąży w ogóle nie wymiotowałam. Co do zachcianek ok. 3/4 m-ca Cola!:) Codziennie chociaż pół litra musiałam wypić, to były wakacyjne miesiące więc jakoś mnie kusiła taka z lodówki zimniuteńka:) A W 9M-CU cytrusy – pomarańcze mandarynki jadła 1-1,5kg codziennie;) Potrafiłam o 3 w nocy wstać i zjeść 3 pomarańcze:)

    • To już wiadomo skąd Mandarynkowa Mama :))))
      Fajny etap z tymi cytrusami, może i u mnie zrobi się tak zdrowo. Choć w listopadzie może być problem z owocami, a przynajmniej na początku. Bo w okolicy grudnia to daję sobie rękę uciąć, że mandarynek i pomarańczy w bród.. coś ten Mikołaj przecież wrzuca do worka z prezentami 🙂